Strona główna   |   Mapa serwisu   |   Polub nas!   |   Reklama w serwisie
Cytat: "Samo zwycięstwo nic nie znaczy, trzeba umieć je wykorzystać", Napoleon Bonaparte

Informacje


Wydarzenia


Na froncie


Biografie


Tematycznie


Kultura i media


Współpraca





Bitwa o Atlantyk

Postanowienia traktatu wersalskiego zakazywały Niemcom posiadania okrętów podwodnych. Mimo to przemysł wojenny III Rzeszy w latach trzydziestych zaczął prace pełną parą, aby zaspokoić potrzeby wojsk lądowych, powietrznych i wreszcie morskich. Rozwój taktyki i techniki szły w parze, co stawiało Niemców w czołówce państw świata pod względem zaawansowania w wyposażenie niezbędne do prowadzenia wojny morskiej. Aby ostatecznie wyzbyć się ciążących od Wersalu ograniczeń, w 1935 roku hitlerowcy podpisali z Wielką Brytanią traktat morski, który umożliwiał im posiadanie floty podwodnej. Wynegocjowano także siłę Kriegsmarine na 35% tonażu Royal Navy. Dlatego też akcja zbrojeniowa mogła ruszyć pełną parą, tym bardziej że rok później stanowisko dowódcy niemieckich okrętów podwodnych objął Karl Dönitz, który z miejsca przystąpił do aktywnego działania. Jego doświadczenie i zaangażowanie pozwoliły na zwiększenie tempa prac oraz badań nad taktyką. Dönitz, zwolennik ataków prowadzonych w nocy, szybko opracował taktykę "wilczych stad", której głównym założeniem było natarcie U-Bootów kierowanych systemem radiowym ze stacji nabrzeżnych lub naprowadzanych przez lotnictwo. Zmasowane uderzenie było zaskakujące i pozwalało na szybkie rozprawienie się z przeciwnikiem. Mimo wszystkich podjętych środków, nie udało się Dönitzowi stworzyć podwodnej armii marzeń. Powodem była wadliwość urządzeń i niedopracowanie (w efekcie pośpiechu) niektórych systemów rozwiązań. Przykładem niech będą choćby torpedy, którym nie poświęcono odpowiedniej liczby testów i oddano do działania niedorobione. Osiągnięto zatem cel odwrotny do założonego, ponieważ niewłaściwe działanie niektórych urządzeń nie tylko nie pozwalało prowadzić odpowiednich akcji ofensywnych, ale i narażało na szwank życie i zdrowie załogi okrętów podwodnych. W chwili wybuchu II wojny światowej Niemcy posiadali 57 U-Bootów, z których 48 było gotowych do działań, a 27 mogło wypłynąć na wody Oceanu Atlantyckiego. Już w sierpniu 1939 roku niemieckie dowództwo wysłało 15-18 jednostek, rozstawiając je na przybrzeżnych szlakach handlowych, w pobliżu baz brytyjskich i w najbliższym rejonie Wielkiej Brytanii. Równocześnie z rozwojem floty podwodnej trwały intensywne prace w celu przywrócenia świetności flocie nawodnej. I w tym miejscu Niemcy napotkali spore trudności, których źródłem był przede wszystkim wspomniany już traktat wersalski. Dopiero układy ze stroną brytyjską pozwoliły na zwiększenie tonażu tego rodzaju sił zbrojnych. Brytyjczycy dość samolubnie oceniali, iż hegemonia III Rzeszy może objąć Morze Bałtyckie, jednocześnie zdając sobie sprawę, iż są w stanie utrzymać panowanie na morzach i oceanach w innych rejonach. Zezwolono zatem Niemcom na budowę floty, której tonaż wynosić będzie 35% aktualnego tonażu floty brytyjskiej. Dlatego też sztabowcy Kriegsmarine rozpoczęli prace nad szybką rozbudową marynarki, przewidując zbudowanie 4 pancerników (po 42 000 ton wyporności), 2 krążowników liniowych (po 32 000 ton), 6 krążowników ciężkich (po 15 000 ton) i 6 krążowników lekkich do 1942 roku. Ambitne plany zweryfikował stosunkowo szybki wybuch wojny, która zastała Kriegsmarine w rozsypce. Okazało się, że przeniesienie planu w czasie i skrócenie rozbudowy floty zrealizowane może być jedynie dużym nakładem sił i środków. W rezultacie budowa floty trwała przez cały okres II wojny światowej i nigdy nie była wystarczająca, aby pokryć wygórowane potrzeby dowództwa. W kilku przypadkach operacja ta pozostała jedynie w sferze marzeń i ambicji. W chwili wybuchu wojny wykończone były zaledwie dwa okręty pancerne dużych rozmiarów - "Gneisenau" i "Scharnhorst". Zaawansowane prace prowadzono nad potężnymi pancernikami "Bismarck" i "Tirpitz", które odznaczały się silnym opancerzeniem burt i pokładu oraz potężną siłą ogniową. Pancerniki kieszonkowe typu "Deutschland" zbudowano w liczbie trzech. Wyróżniały je daleki zasięg i pokaźna siła ognia. W okresie 1939-40 do służby weszły trzy kolejne ciężkie krążowniki typu "Admiral Hipper". W latach 1929-35 zbudowano pięć lekkich krążowników typu "Königsberg". Wcześniej zaś budowano znacznie słabsze lekkie krążowniki typu "Emden". Flotę niszczycieli reprezentowały 22 jednostki typu "Narvik", które stopniowo tworzono w okresie trwania działań zbrojnych. Podobnie rzecz się miała z serią niszczycieli typu "Leberecht Maass" i "Diether von Roeder" składającą się z 16 okrętów. Ponadto Kriegsmarine miała na wyposażeniu 12 torpedowców oraz 12 okrętów "Möwe" i "Iltis" spełniających podobną rolę. W czasie wojny wykończono 24 dalsze torpedowce. We wrześniu 1939 roku Niemcy mieli jeszcze 20 ścigaczy oraz przestarzałe okręty z czasów I wojny światowej - pancerniki "Schleswig-Holstein" i "Schlesien", o których renowację pokuszono się w 1928 roku. Mogły być one użyte do działań na Morzu Bałtyckim, gdyż ich mała prędkość maksymalna uniemożliwiała wykonywanie operacji na Atlantyku. Warto jeszcze wspomnieć o sytuacji lotnictwa morskiego, którego w czasie II wojny światowej Niemcy praktycznie nie posiadali. Ambitne plany budowy dwóch lotniskowców typu "Graf Zeppelin" nigdy nie zostały uskutecznione. Mimo to aktywnie w walkach morskich brało udział lotnictwo bombowe i nurkujące. Flotę handlową Niemiec stanowiło 2460 okrętów o łącznej pojemności 4 492 000 BRT.

Inna sytuacja przedstawiała się po stronie Brytyjczyków i Francuzów, których floty z pewnością górowały nad Kriegsmarine i nie miało to związku jedynie z traktatami. Wielka Brytania od wieków była światową potęgą w dziedzinie liczby posiadanych okrętów oraz ich zaawansowania technicznego. Choć rozwój innych sił wojskowych nie szedł w parze z rozwojem marynarki, na wyspach uważało się powszechnie, iż to flota wygra wojnę, nie dopuszczając do siebie myśli o możliwości zaatakowania przez Kanał La Manche czy w jakikolwiek inny sposób. Armię lądową mocno zaniedbano, na szczęście w porę zaczęto budowę samolotów, które wkrótce stać się miały głównymi obrońcami Wielkiej Brytanii. Brytyjczycy mieli jednak ten kłopot, iż ich posiadłości rozrzucone były po świecie, a obrona baz morskich wymagała poważnego zaangażowania na Pacyfiku oraz Morzu Śródziemnym. Tym samym flota została podzielona, choć poszczególnym jej członom nadano priorytet. I tak najsilniejszą uczyniono Home Fleet - Flotę Ojczystą, której zadaniem była osłona macierzystych wysp. Wzmocniono ją kosztem eskadr na Pacyfiku, gdzie błyskawiczna kampania Japończyków wykazała słabość sprzymierzonych w 1941 roku Brytyjczyków i Amerykanów. Wróćmy jednak do sił i możliwości Royal Navy w przededniu wojny. W chwili wybuchu światowego konfliktu marynarka brytyjska wyposażona była w 15 pancerników. Niestety, ich jakość pozostawiała wiele do życzenia, gdyż większość z nich lata świetności miała już za sobą. Chociaż okręty typu "Queen Elizabeth" i "Royal Oak" były pokaźnych rozmiarów a ich siła ognia i pancerz stały na wysokim poziomie, prędkości, jakie rozwijały, były zbyt niskie. Na szczęście w budowie znajdowało się pięć pancerników typu "King George V", które oprócz dużej mocy dział pokładowych miały powiększoną szybkość w stosunku do poprzedników. O sile lotnictwa stanowiły lotniskowce, których w czasie wojny służyło pod brytyjską banderą piętnaście. Siedem pierwszych weszło do boju od pierwszych dni wojny. W 1939 roku Brytyjczycy mieli 15 krążowników ciężkich i 49 lekkich. 13 okrętów pierwszej z grup należało do typu "Suffolk" i wyposażone były w 8 dział kal. 203 mm. Dwie pozostałe jednostki typu "York" miały nieco mniejszą wyporność i pozbawione były dwóch dział. 49 krążowników lekkich pochodziło z różnych okresów, jednak do nowości było im daleko. Niektóre pamiętały jeszcze I wojnę światową, choć nie brakowało okrętów zbudowanych w latach dwudziestych i trzydziestych. W budowie było 15 innych jednostek - 10 typu "Naiad" i 5 typu "Fiji", które wkrótce weszły do służby. Najliczniejszą grupą okrętów Royal Navy były niszczyciele. 114 jednostek zbudowano w latach 1916-1939, 70 pozostałych służyło marynarce brytyjskiej od I wojny światowej. Choć część z nich przebudowano i zmodernizowano, ustępowały znacznie młodszym niszczycielom. Ponadto stocznie pracowały nad kolejnymi 20 okrętami typu "Hunt". Royal Navy uzupełniało 27 ścigaczy i 42 trałowce. Flotę podwodną stanowiło 58 okrętów. Flota handlowa składała się z 9488 okrętów o pojemności 21 211 000 BRT, co stawiało Wielką Brytanię na czele potęg morskich świata. Francuzi mieli na wyposażeniu 7 pancerników, 1 lotniskowiec, 7 krążowników ciężkich i 11 lekkich, 72 niszczyciele i torpedowce oraz 79 okrętów podwodnych, jednak ze względu na małe zaangażowanie floty francuskiej w bitwie o Atlantyk dokładniejszy opis sobie darujemy. Jak więc widzimy, flota brytyjska górowała na Atlantyku, zostawiając Niemcom łatwy łup w postaci Morza Bałtyckiego. Wkrótce jednak Brytyjczycy musieli mocno się namęczyć, gdyż Kriegsmarine wspierana przez Luftwaffe świetnie radziła sobie na morzach i oceanach świata.

Plan dowództwa marynarki niemieckiej był prosty - opierał się na podstawowym założeniu odcięcia Wielkiej Brytanii od świata, a tym samym od pomocy z zewnątrz. W chwili wybuchu wojny sytuacja Kriegsmarine nie przedstawiała się jednak na jej korzyść. Alianci mieli poważną przewagę w stosunku sił morskich - 3:1. Jak już wspominaliśmy, przemysł niemiecki nie osiągnął jeszcze maksimum wydajności. Stosunek ten zmieni się na korzyść Royal Navy i Marine Nationale jeszcze bardziej, gdy weźmiemy pod uwagę wody pozaeuropejskie. 1 września 1939 roku marynarka polska rozpoczyna nierówną walkę z Kriegsmarine na Morzu Bałtyckim, którą przegrywa po ponad miesięcznym boju. W rzeczywistości walki trwały znacznie krócej, co spowodowane było dużą przewagą Niemców i kiepskim przygotowaniem Rzeczpospolitej do tego typu zmagań. Jednocześnie z rozpoczęciem działań przeciwko wschodniemu sąsiadowi Niemcy wysłali na Atlantyk wyznaczone do celów militarnych jednostki, które zmierzyć się miały z zachodnimi potęgami. Sztab marynarki Rzeszy doskonale zdawał sobie sprawę ze słabości własnych sił, uznając, iż podjęcie otwartej walki jest niemożliwe. Z przeważającym przeciwnikiem należało się zetrzeć w inny sposób. Najlepszym rozwiązaniem było atakowanie jego szlaków morskich i działanie z zaskoczenia poprzez śmiałe wypady korsarskie. Efektem tego, słusznego zresztą, rozumowania było wysłanie z Wilhelmshaven 21 sierpnia pancernika "Admiral Graf Spee" pod dowództwem kmdr Langendorffa oraz pancernika "Deutschland" kmdr Wenneckera, który wyruszył po kilku dniach. Na początku wojny nie weszły one jednak do walki, gdyż Hitler nie był pewien postawy Anglików wobec rozpoczęcia operacji przeciwko Polsce. Niemieckie jednostki zaznaczyły swą obecność na Atlantyku w nieco inny sposób. Już 3 września w odległości 250 mil na zachód od Irlandii na dno poszedł pasażerski statek z 1103 pasażerami i 315 członkami załogi. Sprawcą nieszczęścia był okręt podwodny U-30 kpt. Lempa. Co więcej, Niemcy wyparli się zatopienia statku, a tym samym pogwałcenia prawa międzynarodowego, do którego respektowania sami się zobowiązali. Jednocześnie oskarżyli Anglików o celową dywersję i posłanie na dno "Athenii". W tym samym czasie Wielka Brytania rozpoczęła blokadę morską III Rzeszy. Do patrolowania wód Morza Północnego wysłano okręty podwodne oraz grupę adm. C. M. Forbesa stanowiącą główne siły Home Fleet. Brytyjczycy postanowili również o uzbrojeniu statków handlowych i rozpoczęciu działań konwojowych (pierwszy konwój wysłano już 7 września). Ponadto wprowadzono do akcji lotnictwo obrony wybrzeża (Coastal Command), które sprawowało pieczę nad Kanałem La Manche. Oczywiście druga strona konfliktu również podejmowała się działań, których celem było wzmocnienie siły rażenia Kriegsmarine. Za praktycznymi czynami, jak wysłanie na morza większej liczby okrętów, poszły i działania teoretyczne, jak kolejne dokumenty adm. Ericha Raedera odnośnie atakowania poszczególnych jednostek wroga. Po serii rozporządzeń, które stopniowo zwiększały uprawnienia dowódców okrętów, 17 listopada dowódca Kriegsmarine zezwolił na atakowanie wszystkich jednostek wroga, w tym statków pasażerskich. To oznaczało, iż Niemcy zaczęli etap nieograniczonej wojny podwodnej już po ponad dwóch miesiącach trwania światowego konfliktu, ignorując istniejące układy i konwencje oraz rezygnując z ogólnie pojętego prawa do swobodnej żeglugi. W międzyczasie Atlantyk zapełnił się jednostkami różnej wielkości i siły, które odtąd prowadziły nieustanny bój. Już we wrześniu doszło do krwawych starć. 10 września samoloty z "Courageous" uszkodziły jeden z U-Bootów. Cztery dni później uszkodzeń doznał U-30, tyle że w tym wypadku sprawcami jego przegranej były samoloty z "Ark Royal". Niewielkie sukcesy Anglicy przypłacili poważną stratą w dniu 17 września, kiedy to U-29 kpt. Schuharta dokonał śmiałego ataku torpedowego na lotniskowiec "Courageous". Trzy torpedy osiągnęły cel i stały się przyczyną zatonięcia okrętu wraz z 518 członkami załogi. W drugiej dekadzie września Brytyjczycy rozpoczęli akcję minowania wód Kanału La Manche i własnych wód przybrzeżnych. Stawianie zapór minowych na tak często uczęszczanym szlaku U-Bootów było rozsądną operacją. Zmusiło bowiem dowództwo U-Bootwaffe do zmiany kierunku kursów U-Bootów po uprzedniej stracie trzech jednostek tego typu. W nocy z 13 na 14 października U-47 kpt. Priena dokonał rzeczy nadzwyczajnej. Kontradm. Karl Dönitz opracował specjalny plan ataku na brytyjską bazę w Scapa Flow, gdzie zgromadzono pokaźne siły floty. Po północy U-Boot zakradł się do Scapa Flow, przechodząc zaporę sieciową i storpedował pancernik "Royal Oak". Pierwsza salwa była niecelna i dopiero drugie uderzenie sprawiło, iż brytyjski okręt poszedł na dno i zabrał ze sobą 833 ludzi. Wkrótce lotnictwo niemieckie odniosło niewielki sukces w postaci zatopienia pancernika szkolnego "Iron Duke" oraz uszkodzenia krążownika "Southampton" i niszczyciela "Mohawk". Świetnym posunięciem Kriegsmarine okazało się minowanie wód przybrzeżnych Wysp Brytyjskich, w wyniku czego na dno poszły niszczyciel "Gipsy", krążownik "Belfast" i wiele innych, pomniejszych okrętów. Zagrożenie Anglicy zlikwidowali dopiero pod koniec roku, opracowując sposób detonowania min magnetycznych za pomocą samolotów wyposażonych w silny magnes. Jak pamiętamy, również siły nawodne miały swoją reprezentację na Atlantyku. 26 września rozpoczęły działalność korsarską, atakując o wiele słabsze od siebie statki handlowe i unikając bezpośredniego starcia z mocniejszymi siłami brytyjskimi. Pancerniki "Deutschalnd" i "Admiral Graf Spee" grasowały od wybrzeży Ameryki Południowej aż po Afrykę. "Deutschaland" krótko bawił na Atlantyku, ponieważ już w połowie listopada zmuszony było do powrotu do bazy z powodu kłopotów technicznych. Wcześniej udało się mu zatopić brytyjski statek "Stonegate" i norweski "Lorentz W. Hansen". Nieco inna była historia "Admiral Graf Spee", który swe pirackie boje rozpoczął już 30 września, zatapiając frachtowiec "Clement". 5 października jego łupem padła podobna jednostka "Newton Beach". 7 października "Admiral Graf Spee" powiększył swój dorobek o "Ashlea", a 10 października o "Hunstman". 22 października zatopiony został "Trevanion". 15 listopada na dno poszedł "Africa Shell", a 2 grudnia "Doric Star". Nazajutrz załoga kmdr Langsdorffa zniszczyła "Tairoa". Wreszcie 7 grudnia zatopiona została ostatnia ich ofiara - "Streonshaln". To dziwne, ale Brytyjczycy do tej pory nie starli się z "Admiral Graf Spee", zaprzepaszczając wszystkie szanse, jakie dawało im odbieranie sygnałów od traconych jednostek. W czasie, gdy na Atlantyku grasował niemiecki pancernik, krótkiego wypadu dokonały "Schanrhorst" i "Gneisenau", którym udało się posłać na dno 23 listopada krążownik pomocniczy "Rawalpindi". Sukces ten był niewielki w porównaniu z możliwościami dwóch silnych jednostek. Po udanym rekonesansie okręty te powróciły do bazy. Tymczasem Brytyjczycy główkowali, w jaki sposób rozprawić się z intruzem na Oceanie Atlantyckim w postaci "Admiral Graf Spee". Kmdr Langsdorff w grudniu postanowił powrócić do Niemiec. Zanim jednak udał się w powrotną drogę, uznał za konieczne przeprowadzenie pozorowanego zwrotu w kierunku Przylądka Horn, aby sprawić wrażenie możliwości umknięcia na Pacyfik. Brytyjczycy tym razem zachowali się bardzo czujnie, wysyłając przeciwko raiderowi zespół złożony z krążowników "Exeter", "Ajax" i "Achilles" kmdr Harwooda oraz drugą grupę okrętów pod dowództwem wiceadm. d'Oyly Lyon z pancernikiem "Renown" i lotniskowcem "Ark Royal" w składzie. Po raz pierwszy "Admiral Graf Spee" miał przed sobą równego przeciwnika, dlatego też szykowała się zacięta walka, choć nie ulegało wątpliwości, iż szanse niemieckiej załogi są mizerne. Około kwadransa po 6.00 13 grudnia krążowniki angielskie rozpoznały niemieckie pancernik kieszonkowy, wieńcząc dogonieniem okrętu długi pościg. Załoga "Admiral Graf Spee" również zorientowała się w obecności wroga. Brytyjczycy wyposażeni byli w 6 dział 203 mm i 8 dział 102 mm w "Exeterze", po 8 dział 152 mm i 8 dział 102 mm na "Achillesie" i "Ajaxie", natomiast Niemcy 6 dział 280 mm i 8 dział 150 mm. "Admiral Graf Spee" miał zatem przewagę w sile ognia, o której świadczy waga salwy burtowej pancernika w stosunku do wagi salwy burtowej trzech krążowników - 2132 kg do 1420 kg. Ponadto pancernik miał znacznie większy zasięg, co pozwalało ostrzeliwanie z dalszej odległości i uniknięcie ognia Brytyjczyków. Bitwa rozpoczęła się tuż po obustronnym rozpoznaniu. Niemcy otworzyli ogień z odległości 17 800 metrów. Kmdr Harwood słusznie starał się podzielić swój zespół, aby utrudnić pancernikowi ostrzeliwanie. Na początku walki "Admiral Graf Spee" skoncentrował swój ogień na "Exeterze", który wykonywał manewr oskrzydlający. O 6.22 "Exeter" zostaje trafiony po raz pierwszy. Następne trafienia doprowadzają do śmierci załogi pomostu bojowego. Krążownik odpowiada trafieniem w pomost bojowy, utrudniając na chwilę ostrzeliwanie pancernikowi. Kmdr Bell, dowódca "Exetera", decyduje się na atak torpedowy. Niestety, jest on niecelny, a jego okręt trafiają kolejne pociski, doprowadzając wkrótce do niebezpiecznego przechyłu, a następnie o 7.30, do wycofania okrętu z walki. W tym czasie pozostałe krążowniki zaciekle atakują silniejszą jednostkę. Ich ogień zmusza o 6.30 kmdr Langsdorffa do zmiany celu jednej z wież artylerii głównej, która do tej pory ostrzeliwała "Exetera". Wkrótce pociski trafiają "Ajaxa", który o 7.25 wykonuje niecelny atak torpedowy, zmuszając jednak pancernik do zmiany kursu. Około 7.40 walka ustaje, a "Admiral Graf Spee" kieruje się ku Montevideo. Kmdr Harwood postanawia wezwać z Port Stanley swój czwarty krążownik "Cumberland", a pozostałym okrętom nakazuje śledzenie Niemców. Po zawinięciu pancernika do portu Montevideo Brytyjczycy ustawiają blokadę. Sytuacja okrętu kmdr Langsdorffa nie jest dobra, gdyż urugwajskie władze zezwalają mu na 72-godzinne pozostanie na redzie portu. 17 grudnia wieczorem pancernik opuszcza port z zamiarem sforsowania brytyjskiej przeszkody. Błędne rozpoznanie pancernika i lotniskowca wśród jednostek brytyjskich doprowadza Langsdorffa do decyzji o samozatopieniu okrętu. O 19.52 "Admiral Graf Spee" zostaje wysadzony w powietrze i kończy swoją przygodę na Atlantyku. Bitwa u ujścia La Platy skończyła się efektowną klęską niemieckiej marynarki. W grudniu obie strony odniosą jeszcze straty w postaci uszkodzonych pancerników "Nelson", "Barham" oraz uszkodzeniem niemieckich krążowników "Leipzig" i "Nürnberg przez brytyjski okręt podwodny "Salmon". W tym samym miesiącu "Salmon" zatapia jeszcze U-36, rehabilitując brytyjską flotę okrętów podwodnych, które do tej pory nie miały się czym pochwalić. Co więcej, popełniano fatalne błędy. Efektem nieudolnych działań "Tritona" było zatopienie "Oxleya". "Sturgeon" zaatakował w niedługi czas po tym "Swordfisha", nieomal go niszcząc. Na dnie spoczęły "Seahorse", "Starfish" i "Undine". Poważne straty doprowadziły do wycofania okrętów podwodnych ze szczególnie zagrożonych obszarów, a zwłaszcza z rejonów niemieckiej strefy minowej. Koniec 1939 roku nie był zatem udany dla obu stron, tym bardziej że był to czas pierwszych bilansów. U-Bootom udało się zatopić 114 statków o łącznym tonażu 421 156 BRT. Niemcy utracili 9 z nich, produkując w tym czasie posiłki dla walczącej na coraz większą skalę U-Bootwaffe. Zła pogoda w początkowych miesiącach oraz przygotowania do kampanii norweskiej znacznie wpłynęły na rozmiary akcji U-Bootów i sił nawodnych w pierwszym półroczu 1940 roku. Warto jednak odnotować, iż w styczniu w i lutym okręty podwodne zatopiły łącznie 85 statków. Ciekawym zdarzeniem była walka U-55, który został zmuszony do poddania się przez załogę wodnosamolotu typu "Sunderland".

Jednakże najciekawszym zdarzeniem tamtych dni była tzw. "sprawa Altmarka". Zbiornikowiec "Altmark", który niedawno pełnił rolę zaopatrzeniowca dla "Admiral Graf Spee", miał na pokładzie około 300 jeńców, z którymi starał się dotrzeć do wybrzeży Norwegii. 15 lutego eskadra okrętów brytyjskich dostała informację o wytropieniu "Altmarka", co spowodowało rozpoczęcie działań poszukiwawczych. O 13.00 16 lutego dwa samoloty rozpoznawcze zameldowały o odnalezieniu przeciwnika. Zespół kmdr Viana podążał za okrętem wroga w dwóch grupach, operujących niezależnie wedle informacji od pilotów samolotów. Uciekający pogoni "Altmark" zawinął do fiordu Jossing, gdzie nie obawiano się akcji Brytyjczyków. Kmdr Vian był w trudnej sytuacji, ponieważ zaatakowanie Niemców na wodach norweskich w przypadku braku jeńców na ppokładzie niemieckiej jednostki groziło międzynarodowym skandalem. Po konsultacji z admiralicją komandor postanowił podjąć ryzyko i śmiało wpłynął do Jossing na pokładzie niszczyciela "Cossack". Załoga brytyjska dokonała regularnego abordażu i siłą opanowała "Altmarka", odbijając 293 jeńców znalezionych w strzeżonych pomieszczeniach. Następnie "Cossack" powrócił do Rosyth. Incydent ten wywołał oburzenie strony niemieckiej oraz sprowokował do podjęcia akcji odwetowej. Flota, którą natychmiast wyprowadzono na Morze Północne nie odniosła jednak sukcesu i powróciła do bazy.

W pierwszym półroczu 1940 roku najbardziej elektryzującymi opinię publiczną wydarzeniami były zajęcie Norwegii oraz podbój Francji w dwóch szybkich kampaniach armii niemieckiej. Ze względu na działania morskie znacznie bardziej emocjonująca była pierwsza z kampanii, którą rozpoczęła 9 kwietnia flota niemiecka. Kilka dni wcześniej do poszczególnych portów norweskich skierowały się specjalnie sformowane grupy z żołnierzami wojsk piechoty na pokładzie. Jednocześnie Brytyjczycy powzięli szereg przygotowań do zbliżającego się starcia. Opracowano plan minowania wód norweskich znany pod kryptonimem "Wilfred" oraz operację lądowania w Skandynawii korpusu ekspedycyjnego. Niestety, pierwsze z przedsięwzięć rozpoczęto zbyt późno, aby mogło ono wpłynąć na losy bitwy o Norwegię. Grupy kierujące się na północ przebyły drogę minowania wcześniej, unikając tym samym pułapki ustawionej przez Brytyjczyków. Obok realizacji planu "Wilfred" admiralicja wysłała do boju grupy okrętów, którym udało się nawiązać kontakt bojowy z nieprzyjacielem. Rankiem 8 kwietnia niszczyciel "Glowworm" spotkał na swej drodze ciężki krążownik "Admiral Hipper". Po nierównej walce dowódca "Glowworma" zdecydował się na desperacki krok i usiłował staranować większy okręt. Efektem było uszkodzenie niemieckiego krążownika za cenę niszczyciela, którego załoga i tak nie miała szansy wyjścia cało z opresji. Tego samego dnia polski okręt podwodny "Orzeł zatopił transportowiec "Rio de Janeiro", nieomal dekonspirując całą akcję Wehrmachtu. Norwegowie i Brytyjczycy nie wyciągnęli jednak wniosków z tego spotkania, a Niemcy lądowali nazajutrz w Norwegii bez większych trudności, zajmując szereg ważnych portów morskich. Obrona wybrzeża, mimo swej słabości, stawiała zacięty opór, próbując przeciwstawić się przeważającemu agresorowi. Brytyjczycy w tym czasie rozpoczęli akcję przeciwko flocie niemieckiej znajdującej się w różnych punktach przy brzegach Skandynawii. Do największej bitwy doszło pod Narvikiem, gdzie 9 kwietnia 10 niszczycieli kmdr Bontego zatopiło 2 niewielkie i przestarzałe pancerniki obrony wybrzeża "Eidsvold" i "Nörge". Tego samego dnia Royal Navy z pancernikiem "Renown" na czele doprowadziła do ucieczki krążowników "Gneisenau" i "Scharnhorst" i uszkodzenia pierwszego z nich. Skierowanie obu jednostek do Niemiec było zaprzepaszczeniem doskonałej szansy ratowania niszczycieli zgromadzonych w Narviku, które nie miały ani osłony, ani paliwa (nie dotarły zbiornikowce). O godz. 21.38 kmdr Warburton-Lee otrzymał rozkaz rozprawienia się z flotą Bontego. O 4.15 10 kwietnia niszczyciele "Harock", "Hotspur", "Hunter", "Hostile" i "Hardy" pojawiły się pod Narvikiem i wkrótce rozpoczęły walkę. W wyniku pierwszego starcia zatonęły "Hardy" i "Hotspur", a po stronie niemieckiej niszczyciele "Anton Schmitt" i "Wilhelm Heidkamp" oraz 7 innych pomniejszych jednostek. 13 kwietnia przed południem do Narviku powróciło 9 niszczycieli brytyjskich, pancernik "Warspite" oraz samoloty z lotniskowca "Furious". Tym razem Brytyjczycy wykonali zadanie jak należy, posyłając na dno wszystkie niszczyciele niemieckie oraz U-64. Straty własne wyniosły niszczyciele "Eskimo" i "Cossack" oraz lekko uszkodzony "Punjabi". Alianci przeprowadzili też szereg operacji desantowych, jednak przegrane na lądzie i wybuch konfliktu między Niemcami a Francją doprowadziły do szybkiej ewakuacji sił ekspedycyjnych. W czasie, gdy działania ewakuacyjne prowadzono pełną parą, Niemcy postanowili zaatakować Narvik siłami floty. "Scharnhorst", "Gneisenau", "Admiral Hipper" wraz z 4 niszczycielami wyruszyły 4 czerwca z Kilonii. Okrętom tym udało się zatopić zbiornikowiec "Oil Pioneer", transportowiec "Oiama" i trawler "Juniper". Największym sukcesem wyprawy było posłanie na dno 9 czerwca lotniskowca "Glorious" i niszczyciela "Ardent", który wraz z "Acostą" stanowił osłonę większej jednostki. Uszkodzeń doznał "Scharnhorst", obrywając torpedą wysłaną z "Acosta". Okręt brytyjski wkrótce po tym ataku zatonął. Wyprawa Niemców mogła być zatem zaliczona do udanych, choć okrętowi podwodnemu "Clyde" udało się trafić "Gneisenau" podczas jego powrotu. Bilans kampanii norweskiej przedstawiał się na korzyść III Rzeszy, mimo poniesionych poważnych strat. Niemcy uzyskali ogromną ilość baz morskich, stanowiących znakomity teren wypadowy dla okrętów Kriegsmarine. Ponadto toczyła się kampania francuska, która również zakończyła się klęską sił sprzymierzonych. 1,5-miesięczne zmagania doprowadziły do utraty kilkunastu okrętów brytyjskich i francuskich. Operacja ewakuacji sił ekspedycyjnych spod Dunkierki pochłonęła 9 niszczycieli oraz 17 transportowców. Dodatkowo III Rzesza zapanowała nad wybrzeżem francuskim, uzyskując znakomicie usytuowane bazy morskie i lotnicze. 10 czerwca do wojny przeciwko aliantom przystąpili Włosi, powiększając stan marynarki sprzyjającej Hitlerowi i zaangażowanej w działania zbrojne przeciwko Wielkiej Brytanii. W sierpniu hitlerowskie wojska przystąpiły do wykonywania operacji "Seelöwe", co bezpośrednio wiązało się z grupowaniem jednostek inwazyjnych. Przegrana w bitwie o Wielką Brytanię doprowadziła do rozproszenia tejże floty, aby nie stała się ona łatwym celem dla alianckich bombowców. Równocześnie z upadkiem Francji i przystąpieniem Włoch do wojny rozpoczęto działania na Morzu Śródziemnym, które trwały praktycznie do końca wojny, choć po zawieszeniu broni przez rząd marsz. Pietro Badoglio ich intensywność znacznie zmalała.

Wraz z opanowaniem Skandynawii i Francji dostęp Niemców do morza znacznie się powiększył. Tym samym Kriegsmarine miała idealne warunki do rozpoczęcia wielkiej ofensywy U-Bootów i korsarzy przeciwko konwojom i statkom brytyjskim. U-Bootwaffe realizowała też nową taktykę walk przeciwko słabo zabezpieczonym akcjom konwojowym. Pozostawione na Atlantyku U-Booty meldowały o zbliżających się statkach wroga, co z kolei doprowadzało do wysłania kolejnych okrętów podwodnych przeciw rozpraszającym się jednostkom alianckim. Jednocześnie atakujące U-Booty odnoszą fantastyczne zwycięstwa, tym bardziej że operują one na wschód od linii 20 stopni długości geograficznej zachodniej, gdzie konwoje płyną już bez eskorty. Taka taktyka umożliwiała U-Bootom wyniszczanie wielu konwojów, które wiozły zaopatrzenie tak potrzebne Brytyjczykom. W październiku 1940 roku U-Booty dorobiły się już 63 statków zatopionych w ciągu jednego miesiąca działalności, niszcząc chociażby konwoje SC-7 i HX-79. Ponadto 27 dnia tego miesiąca U-31 posyła na dno potężny statek pasażerski "Empress of Britain". U-Booty ponoszą jedynie niewielkie straty, doprowadzając do krwawej rozprawy z alianckimi okrętami. Zima 1940/41 zmniejsza nieco natężenie działań, dając czas sprzymierzonym na złapanie oddechu. Dönitz wycofuje część podległych mu jednostek, pozostałe nadal prowadzą kampanię. Przykładowo U-99 zatapia w listopadzie trzy krążowniki pomocnicze "Patrodus", "Lauentic" oraz "Fortar" oraz transportowiec "Casanore" (?). Ponadto do bitwy o Atlantyk włącza się Luftwaffe - samoloty Hermanna Göringa podejmują się współpracy z U-Bootami, atakując konwoje. Sroga zima była odpowiednim czasem dla Brytyjczyków na przemyślenie zagadnień walki z okrętami podwodnymi. Wzmocniono uzbrojenie i odpowiednio przeszkolono załogi, co w późniejszym okresie miało zaowocować ograniczeniem dominacji U-Bootwaffe. Na razie w marcu 1941 roku na dno idzie pięć U-Bootów. Bolesne straty niemieckie pogłębił fakt śmierci lub wzięcia do niewoli walczących załóg.

Tymczasem na Atlantyku grasują kolejni po "Admiral Graf Spee" korsarze. W marcu 1940 roku na Atlantyk wyruszają krążowniki pomocnicze "Atlantis" i "Orion", w maju i czerwcu na oceanie pojawiły się "Widder", "Piguin" i "Thor", a miesiąc później akcję rozpoczął "Komet". Do szóstki dołączył w grudniu "Kormoran". Pod koniec 1940 roku i na początku 1941 korsarze zaczęli powracać do Niemiec. Ich wyniki były bardzo dobre - "Widder" zatopił 10 statków, "Thor" 11, z kolei zniszczony 8 maja 1941 roku "Pinguin" posłał na dno 17 statków handlowych i 11 jednostek wielorybniczych. Obok krążowników pomocniczych ofensywnych działań podjęły się krążowniki i pancerniki Kriegsmarine większego kalibru. Pancernik "Admiral Scheer" wyszedł z Gdyni 29 października i wkrótce przedostał się na Atlantyk. Juz 5 listopada napotkał na swojej drodze konwój HX-84 i zatopił 5 statków oraz krążownik pomocniczy "Jervis Bay", którego załoga podjęła się nierównej walki z niemieckim okrętem. Kmdr Krancke, który dowodził "Admiral Scheer", przeszedł w styczniu 1941 roku na nową strategię. Po rozpoznaniu alianckiej jednostki pancernik nadawał komunikaty w języku angielskim, zwabiając przeciwnika w pułapkę. Tym prostym sposobem Krancke zwiódł załogi kilku jednostek, poczynając od holenderskiego "Barneveld" w dniu 20 stycznia. Dopiero po miesiącu podobnej praktyki dowódca alianckiej jednostki, w tym wypadku "Canadian Cruiser", zorientował się w sytuacji i nadał ostrzeżenie o grasującym pancerniku. Rozpoczęła się akcja polowania na okręt, jednak nie została zwieńczona sukcesem, a "Admiral Scheer" zawinął do Kilonii 1 kwietnia, mając na swym koncie 16 statków alianckich. 1 lutego do boju ruszył "Admiral Hipper", którego załoga nie miała do tej pory szczęścia, borykając się z kłopotami technicznymi. Tym razem już po tygodniu krążownik mógł pochwalić się niezłym wynikiem 7 zniszczonych statków, a jego podwodna osłona U-37 miała na koncie 2 jednostki. Kolejni korsarze ruszyli do akcji 22 stycznia. "Scharnhorst" i "Gneisenau" operowały na Atlantyku do 22 marca, zapisując wśród swoich sukcesów zatopienie lub przejęcie 22 statków. Niestety, dobra passa niemieckich okrętów wkrótce się skończyła. 6 kwietnia samolot por. Campbella trafia torpedą "Gneisenau" znajdujący się w Breście. Po pięciu dniach alianci pakując w okręt 4 bomby, detronizując "Gneisenau" na długi czas. Nie to było jednak największym zmartwieniem dowódców Kriegsmarine. 18 maja z gdyńskiego portu wychodzą "Prinz Eugen" i "Bismarck", które mają przejąć ciężar działań na Atlantyku i maksymalnie angażować do boju brytyjską flotę. Ciężki krążownik i pancernik - duma Adolfa Hitlera - szybko zostają wykryte przez aliantów. Efektem nagonki na obie jednostki jest ponowne namierzenie ich 23 maja przez krążownik "Suffolk" operujący w Cieśninie Duńskiej. Bliźniaczy "Norfolk" wysyła meldunek do dowódców okrętów Home Fleet, powodując zbliżenie się pancerników "Prince of Wales" i "Hood" - grupy wiceadm. Hollanda. Nad ranem 24 maja rozgorzała walka pomiędzy Brytyjczykami a okrętami adm. Lütjensa. W wyniku starcia zatopiony zostaje "Hood" z 1419 ludźmi na pokładzie (tylko 3 osobom udało się przeżyć), a "Prince of Wales ma poważne uszkodzenia. "Bismarck" również został trafiony, pociski w zasadzie zniszczyły zbiornik paliwa, co znacznie zmniejszyło możliwości operacyjne pancernika. Za okrętami niemieckimi wysłano pościg, ściągając z Gibraltaru siły adm. Sommerville'a (lotniskowiec "Ark Royal", pancernik "Renown", krążownik "Sheffield"), ponadto pancernik "Rodney", krążowniki "Edinburgh" i "Dorsteshire" oraz 12 niszczycieli. Dołączyły one do poszukiwań, zasilając skład pierwszej z grup (krążowniki "Suffolk", "Norfolk", "Arethusa", "Manchester", "Birmingham", "Galatea", "Aurora", "Kenya" i "Hermione", pancerniki "King George V" i "Repulse", lotniskowiec "Victorious", 7 niszczycieli). O 7.37 adm. Lütjens odsyła "Prinz Eugena" i sam kieruje się na południe, aby dopłynąć do Saint-Nazaire. Na skutek ataku torpedowego po północy 25 maja "Bismarck" doznaje kolejnych uszkodzeń. Mimo to wkrótce znika z ekranów radarów (na 31 godzin udaje się mu zgubić pogoń). Dopiero 26 maja kontakt zostaje odzyskany. Wieczorem naloty torpedowców powodują dwa następne trafienia, jednak "Bismarck" nadal jest groźny dla przeciwnika. Przekonują się o tym "Rodney" i "King George V", które o 8.47 27 maja ścierają się z Niemcami. Po 10 atak torpedowy wykonuje krążownik "Dorsetshire" i o 10.37 topi "Bismarcka" wraz z 2303 z 2403 członków załogi. "Prinz Eugen" 1 czerwca dociera do Brestu. Mimo ogromnej odporności "Bismarck" ulega sile Royal Navy i szybko kończy swój pierwszy i ostatni pobyt na Atlantyku. Tymczasem, gdy korsarze grasują po wodach oceanicznych, zacięte walki toczą się u wybrzeży Wysp Brytyjskich.

Główną siłę stanowią tutaj samoloty Luftwaffe oraz zapory minowe. Flota aliantów mocno ucierpiała od lotniczych ataków, w ciągu 1941 roku zatopionych zostało aż 371 okrętów (1 101 422 BRT). Dopiero rozpoczęcie wojny Niemiec ze Związkiem Sowieckim przyczyniło się do zmniejszenia niekorzystnego bilansu strat Royal Navy. Tak więc pierwsze półrocze 1941 roku obfitowało w sukcesy III Rzeszy, ale i nie brakowało spektakularnych porażek, jak choćby zatonięcie "Bismarcka". 22 czerwca Rzesza rozpoczęła realizację operacji "Barbarossa", której celem stał się dotychczasowy sojusznik wojsk hitlerowskich Związek Radziecki. Już w kilkanaście godzin po agresji okazało się, że ZSRS przystąpi do sojuszu aliantów. Tym samym Brytyjczycy zyskiwali silnego sprzymierzeńca, który odciągał część sił hitlerowskich od Atlantyku, wciągając je chociażby na Bałtyk. Jednocześnie nowy koalicjant potrzebował pomocy, co zapoczątkowało konwojową współpracę pomiędzy dotychczasowymi aliantami, Stanami Zjednoczonymi i Związkiem Radzieckim. Kriegsmarine mocno odczuła wybuch wojny na wschodzie, ponieważ wydzielić musiała grupę okrętów wspomagających piechotę i lotnictwo. Odbiło się to niekorzystnie na potencjale niemieckiej marynarki podczas bitwy o Atlantyk, co wykazują statystyki. W lipcu i sierpniu U-Booty posłały na dno zaledwie 45 statków, co było wynikiem ponad dwukrotnie niższym od liczby zatopionych okrętów w maju i czerwcu tego samego roku. Ponadto słabsza forma U-Bootów spowodowana była wzrostem kondycji Royal Navy. Stocznie wypuściły na morze nowe okręty a RAF zwiększył zasięg działań. Winstonowi Churchillowi udało się również pozyskać większą przychylność amerykańskiego sojusznika i przerzucić nieco ciężar działań na marynarkę Stanów Zjednoczonych, wciąż de facto niezaangażowanych w wojnę. Flota USA rozpoczęła we wrześniu działalność wymierzoną w korsarskie napady Kriegsmarine, a 16 września Amerykanie podjęli się ochrony konwoju HX-150 zmierzającego do Wielkiej Brytanii. Zaangażowanie sił USA w bitwę o Atlantyk nie obyło się bez strat. 31 października U-552 zatopił niszczyciel "Reuben James", a dwa tygodnie wcześniej "wilcze stado" storpedowało niszczyciel "Kearny" i pozbawiło SC-48 9 statków. Koniec roku przyniósł spadek strat sił alianckich, co częśćiowo spowodowane było gorszymi warunkami atmosferycznymi oraz przegrupowaniem U-Bootów, które operowały teraz w pasie Wyspy Brytyjskie - Azory, aby odciąć walczące w Afryce Północnej wojska sprzymierzonych od pomocy z zewnątrz. W dniu 31 grudnia 1941 dowództwo marynarki niemieckiej dysponowało 86 U-Bootami na morzu. Ponad setka przygotowywała się w Niemczech, aby w niedługim czasie wejść do walki. Rok ten kosztował Niemców 29 U-Bootów oraz 7 włoskich okrętów podwodnych. Nadciągał jednak okres, w którym III Rzesza miała sobie powetować wszystkie straty. Jeszcze gorzej wiodło się osławionym korsarzom. Stosunkowo dużą ilość statków przeciwnika miał na swym koncie krążownik "Atlantis" kmdr Roggego, który grasował po oceanach od 31 marca 1940 roku i posłał na dno lub zagarnął 22 statki (145 697 BRT). 22 listopada 1941 roku załoga "Atlantisa" zakończyła działalność po wytropieniu przez wodnosamolot z brytyjskiego krążownika "Devonshire". Po rozpoznaniu napastnika okręt brytyjski zatopił "Atlantisa". Nieco więcej szczęścia miał krążownik pomocniczy "Orion", który wraz z "Kometem" zatopił 17 statków. Oba okręty bezpiecznie powróciły do niemieckich baz w ostatnim kwartale 1941 roku. "Kormoran" pozbawił aliantów 11 statków oraz australijskiego krążownika "Sydney" w dniu 19 listopada 1941 roku. Po wygranej walce załoga opuściła okręt, gdyż został on poważnie uszkodzony przez australijską załogę. Warto jeszcze wspomnieć o udziale Luftwaffe w bitwie o Atlantyk. W drugim półroczu 1941 roku lotnictwo niemieckie zniszczyło 42 jednostki przeciwnika, dokonując 2902 lotów dziennych i 2576 lotów nocnych. Brytyjczycy podejmowali się podobnych akcji, wyrządzając Niemcom spore straty i tracąc znacznie mniej samolotów niż przeciwnik. Obie strony prowadziły też ofensywę minową, choć ten sposób walki przynosił jeszcze mniejsze korzyści.

7 grudnia do wojny włączają się Stany Zjednoczone, odpowiadając jej wypowiedzeniem na atak Japończyków w Pearl Harbor. W trzy dni później Niemcy i Włosi występują przeciw Amerykanom. Grudzień był zatem miesiącem przełomu, gdyż opozycja antyhitlerowska znacznie wzrosła w siłę po włączeniu w swe szeregi USA. Przystąpienie Amerykanów do wojny było też pretekstem do rozpoczęcia operacji "Paukenschalg". Plan ten zakładał wysłanie niemieckich okrętów podwodnych w stronę wschodnich wybrzeży Ameryki Północnej, aby tam dokonały krwawej rozprawy z marynarką nowego wroga. Początkowo planowano wysłanie 12 U-Bootów, jednak rozwój sytuacji w basenie Morza Śródziemnego wpłynął na decyzję Hitlera o ograniczeniu sił operacji do 6 jednostek. Już 12 stycznia U-123 odnosi pierwszy sukces, zatapiając brytyjski statek pasażerski "Cyclops". Morze Karaibskie, Zatoka Meksykańska, Morze Sargassowe obfitowały w bezbronne statki. Tereny te wkrótce stały się rajem dla śmiertelnie groźnych U-Bootów. Straty floty alianckiej rosły w zastraszającym tempie, a Amerykanie nie byli w stanie się obronić. Stopniowo jednak dowódcy jednostek uczyli się reguł wojny, społeczeństwo przyzwyczaiło się do nowego trybu funkcjonowania a przemysł amerykański rozpędzał się, szykując do walki na wszystkich frontach. Dopiero 1 marca udało się upolować pierwszego drapieżcę, U-656. 15 marca poszedł na dno U-503, a 14 kwietnia niszczyciel "Roper" zakończył służbę załogi U-85. Był to widoczny efekt coraz lepiej funkcjonującej marynarki amerykańskiej. Jednocześnie jednak U-Booty otrzymują wsparcie ze strony podwodnych okrętów zaopatrzeniowych, które dostarczają niezbędne paliwo i żywność okrętom podwodnym, zwiększając tym samym zakres ich działania. Taktyka warowania w zachodniej części Atlantyku była skuteczna do czerwca, kiedy to siła uderzania U-Bootwaffe zaczęła słabnąć. W związku z tym dowództwo niemieckie przeniosło ciężar działań na szlaki północnoatlantyckie, gdzie już na początku sierpnia U-Booty zniszczyły 11 z 33 statków SC-94. Wyjątkowo zaciekła walka rozgorzała o konwój PQ-18, w którego składzie płynęło 48 statków kmdr Whethama. Osłaniało go silne zgrupowanie w składzie: krążowniki "Scylla", "Norfolk", "Suffolk" i "London", 20 niszczycieli, lotniskowiec eskortowy "Avenger", 2 okręty obrony przeciwlotniczej, 2 okręty podwodne, 4 korwety, 3 trałowce oceaniczne i 4 pomocnicze. Ponadto ubezpieczenie stanowiło 5 niszczycieli. PQ-18 został wykryty przez niemieckie samoloty na północ od Islandii. Wysłano natychmiast 12 U-Bootów, pozostawiając w norweskich bazach "Admiral Scheer", "Admiral Hipper" i "Köln". Do akcji wyznaczono również 92 samoloty torpedowe i 133 bombowe. W toku zaciętych walk, toczących się w zasadzie na trasie po Murmańsk, PQ-18 stracił 13 statków. Niemcy utracili 40 samolotów i 3 U-Booty. Ponadto Kriegsmarine rozbiła częściowo konwój QP-14, niszcząc 4 statki i niszczyciel "Somali". U-Booty nie poprzestały na dwóch sukcesach, nadal prowadząc kampanię na północnym Atlantyku. W dniach 12-16 października atakowano SC-104 i zatopiono 8 statków za cenę 3 U-Bootów. Następnie mocno przetrzebiony został HX-212 (6 statków zatopionych), SC-107 (15 statków) i SL-125 (12 statków). Stopniowo jednak straty aliantów malały, a zbliżająca się zima dawała czas na przemyślenia.

W czasie, gdy U-Booty szalały u wybrzeży obu Ameryk, wielkie okręty niemieckie po raz kolejny dały się we znaki Brytyjczykom. Szczególnym strachem napawał sprzymierzonych "Tirpitz", który od 16 stycznia znajdował się w Trondheim. Do baz norweskich przesunięte zostały również "Schanrnhorst" i "Gneisenau" oraz "Prinz Eugen", które u wybrzeży francuskich narażone były na stałe niebezpieczeństwo ze strony alianckich bombowców. Operacja przejścia trzech ostatnich okrętów pena była emocji i napięcia. Przeprowadzono ją w dniach 11-12 lutego. Dopiero około południa brytyjscy piloci zameldowali o spotkaniu z Niemcami, choć jednostki wroga płynęły już kilkanaście godzin. W pogoń wysłano lotnictwo i ścigacze torpedowe, jednak ich ataki były niecelne. Następne w kolejce były niszczyciele kmdr C.T.M. Pizeya, który wysłał do boju pięć okrętów. Ich atak nie powiódł się, choć mniej więcej w tym samym czasie zapewniono im wsparcie lotnictwa. Samoloty zawiodły, gdyż zaledwie 39 z 242 maszyn dotarło nad cel. I tym razem nie uzyskano trafienia. Po trudnej przeprawie okręty niemieckie dotarły do portów norweskich. Z powodu spotkania z miną uszkodzone zostały "Schanrhorst" i niszczyciel "Bruno Heinemann". "Gneisenau" również wpadł na minę, jednak zniszczenia były minimalne. Kompromitująca akcja Brytyjczyków spowodowała wzmożenie działalności bombowców, którym udało się wreszcie trafić "Gneisenau" podczas nalotu w nocy z 26 na 27 lutego. To doprowadziło do demobilizacji okrętu. Ofiarą okrętu podwodnego "Trident" stał się "Prinz Eugen", który otrzymał trafienie 23 lutego. Musiał się ukryć w jednym z fiordów. 27 marca Brytyjczycy przeprowadzili jeden z najbardziej wymyślnych ataków na używany przez Niemców port. Specjalnie wyznaczona flotylla okrętów, z byłym niszczycielem "Campbeltown" na czele, dokonała rajdu na Saint-Nazaire, którego celem było zniszczenie urządzeń portowych, aby uniemożliwić dokonywanie ewentualnych napraw na "Tirpitzu". O 1.34, po krótkiej walce i zmyleniu czujności Niemców, kmdr por. Ryder wbił się w potężne stalowe wrota portu. Jednocześnie z motorówek desantowych wyskoczyli komandosi, rozpoczynając niszczenie urządzeń portowych. Po chwili zarządzono odwrót. Mimo iż w czasie operacji zginęło 144 komandosów, cel został osiągnięty. Nazajutrz na pokład "Campbeltown" weszła grupa inżynierów. Nie spodziewali się oni, iż okręt nafaszerowano ładunkami wybuchowymi, które zawiodły w chwili taranowania wrót. Gdy Niemcy znaleźli się wewnątrz tego, co zostało z niszczyciela, jednostka eksplodowała. Wywołało to serię nieporozumień wśród niemieckiej załogi portu. W ogólnym chaosie żołnierze strzelali do kolegów oraz do robotników francuskich uciekających w popłochu z miejsca eksplozji. Operacja "Chariot" zakończyła się pełnym sukcesem. Jednocześnie z planowaniem akcji przez sztab brytyjski na Atlantyku nadal rozgrywano śmiertelną partię. Na wodach Morza Norweskiego trwało polowanie na konwoje. Choć wiele wypraw alianckich zdołało umknąć Kriegsmarine, kilkoma zajęły się U-Booty i silne okręty niemieckie. Pod koniec marca PQ-13 stracił 5 statków. Kolejny konwój, PQ-14, stracił tylko jeden statek, jednak w tym samym czasie QP-10 pozbawiony został 4 statków. Miesiąc po PQ-13 z Islandii ruszył PQ-15, a z Murmańska QP-11. Konwoje te posiadały silną osłonę, jednak nie przeszkodziło to niemieckim okrętom w prowadzeniu kolejnych ataków. 29 kwietnia U-456 uszkodził krążownik brytyjski "Edinburgh", który stanowił ubezpieczenie QP-11. Mimo iż krążownik zawrócił, Niemcy nie mogli poradzić sobie ze słabiutką ochroną konwoju w postaci 6 niszczycieli i zatopili tylko jeden statek. Po zakończonej akcji niszczyciele niemieckie dopadły "Edinburgh", który szybko dobito torpedą. Równie niskie straty poniósł PQ-15, którego jednostkom sprzyjała gęsta mgła i złe warunki atmosferyczne. Luftwaffe zniszczyła 3 statki. Bardziej dramatyczne były losy PQ-16, w którego składzie płynęło 36 statków. Dzięki ofiarności załóg okrętów osłony konwój dotarł pod koniec maja do Murmańska, tracąc po drodze 7 statków. Najciekawszym wydarzeniem tego okresu walk była obrona PQ-17, który pod koniec czerwca ruszył z Islandii. Pancerniki "Duke of York", "Washington", lotniskowiec "Victorious", krążowniki "Nigeria" i "Cumberland" oraz 14 niszczycieli pod dowództwem adm. Toveya ubezpieczały 33 statki. Operacji eskortowania podjęły się załogi krążowników "Norfolk", "Tuscalosa", "Wichita" oraz 3 niszczyciele pod wodzą kontradm. L.H.K. Hamiltona. Ponadto PQ-17 miał mieć zapewnione wsparcie z Murmańska, ale to w ostatniej części swej podróży. Niemcy doskonale zdawali sobie sprawę z planów admiralicji, dlatego szybko przegrupowali swoje siły i przesunęli je nieco na północ, aby czekały tam na swoją szansę. Tymczasem konwój ponosił pierwsze straty za sprawą lotnictwa niemieckiego - 4 lipca rano na dno poszły 3 statki. Straty spowodowały, iż admiralicja zdecydowała się na bardzo ryzykowny krok - rozproszenie PQ-17. Na decyzję wpłynął również fakt braku rzetelnych informacji o rozmieszczeniu sił przeciwnika. Dlatego też Brytyjczycy zmienili swe plany, doprowadzając w konsekwencji do zagłady konwoju. O 21.33 4 lipca wydano rozkaz: "Konwój ma się rozproszyć". Wcześniej kontradm. Hamilton rozpoczął odwrót swoich okrętów na zachód, zgodnie z zaleceniami dowództwa. W odległości 800 mil od Murmańska alianckie statki rozproszyły się, rozpoczynając samotną wędrówkę. "Tirpitz", "Admiral Hipper", "Admiral Scheer", 7 niszczycieli i 2 trałowce ruszyły na morze, aby rozprawić się z wrogiem. Efektem pozostawienia alianckich statków samym sobie było ich wytracenie. Niemcy bowiem bez trudu odnaleźli i zatopili aż 18 jednostek, które na swych pokładach wiozły 430 czołgów i 210 samolotów, tak niezbędnych Armii Czerwonej. Wynikiem nierównej walki było przerwanie operacji konwojowych na dwa miesiące na trasie murmańskiej, co głośnym echem odbiło się w Związku Radzieckim.

W 1942 roku kończyła się era bezkarnych łowów niemieckich korsarzy. Na Atlantyku grasowały tylko "Thor, "Stier", "Komet" i "Michel". Pierwszy z nich pływał na południowym Atlantyku, a następnie skierował się na Ocean Indysjki. Jego łupem padło 10 statków - 7 zatopionych i 3 przechwycone. "Thor" zakończył swoją walkę 9 października w Jakohamie, gdzie zatonął 30 listopada. Przyczyną był pożar, który spowodowała eksplozja zacumowanego nieopodal zaopatrzeniowca "Wekermark". "Stier" rozpoczął swój rajd w cztery miesiące po "Thorze", lecz zakończył go wczesniej i to raczej w smutnych okolicznościach. Po zatopieniu 3 statków (29 409 BRT) "Stier" szukał kolejnego łupu. 27 września natrafił na amerykański "Stephen Hopkins", który po krótkiej ucieczce otworzył ogień z jedynego na pokładzie działa kal. 100 mm. Pech chciał, iż "Stiera" trafiło 15 pocisków, uszkadzając ster i doprowadzając do zatonięcia okrętu. Załogę wyłowił zaopatrzeniowiec "Tannenfels". 13 marca przez Kanał La Manche przeszedł "Michel". 19 kwietnia rozpoczął on swój proceder, topiąc brytyjski zbiornikowiec (najprawdopodobniej był to "Patell"). Następne tygodnie przyniosły kolejne zatopienia, a kmdr H. von Ruckteschell mógł być zadowolony - zapisał na swoim koncie aż 14 statków (94 363 BRT). Najsłabszym wynikiem legitymowała się załoga "Kometa". W nocy z 7 na 8 października okręt ten wyruszył z Hamburga. Nie dane mu jednak było prowadzić niszczycielskiej działalności, gdyż 14 października korsarz został zatopiony przez niszczyciel i ścigacz wroga.

W 1942 roku doszło również do niezwykle ważnej operacji, ktorej nadano kryptonim "Jubileusz". Naciskani przez sowieckich sojuszników Brytyjczycy i Amerykanie zdecydowali się przystać na zorganizowanie próbnego desantu u wybrzeży Francji. Test otwarcia drugiego frontu był sprawdzianem umiejętności aliantów oraz obrony wybrzeża, które trzymali w swym ręku Niemcy. Wielki eksperyment był pierwszym tego typu wypadem poza Kanał La Manche. Owszem, Brytyjczycy podejmowali się już podobnych desantów na obszarach zajętych przez III Rzeszę, jednak nie forsowali do tej pory wybrzeża Francji. Projekt operacji zakładał wyrzucenie sił w kilku punktach, przy największym natężeniu działań pod Dieppe. Niemcy umocnili ten teren bardzo dobrze, ustawiając tam m.in. dwie baterie obrony wybrzeża w Berneval oraz Varrengeville. Ponadto wybrzeża broniły karabiny maszynowe oraz artyleria przeciwlotnicza. Jak więc widzimy, alianci mieli przed sobą trudne zadanie. Tym bardziej że w "Jubileusz" zaangażowali jedynie małe jednostki - 8 niszczycieli, 9 barek desantowych, 10 barek desantowych dla czołgów, 179 mniejszych barek i łodzi desantowych. Siły lądowe reprezentowały dwa pułki kanadyjskie (4961 żołnierzy) oraz dwa oddziały komandosów w sile 1057 ludzi. Niestety, rozplanowanie uderzeń dalekie było od ideału. Mimo to alianci postanowili zaryzykować. 19 sierpnia o 3.20 wyruszyły motorówki i barki desantowe, które od brzegu dzieliło 10 mil. Pierwsze komplikacje napotkano już w 27 minut później, gdy na drodze aliantów stanęły 3 uzbrojone trawlery i 5 ścigaczy artyleryjskich. Wywiązała się krótka walka, w wyniku której doszło do rozproszenia barek i zdekonspirowania całej wyprawy. Zaalarmowane hałasem załogi baterii wzmogły czujność i wkrótce otworzyły ogień do zbliżających się jednostek wroga. Na szczęście, na skrzydle zachodnim komandosi wykazali się bardzo dobrą skutecznością (lądowali nieco wcześniej od głównych sił) i już o 6.40 bateria w Varengeville została zdobyta kosztem 11 zabitych i 46 rannych. Na przeciwległym skrzydle sytuacja była zgoła odmienna - podczas szturmu Bernevel zginęło lub zostało rannych aż 488 żołnierzy. Na głównym odcinku Niemcy dziesiątkowali nadpływających. Gen. J.H. Roberts kierujący operacją nie wiedział, co dokładnie dzieje się na plażach, przebywając na pokładzie niszczyciela "Calpe". Efektem niewiedzy było posłanie posiłków, których los podobny był do losu sił głównych. Nie powiodła się też misja czołgów. Maszyny z trudem przedarły się przez zasieki, a następnie zostały zniszczone lub przechwycone przez Niemców. Wobec grożącej klęski gen. Roberts zdecydował się na wycofanie. O 11.00 żołnierze rozpoczęli generalny odwrót. I tym razem alianci nie popisali się. Z plaż ewakuowano niewiele ponad 1000 ludzi. Zginęło lub odniosło rany aż 1600 żołnierzy, 2200 dostało się do niewoli. Stracono również 33 barki desantowe i 106 samolotów (Niemcy utracili 48 maszyn). Wszystkie 30 czołgów, jakie użyli alianci, przepadło. Ponadto zatopiony został niszczyciel "Berkeley". Rajd na Dieppe okazał się kompletną klapą i udowodnił, iż otwarcie drugiego frontu w 1942 roku jest niemożliwe.

Koniec roku po raz kolejny dał chwilę wytchnienia obu stron. Jak już zdążyliśmy zaobserwować, natężenie działań na Atlantyku znacznie malało w miesiącach zimowych. 1942 roku nie był wyjątkiem od tej reguły, choć z pewnością możemy go nazwać wyjątkowym. Po okresie dominacji Kriegsmarine, a szczególnie U-Bootów, alianci zaczynali dochodzić do głosu. W ciągu całego roku zatopiono 87 niemieckich i 22 włoskie okręty podwodne. Mimo to ofensywa III Rzeszy rozwijała się zgodnie z planem, choć przy użyciu nieco mniejszych sił niż te, które przewidziano rok wcześniej. Przemysł niemiecki szybko nadrabiał straty i na początku 1943 roku Karl Dönitz miał do dyspozycji 393 U-Booty, z których 212 mogło walczyć "od zaraz". Ogółem U-Booty uszczupliły flotę sprzymierzonych o 1160 statków (6 226 215 BRT). Do ich wyniku dopisać należy 504 statki (1 524 482 BRT), które zatopiono lub przechwycono przy użyciu innych środków walki. Ogółem daje to niebagatelną liczbę 1664 statków o łącznym tonażu 7 790 697 BRT. Tak ogromny cios przetrzymali alianci tylko dzięki nieprawdopodobnemu wysiłkowi przemysłowemu, co pozwoliło na zrekompensowanie poniesionych strat. Warto jeszcze odnotować, iż na Pacyfiku w tym czasie flota USA stanęła do równorzędnej walki z Japończykami. Na froncie afrykańskim, po lądowaniu sprzymierzonych w Afryce Północnej 8 listopada, sytuacja oddziałów niemieckich była kiepska. Nie może zatem dziwić, iż kolejny rok okazał się rokiem przełomowym.

Jako że ostatnie miesiące 1942 roku alianci mogli zapisać na swoją korzyść, początek 1943 roku zapowiadał się podobnie. W końcówce czwartego roku wojny wysłano szereg konwojów, które dotarły do Sowietów w składzie niemalże nienaruszonym. Mimo ostrożności Brytyjczyków bardzo dramatyczne były losy konwoju JWQ-51B. W celu jego zniszczenia Niemcy wysłali siły wiceadm. Kummetza, w skład których weszły "Admiral Hipper", pancernik "Lützow" i 6 niszczycieli. Dowódca armady otrzymał szczegółowe polecenie, w którym zalecono mu niepodejmowanie walki z głównymi siłami Royal Navy. 16 statków z JW-51B miało bowiem silne wsparcie brytyjskich krążowników "Sheffield", "Jamaica" oraz 2 niszczycieli kontradm. Burnetta i osłonę 6 niszczycieli kmdr Sherbrooke'a. Wiceadm. Kummetz był dobrze poinformowany o siłach przeciwnika, dlatego zdecydował się na sprytny plan polegający na rozdzieleniu okrętów Kriegsmarine i dezorientującym ataku z dwóch stron jednocześnie. 31 grudnia doszło do starcia. Dzięki kiepskiej postawie Niemców i bardzo skutecznej obronie zespołu Sherbrooke'a konwój został uratowany. Efektem przegranych de facto zmagań z osłoną JW-51B był konflikt Hitlera z Raederem, w wyniku którego Grossadmiral podał się do dymisji. Jego miejsce na stanowisku dowódcy Kriegsmarine zajął Dönitz. Ponadto dyktator nakazał zakończenie wojny nawodnej, przenosząc ciężar działań na U-Booty. Zachowanie to było całkowicie pozbawione rozsądku. Na szczęście dla wojujących Niemców Hitler zgodził się na włączenie do działania "Tirpitza", "Lützow" i "Scharnhorsta". Koncepcja wodza III Rzeszy była błędna, gdyż alianci otrzymali szansę bezkarnego konwojowania swoich dostaw do ZSRS. Przykładem mogą służyć bezpieczne wyprawy JW-52 i JW-53. Gdy w Berlinie toczyły się zaciekłe dyskusje i trwała wojna na słowa, na Atlantyku łupy zbierali dowódcy U-Bootów. Straty aliantów były w styczniu dość duże za sprawą rozbicia transportu z paliwem. Nasilenie walk wzrosło szczególnie w lutym i marcu. Mimo straty 3 U-Bootów w walce z osłoną konwoju SC-118, udało się im zatopić aż 13 statków. W trzeciej dekadzie lutego okręty podwodne rozbiły ON-166, którego pozycję udało się ustalić dzięki działalności stacji nasłuchowych. Efektem kilkukrotnie ponawianych ataków było zatopienie 14 statków. Niemcy przypłacili uderzenie utratą dwóch U-Bootów (wkład w zniszczenie jednego z nich miał polski niszczyciel "Burza"). Tymczasem Grossadmiral szykował następny fajerwerk dla aliantów. W dniach 7-11 marca Niemcy zatopili 13 statków z SC-121, nie tracąc żadnego okrętu podwodnego. W ciągu kolejnych kilku dni trwała zacięta bitwa o konwój HX-228. Efektem przeprowadzonej źle akcji niemieckich okrętów było posłanie na dno dwóch U-Bootów. Dowódcy innych jednostek nie przejęli się niepowodzeniem i w dniach 16-18 marca powetowali sobie ostatnie straty. Na idące ze Stanów Zjednoczonych HX-229 (40 statków) i powolny SC-122 (60 statków) napadło "wilcze stado". Za 21 statków Niemcy oddali tylko U-384. Tym samym przypieczętowali okres burzliwych zmagań na Atlantyku. Jak już pisaliśmy, rok 1943 był przełomowy, tak więc radość Karla Dönitza była nieco przedwczesna.

Już w marcu aktywność zaczęło przejawiać lotnictwo alianckie. Maszyny Coastal Command przejęły rejon Zatoki Biskajskiej, a do Wysp Brytyjskich kierowały się posiłki - nie tylko sił powietrznych, ale i nawodnych. Do walki weszły 3 nowe lotniskowce oraz kilka grup fregat i niszczycieli. Efekt przerzucenia ciężaru działań na lotnictwo był taki, jakiego spodziewali się dowódcy koalicji sił sprzymierzonych. Brytyjczycy zdezorientowali niemieckiego admirała, który wydał szereg dziwnych rozporządzeń. Pierwszym z nich był rozkaz pozostawania pod powierzchnią w nocy i podróżowania w wynurzeniu w dzień. Okazało się, że wynik takich działań jest odwrotny od zamierzonego, a na Atlantyku U-Booty przegrywają walkę z wrogiem. Nie był to koniec błędów następcy Raedera. Po zestrzeleniu samolotu przez U-333 uznał on, iż U-Boot jest w stanie wygrać walkę z tego typu maszynami. Mylił się, co pokazały najbliższe dni. Dönitz wydał też rozkaz dotyczący podejmowania walki artyleryjskiej między U-Bootami a maszynami brytyjskimi. Choć zwiększono ilość broni przeciwlotniczej na pokładach okrętów podwodnych, straty nadal rosły. Zastosowanie nowych rozwiązań u aliantów (m.in. wyrzutni "hedgehog", która umożliwiała salwy kilkunastu bomb w pasie przed atakującym eskortowcem), zwiększenie liczby konwojów i chaotyczne decyzje dowództwa Kriegsmarine doprowadziły do zmniejszenia skuteczności U-Bootów. Kolejne wyprawy konwojowe przepływały nienaruszone lub naruszone w niewielkim stopniu, a Niemcy wciąż tracili przy tym znaczne ilości okrętów podwodnych. I tak, w bitwie z ONS-5 za cenę 13 statków stracono 7 U-Bootów, z HX-237 stosunek wynosił 3:3, SC-BO 0:4, HX-239 0:1. Dönitz nie miał wyjścia i pod koniec maja nakazał wycofanie okrętów podwodnych z Północnego Atlantyku. Po stracie 41 U-Bootów dowódca Kriegsmarine zaczął się obawiać klęski. Miał jednak nadzieję na wprowadzenie nowych typów okrętów (U-Booty XXI i XXIII), które dysponowały większą prędkością osiągalną pod wodą, lepszym uzbrojeniem oraz konstrukcją umożliwiającą dłuższe pozostawanie pod wodą, głębsze zanurzenie i skuteczniejszą obronę. Na razie jednak Grossadmiral musiał jeszcze poczekać na wprowadzenie nowinek technicznych.

Równie słabo prezentowały się inne niemieckie środki walki na Atlantyku. Lotnictwo ponosiło duże straty przy zerowych sukcesach w bezpośrednich atakach i minimalnych, jeśli idzie o ofensywę minową. Ścigacze niemieckie też nie wytrzymywały starcia z Brytyjczykami, topiąc w pierwszym półroczu 1943 roku jedynie dwa statki. Równie groźne, co w walkach z U-Bootami, były siły powietrzne Wielkiej Brytanii, które dokonywały cyklicznych nalotów na wybrzeża francuskie, norweskie, a nawet niemieckie. Atakowanie baz i portów Kriegsmarine było skutecznym sposobem prowadzenia wojny, tym bardziej że słabła Luftwaffe. Na Południowym Atlantyku walka U-Bootów także nie była skuteczna. Wystarczy powiedzieć, iż samoloty z lotniskowca "Bogue" zatopiły 3 czerwca U-217 i U-118, a cztery inne okręty podwodne posłały na dno maszyny z lotniskowców "Core" i "Santee". Pomocy U-Bootom nie mogły dać stojące bezczynnie w norweskich fiordach duże okręty. Ostatni raider "Michel" ruszył do boju 21 maja 1943 roku, jednak nie zdołał odnieść sukcesów. 17 października jego karierę zakończył amerykański okręt podwodny "Tarpon". Był to ostatni niemiecki krążownik pomocniczy działający na oceanie. W czasie, gdy "Michel" szukał ofiar, alianci dziesiątkowali flotę handlową Niemiec, która została pozbawiona ochrony. Pomniejsze jednostki Kriegsmarine również stały się łatwym łupem dla marynarki sprzymierzonych. Wróćmy jeszcze do U-Bootów, które stanowiły wtedy ostatni bastion sił morskich III Rzeszy. Głównymi terenami, na których przejawiała się teraz ich aktywność, były wschodnie wybrzeża Ameryki Południowej i zachodnie brzegi Afryki i Europy (szczególnie na szerokości geograficznej odpowiadającej położeniu Hiszpanii). W lipcu okazało się jednak, iż inwestowanie w atakowanie zachodnioatlantyckich szlaków żeglugi jest nieopłacalne. Stosunkowo niewielkie sukcesy okupiono poważnymi stratami - kilkanaście U-Bootów znowu przepadło. Z kolei rejony Hiszpanii i Zatoki Biskajskiej stały się miejscem szczególnej ofensywy sił powietrznych aliantów. W ciągu pięciu dni na przełomie lipca i sierpnia Amerykanie i Brytyjczycy uszczuplili siły niemieckie o 7 U-Bootów w samej tylko Zatoce Biskajskiej. Dönitz po raz kolejny był zaskoczony nadspodziewanie dobrymi wynikami aliantów, którzy panowali teraz na morzu i w powietrzu, całkowicie dezorganizując działania grup okrętów podwodnych. Nie wiedział on jednak, iż jedną z przyczyn sukcesów Brytyjczyków jest zastosowanie radaru, o długości fali 10 cm, który umożliwia tropienie U-Bootów pod wodą. Dowódca Kriegsmarine nie myślał jeszcze o zawieszeniu broni i na jesieni szykował kolejną ofensywę swoich groźnych wciąż jednostek. Zmasowane uderzenia, pierwsze od wielu miesięcy, Niemcy rozpoczęli we wrześniu. Porty francuskie opuściło 13 U-Bootów, norweskie i niemieckie kolejne 6, formując grupę "Leuthen". 18 okrętów podwodnych skierowało się teraz na Północny Atlantyk, aby maksymalnie utrudnić aliantom prowadzenie wypraw konwojowych. Pierwsze łupy Niemcy zdobyli na dwóch konwojach ON-202 i OUS-18, uszczuplając ich skład o 6 statków i 3 eskortowce. Wynik ten nie był powalający, tym bardziej że już wkrótce alianci powiększyli swój wojenny dorobek. Atak U-Bootów na ON-204 i ONS-19 zakończył się klapą i utratą kolejnych trzech jednostek. Nie udał się rewanż kolejnej z grup Dönitza nazwanej "Rossbach", która prowadziła natarcie w dniach 8-9 października. Uderzenie na SC-143 mający w swym składzie 39 statków osłanianych przez silną grupę okrętów wzmocnionych kilkoma niszczycielami (w tym polskim "Orkanem") po raz kolejny dowiodło słabości U-Bootwaffe. 18 U-Bootów zaatakowały już wieczorem 7 października, jednak nie przyniosło to skutku. Kontratak niszczycieli pozwalał aliantom na zachowanie odpowiedniego szyku i trzymanie Niemców na dystans. Dopiero nazajutrz rankiem trafiony został "Orkan" i wkrótce poszedł na dno, ciągnąc ze sobą 220 ludzi. Tylko 23 członków załogi ocalało z katastrofy. Mimo to "Rossbach" nie rozpoczęła likwidacji SC-143, niszcząc tylko jeden statek. Niemcy stracili przy tym trzy U-Booty, u-419, U-643 i U-610. Dönitz odwołał grupę, lecz wkrótce przypuścił kolejny szturm na alianckie linie zaopatrzeniowe. Efekt działań był jednak mizerny, a Niemcy w krótkim czasie zubożeli o dziewięć U-Bootów. Ponadto samoloty z amerykańskich lotniskowców zbierały krwawe żniwo wśród niemieckich marynarzy. Jakby tego było mało, Dönitz wkrótce miał przełknąć jeszcze jedną gorzką pigułkę. Atak 34 U-Bootów na połączone konwoje SL-139 i MKS-30 (w sile 66 statków) był kompletnym niewypałem - za cenę trzech U-Bootów Niemcy zatopili zaledwie jeden statek wroga. W dniach 23-25 listopada 4. Grupa Eskortowa zatopiła U-648 i U-600. Podczas ataków na SL-140 i MKS-31 alianci dorzucili do grona zdobyczy U-542 i U-86. Straty sprzymierzonych malały, co było odwrotnie proporcjonalne do tego, co działo się po stronie niemieckiej. Pasmo niepowodzeń miało zakończyć wprowadzenie zmienionej taktyki. W styczniu 1944 roku do walki weszły nowe grupy okrętów podwodnych wyposażonych w tzw. chrapy pozwalające na pozostawanie pod wodą przez dłuższy okres czasu. Ofensywa ta, choć wiązano z nią wielkie nadzieje, przyniosła efekt odwrotny do zamierzonego. U-Booty tonęły w zastraszającym tempie, a alianckie konwoje przechodziły do ZSRS bez uszczerbku. Bitwa o Atlantyk wydawała się być dla aliantów wygrana, czego dowodem było oświadczenie Roosevelta i Churchilla z 10 stycznia mówiące o znakomitej obronie alianckich tras żeglugowych. Wynikiem straty 11 U-Bootów na obszarze Western Approaches było wycofanie przez Dönitza większości okrętów podwodnych 22 marca. Jerzy Lipiński ("Druga wojna światowa na morzu") pisze, iż w kwartale styczeń-marzec Niemcy stracili 60 U-Bootów, przepuszczając 3360 statków alianckich w 105 konwojach i zatapiając jedynie trzy z nich. W maju ofensywne działania niemieckie sięgnęły poziomu wyjątkowo niskiego, jak na tę porę roku - U-Booty zatopiły tylko 4 statki (24 424 BRT).

W czasie, gdy dno Atlantyku pokrywały wraki okrętów podwodnych, Kriegsmarine poniosła jeszcze dwie, bardzo dotkliwe klęski. Pierwszą z nich było uszkodzenie "Tirpitza". 6 brytyjskich okrętów podwodnych przyholowało 6 miniaturowych łodzi podwodnych do norweskich brzegów, aby te zaatakowały trzy okręty niemieckie czekające w fiordzie Alta - "Tirpitza", "Scharnhorsta" i "Lützow". 22 września X-6 i X-7 wdarły się do kotwicowiska i umieściły dwa ładunki wybuchowe pod kadłubem "Tirpitza". Eksplozja uszkodziła turbinę napędową i szereg mechanizmów artyleryjskich, co doprowadziło do wyłączenia pancernika z walki na sześć miesięcy. "Scharnhorsta" nie było w bazie, dlatego uniknął ataku. "Lützow" miał szczęście, gdyż łódź X-8 uległa uszkodzeniu i musiała zostać zatopiona. Mimo iż żadna z miniaturowych łodzi nie powróciła do macierzystej bazy, uderzenie było wielkim sukcesem. Wyłączenie z boju "Tirpitza" oddalało zagrożenie od wypraw konwojowych. Trzy miesiące później alianci pozbyli się jeszcze "Scharnhorsta". Pancernik został bowiem użyty w operacji przeciwko konwojowi JW-55B. Konwój wyszedł z Loch Ene 20 grudnia i miał dotrzeć do ZSRS. W jego składzie płynęło 19 statków eskortowanych przez 10 niszczycieli i 3 trałowce. 23 grudnia z Murmańska ruszył JW-55A, który eskortowało 10 niszczycieli. 25 grudnia adm. Fraser pozbawił drugi z konwojów 4 niszczycieli i posłał je do JW-55B. Działanie to było uzasadnione, gdyż JW-55A oddalił się od niebezpiecznych rejonów, a JW-55B właśnie wkraczała w strefę niebezpieczeństwa, wykryty dodatkowo przez Niemców. Tego samego dnia "Scharnhorst" i towarzyszące mu 5 niszczycieli opuścił fiord Alta. Alianci zorientowali się w sytuacji nazajutrz i postanowili rzucić do walki z przeciwnikiem zespoły osłaniające oba konwoje - 3 krążowniki ("Belfast", "Norfolk", "Sheffield") wiceadm. Burnetta miały zbliżyć się do JW-55B, aby wejść w skład jego eskorty. Po 8.00 26 grudnia rada na "Belfaście" odkrył "Scharnhorsta" w odległości 23 tys. metrów na północny-zachód. W 41 minut później załoga "Sheffielda" dostrzegła pancernik w odległości 12 tys. metrów. Chwilę potem "Norfolk" otworzył ogień. Adm. Fraser nakazał konwojowi zmienić kurs na północny i powiększył siły Burnetta o cztery niszczyciele ("Matchless", "Musketeer", "Opportune" i "Virago"). Niemiecki kontradm. Bey zmienił kurs na północny. JW-55B również dokonał zmiany, odbijając nieco na wschód. O 12.04 alianci ponownie dostrzegli "Scharnhorsta" na ekranach radarów. Kontakt urwał się około godziny 10.50. 17 minut po spostrzeżeniu pancernika obie strony zaczęły strzelać, uzyskując po kilka trafień. Uszkodzenia odniósł "Norfolk", ucierpiał również "Sheffield". W odwecie także "Scharnhorsta" dosięgło kilka pocisków. Wtedy do akcji włączył się adm. Fraser dysponujący pancernikiem "Duke of York", krążownikiem "Jamaica" i 4 niszczycielami. Ponieważ "Scharnhorst" zmienił kurs na południowo-wschodni, Fraser uzyskał szansę dogonienia okrętu. Sytuacja wydawała się być tym lepsza, iż kontradm. Bey rozpoczął odwrót stosunkowo późno. O 16.17 "Duke of York" odnalazł "Scharnhorsta". O 16.50 okręt ten i towarzyszący mu "Jamaica" otwarły ogień z odległości 11 tys. metrów. Celne salwy doprowadziły do uszkodzenia pancernika i zmniejszenia jego prędkości. Umożliwiło to niszczycielom wykonanie ataku torpedowego. 5 pocisków trafiło w cel. Na dodatek "Duke of York" znowu rozpoczął prowadzenie śmiertelnego ognia. O 19.45 pancernik niemiecki eksplodował. 1993 osoby pochłonęło morze. Zaledwie 36 ludzi uratowali Brytyjczycy.

Tak zakończył się epizod "Scharnhorsta". Strata ta przypieczętowała fatalny okres Kriegsmarine, która ponosiła coraz dotkliwsze porażki w bitwie o Atlantyk. Sukces aliantów doprowadził do osłabienia możliwości całej niemieckiej machiny wojennej. Zwieńczeniem wspaniałej kampanii 1944 roku było lądowanie w Normandii - to, co nie udało się Hitlerowi w 1940 roku, powiodło się sprzymierzonym w cztery lata później - przekroczono Kanał La Manche.

Przygotowania do otwarcia drugiego frontu w Europie trwały nieustannie od 1942 roku. Jak pamiętamy, to właśnie wtedy alianci przekonali się o sile niemieckiej obrony wybrzeża, lądując pod Dieppe. Tym razem miało być inaczej, a to za sprawą niewiarygodnego planu operacji "Overlord". Okres eksperymentów minął bezpowrotnie, nadszedł czas walki. Sukcesy Armii Czerwonej na froncie wschodnim stworzyły doskonałą okazję dla sprzymierzeńców Stalina, który naciskał na sojuszników od ponad dwóch lat, lecz ci nie kwapili się z przeprowadzeniem operacji o kluczowym dla losów wojny znaczeniu. Po burzliwych debatach, spotkaniach i konferencjach alianci ustalili to, co śmiało można nazwać szkieletem planu. Jako kryptonim wybrano nazwę "Overlord". Sztab aliancki wybrał na miejsce desantu wybrzeża francuskiej Normandii, rozpoczynając jednocześnie akcję zmylającą, której celem było wprowadzenie Niemców w błąd co do charakteru i pozycji lądowania. Efekt tych działań, w których korzystano w wojennych doświadczeń Sowietów, był bardzo dobry, a główni dowódcy Wehrmachtu w żadnym wypadku nie spodziewali się ataku w Normandii, czekając raczej w Pas de Calais, gdzie Kanał La Manche był najwęższy. Kłótnie w sztabie niemieckim doprowadziły do zachwiania równowagi sił III Rzeszy w tym rejonie. Alianci tymczasem nie marnowali czasu na nieporozumienia i wyczekiwali odpowiedniego momentu. W przeddzień planowanej inwazji pogoda była fatalna, a głównodowodzący operacją gen. Dwight David Eisenhower zdecydował się na odłożenie jej do dnia następnego. Tym dniem był 6 czerwca 1944 roku. Żołnierze mieli lądować na 60-milowym odcinku ograniczonym Półwyspem Cotentin i ujściem rzeki Dives. Odcinek ten podzielony został na pięć części - "Utah", "Omaha", "Gold", "Juno" i "Sword". Zachodnie skrzydło przypadło w udziale Amerykanom, zdobywaniem wschodniego zająć się mieli Brytyjczycy. Lądowanie głównych sił poprzedzały desanty spadochroniarzy z dwóch jednostek - 81. i 101. dywizji powietrznodesantowych. Marynarkę reprezentowały tysiące przeróżnych okrętów. 3,5 mln ludzi wspierało 8 tys. czołgów. Tak ogromna armia wymagała nieprawdopodobnie wielkiej floty do przewozu i osłony. 6 pancerników ("Arkansas", "Nevada" - przynależne do Western Task Force adm. Kirka - oraz "Nelson", "Rodney", "Warspite" i "Ramilies" z Eastern Task Force kontradm. Viana), 2 monitory ("Roberts" i "Erebus" z Eastern Task Force), 22 krążowniki, 93 niszczyciele, 163 eskortowce, 366 okrętów podwodnych i dowozowych, 424 okręty pomocnicze, 224 statki handlowe i 4012 barek desantowych różnych typów. To ogromne zgrupowanie ujrzał rankiem 6 czerwca major Werner Pluskat, meldując o spostrzeżeniu floty nieprzyjaciela dowództwu. Żołnierze alianccy zostali załadowani na pokłady okrętów 1 czerwca. Dwa dni później wszystkie jednostki gotowe były do drogi, czekając jedynie na rozkaz gen. Eisenhowera. 5 czerwca flota wyruszyła przez Kanał La Manche. W drodze atakowana była przez kutry torpedowe kmdr ppor. Heinricha Hoffmanna, lecz jedyną stratą było zatopienie niszczyciela "Svenner", który zabrał na dno 30 ludzi załogi.

O 7.00 do lądowania przystąpiły siły V Korpusu. Wcześniej desantowali żołnierze osłaniający atak głównych sił, aby ubezpieczyć napływanie kolejnych LCT (Landing Craft Tank). Operację aktywnie wspierało lotnictwo sprzymierzonych, które zaciekle bombardowało niemieckie pozycje, umożliwiając piechocie skuteczny atak. Marsz. Leigh-Mallory, głównodowodzący sił powietrznych w tej operacji, miał do dyspozycji 3500 bombowców ciężkich, 1500 bombowców lekkich i średnich, 5500 myśliwców i 2000 samolotów transportowych (wspomniane już lądowanie spadochroniarzy, których celem było zajęcie szeregu ważnych strategicznie punktów). O ile na "Utah" lądowanie przebiegało dość spokojnie (powodem był poważny błąd w nawigacji, dzięki czemu alianci uniknęli najgroźniejszych zapór niemieckich), o tyle na "Omaha" Niemcy zgotowali Amerykanom prawdziwe piekło. Żołnierzy dziesiątkowały karabiny maszynowe. Jeszcze w wodzie pociski trafiały maruderów. Czołgi nie zapewniły odpowiedniego wsparcia. Z kolei na brytyjskich częściach wybrzeża sprawa była nieco mniej niebezpieczna dla losów desantu. Ogółem, choć na plażach pozostało wiele ciał zabitych i rannych, operacja "Overlord" zakończyła się spektakularnym sukcesem. Przy stratach od 10-12 tys. zabitych, rannych i zaginionych alianci utworzyli drugi front, rozpoczynając wyprawę ku sercu III Rzeszy - Berlinowi.

Równie ciekawe, co walki na lądzie, były zmagania na przybrzeżnych wodach. Niemcy, spodziewający się inwazji w innym miejscu, szybko otrząsnęli się z początkowego zdumienia i rozpoczęli bój przeciwko flocie przeciwnika. W Zatoce Biskajskiej rozstawiono U-Booty grupy "Landwirt". Podobny patrol znajdował się u wybrzeży Norwegii - jego kryptonim brzmiał "Mitte". Do boju wysłano trzy niszczyciele niemieckie, które szybko zostały poturbowane przez lotnictwo alianckie i dopiero 8 czerwca znowu mogły wejść do walki. Przeciwko nim adm. Ramsey zdecydował się posłać 10. Flotyllę Niszczycieli kmdr B. Jonesa z 8 okrętami. 9 czerwca po północy obie grupy spotkały się. Brytyjskie "Tartar", "Ashanti" i "Eskimo", kanadyjskie "Heida" i "Huron" oraz polskie "Błyskawica" i "Piorun" zaatakowały 3 niszczyciele Kriegsmarine zasilone torpedowcem "T-24". Po krótkiej walce Kriegsmarine zubożała o "ZH-1" oraz "L-32" (?). Sprzymierzeni mieli po swej stronie straty sięgające uszkodzonego "Tartara". Aby efektywniej bronić się przed nawałnicą U-Bootów, alianci utworzyli grupę "West Wall", do której przydzielono 8 niszczycieli, 36 ścigaczy i kilkanaście okrętów patrolujących pod komendą adm. R. Leathama. Ponadto zwiększono aktywność lotnictwa, co zaowocowało szybkimi sukcesami. Do 10 czerwca udało się zatopić 6 okrętów podwodnych i uszkodzić kilka kolejnych. Choć przypłacono to wysoką liczbą zestrzelonych samolotów, działania grupy "Landwirt" zostały sparaliżowane. W następnym tygodniu łupem aliantów padły jeszcze U-767 i U-441. W tym samym czasie U-Bootom udało się zatopić fregatę i zaatakować kilka innych jednostek, z dwoma pancernikami amerykańskimi na czele. Do końca miesiąca alianci uszczuplili U-Bootwaffe o U-971, U-1191 i U-988. Bodajże jedyną większą akcją w wykonaniu niemieckiego okrętu podwodnego było storpedowanie 4 statków alianckich. Grupa "Mitte" radziła sobie równie słabo. W czerwcu na dnie Atlantyku spoczęły U-980, U-715, U-423, U-1225, U-317 i U-478. Kolejna z grup specjalnych Dönitza została rozbita, nie osiągając sukcesów. Wydaje się, że jedyną skuteczną bronią przeciw alianckiej flocie inwazyjnej stały się zapory minowe. Kilkanaście jednostek zatonęło lub odniosło poważne uszkodzenia w wyniku akcji minowania. Ponadto walki toczyły znacznie mniejsze jednostki niemieckie, sporadycznie odnosząc sukcesy. Motorówki, trałowce i miniaturowe łodzie podwodne szybko zostały zneutralizowane przez flotę inwazyjną. Lipiec był nieco lepszy dla strony niemieckiej niż fatalny czerwiec. Ale porównanie tych miesięcy na tle innych wypadło na niekorzyść Rzeszy. Początkowo spore zamieszanie wywołał zespół 20 ścigaczy torpedowych, które szybkimi atakami "robiły krecią robotę" u sprzymierzonych. U-Booty nadal wysyłano na bezsensowną krucjatę w Kanale La Manche, co nie miało szans powodzenia zważywszy na przewagę aliantów w tym rejonie. Straty rosły, tym bardziej że w sierpniu w cieśninie pojawiły się kolejne okręty podwodne. Po utraceniu U-678, U-243, U-1222, U-672, U-212, U-214, U-333, U-671, U-776, U-741, U413 i U-984 (nie licząc licznych uszkodzeń U-Bootów) niemieckie dowództwo zdecydowało się zakończyć wyprawę okrętów podwodnych przeciwko flocie inwazyjnej. Było to 20 sierpnia, kiedy straty Kriegsmarine osiągnęły stan niemalże krytyczny. Z niewielkich sukcesów U-Bootów w tym okresie wymienić należy zniszczenie 3 okrętów wojennych i 6 dużych statków handlowych. Ostatnim aktem porażki Niemców w walce o utrzymanie atlantyckich portów była ewakuacja U-Bootów do Norwegii, którą przeprowadzono w sierpniu. 31 jednostek przeszło aliancką obronę i przybyło na nowe miejsce zakwaterowania. Sprzymierzeni zajmowali się w tym czasie likwidowaniem oporu Niemców na wybrzeżu i przejmowaniem opuszczonych przez nich portów i baz morskich. Znacznie groźniejsza od floty niemieckiej okazała się pogoda. Rzadko spotykany na Kanale La Manche sztorm o dużej sile doprowadził do sporych strat wśród okrętów alianckich, mieszając trochę w szykach dowódców kierujących operacją "Overlord" i jej następstwami". Mimo to francuskie wybrzeże znalazło się w rękach aliantów, którym zostało już tylko rozprawienie się z flotą Rzeszy stacjonującą w północnej części Europy. Zadanie rozpoczęto od likwidacji zagrożenia ze strony pancernika "Tirpitz". 15 września 4 bombowce doprowadziły do unieruchomienia okrętu w jednym z fiordów nieopodal Trömso. 12 listopada pancernik zaatakowany został ponownie, tym razem przez sowieckie lotnictwo. Efektem było zatopienie okrętu i śmierć 1143 marynarzy załogi. Alianci przerzucili się teraz na bardziej efektywny system atakowania i patrolowania. Grupy złożone z lotniskowców, pancerników, krążowników i niszczycieli kontrolowały norweskie wody przybrzeżne, atakując zauważone jednostki nieprzyjaciela. Do końca roku trwały walki w tych rejonach, jednak daleko im było do zaciętości z początków wojny. Aliancka flota likwidowała niemieckie statki, nie narażając się na większe ryzyko. Podobnie rzecz się miała w innych rejonach Atlantyku. 11 czerwca zatopiono U-490, 15 czerwca U-860, 2 lipca U-543, dzień później U-154, 5 lipca U-223 i 20 sierpnia U-1229. Zdobycze te padły łupem amerykańskich grup uderzeniowych, które operowały na Południowym i Środkowym Atlantyku. Na trasie północnoatlantyckiej U-Booty odniosły nikłe sukcesy, choć widoczna była poprawa skuteczności okrętów podwodnych powodowana wycofaniem jednostek starych typów i wprowadzeniem na Atlantyk U-Bootów nowszej generacji, przede wszystkim tych wyposażonych w udoskonalane chrapy. W ciągu siedmiu ostatnich miesięcy 1944 roku na dni Atlantyku spoczęło 105 U-Bootów, którym udało się zatopić w tym czasie 65 statków alianckich, co na pewno nie było wyczynem imponującym.

Ostatni okres trwania II wojny światowej był jedynie smutnym podsumowaniem klęski Kriegsmarine. Choć wokół Wysp Brytyjskich alianci ponosili ciągłe straty (powodem były działania ścigaczy niemieckich i ofensywa minowa, która już w poprzednim roku przyniosła zamierzone efekty), flota niemiecka była rozbita. Mimo iż na Atlantyku operowało jeszcze ponad 60 U-Bootów, a dalsze 250 jednostek najnowszych typów było w budowie, aliancka żegluga prowadzona była w sposób bezpieczny. Straty niemieckie bowiem rosły, sięgając w kwietniu 57 zatopionych okrętów podwodnych i 25 w maju, co było niechlubnym rekordem strat w tej wojnie. Klęskę przypieczętowało zdobycie niemieckich portów przez aliantów, gdzie w ręce sprzymierzonych wpadły niewykończone lub uszkodzone jednostki wroga. Aliantom udało się przejąć m.in. krążowniki "Leipzig", "Prinz Eugen" i "Nürnberg", 20 niszczycieli, 181 okrętów podwodnych.

4 maja o godz. 4.14 adm. Karl Dönitz wydał rozkaz zaprzestania walki na morzach i oceanach. Choć jeszcze 7 maja alianci utracili dwa statki handlowe na skutek działania U-Bootu, wojna była zakończona. 68 miesięcy nieustannych zmagań, 4786 (o pojemności ponad 21 000 000 ton) statków alianckich, 782 jednostek niemieckich (220 zatopionych przez własne załogi) zniszczone - po czasie wojowania przyszedł czas na tak smutne podsumowania.


Polecamy


Patronat


Recenzje
Portal "II wojna światowa": teksty Mateusz Łabuz, grafika CoDJumper.pl, zarząd: MindSpa Psycholog Kraków