Strona główna   |   Mapa serwisu   |   Polub nas!   |   Reklama w serwisie
Cytat: "Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor.", Józef Beck

Informacje


Wydarzenia


Na froncie


Biografie


Tematycznie


Kultura i media


Współpraca





Operacje brytyjskich komandosów w okupowanej Norwegii – rajdy na Lofoty, na Spitzbergen oraz Vågsøy

Artykuły serwisu "II wojna śœwiatowa"


Brytyjskie Commando było jednym z pierwszych oddziałów specjalnych w historii. Elitarna jednostka zasłużyła się jako grupa zaprawionych w boju, niezwykle zdyscyplinowanych i świetnie wyszkolonych żołnierzy, których alianci posyłali w najtrudniejsze misje bojowe. Rajdy na norweskie wybrzeże były jedynie przygrywką do większych operacji prowadzonych głównie we Francji. Mimo tego trzy przedsięwzięcia wymierzone w okupowane Lofoty i Vågsøy są dla historyków cennym materiałem ukazującym proces formowania Commando oraz wczesne koncepcje wykorzystania „specjalsów” w czasie II wojny światowej.

Pierwszy rajd na Lofoty – operacja „Claymore”

Gdy w czerwcu 1940 roku Brytyjski Korpus Ekspedycyjny wycofał się z Francji, alianckie dowództwo szybko przystąpiło do planowania uderzeń odwetowych, które umożliwią nękanie i angażowanie niemieckich linii rozciągniętych na wybrzeżu Atlantyku od Pirenejów po norweskie fiordy. Obrona tak długiego odcinka nie była możliwa, podobnie jak nie było możliwe wysadzenie desantu sił sprzymierzonych i rozpoczęcie ofensywy umożliwiającej wyzwolenie okupowanych przez Niemców państw. Bardziej ambitne plany miały zostać odłożone do 1944 roku, kiedy to w czerwcu alianci otwarli tzw. drugi front w Normandii. Wcześniej Brytyjczycy chcieli się skoncentrować na bieżącej działalności, a z racji specyfiki układu sił musieli się ograniczyć do akcji dywersyjno-sabotażowych. W połowie 1940 roku zaczęli tworzyć pierwsze oddziały specjalne. Commando, bo taką nadano im wspólną nazwę, powstały z inicjatywy ppłk Dudleya Clarke’a. Mimo iż w pierwszych tygodniach działań żołnierze zwerbowani do Commando ponieśli dwie spektakularne klęski, dowództwo nie traciło wiary, ufając, że specyficzne umiejętności komandosów przydadzą się w przyszłości. W efekcie doszło do reorganizacji systemu dowodzenia, a Commando przejęło pod swoje skrzydła nowo utworzone Combined Operations Headquarters (Dowództwo Operacji Połączonych), które miało się zająć koordynowaniem działań dywersyjnych na terenach okupowanych przez III Rzeszę. Rozpoczął się żmudny okres szkolenia i przygotowywania żołnierzy. Członków Commando starannie selekcjonowano z innych jednostek. Rekrutowano ochotników wykazujących się specjalnymi przymiotami. Na początku 1941 roku został wypracowany schemat organizacyjny jednostki, która liczyła od tej pory 11 stałych grup podzielonych na pięć kompanii (okresowo 12 grup). Każdy z oddziałów otrzymał nazwę Commando i został oznaczony kolejnym numerem. W kolejnych latach powstawały jeszcze dodatkowe Commanda, w tym 50. Commando walczące w czasie bitwy o Kretę czy 14. Commando Haugesund przeznaczone do operacji w Arktyce i Norwegii. Pierwszym dowódcą jednostki został adm. Roger Keyes, który położył podwaliny pod organizację brytyjskich sił specjalnych. W październiku 1941 roku jego miejsce zajął lord Louis Mountbatten.

Nie wdając się w szczegóły organizacji, szkolenia oraz wcześniejszych akcji Commando, należy omówić przygotowania do operacji oraz przebieg rajdu na Lofoty. W gruncie rzeczy rajdy brytyjskich komandosów na wybrzeże Norwegii były grupą starannie zaplanowanych i skoordynowanych akcji obliczonych przede wszystkim na zrealizowanie doraźnych celów w postaci zniszczenia konkretnych obiektów, instalacji czy zapasów, a jednocześnie umożliwiały związanie znaczących sił nieprzyjaciela, który wobec zagrożenia ze strony aliantów był zmuszony do rozciągnięcia sił i utrzymywania garnizonów w wielu na pozór bezużytecznych miejscach. Właśnie w tym kontekście upatrywać należy szczególnego znaczenia operacji „Claymore”, „Anklet” oraz „Archery”. Rajdy na Lofoty nie przyniosły bowiem spektakularnych sukcesów członków Commando, ale stały się przyczynkiem do zwiększonego zaangażowania sił niemieckich, przez co nie mogły być one użyte na innych frontach II wojny światowej. W kontekście braków logistycznych na froncie afrykańskim czy froncie wschodnim utrzymywanie zwiększonych stanów liczebnych garnizonów na wybrzeżu norweskim czy francuskim było dla Niemców wysoce niekorzystne. Szacuje się, że w samej Norwegii III Rzesza utrzymywała blisko 400 tys. żołnierzy Wehrmachtu. Nie można także bagatelizować oczywistych sukcesów Commando w postaci konkretnych aktów dywersji, a rajdy na Lofoty można rozpatrywać również w kontekście niezbędnego przeszkolenia praktycznego, bez którego skuteczne wykonanie późniejszych operacji nie byłoby możliwe.

Archipelag Lofotów znajduje się na Morzu Północnym, u północno-zachodnich wybrzeży Norwegii, jakby otwierając wejście do portu w Narviku, gdzie w 1940 roku toczyły się zacięte walki lądowe i morskie. Znaczenie strategiczne wysp było w 1941 roku marginalne. Wydaje się, że dla Niemców utrzymywanie żołnierzy stacjonujących na dalekiej północy było przykrym obowiązkiem. W gruncie rzeczy w przypadku ataku sił alianckich, a nawet norweskiego ruchu oporu, nie mieliby większych szans na utrzymanie swoich pozycji bez podciągnięcia solidnych posiłków z południa. Dla Brytyjczyków Lofoty były zatem ciekawym celem operacji Commando. Dowództwo Operacji Połączonych słusznie zwróciło uwagę na potencjał ataku. Z jednej strony żołnierze mieliby okazję do przetarcia się w boju, sprawdzenia swoich umiejętności, zdobycia niezbędnego doświadczenia. Z drugiej, wobec sprawności brytyjskiej marynarki ich transport nie nastręczał większych problemów. Wreszcie na Lofotach zlokalizowane były fabryki tłuszczu rybnego, przy pomocy którego Niemcy wytwarzali glicerynę o zastosowaniu militarnym. Zniszczenie fabryki nie byłoby może szczególnie mocnym ciosem w gospodarkę III Rzeszy, ale zawsze przynajmniej w drobnym stopniu destabilizowało zaopatrywanie armii. Stąd też na początku 1941 roku Brytyjczycy przygotowali plan operacji „Claymore”. W największym uproszczeniu żołnierze 3 i 4 Commando mieli zaatakować cele na Lofotach, koncentrując się na opanowaniu miejscowości Stamsund, Henningsvær, Svolvær i Brettesnes. Niewielkie osady były rozmieszczone na wyspach Vestvågøy, Austvågøya oraz Stormolla. Nieatakowane miały pozostać wysunięte najbardziej na zachód wyspy Moskenesøya oraz Flakstadøya. Dodatkowym celem Commando było zniszczenie fabryki i zapasów tłuszczu. Łącznie do operacji oddelegowano blisko 500 komandosów, 52 saperów por. Turnera oraz niewielki oddział Norwegów dowodzonych przez kpt. Martina Lingego. Ten organizował grupę komandosów podlegających brytyjskiemu SOE, a do „Claymore” został zaangażowany głównie do celów tłumaczeniowych. Dowódcą operacji lądowej był brygadier (porucznik) Haydon. Grupami 3. i 4. Commando dowodzili odpowiednio mjr Durnford-Slater oraz por. Lister. Dowódcą sił morskich wyznaczonych do przewiezienia komandosów oraz eskortowania wyprawy został kontradm. Hamilton. Miał do dyspozycji silny zespół złożony z transportowców „Queen Emma” i „Princess Beatrix” osłanianych przez 6. Flotyllę Niszczycieli kpt. Caslona z pięcioma okrętami w składzie („Bedouin”, „Eskimo”, „Legion”, „Somali” i „Tartar”). 1 marca 1941 roku zespół opuścił bazę w Scapa Flow i skierował się na Lofoty. Po krótkim pobycie na Wyspach Owczych grupa dotarła bez przeszkód do archipelagu u wybrzeży Norwegii. Droga upłynęła Brytyjczykom spokojnie. Mimo iż zespół został zauważony przez samolot zwiadowczy nieprzyjaciela, niemieckie dowództwo nie zostało poinformowane o zbliżającej się wyprawie. W konsekwencji nieliczny garnizon stacjonujący na Lofotach nie został nawet ostrzeżony. Niemcy nie zdawali sobie sprawy ze śmiałych planów przeciwnika. W tym czasie nie byli jeszcze oswojeni z działalnością brytyjskich komandosów. Nad ranem 4 marca okręty zbliżyły się do Lofotów. Lądowanie zaczęło się ok. 6.30 i po kilkunastu minutach członkowie obu Commando zostali wyładowani na brzegu. Niemal natychmiast przystąpili do akcji. Niemcy nie spodziewali się ataku i nie byli na niego przygotowani. Brytyjczycy praktycznie bez wystrzału brali do niewoli napotkanych żołnierzy wroga. Szybko opanowali także porty oraz punkty strategiczne w konkretnych miejscowościach. W jednym z portów Commando odnalazło 9 zakotwiczonych tam statków niemieckiej floty handlowej („Andø”, „Bernhard Schulte”, „Eilenau”, „Felix”, „Grotto”, „Hamburg”, „Mira Pasajes”, „Rissen”). Wszystkie zostały zatopione. W tym czasie brytyjskie okręty zostały ostrzelane przez trawler „Krebs”, który po krótkiej wymianie ognia został zatopiony przez niszczyciel „Somali”. Brytyjczycy nie odnotowali strat, natomiast załoga „Krebsa” została podjęta na pokłady sił Hamiltona. Warto podkreślić, że na „Krebsie” znaleziono zapasowe wirniki do Enigmy i część ksiąg kodowych. Mimo iż dowódca trawlera zdążył wyrzucić swój egzemplarz maszyny szyfrującej zdobyte materiały okazały się bardzo cenne dla brytyjskich kryptologów pracujących w Bletchley Park nad złamaniem kodu Enigmy. Tymczasem na lądzie członkowie Commando szybko dotarli do fabryk tłuszczu, gdzie saperzy zamontowali ładunki wybuchowe i zniszczyli instalacje fabryczne oraz zgromadzone tam zapasy. Zniszczono kilkanaście zabudowań oraz ponad 3 mln litrów różnych materiałów, w tym oleju opałowego. W czasie walk pochwycono 228 niemieckich jeńców, z czego 147 przypadło na członków Kriegsmarine. Pojmanych załadowano na okręty i zawieziono do Wielkiej Brytanii. Dodatkowo do komandosów dołączyło ponad 300 Norwegów, którzy zdecydowali się opuścić Lofoty, by w Wielkiej Brytanii dołączyć do norweskich sił zbrojnych formowanych na emigracji. Duży udział w werbowaniu pobratymców mieli ludzie Lingego.

Operacja „Claymore” zakończyła się dużym sukcesem Commando. Mimo iż żołnierze nie mieli okazji wziąć udziału w prawdziwych walkach, zrealizowali wszystkie założenia planu. Zniszczone zostały fabryki na Vestvågøy, zlikwidowano garnizon niemiecki na trzech wyspach archipelagu. Zaalarmowane atakiem niemieckie dowództwo musiało przysłać w ten rejon posiłki, angażując dodatkowe siły w przeddzień agresji przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Winston Churchill osobiście pochwalił komandosów, doceniając ich zaangażowanie. Dowództwo Commando zdało sobie sprawę, jak dużą siłą dysponuje, szczególnie przy uzyskaniu elementu zaskoczenia. Najbardziej rozczarowani byli sami komandosi, dla których chrzest bojowy miał wyglądać nieco inaczej. Już wkrótce przyszło im wrócić na Lofoty, tym razem w znacznie trudniejszych warunkach.

Operacja „Gauntlet” – rajd na Spitzbergen

Spitzbergen jest największą wyspą Archipelagu Svalbard, który znajduje się na Morzu Arktycznym. Właściwie jedynie Spitzbergen jest stale zamieszkane ze względu na złe warunki klimatyczne panujące na archipelagu. Bogactwem wyspy były złoża węgla oraz stosunkowo dobrze zroganizowany system kopalń. Po kampanii norweskiej Niemcy nie zdecydowali się na okupację Svalbard, mimo iż formalnie całe terytorium Norwegii znalazło się pod ich kontrolą. Spitzbergen znajdowała się zbyt daleko od uczęszczanych szlaków handlowych, a znaczną część ludności wyspy stanowili Sowieci, z którymi Niemców łączył wówczas sojusz i pakt o nieagresji. W konsekwencji dowództwo niemieckie nie widziało potrzeby okupowania Spitzbergen, zdając sobie sprawę z trudności logistycznych, jakie zrodziłaby operacja tego typu. Wymagałaby bowiem przetransportowania znacznych sił lądowych, a to z kolei pociągało za sobą konieczność zaangażowania floty. Ryzykowna operacja mogłaby się skończyć konfrontacją z Royal Navy, której dowódcy Kriegsmarine starali się raczej unikać. W efekcie Spitzbergen zostało pozostawione samo sobie. W lipcu 1941 roku brytyjska flota dokonała penetracji Spitzbergen, starając się wybadać, czy Niemcy nie wyrzucili na wyspie desantu. Wyprawą kierował kmdr Philip Vian, któremu oddano do dyspozycji specjalnie sformowany Force K przeznaczony do operacji na Morzu Arktycznym. Vian doskonale zdawał sobie sprawę z potencjału ekonomicznego Spitzbergen, stąd też optował za jak najszybszym zajęciem wyspy lub zniszczeniem instalacji umożliwiających wydobywanie węgla. To drugie na wypadek ewentualnej operacji desantowej sił niemieckich. W czasie lipcowego rekonesansu okazało się, że miejscowa ludność ewidentnie sprzyja aliantom. Nie należy zapominać, że w lipcu 1941 roku Niemcy byli już w stanie wojny ze Związkiem Radzieckim, co z automatu sprzyjało porozumieniu z Sowietami zamieszkującymi Svalbard. Pozostali mieszkańcy, głównie Norwedzy, sympatyzowali z emigracyjnym rządem, a znaczna część osadników zabrała się z Vianem na Wyspy Brytyjskie, by tam zasilić emigracyjne siły zbrojne Norwegii. Latem 1941 roku trwały zatem dyskusje, co zrobić ze Spitzbergen. Dowództwo Operacji Połączonych zdecydowało się na skoordynowanie akcji z Sowietami, Norwegami i Kanadyjczykami. Ustalono, iż wysłana na wyspę grupa dokona dywersji w kopalniach węgla, niszcząc instalacje i szyby górnicze, a następnie podejmie Sowietów i Norwegów i przetransportuje ich do Wielkiej Brytanii. Obywatele Związku Radzieckiego mieli następnie zostać przewiezieni Archangielska. Operacji kierowanej przez kmdr Viana i dowódcę 2. Kanadyjskiej Brygady Piechoty bryg. Pottsa nadano kryptonim „Gauntlet”. Oddelegowano do niej głównie siły kanadyjskiej piechoty liczące 527 ludzi. Dodatkowo niewielką grupę norweskich ochotników i brytyjskich saperów, łącznie 118 ludzi. W sierpniu 1941 roku oddziały zaokrętowano na pokłady statków Viana. Brytyjski dowódca miał do dyspozycji krążowniki „Autora” i „Nigeria” oraz przydzielone do osłony niszczyciele „Antelope”, „Anthony”, „Eclipse”, „Icarus” i „Tartar”. 25 sierpnia rozpoczęto desant. Żołnierze nie napotkali żadnego oporu. Szybko zrealizowano wszystkie cele operacji. Zniszczone zostały nie tylko instalacje, ale i zapasy węgla liczące kilkaset tysięcy ton. Przy okazji zniszczono radiostację na Wyspie Niedźwiedziej. Ponad 2 tys. Sowietów ewakuowano następnie do Archangielska, a 800 Norwegów trafiło do Wielkiej Brytanii. Co ciekawe, z Archangielska aliancka flota podjęła blisko 200 żołnierzy francuskich, którzy wcześniej uciekli z niemieckich obozów jenieckich. Cała grupa dołączyła do Wolnych Francuzów gen. De Gaulle’a. 8 września operacja zakończyła się sukcesem.

Drugi rajd na Lofoty – operacja „Anklet”

Po sukcesie operacji „Claymore” Dowództwo Operacji Połączonych postanowiło kontynuować misję wykorzystania Commando w boju. Po raz kolejny celem ataku miały być Lofoty, tym razem wyspa Moskenesøya poprzednio ominięta przez wyprawę. Nowej operacji nadano kryptonim „Anklet”, a jej głównym zadaniem było zdestabilizowanie obrony niemieckiej na Lofotach, zaangażowanie sił nieprzyjaciela w tym rejonie i, co być może powinniśmy uznać za najważniejsze, odciągnięcie uwagi przeciwnika od wyspy Vågsøy, gdzie niemal symultanicznie przeprowadzono uderzenie opatrzone kryptonimem „Archery”. Ponownie dowodzenie nad morską częścią operacji objął kontradm. Hamilton. Jego siły zostały wzmocnienie w stosunku do wyprawy z marca 1941 roku. Tym razem miał do dyspozycji krążownik „Arethusa”, niszczyciele „Ashanti”, „Bedouin”, „Eskimo”,”Lamerton” „Somali”, „Wheatland” i dwa polskie okręty - niszczyciele „Krakowiak” i „Kujawiak”. Dodatkowo w skład Force Z wchodziły jeszcze dwie korwety, cztery trałowce i okręty przewożące komandosów – „Prince Albert” i „Prince Charlotte”. Siła ognia była zatem dużym atutem zespołu Hamiltona, choć Brytyjczycy nie spodziewali się napotkać szczególnie mocnego oporu nieprzyjaciela. Lofoty wciąż nie stanowiły priorytetu w okupacyjnej polityce III Rzeszy, a po rajdzie z marca większość ważnych fabryk zlokalizowanych na wyspach archipelagu została zniszczona i nie było możliwości przywrócenia ich sprawności.

24 grudnia wyprawa wyruszyła z bazy morskiej w Scapa Flow. Termin przeprowadzenia operacji nie był przypadkowy. Brytyjczycy słusznie zakładali, że w okresie bożonarodzeniowym Niemcy będą mniej skoncentrowani na obserwacji. Zespół przeszedł niezauważony i skierował się ku Lofotom, gdzie dotarł rankiem 26 grudnia. Po 6.00 rozpoczął się desant. Żołnierze korzystali z porannej szarówki, aby ukryć się przed ewentualnymi obrońcami. Ci jednak nie reagowali i podobnie jak w marcu zostali całkowicie zaskoczeni przez komandosów. Łącznie w części lądowej operacji brało udział 300 ludzi, z czego 223 działało w składzie 12. Commando, a 77 należało do norweskich sił zbrojnych. Dowództwo Operacji Połączonych po raz kolejny wykorzystało współdziałanie brytyjskich komandosów i norweskich ochotników. Przyniosło to oczekiwane rezultaty – miejscowa ludność bardzo entuzjastycznie podjęła przybyszów. Blisko 200 Norwegów zdecydowało się zabrać z komandosami do Wielkiej Brytanii, zgłaszając się tym samym do służby w emigracyjnych siłach zbrojnych. Cała akcja przebiegała bez większych zakłóceń. Brytyjczycy zatopili kilka niewielkich statków handlowych znajdujących się w porcie na wyspie. Zniszczone zostały instalacje niemieckie w Moskenes, w tym radiostacje. Doszło również do wymiany ognia z załogą małego okrętu, na pokładzie którego znaleziono egzemplarz Enigmy. Maszynę zabrano do Bletchley Park. Brytyjczycy pojmali również kilkudziesięciu Niemców oraz kilkunastu zwolenników rządów Vidkuna Quislinga, Norwegów kolaborujących z okupantem. Po raz drugi rajd na Lofoty zakończył się bez strat własnych. Siły lądowe rozpoczęły krótką okupację Moskenesøya. Do Scapa Flow cała wyprawa wróciła w ostatnich dniach grudnia 1941 roku. Kontradm. Hamilton nie chciał ryzykować dłuższego pobytu na Lofotach. Jego zespół został namierzony i zaatakowany przez niemieckie lotnictwo. Jedna z bomb uszkodziła „Arethusę”, wymuszając na dowódcy powrót do bazy i dokonanie niezbędnych napraw.



Rajd na Vågsøy – operacja „Archery”

Niemal symultanicznie do operacji „Anklet” przeprowadzono operację „Archery”. Ta pierwsza była w gruncie rzeczy formą odwrócenia uwagi Niemców od znacznie ważniejszego rajdu na Vågsøy, gdzie komandosi mieli zrealizować zadania oparte przede wszystkim na zlikwidowaniu niemieckiej obrony w Måløy. Do uderzenia wyznaczono żołnierzy z 2., 3., 4. i 6. Commando. Trzon sił stanowili żołnierze 3. Commando pod dowództwem kpt. Johna Durnforda-Slatera. Pieczę nad częścią lądową operacji „Archery” sprawował bryg. Charles Haydon. Wsparcie zapewniało kilkudziesięciu żołnierzy Lingego z 1. Samodzielnej Kompanii Norweskiej. Łącznie co najmniej 570 ludzi. Wsparcie morskie zapewniały krążownik „Kenya”, niszczyciele „Chiddingfold”, „Offa”, „Onslow” i „Oribi”. Siły piechoty przewoziły transportowce „Prince Leopold” i „Prince Charles”. Dodatkową osłonę zapewniał okręt podwodny „Tuna”. Zespół pod dowództwem kontradm. Burroughsa przeszedł niewykryty i o świecie 27 grudnia zbliżył się do Vågsøy. Miejscowość jest położona o 300 kilometrów na północ od największego w rejonie Bergen. Pod koniec grudnia znajdowały się tutaj pokaźne siły strzelców górskich dowodzonych przez Kurta Woytascha. Brytyjscy komandosi zdawali sobie sprawę, że atak na Vågsøy będzie trudniejszy niż pierwszy rajd na Lofoty (w grupie znajdowało się sporo weteranów marcowej operacji). Poinformowano ich, że mogą napotkać opór części 181. Dywizji Piechoty, co najmniej 250 ludzi. W przeciwieństwie do operacji „Anklet” przy „Archery” flota miała wsparcie lotnictwa, które bombardowało m.in. lotnisko w Herdla, nieopodal Bergen, starając się związać Luftwaffe w tym rejonie i odciągnąć niemieckie samoloty od Vågsøy. Komandosi zostali podzieleni na pięć grup, którym przydzielono specyficzne zadania w miejscowościach rozciągających się w pasie od Hollevik po wyspę Måløy, obejmując również samo Vågsøy. Desant rozpoczął się rankiem 27 grudnia. Początkowo Brytyjczycy uzyskali przewagę, głównie ze względu na zaskoczenie niemieckich obrońców. Gdy jednak Niemcy zorientowali się w sytuacji, stawili mocny opór. Szczególnie zacięte walki trwały w Måløy, gdzie Commando oraz Norwedzy ponieśli spore straty. W czasie ataku zginął m.in. Martin Linge. Saperom udało się jednak dotrzeć do fabryk oleju, które zostały wysadzone. Zniszczono również latarnię morską, radiostację oraz budynki, w których bronili się Niemcy. W tym czasie trwała również wymiana ognia między bateria dział oraz brytyjskimi okrętami. Krążownik „Kenya” został lekko uszkodzony. Flota Royal Navy zanotowała natomiast spore sukcesy w postaci zniszczenia 10 okrętów zgromadzonych w miejscowych portach. Wczesnym popołudniem wszystkie najważniejsze punkty operacji zostały zrealizowane, wobec czego Commando przystąpiło do odwrotu. Straty były spore. Operacja kosztowała życie 22 żołnierzy, 57 kolejnych zostało rannych. Strona niemiecka straciła co najmniej 60 zabitych, choć historycy nie są pewni statystyk i szacują straty niemieckie nawet na 120 zabitych. 98 żołnierzy nieprzyjaciela zostało pojmanych i wziętych do niewoli. Razem z Brytyjczykami do Scapa Flow wróciło kilkudziesięciu Norwegów, którzy chcieli wesprzeć formowane na Wyspach siły emigracyjne. Dodatkowo w czasie walk aliantom udało się przechwycić księgi kodowe Kriegsmarine, które stanowiły pokaźną zdobycz wykorzystaną później przy łamaniu niemieckich szyfrów.

Operacja „Archery”, mimo poniesionych strat, zakończyła się kolejnym spektakularnym sukcesem Commando. Misja przyniosła nadspodziewanie dobre efekty w postaci rozbicia garnizonu w Måløy oraz zdobycia księgi kodów niemieckiej marynarki wojennej. Brytyjczycy skłonili też przeciwnika do podjęcia trudnej decyzji o przerzuceniu części wojsk do Skandynawii. Adolf Hitler obawiał się możliwości lądowania brytyjskich sił ekspedycyjnych na wybrzeżu okupowanego państwa, co zmusiłoby go do prowadzenia wojny na dwa fronty. Postanowił zatem wzmocnić siły okupacyjne Norwegii kilkudziesięcioma tysiącami żołnierzy. Alianci zrealizowali główne zadanie rajdów w postaci związania Niemców na Półwyspie Skandynawskim. Mimo iż obszar ten nie przedstawiał dla Brytyjczyków dużego znaczenia, okazał się być kluczowy dla odciągania sił Wehrmachtu od priorytetowych odcinków frontu. W ogólnym rozrachunku rajdy komandosów mogły się zatem okazać bardzo korzystne i wpłynąć na wynik starć w innych kampaniach.


Polecamy


Patronat


Recenzje
Portal "II wojna światowa": teksty Mateusz Łabuz, grafika CoDJumper.pl, zarząd: MindSpa Psycholog Kraków