Strona główna   |   Mapa serwisu   |   Polub nas!   |   Reklama w serwisie
Cytat: "Front nie zawsze jest z przodu", Piotr Szreniawski

Informacje


Wojna


Wydarzenia


Na froncie


Polska


Biografie


Polityka


Kultura i media


Współpraca






Zamach na Erwina Rommla

Po ponad sześćdziesięciu latach od czasu, kiedy Erwin Rommel opuścił Afrykę Północną, spoglądamy dziś na jego sylwetkę, nadal interesując się tym, co osiągnął i zrobił na tym pustynnym kontynencie. Co ciekawe, zainteresowanie niemieckim dowódcą wciąż jest żywe, jak kiedyś, gdy w swoim zdobytym na Brytyjczykach jeepie przemierzał pustynię, bijąc się w Libii i Egipcie z przeważającym wrogiem. Jego sukcesy militarne jasno określają osiągnięcia na trudnym terenie. Nie można zatem podważyć jego umiejętności dowódcy, jakie niewątpliwie posiadł. Cieszył się bowiem zaufaniem żołnierzy oraz przełożonych i słusznie zdobył sobie sławę wojenną, wygrywając kolejne bitwy, nierzadko mocno ryzykując. Taki właśnie był Rommel - nastawiony na szaleńcze przedsięwzięcia, ufny w siłę dywizji pancernych i wreszcie urodzony pod szczęśliwą gwiazdą. Niemieccy żołnierze niejednokrotnie przyznawali, iż nad ich dowódcą, zwanym później Lisem Pustyni, czuwała Opatrzność. Tam, gdzie się pojawiał, milkły strzały, kule omijały miejsca, w których się znajdował, a on sam, mimo iż często narażał się na niebezpieczeństwo, wychodził bez szwanku z największych opresji. Magia nazwiska Rommla dotarła także poza linię frontu, do Brytyjczyków, którzy w toczonej od 1940 roku wojnie (przypomnijmy, iż Niemiecki Korpus Afrykański przybył do Afryki Północnej dopiero na początku 1941 roku, a jego dowódcą został generał Erwin Rommel) byli głównymi przeciwnikami Włochów, a następnie ich niemieckich sojuszników. Sława niemieckiego dowódcy wpływała demoralizująco na brytyjskich żołnierzy, zmuszając dowództwo do podejmowania drastycznych kroków (o tym powiemy za chwilę, cytując kontrowersyjny rozkaz gen. Auchinlecka). Tak czy inaczej, obecność Lisa Pustyni świadczyła o sile niemieckiej armii, a wojsko Państw Osi zjednoczone pod jego rozkazem stawiało zaciekły opór aliantom, dla których Afryka Północna i basen Morza Śródziemnego były jednymi z najważniejszych frontów II wojny światowej. Nic zatem dziwnego, iż przyczyn klęsk z 1941 roku Brytyjczycy doszukiwali się w obecności Rommla po drugiej stronie "okopów", wymyślając szaleńczy plan zabicia lub uprowadzenia legendarnego już niemieckiego generała. Wszystko to dziać się miało w przeddzień operacji "Crusader", opracowanej przez gen. Auchinlecka, dowódcę wojsk brytyjskich na tym teatrze działań. Przypomnijmy sobie zatem sytuację na froncie afrykańskim zanim Brytyjczycy i ich sojusznicy uderzyli na armię niemiecko-włoską.

Od 1940 roku Afryka Północna była terenem działań wojsk włoskich i brytyjskich. Po początkowych sukcesach armii Benito Mussoliniego nadeszła błyskotliwa kontrofensywa brytyjska, która wypchnęła przeciwnika niemalże poza Cyrenajkę. Także libijska twierdza nadmorska, Tobruk, dostała się w ręce żołnierzy brytyjskich. Na początku 1941 roku do Afryki zaczynają napływać posiłki z Niemiec, a dowództwo nad żołnierzami sojuszniczej armii obejmuje gen. Rommel. 31 marca uderza na Brytyjczyków i odzyskuje wszystkie utracone przez Włochów tereny. Nie udaje mu się jednak opanować Tobruku, gdzie przez długi czas broni się międzynarodowa załoga aliantów. Teraz gen. Auchinleck chce ponownie wyprowadzić ofensywę znad granicy egipskiej, aby odepchnąć wroga i odblokować oblężony Tobruk odpierający ataki Niemców i Włochów. Data uderzenia wyznaczona zostaje na 18 listopada 1941 roku, a cała operacja otrzymuje kryptonim "Crusader". Pozostaje jednak jeszcze jeden problem - jest nim Rommel i jego wojsko. Aby osłabić działanie Niemieckiego Korpusu Afrykańskiego, dowództwo brytyjskie wymyśla szaleńczy plan.

John Haselden był brytyjskim specem od zadań specjalnych. Dzięki znajomości języka arabskiego (biegle posługiwał się kilkoma narzeczami) wielokrotnie wykorzystywano jego przydatność na tyłach wojsk nieprzyjaciela. Znał także niemiecki, co dodatkowo ułatwiało mu wykonywanie zadań wywiadowczych. Dzięki podróżom po Bliskim Wschodzie, jakie odbył jeszcze w okresie międzywojennym, doskonale orientował się w kulturze i obyczajach panujących w krajach arabskich, co umożliwiało mu wtopienie się w tłum. Nawet wyglądem umiał upodobnić się do Arabów, wykorzystując kremy maskujące, które zmieniały kolor jego skóry. W połączeniu z odpowiednim arabskim ubiorem czyniły z Haseldena osobę, którą nie sposób było odróżnić od rdzennego mieszkańca Afryki Północnej. Warto przy tym wspomnieć, iż John wychował się w Egipcie, a jego matka pochodziła z tego kraju. I choć uczył się w Wielkiej Brytanii, a jego ojciec był Brytyjczykiem, nigdy nie zapomniał o swoich korzeniach, studiując chociażby arabistykę. Ochotniczo zaciągnął się do brytyjskiego wojska, a jego umiejętności i wiedza wykorzystane zostały przez wywiad. W październiku 1941 roku Haselden został przerzucony w rejon Beda Littoria, gdzie miała znajdować się kwatera główna Rommla. Zadaniem Brytyjczyka było rozpoznanie terenu. Bez trudu dotarł we wskazane miejsce, udając arabskiego handlarza; znalazł też zakwaterowanie u zaprzyjaźnionego Araba i codziennie mógł obserwować rzekomą siedzibę Rommla, nie wzbudzając przy tym żadnych podejrzeń stacjonujących tam żołnierzy niemieckich. Dzięki radiostacji porozumiewał się z kairską centralą, przekazując niezbędne informacje na temat ilości ochrony, rozmieszczenia straży, rozplanowania dziennej służby Rommla oraz słabych punktów systemu obronnego. Nie zauważył jednak najważniejszego - na kilka dni przed atakiem Rommel zmienił miejsce postoju i gdy komandosi dowodzeni przez Geoffreya Keyesa przybyli do Beda Littoria nie zastali tam dowódcy wojsk niemieckich.

Jesienią 1941 roku do Beda Littoria, małej włoskiej wioski kolonialnej wprowadził się kwatermistrz Grupy Pancernej "Afryka" major Schleusener. Nie było tam już Rommla, który w listopadzie odwiedził Europę, świętując wraz ze swoją żoną dwudziestą piątą rocznicę ślubu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż to właśnie na Beda Littoria angielscy komandosi mieli przeprowadzić uderzenie w nocy z 17 na 18 listopada, noc poprzedzającą operację "Crusader". Być może nawet zabicie kwatermistrza walnie przyczyniłoby się do zwycięstwa w ofensywie, gdyż to właśnie Schleusener odpowiadał za wyposażenie armii. Ale i jego nie było tej nocy w dwupiętrowym budynku w Beda Littoria, leżał bowiem w lazarecie, chorując na dyzenterię. Zastępował go w tym czasie kpt. Sztabu Generalnego Weitz.

15 listopada na afrykańskim brzegu w pobliżu Beda Littoria wylądowało 53 ludzi dowodzonych przez ppłk Geoffreya Keyesa. Przywiozły ich dwa brytyjskie okręty podwodne "Torbay" i "Talisman" i pod osłoną nocy spuściły na brzeg. Niestety, już na początku operacji wszystko skomplikowała pogoda. Burzliwe Morze Śródziemne nie pozwoliło zejść na brzeg części żołnierzy. Ostatecznie okręty opuściło 24 i 8 ludzi, licząc pułkownika Laycocka, jednego z głównych inicjatorów akcji oraz nadzorującego przeprowadzenie operacji. Sam Laycock początkowo nie widział sensu w mieszaniu się do spraw komandosów, jednak z czasem zaświtała mu w głowie myśl, iż jest to dla niego wielka szansa. Próżny pułkownik niczym nie ryzykował, pozostając na brzegu wraz z trzema żołnierzami osłony, a w wyniku zakończenia operacji "Flipper" sukcesem, bo taki nadano jej kryptonim, byłby jednym z brytyjskich bohaterów i wreszcie osiągnąłby to, o czym tak marzył - sławę i zaszczyty. Warto przy okazji wspomnieć, iż oddział ponad pięćdziesięciu ludzi, specjalnie przeszkolonych i wyselekcjonowanych ze Scottish Commando miał dodatkowo przerwać łączność telefoniczną i telegraficzną na zapleczu wojsk niemieckich, dezorganizując tym samym wroga i uniemożliwiając mu porozumiewanie się w chwili rozpoczęcia ofensywy. Z planu tego zrezygnowano, gdyż do brzegu dotarło zaledwie 32 ludzi, w tym Laycock i Keyes. O czterech już mówiliśmy, pozostałych 28 ruszyło w głąb lądu, napotykając Haseldena, jednego z członków doskonale wyszkolonych Long Range Desert Group. Ten machał do przybyłych latarnią, oznaczając swoje położenie. Cała grupa ruszyła do Beda Littoria, gdzie w nocy z 17 na 18 listopada miała przeprowadzić doniosłą akcję. Wkrótce Haselden zniknął, kończąc swoje zadanie. Już nie był tutaj potrzebny, mógł przydać się gdzie indziej. Jego zbójeckie wyprawy trwały jeszcze jakiś czas dopóki nie został zabity przez Niemców podczas kolejnej awanturniczej operacji we wrześniu tego roku. Tym razem celem był Tobruk.

Geoffrey Keyes był synem słynnego admirała brytyjskiego sir Rogera Keyesa, który wojenną sławę zyskał sobie już w czasie I wojny światowej. Teraz syn poszedł w jego ślady, organizując grupę doskonale wyszkolonych ludzi do zadań specjalnych. Admirał zdawał sobie sprawę, iż misja jego syna jest szalenie niebezpieczna i może on przypłacić ją śmiercią, jednak zaaprobował pomysł sformowania grupy Keyesa. Sam niegdyś kierował akcjami komandosów, więc nieobca mu była taka praca. Tym razem jednak poświęcił nie siebie, lecz syna.

Noc z 17 na 18 listopada 1941 roku nie zwiastowała w Beda Littoria szczególnie doniosłych wydarzeń. Od sierpnia nie było tu Rommla, a kwatermistrzowski sztab spał spokojnie, słuchając uderzającego za oknem deszczu. Burza na zewnątrz budynku nie zachęcała wartowników do spacerów i kontrolowania terenu. Cóż mogło się tam wydarzyć? W środku wojsk niemieckich? Tym razem miało być nieco inaczej, gdyż wokół domu Keyes ustawiał swoich żołnierzy, formując ich w kolejne grupy. Jedna z nich, pod osobistym dowództwem Keyesa, licząca dziewięciu ludzi miała zaatakować od frontu. Trzech innych naciera od tyłu. Uderzenie zaczynają równo o północy. W tym momencie skazani jesteśmy na sprzeczne relacje świadków wydarzenia, którzy w ferworze walki nie byli do końca zgodni w powojennych opowieściach o operacji "Flipper". Prawdopodobnie po otworzeniu drzwi Brytyjczycy napotkali na swej drodze samotnego oficera łącznikowego, którego sierżant Terry usiłował zabić nożem. Nie udało mu się jednak pokonać silnego Niemca w walce wręcz, więc interweniować musiał Keyes. Obaj Anglicy nie poradzili sobie z Niemcem, nie mogąc użyć swych pistoletów maszynowych. Napastnicy tracą cenny czas, a zaatakowany oficer wzywa pomocy i otwiera pierwsze z brzegu drzwi. Tam znajdują się trzej kolejni Niemcy, których Keyes kładzie granatem. Jeden z nich, kapral Kovacic ginie, dwóch pozostałych zostaje na chwilę ogłuszonych. Teraz z góry zbiega ppor. Kaufholz słyszący zamieszanie. Otwiera ogień do napastników, zabijając majora Keyesa. Na nieszczęście Niemca strzela także Campbell, zabijając podporucznika. Sam jednak zostaje ranny w kość piszczelową. Na zewnątrz słychać serie z karabinu maszynowego. Pozostali komandosi zabili w tym czasie por. Jägera, którego wybuch granatów Keyesa wyrzucił z łóżka. Porucznik usiłował wydostać się poza obręb budynku i oberwał serię z karabinu maszynowego. Tymczasem grupa wyznaczona do sforsowania tylnych drzwi nie potrafiła otworzyć wejścia zaryglowanego, jak co wieczór, przez starszego szeregowego Bartha. Strzały na zewnątrz zmusiły obie grupy do wycofania, gdyż wszyscy sądzili, iż rozgorzała walka poza murami budynku, co zagrażało życiu innych uczestników akcji. Sierżant Terry, który po śmierci Keyesa i ranieniu Campbella przejął dowodzenie, zarządził odwrót. Po drodze zabito jeszcze strz. Matthe Boxhammera, który szedł z odsieczą walczącym kolegom. Niemcy szybko opanowali sytuację, przyświecając sobie ręcznymi latarkami. Znaleziono cztery ciała, w tym majora Keyesa. Później natrafiono jeszcze na zwłoki Boxhammera. Keyes otrzymał śmiertelny w skutkach postrzał w serce. Na progu leżał również Campbell, raniony w nogę. Reszta oddziału uciekła, chowając się w okolicznych domach należących do Arabów. Początkowo ukrywanie się przyszło im bez trudu, a Arabowie kryli Anglików, nie chcąc wydawać aliantów Niemcom. Dodatkowo Anglicy mieli przy sobie specjalne glejty wystawione przez duchowych przywódców muzułmańskiej ludności, które gwarantowały im bezpieczeństwo wśród miejscowych. Dopiero przekupstwo ze strony Niemców doprowadziło do wydania prawie całego oddziału angielskiego. Tylko sierżant Terry i dwóch jego kolegów umknęli z zasadzki. Misja była zakończona, choć niepowodzeniem. Jeńców Rommel potraktował uczciwie, nie nakazując rozstrzeliwania, choć w takich wypadkach była to standardowa procedura wojska niemieckiego. Michael Asher w książce "Get Rommel" wylicza także uczestników misji i opisuje ich dalsze losy, co pozwolę sobie zacytować:
Lt.Colonel Robert E. Laycock, Royal Horse Guards - Escaped
Sergeant John Nicholl - Parent Unit Unknown - Captured
Bombardier George Dunn, Royal Artillery - Captured
Lance-Corporal. Larry J. Codd, Corps of Royal Signals - Captured
Private E.C. Atkins, Bedfordrshire & Hertfordshire Regiment - Captured
Lieutenant John M. Pryor, Bedforshire & Hertfordshire Regiment (Special Boat Section) - Wounded & captured
Bombardier John Brittlebank, Royal Artillery (Special Boat Section) - Escaped
Private Robert Fowler, Cameron Highlanders - Captured
Lt. Colonel Geoffrey C.T. Keyes, Royal Scots Greys - Killed
Captain Robin F. Campbell, General List - Wounded & Captured
Sergeant Jack Terry, Royal Artillery - Escaped
Lance Corporal Denis Coulthread, Royal Scots - Captured
Lance Bombardier A. Brodie, Royal Artillery - Captured
Corporal Avishalom Drori, 51 Middle East Commando - Captured
Lance Corporal William Pryde, Cameron Highlanders - Captured
Corporal A.E. Radcliffe, Royal Army Service Corps - Wounded & Captured
Private John A. Phiminster, Cameron Highlanders - Captured
Lance- Corporal Frank Varney, Sherwood Foresters - Captured
Bombardier Joseph Kearney, Royal Artillery - Captured
Lance Corporal Malcolm Edward 'Spike' Hughes, Manchester Regiment - Captured
Corporal Stephen Heavysides. Yorkshire & Lancashire Regiment - Captured
Sergeant Charles Bruce, Black Watch (Royal Highland Regiment) - Captured
Corporal Charles Lock, London Scottish (Gordon Highlanders) - Wounded & Captured
Private James Bogle, Gordon Highlanders - Captured
Private Robert Murray, Highland Light Infantry (City of Glasgow Regiment) - Captured
Lieutenant Roy Royston Cooke. Royal West Kent Regiment - Captured
Sergeant Frederick Birch, Liverpool Scottish (Cameron Highlanders) (7 & 51 ME Commando) - Captured
Corporal John Kerr, Cameron Highlanders ( 7 & 51 ME Commando) - Captured
Gunner James Gornall. Royal Artillery - Captured
Lance-Bombardier Terence O'Hagen. Royal Artillery - Captured
Gunner P. Macrae, Royal Artillery- Captured
Private Charles H. Paxton, Cameron Highlanders - Captured

Jak zatem widać, operacja "Flipper" zakończyła się fiaskiem. Tak też musiało się stać, skoro Rommla nie było w Beda Littoria, a to przecież on był głównym celem misji. Alianccy komandosi zmarnowali jednak doskonałą okazję, aby namieszać w szykach Niemcom tuż przed ofensywą opatrzoną kryptonimem "Crusader". Mimo wszystko natarcie gen. Auchinlecka powiodło się, a on sam, choć niezadowolony z wyników operacji "Flipper", mógł z nadzieją patrzeć na przyszłe posunięcia armii brytyjskiej. Podczas spotkania z Laycockiem dał upust swojemu zdziwieniu, będąc zdumionym, iż tak misternie przygotowana operacja została w ten sposób "spaprana". Wyraził nawet przypuszczenie, iż o całym przedsięwzięciu mogli zostać Niemcy ostrzeżeni. Wkrótce jednak wykluczono zdradę. Nieszczęsna ofiara nocy z 17 na 18 listopada, major Keyes, odznaczony został Krzyżem Victorii. Odznaczenie to przyznano mu oczywiście pośmiertnie. Już nigdy sir Roger Keyes miał nie zobaczyć syna wysłanego w listopadzie 1941 roku na specjalną akcję. Na pocieszenie zostało mu jedynie odznaczenie, jakim udekorowano zmarłego majora.

Tymczasem legenda Rommla nadal rosła, a gen. Auchinleck zaniepokojony popularnością niemieckiego generała wśród brytyjskich żołnierzy zdecydował się na wydanie kontrowersyjnego rozkazu, który brzmiał: "Do wszystkich kierowników zarządów i oddziałów w kwaterze głównej i w wojskach Środkowego Wschodu. Istnieje realne niebezpieczeństwo, że nasz przyjaciel Rommel pewnego dnia stanie się czarnym ludem dla naszych wojsk, dlatego że się o nim tak dużo mówi. Chociaż jest tak energiczny i zdolny, to jednak w żadnym wypadku nie jest nadczłowiekiem. Nawet gdyby był nadczłowiekiem, to należy sobie życzyć, aby nasi żołnierze nie wiązali z nim żadnych sił nadprzyrodzonych. Dlatego proszę, aby wszelkimi środkami przeciwstawiać się poglądom, jakoby Rommel był kimkolwiek więcej niż zwykłym niemieckim generałem. W pierwszej kolejności należy skończyć z tym, że mówimy o Rommlu wtedy, kiedy mamy na myśli nieprzyjaciela w Libii. Należy mówić o Niemcach lub wojskach osi albo o nieprzyjacielu, nigdy jednak nie utożsamiać ich z Rommlem. Proszę zwracać uwagę na to, aby było to wykonywane i pouczyć niższych dowódców, że sprawa ta ma duże znaczenie psychologiczne. Podpisał C.I. Auchinleck. Naczelny dowódca sił na Środkowym Wschodzie. PS: Nie jestem zazdrosny o Rommla".

Tak, Rommel nie był nadczłowiekiem, a Auchinleck nie był zazdrosny. Tego pierwszego w 1944 roku miały dosięgnąć kule nieprzyjaciela, a ten drugi jeszcze niejednokrotnie dał przykład skromności i braku pychy. Chociażby, gdy musiał konkurować z bezczelnym Montgomerym. A wtedy niepowodzenie operacji "Flipper" nie było już ważne.


Polecamy


Patronat


Recenzje
Portal "II wojna światowa": teksty Mateusz Łabuz, grafika CoDJumper.pl, zarząd: MindSpa Psycholog Kraków