Strona główna   |   Mapa serwisu   |   Polub nas!   |   Reklama w serwisie
Cytat: "Jedna śmierć to tragedia, milion - to statystyka", Józef Stalin

Informacje


Wydarzenia


Na froncie


Biografie


Tematycznie


Kultura i media


Współpraca





Bitwa u ujścia La Platy

Właściwie od pierwszych chwil rozpoczęcia II wojny światowej marynarka niemiecka przystąpiła do agresywnych działań przeciwko koalicji alianckiej. Wprawdzie wrzesień nie obfitował w większe starcia, jednak było już wiadome, iż obie strony konfliktu szykują się do stoczenia śmiertelnego boju, w którym stawką była hegemonia na Oceanie Atlantyckim i otaczających go morzach. Siła niemieckiej Kriegsmarine stopniowo wzrastała i w powszechnej opinii przyjęło się twierdzić, iż Royal Navy dysponowała wystarczającą przewagą do odparcia zmasowanego ataku wroga. Stąd też dowództwo niemieckiej marynarki, wraz z Adolfem Hitlerem, musiało dostosować taktykę do rozwoju sytuacji na froncie oraz realnego stosunku sił. W przypadki przewagi nieprzyjaciela nadmierne ryzyko nie było wskazane i zamiast przynieść sukcesy mogło doprowadzić do zagłady Kriegsmarine. Nie może zatem dziwić, iż admirał Erich Raeder szybko wypracował dość skuteczną strategię wojny morskiej, w którym prym wiodły niemieckie łodzie podwodne, U-Booty, oraz większe okręty, którym przygotowano misję korsarską. Jak pisze David Irving ("Wojna Hitlera"): "Hitler wyznaczył flocie w znacznej mierze bierną rolę w wojnie. Początkowo zakazał nawet atakowania przez okręty podwodne jednostek brytyjskich i francuskich". Szybko jednak zaczął zmieniać zdanie, gdy Kriegsmarine zaczęła odnosić pierwsze sukcesy ze storpedowaniem lotniskowca "Courageous" i zatopieniem pancernika "Royal Oak" na czele. Uderzenie w samo serce brytyjskiej floty, w bazę w Scapa Flow, rozochociło Niemców, którzy dostrzegli, iż mogą z powodzeniem mierzyć się z teoretycznie silniejszym przeciwnikiem, tyle że powinni to robić umiejętnie, starannie i bez nadmiernego ryzyka. W związku z tym na Oceanie Atlantyckim coraz częściej zaczęły pojawiać się niemieckie okręty, którym przydzielono funkcję korsarską. Wedle wytycznych dowództwa celem tego typu działalności okrętów było "niszczenie i dezorganizowanie nieprzyjacielskiej żeglugi handlowej przy użyciu wszystkich posiadanych do dyspozycji środków". W związku z tym już pod koniec września z baz morskich wyszły pierwsze okręty, które dołączyły do przebywających na Oceanie Atlantyckim pancerników kieszonkowych "Deutschland" i "Admiral Graf Spee". Na Ocean Atlantycki wypływały kolejne jednostki, które po kilku, udanych lub nie, rajdach wracały bezpiecznie do bazy, aby przeczekać zbierającą się burzę w postaci coraz lepiej zorganizowanej Royal Navy. Nas najbardziej interesuje historia pancernika kieszonkowego "Admiral Graf Spee", który wypłynął na Atlantyk już w sierpniu i od września rozpoczął aktywną działalność korsarską. Jego dowódca, kmdr Langdorff, z powodzeniem stosował taktykę opracowaną przez dowództwo, napadając na kolejne statki alianckie, które w starciu z silnie uzbrojonym "Admiral Graf Spee" nie miały najmniejszych szans. Juz 30 września, za sprawą "Admiral Graf Spee", na dno poszedł frachtowiec "Clement", który otworzył listę zniszczeń niemieckiego raidera. 5 października kmdr Langsdorff i jego załoga doprowadzili do zajęcia "Hewton Beach". Cała operacja mogła się dla Niemców skończyć tragicznie, bowiem załoga statku handlowego zdążyła nadać sygnał alarmowy, który został odebrany przez inne jednostki. Te jednak zlekceważyły alarm, a "Admiral Graf Spee" mógł oddalić się od miejsca spotkania. W tym czasie w morze wypłynęły także inne okręty korsarskie (m.in. w początkach października spora część okrętów Royal Navy zaangażowana została do tropienia pancernika "Gneisenau" i towarzyszących mu jednostek), co absorbowało Brytyjczyków i odwracało ich uwagę od "Admiral Graf Spee". Ten, dzięki wsparciu zbiornikowca "Altmark", mógł bez trudu siać postrach na Południowym Atlantyku. Mimo wszystko nad Langsdorffem i jego okrętem zaczynały zbierać się ciemne chmury, a to za sprawą organizowanych przez nieprzyjaciela wypraw. Do tropienia niemieckich raiderów zaangażowano sporą liczbę jednostek, z czego lotniskowiec, 2 krążowniki (brytyjskie) oraz lotniskowiec, 2 pancerniki i 5 krążowników (francuskie) wysłano na Środkowy Atlantyk, a na południe posłano lotniskowiec, pancernik i 6 krążowników wydelegowanych z Royal Navy. Cały czas istniała też możliwość dodatkowego wsparcia sił przez pancerniki "Resolution", "Revenge", "Repulse", "Warspite", lotniskowiec "Furious" czy krążownik "Enterprise", które ówcześnie znajdowały się albo w Anglii, albo na Morzu Śródziemnym. 7 i 10 października "Admiral Graf Spee" wytropił dwie kolejne ofiary. Tym razem jego łupem padły "Ashlea" i "Huntsman". 22 zatopiony został "Trevanion". Załoga statku przesłała sygnał SOS, ale zorganizowane naprędce poszukiwania nie przyniosły rezultatu. Kmdr Langsdorff zadecydował, iż opłynie Afrykę i przejdzie na Ocean Indyjski, gdzie 15 listopada upolował zbiornikowiec "Africa Shell". Po tym sukcesie "Admiral Graf Spee" przepłynął na południe od Przylądka Dobrej Nadziei, powrócił na Południowy Atlantyk i tam 2 grudnia zniszczył "Doric Star". 3 grudnia pecha miała załoga statku "Tairoa", spotykając na swej drodze niemieckiego korsarza. Jak się okazało, 7 grudnia Langsdorff i jego załoga zapolowali po raz ostatni, niszcząc "Streonshalh". Wydawało się, iż sukces ten przypieczętuje kilkumiesięczny okres korsarskiej działalności "Admiral Graf Spee", tym bardziej że Langsdorff postanowił wracać do Niemiec. W pierwszej kolejności chciał wykonać zwrot w kierunku Przylądka Horn, aby zmylić ewentualną pogoń. A ta była już w drodze dzięki alarmowi przesłanemu przez załogę "Doric Star". Na poszukiwania pancernika wysłano dwie grupy, z których na południe udał się "Force G" dowodzony przez konradm. Henry'ego Harwooda (ciężki krążownik "Exeter", dwa lekkie krążowniki "Ajax" i "Achilles"). Nieco bardziej na północ operować miał "Force K" wiceadm. d'Oyly Lyon, który kierował operacją pościgową. Miał do dyspozycji lotniskowiec "Ark Royal" oraz pancernik "Renown".

Kmdr Langsdorff sprytnie przemyślał swoją ostatnią akcję na Południowym Atlantyku, ale Brytyjczycy nie dali się nabrać na ten zwód. Zdawali sobie bowiem sprawę, iż celem niemieckiego korsarza nie jest przejście na Ocean Spokojny. Kontradm. Harwood zadysponował zwrot w kierunku ujścia rzeki La Plata u wybrzeża Ameryki Południowej, gdzie spodziewał się spotkać pancernik "Admiral Graf Spee" zmierzający na południe. 13 grudnia o godz. 6.08 do zespołu brytyjskich krążowników dotarła wiadomość o wykryciu niemieckiego pancernika kieszonkowego. Ekscytacja Brytyjczyków była jak najbardziej uzasadniona, zważywszy na fakt, iż "Admiral Graf Spee" wymykał się im od ponad dwóch miesięcy. Kmdr Langsdorff szybko zdał sobie sprawę z powagi sytuacji i rozpoczął przygotowania do starcia z nieprzyjacielem. Po swojej stronie miał przewagę siły ogniowej oraz potężne opancerzenie. Pancernik miał bowiem sześć dział kal. 280 mm i osiem dział kal. 150 mm. Najsilniejszy z krążowników, "Exeter", dysponował ogniem sześciu dział kal. 203 mm. "Ajax" i "Achilles" miały łącznie szesnaście dział kal. 152 mm. Co więcej, za Niemcami przemawiała dysproporcja skutecznego zasięgu ostrzeliwania. Nietrudno się zatem domyślić, iż kmdr Langsdorff postanowił trzymać Brytyjczyków na dystans i wykorzystać atuty swojego okrętu. Kontradm. Harwood mniemał z kolei, iż uda się mu wykorzystać liczebność zespołu i okrążyć pancernik od zachodu i wschodu. Wobec tego oderwał "Exetera" od dwóch pozostałych okrętów i wysłał go z zaleceniem wykonania manewru okrążającego od strony zachodniej. Bitwa rozpoczęła się kwadrans po 6.00 i, jak się okazało, miała przypieczętować losy niemieckiego korsarza.

Jak mówiliśmy, kontradm. Harwood podzielił swój zespół i wykonał manewr okrążający pancernik niemiecki. Dysponował nieco większą prędkością okrętów, co pozwoliło mu na dość sprawne operowanie. W skład zespołu powinien wejść jeszcze krążownik "Cumberland", co przewidywał także Churchill, ale ze względów logistycznych zgromadzenie wszystkich czterech okrętów w jednym miejscu (konieczność tankowania) w momencie bitwy było bardzo trudne. Co więcej, "Cumberland" został uszkodzony i odesłany na Falklandy, więc Harwood musiał radzić sobie z trzema okrętami. Langsdorff szybko zorientował się w zagrożeniu, ale postanowił, iż jego okręt zaangażuje się w starcie. Decyzja ta była ryzykowna ze względu na liczebną przewagę wroga, ale pospieszne wycofywanie się nie gwarantowało sukcesu i skutecznej ucieczki. Wobec tego "Admiral Graf Spee" rozpoczął ostrzeliwanie "Exetera" z odległości 17,3 km, koncentrując na krążowniku większą część swoich dział. Pozostałe skierowano na "Ajaxa" i "Achillesa". Już o 6.22 "Exeter" został po raz pierwszy trafiony. Wkrótce po tym kilka innych pocisków dosięgło Brytyjczyków, jednakże nie zanotowano większych zniszczeń. Załoga "Exetera" miała sporo szczęścia, a kmdr Bell cudem ocalał podczas ostrzeliwania pomostu bojowego. Niezrażony niebezpieczeństwem zarządził dalszą walkę z pancernikiem. Dzięki wytrwałości "Exetera" "Admiral Graf Spee" cały czas był wiązany ogniem z jednej strony. W tym czasie do drugiej burty zbliżały się pozostałe dwa okręty. Kmdr Bell, licząc chyba na kolejną dozę szczęścia, postanowił podejść do pancernika i odpalić torpedy. W tym czasie notowano już pierwsze zniszczenia na okręcie niemieckim, a ich przyczyną była artyleria "Exetera". Około 6.30 w stronę Niemców wypuszczone zostają torpedy. Niestety, nie trafiają w pancernik. W związku ze znacznym zmniejszeniem odległości ogień "Admiral Graf Spee" jest teraz celniejszy i koncentruje się przede wszystkim na "Exeterze", który zostaje kilkukrotnie trafiony. O 6.40 zanotowano trafienie w wieżę dziobową, co spowodowało mocny przechył okrętu. W tym samym czasie pociski spadają w bezpośrednim otoczeniu "Ajaxa" i "Achillesa". Kmdr Langsdorff, widząc niekorzystny obrót sytuacji, nakazuje postawienie zasłony dymnej i wykonuje zwrot na południe w kierunku "Exetera". Niemcy uznali, iż będzie to łatwy cel. Około 7.16 zaczynają zbliżać się do krwawiącej ofiary, która nadal groźnie się odstrzeliwuje. Harwood, dostrzegając zagrożenie, intensyfikuje ogień i notuje kilka trafień. O 7.25 "Ajax" zostaje mocno trafiony w wieże rufowe, lecz chwilę po tym krążownik rozpoczyna atak torpedowy przy odległości 7200 metrów. I tym razem nie przynosi on rezultatu, a Langsdorff po raz kolejny nakazuje postawienie zasłony dymnej. O 7.38 "Ajax" zostaje po raz kolejny trafiony. Zniszczenia notowane są również na "Achillesie". Wobec tego zespół brytyjski stawia zasłonę dymną i wykonuje odwrót na wschód. "Admiral Graf Spee" odbija w stronę Montevideo, dokąd zdążając również Brytyjczycy, licząc zapewne, iż w nocy będzie im łatwiej zaatakować pancernik niemiecki. Langsdorff cały czas obserwuje podążające jego śladem krążowniki i od czasu do czasu nakazuje otwarcie ognia. Harwood zauważa, iż nieprzyjaciel chce wejść do portu w Montevideo, co właściwie jest mu na rękę. Zyskuje bowiem czas na dokonanie niezbędnych napraw i ściągnięcie "Cumberlanda". Ten potrzebuje 24 godzin na dotarcie w rejon walk. Straty obu stron były spore. Langsdorff miał 36 zabitych i blisko 60 rannych, a jego okręt był uszkodzony. Co gorsza, miał też mały zapas amunicji i spodziewał się, iż może mu się nie udać próba przebicia przez zaporę utworzoną z brytyjskich okrętów. Jakby tego było mało, rozpoznanie prowadzone przez Niemców, wypadło niekorzystnie - załoga "Admiral Graf Spee" sądziła, iż toczy bój z lotniskowcem, pancernikiem i niszczycielami, co oczywiście było pomyłką w rachubach. Langsdorff spanikował i postanowił wziąć nieprzyjaciela na przeczekanie. Popełnił jednak fatalny w skutkach błąd, ociągając się z próbą przebicia i wreszcie rezygnując z tego typu działań. W tym czasie do Montevideo zbliżał się "Cumberland", a Churchill nakazał pilnowanie "Admiral Graf Spee" i ewentualne wznowienie walk z 13 grudnia.

W tym momencie rozpoczęła się wojna dyplomatyczna. Kmdr Langsdorff skutecznie wynegocjował od Urugwajczyków możliwość pozostania w porcie o 72 godziny dłużej. Dawało mu to trzy doby na opracowanie strategii działań i skontaktowanie się z przełożonymi. Adolf Hitler z niepokojem obserwował rozwój wydarzeń i był na bieżąco informowany o posunięciach Langsdorffa. Także adm. Raeder z zapartym tchem śledził samotną walkę pancernika. Rankiem 14 grudnia otrzymał dramatycznie brzmiącą depeszę od dowódcy okrętu: "Otrzymałem 15 trafień, zniszczone spiżarnie i kuchnie, biorę kurs na Montevideo". W dwa dni później nadeszła kolejna wiadomość, która rozwiewała wszelkie wątpliwości odnośnie możliwości ratowania pancernika. Langsdorff wymyślił trzy możliwe w tej sytuacji rozwiązania: "1. Sytuacja militarna wokół Montevideo: oprócz krążowników i niszczycieli "Ark Royal" i "Renown". Nocą szczelna blokada. Żadnych nadziei przedarcia się na otwarty ocean i dotarcia do Niemiec. 2. Proponuję wyprowadzenie okrętu w morze aż do granic strefy wód neutralnych. Gdyby było to możliwe, przedarcie się do Buenos Aires, wykorzystując do obrony i walki resztę amunicji. 3. Gdyby próba przedarcia się miała doprowadzić do pewnego zniszczenia "Spee", proszę o decyzję, czy powinienem zatopić okręt mimo niedostatecznie głębokiej wody? Jeśli tak, to czy w ujściu Rio de La Plata? A może wchodziłoby w rachubę internowanie?". Niewątpliwie żadne z tych rozwiązań nie wchodziło w rachubę. A przynajmniej nie w mniemaniu Adolfa Hitlera, dla którego zniszczenie okrętu bez walki byłoby ogromnym ciosem zadanym Kriegsmarine. Nakazał Raederowi, aby ten skłonił Langsdorffa do próby przebicia. Nawet jeśli miała się ona nie powieść, "Admiral Graf Spee" był zdolny do pociągnięcia na dno któregokolwiek z okrętów brytyjskich. Nie ulegało wątpliwości, iż wódz III Rzeszy domaga się od Langsdorffa i załogi jego pancernika ataku niemal samobójczego. Pozostawiono pewien margines działania Langsdorffowi, który mógł wybrać pomiędzy internowaniem a zatopieniem, choć Raeder wskazywał, iż zatopienie będzie korzystniejszym wyjściem z sytuacji. 17 grudnia o godz. 19.52 powietrzem wstrząsnęła eksplozja. "Admiral Graf Spee", w asyście statku "Tacroma", na który przeszła załoga pancernika, zbliżył się do ujścia La Platy. Tam odpalono ładunki wybuchowe, który doszczętnie zniszczyły niemiecki okręt i spowodowały jego zatonięcie. Brytyjczycy nie mieli szans na jego przechwycenie i gdy okręty Royal Navy zbliżały się do "Admiral Graf Spee", ten był już wrakiem. W Berlinie rozpętała się za to polityczna burza. Hitler był wściekły z powodu beznadziejnie przeprowadzonej operacji korsarza. Kmdr Langsdorff nie wytrzymał presji psychicznej i 20 grudnia odebrał sobie życie strzałem w głowę. Przebywał w tym czasie w Buenos Aires, dokąd jeszcze kilka dni wcześniej chciał uciekać. Być może błąd popełniony w nocy z 13 na 14 grudnia kosztował go nie tylko stratę pancernika, ale i życie.


Polecamy


Patronat


Recenzje
Portal "II wojna światowa": teksty Mateusz Łabuz, grafika CoDJumper.pl, zarząd: MindSpa Psycholog Kraków