Strona główna   |   Mapa serwisu   |   Polub nas!   |   Reklama w serwisie
Cytat: "Każdy człowiek, który postawił stopę na Omaha Beach był bohaterem", Omar Bradley

Informacje


Wydarzenia


Na froncie


Biografie


Tematycznie


Kultura i media


Współpraca





Druga bitwa pod El Alamein


Po pokonaniu wojsk Osi w toku trwania pierwszej bitwy pod El Alamein oraz Alam Halfa 8. Armia wreszcie mogła poszczycić się znaczącym sukcesem w starciu z żołnierzami feldmarszałka Erwina Rommla. Gen. Bernard Law Montgomery zrobił to, co zapowiadał po objęciu dowództwa nad armią złożoną z Brytyjczyków i żołnierzy pochodzących z imperialnych dominiów. Wreszcie napłynęło z dawna wyczekiwane zaopatrzenie, postępowały także prace szkoleniowe. Niebagatelny wpływ na wzmocnienie 8. Armii miało przybycie na front amerykańskiego ekwipunku i maszyn, w tym nowoczesnych czołgów typu Grant i Sherman. Dodatkowo tuż przed niedawnymi bojami z Wielkiej Brytanii przybyły doskonale wyszkolone 51. i 44. dywizje piechoty, które szybko uzupełniły braki kadrowe 8. Armii. Przygotowania do rozstrzygającej ofensywy brytyjskiej prowadzone były już w sierpniu 1942 roku, jednak plany Montgomery'ego pokrzyżowało natarcie niemiecko-włoskie zwieńczone bitwą pod Alam Halfa. Warto wspomnieć, iż zarówno Montgomery, jak i naczelny dowódca sił alianckich na Bliskim Wschodzie, gen. Harold Alexander, popędzani byli przez brytyjskiego premiera, Winstona Churchilla, który starał się wzmocnić swoją pozycję na dyplomatycznej arenie poprzez odniesienie budującego zwycięstwa na froncie północnoafrykańskim. Stąd też nieustanna korespondencja z obydwoma dowódcami i stałe ponaglenia. Alexander zapowiedział, iż uderzenie nastąpi w drugiej połowie października i ustalił z Churchillem, iż w chwili rozpoczęcia natarcia prześle specjalny telegram do premiera o treści "Zip". Dodatkowo przygotowywano operację desantową opatrzoną kryptonimem "Torch". Jej celem było zaangażowanie amerykańskich sił do opanowania wschodniej części Afryki Północnej. Lądowanie sił sprzymierzonych wyznaczono na początek listopada, a wstępem do niego miała być zwycięska bitwa przeprowadzona siłami 8. Armii. Dowództwo brytyjskie opracowało zatem plan, który wymagał ścisłej synchronizacji z odpowiednimi kwadrami księżyca. To właśnie pogoda i warunki atmosferyczne miały zadecydować o powodzeniu ofensywy. Zakodowano ją kryptonimem "Lightfoot", a operacja zakładała natarcie na nieprzyjaciela po obu stronach 8. Armii. Na północy działania zaczepne miał prowadzić 30. Korpus gen. Olivera Leese'a. Po przebiciu korytarzy na polach minowych do akcji miał ruszyć 10. Korpus kierowany przez gen. Lumsdena. Na południu współdziałać powinny 13. Korpus gen. Horrocksa i 7. Dywizja Pancerna. Po przełamaniu umocnień niemieckich to w tym rejonie Montgomery spodziewał się skoncentrowania jednostek pancernych nieprzyjaciela, gdy 30. i 10. Korpus pokonają wroga na północnym skrzydle frontu. Jak wspomina Monty, planował on "rozkawałkowanie" Włochów i Niemców. Szczególnie zależało mu na odcięciu tych pierwszych, gdyż ich siła bojowa była mniejsza i to w miejscach bronionych przez wojska włoskie front wydawał się być najłatwiejszy do przełamania. Dodatkowo wcielono w życie plan zmylenia wojsk Osi. Oficer sztabu, Charles Richardson, opracował akcję maskowania przemieszczania się głównych sił brytyjskich z południa na północ. Budowano także pozorny rurociąg po południowej stronie frontu, aby niemieckie rozpoznanie lotnicze doniosło o koncentracji wojsk wroga w tym rejonie, co zaalarmowałoby dowództwo Osi o spodziewanym uderzeniu właśnie na tym odcinku. Co więcej, bardzo aktywne było lotnictwo. RAF wywalczył sobie do 23 października niemalże absolutną przewagę w powietrzu. Całość sił lotniczych aliantów w basenie Morza Śródziemnego sięgnęła w tym czasie 1200 samolotów, w tym 550 maszyn marszałka lotnictwa Conninghama działających w ramach sił Pustyni Zachodniej. Tymczasem po stronie niemiecko-włoskiej także trwały przygotowania do zbliżającej się bitwy. Saperzy Rommla mieli pełne ręce roboty, tworząc potężne pola minowe nazwane "diabelskimi ogrodami". Obok zasieków i okopów tworzyły one główną część defensywy Państw Osi w Afryce Północnej. Płk Hecker, szef saperów armii, do perfekcji doprowadził budowę śmiercionośnych umocnień, tworząc zaporę niemalże nie do przejścia dla wrogich jednostek. 164. DP, brygada spadochronowa Ramckego i 5 dywizji włoskich okopało się przed El Alamein, obejmując blisko 60-kilometrowy odcinek frontu od wybrzeża morskiego po nieprzejezdną depresję Kattara. Za nimi rozlokowały się pancerne odwody - 15. i 21. DPanc., 90. Dywizja Lekka oraz włoski XX Korpus z dywizjami pancernymi "Trieste", "Ariete" i "Littorio". Tak ugrupowane wojska wyczekiwały ofensywy 8. Armii, a ich dowódca, feldmarszałek Erwin Rommel, zabiegał o wsparcie dla słabnącej armii. Niestety, oprócz obietnic niewiele uzyskał podczas rozmów z Adolfem Hitlerem, Benito Mussolinim i przedstawicielami naczelnego dowództwa. Dlatego też dowódca niemiecki zdany był na własne siły oraz pomysłowość jednostek saperskich, które zbudowały pola minowe opatrzone literami "H", "J", "L" i "K" obejmujące pola długie i szerokie na kilka kilometrów. Dodatkowo odgrodzono się od Brytyjczyków zasiekami z drutu kolczastego. Wreszcie 22 września Erwin Rommel udał się na zasłużony odpoczynek, odwiedzając przy okazji Mussoliniego oraz Hitlera. W Afryce Północnej zostawił gen. Stumme, któremu obiecał wrócić do swoich wojsk w cągu dwóch dni od rozpoczęcia brytyjskiej ofensywy.

Spodziewane dostawy dla wojsk Osi docierały mocno przetrzebione. Rosły straty, a lotnictwo brytyjskie rozbijało kolejne konwoje zmierzające do Afryki Północnej. To pozwalało sprzymierzonym na wypracowanie przewagi, która mogła okazać się kluczowa w nadciągającej bitwie. Wreszcie, 23 października gen. Alexander zadepeszował do Churchilla. Dowódca sił na Bliskim Wschodzie napisał tylko jedno słowo - umówione hasło "Zip", które oznajmiało premierowi, iż bój w Afryce właśnie się rozpoczyna. Churchill poinformował o tym fakcie sojusznika amerykańskiego, obiecując przesyłanie informacji na bieżąco, prosto z frontu. Montgomery, aby utrzymać plan w tajemnicy dopiero 21 października zezwolił na poinformowanie o rozpoczęciu operacji podoficerów i szeregowych żołnierzy. W przeddzień bitwy w skład 10. Korpusu wchodziły 1. DPanc., 8. DPanc., 10. DPanc. Gen. Horrocks miał do dyspozycji 7. DPanc., 44. DP i 50. DP, z kolei 30. Korpus operował w składzie 9. dywizja australijska, 51. DP, 2. dywizja nowozelandzka, 1. dywizja południowoafrykańska i 4. dywizja hinduska. Dodatkowo Monty miał do dyspozycji 1. brygadę grecką, 1. i 2. brygadę francuską, francuską kolumnę lotną, 9. BPanc., 23. BPanc. 8. Armia posiadała jeszcze 1200 czołgów, w tym 470 ciężkich, oraz 2135 dział różnego kalibru, a wśród nich 832 działa 25-funtowe. Wyższe dowództwo chciało maksymalnie zmobilizować żołnierzy do boju, dlatego też 23 października wydano niezwykle motywujący rozkaz, w którym czytamy: "Niechaj więc każdy oficer, podoficer i szeregowiec przystąpi do bitwy z gorącym sercem, zdecydowany spełnić swój obowiązek do ostatniego tchu. Niechaj zatem żaden żołnierz zdolny do walki, nie będąc ranny, nie składa broni przed nieprzyjacielem!. Módlmy się, aby wszechmocny Bóg wojny dał nam zwycięstwo".

O 20.40 rozpoczęło się przygotowanie artyleryjskie, a 8. Armia po raz pierwszy wyprowadziła uderzenie w kilka godzin później. Ogień artylerii kierowany byl przede wszystkim na niemieckie pola minowe, które z takim zapałem tworzyli saperzy 164. Dywizji. Wcześniej ostrzelano pozycje piechoty włoskiej, a zmiana celu nastąpiła około 22.00. Rozpoczęcie bombardowania "diabelskich ogrodów" wywołało huk eksplozji na śmiercionośnych polach. W taki oto sposób, bez narażania życia cennych saperów, likwidowano owoc wielotygodniowej pracy specjalistów z Niemiec. Wreszcie do ataku ruszyli żołnierze 8. Armii wspierani przez panujące w powietrzu lotnictwo, które pozbawiło Luftwaffe możliwości manewru. 30.Korpus zdołał wybić dwa korytarze, do których szybko zaczęli napływać żołnierze 10. Korpusu grupujący się w silne jednostki pancerne. Walki na południu odznaczyły się równą zaciętością, jednak gen. Horrocksowi nie udało się przełamać umocnień niemiecko-włoskich. Przykład męstwa i bohaterstwa dali żołnierze 21. DPanc. oraz włoskich dywizji pancernych. Niedoceniani dotąd Włosi pokazali, że i oni potrafią stawić zacięty opór, jeśli gra idzie o najwyższą stawkę. Wyeliminowali zatem możliwość wdarcia się 13. Korpusu w głąb obrony Państw Osi. Tymczasem na północnym odcinku frontu od rana 24 października nacierały 1. i 10. DPanc. Co więcej, dowódca wojsk Osi stracił życie podczas jednego z ataków alianckich. Powodem miał być zawał serca. Generał Stumme został zatem zastąpiony gen. Ritterem von Thoma, który nie pchał się na pierwszą linię frontu śladami poprzednika. W godzinach popołudniowych 24 października 1. DPanc. osiągnęła teren poza polem minowym. Mimo początkowej niechęci dywizyjnych dowódców do prowadzenia dalszego natarcia, wreszcie doszło do całkowitego przebicia się przez zaporę. Teraz na 1. DPanc. spada kontruderzenie 15. DPanc., która zatrzymuje na chwilę 10. Korpus. Atak wznowiony został rozkazem z 25 października, kiedy to Montgomery telefonicznie skontaktował się z dowódcą 10. DPanc. i nakazał mu prowadzenie natarcia w południowym korytarzu wybitym przez siły 30. Korpusu. O 8.00 25 października obie pancerne dywizje brytyjskie wyszły na wolny teren poza niemieckim polem minowym. Wahanie dowódców kosztowało Montgomery'ego kilkanaście godzin zwłoki. W tym samym czasie z lotniska w Wiener-Neustadt startował He 111 z Rommlem na pokładzie. Po południu feldmarszałek był już w El Daba, skąd skierował się na front na pokładzie Storcha. Szybko rozeznał się w sytuacji, dowiadując o chwilowym zatrzymaniu brytyjskiej ofensywy, stracie dużej ilości czołgów i brakach paliwowych. Dowódca niemiecki planował podciągnięcie do walki 21. DPanc., jednak obawiał się uderzenia na południowym odcinku frontu. Monty z tego właśnie odcinka ściągał odwody pancerne i siły piechoty, aby użyć ich na północy. 26 października stoczono szereg walk w rejonie wzgórz nazwanych Kidney. W tym czasie Rommel spiesznie przerzucał 21. DPanc. i wkrótce mógł jej użyć w najważniejszym miejscu dla utrzymania frontu. Australijska 9. dywizja nacierała w kierunku północnym, osiągając spory sukces poprzez dotarcie do drogi nadbrzeżnej. 27 października Rommel rzuca swe siły do kontruderzenia w rejonie północnego wyłomu. Obie strony walki te okupiły dużymi stratami, a Montgomery postanowił przegrupować wojska, nakazując 13. Korpusowi przejście do działań obronnych, wycofanie do odwodu dywizji nowozelandzkiej, 1. DPanc., dowództwa X Korpusu. W ten sposób w północnym i południowym korytarzu pozostały głównie siły 30. Korpusu, a naprzeciw nich znalazły się jednostki niemieckie. Okazało się, iż Włosi pozostawieni zostali na południowej stronie umocnień, poniżej północnego korytarza w strefie "H". Na niebie wciąż królował RAF, zadając wojskom Osi spore straty, choć niemiecka Luftwaffe poderwała się do walki w dniach 27-28 października. Bitwy powietrzne w dużej mierze wygrywali Brytyjczycy, silniejsi liczebnie. To pozwoliło im na uzyskanie całkowitej przewagi na północnoafrykańskim niebie. Był to jeden z kluczowych punktów powodzenia planu Monty'ego. A ten wymyślił teraz, iż w nocy z 30 na 31 października 9. dywizja uderzy na kierunku północnym, obierając za cel brzeg morza. To winno odwrócić uwagę Niemców od głównego rejonu walk, gdzie następnej nocy wbić się miał 10. Korpus, 7. DPanc. i 2. dywizja nowozelandzka, atakując całością sił. Operacji tej nadano kryptonim "Superchange". Co więcej, strona niemiecka działała już na resztkach paliwa, a płynące do Afryki Północnej trzy tankowce zostały zatopione przez siły RAF-u. Celem drugiej z operacji zakodowanej "Supergymnast" było rozerwanie obrony niemiecko-włoskiej na dwie części i zadanie możliwie najcięższych strat jednostkom pancernym wroga, które zmuszone będą do kontruderzeń i marnowania materiałów pędnych, tak potrzebnych w tym okresie. 31 października Monty decyduje się na przesunięcie operacji o 24 godziny. 400 czołgów alianckich miało zostać rzuconych przeciwko 100 maszynom włoskim i niemieckim. Wreszcie o 1.00 2 listopada rozpoczyna się natarcie. Powyżej grzbietu Kidney udało się osiągnąć spory wyłom, przez który przedostawały się kolejne jednostki nacierających sprzymierzonych. Po dotarciu aliantów w rejon Tel el Aqqaqir rozgorzała pustynna bitwa pancerna. 1. DPanc. odparła szaleńczy atak ostatnich czołgów, jakimi dysponowały dywizje pancerne nieprzyjaciela. W taki oto sposób za 9. BPanc., 51. dywizją i 5. brygadą hinduską ruszyły 7. DPanc., 2. dywizja nowozelandzka na południu i 1. oraz 10. DPanc. nieco bardziej na północ, przecinając broniące się wojska Osi na dwa zgrupowania. Ostatnie kontrataki Rommla nie przyniosły żadnego efektu, a on sam zmuszony był zameldować Kwaterze Głównej Hitlera w Wilczym Szańcu, iż sytuacja jest beznadziejna a armia musi umykać na zachód. 3 listopada Rommel nakazuje jednostkom włoskim wycofanie się. Tymczasem we wczesnych godzinach popołudniowych nadchodzi rozkaz od Hitlera decydującego się na bronienie linii pod El Alamein do ostatniego żołnierza. Feldmarszałek zdaje sobie sprawę, iż posunięcie to jest samobójstwem dla DAK, jednakże zgadza się wykonać rozkaz, co z pewnością nie leżało w jego buntowniczej naturze. Montgomery, widząc odwrót nieprzyjaciela, nakazał poszerzyć wyłom w nocy na 4 listopada. A w dzień wciąż trwa rozpaczliwa już obrona wojsk Osi niszczonych w szeregu uciążliwych starć. Korpus włoski traci większą część sprzętu, zniszczeniu ulegają wszystkie czołgi, do niewoli dostaje się też niemiecki generał Ritter von Thoma. Dopiero to zmusiło Rommla do złamania bezsensownego rozkazu führera. Po południu rozpoczął się odwrót całości sił niemiecko-włoskich. Co ciekawe, raport feldmarszałka odnośnie sytuacji na froncie z 2 listopada dotarł do Hitlera w kilkadziesiąt godzin później. Zamieszanie mocno rozeźliło führera, który swój poprzedni rozkaz także uznał za pozbawiony większego sensu i potraktował jako błąd spowodowany brakiem rozeznania w sytuacji. Tak czy inaczej tylko śmiałej decyzji Rommla wojska niemieckie i włoskie zawdzięczały przedłużenie możliwości obrony - o ofensywie nie było już mowy, tym bardziej że 8 listopada wojska angloamerykańskie dokonały lądowania na wybrzeżach Afryki Północnej, przesądzając w zasadzie losy Armii Pancernej "Afryka" i sił sojuszniczych. Bilans bitwy o El Alamein jest tego najlepszym dowodem. Naliczono 59 000 zabitych, rannych lub wziętych do niewoli żołnierzy włoskich i niemieckich. Blisko 500 czołgów i 1000 dział uległo zniszczeniu. Rzekomy geniusz dowódczy Erwina Rommla nie był w stanie zrekompensować rosnącej dysproporcji sił i środków, jakimi dysponowały obie strony. 8. Armia straciła w bitwie 13 000 zabitych, rannych lub wziętych do niewoli, co jasno wskazywało na tryumf Monty'ego w czasie jesiennego starcia. Już wkrótce jego siły miały rozpocząć współdziałanie z bardzo silnym sojusznikiem - oto po trzech latach trwania wojny w Europie i Afryce do czynnych walk przeciwko Niemcom i Włochom włączali się Amerykanie. Winston Churchill także wiedział, iż druga bitwa pod El Alamein jest przełomem na miarę bitwy o Midway, która rozegrała się na Pacyfiku. 10 listopada podsumował ostatnie wydarzenia słowami: "Nie jest to koniec, nie jest to nawet początek końca. Ale być może jest to koniec początku".


Polecamy


Patronat


Recenzje
Portal "II wojna światowa": teksty Mateusz Łabuz, grafika CoDJumper.pl, zarząd: MindSpa Psycholog Kraków