Bitwa pod Kurskiem

"Wódz przeżywał głęboko tragedię, nie tylko dlatego, że potwierdziła ona jego rażącą niekompetencję jako zwierzchnika, lecz także dlatego, że był niezmiernie poruszony jako człowiek losem żołnierzy, którzy, wierząc mu bezgranicznie, walczyli do ostatka z taką odwagą i poświęceniem". Tak w swoich wspomnieniach zapamiętał dzień 6 lutego 1943 roku feldmarszałek Erich von Manstein, który przybył do Kętrzyna naradę z Adolfem Hitlerem. Dyktator był mocno poruszony tym, co działo się na froncie południowym. Armie niemieckie zaczęły ponosić spektakularne klęski, a 1 lutego 1943 roku skapitulowała 6. Armia gen. Friedricha Paulusa w oblężonym Stalingradzie. Bitwa o miasto zadecydowała o losach niemieckiego zgrupowania na południu - Grupa Armii "B" została niemal doszczętnie rozbita, Grupa Armii "Don" ratowała resztki swoich sił, a Grupa Armii "A" zmuszona była uciekać z Kaukazu, obawiając się odcięcia od głównych sił niemieckich. Nieustająca ofensywa radziecka doprowadziła do przełamania frontu południowego i umożliwiła Armii Czerwonej zagarnięcie rozległych terytoriów po rzeki Mius i Doniec. W pierwszych dwóch tygodniach lutego jednostki radzieckie czyniły dalsze postępy i wydawało się, iż mogą rozbić odtworzoną Grupę Armii "Południe" pomiędzy Dońcem i Dnieprem. Wdzierające się siły pancerne zagroziły 1. KPanc. SS zgrupowanemu w rejonie Charkowa. O mały włos siły SS zostałyby otoczone w mieście, które 16 lutego dostało się w ręce sowieckich żołnierzy. Dyktator radziecki, Józef Stalin, nawoływał do dalszego wysiłku, nie licząc się z realnym stanem swoich sił - dowódcy alarmowali - Armia Czerwona miała mało czołgów, a wyczerpani bojem żołnierze z coraz większym trudem przesuwali się na zachód, gdzie wróg organizował już skuteczną linię obronną. Co więcej, 19 lutego dowódca Grupy Armii "Południe", feldmarsz. Manstein, zainicjował uderzenie siłami 4. i 1. APanc., którym udało się pobić 6. Armię radziecką i przetrzebić inne jednostki przeciwnika. Zwrot zaczepny był jedną z najlepiej wykonanych niemieckich operacji ofensywnych. W toku walk armie pancerne gen. Hermann Hotha i gen. Eberharda von Mackensena przesunęły się w kierunku północno-wschodnim i zagroziły radzieckiemu zgrupowaniu wokół Charkowa. Batalia o miasto rozpoczęła się 9 marca, a główne uderzenie wykonywał 1. KPanc. SS gen. Haussera. Po krwawych walkach Niemcom udało się wkroczyć do miasta i oczyścić je z żołnierzy radzieckich - do 16 marca operacja została zwieńczona pełnym sukcesem. Korpus Haussera nie zakończył w tym miejscu swojego śmiałego wypadu i po 18 marca wkroczył do Biełgorodu, skąd dopiero co wycofała się 69. Armia radziecka. Na tym zakończył się pierwszy etap niemieckiej ofensywy, z nastaniem wiosennej aury jednostki pancerne nie mogły posuwać się do przodu, co oznaczało pauzę operacyjną. Obie strony szykowały się do śmiertelnego boju, który miał rozgorzeć latem.

W czasie lutowej ofensywy Armia Czerwona w wielu miejscach przełamała front niemiecki. Niezwykle ciekawą sytuację notowano na północ od Biełgorodu. Niemal w równej linii leżą miasta Charków, Biełgorod i Kursk. O ile Niemcom udało się opanować dwa pierwsze, o tyle ofensywa Armii Czerwonej przyniosła Sowietom efekt w postaci zajęcia Kurska w dniu 8 lutego siłami 60. Armii gen. Iwana Czerniachowskiego. Sukces był tym większy, że Czerniachowski nie wstrzymał swoich sił i parł dalej, na zachód, jako szpica radzieckiego ugrupowania na styku Frontu Woroneskiego gen. Nikołaja Watutina i Frontu Centralnego marsz. Konstantego Rokossowskiego. Siły Armii Czerwonej umiejętnie wbiły się szerokim klinem w lukę powstałą między Grupą Armii "Środek" feldmarszałka Gunthera von Kluge a Grupą Armii "Południe" feldmarszałka Ericha von Mansteina. W efekcie w jednolitym froncie niemiecko-radzieckim powstał ogromny występ oznaczony jako "łuk kurski". Rzut oka na mapę pozwala stwierdzić, iż wykusz kurski oprócz charakterystycznego wyglądu miał niebagatelne znaczenie dla układu sił na froncie. W rejonie Briańska i Orła zgromadzone były jednostki Grupy Armii "Środek", które wisiały nad radzieckim występem i w każdej chwili mogły dokonać ataku od północy. Jednocześnie na południu ostrze szykowała 4. Armia Pancerna. Zauważmy zatem, iż wojska niemieckie okrążały siły frontów radzieckich od południa, zachodu i północy i wystarczyło odciąć występ kurski na linii Biełgorod-Orzeł, aby zamknąć pierścień i stworzyć potężny kocioł złożony z armii nieprzyjaciela. Co było do przewidzenia, właśnie pod tym kątem niemieccy dowódcy rozpoczęli planowanie letniej ofensywy Wehrmachtu. Łuk kurski nęcił i był łakomym kąskiem, z czego zdawało sobie sprawę dowództwo radzieckie. Kwatera Główna nie miała zamiaru opuszczać występu. Co więcej, planowała, iż właśnie w tym rejonie rozbiciu ulegną czołowe siły przeciwnika. Jeszcze wiosną budowano tam improwizowaną obronę na wypadek nagłego uderzenia niemieckiego. W występie umieszczono 1. Armię Pancerną, do której dołączyły 64. Armia i 21. Armia. Wiemy jednak, iż zmiana aury pomieszała szyki Niemcom, którzy musieli zrezygnować z dalszej ofensywy i cierpliwie oczekiwać poprawy warunków atmosferycznych i stanu dróg.

13 marca 1943 roku Hitler wydał Rozkaz Operacyjny nr 5, w którym zawarto wytyczne odnośnie kontynuowania działań wraz z poprawą pogody. Aura wystawiła cierpliwość Niemców na sporą próbę. Cały czas trwały jednak przygotowania do zainicjowania kolejnej wielkiej operacji. Dowódcy różnych szczebli przedstawiali własne koncepcje działań, ale najważniejsze decyzje podejmował führer. Feldmarszałek Manstein także forsował własne rozwiązania, które podzielono na dwa etapy - bekhend i forhend. Dowódca Grupy Armii "Południe" miał gotową koncepcję wielkiej operacji zakładającej strategiczne odwroty i rozbicie posuwających się na zachód jednostek wroga. Łuk kurski nie stanowił u niego większej przeszkody i został zepchnięty na dalszy plan. Inną wizję działań miał gen. Zeitzler, szef Sztabu Generalnego, który 11 kwietnia 1943 roku przedstawił Hitlerowi plan obustronnego uderzenia na wykusz i połączenia sił idących z południa i północy w rejonie Kurska. Jak można się było spodziewać, dyktator przychylił się do proponowanej przez Zeitzlera operacji, której nadano kryptonim "Cytadela". Większość zadań otrzymać miały do wykonania jednostki pancerne, które wyposażono już w nowoczesne maszyny "Tygrysy" i "Pantery". Zaprojektowane czołgi miały stanowić nową jakość na froncie radzieckim i być przeciwwagą dla słynnej sowieckiej konstrukcji T-34, która do tej pory doskonale sprawdzała się w boju z Niemcami. 15 kwietnia führer wydał Rozkaz Operacyjny nr 6, którego fragmenty warto zacytować: "Postanowiłem, że bezwzględnie najważniejszą ofensywą tego roku będzie operacja 'Cytadela', przeprowadzona kiedy tylko pozwolą na to warunki pogodowe. Jest to ofensywa o decydującym znaczeniu. Musi zostać zrealizowana szybko i zdecydowanie [...]". Dalej dyktator przedstawiał najważniejsze założenia zwrotu zaczepnego - okrążenie sił radzieckich w rejonie Kurska, zlikwidowanie utworzonego kotła i silne uderzenia flankami. Grupa Armii "Południe" i Grupa Armii "Środek" miały zrealizować założenia natarcia z dwóch kierunków przy wsparciu lotniczym. W dalszej kolejności dyktator nakazywał zachowanie szczególnej tajemnicy i rozpoczęcie przygotowań do operacji zmylającej i maskującej. Dowódcy, po zapoznaniu się z treścią rozkazu, niemal natychmiast zaczęli zgłaszać swoje uwagi do planu. Wszelkie poprawki były oczywiście możliwe, ale niektóre pomysły były dość rewolucyjne w stosunku do tego, co proponowano 15 kwietnia. Szczególnego znaczenia nabrały informacje dostarczane Hitlerowi od wojsk rozpoznających tereny, na których znajdował się nieprzyjaciel. Zwiad wskazywał, iż rejon kurski został umocniony i doskonale przygotowany do obrony. Pojawiły się również kłopoty z dostawami i jakością sprzętu. Generalny inspektor wojsk pancernych, gen. Heinz Guderian, twierdził, iż planowaną na maj ofensywę należy odłożyć i zaczekać aż technikom uda się opracować lepsze i sprawniejsze czołgi. "Pantery" miały rzekomo sporą ilość usterek, a ich ilość nie była jeszcze wystarczająca. Fabryki nie nadążały z produkcją na front wschodni, gdzie Niemcy masowo tracili sprzęt. 4 maja Hitler spotkał się ze swoimi dowódcami. Debata na temat operacji "Cytadela" przerodziła się w burzliwe dyskusje, a głównym antagonistą Zeitzlera stał się Guderian. Także Manstein z niewielkim entuzjazmem podchodził do rewolucyjnych planów. 10 maja w Berlinie doszło do historycznej rozmowy. Wezwany Guderian oznajmił führerowi: "Po co w ogóle chce pan atakować na wschodzie w tym roku? Jak pan sądzi, ilu ludzi ma choćby pojęcie, gdzie leży Kursk? Światu jest najzupełniej obojętne, czy utrzymamy Kursk, czy nie. Czy w ogóle musimy atakować na wschodzie w tym roku?". Wśród obserwujących rozmowę zapanowała konsternacja, a w jeszcze większe zdumienie wprawił ich sam Hitler, stwierdzając, iż robi mu się niedobrze, gdy pomyśli o "Zitadelle". "W taki razie pańska reakcja jest prawidłowa - replikował Guderian - Proszę to sobie darować". Efektem coraz większych rozterek dyktatora były kolejne opóźnienia względem pierwotnego planu. O ile w kwietniu sądzono, iż uda się zorganizować uderzenie 3 maja, o tyle teraz minął tydzień od pierwotnego terminu, a o natarciu nikt realnie nie myślał, pozostawiając to kwestii przyszłości. Kolejne dni nie zwiastowały przełomu w planach niemieckich. Wydawało się, iż pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami operacji "Cytadela" nastał czas wątpliwego remisu. Maj był zresztą fatalnym miesiącem dla planów uderzenia. Niemcy nie wiedzieli, że ich plany znane są wywiadowi alianckiemu, który na bieżąco informuje Sowietów o postępach w planowaniu. W maju do Stalina kilkukrotnie spływały raporty Sándora Radó, który starał się określać terminy inwazji w rejonie Kurska. Jednocześnie Kwatera Główna cały czas pracowała nad linią defensywną, a marsz. Gieorgij Żukow dokonał syntezy niemieckiej myśli taktycznej w raporcie dla gruzińskiego dyktatora. Już 12 kwietnia do Kwatery Głównej spłynął znamienny dokument, w którym czytamy: "Intencją wroga będzie przeprowadzenie zbieżnych ataków z rejonu Biełgorodu w kierunku północno-wschodnim oraz z rejonu Orła w kierunku południowo-wschodnim, z zamiarem okrążenia naszych sił na zachód od linii Biełgorod-Kursk". A więc plany niemieckie były aż tak oczywiste? Dla Sowietów widocznie takie były i jeszcze w kwietniu rozpoczęli oni gorączkowe przygotowania do bitwy na łuku kurskim. Żukow przerzucał kolejne dywizje, wzmacniał je czołgami, sądząc, że to właśnie siły pancerne rozegrają starcie między sobą. W okresie od maja do lipca na umocnienia radzieckie nieustannie spadały niemieckie bomby. Luftwaffe z pasją atakowała lotniska wroga i przemieszczające się oddziały, ale nie przynosiło to szczególnego efektu. Tymczasem Hitler miał coraz więcej zmartwień na głowie. Klęska w Afryce spowodowała, iż cały front południowy (Włochy, Francja, Bałkany) był zagrożony inwazją aliantów. Führer ewidentnie wahał się i dopiero 21 czerwca nakazał przygotowania do ofensywy, ustalając termin jej rozpoczęcia na 3 lipca. Wkrótce po tym przełożył swoisty "D-Day" na 5 lipca. Stwierdzał jednak, iż nie będzie to regularna ofensywa, a jedynie korekta, co pokazywało, że zaczął nagle bagatelizować plany Zeitzlera. Zanim zakończymy nasze rozważania na temat planów i sił niemieckich przed rozpoczęciem bitwy, musimy udać się do radzieckiej Kwatery Głównej, która główkowała, jak zaradzić ewentualnemu kryzysowi.

Oceny radzieckiego dowództwa z kwietnia 1943 roku były jak najbardziej trafne. Poprawnie przewidziano kierunki uderzeń niemieckich, a informacje docierające z materiałów wywiadowczych tylko utwierdzały Stalina i jego podwładnych w przekonaniu, iż defensywę należy budować w rejonie Kurska. Radzieckie dowództwo w maju opracowało plany obronne. Zasadniczo po zatrzymaniu natarcia nieprzyjaciela Armia Czerwona winna przejść do uderzenia, co wskazywało, iż operacja wojsk radzieckich ma charakter łączony - defensywny i ofensywny. Szczególną wagę przywiązywano do Frontu Woroneskiego i Frontu Centralnego, ale także inne zgrupowania mogły okazać się przydatne w trakcie operacji prowadzonej na szerszym froncie. Sam tylko łuk kurski w lipcu obsadzało 1 mln 336 tys. żołnierzy, którzy mieli do dyspozycji 19 098 dział i moździerzy, 3444 czołgi i 2172 samoloty. Siły te efektywnie wzmacniano na przestrzeni ostatnich tygodni. Rejonu na wysokości Orła bronił głównie Front Briański gen. Markiana Popowa, który miał do dyspozycji 11. Armię gen. Fiediunińskiego, 3. Armię gen.Gorbatowa, 4. Armię Pancerną gen. Badanowa (11., 25., 30. KPanc. i 6. KZmech.), 61. Armię gen. Biełowa i 63. Armię gen. Kołpakcziego. Poniżej znajdowały się broniące wykuszu wojska Frontu Centralnego z marsz. Rokossowskim na czele. Miał on pod swoją komendą 13. Armię gen. Puchowa, 2. Armię Pancerną gen. Rodina (16., 3. KPanc. oraz 7. KZmech.), 70. Armię gen. Gałanina, 65. Armię gen. Batowa i 60. Armię gen. Czerniachowskiego. Wreszcie południowego odcinka łuku kurskiego bronił Front Woroneski gen. Watutina, który mógł użyć w boju 1. Armię Pancerną gen. Katukowa (10., 6. i 31 KPanc. oraz 3. KZmech.), 38. Armię gen. Czybisowa, 40. Armię gen. Moskalenko, 69. Armię gen. Kruczenkina, odtworzoną 6. Armię Gwardii gen. Czystiakowa i 7. Armię Gwardii gen. Szumiłowa. Dalej na południe bronił się Front Południowo-Zachodni gen. Malinowskiego. 10 lipca STAWKA powołała do życia Front Stepowy gen. Iwana Koniewa, który miał stanowić odwód głównych sił. Nieliczne jednostki ze zgrupowania Koniewa weszły do boju pod Kurskiem. Wskazać musimy przede wszystkim 5. Armię Pancerną Gwardii gen. Rotmistrowa. Obok zgromadzenia potężnych sił Sowieci wykonali też sporą pracę na polu zabezpieczania podejść do Kurska. Rozbudowano system transzei, stworzono głębokie okopy i rowy przeciwczołgowe. W newralgicznych punktach rozmieszczone zostały stanowiska artylerii i dział przeciwpancernych. Ogromną pracę wykonały wojska saperskie i inżynieryjne, które zaminowały przedpola głównej linii obronnej, stawiając też mocne zasieki. Wydawało się, iż Sowieci są doskonale przygotowani do odparcia nagłej ofensywy, a praca wywiadu umożliwiała im całkiem skuteczne rozeznanie w planach niemieckich. 2 lipca dowódcy poszczególnych frontów uzyskali informacje, iż operacja "Cytadela" rozpocznie się w ciągu czterech kolejnych dni. Wiadomości o niemieckim przygotowaniu i koncentracji sił były wystarczające do tego, by zainicjować własne uderzenie, niejako wyprzedzające wysiłek niemiecki.

Do operacji "Cytadela" Niemcy postanowili wydelegować potężne wojska złożone z dwóch grup operujących po północnej i południowej stronie łuku kurskiego. W składzie sił zgromadzonych w rejonie Orła uwagę należy zwrócić przede wszystkim na 9. Armię gen. Walthera Modela, w skład której weszło 15 dywizji piechoty (m.in. 20. Korpus z 45., 72., 137. i 251. DP, 23. Korpus z 216. i 383. DP oraz 78. dywizją szturmową), 6 dywizji pancernych (12. funkcjonująca jako samodzielna jednostka, 18. DPanc. z 41. KPanc., 2., 4., 9. i 20. DPanc. z 47. KPanc.), i 1 dywizja zmotoryzowana (10. Dywizja Grenadierów Pancernych). Dodatkowe wsparcie zapewniała 6. Flota Lotnicza. Zadaniem sił Modela było natarcie na odcinku Trosna i Małoarchangielsk, wyjście na północne rubieże Kurska i zajęcie miasta. W tym czasie od południa winno zbliżyć się drugie ze zgrupowań operujące z rejonu Biełgorodu. Jego zadaniem było opanowanie linii łączącej Biełgorod i Dmitrijewsk, a następnie zbliżenie się do południowej części Kurska. Nawiązanie styczności pomiędzy obydwiema grupami zakończyłoby proces tworzenia kotła złożonego z sił radzieckich. W składzie zgrupowania południowego operowała głównie 4. Armia Pancerna gen. Hermanna Hotha (2. Korpus Pancerny SS, 48. Korpus Pancerny i 52. Korpus Piechoty) z 4 dywizjami piechoty, 5 dywizjami pancernymi i 1 dywizją zmotoryzowaną oraz grupa operacyjna gen. Wernera Kempffa (3. Korpus Pancerny, 42. Korpus Piechoty, 106. i 320 DP operujące w składzie Grupy "Raus") licząca sobie 6 dywizji piechoty i 3 dywizje pancerne. Wsparcie zapewniała 4. Flota Powietrzna. Do uderzenia mogła zostać zaangażowana 2. Armia gen. Waltera Weichsa, ale włączenie jej do działań uzależnione było sukcesem w okrążaniu sił nieprzyjaciela. W sumie Niemcy zdołali zgromadzić na kierunku kurskim 900 tys. ludzi, którzy mogli wykorzystać blisko 10 tys. dział i moździerzy, 2700 czołgów i 2050 samolotów. Proporcje wojsk przedstawiały się na korzyść zgrupowania radzieckiego, ale nie należy zapominać, iż wielokrotnie zdarzało się Niemcom bić teoretycznie silniejszego przeciwnika i wygrywać bitwy pozornie przegrane. Bitwa pod Kurskiem miała być kolejnym zwrotem operacyjnym, nawet jeśli Hitler wzdragał się przed nadaniem jej statusu priorytetowego. Jego początkowy zapał stopniowo gasł, a dyktator chyba przewidywał, iż "Cytadela" może zakończyć się tragicznie.

Front 4. APanc. miał zostać otworzony najwcześniej. Niemcy chcieli uderzyć z rejonu Biełgorodu, aby wstępnie rozpoznać wojska broniące łuku na tym kierunku oraz przygotować sobie lepsze pozycje do działań, które miały ruszyć z pełną mocą 5 lipca. Robin Cross ("Operacja 'Cytadela'") zauważa dość ciekawe spostrzeżenie szefa sztabu 48. KPanc., który miał ponoć stwierdzić: "Dzień Niepodległości Stanów Zjednoczonych, początek końca Niemiec". Rzeczywiście, gdy w USA ludzie szykowali się do celebrowania wzniosłego święta, na froncie radzieckim miała rozpocząć się burza. 4 lipca o godz. 14.45 4. Flota Powietrzna rozpoczęła atak. Pięć tzw. Gruppen (można przyjąć, iż jest to odpowiednik dwóch dywizjonów RAF-u) rozpoczęło nalot na pozycje radzieckie w rejonie Butowa. Tereny, na które spadały niemieckie bomby, szybko zostały oczyszczone z umocnień Armii Czerwonej. Do ostrzeliwania przystąpiła również artyleria, co sprawiło, iż rejon ten niemal doszczętnie zniszczono, zrównano z ziemią i przygotowano na nadejście wojsk 4. Armii Pancernej. W rejonie Butowa szczególne postępy zrobiła 11. DPanc., która zajęła okoliczne wzniesienia. Jej lewy sąsiad, 3. DPanc., napotkała na mocny opór w rejonie Gercowa. Z kolei na prawej flance 2. KPanc. SS bez większych trudności posunął się pod Jachontowo. Opór Sowietów wspomagała deszczowa aura. Trakty znowu rozmiękły, błoto hamowało ofensywę Niemców. Niemal przez cały dzień Kwatera Główna szykowała plan zaradzenia uderzeniu nieprzyjaciela. W myśl zasady, iż najlepszą obroną jest atak, postanowiono wyprowadzić nagłe kontruderzenie, aby pomieszać w szykach przeciwnika. O 2.20 5 lipca odezwały się radzieckie działa. Huraganowy ogień ogarnął pozycje niemieckie. Niemal natychmiast tym samym odpowiedziały niemieckie działa. O 4.35 Rokossowski ponownie zarządził ostrzeliwanie siłami 4. Korpusu Artylerii. Dziesięć minut później spotkał się z ripostą niemiecką, a do walk włączyła się 6. Flota Powietrzna. Łącznie blisko 1200 dział ostrzeliwało pozycje niemieckie, a w pasie obronnym 70. Armii o godz. 7.40 także otworzono ogień artyleryjski. Jakby tego było mało, po 4.20 radzieckie lotnictwo z furią zaatakowało nieprzyjacielskie lotniska, a efektem nalotu było zniszczenie 60 niemieckich maszyn. Obie strony wymieniły zatem pierwsze uderzenia, które nie przyniosły rozstrzygnięcia, bowiem do boju szykowała się niemiecka piechota i siły pancerne.

W pierwszej kolejności zajmiemy się zgrupowaniem północnym. Walki w tym sektorze toczyć się miały na osi Orzeł-Kursk, a główne natarcie wykonywała 9. Armia. Atak rozpoczął się o 5.30, poprzedziło go mocne przygotowanie artyleryjskie. Na Olchowatkę nacierały 41. i 47. KPanc. Ofensywę w stronę Małoarchangielska prowadził 23. KPanc., wreszcie prawą flankę ubezpieczał 46. KPanc. Główne natarcie spadło zatem na pozycje 13. Armii radzieckiej. Początkowo walki toczyły głównie siły piechoty, dopiero po godzinie Niemcy wyprowadzili główne uderzenie, używając sporej ilości czołgów. Całość starała się wspierać Luftwaffe, ale i samoloty radzieckie prężnie poczynały sobie w powietrzu. Działania prowadził głównie 6. KLot., zestrzeliwując 106 maszyn wroga. Początkowo żołnierze Wehrmachtu napotkali tak mocny opór, że wydawało się, iż nie uda się im przełamać zgrupowania 13. Armii. Do południa pobite zostały 81. i 15. DP, które broniły się długo i efektywnie, wyhamowując natarcie wroga. Rokossowski, dostrzegając możliwość przełamania, wzmocnił zagrożony rejon, posyłając do boju brygady artylerii, które prowadziły nieustanny ogień na pozycje niemieckie. Nawałnica była na tyle duża, że siły Wehrmachtu z trudem posuwały się do przodu, a pod koniec dnia notowano zaledwie 5-kilometrowy wyłom. Były to niewielkie sukcesy w stosunku do pierwotnych planów dowództwa niemieckiego. Gen. Rokossowski zdawał sobie sprawę, iż uzyskuje dogodną sytuację do wyprowadzenia mocnego kontrnatarcia siłami 13. Armii. Do uderzenia wydelegowano 17. korpus gen. Bondariewa i 18. korpus gen. Afonina, które miała wspomagać 2. APanc. oraz oddziały wydelegowane z 60. Armii. Na skrzydłach operacje ofensywne wykonywały sąsiednie armie, ale ich uderzenia miały raczej wiązać siły przeciwnika. O świcie 6 lipca artyleria radziecka ponownie zagrzmiała. Krótko po 4.00 do boju ruszyły czołówki 13. Armii. Niemal od razu do boju włączyła się 16. ALot., która nieustannie nękała obrońców niemieckich celnymi bombardowaniami. Uderzenie radzieckie nie zakończyło się spektakularnym sukcesem, wojska poczyniły niewielkie postępy, zbliżając się do Ponyri i Bobrik. Siły Armii Czerwonej poniosły spore straty, a po południu nadziały się na uderzenie nieprzyjaciela. Niemcy zmierzali do opanowania rubieży Olchowatki, ale ich wojska pancerne zbliżały się również do Ponyri. Model chciał opanować okoliczne wzgórza, które umożliwiłyby mu kontrolowanie rozległej przestrzeni. Szczególne znaczenie miało wzg. 272 otwierające drogę na Olchowatkę. Ważnym punktem mogło okazać się wzg. 253,5 strzegące Ponyri od wschodu. Rozgorzała bitwa pancerna, Niemcy rzucili do boju ponad 200 czołgów różnego typu. Jako pierwsze szły "Tygrysy", głównie z 505. Batalionu Czołgów Ciężkich. Do przodu posuwały się fragmenty 2. DPanc., jednak ich droga była niezwykle trudna. Na ich drodze stanęły okopane czołgi T-34 oraz ogromna ilość dział przeciwpancernych. Do walki włączały się nawet odwody 9. Armii - 12. DPanc. oraz 10. DZmech., ale i one nie mogły przeważyć szali zwycięstwa na korzyść Modela. 7 lipca toczono ciężkie walki na przedpolach Ponyri i Olchowatki, ale wojska radzieckie skutecznie prowadziły defensywę i nie pozwoliły na przebicie się ciężkich czołgów niemieckich. 8 lipca Model zarządził ofensywę na trzech kierunkach - Tiepłoje, Olchowatka, Ponyri. Za obronę Ponyri odpowiadała głównie 307. DP gen. Jenszyna. Rankiem 8 lipca siły te, wzmocnione oddziałami 3. KPanc., wykonały mocny kontratak i wyparły Niemców z przedmieść miasteczka. Na Tiepłoje ruszyła 20. DPanc., która do południa 8 lipca opanowała Samodurowkę. Bój ten kosztował Niemców sporą liczbę żołnierzy i maszyn, ale po wsparciu przez 4. DPanc. uderzyli oni na Tiepłoje i wzg. 272. Trzykrotnie wzgórze przechodziło z rąk do rąk, ale ostatecznie utrzymali je obrońcy radzieccy. W tym samym dniu toczono zaciekłe boje o wzg. 257 łączące 70. i 13. Armię. Sowietom udało się je utrzymać, co hamowało ofensywę niemiecką bezpośrednio na kierunku kurskim. 9 lipca Model zarządził kolejną generalną ofensywę, angażując wszystkie siły, jakie mu pozostały. Opanowano część Ponyri, gdzie wykrwawiała się 292. DP. W nocy z 10 na 11 lipca zmieniła ją 10. Dywizja Grenadierów Pancernych, która odparła szereg wściekłych ataków radzieckich. Ponyri pozostało w rękach niemieckich, ale na tym kończyła się ofensywa 9. Armii. 12 lipca Model, choć robił to z ciężkim sercem, nakazał swoim żołnierzom przejście do obrony. 13. Armia i wspomagające ją na skrzydłach 70. i 48. Armia utrzymały swoje pozycje na podejściach do Kurska, nie dopuszczając do groźnego przełamania. Pierwsza część planu niemieckiego zakończyła się porażką - Model nie dotarł do Kurska i nie zdobył tego arcyważnego punktu. Wprawdzie przed rozpoczęciem ofensywy zarzekał się, że potrzebować będzie 3 dni, aby dobić do miasta, jednak jego śmiałe plany nijak się miały do rzeczywistości. Nie miał wystarczającego wsparcia pancernego i odpowiednich sił, aby przełamać doskonale przygotowany do obrony Front Centralny sprawnie dowodzony przez gen. Rokossowskiego.

Południowy odcinek frontu miał być dla Niemców głównym rejonem uderzenia. Wydawało się, iż to właśnie tutaj zgromadzili największe siły, naprzeciw których znajdowały się pozornie słabsze jednostki radzieckie. O 3.30 rozpoczęło się główne uderzenie niemieckie, którego kierunki były logiczną konsekwencją rozeznania prowadzonego dzień wcześniej. Szybko rozgorzały walki powietrzne pomiędzy 8. KLot. gen. Seidemanna a radziecką 17. ALot. Jeszcze ciekawsze wydarzenia rozgrywały się w pasie natarcia 4. APanc. Gen. Hoth wiedział, iż głównym przeciwnikiem jego pancernych wojsk będzie 1. APanc. gen. Katiukowa. Wydawało się, iż Hoth obierze szlak obojański, kierując się bezpośrednio na Kursk. Niemiecki generał zdawał sobie sprawę z obecności 1. APanc. oraz z zagrożenia ze strony 5. Armii Pancernej Gwardii, co skłoniło go do obrania kursu północno-wschodniego. Prawą flankę miała ubezpieczać Grupa "Kempff". Jej uderzenie spaść miało poniżej Biełgorodu na odcinki bronione przez 7. Armię Gwardii. Ciężar działań ewidentnie wziął na siebie Hoth. Niemal z miejsca w rejonie Butowa i Czerkasskoje rozgorzały ciężkie walki. Natarcie prowadziła tutaj 167. DP wspomagana przez 1. DPanc. SS oraz 11. DPanc. Zmierzyć musiały się z twardą obroną 67. Dywizji Gwardii płk Baksowa. Dalej 2. i 3. DPanc. SS przesuwały się w stronę szosy na Obojań, a silną defensywę stanowiła w tym rejonie 52. Dywizji Gwardii płk Niekrasowa. Do wieczora Niemcy przesunęli się linią rzeki Worskla, a 52. DGw. musiała bronić się na jej zachodnim brzegu. Nazajutrz część jednostek niemieckich przeprawiła się przez rzekę, zmuszając Sowietów do wycofania się, co było związane z sukcesami sił niemieckich w pasie obrony 67. i 71. DGw. 3. DPanc. uderzyła na wroga broniącego rubieży Czerkasskoje i Korowino, dokonując sporego wyłomu. Efektem były przełamania sięgające 7 kilometrów. Mimo to 6. Armia Gwardii wciąż twardo stała na pozycjach powyżej Czerkasskoje, odpierając zacięte ataki 48. KPanc., który ponosił coraz większe straty w ludziach i sprzęcie. Wieczorem siłom niemieckim udało się zająć miejscowość, a 11. DPanc. ruszyła spod Butowa wzdłuż szosy na Obojań. 394. Pułk Grenadierów Pancernych opanował do wieczora Korowino, 6. Pułk Pancerny wkroczył do miejscowości Krasny Poczinok, co pozwalało na oczyszczenie południowej rubieży rzeki Pena. Na prawej flance 3. KPanc. i 11. KA przesunęły się za Doniec, ponosząc spore straty podczas przeprawy, i odsunęły linię frontu na odległość do 4 kilometrów od rzeki. Pierwszy dzień zmagań przyniósł Niemcom umiarkowane sukcesy za cenę sporych strat. Zawodziły nowiutkie "Pantery", w których notowano sporą liczbę usterek technicznych. W nocy na kierunku obojańskim rozmieszczone zostały 6. KPanc. gen. Hetmana oraz 3. KZmech. gen. Kriwoszeina z 1. APanc. Wzmocnienia słano do słabnącej 6. Armii Gwardii, która od rana 6 lipca musiała zmagać się z mocnym uderzeniem pancernych sił niemieckich. Szczególny obrót przybrały walki na lewym skrzydle 6. AG, gdzie nacierało blisko 700 czołgów niemieckich. W konsekwencji 48. KPanc. odniósł sukces, dokonując wyłomu w siłach 6. AGw. Postępy wojsk niemieckich notowano na odcinku walki korpusu SS, którego żołnierze zbliżali się do Jakowlewa. W pasie natarcia Grupy "Kempff" Niemcy także odnosili sukcesy sięgające do 5 kilometrów. 7. Armia Gwardii stawiała jednak twardy opór na kierunku koroczańskim i wydawało się, iż Niemcy nie dokonają tam wyłamania. Kwatera Główna postanowiła, że w kierunku miasta Obojań zacznie przesuwać się 5. APancGw. gen. Rotmistrowa. Co ciekawe, tego dnia radziecki dowódca miał urodziny, które postanowił świętować efektownie, wkraczając do boju. Po północy jego żołnierze ruszyli na zachód, w stronę Prochorówki. W tym samym czasie od południa nadchodziła wyprawa niemieckiej 4. APanc. Ta notowała 7 lipca spore sukcesy, włamując się do drugiego pasa obronnego 6. AGw. i 1. APanc. 11. DPanc. wspomagana na prawej flance przez siły 2. KPanc. SS przesuwała się do Sercewa. Dywizji "Grossdeutschland" udało się opanować Wierchopienje. 3. DPanc. przesuwała się do Bierezowki. 2. KPanc. SS oskrzydlał 1. APanc., ale i jemu zagrażał podobny manewr ze strony radzieckiego 2. KPancGw. 8 lipca na siły niemieckie spadło przeciwuderzenie Sowietów, a do walk włączyła się także 40. Armia, która nie zanotowała jednak żadnych osiągnięć. W dniach 7-8 lipca ciężkie walki toczono w pasie natarcia Grupy "Kempff". 3. KPanc. wspomagany od prawej strony przez 11. KA opanował Jastriebowo, a następnego dnia (8 lipca) padło Mielichowo. Kolejnego dnia notowano tutaj mocny napór 6. i 7. DPanc., które zdołały przerwać radziecką obronę i opanować Dalnią Igumienkę. Nie był to koniec natarcia prawego skrzydła grupy południowej, jednakże główny bój miał rozgorzeć w najbliższych dniach w rejonie Prochorówki. W stronę miejscowości 9 lipca zwróciły się wojska 2. KPanc. SS oraz 167. DP, przedzierając się na razie przez obronę przed linią rzeki Psioł. Tę osiągnięto 10 lipca, a dywizja "Totenkopf" zaczęła trudną przeprawę. Na lewej flance Niemcy przeprawiali się przez Penę. Wydawało się, iż uzyskali wreszcie przewagę nad zgrupowaniem nieprzyjaciela, a korpus SS zagrażał tyłom 1. APanc. Jego zadaniem było jeszcze pobicie sił radzieckich w rejonie Prochorówki. Wtedy możliwe byłoby przejście przez miasto i wyruszenie w stronę Rżawca, do którego dobiła 6. DPanc. ze zgrupowania "Kempff". Tymczasem na północ od Prochorówki znajdowała się 5. APanc., która mogła przesądzić o losach bitwy. Zwróćmy uwagę, iż zwycięstwo Niemców oznaczałoby okrążenie sił radzieckich przez 4. APanc., przegrana odwrót Wehrmachtu z rejonu położonego na południe od Obojania, a co za tym idzie z rubieży otwierającej drogę na Kursk. W rejon Kurska przybyła już 27. Armia gen. Trofimienki, mając do dyspozycji 4. KPanc. gen. Połubojarowa. Do sił 5. APancGw. (18. i 29. KPanc. oraz 5. KZmech.) dołączono jeszcze 2. KPanc. płk Burdiejnego i 2. KPanc. gen. Popowa. Ogółem 793 czołgi, naprzeciw których mogło stanąć 700 maszyn niemieckich. 11 lipca 3. KPanc. z Grupy "Kempff" udało się opanować Kazaczyje i wspomniany już Rżawiec. W ciągu kolejnych dni Niemcy oczyszczali rejon pomiędzy rzekami Doniec i Korocza, ale nie udało się im wyjść do Prochorówki. Sytuacja dojrzewała do kontruderzenia radzieckiego. Rankiem 12 lipca żołnierzy obu stron przywitała zła pogoda. Deszcz uniemożliwiał wydatne działanie lotnictwa, ale i tak w powietrzu rozgorzały walki. Te jednak były tylko tłem dla wydarzeń rozgrywających się na ziemi. 5. APancGw. rozpoczęła bowiem natarcie siłami 18., 29. i 2. KPanc. Rozgorzała największa bitwa pancerna w dziejach wojen (a przynajmniej za taką uznaje ją część historyków, choć nie brakuje i opinii, że w pierwszych dniach operacji "Barbarossa" doszło do większych starć). Na zachód od Prochorówki radzieckie T-34 zaskoczyły pozycje niemieckie. 18. KPanc. uderzył na dywizję "Totenkopf", która stawiała zaciekły opór, decydując się na kilkukrotne kontrataki. Groźne było w szczególności uderzenie popołudniowe, ale i ono zakończyło się porażką starań niemieckich. Bitwa przerodziła się w zasadzie w chaotyczną strzelaninę, ponieważ maszyny 2. KPanc. SS i 18. oraz 29. KPanc. wymieszały się i nierzadko walczyły na najbliższym dystansie. Historycy zauważają, że taki obrót spraw był wysoce niekorzystny dla Niemców, których "Tygrysy" uzyskiwały przewagę w walkach z większej odległości. Teraz atut ten utracono. Na lewej flance nacierał 31. KPanc., prawą obstawiała 2. KPancGw. gen. Rotmistrowa, jednego z najbardziej utalentowanych dowódców wojsk pancernych w Armii Czerwonej. Wieczorem do boju włączyły się 10. Gwardyjska Brygada Zmechanizowana i 24. Gwardyjska Brygada Pancerna, które powstrzymały natarcie 2. KPanc. SS. W nocy walki wygasły, obie strony naliczyły spore straty sięgające nawet do 40% stanów etatowych w wojskach pancernych. Odsetek ten był niezwykle duży, tym bardziej że w perspektywie były dalsze zmagania pod Prochorówką. Obie strony szacowały, iż utracono ponad 300 czołgów i dział pancernych. W kolejnych dniach 5. Armia Pancerna Gwardii, korzystając z przestoju na froncie pod Prochorówką, wyhamowała impet uderzenia 3. KPanc., który właściwie nie przekroczył linii Rżawca. 12 lipca był dniem rozpoczęcia generalnej kontrofensywy radzieckiej, która miała zniweczyć plany niemieckie dotyczące zajęcia łuku kurskiego.

Niemal od początku lipca, a zwłaszcza po zainicjowaniu ataku niemieckiego, dowództwo radzieckie przygotowywało się do rozpoczęcia kontruderzenia. Plany opracowano jeszcze w marcu, ale wtedy nie przewidywano, iż to Niemcy zdecydują się na uderzenie jako pierwsi. Ofensywa zaczęła nabierać kształtów w miarę wyhamowywania zgrupowań wroga, które nie były w stanie sforsować silnej obrony radzieckiej. Armia Czerwona stawiała twarde warunki żołnierzom Wehrmachtu. Niemieckie dowództwo borykało się w tym czasie z coraz większą ilością problemów. Niemieckie superkonstrukcje, co przyznawał sam Guderian, okazały się niewypałami. Najwięcej zastrzeżeń kierowano pod adresem czołgów typu "Pantera", które co i rusz psuły się na polu bitwy, ewidentnie nieprzystosowane do ciężkich zmagań. Niedoróbki techniczne kosztowały Niemców opóźnienia w prowadzenia ofensywy oraz chwiały stosunkiem sił podczas walk na łuku kurskim. Jeszcze gorzej sprawowały się działa, niszczyciele czołgów "Elefant" - "Słoń", nazywane również "Ferdynandami". Wprawdzie naliczono sporo maszyn, które zlikwidowały wprowadzone po raz pierwszy do boju "Ferdynandy", jednak wykryto też tyle usterek technicznych, że te równoważyły zalety płynące z zastosowania dział. Warto jeszcze wspomnieć, iż w późniejszym czasie "Elefanty" skutecznie modyfikowano i przystosowano do dalszej walki, choć ani w czasie kampanii włoskiej, ani w czasie kampanii niemieckiej nie przyniosły Wehrmachtowi szczególnej korzyści. Podsumowując, należy stwierdzić, iż niemieckie wojska pancerne notowały sporą skuteczność, ale za cenę dużych strat, które w dalszej części zmagań uniemożliwiały skuteczne stawianie oporu radzieckiej kontrofensywie. Wróćmy jednak do sztabów wrogich armii. Najpierw spójrzmy, co działo się w Kętrzynie. 10 lipca alianci rozpoczęli lądowanie na Sycylii, dając początek kampanii włoskiej. Hitler z przerażeniem obserwował niepokojący rozwój sytuacji na europejskich frontach. Wydawało się, iż przez Półwysep Apeniński może przejść najważniejsze dla Berlina uderzenie, dlatego też niemal z miejsca zdecydował się on na ograniczenie działań zaczepnych na froncie radzieckim. To wiązało się oczywiście z wstrzymaniem operacji "Cytadela". Führer natychmiast wezwał do siebie Mansteina i Klugego. 13 lipca podjął ich w Wilczym Szańcu. Dyktator zakomunikował dowódcom, iż należy odwołać operację "Cytadela", niezależnie od rozwoju sytuacji na froncie, i zawezwać część jednostek do obrony Włoch. Manstein krótko oponował przeciwko autorytarnej decyzji wodza. Nie miał zresztą argumentów przemawiających na jego korzyść - ofensywa załamała się, a teraz należało jedynie bronić frontu przed przełamaniem ze strony Armii Czerwonej. W konsekwencji 13 lipca był ostatnim dniem operacji "Cytadela", która ustąpiła miejsca natarciu radzieckiemu opatrzonemu kryptonimem "Kutuzow".

Nie będziemy zagłębiać się w szczegóły operacji Sowietów, opowiemy jedynie o jej skutkach krótko i długofalowych. Zasadniczo uderzenie zostało zainicjowane 12 lipca, a jedną z podoperacji była akcja w rejonie Prochorówki. Właściwie całość operacji podzielono na dwie części - na północy Front Zachodni, Briański i Centralny winny uderzyć na 9. Armię i 2. APanc. i rozbić je w rejonie Orła oraz opanować samo miasto, a na południu Front Woroneski i Stepowy miały odepchnąć nieprzyjaciela z występu pod Kurskiem, zająć Biełgorod i podążać do Charkowa. Druga część operacji otrzymała kryptonim "Rumiancew". Operacja "Kutuzow" ruszyła z dniem 12 lipca, choć poprzedniego popołudnia wojska inżynieryjne oczyszczały przedpole wojsk niemieckich, a Sowieci inicjowali walki na rozpoznanie przeciwnika. Rankiem 12 lipca przeszli do udanego natarcia, w którym prym wiodła 11. Armia Gwardii, posuwając się w centrum Frontu Zachodniego. Szybko dokonała wyłomu w ugrupowaniu 2. APanc., jednakże uwidoczniła się również niepokojąca sytuacja, w której skrzydła Frontu Zachodniego wyraźnie odstawały od jednostki gen. Bagramiana. Radzieckie oddziały wychodziły na rubież Bołchowa. W dniach 14-15 lipca nadziały się jednak na mocne kontruderzenia niemieckie, które skutecznie wyhamowały ofensywę przeciwnika. Niemcy zatrzymali 61. Armię, a wsparcie 50. Armii okazało się niewypałem. Gen. Sokołowski zaczął zatem wprowadzać jednostki drugiego rzutu Frontu Zachodniego, co pozwoliło 18 lipca na odzyskanie inicjatywy. 21 lipca Niemcy po raz kolejny zaatakowali z furią i dopiero 26 lipca ich kontruderzenia zostały przez wojska Armii Czerwonej odparte. Wiązało się to również z pozytywnym rozwojem działań zainicjowanych przez Front Briański i Front Centralny. Pierwszy nacierał od 12 lipca i osiągnął umiarkowane sukcesy, drugi włączył się do walk w trzy dni później. Kleszczowe ataki pozwalały Armii Czerwonej na stopniowe przesuwanie linii frontu w kierunku Bołchowa. 29 lipca miasto zostało wyzwolone siłami Frontu Zachodniego. W tym samym czasie trwała też operacja na kierunku orłowskim. 25 lipca ścigające Niemców wojska radzieckie przekroczyły Okę, wychodząc na rubież orłowską. 4 sierpnia zainicjowano walki o miasto, które zakończono po jednym dniu ciężkich zmagań. Siły 3. Armii z Frontu Briańskiego wyzwoliły Orzeł, kończąc tym samym operację "Kutuzow". Sytuacja na północnym skrzydle łuku kurskiego pozwoliła na wcielenie w życie planu "Rumiancew". Tam głównym celem miały być Biełgorod i Charków, przy czym bitwa o drugi z punktów miała rozgorzeć po raz czwarty w tej wojnie. Najpierw jednak wojska Frontu Woroneskiego i Stepowego uderzyły w kierunku Biełgorodu. O świcie 3 sierpnia ruszyła ofensywa na południu łuku kurskiego, która natychmiast przyniosła przesunięcie linii frontu o kilkanaście kilometrów. Szczególne postępy notowano w pasie natarcia Frontu Woroneskiego. Już 4 sierpnia padł Biełgorod, a niemieckie jednostki wycofywały się na południe, aby chronić Charkowa. Kolejne miejscowości padały łupem żołnierzy radzieckich, którzy szturmowali niemieckie pozycje z niezwykłą wręcz zaciętością. Dopatrywano się tutaj porównań do niemieckiej taktyki Blitzkriegu, która tyle dobrego przyniosła Wehrmachtowi w pierwszych miesiącach II wojny światowej. Od 11 sierpnia niemieckie wojska pancerne próbowały kontruderzeń na skrzydło 1. APanc. Sukcesy odnotowano dopiero, gdy 18 sierpnia zaatakowano 27. Armię w rejonie Achtyrki. W kolejnych dniach rozgorzała tam bitwa pancerne, a podciągnięte do boju radzieckie oddziały zdziesiątkowały jednostki pancerne wroga, wieńcząc bój zdobyciem Achtyrki w dniu 22 sierpnia. Tego samego dnia rozgorzały walki o Charków, który o mały włos okrążyłyby siły Frontu Stepowego. Niestety, manewr ten nie został zakończony i większa część jednostek niemieckich zdołała umknąć. Nazajutrz miasto zostało wyzwolone, a w Moskwie odezwały się działa na cześć bohaterskich zwycięzców, którzy w Charkowie zakończyli kontrnatarcie spod Kurska. "Cytadela" zbierała swoje krwawe żniwo jeszcze w długi czas po 5 lipca.

Bitwa na łuku kurskim jest przez wielu oceniana jako największa batalia wojsk pancernych w dziejach. Nawet jeżeli tak nie było, to trudno odmówić doniosłości temu wydarzeniu. Na przegraną Niemców składało się wiele czynników, które dają nam obraz nieudanego zwrotu zaczepnego na froncie radzieckim. W pierwszej kolejności wymienić musimy za małą ilość wojsk użytych w operacji "Cytadela" oraz niedocenianie zdolności bojowych wroga. W drugim rzędzie na plan pierwszy wysuwają się zdecydowanie usterki techniczne niemieckich czołgów i wozów pancernych oraz porażka w zastosowaniu lotnictwa, które przecież miało rozbić jednostki pancerne przeciwnika. Tak czy inaczej, fiasko planów niemieckich oraz udane radzieckie ofensywy opatrzone kryptonimami "Kutuzow" i "Rumiancew" stały się przełomem dla środkowej i południowej części frontu wschodniego. O ile przed Kurskiem Niemcy mieli choć cień szansy na przełamanie radzieckiej defensywy, o tyle po spektakularnej porażce na drodze do miasta oddali inicjatywę w ręce sowieckiej Kwatery Głównej i Stalina. Pękniecie frontu niemiecko-radzieckiego uwidoczniło się szczególnie po przegranej bitwie, która przede wszystkim kosztowała Niemców sporo sił. Spór o straty do dzisiaj nie został jednoznacznie rozstrzygnięty. Szczególne rozbieżności notowane są wśród historyków niemieckich i radzieckich, którzy mają tendencję do zawyżania strat poniesionych przez przeciwnika. Wydaje się jednak, iż straty w ludziach po stronie niemieckiej wynieść mogły znacznie ponad 50 tys. żołnierzy zabitych, rannych i wziętych do niewoli. Liczba straconych czołgów na pewno jest wyższa niż optymistyczne przypuszczenia szacujące ją na 300 maszyn zniszczonych, ale też nie może być horrendalnie wysoka, jakby chcieli to historycy radzieccy, a później rosyjscy, podając liczby sięgające blisko 900 czołgów. Także bitwa w powietrzu nie została w pełni odtworzona, jeśli idzie o straty Luftwaffe, jednak możemy przyjąć, iż liczba strat niemieckich może zamknąć się bilansem poniżej 1000 zestrzelonych maszyn. Identyczne dane odnośnie strat Armii Czerwonej mówią o ponad 200 tys. zabitych, rannych i wziętych do niewoli, 2000 czołgów zniszczonych lub uszkodzonych o 1000 zniszczonych samolotów. Dane te mają oczywiście charakter umowny i pewnie niejednokrotnie będą kwestionowane, co pokazuje, jak bardzo niepewna była sytuacja na froncie i jak sprzeczne mogą być meldunki i szacunki każdej ze stron. Wokół bitwy narosło zresztą znacznie więcej mitów, które dziś starają się rozwiewać historycy całego świata. Ze swej strony polecam artykuł Micheala J. Licari "The Battle of Kursk: Myths and Reality", który z pewnością jest ciekawym źródłem wiedzy na temat strategicznych szans i zwycięstw obu stron.


Polecamy


Patronat


Recenzje