Artykuł został przeniesiony pod NOWY ADRES!

Bitwa o Midway


Midway jest wyspą położoną na północny-zachód od Pearl Harbor, będąc ostatnim ogniwem łańcucha archipelagu Hawajów. Swemu położeniu zawdzięcza również nazwę, znajduje się bowiem w połowie drogi z Tokio do San Francisco. W języku angielskim "Midway", to po prostu "w połowie drogi". To właśnie ten niewielki obszar na Pacyfiku stał się wyspą, która przetrwała japońskie natarcie, zatrzymując jednocześnie szybko postępującą ekspansję Kraju Wschodzącego Słońca na Pacyfiku. Okazało się bowiem, iż po dotkliwych porażkach poniesionych na początku 1942 roku amerykańska flota może zatryumfować nad nieprzyjacielem. To dało Amerykanom wiarę - wiarę w końcowe zwycięstwo i zakończenie krwawej wojny.

Staranne przygotowania do operacji, która miała rozstrzygnąć o losie amerykańskiej marynarki wojennej, Japończycy rozpoczęli już w kwietniu 1942 roku. Admirał Isoroku Yamamoto podzielił swoją flotę, przydzielając poszczególnym zespołom okrętów różne zadania. Głównodowodzący sił japońskich był za to mocno krytykowany w późniejszych latach, jednak podjął taką, a nie inną decyzję, uważając swój plan za prawidłowy. W sumie, wśród rozbitych na części sił wyróżnić można było pięć zespołów: Zespół Wysunięty, mający w swym składzie cztery grupy okrętów podwodnych (15 jednostek), Zespół Lotniskowców-Uderzeniowy, o którego sile stanowiły 4 lotniskowce ("Akagi", "Hiryu", "Soryu" i "Kaga") oraz 2 pancerniki ("Haruma", "Krishima"), 2 ciężkie krążowniki ("Tone" i "Cikuma") i 12 niszczycieli pod dowództwem wiceadm. Chuichi Nagumo; Zespół Inwazyny wiceadm.. Kondo w sile 2 pancerników ("Kongo" i "Hiyei"), 8 ciężkich krążowników, lekkiego krążownika, lekkiego lotniskowca ("Zuito"), 11 niszczycieli, 12 transportowców i 2 baz wodnosamolotów; sił adm. Yamamoto, który miał pod dowództwem siedem pancerników, 1 lekki lotniskowiec ("Hosho"), 2 lekkie krążowniki, 13 niszczycieli i 2 bazy wodnosamolotów (3 czerwca ze swojego zespołu Yamamoto wyłączył 5 pancerników i 2 lekkie krążowniki przeznaczone do operacji na Aleutach); wreszcie dochodzimy do ostatniej grupy okrętów - Zespołu Północnego, w którego składzie płynęły 2 lekkie lotniskowce ("Ryujo" i "Junyo"), 3 ciężkie i 2 lekkie krążowniki, 13 niszczycieli, 6 okrętów podwodnych, baza wodnosamolotów i 7 transportowców pod dowództwem wiceadm. B. Hosogayi. Ogółem w operację zaangażowano 100 tys. ludzi, 200 okrętów i 700 samolotów. Przeciw tej sile Amerykanie mogli posłać do boju dwie grupy okrętów. Pierwsza z nich, Task Force 17, kontradm. Fletchera złożona była z 1 lotniskowca ("Yorktown"), 2 ciężkich krążowników ("Astoria", "Portland") i 5 niszczycieli. Drugi zespół, Task Force 16, kontradm. R. Spruance'a miał w swym składzie 2 lotniskowce ("Enterprise", "Hornet"), 5 ciężkich krążowników ("New Orleans", "Minneapolis", "Northampton", "Vincennes" i "Pensacola"), 1 lekkie krążownik ("Atlanta") i 9 niszczycieli. Dodatkowo 233 samoloty (79 myśliwców, 112 bombowców nurkujących, 42 samoloty torpedowe). Lotnictwo marynarki wspomagały jeszcze samoloty stacjonujące na wyspie Midway, gdzie znajdowało się w tym czasie 61 bombowców, 27 myśliwców, 6 samolotów torpedowych i 37 wodnosamolotów. Na wodach hawajskich, a w zasadzie pod wodami, na flotę japońską czekało 19 okrętów podwodnych. Amerykanie wiedzieli, iż zostaną zaatakowani, gdyż 16 maja 1942 roku udało się im przechwycić i rozszyfrować depeszę japońską, traktującą o planach ataku na Midway. Warto wspomnieć, iż dzięki złamaniu tzw. kodu purpurowego rozkazy nieprzyjaciela mogły być szybko odczytywane, co wykluczało element zaskoczenia. Jak widać, Japończycy zdecydowanie przeważali w tym czasie w liczebności swoich sił. Co więcej, "Yorktown" nie był w pełni sprawny. Podczas bitwy na Morzu Koralowym został mocno uszkodzony i tylko tytanicznej pracy 1400 mechaników w suchym doku w Pearl Harbor Fletcher mógł zawdzięczać częściową choć sprawność swojego okrętu. Na niekorzyść obrońców Midway przemawiał fakt, iż ustępowali oni japońskiemu zespołowi w wyposażeniu - myśliwce przegrywały w powietrzu, a lotnictwo obrony wyspy było w dużej mierze przestarzałe. Amerykanie mieli jednak coś, do czego zaawansowana mimo wszystko technika Japonii nie zdążyła jeszcze dojść. Był to radar. Dodatkowo niewątpliwym atutem obrony był atut w postaci własnego terytorium i znajomość planów przeciwnika.

Dowództwo japońskie postawiło swej flocie trzy zadania do wykonania. Oprócz ataku na Midway i stoczenia bitwy morskiej z przeciwnikiem marynarka Kraju Kwitnącej Wiśni miała uderzyć na Aleuty, a specjalne zespoły zająć wyspy Attu i Kiska. Od 26 maja potężne zgrupowania japońskich okrętów wychodziły z portu Jokosuka. W przeddzień inwazji na Midway część sił z rejonu północnego miała zbombardować amerykańską bazę Dutch Harbor. Tym samym nieprzyjaciel zostałby zmylony co do celów operacji, przerzucając zapewne część swoich sił w kierunku Aleutów. Gdy 3 czerwca adm. Yamamoto otrzymał radosne wieści o skutecznym ataku lotnictwa, miał nadzieję na równie udane starcie w rejonie Midway. W nocy z 2 na 3 czerwca Siły Północne kontradm. Kokuty zbliżyły się na odległość 300 kilometrów od Dutch Harbor. O świcie wystartowało 15 myśliwców, 12 nurkowców i 9 torpedowców. Niewiele po 8.00 rozpoczął się pierwszy atak. O 9.45 druga grupa maszyn poderwała się z lotniskowców, atakując tym razem eskadrę niszczycieli. Lotnicy nie mogli jednak trafić w cel. 4 czerwca złe warunki atmosferyczne spowodowały, iż tylko po południu Japończycy mogli przeprowadzić jakąkolwiek akcję. Tego samego dnia grupa Kokuty została odwołana, a żołnierze z grup desantowych zajęli niebronione wyspy Attu i Kiska. Japończycy utracili przy okazji całej operacji zaledwie 9 samolotów, z kolei Amerykanie mieli po swojej stronie 43 zabitych, 50 rannych (w Dutch Harbor) oraz 6 strąconych samolotów i 4 "Cataliny".

Tymczasem w Midway rozstrzygały się już losy bitwy. Aby być przygotowanymi do odparcia spodziewanego japońskiego uderzenia, obrońcy już 30 maja wysyłali "Cataliny" na poszukiwanie japońskiej floty. Następnego dnia podobne zadanie otrzymały "Latające Fortce". 3 czerwca, po kilku dniach poszukiwania, Japończycy nareszcie zostali dostrzeżeni. W godzinach popołudniowych z Midway wystartowało 9 samolotów B-17, jednak nie udało się im uzyskać trafienia podczas ataku na japońskie transportowce. 4 czerwca o godz. 4.30 wystartowała potężna grupa samolotów z japońskich lotniskowców. Po 36 samolotów myśliwskich, torpedowych i bombowców nurkujących wzniosło się w powietrze. Żegnały ich radosne okrzyki marynarzy, którym wydawało się, iż ostateczny tryumf nad Amerykanami jest na wyciągnięcie ręki. Natychmiast po wykryciu wyprawy Amerykanie także wzbili się w powietrze. 26 myśliwców miało odeprzeć atak na bazę. Po walce lotników stan amerykańskich myśliwców zmalał o 17 maszyn, Japończycy stracili 10 samolotów. o 6.15 (a więc na 15 minut przed rozpoczęciem bombardowania Midway) wystartowało 10 torpedowców, które skierowały się w stronę okrętów wroga. Nagumo czekał... Czekał na odnalezienie amerykańskich okrętów, których do tej pory nie wykryto. Na okrętach wiceadmirała znajdowały się 93 maszyny gotowe do boju. O 7.15 zdecydował się na posłanie ich przeciwko Midway. W pół godziny później zmienił swoją decyzję i zawrócił samoloty. Tymczasem japońską flotę starały się zaatakować "Latające Fortece", jednak ich uderzenie skończyło się fiaskiem. Przejdźmy teraz do amerykańskich okrętów, tak usilnie poszukiwanych przez Japończyków. 28 maja kontradm. Spruance opuścił Pearl Harbor. Fletcher zrobił to w dwa dni później. 2 czerwca obie grupy spotkały się, będąc doskonale przygotowanymi na odparcie nalotu wroga. 4 czerwca Amerykanie, podobnie jak ich przeciwnik, starali się odnaleźć flotę nieprzyjaciela. O 6.03 piloci wodnosamolotu przekazali meldunek o odnalezieniu floty japońskiej. Wróg był o około 200 mil na południowy zachód od Task Force 16. Było to zgodne z oczekiwaniami głównodowodzącego flotą amerykańską adm. Chestera Nimitza, który szacował, iż właśnie w tym miejscu mogą znajdować się Japończycy. To skłoniło go do ustawienia okrętów amerykańskich w dogodnej pozycji, aby nie zostały one odnalezione przez japońskich pilotów. Początkowo kontradm. Spruance planował atak na późniejszą godzinę, ale po otrzymaniu informacji o nalocie japońskim na Midway i wysłuchaniu opinii swojego szefa sztabu komandora Millsa Browninga, zdecydował się na przyspieszenie startu samolotów, licząc na zaskoczenie rywala. O 7.02 "Hornet" i "Enterprise" wypuściły 20 myśliwców, 67 bombowców i 29 torpedowców. Do maszyn z obu lotniskowców miały dołączyć samoloty z "Yorktowna". Pierwsza uderzyła 8. eskadra z "Horneta" pod wodzą kpt. Waldrona. Po niej uderzały eskadry z "Enterprise" i "Yorktown". Niestety, z 41 samolotów Spruance'a tylko 6 ocalało, choć udało im się, bez bezpośrednich trafień, mocno zaburzyć szyk floty japońskiej. Następne w kolejce było 36 maszyn z "Enterprise'a" dowodzonych przez kpt. Clarence'a W. McClusky'ego. Około 10.00 rozpoczął się atak dwóch grup samolotów (dowódcami byli por. Richard H. Best i por. Wilmer E. Gallaher). "Akagi" wysunięty był nieco na zachód, za nim płynął "Kaga", w tyle pozostawały "Soryu" i "Hiyu". W chwili, gdy McClusky rozpoczynał atak, pojawił się kpt. Leslie ze swoimi 17 maszynami z "Yorktowna". Obrał on za cel lotniskowiec "Soryu", a koledzy z jego eskadry szybko umieścili trzy bomby w pokładzie okrętu, który po 10 minutach zaczął odmawiać posłuszeństwa japońskiej załodze - ster nie reagował. Yanagimoto rozkazał opuścić okręt. O 13.45 płonący lotniskowiec dostrzegł kpt. Brockman, dowódca okrętu podwodnego "Nautilus". Między 13.59 a 14.05 odpalił trzy torpedy, kończąc epizod "Soryu" i 718 ludzi, którzy wciąż znajdowali się na jego pokładzie. Z kolei "Akagi", okręt flagowy adm. Nagumo, otrzymał dwa trafienia. Bomby uderzyły na tyle niebezpiecznie, iż lotniskowiec zaczął płonąć. O 10.47 dowódca przeniósł się na lekki krążownik "Nogara". Los okrętu nie był jeszcze rozstrzygnięty. Dopiero nazajutrz o 3.50 niszczyciel "Nowaki" dobił lotniskowiec, z którego załogi 263 ludzi pogrążyło się w głębinach oceanu wraz z ich okrętem i szczątkami 40 samolotów. Amerykańscy lotnicy dokonali rzeczy niebywałej, przypłacili to jednak sporymi stratami. 14 maszyn McClusky'ego nie wróciło na "Enterprise". Potężny lotniskowiec "Kaga" również mocno oberwał, choć trzy bomby ulokowane na jego pokładzie... były dziełem przypadku, gdyż do atakujących okręt "Dauntlessów" Gallahera dołączyły przez pomyłkę maszyny Besta. Mimo straty dowódcy, marynarze z "Kagi" walczyli o swój okręt. Dopiero o 16.40 kmdr por. Amagai (zastąpił kmdr Okadę) dał rozkaz opuszczenia lotniskowca. Przyczyną był wybuch cysterny z benzyną. O 19.15 płonący okręt zatonął.

Na placu boju pozostał jeszcze ostatni z lotniskowców japońskich "Hiryu", który stoczył zaciekły bój z "Yorktownem". Rozpoznanie japońskie doniosło o obecności "Yorktowna" w asyście osłaniających go okrętów, jednak nie znaleziono dwóch pozostałych lotniskowców. O 11.00 ostatnie samoloty pierwszej fali z "Hiryu" wzbiły się w powietrze. Grupa ta została dostrzeżona przez Amerykanów w oedległości 46 mil od "Yorktowna". Okręt był przygotowany do obrony. Wildcaty zaatakowały samoloty japońskie już kilkanaście mil od okrętu, zestrzeliwując 9 maszyn. Dalsze dwie dorzuciła artyleria przeciwlotnicza innych okrętów. Siedmiu samolotom wroga udało się jednak przedrzeć przez myśliwską zasłonę. Mimo dobrej celności artylerii lotniskowca, nie udało się go uchronić od trzech trafień. Jedna z bomb weszła prosto w komin, co spowodowało wygaszenie kotłów, a w konsekwencji spadek i wreszcie wyzerowanie prędkości "Yorktowna". Kolejna grupa 10 samolotów torpedowych i 6 myśliwców wystartowała z "Hiryu" o 13.01. Prowadził ją por. Tomonaga. W międzyczasie "Yorktown" obudził się do życia, a do 13.40 udało się mu osiągnąć prędkość 20 węzłów. O 14.24 radar krążownika "Pensacola" zarejestrował japońską grupę samolotów w odległości 270 kilometrów. O zaangażowaniu lotników japońskich najlepiej świadczy fakt, iż por. Tomonaga zdecydował się na lot w stronę "Yorktowna", wiedząc o niewielkich szansach na powrót - podczas wcześniejszego lotu na Midway odłamek przebił jeden zbiornik paliwowy w jego samolocie. Usterki nie udało się zlikwidować, miał zatem paliwa na lot tylko w jedną stronę i postanowił to doskonale wykorzystać. Maszyny z "Yorktown", które nie wylądowały jeszcze na pokładzie swojego okrętu-lotniska, przyjęły "Hornet" i "Enterprise". Dwa samoloty japońskie, po przejściu przez ogień Amerykanów, zrzuciły swój ładunek, trafiając dwiema ttorpdami w lewą burtę lotniskowca. Okręt zaczął się przechylać. O 15.00 rozpoczęła się ewakuacja zalogi. 2270 ludzi znalazło się na pokładach niszczycieli. Gdy na "Hiryu" powróciły zwycięskie samoloty, kontradm. Yamaguchi postanowił przeprowadzić kolejny atak, aby rozprawić się z pozostałymi lotniskowcami. W chwili, gdy japońskie maszyny przygotowywano do startu, nad "Hiryu" pojawiły się 24 bombowce nukrujące, którym przewodził Earl Gallaher. Mimo straty trzech załóg, w "Hiryu" udało się trafić czterema bombami. Przechył lotniskowca był coraz większy. W kilka godzin po północy kontradm. Yamaguchi rozkazał ewakuację. Dowódca pozostał na pokładzie. O 9.00 5 czerwca okręt zatonął, a wraz z nim 416 ludzi. Wcześniej "cios łaski" zadały mu dwa niszczyciele japońskie. Wróćmy jeszcze do "Yorktowna". Lotniskowiec być może zostałby uratowany, gdyby nie kolejne natarcie Japończyków. Uderzyli oni o 13.30. Okręt podwodny "I-168" posłał cztery torpedy, które uderzyły w "Yorktown" i niszczyciel "Hamman", niszcząc mniejszy okręt w ciągu kilku minut. Lotniskowiec wykazał się jednak wyjątkową żywotnością i uparcie nie chciał zatonąć. Dopiero o 6.00 rankiem 7 czerwca "Yorktown" zaczął pogrążać się w odmętach oceanu. Tak kończył amerykański lotniskowiec. Japończycy tymczasem, w akcie desperacji, postanowili zaatakować wroga pozostałymi okrętami. Wiceadm. Kondo, który zastąpił Nagumo, szykował się do bitwy. Dopiero o 2.55 Yamamoto dał rozkaz odwrotu, zawieszając operację przeciwko Midway. Nie miał innego wyjścia, ponieważ straty narastały lawinowo i mogło się to skończyć całkowitą katastrofą marynarki cesarskiej. O ile oczywiście "katastrofą" nie możemy nazwać utraty czterech lotniskowców stanowiących o sile okrętów Yamamoto. Japończycy wracali pokonani. Po raz pierwszy w tej wojnie zaznali smaku porażki. Od razu była to porażka przekreślająca ich plany o szybkim pokonaniu Amerykanów w toczonej kampanii na Pacyfiku. Jak pisze Kenneth Macksey, o wynikach zmagań w tym rejonie w 1942 roku zadecydowała "ułuda niezwyciężoności". Midway stało się przełomem, ale do końcowego tryumfu Stanów Zjednoczonych było jeszcze bardzo daleko.