Artykuł został przeniesiony pod NOWY ADRES!

Bitwa o Stalingrad


Agresja Niemiec na Związek Radziecki, w opinii Adolfa Hitlera, winna zakończyć się w ciągu ośmiu tygodni działań. Plan ten był niezwykle optymistyczny, choć niepozbawiony realnych podstaw - Wehrmacht był u szczytu swojej potęgi, a Armia Czerwona chwiała się w posadach. Sam Związek Radziecki przedstawiano w Rzeszy jako spróchniałą budowlę, w której wyważenie drzwi spowoduje załamanie się konstrukcji. Jakież było zatem zdziwienie Niemców i ich przywódcy, gdy po udanej kampanii jesiennej Wehrmacht nie potrafił sforsować bram Moskwy i został odepchnięty od stolicy sowieckiej na przełomie 1941 i 1942 roku. Wydawało się, iż jest to koniec marzeń Hitlera o szybkim zwycięstwie, a być może o tryumfie na wschodzie w ogóle. Posypały się głowy dowódców, których okrzyknięto nieudolnymi, kierowanie poczynaniami wojsk führer wziął w swoje ręce. Decyzja ta była mocno kontrowersyjna, zważywszy na to, iż był on dyletantem w kwestiach wojskowych i tylko szczęściu i uporczywości zawdzięczał samodzielnie osiągane sukcesy. Gdy pod koniec zimy 1942 roku ofensywa radziecka została wreszcie wyhamowana, Wehrmacht uzyskał niezłe pozycje wyjściowe do kontrnatarcia. Wiosenne roztopy uniemożliwiały aktywne działania obu armii - drogi zamieniły się w nieprzejezdne błotniste trakty, maszyny grzęzły w rozmiękłym gruncie, a rzeki nabrały wody i stały się zaporami nie do przejścia. Wydawało się, iż jedynym wyjściem jest bierne oczekiwanie na poprawę warunków atmosferycznych, a to wymagało czasu i cierpliwości. Wraz z nastaniem wiosennej aury Hitler wyraźnie odżył i znowu zaczął przypominać wielkiego wodza, który wiedzie do boju niezwyciężone armie. W zimie przeżył silne załamanie spowodowane sukcesami nieprzyjaciela i porażką w bitwie o Moskwę. Teraz mógł zrewanżować się Józefowi Stalinowi i zorganizować nowe operacje zaczepne. W związku z tym w marcu 1942 roku w jego kwaterze głównej na terenie Kętrzyna toczono zaciekłe debaty na temat zadań, jakie powinien otrzymać Wehrmacht wiosną 1942 roku. Zewsząd spływały odmienne koncepcje działań, a prym wiódł tutaj gen. Franz Halder, szef Sztabu Generalnego, który oceniał, iż siły niemieckie nie są w stanie prowadzić ofensywy szerokim frontem, co związane było z dużymi stratami poniesionymi w 1941 roku. Sztab szacował; "Braki w wojskach lądowych na wschodzie 1 maja 1942 r.: 625 000 głów. Całkowite uzupełnienie strat zimowych nie jest możliwe. Siła obronna mniejsza niż wiosną 1941 r.". Te smutne dane kwitowano jeszcze komentarzem odnośnie zlikwidowania dysproporcji. Niemieccy stratedzy dostrzegali możliwość w pozbawieniu sił przeciwnika, co sprawiłoby, iż ponoszone straty nie byłyby tak widoczne. Słowa te były balsamem na skołatane nerwy führera, który teraz mógł realizować swoje śmiałe zamierzenia, nie zwracając uwagi na mocne osłabienie sił. Wprawdzie nie sprzyjała mu sytuacja polityczna, jednak wciąż rozporządzał potężną armią, która mogła przełamać wątły front radziecki. Problemem było miejsce, w które należało skierować uderzenie. W marcu ustalono, iż najlepszym kierunkiem jest Kaukaz, gdzie znajdowały się roponośne pola naftowe napędzające radziecką gospodarkę. Jednocześnie przemysł niemiecki potrzebował zastrzyku surowców i materiałów pędnych, co oznaczało, iż Grupa Armii "Południe" wyjdzie na plan pierwszy, detronizując niejako front moskiewski i leningradzki. 28 marca w kwaterze Hitlera odbyła się narada, która ostatecznie przesądziła losy ofensywy. Zebrani dowódcy Wehrmachtu konferowali z führerem, akceptując plany operacji "Blau". 5 kwietnia została wydana dyrektywa nr 41, w której zawarte zostały szczegółowe wytyczne dotyczące zrywu Grupy Armii "Południe". Zasadniczo przewidywano, iż na całość działań złożą się zsynchronizowane lub rozłożone w czasie ofensywy. W pierwszej kolejności należało zlikwidować opór Sowietów na Półwyspie Krymskim i opanować Cieśninę Kerczeńską. Dzięki udanej operacji w tym rejonie uwolnione zostałyby siły 11. Armii gen. Ericha Mansteina, która mogłaby stanowić południowe ramię szerokiego frontu Grupy Armii "Południe". W istocie, Manstein poprowadził swoich żołnierzy do zwycięskiego boju i rozprawił się z radzieckim zgrupowaniem. To pozwoliło mu przerzucić część sił i zdobyć Sewastopol, co ostatecznie zlikwidowało zagrożenie na tyłach wojsk niemieckich. W maju Sowieci próbowali uderzenia prewencyjnego pod Charkowem, ale w wyniku tygodniowej bitwy ich wojska zostały rozbite, a Niemcy bez większych trudności opanowali zachodni brzeg Dońca i wyeliminowali przyczółek pod Izium. Zanim operacja "Blau" w ogóle się rozpoczęła, Wehrmacht odniósł już pierwsze sukcesy, zwiastując tryumf w nowej ofensywie. Ta rozpoczęła się z dniem 28 czerwca 1942 roku. Główne uderzenie wykonywała 4. Armia Pancerna gen. Hotha, do której w dwa dni później dołączyły siły 6. Armii gen. Friedricha Paulusa. W tym miejscu musimy się na chwilę zatrzymać i przyglądnąć sylwetce jednego z najważniejszych dowódców bitwy pod Stalingradem. Friedrich Paulus urodził się w 1890 roku w biednej rodzinie w Breitenau. Mimo iż nie miał wystarczającej ilości pieniędzy, świetnie się uczył i bez problemów osiągał kolejne szczeble edukacji. Zawdzięczał to wrodzonej inteligencji i ambicji. W 1910 roku rozpoczął służbę w niemieckiej armii, a po zakończeniu I wojny światowej został przydzielony do zadań sztabowych. Po rozpoczęciu II wojny światowej brał udział w agresji na Polskę i walkach na froncie zachodnim, jednakże nadal pełnił funkcje sztabowe, zajmując się planowaniem i organizacją. Niewątpliwie był w tym dobry, a wspominający go oficerowie jednym tchem wymieniali jego zalety jako oficera sztabowego. Niewielu dostrzegało w nim potencjał pozwalający na objęcie stanowiska w polu. Sporym zaskoczeniem była zatem nominacja na dowódcę 6. Armii Polowej, której udzielono mu w styczniu 1942 roku. Zastąpił na tym miejscu feldmarszałka Waltera von Reichenau, całkowitego antagonistę, jeśli chodzi o przymioty i militarne umiejętności. Wielu historyków zajmujących się bitwą o Stalingrad wskazuje, iż Reichenau stworzony był do boju, nierzadko przebywał wraz z żołnierzami, był "walczącym generałem". Paulus stanowił całkowite przeciwieństwo poprzednika - wyważony, spokojny i skromny, rzadko angażujący się w skomplikowane i ryzykowne sytuacje. Maj 1942 roku przyniósł pierwszy sprawdzian dla jego wojennych umiejętności - zwycięstwo w drugiej bitwie o Charków przysporzyło mu sympatii, a Hitler rozpływał się wręcz w pochwałach dla niedawno mianowanego dowódcy 6. Armii. W czerwcu stanęło przed nim kolejne wyzwanie, bowiem siły Paulusa stanowiły trzon Grupy Armii "Południe", zamykając jej lewe skrzydło. Uderzenie to obarczone było sporą dozą ryzyka, a w opinii jednego z oficerów generał nie był typem człowieka porywczego: "[...] rozważa starannie każdą decyzję zanim wyda jakiekolwiek rozkazy". 28 czerwca zwiastował przełom na froncie wschodnim, zwiastował nagłe zmiany spowodowane uderzeniem niemieckim, którego ostrze wymierzone było w roponośne pola kaukaskie.

Abstrahując od niemieckich sukcesów podczas wykonywania operacji "Blau", skupimy się na drodze 6. Armii Polowej wiedzionej do boju przez Paulusa. Prowadziła ona natarcie bezpośrednio na wschód, idąc szerokim łukiem przez rubieże obronne Frontu Południowo-Zachodniego. Celem było opanowanie przestrzeni pomiędzy rzekami Don i Doniec i przebicie się do Wołgi. W planach operacji "Blau" nie zawarto szczegółowych wytycznych dotyczących szturmowania Stalingradu. Wydaje się, iż miasto nie stanowiło w tym czasie odpowiedniego celu dla żołnierzy Wehrmachtu. Hitler koncentrował się przede wszystkim na przebiciu na Kaukaz, co powodowało, iż stabilizowanie lewego skrzydła zostało zepchnięte na dalszy plan. Dopiero w czerwcu pojawiły się pomysły odnośnie zagarnięcia miasta. Na północ od Millerowa 6. Armia i 4. Armia Pancerna wyminęły się, a czołgi Hotha zostały skierowane na południe w stronę Morozowska. Paulus i jego żołnierze obrali kurs na Frołowo i Kałacz, a po przekroczeniu Donu mogli wyjść na przedpola Stalingradu. Wojska radzieckie ustępowały niemal w każdym miejscu, choć dowództwo hitlerowskie było zaniepokojone niskimi stratami ponoszonymi przez przeciwnika. Nieliczni żołnierze dostawali się do niemieckiej niewoli, a radziecka Kwatera Główna otrząsnęła się ze zdumienia i rozpoczęła przygotowania do obrony Stalingradu. 12 lipca utworzono Front Stalingradzki pod dowództwem marsz. Timoszenki, który miał do dyspozycji 21., 62., 63. i 64. Armię. Póki co miały one stawiać opór na podejściach do miasta i chronić przejść na Donie. Sukcesy 6. Armii skłoniły Stalina do zabezpieczenia Stalingradu. 19 lipca wydał dyspozycje do przygotowania linii defensywnej w mieście. Rozpoczęto zatem budowanie umocnień, do prac angażowano miejscową ludność. O samym mieście opowiemy za chwilę, wróćmy jeszcze na front 6. Armii. Bezkres rosyjskiego stepu przerażał żołnierzy, którzy zmuszeni byli pokonywać kolejne kilometry w niesamowitym upale sięgającym w słońcu ponad 50 stopni Celsjusza. Co gorsza, dzienne upały przeradzały się w zimne noce. Wahania temperatur i spore amplitudy doprowadzały wojaków Wehrmachtu do szybkiego rozstroju - wysportowani i świetnie przygotowani do boju żołnierze nagle zaczęli tracić siły. Brakowało im żywności, wody, a jednostki zmotoryzowane cierpiały z braku paliwa. Jakby tego było mało, Hitler zapragnął realizować więcej celów niż to na początku zamierzał. 4. Armia Pancerna została skierowana na południe, aby wesprzeć 17. Armię i 1. Armię Pancerną w ich marszu na Kaukaz. Decyzja ta mocno osłabiała siły gotujące się do boju o Stalingrad. Baron von Schenk zu Tautenberg wspomina: "[...] ta sprawa ze Stalingradem wynikła całkiem nagle, jak grom z jasnego nieba, bo w ogóle nie pasowała do koncepcji 'Niebieskiego'. Można było Stalingrad ominąć. Przecież wyznaczone uderzenie miało iść na Majkop i w dół w stronę południowej granicy Rosji do Gruzji. [...] Ale potem Stalingrad stał się dla Hitlera cierniem w oku, i dlatego 6. Armia musiała skręcić w jego stronę. Przez to cała ofensywa została podzielona na dwa fronty". Rzeczywiście, Grupa Armii "Południe" od tej pory funkcjonowała jako Grupa Armii "A" (Kaukaz) i Grupa Armii "B" (Stalingrad). Rozdzielenie sił i przydzielenie im odmiennych zadań było jedną z głównych przyczyn klęski niemieckiej. Front został rozciągnięty, a wojska miały wykonać zadanie niepotrzebne z taktycznego punktu widzenia. Stalingrad faktycznie można było ominąć, tym bardziej że brakowało paliwa na ciężkie boje. Wprawdzie na przełomie lipca i sierpnia 6. Armia odniosła spory sukces, wyniszczając w dużej mierze zgrupowanie 62. Armii pod Kałaczem, jednakże do Stalingradu wciąż brakowało ponad 100 kilometrów. 30 lipca Hitler nagle zmienił zdanie i oddelegował 4. Armię Pancerną do pomocy 6. Armii. Decyzja ta była o co najmniej dwa tygodnie spóźniona. Tymczasem Stalin, 28 lipca, wydał rozkaz nr 227, znany jako "ani kroku wstecz", zakazując odwrotów żołnierzom Armii Czerwonej pod groźbą śmierci. Zaczynał się bój na śmierć i życie, zaczynał się bój o Stalingrad, co beztrosko obwieścił 8 sierpnia w Berlinie szef niemieckiej propagandy Joseph Goebbels. 23 lipca wydana została dyrektywa nr 45, w której czytamy: "[Grupa Armii 'B'] ma oczyścić rejon Donu i zbliżyć się do Stalingradu, aby zniszczyć skoncentrowane tam jednostki wroga, zdobyć miasto i zablokować komunikację pomiędzy Donem i Wołgą". Jak zatem widzimy, do planów operacji "Blau" nagle dołączono plany zdobycia Stalingradu. Ciężko jest podjąć się oceny tej decyzji. Z jednej strony musimy dostrzec potencjał miasta noszącego imię Stalina - znajdowały się tam fabryki zbrojeniowe, których utrzymanie miało spore znaczenie dla wysiłku bojowego Armii Czerwonej. Produkowano tutaj czołgi T-34, a całe miasto było jedną wielką fabryką. Nikołaj Orłow wspomina je jako "młode miasto, bo w wielkich zakładach przemysłowych pracowało wielu młodych ludzi. W weekendy jeździliśmy wypoczywać na tereny na wschód od Wołgi. Wieczorami wracaliśmy, siadaliśmy w jednym z licznych parków, w którym zawsze grała orkiestra. Miasto wydawało mi się przepiękne". Ogółem ponad 800 tys. mieszkańców rozmieszczonych na obszarze 5 na 30 kilometrów w zakolu Wołgi. Pozostawienie na lewym skrzydle niezdobytej metropolii, wokół której gromadziły się siły radzieckie, byłoby nierozsądne, a nawet śmiertelnie groźne dla wojsk przebijających się na Kaukaz. Z drugiej strony nie należało tracić sprzed oczu głównego celu operacji "Blau", a tym Stalingrad z pewnością nie był, angażując ogromne ilości wojsk i zaopatrzenia. W sierpniu większa część sprzętu wędrowała do 6. Armii, a wojskom walczącym o kaukaskie zagłębie naftowe doskwierały poważne braki.

Rozmieszczone na linii Donu siły niemieckie spokojnie oczekiwały rozkazu do rozpoczęcia boju o niedalekie już miasto. Stąd było do Stalingradu niecałe 65 kilometrów, ale miasta miały bronić silne radzieckie zawiązki taktyczne. W pierwszych dniach sierpnia gen. Wasilij Czujkow został oddelegowany do dowództwa 64. Armii. Zwróćmy uwagę na jego sylwetkę, ponieważ był on głównym przeciwnikiem Paulusa, niejako vis'a'vis niemieckiego generała w boju o miasto. Od 1918 roku służył on w Armii Czerwonej, gdzie szybko piął się po szczeblach kariery. Niezwykle utalentowany i karny dowódca nie miał większych problemów w latach trzydziestych, gdy Stalin prowadził wyniszczającą kampanię przeciw własnym dowódcom. Później Czukow obejmował czołowe stanowiska na froncie i brał udział w kampanii wrześniowej i Wojnie Zimowej. Był sztandarowym przykładem komunistycznego dowódcy - z pochodzenia chłop, szalenie ambitny i odważny, zdecydowany walczyć i umrzeć za ojczyznę. Takich ludzi potrzebował Stalin, a Czujkow szybko odwdzięczył się mu za zaufanie. Z miejsca oświadczył, iż utrzyma Stalingrad za wszelką cenę. Nie on jeden przybył do miasta w sierpniu 1942 roku. Stalin oddelegował tam również marsz. Jeremienko, który miał objąć dowodzenie nad Frontem Południowo-Wschodnim (51., 57., 64. i 1. Armia oraz 13. Korpus Pancerny). Wcześniej zdymisjonowano marsz. Timoszenkę (dowodził całością sił na froncie południowym), który ponosił spektakularne klęski i rzadko miał okazję wykazać się militarnymi umiejętnościami. Front Stalingradzki gen. Wasilija Gordowa tworzyły w tym czasie 1. Armia Pancerna, 21., 62. i 63. Armia. W Radzie Wojennej frontów zasiadł Nikita Chruszczow, późniejszy przywódca Związku Radzieckiego. Czujkow z miejsca zabrał się do umacniania rejonu Stalingradu i mobilizował żołnierzy i ludność do boju. Nie przebierał w środkach, z zimną krwią wykonując najbardziej brutalnie rozkazy dyktatora radzieckiego, włącznie z rozkazem nr 227. Ewakuowano najbardziej zagrożoną ludność cywilną, przenoszono domy dziecka i szpitale, aby te nie ucierpiały w przypadku ostrzeliwania miasta. Stalingrad został podzielony na trzy dzielnice obronne - północną od Suchej Mieczetki do fabryki "Krasnyj Oktiabr", centralną - od fabryki do Kuporosnoje i południową od Kuporosnoje do Krasnoarmiejska. Tyły wojsk radzieckich zostały oparte o Wołgę, której szerokość w rejonie miasta przekraczała 1 kilometr. Ogromne znaczenie miało wzgórze 102, Kurhan Mamaja, wznoszące się nad Stalingradem i pozwalające na dokonanie idealnego przeglądu sytuacji. 9 sierpnia Kwatera Główna przygotowała rozkaz dotyczący budowania defensywy. Front Południowo-Wschodni miał powstrzymywać Niemców poza zewnętrznym pierścieniem obrony Stalingradu w południowej części miasta.

Niemcy ze spokojem podciągali swoje siły w rejon zakola Donu. Do 6. Armii powoli dołączała 8. Armia włoska, która luzowała niektóre oddziały Paulusa. 4. Armia Pancerna wykonywała zwrot i osiągała rubież Donu. Walki miały rozgorzeć dopiero 15 sierpnia, kiedy to Grupa Armii "B" przystąpiła do forsowania rzeki i wychodzenia na przedpola Stalingradu. W tym czasie nad miastem pojawiały się już wyprawy bombowe 4. Floty Powietrznej kierowanej przez gen. von Richthofena. Jego samoloty co i rusz dokonywały ciężkich bombardowań miasta, niszcząc zabudowę. Ruiny niemal natychmiast wykorzystywali do obrony żołnierze radzieccy, a taki stan rzecz utrzymał się przez cały okres bitwy. Zniszczenie miasta nie przyniosło Niemcom korzyści. Co gorsza, umożliwiło nieprzyjacielowi zbudowanie skutecznej defensywy opartej na ruinach. Podobną sytuację mogliśmy obserwować w przypadku bitwy o Monte Cassino, gdzie niemieckie oddziały bez trudu obsadzały zburzone budynki i prowadziły celny ogień w kierunku nacierających aliantów. Front włoski z pewnością był miejscem niesamowitych zmagań, jednak daleko mu było do złej sławy frontu radzieckiego. W połowie sierpnia jednostki niemieckie rozpoczęły przeprawianie się przez Don. W zasadzie bez większego problemu żołnierze Wehrmachtu pokonywali niebezpieczną zaporę wodną, która w okresie gorącego lata mocno się skurczyła. 15 sierpnia 6. Armia przystąpiła do likwidowania zgrupowania gen. Wasilija Kriuczonkina, którego żołnierze bronili się do 20 sierpnia i dopiero wtedy ulegli naporowi przeciwnika. Niemcy odepchnęli od rzeki 4. Armię Pancerną i zbudowali silny przyczółek, który następnie poszerzano. Do pomocy 6. Armii dowództwo Wehrmachtu oddelegowało 11. korpus. W lukę pomiędzy 6. i 4. Armią wszedł 52. Korpus Piechoty. Rankiem 19 sierpnia rozpoczęło się generalne natarcie niemieckie. Hitler rozkazał zdobyć miasto w krótkiej kampanii nie przekraczającej dziesięciu dni. 6. Armia forsowała Don na kierunku Wiertiaczy, a na południu 4. Armia Pancerna kierowała się w stronę Wołgi przez Płodowitoje i Abganerowo. Na odcinku obrony Frontu Stalingradzkiego 6. Armia osiągnęła znaczne sukcesy. Udało się zbudować i utrzymać przyczółek, który w ciągu trzech dni rozrósł się do 45 kilometrów szerokości na północ od Kałacza. Następnie gen. Paulus zarządził ofensywę na stanowiska 62. Armii, która rozpoczęła wycofywanie w kierunku pasa obrony 4. Armii Pancernej, a więc wzdłuż biegu Donu. Niemcy szybko dokonali wyłamania w zewnętrznym pierścieniu obrony, a momentami udawało im się wejść w środkowy sektor defensywy miasta. Szczególne znaczenie miał w tym miejscu 14. Korpus Pancerny gen. Wietersheima, któremu udało się pobić obrońców miasta z 62. Armii na odcinku Wiertiaczy-Pieskowatka. Efektem gwałtownego uderzenia był postęp wojsk niemieckich do Wołgi, którą udało się osiągnąć 23 sierpnia powyżej osiedla Rynok. Wojska radzieckie próbowały przeciwnatarcia i częściowo odcięły 14. KPanc. od reszty sił 6. Armii. Na południu sytuacja także rozwijała się po myśli Niemców. 4. Armia Pancerna walczyła z 57. i 64. Armią. Nie udało się jednak dobicie do Krasnoarmiejska. 24 sierpnia Stalin, na bieżąco informowany o rozwoju wydarzeń w Stalingradzie, nakazał rozbicie niemieckiego zgrupowania, które przebiło się do Wołgi w północnym sektorze obronnym. Jednocześnie 10. Dywizja NKWD płk Sarajewa została rozmieszczona na wewnętrznym pierścieniu obrony miasta. 14. Korpus Pancerny nie miał już wystarczającej ilości paliwa, aby jego czołgi mogły kontynuować uderzenie w kierunku dzielnicy Spartakowka. Tam też rozmieszczone zostały silne barykady sowieckie, a do kopania rowów i umocnień zaprzęgnięto całe miasto. Komitet Obrony Stalingradu zagrzewał do boju i angażował każdego, kto tylko był zdolny do pracy. Tymczasem na południu siły Hotha wdawały się w ciężkie walki w rejonie Jeziora Sarpa. Podchodziły jednocześnie do Tundutowa. Uderzenie wykonywały 48. i 4. Korpus Pancerny. Na północy sprawy przybierały niekorzystny obrót wobec ofensywy radzieckiej zainicjowanej w rejonie Małej Rossosz. W pierwszych dniach września siły niemieckie z trudem utrzymywały się na terenach przy pasie Wołgi. W ostatnich dniach sierpnia także Hoth utknął w miejscu i dopiero 29 sierpnia udało się 48. Korpusowi Pancernemu przełamać środkowy pas umocnień, co zmusiło wojska Frontu Południowo-Wschodniego do obsadzenia wewnętrznej linii defensywy miasta. Coraz gorsza sytuacja na styku 62. i 64. Armii zwiastowała szybkie przełamanie oporu radzieckiego od południowego-zachodu. W pierwszych dniach września siły 4. Armii Pancernej toczyły wyniszczające walki o wzgórza poprzedzające Kurhan Mamaja. Zdobycie tego punktu mogłoby przesądzić o losach obrońców miasta. 14. DPanc. kierowała się w stronę Wołgi pod Kuporosnoje i na krótko dobiła do rzeki w dniu 10 września. W pierwszych dniach września Stalin naciskał na marsz. Gieorgija Żukowa przybyłego do Stalingradu, aby ten zainicjował kontrnatarcie z północy. Ten zwlekał z decyzją, wystawiając cierpliwość dyktatora na poważną próbę. Nie powiodły się sierpniowe próby okrążania 16. DPanc. w północnym sektorze obronnym, bowiem Niemcy przełamali pierścień i szybko odzyskali kontakt z resztą jednostek. 24. Armia gen. Kozłowa, odtworzona 1. Armia Gwardii gen. Moskalenko i 66. Armia gen. Malinowskiego miały wreszcie wykonać uderzenie z północy. Ich zadaniem było dotarcie do 62. Armii i uchronienie miasta od wejścia niemieckich jednostek. Efekt uderzenia podciągniętych wojsk radzieckich był niewielki, choć 6. Armia musiała zwrócić się przeciwko nowemu zgrupowaniu i zaprzestać bezpośredniego szturmu na Stalingrad. 13 września kontrofensywa była zakończona i od tego dnia notuje się rozpoczęcie walk o samo miasto.

Warto w tym momencie przytoczyć słowa Kazimierza Kaczmarka ("Stalingrad 1942-1943"), który wskazuje nam, jak wyglądał front broniony przez siły radzieckie: "Front Stalingradzki, składający się z sześciu armii, zajmował rubież od Pawłowska, Panszyna, Samofałówki do Jerzowki. Front Południowo-Wschodni, z czterema armiami, bronił linii od Stalingradu przez Iwanowkę, jeziora Sarpa, Caca i Barmancak do Elisty". Dodatkowe wsparcie zapewniały 8. i 16. Armia Lotnicza. W samym mieście rozlokowane zostały 62. Armia gen. Wasilija Czukowa (północny i środkowy fragment Stalingradu) oraz 64. Armia gen. Michaiła Szumiłowa (fragment południowy). Naprzeciw stanęła potężna 6. Armia, wzmocniona posiłkami odesłanymi z frontu Grupy Armii "A". Na południu wciąż napierała 4. Armia Pancerna, która oddała sąsiadowi 48. Korpus Pancerny. To jasno wskazywało, gdzie rozegra się kluczowy dla rozwoju wydarzeń bój. 13 września 6. Armia rozpoczęła generalne natarcie na miasto, napierając na Kurhan Mamaja i Dworzec Stalingrad I. Niemcy szybko poczynili postępy w rejonie osiedli "Barrikady" i "Krasnyj Oktiabr" ("Czerwony Październik"). Ostrzeliwanie Kurhanu Mamaja nie przyniosło jeszcze efektu, bowiem wzgórza wciąż zajmowali Sowieci. Komplikująca się sytuacja zmusiła gen. Jeremienkę do zarządzenia kontrataku, który ruszył 14 września. Dowódca przeniósł również swoje stanowisko dowodzenia. Natarcie 62. Armii nie przyniosło efektu, a napór niemiecki nie zelżał. Przez cały dzień siły Wehrmachtu zbliżały się do kluczowych punktów. Do końca dnia udało się im opanować Dworzec Stalingrad I, a do wieczora niemieccy żołnierze wdarli się na Kurhan Mamaja. Czołówki niemieckie zbliżały się do centrum. Jeremienko zdecydował się, iż jeszcze raz natrze na wroga. 15 września 62. i 64. Armia przeszły do ofensywy, a wsparcie zapewniła im 13. Dywizja Piechoty Gwardii gen. Rodimcewa. Dowódca ten miał status Bohatera Związku Radziecki i w ciągu 24 godzin ofensywy pokazał, iż na takowy zasługuje. Udało się mu odbić Kurhan Mamaja i Dworzec Stalingrad I, który w nocy 17 września ostatecznie przechwyciły jednostki Armii Czerwonej. Walki toczyły się o każdy budynek, plac, ogród. Niemcy wdzierali się do poszczególnych zabudowań i natychmiast byli z nich wypierani. Obie strony ponosiły ciężkie straty, ale Stalingrad wciąż się bronił. 17 września dotarło wsparcie dla 62. Armii w postaci 92. i 137. BPanc. Między 19 a 21 września 62. i 64. Armia prowadziły działania ofensywne, które nie przyniosły im większych sukcesów. Wstrzymały jednak zapędy 6. Armii, która nie mogła realizować planu wyznaczonego przez Hitlera. 21 września nagłe uderzenie niemieckie zaskoczyło przybyłe brygady pancerne oraz pozycje 13. DPG. Przez cały dzień toczyły się ciężkie walki, a największe postępy Wehrmachtu wynosiły zaledwie 500 metrów. Bardziej na południe klin niemiecki wdarł się między ugrupowanie 42. i 92. brygady. Do 25 września utrzymywała się sytuacja patowa. Niemieckie natarcie straciło impet, wyhamowane przez 62. i 64. Armię. 27 września 6. Armia ponownie ruszyła do boju, tym razem celem były osiedla przemysłowe w północnej części miasta. Zanim przejdziemy do omawiania nowej ofensywy musimy zwrócić uwagę na zmiany w radzieckim zgrupowaniu - Front Stalingradzki zastąpiono Frontem Dońskim gen. Konstantego Rokossowskiego, a Front Południowo-Wschodni Frontem Stalingradzkim gen. Andrieja Jeremienko. Zmiany miały charakter korekcyjny, bowiem nie pociągnęły za sobą żadnych konkretnych wydarzeń na froncie. W momencie natarcia 6. Armii do przeciwuderzenia przystąpiła 62. Armia, a trzon jej sił stanowiły 23. KPanc., 95. i 284. DP. Załamało się ono w celnym ogniu nieprzyjaciela, który natarł na osiedla "Krasnyj Oktiabr" i "Barrikady". Jednocześnie Niemcy wdzierali się na Kurhan Mamaja, ale nie udało się im wyprzeć 284. DP płk Batiuka i wspomagającej obrońców 13. DPG gen. Rodimcewa. Radzieccy żołnierze stawiali bohaterski opór, niejednokrotnie w beznadziejnej sytuacji. Na południu postępy niemieckich wojsk notowano na kierunku wołżańskim, wycofywały się 42. i 92. brygada oraz 10. Dywizja NKWD. Do końca dnia udało się Niemcom opanować Dworzec Stalingrad II i zająć ujścia Carycy. 29 września zorganizowano tutaj nagłe przeciwnatarcie sił 51. i 57. Armii, które zaskoczyły Niemców i opanowały obszar jezior. Kolejnego dnia Armia Czerwona zanotowała kryzys na północnym odcinku obrony Stalingradu. Padły „Barrikady” i „Krasnyj Oktiabr”, a natarcie 308. DP załamało się i nie przyniosło odbicia utraconych obszarów. Jednocześnie 16. DPanc. wspierana dywizjami piechoty natarła na Orłowkę. Zamknięte tam oddziały radzieckie walczyły do końca. Części żołnierzy udało się wydrzeć 7 października. Niewielu z nich dotarło do Fabryki Traktorów. 4 października niemieckie oddziały wkroczyły na teren Stalingradzkiej Fabryki Traktorów. Na tym w zasadzie skończyła się pierwsza faza bitwy o miasto. Przez kilka dni obie strony z napięciem szykowały się do kolejnej bitwy, oczekując kroków przeciwnika. Historia chciała, iż do ofensywy przystąpić mieli ponownie Niemcy, choć i dowództwo Armii Czerwonej miało chrapkę na wykonanie nagłego kontruderzenia.

Dziwne to były dni, gdy na stalingradzkim froncie praktycznie nic się nie działo. Toczono zaledwie walki lokalne. Linia frontu przebiegała w tym czasie przez osiedla robotnicze. Północny sektor był szczególnie zagrożony, bowiem tam skoncentrowały się główne siły 6. Armii, a Paulus zdawał sobie sprawę, iż tędy wiedzie najkrótsza droga do opanowania miasta. Mógł odesłać do ofensywy blisko 90 tys. żołnierzy wspieranych przez 300 czołgów i niemal 1000 samolotów. Przeciwnik z 62. Armii dysponował ledwie 55 tys. ludzi i 80 czołgami. 8. ALot. miała tylko 190 samolotów. Mimo przewagi liczebnej siły niemieckie nie mogły być pewne rozstrzygnięcia w planowanej ofensywie. Armia Czerwona otrzymała wyraźne rozkazy dotyczące obrony każdego budynku. Żołnierze Paulusa mieli już przedsmak tego, co czeka ich w Stalingradzie, gdy we wrześniu próbowali opanować północne rejony miasta. Rankiem 14 października Luftwaffe rozpoczęło zmasowany nalot na pozycje nieprzyjaciela. Krótko po tym do boju wyruszyły dywizje 6. Armii, które z miejsca wdały się w ciężkie walki o zakłady "Barrikady" i "Krasnyj Oktiabr" oraz Stalingradzką Fabrykę Traktorów. Jeszcze przed południem niemieccy żołnierze zapuścili się w rejon Północnego Stadionu, a wątła obrona radziecka została miejscami przełamana. Szturm kosztował Niemców spore straty szacowane na 80 czołgów, co było zasługą stawiającej aktywny opór 84. Brygady Czołgów oraz broniących się nieustępliwie dywizji piechoty. Do końca 15 października Niemcom udało się opanować Stalingradzką Fabrykę Traktorów i dobić do Wołgi. Sukces ten był niewielki w porównaniu z tym, co zakładało dowództwo. Teraz nastąpił zwrot sił niemieckich na południe, na główne pozycje 62. Armii. Opór nadal stawiała 84. Brygada Czołgów i to, co zostało z 37. i 95. DP. Natarcie prowadziły głównie 14. i 24. DPanc., które mogły liczyć na wsparcie 94., 100. i 305. DP. Dowództwo radzieckie w porę dostrzegło zagrożenie i 17 października do broniących się oddziałów dołączyła przeprawiona przez Wołgę 138. DP płk Ludnikowa. Oficer sztabu Czujkowa zanotował: "Walki przybrały potworne natężenie, przekraczając wszelkie możliwe rozmiary. Od wstrząsów żołnierze w okopach potykali się i upadali, jakby byli na pokładzie statku podczas burzy". Także Niemcy zastanawiali się, jak to jest możliwe, że Sowieci wciąż uparcie bronią swoich pozycji, choć na ich głowy spadają tysiące pocisków: "Nie potrafię zrozumieć - mówił pilot Luftwaffe - jak ludzie mogą przetrwać w takim piekle. A jednak Rosjanie mocno się trzymają w ruinach, dziurach i piwnicach, a także w chaosie stalowych szkieletów, które kiedyś były fabrykami". Obrońcom z pewnością należała się chwila wytchnienia. Dowódca Frontu Dońskiego postanowił interweniować i odwrócić uwagę Niemców od 62. Armii. Rankiem 19 października Front Doński zainicjował kontrnatarcie o charakterze pozorowanym. Obrano kierunek północno-zachodni. Jednocześnie 64. Armia uderzyła na kierunku południowym. Efekt ofensywy nie był wielki, oddziały posunęły się o kilka kilometrów do przodu, jednakże Niemcy stracili z oczu główny cel, jakim były walki w Stalingradzie. Uderzenia na fabryki "Barrikady" i "Krasnyj Oktiabr" były wciąż silne, ale nieskuteczne. Mimo iż 23 października wojska niemieckie wkroczyły na teren zakładów, szybko zostały stamtąd wyparte. Z końcem października natężenie walk było coraz mniejsze. Wojska Paulusa nie miały sił ani środków, aby dalej nacierać, a Czujkow, mimo iż wykorzystał wszystkie odwody, zbudował skuteczną linię defensywną. Przestrach wśród żołnierzy Wehrmachtu budzili radzieccy snajperzy, którzy celnymi strzałami byli w stanie rozbić wyprawę nieprzyjaciela. Wielu z nich otrzymało status Bohatera Związku Radzieckiego, wielu odznaczono cennymi wyróżnieniami. Niektórzy, jak chociażby Wasilij Zajcew, przeszli do historii jako postacie nieomal legendarne. W tym czasie rozwinięte na stepie dywizje spokojnie kontrolowały południowy odcinek frontu. Wojna szalała w Stalingradzie, gdzie nikt nie mógł zaradzić fanatycznej obronie Armii Czerwonej. 1 listopada 79. DP ostatni raz zaatakowała fabrykę "Krasnyj Oktiabr", ale i tym razem zmuszona była uznać wyższość wroga. 8 listopada w Monachium przemawiał Adolf Hitler. W pełnych patosu słowach opowiadał o walkach toczących się w dalekim Stalingradzie. Uzasadniał swoją decyzję o zdobyciu miasta, tłumacząc, iż jest to niezwykle ważny ośrodek. Bynajmniej nie chodziło mu o podbicie metropolii noszącej imię Stalina. Przynajmniej tak twierdził. Było coś symbolicznego w tej nazwie. Żołnierze radzieccy umierali tam za partię, ojczyznę i samego Stalina, choć wielu z nich wspominało, iż nie mieli nawet czasu, aby pomyśleć o dyktatorze. Przemówienie wodza stało się impulsem do działania w Stalingradzie, gdzie notowano pierwsze oznaki surowej rosyjskiej zimy. Spadł śnieg, temperatury oscylowały w okolicach minus piętnastu stopni. Żołnierze otrzymali zimowe mundury, ale wyposażenie to okazało się być niewystarczające na przeklęte mrozy. O świcie 11 listopada dowództwo 6. Armii posłało swoich żołnierzy do ostatniej ofensywy. 71., 79., 100., 295., 305. i 389. DP poszły do boju. W toczonych ciężkich walkach udało się podzielić 62. Armię na kilka mniejszych zgrupowań, a 138. DP znalazła się w okrążeniu. Wojska 51. Korpusu Pancernego gen. Seydlitza dotarły do Wołgi. Sukcesy były przejściowe i już 18 listopada wojska hitlerowskie przeszły do defensywy. Sytuacja na froncie była patowa - 62. Armia trzymała miasto od osiedla Rynok przez fabryki do rzeki Carycy. Poniżej znajdowała się 64. Armia obejmująca obszar południowej części miasta i tamtejszych podejść. Stalingrad został utrzymany, a przeciwnik stracił ogromną ilość żołnierzy, wyposażenia i czasu. Operacja szturmowania miasta kosztowała Niemców 700 tys. ludzi, ponad 1000 czołgów i 1400 samolotów. 19 listopada Niemiecka Kronika Filmowa raportowała: "Dawna wołżańska metropolia została - z wyjątkiem bardzo nielicznych dzielnic - wydarta wrogowi. Niemiecki Wehrmacht stoi nad Wołgą". Jakże wiele przekłamań było w tych niewielu słowach. Niemcy nie wiedzieli jednak, iż niedługo przyjdzie im walczyć z radzieckim kontruderzeniem.

Przygotowania Sowietów do nagłej zmasowanej ofensywy na całym froncie Grupy Armii "B" trwały od kilku tygodni. Sytuacja nie rozwijała się korzystnie, a Niemcy wciąż zagrażali Stalingradowi. Dopiero w momencie, gdy front nieco się ustabilizował, a 62. Armia utrzymała swoje pozycje, STAWKA mogła znowu zacząć myśleć o przeciwnatarciu. 13 września Żukow obradował z szefem Sztabu Generalnego Aleksandrem Wasilewskim. Podjęto pierwsze decyzje o zainicjowaniu operacji zaczepnej o kryptonimie "Uran". Zasadniczym celem było rozbicie jednostek rumuńskich, włoskich i węgierskich, które powszechnie uznawano za słabsze. We wspomnieniach niemieckich oficerów sprzymierzeńcy nie przedstawiali większej wartości bojowej: "Przeprowadziłem raz wizytację Rumunów. Ci biedacy tkwili w śniegu z bardzo marnym wyposażeniem, niektórzy bez koców, ze starymi karabinami, które przypominały czasy Napoleona. Zaopatrzenie było u nich bardzo złe, ale na tyłach oficerowie rozpierali się przy nakrytych białymi obrusami stołach, pili wino i nie odmawiali sobie niczego". Jak zatem widzimy, operacja "Uran" mogła bez trudu zaskoczyć jednostki sojusznicze broniące chociażby lewego skrzydła Grupy Armii "B". Rozlokowane nad Donem oddziały nie spodziewały się, iż nagle mogą znaleźć się w centrum walk. Armia Czerwona prowadziła od 13 września potajemną koncentrację sił, przemieszczając masę jednostek nocą, gdy czujność przeciwnika była mniejsza. Rumuni dostrzegli zagrożenie ze strony Frontu Dońskiego i starali się informować o tym fakcie Niemców. Ci jednak bagatelizowali sprawę, biorąc wyłuszczenia rumuńskich oficerów za wymysły lub obserwację pozorowanej akcji Sowietów. Na łuku Donu postępowała w tym czasie koncentracja. Przyczółek trzymany przez Armię Czerwoną miał blisko 60 kilometrów szerokości, co pozwalało na rozwinięcie natarcia w kilku kierunkach jednocześnie. Nawet niemiecki zwiad lotniczy dostrzegł zagrożenie, ale dowództwo nie przejęło się coraz bardziej dramatycznymi meldunkami. Co gorsza, także na stepach na południe od miasta trwały gorączkowe przygotowania Sowietów do ofensywy. I tam bronili się Rumuni, tyle że z 4. Armii obsadzającej prawe skrzydło Grupy Armii "B". Rozwinięte na szerokim froncie jednostki mogły stać się łatwym łupem dla skoncentrowanej ofensywy. Wydawało się nadzwyczaj dziwne, że Niemcy przeoczyli ogromną operację zaczepną przeciwnika. Być może nie dowierzali, iż ten ma siły, aby szykować się na uderzenie, może po prostu zbytnio przejmowano się działaniami w mieście, aby dostrzec to, co było w tym czasie najważniejsze. Konsekwencje tej swoistej beztroski były tragiczne. Żukow wspominał, iż zwrot zaczepny powinien przynieść efekt nie tylko na froncie Grupy Armii "B". Zagrożenie tego zgrupowania powinno zaalarmować wojska Grupy Armii "A" prące przed siebie na Kaukaz. Co więcej, ofensywa listopadowa nie była jedynym tego typu przedsięwzięciem na długim froncie - także w innych punktach Armia Czerwona przechodziła do kontrataku. Nas jednak interesują zmagania w rejonie Stalingradu i tymi się zajmiemy. Zasadniczy plan Kwatery Głównej zakładał okrążenie i odcięcie głównych sił 6. Armii i 4. Armii Pancernej przy jednoczesnym rozbiciu skrzydeł Grupy Armii "B" bronionych przez jednostki sojusznicze. Wielki kocioł winien powstać pomiędzy Wołgą i Donem. Nietrudno się domyślić, iż powodzenie planu położyłoby kres próbom zdobycia Stalingradu przez wojska gen. Paulusa. Prześledźmy zatem, jak wyglądały siły niemieckie w przededniu ofensywy radzieckiej. Idąc od lewego skrzydła, wzdłuż Donu. Flanki pilnowała 8. Armia włoska. Jej prawym sąsiadem była 3. Armia rumuńska, która z kolei graniczyła z polem operacyjnym 6. Armii. W tym miejscu musimy się nieco zatrzymać i za Anthony'm Beevorem przytoczyć dane dotyczące jednostki Paulusa. Miał on do dyspozycji 4. Korpus gen. Jaenecke (29. DPZmot. gen. Leysera, 297. DP gen. Pfeffera i 371. DP gen. Stempla), 8. Korpus gen. Heitza (76. DP gen. Rodenburga, 113. DP gen. von Arnima), 11. Korpus gen. Streckera (44. DP gen. Deboi, 376. DP geb. von Danielsa i 384. DP gen. von Gablenza), 14. Korpus Pancerny gen. Hube (3. DPZmot. gen. Schlömera, 60. DPZmot. gen. Kohlermanna i 16. DPanc. gen. Angerna) oraz 51. Korpus gen. von Seydlitza (71. DP gen. Hartmanna, 79. DP gen. von Schwerina, 94. DP gen. Pfeiffera, 100. DPL gen. Sanne, 295. DP gen. Korfes, 305. gen. Steinmetza, 389. DP gen. Magnusa, 14. DPanc. gen. Lattmanna i 24. DPanc. gen. von Lenski). Na południe od Stalingradu wciąż znajdowały się siły 4. Armii Pancernej, a za nimi rozmieszczono broniącą stepu 4. Armię rumuńską. Przegląd wojsk radzieckich rozpoczniemy od południa, gdzie znajdowała się 51. Armia gen. Trufanowa i 57. Armia gen. Tołbuchina. Południową część miasta obstawiała 64. Armia gen. Szumiłowa. Dalej stały oddziały 62. Armii gen. Czujkowa (13., 37. i 39. Gwardyjska Dywizja Piechoty, 45., 95., 112., 138., 193., 196., 244., 284. i 308. DP oraz 10. Dywizja Piechoty NKWD wspomagane przez 92. Brygadę Piechoty Morskiej i 84., 137. oraz 189. Brygadę Pancerną). Wymienione armie wchodziły w skład Frontu Stalingradzkiego gen. Jeremienki. Wzdłuż Donu stały siły Frontu Dońskiego gen. Rokossowskiego, który dysponował 66. Armią gen. Żadowa, 24. Armią gen. Gałanina i 65. Armią gen. Batowa. Wreszcie skrzydło wojsk przygotowanych do natarcia zamykał Front Południowo-Zachodni gen. Watutina z 21. Armią gen. Czestiakowa, 5. Armią Pancerną gen. Romanienko i 1. Armią Gwardyjską gen. Leluszenko. Uderzenie Frontu Południowo-Zachodniego spaść miało pomiędzy Kleckaja a Serafimowiczami oraz na odcinku przyczółku dońskiego. Zarówno siły gen. Watutina, jak i Front Stalingradzki miały zamknąć swoje skrzydła na Kałaczu, aby odciąć pozostające w kotle siły niemieckie. Plan był śmiały, a jego wykonanie zależało w dużej mierze od zaskoczenia. To udało się Sowietom uzyskać niemal w stu procentach. Ani Niemcy, ani ich sojusznicy nie zorientowali się w zamierzeniach Kwatery Głównej. Nie dostrzeżono nawet tego, że Sowieci budowali mosty przechodzące poniżej tafli wody na Donie. Ogółem do ofensywy Armia Czerwona zgromadziła 1 mln 100 tys. ludzi wspieranych przez 15 500 dział i moździerzy i 1463 czołgów. Nieprzyjaciel miał 1 mln 11 tys. ludzi, 10 290 dział i moździerzy i 675 czołgów. Bilans sił był zatem porównywalny, choć zauważalne było, iż Sowieci mają większą siłą uderzeniową. Szczególnie groźne były radzieckie działa, które rankiem 19 listopada przystąpiły do zmasowanego ostrzału pozycji wroga.

Dramatyczne meldunki o rozpoczęciu sowieckiego natarcia niemal natychmiast zaczęły spływać do niemieckiego dowództwa. Z gęstej mgły zaczęli wyłaniać się żołnierze Armii Czerwonej oraz potężne czołgi. 3. Armia gen. Dumitrescu nie poddała się od razu, choć dochodziły do niej niepokojące wieści o przełamaniu w rejonie obrony Włochów. Rumuni stawiali zacięty opór 5. Armii Pancernej i 21. Armii, której udało się dokonać wyłomu w rejonie Klecka. Niestety, opór rumuński nie był długotrwały. Silniejsze jednostki radzieckie, szczególnie pancerne, przełamały obronę i zaczęły przedzierać się na południe. Wielu żołnierzy kapitulowały, nie widząc szans stawienia oporu. 4. Korpus Pancerny gen. Krawczenki dobił wieczorem do Manojilina. Paulus pospiesznie przerzucał 14. DP, aby zabezpieczać lewe skrzydło. 26. Korpus Pancerny gen. Rodina z 5. Armii Pancernej zdobył Pieriełazowski i odepchnął broniące się w tym rejonie wątłe dywizje rumuńskie. Skutecznie uderzała także 65. Armia. Najmniejsze sukcesy odniosła 21. Armia. Mimo to 20 listopada widoczne było już przełamanie w pasie obrony 3. Armii rumuńskiej, rozbite zostały 2. i 4. korpus. Dwa potężne kliny wbiły się w siły Dumitrescu, a jego żołnierze nie wytrzymali naporu, ustępując w niektórych miejscach nawet na 25 kilometrów. Gen. von Weichs rzucił w ten rejon odwody złożone z 14. DPanc. i 48. Korpusu Pancernego. Skierował je w rejon Serafimowicz. Niestety, nie powiodło się budowanie defensywy, a pancerne siły niemieckie zostały odparte przez 1. i 26. KPanc. Do 20 listopada także gen. Paulus przerzucał część swoich sił, osłaniając rejon Kałacza 14. Korpusem Pancernym. Tego samego dnia do rubieży dobiły wojska Frontu Południowo-Zachodniego, w tym 5. Armia Pancerna. Jakby tego było mało, na odcinku obrony 4. Armii rumuńskiej do natarcia przeszedł Front Stalingradzki. Teraz dowództwo niemieckie spostrzegło, iż nieprzyjaciel wykonuje szeroki manewr okrążający, ale było za późno na odpowiednią interwencję. Do południa wszystkie armie zostały zaangażowane w aktywny bój. Niemal natychmiast udało się przełamać front armii rumuńskiej. 4. Korpus Zmechanizowany dotarł do Płodowitoje, daleko wdzierając się w głąb defensywy rumuńskiej. Efektem celnego uderzenia było zajęcie Abganierowa w dniu 21 listopada. Zadanie to wykonał 4. Korpus Kawalerii gen. Szapkina. 57. Armia także odnosiła sukcesy, a zdecydowany opór przeciwnika napotkano jedynie na flankach. Efektem walk do wieczora 21 listopada było opanowanie Nariman i Blinnikow. Wydawało się, iż nic nie jest w stanie powstrzymać Frontu Południowo-Zachodniego i Frontu Stalingradzkiego w ich równoczesnym marszu ku Kałaczowi. 4. Armia Pancerna została zagrożona okrążeniem, w związku z czym część oddziałów wycofywała się w bezpieczny rejon. 21 listopada siły 26. Korpusu Pancernego gen. Rodina rozpoczęły szturmowanie mostu na Donie na zachód od Stalingradu. Opór stawiała 3. DZmot. W nocy z 21 na 22 listopada udało się 14. BZmot. ppłk Filippowa utrzymać przejście i rozpocząć masową przeprawę wojsk radzieckich. Siły Frontu Dońskiego i Południowo-Zachodniego zagroziły nawet sztabowi 6. Armii, który właśnie przenoszony był do Niżnie-Czyrskiej. W nocy na 22 listopada skrzydła frontów nacierających z dwóch kierunków dzieliło już nieco ponad 70 kilometrów. 4. KZmech. bardzo szybko przesuwał się naprzeciw sił Frontu Południowo-Zachodniego. Wieczorem udało się mu opanować Sowiecki. Udało się Sowietom przecięcie linii zaopatrzeniowych prowadzących do 6. Armii. Pod koniec 22 listopada, po przeprawieniu się przez most na Donie sił 26. Korpusu Pancernego, a następnie 4. Korpusu Pancernego odległość między obydwoma skrzydłami Armii Czerwonej wynosiła zaledwie 12 kilometrów. Dowództwo niemieckie, chcąc zaradzić kryzysowi, zdecydowało się na rozpaczliwe rzucenie do walki w rejonie Kałacza 16. i 24. DPanc. 23 listopada rozwiał nadzieje Niemców. Najpierw skapitulował kocioł złożony z rumuńskich jednostek dowodzonych przez gen. Lascara (6 tys. ludzi poszło do niewoli), a w krótki czas po tym podobny los spotkał siły gen. Stenescu. Okrążenie pod Raspopinem zostało zlikwidowane z bilansem 27 tys. Rumunów wziętych do niewoli. Po południu 23 listopada do Sowieckiego wkroczyły oddziały czołowe z 4. KPanc, łącząc się z 4. KZmech. Kocioł złożony głównie z sił 6. Armii gen. Paulusa został odcięty od reszty niemieckich oddziałów. W okrążeniu znajdowały się również jednostki z 4. Armii Pancernej, ale te nie były tak liczne. Ogółem 22 dywizje i 160 oddziałów niemieckich. Był to ogromny tryumf sowieckiego oręża, jednak na tym nie skończyła się listopadowa ofensywa. Już 24 listopada, w myśl rozkazu Stalina, wojska radzieckie przeszły do ofensywy w celu zniszczenia kotła utworzonego z sił 6. Armii gen. Paulusa. Patrząc nieco szerzej, siły radzieckie miały utworzyć mocną linię od Umancewa przez Kotielnikowski po Niżnie-Czyrsk. Walki na froncie 6. Armii nie przyniosły efektu. W zasadzie w pierwszym tygodniu grudnia 6. Armia skupiona była na przyczółku wokół północnej części miasta, wykorzystując przy okazji część umocnień radzieckich, które udało się zdobyć w toku wcześniejszych działań. Na zewnętrznym pierścieniu okrążenia walki miały szerszy charakter. Cudem odtwarzane siły 3. Armii gen. Dumitrescu ustawiały się na linii rzeki Czyr. Awaryjnie ściągnięty w rejon Niżny Astachowa 17. Korpus odepchnął Sowietów na wschodni brzeg rzeki. To pozwoliło na ustabilizowanie obrony w dniach 24-25 listopada. Do końca miesiąca sytuacja nie zmieniła się i przyjąć możemy, że linię zewnętrznego okrążenia wyznaczała rzeka Czyr. Tam stanęły 3. Armia, 17. Korpus, 4. Armia Pancerna i 4. Armia rumuńska, która znalazła się na zachód i na południe od Kotielnikowski. W momencie względnego uspokojenia zewnętrznego frontu dowództwo radzieckie przystąpiło do likwidowania przyczółka 6. Armii. Kocioł zamykał się wokół północnej części miasta, o 15 kilometrów na wschód od Kałacza. 26 listopada ostatnie oddziały 6. Armii przedostały się mostem na Donie, który następnie wysadzono. Zakola potężnych rzek - Donu i Wołgi - stały się więzieniem i cmentarzem wielu z niemieckich żołnierzy. Hitler słał rozkazy do Paulusa i jego podwładnych zachęcające do obrony za wszelką cenę. Sytuacja była tragiczna, jednak dyktator wymagał największego wysiłku. "Znam 6. Armię i jej naczelnego dowódcę i nie mam wątpliwości, że w tej trudnej sytuacji będzie się dzielnie broniła. 6. Armia musi wiedzieć, że czynię wszystko, aby przyjść jej z pomocą. Wydam moje rozkazy we właściwym czasie". Tak, dość optymistycznie, pisał Hitler jeszcze 22 listopada. Spodziewał się, iż być może uda się zorganizować kontrnatarcie i przywrócić status quo sprzed operacji "Uran". Jednocześnie przygotowywano siły Luftwafe do utworzenia mostu powietrznego i dostarczania zaopatrzenia zamkniętej na polu wynoszącym 20 kilometrów szerokości i 40 kilometrów długości 6. Armii. A ta przeżywała ciężkie chwile w pierwszym tygodniu grudnia. Wprawdzie Sowietom nie udało się rozbić zgrupowania Paulusa, jednakże poszczególne jednostki notowały ciężkie straty. Szczególnie kiepsko wyglądały stany etatowe dywizji pancernych, które miały małą ilość czołgów i znikomą ilość paliwa. Nie wiadomo, ilu tak naprawdę znajdowało się tam żołnierzy. Według rozmaitych danych szacuje się liczbę uwięzionych na ponad 250 tys. ludzi, z czego około 200 tys. mogli stanowić Niemcy, 10 tys. Rumuni i 40 tys. hiwisi, czyli jeńcy wojenni z Armii Czerwonej. Niewykluczone, iż mogło tam być nawet do 290 tys. żołnierzy. Trudno jest jednoznacznie stwierdzić, kto i co było w kotle, a szczątkowe dane niemieckie wykazują sporo rozbieżności. Tak czy inaczej, sytuacja wojsk Paulusa była fatalna. Na domiar złego w grudniu zaczął padać gęsty śnieg, który natychmiast pokrył ulice, ruiny budynków i stanowiska obronne. Coraz większe mrozy mocno dawały się we znaki szczególnie Niemcom, kiepsko przygotowanym do zmagań zimą. Brakowało też żywności, a dostarczane przez Luftwaffe racje były niewystarczające. Paradoksalnie trudna sytuacja wyzwalała w niektórych agresję i wolę walki. Jeden z podporuczników 6. Armii wspomina: "Kiedy dowiedzieliśmy się, że jesteśmy okrążeni, że siedzimy w pułapce, takiej samej, jaką dotąd tak często zastawialiśmy na Ruskich, ogarnęła nas trudna do opisania wola walki i niewiarygodne poczucie koleżeństwa, wykraczające szeroko poza obręb własnego pułku. Każdy pomagał każdemu - a w chwili kiedy rzeczywiście nas okrążono, wierzyliśmy jeszcze, że możemy się wydostać". Wielu wierzyło też w zapewnienia Hitlera, że Stalingrad wytrwa w boju, a 6. Armia nie ulegnie zagładzie.

W pierwszym tygodniu grudnia wydawało się, iż losy 6. Armii są już przesądzone. Pierścień okrążenia zacisnął się, a pozostałe jednostki niemieckie były daleko i dopiero lizały rany po ofensywie nieprzyjaciela. Mimo tego ambitni Niemcy nie zamierzali pozostawić Paulusa i jego żołnierzy na pastwę losu. Abstrahując już od budowy mostu powietrznego, który sprawdził się w umiarkowanym stopniu, wrócić musimy do planów kontrnatarcia sił Wehrmachtu. Mówiliśmy już, iż taki projekt pojawił się w umyśle Hitlera. Już 3 grudnia gen. Hoth przedstawił plany operacji "Wintersturm", w której zapisano, iż 4. Armia Pancerna uwolni 6. Armią. Uciekający czas z pewnością nie grał na korzyść Niemców, bowiem Armia Czerwona umacniała się na nowej rubieży. Co więcej, Kwatera Główna przemyśliwała już o rozbiciu całości sił niemieckich zgromadzonych przy pasie Donu, co miało zostać rozstrzygnięte w wyniku operacji "Saturn". W dalszej kolejności likwidacji uległby przyczółek 6. Armii, dla którego przygotowano odrębną operację znaną jako "Pierścień". Szczególne znaczenie miała operacja "Saturn", bowiem Armia Czerwona mogła ruszyć do ofensywy frontem po Woroneż i zagrozić odcinkom bronionym przez 8. Armię. Na południu uderzenie przebiegałoby na osi Millerowa i Rostowa. Nietrudno się domyślić, iż oprócz rozbicia Grupy Armii "B", a najpewniej otoczenia części jej sił, Armia Czerwona uzyskałaby dogodne pozycje do zamknięcia Grupy Armii "A" bijącej się o Kaukaz. Wróćmy jednak do Niemców, bo to do nich należał pierwszy krok w grudniowych zmaganiach. 28 listopada powstała Grupa Armii "Don" z feldmarszałkiem Erichem Mansteinem na czele. Dowódca ten zasłużył się już w bitwach o Sewastopol i Leningrad, a teraz został awaryjnie ściągnięty w rejon Stalingradu. Pod jego rozkazem zgromadzono dotychczasowe siły Grupy Armii "B" - dowodził resztkami 3. Armii rumuńskiej, 4. Armii Pancernej, 4. Armii rumuńskiej oraz grupą operacyjną "Hollidt". Pod jego ogólną komendę oddano również 6. Armię gen. Paulusa. Plan zakładał synchroniczne uderzenie z rejonu Kotielnikowska i Tormosina, ale z powodu braku wystarczającej ilości sił i środków, Manstein zarządził natarcie jedynie z Kotielnikowska, gdzie zgromadziły się siły 3 dywizji pancernych, dywizji zmotoryzowanej, 5 dywizji piechoty, 2 dywizji kawalerii i 2 dywizji polowych lotnictwa. Trzon sił stanowiły pozostałości 4. Armii Pancernej. Ogółem 124 tys. żołnierzy, 650 czołgów i 500 samolotów. 6. Armia również otrzymała dyrektywy dot. działań. Gen. Paulus miał zarządzić ofensywę na południe w momencie odebrania sygnału: "Piorun". Pozycji radzieckich broniły głównie 51. Armia i 5. Armia Pancerna. W sumie mogły one liczyć na 115 tys. ludzi wspomaganych przez 329 czołgów i 220 samolotów. Rankiem 12 grudnia niemieckie działa rozpoczęły ciężkie ostrzeliwanie pozycji nieprzyjaciela. Krótko po tym do boju wyruszyły jednostki pancerne wspierane przez piechotę. Szybko powodzenie uzyskał 57. Korpus Pancerny gen. Kirchnera. Udało się mu wbić w siły 4. KKaw. i 302. DP i odepchnąć je od Wierchnie-Kumojarska. Stamtąd siły niemieckie nadal maszerowały na północ. Rozgorzała bitwa na linii rzeki Aksaj. Do końca dnia udało się Niemcom zrobić przełamanie, ale ich 23. i 6. DPanc. zaległy w ciężkich walkach na prawym brzegu rzeki. Postęp niemiecki w ciągu jednej doby wyniósł 50 kilometrów, ale wciąż daleko było do Stalingradu. Sowieci rzucali do boju 13. KPanc. i 4. KZmech., które udanie powstrzymywały żołnierzy Wehrmachtu. Obie strony ponosiły ciężkie straty, ale sytuacja na froncie radzieckim była w miarę stabilna. Kwatera Główna pracowała już nad dostosowaniem planu ofensywy do nowej rzeczywistości wojennej. Nowa operacja, "Mały Saturn", miała umożliwić rozbicie 8. Armii włoskiej, a Stalin nakazał, aby jednostki były gotowe do 16 grudnia. W tym czasie grupa "Hoth" toczyła boje na linii rzeki Myszkowa i nie była w stanie czynić większego postępu. Walki przeniosły się w rejon Wierchnie-Kumski. Sowieci zdecydowali się, iż włączą do działań 2. Armię Gwardii gen. Malinowskiego z Frontu Dońskiego. Przegrupowanie prowadzono dość sprawnie, choć na froncie padał gęsty śnieg. 16 grudnia 6. DPanc. próbowała dalszego natarcia, walki toczyły się o wzgórza górujące nad Wierchnie-Kumskim, które przechodziły z rąk do rąk. Zacięte boje toczono pod Kruglakowem i Żutowem, gdzie nacierał rumuński korpus piechoty i grupa płk Panwitza. Wioska została świetnie przygotowana do boju, a żołnierze Armii Czerwonej ani myśleli o kapitulowaniu. Dopiero 19 grudnia Niemcy wdarli się do miejscowości Żutowo, ale do wieczora utracili północną część wioski. 18 grudnia do walk weszła 17. DPanc. gen. von Sengera, a Niemcy wreszcie zajęli Wierchnie-Kumski. Kolejnego dnia udało się Hothowi dokonać przełamania na linii rzeki Myszkowa i wyjść na odległość 40 kilometrów od kotła 6. Armii. Nie zarządzono jednak ofensywy wojsk Paulusa. W tym czasie sytuacja na froncie północnym zaczęła się komplikować, a natarcie 4. Armii Pancernej osłabło. Dowództwo radzieckie rzuciło do walki 2. Armię Gwardii i do 23 grudnia front południowy ustabilizował się w rejonie rzeki Myszkowa. Sytuacja w kotle 6. Armii była coraz gorsza. Żołnierzom brakowało pożywienia, wielu z nich umierało w fatalnych warunkach. Vincenz Griesemer wspomina: "Było bardzo mroźno, więc ludzie szybko umierali. Widziałem takich rano, jak rzęzili i mieli u nosa sopel lodu o długości pięciu czy dziesięciu centymetrów". Śmiertelność w 6. Armii stale wzrastała, a upragnione hasło nie nadchodziło. Gdy Manstein zakończył ofensywę, w kotle znowu zapanowała tragiczna konsternacja. W zasadzie nie było już możliwości na wyjście z okrążenia. Szczególne chwile przeżywały sanitariuszki 6. Armii, opatrując rannych, dokonując skomplikowanych amputacji. Był to prawdziwy dramat zafundowany żołnierzom Paulusa przez upór niemieckiego dyktatora. Lądujący w kotle lotnicy z przerażeniem opowiadali o gehennie swoich kolegów: "Krzyki, lamenty, jęki - tego pan nie zapomni. Tylko szum silników zagłuszał potem wszystko". Czy żołnierze Paulusa mieli szanse na opuszczenie kotła? Tego możemy nie dowiedzieć się już nigdy, bowiem przeciw takiemu rozwiązaniu wystąpił Hitler, obawiając się utraty szans na zdobycie miasta. Być może inicjatywy Mansteina były efektem niesubordynacji względem dyktatora. Niesubordynacji podyktowanej zdrowym rozsądkiem. Nawet on nie był w stanie wyciągnąć 6. Armii, a od 23 grudnia zmuszony był ratować front. Heinrich Meidinger wspomina: "Mieliśmy wiązać siły rosyjskie, aby Grupa Armii 'Południe' mogła się wycofać z Kaukazu w jakim takim porządku". Rzeczywiście, na Kaukazie Niemcy szykowali się do odwrotu. Nie osiągnęli tam zamierzonych rubieży, nie zdobyli roponośnych zagłębi. Tymczasem Sowieci przystępowali do przygotowywanego od początku grudnia uderzenia. Główne natarcie prowadzić miały 1. i 3. Armia Gwardii, które ubezpieczała sąsiednia 6. Armia Frontu Woroneskiego. Ogółem do operacji "Mały Saturn" wydelegowano 425 tys. ludzi wspieranych przez 1000 czołgów. Na zagrożonym odcinku Państwa Osi mogły rzucić do boju 459 tys. ludzi i 600 czołgów. "Mały Saturn" rozpoczął się o świcie 16 grudnia. W tym czasie pod Stalingradem sprawy zaczęły przybierać niekorzystny obrót dla zgrupowania radzieckiego. Nowa ofensywa mogła zaradzić problemom. Niestety, od pierwszych chwil nieprzyjaciel stawiał mocny opór, a pogoda nie sprzyjała prowadzeniu natarcia. Dopiero 17 grudnia do boju weszły 25., 18., 17. i 24. KPanc., którym udało się dokonać szeregu wyłomów. Połączone siły na styku Frontu Południowo-Zachodniego i Frontu Woroneskiego przełamały rozpaczliwy opór 8. Armii. Efektem udanego natarcia było wbicie się klinem na głębokość do 60 kilometrów, a 19 grudnia 6. Armię przeniesiono w skład Frontu Południowo-Zachodniego, aby ułatwić operacyjne kierowanie zawiązkami taktycznymi. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Do wieczora siły 6. Armii i 1. Armii Gwardii połączyły się na tyłach włosko-niemieckiego zgrupowania pod Koszarami. 23 grudnia 17. pułk czołgów ppłk Pozołotina rozbił niemiecką wyprawę zmotoryzowaną pod Chlebinski. Nazajutrz 24. KPanc. wszedł do Tacynskiej. Gen. Badanow nieco zapędził się w swojej wyprawie, bowiem spadło na niego kontruderzenie wojsk Grupy Armii "Don" z 11. DPanc. na czele. Walki toczono przez pięć dni. Niemcy z furią nacierali na okrążone zgrupowanie 24. KPanc. Żołnierze radzieccy byli nieustępliwi i 29 grudnia udało się im wyrwać z okrążenia i przejść do głównych sił. 24 grudnia siły 25. KPanc. z 3. Armii Gwardii dobiły się do Morozowska. W tym samym czasie siły 1. Armii Gwardii wyniszczały oddziały wroga w rejonie Millerowa. To właśnie na tej rubieży wyznaczono nową linię frontu. Tego samego dnia ofensywę rozpoczęła 2. Armia Gwardii, starając się odepchnąć grupę "Hoth". Zwróćmy zatem uwagę, iż 6. Armia w zasadzie nie miała już nawet nadziei na to, że ktoś przyjdzie jej z pomocą. Ofensywa 2. Armii Gwardii niemal z miejsca zwiastowała sukces radziecki. Udało się przebić przez rzekę Myszkowa, a sąsiadujący od południa z 2. AGwar. 7. KPanc. z 51. Armii zajął przejścia na rzece Aksaj. W ciągu kolejnego dnia wojska radzieckie rozbiły improwizowaną obronę 57. KPanc. gen. Kirchnera. Hoth zauważył, iż nie ma szans w starciu z napierającym wrogiem i zarządził odwrót w rejon Kotielnikowskiego, w miejsce, skąd zaczynał grudniową ofensywę. Tam natychmiast pojawił się 7. KPanc. gen. Rotmistrowa, który do rana 29 grudnia zdobył miasto i wyparł z niego oddziały niemieckie. W szeregach niemieckich panował defetyzm - żołnierze wycofywali się na całym froncie. 29 grudnia 3. KZmech. zajął Zawietnoje, a kolejnego dnia padło Głuboki. 5. Armia Uderzeniowa bez większych problemów wypchnęła Niemców poza Tormosino i 31 grudnia zajęła miasto. Operacja "Mały Saturn" zakończyła się pełnym sukcesem, przynosząc ogromne zdobycze terytorialne Armii Czerwonej. Ogółem do niewoli poszło ponad 75 tys. żołnierzy wroga, którzy na dobre zostali odepchnięci od Stalingradu. Na południu linia frontu przebiegała od Czernyszkowski przez Łoznoj, Dubowskoje po linię rzeki Manycz. Teraz jedynym problemem Kwatery Głównej była zamknięta 6. Armia.

"Problem" to może zbyt delikatne określenie opisujące kurczący się kocioł, który starannie wyniszczały choroby, głód i zimno. Boże Narodzenie w okrążeniu obchodzono w nastroju zadumy, w smutku. Żołnierze odśpiewali tradycyjne niemieckie kolędy, wielu pisało listy do domów. Paulus także korespondował z żoną. W Nowy Rok napisał jej pełne pokrzepienia słowa, podobne skierował do swoich żołnierzy: "Nasza wola zwycięstwa jest nieugięta i Nowy Rok z pewnością przyniesie nam uwolnienie. Nie mogę jeszcze powiedzieć, kiedy to nastąpi. Führer jeszcze nigdy nie cofnął swego słowa i tym razem nie będzie inaczej". W zupełnie innym tonie wypowiadał się w towarzystwie oficerów przysyłanych z dowództwa. Jego raporty pełne były troski o stabilność frontu i życie żołnierzy. 6 stycznia przekazał gen. Zeitzlerowi: "Armia głoduje i marznie, nie ma amunicji i nie może już więcej uruchomić czołgów". W tym samym czasie, w o wiele lepszych nastrojach, do boju szykowali się Sowieci. Pod koniec grudnia mieli już opracowane plany operacji "Pierścień", która miała im pozwolić na rozprawienie się z 6. Armią zamkniętą w kotle. Początkowo ofensywa miała ruszyć 6 stycznia, ale wobec braków etatowych i zmęczenia żołnierzy przeniesiono ją na 10 dzień nowego roku. Całością zadań miał zająć się Front Doński, którego 65. Armia gen. Batowa stanowiła główną siłę uderzeniową. Obok niej do boju szła 21. Armia gen. Czystiakowa, napierając na rejon Woroponowa. 24. Armia gen. Gałanina powinna sforsować Rossoszkę. Wsparcie zapewniały prężne armie lotnicze. Ogółem Front Doński dysponował 212 tys. ludzi, 257 czołgami i 300 samolotami. Zanim Sowieci natarli na kocioł, do Paulusa wysłali parlamentariuszy z tekstem ultimatum kapitulacyjnego. Jak się można był spodziewać, niemiecki generał odrzucił propozycję. Nie miał zgody Hitlera na podejmowanie się kapitulanckich inicjatyw, otrzymał jasne rozkazy trwania na pozycjach do końca. Próba przełamania oporu niemieckiego na drodze pokojowej nie była jedyną podjętą przez Sowietów. Niemal przez cały czas żołnierzy Wehrmachtu bombardowano propagandowymi ulotkami zachęcającymi do poddania się. Jeden z żołnierzy napisał: "Ruski robi ciężką propagandę ulotkami i codziennie wzywa nas od nowa, żebyśmy się poddali, bo nasze położenie jest beznadziejne". Inni wspominali, że nikt nie chciał iść do niewoli dobrowolnie, większość trwała na pozycjach, a stalinowska propaganda musiała obejść się smakiem. 6. Armia miała wytrzymać, a jej żołnierze wierzyli, iż dane im będzie wyrwać się z okrążenia. Ultimatum z 8 stycznia mówiło jednak wyraźnie: "W razie odrzucenia naszego wezwania do kapitulacji oddziały Armii Czerwonej będą zmuszona przejść do zniszczenia okrążonych wojsk niemieckich. Kto będzie stawiał opór, zostanie bezlitośnie zlikwidowany". Nawet takie postawienie sprawy nie zniechęcało Paulusa i jego podkomendnych. Mimo iż Manstein agitował za pozwoleniem złożenia kapitulacji 6. Armii, Hitler był nieugięty. Stalingrad musiał wytrwać. Niemiecka prasa szeroko rozpisywała się o potyczkach na wschodzie. Batalia o miasto stała się jednym z najciekawszych tematów, choć wiele tekstów było oszukańczą propagandą. Społeczeństwo nie miało dokładnego przeglądu wydarzeń z frontu. Informacje były wybiórcze, a dochodzące z kotła informacje cenzurowano. W styczniu minister propagandy Rzeszy, Joseph Goebbels, zaczął się zastanawiać, jak przekazać Niemcom informacje o klęsce pod Stalingradem. W konsekwencji z żołnierzy 6. Armii uczyniono męczenników, a Stalingrad stał się symbolem oporu przed bezlitosnymi Sowietami. W całym zamieszaniu zapominano, kto był agresorem i kto doprowadził do wybuchu bitwy.

Rankiem 10 stycznia na pozycje 6. Armii spadł grad pocisków. Radziecka artyleria prowadziła zmasowane ostrzeliwanie, za którym do boju ruszyły siły pancerne i wojska piechoty. Wprawdzie część niemieckich umocnień zniszczono, jednakże oddziały nieprzyjaciela stawiały zacięty opór. Marsz. Konstanty Rokossowski wspomina: "Walka nabrała przewlekłego charakteru, nasze wojska musiały dosłownie wgryzać się w obronę przeciwnika. Nieprzyjacielski ogień wciąż się wzmagał". Przekonały się o tym szczególnie 21. i 24. Armia, które pierwszego dnia ofensywy nie poczyniły większego postępu. Jedynie 65. Armii udało się wbić w niektórych miejscach do 6 kilometrów w głąb pasa obrony. Niemieckie oddziały, jeżeli w ogóle do tego dochodziło, cofały się na dogodniejsze pozycje i nadal nękały ogniem wojska Armii Czerwonej. 13 stycznia linia obronna znajdowała się na linii rzek Rossoszka i Czerwlenna. Nad drugą z rzek sukces odniosła 57. Armia, która zdołała przełamać pas defensywy niemieckiej. Wspomagające uderzenie wykonywała 64. Armia jako prawy sąsiad 57. Armii gen. Tołbuchina. 13 stycznia 91. Samodzielna Brygada Pancerna rozpoczęła szturmowanie lotniska Pitomnik. Szybko wsparcia udzieliły jej inne jednostki radzieckie. Zmasowane natarcie zakończyło się sukcesem 16 stycznia, a w ręce Sowietów trafiło 370 niemieckich maszyn i spora ilość sprzętu. Od 15 stycznia trwały walki w wewnętrznym pasie obrony niemieckiej. 6. Armia miała coraz mniejsze możliwości manewru, a utrata cennego lotniska pozbawiła ją jednego ze źródeł zaopatrzenia przez most powietrzny. Kolejnym etapem na drodze Armii Czerwonej mogło być lotnisko Gumrak, które Niemcy pospiesznie przygotowywali do obrony. Rozkład 6. Armii uwidocznił się najpełniej, gdy 18 stycznia Paulus zarządził ofensywę na wszystkich kierunkach. Uderzenie nie mogło zostać wykonane, bowiem poszczególne grupki walczyły już na własną rękę, w oderwaniu od całości. Kolejne ultimatum przedstawione przez Sowietów zostało odrzucone, choć Paulus natrafił na sprzeciw dowódcy 51. Korpusu Piechoty gen. Seydlitza, który nie widział sensu w dalszym przelewaniu krwi żołnierzy. 21 stycznia Paulus prosił dowództwo o możliwość poddania wojsk: "Wojsko bez amunicji i zaopatrzenia, objawy rozkładu na froncie południowym, północnym i zachodnim. 18 000 rannych bez najmniejszej pomocy - brak opatrunków i lekarstw. Front wskutek głębokich przełomów w wielu miejscach przerwany. Załamanie się nieuchronne. Armia prosi o natychmiastową zgodę na kapitulację dla ratowania pozostałych przy życiu ludzi". W trzy dni później nadeszła odpowiedź, która jasno wskazywała, iż Hitler jest oderwanym od rzeczywistości maniakiem: "Zakazuję kapitulacji. Armia ma utrzymać swoją pozycję do ostatniego żołnierza i do ostatniego naboju, przez swoje bohaterskie wytrwanie wnosi ona niezapomniany wkład w stworzenie frontu obronnego i ratowanie Zachodu". 22 stycznia Sowieci przeszli do kolejnej generalnej ofensywy. Niemal od razu padło lotnisko Gumrak, a 6. Armia straciła ostatnią możliwość kontaktowania się ze światem przy pomocy mostu powietrznego. Ten był mitem w ostatnich tygodniach i przynosił niewielkie korzyści zamkniętym w kotle żołnierzom. Coraz większa ilość oddziałów kapitulowała na własną rękę. Możliwość taką pozostawiali podwładnym niektórzy dowódcy z gen. Seydlitzem i gen. Phefrerem na czele. 25 stycznia 64. i 57. Armia rozpoczęły batalię o kolejne dzielnice miasta. Kapitulowały 297. DP oraz 20. DP gen. Dumitrescu z Rumunii. Do uderzenia włączyła się 62. Armia, nacierając na kierunku osiedli robotniczych, o które niegdyś toczono ciężkie boje. Do 26 stycznia udało się Sowietom podzielić siły niemieckie na dwa zgrupowania - południowym dowodził gen. Paulus (centralna część miasta), północnym gen. Strecker. Dowództwo radzieckie wyznaczyło misję likwidowania mniejszych kotłów 21., 57. i 64. Armii (południowe zgrupowanie) oraz 62., 65. i 66. Armii (północne zgrupowanie). 27 stycznia Sowietom udało się niemal w całości zająć południową i centralną część miasta. Jednostki niemieckie zmuszone były bić się w małych grupkach, które albo kapitulowały, albo zostały doszczętnie wyniszczone, albo próbowały przebijać się na północ. Do końca miesiąca opór niemiecki w tamtym rejonie został zlikwidowany. 30 stycznia płk Ludwig rozpoczął negocjacje z wysłannikami sowieckiego dowództwa. Paulus pogodził się już z katastrofą 6. Armii. Tymczasem w Berlinie zapadły ważne decyzje - Hitler postanowił mianować gen. Paulusa feldmarszałkiem, licząc, iż ten prędzej zginie z własnej ręki niż się podda. Führer pomylił się, bowiem rankiem Paulus przystał na propozycje kapitulacji przedstawioną przez sowieckich parlamentariuszy. Uzasadniona była zatem złość Hitlera, który krzyczał do swoich współpracowników: "Gdybym to przewidział, Paulus nie byłby feldmarszałkiem". 1 lutego 65. Armia rozpoczęła ostatnią ofensywę, tym razem na pozycje grupy północnej. W ciągu dwudziestu czterech godzin uderzenia resztki niemieckiej 6. Armii zostały rozbite, a Sowieci opanowali całą północną część miasta, wyłapując następnie niedobitków i maruderów. Zajęta została fabryka traktorów, a akt ten w zasadzie zakończył zorganizowane działania sił niemieckich w Stalingradzie. Wprawdzie w kolejnych dniach notowano jeszcze drobne potyczki, ale nie miały one żadnego wpływu na wynik bitwy. 100 tys. ludzi poszło do radzieckiej niewoli. Niewielu z nich powróciło po wojnie do domów. Wielu czekała śmierć w drodze, wielu zamęczono w późniejszym czasie. Jedna z najkrwawszych bitew w dziejach zakończyła się, choć oficjalnie Paulus nie podpisał dokumentu świadczącego o kapitulacji jego sił. On po prostu poddał siebie i podwładnych. Decyzja ta spóźniona była o co najmniej dwa tygodnie. W tym okresie wielu z jego podkomendnych czekała śmierć w spartańskich warunkach. Wprawdzie z tych, którzy poszli do niewoli, przeżyła garstka, ale mieli oni jakiekolwiek szanse na uratowanie życia. Bilans bitwy przedstawia się okropnie i przeraża ogromem ofiar. Niemcy stracili ponad 200 tys. ludzi, 108 tys. powędrowało do niewoli. Straty radzieckie szacowane są na blisko 50 tys. poległych w boju i ponad 42 tys. zabitych cywilów oraz 65 tys. jeńców. Cała operacja stalingradzka mogła kosztować Państwa Osi nawet do 850 tys. rannych, zabitych i zaginionych oraz wziętych do niewoli radzieckiej. Armia Czerwona notowała w tym czasie ponad 1 mln 100 tys. ofiar, co jasno pokazuje, jak bardzo kosztowna była decyzja Hitlera o odesłaniu Grupy Armii "B" w kierunku nadwołżańskiego miasta. To zostało doszczętnie zniszczone. Ruiny straszyły jeszcze przez kilka lat. Odbudowa miasta zakończyła się po wojnie. Wraz ze wzrostem niechęci do polityki stalinowskiej, nazwa miasta ewoluowała. W 1961 roku przemianowano je na Wołgograd. Obecnie liczy ponad milion mieszkańców. Na zawsze jednak pozostanie miejscem, w którym rozegrano jedną z największych bitew w dziejach świata, bitew, które przesądziły o losie konfliktów.