Zatopienie pancernika "Tirpitz"

Artykuły serwisu "II wojna światowa"



Zatopienie niemieckiego pancernika "Bismarck" było w 1941 roku jednym z największych sukcesów brytyjskiej Royal Navy. Marynarka wojenna aliantów często nie mogła się wykazać w walce, gdyż do bezpośrednich starć z przeciwnikiem dochodziło niezwykle rzadko. Los "Bismarcka" wstrząsnął niemieckim dowództwem, z Adolfem Hitlerem na czele. Cios zadany w samo serce hitlerowskiej marynarki wojennej mocno osłabiał potencjał bojowy Kriegsmarine, nie mówiąc już o aspekcie propagandowym porażki. Duma i chluba Kriegsmarine poszła na dno po zaledwie kilku dniach grasowania na Oceanie Atlantyckim, odnosząc niewielkie sukcesy. Hitler słusznie obawiał się o losy bliźniaczego pancernika. "Tirpitz" miał się ukrywać i nie narażać na konfrontację z przeciwnikiem. W konsekwencji - prócz psychologicznego efektu zastraszania - nie było z niego większego pożytku



Duma Adolfa Hitlera

W 1936 roku stocznia Kriegsmarine Werft w Wilhelmshaven (w maju 1945 roku był to przystanek końcowy polskiej 1. Dywizji Pancernej) rozpoczęła budowę wielkiego pancernika, który swą nazwę odziedziczył po admirale Alfredzie von Tirpitzu, twórcy potęgi niemieckiej floty z przełomu XIX i XX wieku. Jako matkę chrzestną okrętu wybrano córkę zmarłego w 1930 roku dowódcy. 1 kwietnia 1939 roku nastąpiła uroczystość wodowania "Tirpitza". Jego warunki były doprawdy imponujące i stawiały go ówcześnie w szeregu najpotężniejszych pancerników świata:
Wymiary - długość - 252 metry, szerokość - 36 metrów, wysokość - 15 metrów, zanurzenie - 8,7 metra
Wyporność okrętu - standardowo - 43 tys. ton, z ładunkiem do 53 tys. ton
Prędkość maksymalna - 30,5 węzła
Załoga - 2608 ludzi
Wyrzutnie torped - 8 wyrzutni kal. 533 mm
Samoloty ochronne - do sześciu maszyn typu "Arado" Ar 196
Uzbrojenie (ilość i kaliber działek) - 8x380 mm, 12x150 mm, 16x105 mm, 16x37 mm, 78x20 mm
Opancerzenie - burty - do 32 cm, mostek - do 35 cm, osłona głównej artylerii - do 36 cm
Moc napędu - 138 tys. koni mechanicznych
Radar typu FuMO 23

Tak wyposażony okręt stanowił prawdziwą potęgą na atlantyckich szlakach. Brytyjczycy z niepokojem, ale i dużym zainteresowaniem obserwowali niemieckie przygotowania do zwodowania pancernika, a następnie do użycia go w boju. Dowództwo niemieckie miało powody do zadowolenia, gdyż w stosunkowo niedługim okresie udało się stworzyć jednostkę na wskroś nowoczesną i zdolną do podjęcia się walki ze znacznie liczebniejszą marynarką brytyjską. W latach trzydziestych nastąpiła spora rozbudowa i modernizacja Kriegsmarine, co znacznie wzmocniło niemiecką marynarkę, stawiając ją na jednej z czołowych pozycji na świecie - zarówno pod względem liczby okrętów, jak i ich zaawansowania technologicznego. Główną siłę uderzeniową miały stanowić dwa śmiertelnie groźne bliźniaki - pancerniki "Bismarck" i "Tirpitz". Ich moc była oparta nie tylko na silne ognia, ale i efekcie psychologicznym, jaki pojawienie się obu okrętów wywoływało po stronie przeciwnika. Royal Navy bała się "Bismarcka" i "Tirpitza", zdają sobie sprawę z zagrożenia, jakie pancerniki stwarzały na atlantyckich szlakach. Pokazała to dobitnie II wojna światowa.

Początek walki

Rankiem 1 września 1939 roku Kriegsmarine ruszyła do boju, ostrzeliwując polskie pozycje na Westerplatte. Zdecydowanie słabsza Polska Marynarka Wojenna nie była w stanie stawić czoła przeciwnikowi. W tym czasie "Tirpitz" nie był jeszcze gotowy do służby, wciąż trwały prace nad jego ukończeniem. Okręt pozostawał w Wilhelmshaven, poza zasięgiem polskiej armii, ale już w polu rażenia brytyjskiego lotnictwa Royal Air Force. Początkowo Brytyjczycy nie kwapili się do zdecydowanych ataków, co wpisywało się w założenia tzw. "wojny siedzącej" toczącej się przy minimalnym zaangażowaniu sił i środków. Sytuacja zmieniła się po rozpoczęciu niemieckich operacji przeciw Norwegii i Francji w połowie 1940 roku. W efekcie także "Tirpitz" stał się celem ataków brytyjskiego lotnictwa. W nocy z 9 na 10 czerwca 1940 roku RAF przeprowadził operację nalotu, która zakończyła się spektakularną klapą. 11 z 14 wysłanych maszyn nadleciało nad cel i mimo zrzucenia ładunków nie udało się zaliczyć trafień. Kolejne naloty miały być dokładniejsze. Swoją drogą nasuwa się stwierdzenie, iż "Tirpitz" nie miał szczęścia do nieprzyjacielskich maszyn lotniczych, nawet jeśli początkowo udawało się mu uniknąć bezpośrednich trafień. Nie zdążył jeszcze ruszyć do akcji, a już padały wokół niego bomby.

Już dziesięć dni później, w nocy z 20 na 21 czerwca, niemiecki okręt po raz pierwszy poczuł na sobie ciężar alianckiej bomby - "Tirpitza" dosięgło kilka pocisków, jednak nie zanotowano większych strat. Podobne naloty, o różnym nasileniu ilości bombowców, trwały do pierwszych miesięcy 1941 roku. Co jakiś czas na niebie nad Wilhelmshaven pojawiało się alianckie lotnictwo, którego głównym celem było zadanie możliwie najcięższych uszkodzeń "Tirpitzowi". Na szczęście pancernika i jego załogi, bomby, jeśli w ogóle spadały w pobliżu, jedynie rozpryskiwały wodę dookoła okrętu, nie czyniąc mu szkody. Wreszcie 25 lutego 1941 roku okręt wszedł do czynnej służby. "Tirpitz" został oddany pod komendę kapitana Karla Toppa i wkrótce został przerzucony na Bałtyk, gdzie miał zostać poddany serii prób i przygotowań do boju. Ćwiczenia przebiegały pomyślnie, kiedy to zakłóciła je wieść o niefortunnym rejsie bliźniaczego "Bismarcka", który zatonął pod koniec maja 1941 roku. Majowa katastrofa Kriegsmarine zaważyła na losach "Tirpitza". Adolfa Hitler, obawiając się o swój drugi supernowoczesny okręt, postanowił oszczędzać pancernik i nie narażać na podobne niebezpieczeństwo. Dlatego też - głównie z inicjatywy dyktatora - przygotowano plan odesłania "Tirpitza" ku wybrzeżom Norwegii, gdzie mógłby przebywać względnie bezpieczny od alianckich samolotów. Fiordy miały stanowić bazę wypadową dla operacji głównie na Morzu Północnym. Załoga "Tirpitza" miała dokonywać korsarskich rajdów, zakłócając trasy zaopatrzeniowe aliantów z Islandii do Murmańska. 12 grudnia 1941 roku zapadła oficjalna decyzja - Hitler nakazał przerzucenie "Tirpitza" z Bałtyku do Norwegii. Jego śladem miały pójść również pancerniki "Scharnhorst" i "Gneisenau" oraz ciężki krążownik "Prinz Eugen" przemieszczony z Brestu. 10 stycznia 1942 roku kapitan Topp zameldował, iż jest gotowy do działania i w dwa dni później opuścił kilońskie wybrzeże, kierując się w stronę Skandynawii. Dowództwo Kriegsmarine przydzieliło okrętowi silną eskortę w postaci czterech niszczycieli, które bezpiecznie przeprowadziły "Tirpitza" do Trondheim, gdzie cała eskadra dotarła 16 stycznia. "Tirpitz" ukrył się w fiordzie Aas, 15 mil na wschód od Trondheim. Po raz kolejny Niemcom nie sprzyjało szczęście. Już w dzień po przybyciu pancernik namierzyło brytyjskie lotnictwo, co skłoniło aliantów do działania. Początkowo planowano rajd samolotów bombowych typu "Mosquito", które ze względu na specyfikę - głównie zasięg - mogły dotrzeć do norweskich fiordów. Każda wyprawa bombowa miałaby jednak mocno utrudnione zadanie z powodu ukształtowania terenu (pagórki i liczne zagłębienia) oraz silnej obrony przeciwlotniczej wokół "Tirpitza". Dodatkowo pancernika broniły urządzenia produkujące dym, który zasłaniał okręt tuż po pierwszym sygnale alarmowym.

Korsarze

Nie od razu dowództwo niemieckie zdecydowało się włączyć "Tirpitza" do działań przeciwko flocie aliantów. Początkowo do podobnego pomysłu odnoszono się z pewną rezerwą, co było pokłosiem przedwczesnego zatopienia "Bismarcka". Zagrożenie ze strony pancernika dostrzegli jednak Brytyjczycy, którzy szybko postanowili przeciwdziałać możliwości włączenia się do aktywnej walki "Tirpitza". Pancernik słusznie postrzegano jako potencjalnego głównego wroga w bitwie o Atlantyk. Sprzymierzeni postanowili przeprowadzić oryginalną operację, której głównym celem stało się ograniczenie możliwości manewru dowódcy niemieckiego okrętu w momencie uszkodzenia. Prawdopodobnie jedynym miejscem w basenie Kanału La Manche, do którego mógłby się ewentualnie skierować "Tirpitz" w celu dokonania niezbędnych napraw, było Saint-Nazaire. Niewielki port na zachodnim wybrzeżu francuskim, w pobliżu ujścia Loary, posiadał zbudowany jeszcze przez Francuzów ogromny suchy dok, który niegdyś miał stać się miejscem napraw liniowca "Normandie". Po wygranej kampanii francuskiej port oraz dok wpadły w ręce Niemców, którzy postanowili wykorzystać go dla napraw własnych okrętów. "Normandie Dock" stanowiłby zatem potencjalne miejsce ratunku dla "Tirpitza". Nic zatem dziwnego, iż w brytyjskim dowództwie zrodził się szalony pomysł zniszczenia doku w Saint-Nazaire, gdyż to na jakiś czas wyłączyłoby to miejsce z użycia i uniemożliwiło wykonanie manewru przerzutu "Tirpitza" w rejon ujścia Loary. Śmiały plan musiał być poparty doskonałą organizacją i opracowaniem uderzenia. Jeszcze w zimie 1941 roku powstał szkic ryzykownej operacji. Plan przewidywał użycie okrętu wyładowanego po brzegi materiałem wybuchowym, który miałby staranować keson zamykający dok. Następnie do akcji mieli wkroczyć komandosi wpływający do środka motorówkami. Ich zadaniem było zniszczenie urządzeń portowych. Po wykonaniu misji żołnierze ci winni zawrócić i dotrzeć do oczekujących na nich okrętów Royal Navy. Wybór okrętu-taranu wzbudził sporo kontrowersji. Strona brytyjska zaproponowała nawet polski niszczyciel "Burza", jednakże Polacy zdecydowanie odmówili użycia pięknej polskiej jednostki w samobójczej akcji. W efekcie zdecydowano się na amerykański niszczyciel "Campbeltown" dowodzony przez kpt. S. H. Beattiego. Całością planowania zajął się Lord Mountbatten. "Campbeltown" został odpowiednio przygotowany do zadania - na pokład wziął 24 bomby głębinowe wyposażone w zapalniki czasowe, a jego mostek poddano przebudowie, dokładając silną osłonę z płyt pancernych. Eskadra wspomagająca niszczyciel złożona była z kanonierki MGB-34 i ścigacza torpedowego MTB-74. W akcji wzięły też udział dwa niszczyciele, które na swój pokład zabrały 611 ludzi, w tym 256 komandosów, i 16 motorówek, użytych później podczas szturmu na port w Saint-Nazaire.

26 marca 1942 roku grupa opuściła Falmouth i skierowała się ku wybrzeżom francuskim. Dowódcą operacji został komandor Robert Ryder. Defensywa portu była silna - bazę obsadzało blisko 5000 żołnierzy niemieckich wspomaganych przez artylerię na brzegu oraz mniejsze jednostki. Po zachodzie Brytyjczycy sformowali szyk bojowy i obrali kurs na Saint-Nazaire, gdzie dotarli po 1.00. "Campbeltown" został oświetlony przez niemieckie reflektory, a jego dowódca został wezwany do podania znaków rozpoznawczych. Beattie grał na zwłokę i przesłał znane Anglikom znaki jednego z niemieckich okrętów. Niemcy nie dali się jednak podejść, jednakże tracili cenne minuty, nie otwierając jeszcze ognia. Gdy pierwsze strzały dosięgły amerykański niszczyciel, Ryder był już blisko wrót doku. O 1.34 okręt uderzył w nie z impetem. W tym samym czasie komandosi dopłynęli do brzegu na motorówkach i rozpoczęli krótkotrwałą walkę. W kilku miejscach założono ładunki wybuchowe. Desantem kierował ppłk A.C. Newman. Na brzegu rozgorzała zacięta walka z zaalarmowanymi żołnierzami niemieckimi. Po półtoragodzinnym boju Ryder zarządził ewakuację, jednakże nie był w stanie podjąć z brzegu wszystkich komandosów. Odwrót przebiegał chaotycznie i pod silnym ogniem niemieckim. Oddział komandosów został rozbity, aż 169 z nich poległo, a blisko 200 dostało się do niewoli. Okazało się, iż tylko pięciu uniknęło losu pojmanych kolegów i przedostało się do Hiszpanii, skąd powrócili później na Wyspy Brytyjskie. Rankiem 27 marca na okręt "Campbletown" weszli niemieccy żołnierze, w tym sporo grupa oficerów, którzy sprawdzali uszkodzenia wyrządzone podczas nocnego rajdu Brytyjczyków. Pojmany Beattie był w tym czasie przesłuchiwany przez Niemców w budynku komendantury miasta. Niespodziewanie dla obserwatorów powietrzem wstrząsnął potężny wybuch. Ładunki założone w kadłubie niszczyciela eksplodowały z dużym opóźnieniem. Okazało się, iż Śluza Normandzka została doszczętnie zniszczona. Naruszono także konstrukcję tzw. Starej Śluzy. Misja Rydera została zakończona - mimo dużych strat liczebnych i poświęcenia jednego z niszczycieli dok w Saint-Nazaire został uszkodzony i nie nadawał się do użytku. "Tirpitz" nie miał się gdzie udać.


Sukces operacji "Chariot" był tylko wstępem do dalszych działań przeciwko pancernikowi. Do boju przeciwko niemieckiemu okrętowi zaangażowane zostało przede wszystkim lotnictwo, które nieustannymi nalotami miało nękać go u wybrzeży Norwegii. W trzy dni po wykryciu okrętu w pobliżu Trondheim Winston Churchill raportował, iż zniszczenie lub uszkodzenie pancernika jest "największym zadaniem na morzu obecnego czasu". Dlatego też już 30 stycznia została wysłana wyprawa, która wprawdzie nie dotarła do "Tirpitza", ale "przetarła" powietrzny szlak dla następnych eskadr bojowych. W pierwszej połowie marca Niemcy wreszcie zdecydowali się wypuścić pancernik z fiordu i użyć go do działań przeciwko brytyjskiej żegludze. Po nieudanych atakach na konwoje alianckie "Tirpitz" powrócił do Fattenfjord w pobliżu Trondheim. Tam trzykrotnie zapędzały się brytyjskie bombowce, jednakże ani razu nie udało się im trafić niemieckiego okrętu. Taka sytuacja utrzymywała się do lipca, kiedy to "Tirpitz" wyszedł na swoje pierwsze poważne łowy. Celem był zmierzający do Murmańska konwój PQ-17 składający się z 33 statków, 3 jednostek ratowniczych, zbiornikowca i eskorty. Wiózł on duże ilości broni dla walczącej na froncie wschodnim sojuszniczej Armii Czerwonej, dlatego jego bezpieczeństwo było szczególnie ważne. 2 lipca "Tirpitz" i "Admiral Hipper" przeszły do fiordu Vest, skąd następnie przeniosły się do fiordu Alta. Tam oczekiwały już inne jednostki Kriegsmarine. Wiadomości o przesuwaniu "Tirpitza" zelektryzowały Brytyjczyków, którzy postanowili rozproszyć konwój, aby uniknąć strat spodziewanych ze strony ataku pancernika. Po raz kolejny zadziałał efekt psychologiczny obecności "Tirpitza" w rejonie Morza Północnego. Agonia PQ-17 trwała długo, rozrzucone statki przebywające bez eskorty były niszczone jeden po drugim. "Tirpitz" wycofał się z walki 5 lipca, kiedy to został zaatakowany przez sowiecki okręt podwodny K-21 dowodzony przez kmdr Łunina. Wprawdzie trafienia Niemcy nie potwierdzili, lecz przesunęli swój największy okręt do Bogen. Stamtąd 23 października pancerny kolos przeniósł się do Fattenfjordu. Jesienią na losy "Tirpitza" ponownie wpłynęły rozkazy Adolfa Hitlera, który po nieudanych akcjach niemieckich okrętów nakazał ich wycofanie do norweskich fiordów. Pojawiały się nawet pomysły demontażu urządzeń bojowych, co w porę zarzucono jako koncepcję chybioną. Pomysł demontażu miał Hitlerowi wyperswadować dowódca Kriegsmarine Karl Dönitz. Następnie przeniósł największe jednostki do Altenfjodru. To tam miały się wkrótce rozegrać pasjonujące wydarzenia.

Swego czasu Brytyjczycy podpatrzyli od Włochów ciekawą strategię operacyjną - Włosi posiadali bowiem specjalny oddział nurków, którzy montowali miniaturowe torpedy wewnątrz portów i w ten sposób niszczyli okręty przeciwnika. Silnie wpływający na taktykę floty Churchill postanowił opracować podobną strategię i wykorzystać zdobycze nowoczesnej techniki w walce z Niemcami. W kwietniu 1942 roku stworzono pierwsze jednostki miniaturowego typu, które po serii testów i prób oraz treningów obsługujących je nurków miały wejść do akcji. Jednym z głównych celów stał się doskonale strzeżony "Tirpitz", który mimo relatywnie niewielkiego zaangażowania wciąż siał postrach na atlantyckich szlakach. Zaplanowana na koniec października 1942 roku operacja zakończyła fiaskiem. Złe warunki atmosferyczne oraz duża odległość od Wysp Brytyjskich spowodowały, iż misja miała niewielkie szanse powodzenia. Okazało się jednak, iż jest to całkiem skuteczna droga do niemieckiego pancernika. Jeszcze na początku wojny komandor Varley i adm. Horton opracowali projekt zastosowania miniaturowej łodzi podwodnej, która miała niepostrzeżenie zbliżać się do okrętów i następnie atakować je z zaskoczenia. 24 marca 1942 roku przeprowadzono pierwszą próbę okrętu opatrzonego nazwą "X-3". Zanurzenie i testy przebiegły po myśli konstruktorów, rozpoczęto zatem rozbudowę tych nietypowych sił morskich. W 1943 roku miniaturowa flota brytyjska liczyła sześć jednostek "X", które szybko znalazły zastosowanie. Ich wymiary (około 16 metrów długości i nieco ponad 1,5 metra średnicy kadłuba) były niewątpliwie zaletą, gdyż utrudniały wykrycie okrętu przez przeciwnika. Dzięki ulepszeniom w zakresie komfortu wnętrza czteroosobowa załoga mogła podróżować 36 godzin w zanurzeniu. Okręty "X" osiągały zanurzenie 100 metrów poniżej poziomu morza i rozwijały prędkość do 6,5 węzła na powierzchni i 5 węzłów pod powierzchnią wody. Admiralicja ponownie postanowiła zaatakować "Tirpitza", tym razem przy użyciu sześciu miniaturowych okrętów podwodnych - "X-5", "X-6" i "X-7". "X-8" winien uderzyć na pancernik "Lützow" a "X-9" i "X-10" na "Scharnhorsta". Holowaniem małych jednostek zajęły się okręty podwodne normalnej wielkości, ciągnąc swoje miniatury na linach holowniczych.

11 września 1943 roku rozpoczęto operację, której nadano kryptonim "Source". Niestety, znowu nie wszystko szło po myśli dowództwa brytyjskiego, gdyż po czterech dniach podróży zerwała się lina łącząca "X-7" oraz "X-8" z większymi okrętami podwodnymi. Na szczęście "X-7" dotarł do norweskiego fiordu. Załoga "X-8" miała pecha, bowiem ich okręt stracił sterowność, a marynarzy miniaturowej łodzi podwodnej awaryjnie podjął okręt "Seanymph". Wkrótce po tym "X-8" zatonął. Zatonął także "X-9", tyle tylko że jego załoga nie zdołała się uratować i 16 września marynarze stracili życie w tragicznych okolicznościach. 20 września eskadra zbliżyła się na 150 mil do wybrzeży Norwegii. Liny holownicze zostały zwolnione, a załogi miniaturowych łodzi podwodnych zdane na własny los. Skierowano się do Kaafiordu, gdzie znajdował się "Tirpitz" strzeżony przez sieci przeciw okrętom podwodnym oraz torpedom. Wieczorem 20 września 4 jednostki znalazły się w pobliżu metalowej zapory. Po całonocnej udręce spowodowanej trudnościami w przebiciu się do "Tirpitza" "X-6" dowodzony przez por. Cameron dotarł w pobliże pancernika. Niestety, "okręcik" został dostrzeżony przez załogę "Tirpitza" około 7.00. Marynarze rozpoczęli ostrzeliwanie niezidentyfikowanego obiektu. Cameron wiedział, iż nie zdoła się wymknąć z fiordu, dlatego też wyrzucił obie zabrane na pokład "X-6" miny i poddał okręt. Mniej więcej w tym samym czasie "X-7" dowodzony przez por. Place'a także dotarł w pobliże stalowego kolosa i o 7.20 zwolnił oba ładunki wybuchowe. Załoga nie wiedziała, jakim cudem udało im się przeniknąć w pobliże pancernika, nie wiedzieli też, jak się stamtąd wyrwać. Dlatego też, wiedząc, iż krótko po ósmej nastąpi wybuch, postanowili możliwie maksymalnie oddalić się od miejsca eksplozji. O 8.12 nastąpił wybuch. "X-7" wynurzył się i został ostrzelany przez Niemców. Wkrótce dowódca i jeden z członków załogi zostali wzięci do niewoli. Dwóm innym nie udało się uciec z tonącego okrętu. Zatopiony został także "X-5", którego wrak znaleziono w fiordzie po kilkudziesięciu latach. Prawdopodobnie i on zdążył pozbyć się ładunków wybuchowych pod pokładem "Tirpitza". Załoga "X-10" miała o wiele więcej szczęścia niż ich koledzy z pozostałych jednostek. "Scharnhorst" wypłynął z fiordu, co spowodowało, iż misja "X-10" nie miała racji bytu. Dlatego też dowódca okrętu postanowił wycofać się i odpłynąć. 28 września nastąpiło spotkanie z okrętem podwodnym, który zabrał miniaturową łódź do Wielkiej Brytanii. W wyniku ataku "Tirpitz" poniósł duże uszkodzenia i na długo został wyłączony z walki. Szalona operacja Brytyjczyków przyniosła nadspodziewane efekty. Do fiordu musiał wpłynąć "Neumark", którego załoga przez kilka miesięcy dokonywała niezbędnych napraw, aby przywrócić sprawność pancernika. Dopiero w marcu następnego roku "Tirpitz" powrócił do służby.

Lotnictwo wreszcie kończy sprawę

Długotrwała naprawa na dobre wyłączyła "Tirpitza" z walk na Morzu Północnym. W praktyce "rekonwalescencja" nie miała zostać zakończona, gdyż jeszcze w lutym 1944 roku sowieckie bombowce rozpoczęły nowy sezon nalotów na pancernik przebywający w Altenfjordzie. Tym razem nie zanotowano trafień. Dopiero nalot 41 alianckich samolotów typu "Barracuda" z 3 kwietnia spowodował uderzenie 15 bomb w "Tirpitza". Znowu unieszkodliwiono głównego wroga. Tym razem na pełny kwartał. Przy okazji ataku 122 marynarzy poległo a 316 zostało rannych. Kolejne naloty mające na celu dobicie pancernika nie zakończyły się powodzeniem. Powodem były kiepskie warunki atmosferyczne, które przeszkodziły w operacjach z 24 kwietnia, 15 i 28 maja. W sierpniu pogoda poprawiła się na tyle, iż na niebie nad "Tirpitzem" znowu zaczęły się pojawiać alianckie samoloty. 22 sierpnia nie zaliczono trafień. Jednakże już w dwa dni później dwie bomby dosięgły pancernik. 29 sierpnia ponowiono atak, ale i tym razem lotnicy spudłowali. Nadrobili to z nawiązką 15 września, kiedy to dwie bomby tak niefortunnie trafiły pokład, iż całkowicie wyłączyły "Tirpitza" z walki. Dlatego też dowództwo niemieckie postanowiło sprowadzić go do roli baterii, przenosząc okręt do Tromso. Tam dzieła zniszczenia dopełniło 31 Lancasterów, które nadleciały nad port 12 listopada. Szybko zanotowano trafienia. "Tirpitz" nabrał mocnego przechyłu, w konsekwencji czego przewrócił się, zabierając na dno blisko tysiąc ludzi. Epoka superpancerników kończyła się, a niemiecka Kriegsmarine oddawała wojnę walkowerem, do ostatnich dni oszczędzając "Tirpitza", który stanowił dogodny cel dla kolejnych alianckich wypraw bombowych.

Zatopienie perełki niemieckiej marynarki wywołało wstrząs w dowództwie Kriegsmarine oraz u samego Hitlera, który przywiązywał dużą wagę do możliwej działalności korsarskiej "Tirpitza". Okazało się, iż nawet najlepszy okręt niemiecki nie jest w stanie obronić się przed nalotami alianckimi, nie mając zapewnionej odpowiedniej obrony. Nie wystarczyło maskowanie i ukrywanie się w norweskich fiordach. Konsekwentne zaangażowanie w akcję stopniowego niszczenia siły bojowej "Tirpitza" umożliwiło aliantom osiągnięcie ostatecznego celu, jakim było zniszczenie pancernika i zdecydowane zmniejszenie zagrożenia na szlaku konwojów. Sukces był także idealnym podsumowaniem rosnącej przewagi sprzymierzonych, którzy przechodzili do ofensywy na wszystkich frontach, niszcząc jednostki wroga nie tylko na lądzie, ale i na morzu. Zatopienie "Bismarcka", a następnie "Tirpitza" było wierzchołkiem góry problemów, z jakimi musiało zmierzyć się dowództwo Kriegsmarine. Opanowanie żeglugi na Kanale La Manche, następnie podbój kolejnych niemieckich baz morskich - to wszystko złożyło się na obraz końca wojny morskiej, która w konsekwencji rozkazów dowództwa niemieckiej marynarki i samego Hitlera nosiła znamiona wojny totalnej i bezwzględnej, obliczonej na wyniszczenie nieprzyjaciela. Początkowo brutalne metody prowadzenia walki sprzyjały agresywnie nastawionym Niemcom i ich sojusznikom, którzy odnosili spore sukcesy w starciu z wrogiem, często nieprzygotowanym do odparcia ataku. Z czasem jednak sytuacja aliantów na morzach i oceanach ustabilizowała się i umożliwiła im rozpoczęcie kontruderzenia, w którego efekcie kolejne jednostki niemieckie lądowały na dnie morza.


Polecamy


Patronat


Recenzje