Strona główna   |   Mapa serwisu   |   Polub nas!   |   Reklama w serwisie
Cytat: "Żeby prowadzić wojnę, potrzeba trzech rzeczy: pieniędzy, pieniędzy i pieniędzy", Napoleon Bonaparte

Informacje


Wydarzenia


Na froncie


Biografie


Tematycznie


Kultura i media


Współpraca





Obrona Poczty Polskiej w Gdańsku

W czasie, gdy pierwsze niemieckie ataki skierowane były przeciwko Westerplatte, dramatyczną walkę stoczyła druga z polskich placówek w Gdańsku. 1 września oprócz obiektów wojskowych celem stały się wszystkie polskie urzędy. Zbrodnicze napady wojsko niemieckie rozpoczęło zaatakowaniem dworca głównego PKP, oddziału poczty dworcowej i wielu innych, o których historia milczy, bądź mówi niewiele. Nienawiść Niemców do Polaków, kumulowana latami, okazała się w całej swej rozciągłości, kiedy polała się pierwsza polska krew. Nie oszczędzano nikogo, zaczynając od żołnierzy, a kończąc na cywilach, szczególnie działaczach kulturalnych i politycznych, mających niewątpliwe zasługi dla polskiego narodu. Regularne wojsko wspomagane niemieckimi ochotnikami rozpoczęło zatem akcję, dzięki której wszyscy mogli usłyszeć o obrońcach Poczty Polskiej w tymże mieście. Budynek ten miał być dla Niemców formalnością, nie spodziewali się szczególnie silnego oporu. Wiedzieli, że obiekt może być broniony, nie mieli natomiast informacji o siłach, jakie tam zgromadzono. Czekało ich zatem spore zaskoczenie, gdy na pierwszy atak plac Heweliusza odpowiedział ogniem. Już wcześniej personel poczty został odpowiednio przygotowany na wypadek spodziewanego konfliktu. Dowódcą placówki został por. Konrad Guderski, wyszkolony w dziedzinie umocnień i fortyfikacji. W sierpniu opracował plan obrony budynku, wykorzystując jego znakomite walory defensywne. 3-piętrowy budynek, o mocnej i solidnej budowie, świetnie nadawał się na przyszły punkt oporu. W tajemnicy przed Niemcami dowódca obrony sprowadził odpowiednie wyposażenie oraz dodatkowych pracowników, wśród których przeważali młodzi ludzie. Ich waleczność miała w znacznym stopniu przyczynić się do ulepszenia obrony. Jednocześni Guderski przydzielił funkcje pracownikom. Przewidywano, iż ponad połowa z nich zdolna będzie do wzięcia udziału w walce. Zastępcą dowódcy został plut. rez. Alfons Flisykowski. Aby jeszcze lepiej przygotować się do natarcia, por. Guderski rozkazał ściąć rosnące przed budynkiem drzewa. To z kolei umożliwiało prowadzenie celnego ognia i odsłaniało ewentualne stanowiska wroga, który nie mógł wykorzystać naturalnych przeszkód terenowych. Po zmilitaryzowaniu Polski dowódca obrony wyznaczył stałe dyżury. Umożliwiło to natychmiastową reakcję, kiedy blisko 150 napastników po raz pierwszy przypuściło szturm na budynek poczty w pierwszych godzinach trwania II wojny światowej. Uderzenie rozpoczęło się o 4.45 1 września 1939 roku. Wcześniej Niemcy poczynili przygotowania do ataku, wyłączając prąd oraz odcinając połączenia telefoniczne z budynkiem. Atak załamał się w celnym ogniu i gradzie kul, jakie posypały się z okien obiektu. Uderzeniem kierował płk Willi Bethke, który dysponował oddziałem gdańskiej Policji Porządkowej oraz pomniejszymi grupami wydzielonymi z SS Heimwehr Danzig i SS Wachsturmbann. Próby złamania obrońców oparto na pozorowanym ataku przez sąsiedni budynek Krajowego Urzędu Pracy i koncentryczne uderzenie od frontu poczty. Pierwsza fala niemiecka poniosła straty - dwóch zabitych i siedmiu rannych. Niestety, Polacy również nie uniknęli zabitych. Zginął jeden z pracowników i por. Guderski, którego teraz zastąpił Alfons Flisykowski. Około 13.00 ruszyło kolejne uderzenie. Wspierani ogniem dwóch samochodów pancernych i haubicy 105 mm Niemcy, znowu nie poradzili sobie ze świetnie zorganizowanymi pocztowcami. Było to oczywiście zasługa Guderskiego, który swoje życie złożył w ofierze dla dobra defensywy. Skoro budynku nie można było sforsować, rozpoczęło się oblężenie placówki. O 15.00 niemiecki dowódca zarządził przerwę w działaniach, zgłaszając się do pocztowców z propozycją kapitulacji. Ta jednak została odrzucona, co skłoniło Niemców do kontynuowania natarcia po upływie dwugodzinnego terminu ultimatum dla obrońców. Saperzy podkopali się pod budynek i założyli ładunek wybuchowy, który zdetonowali około 17.00. Wobec zmasowanego ognia niemieckich dział oraz wysadzenia klatki schodowej, obrońcy zmuszeni byli do wycofania się do piwnic. Utrudniło to obronę, ułatwiając zadanie Niemcom, którzy atakowali teraz skupionych w jednym miejscu pocztowców. Do całej akcji zaangażowano gdańską straż pożarną, której zadaniem miało być wpompowanie wielu litrów benzyny i benzolu do budynku. Obrońcy nie mogli zareagować, przebywając w małych, ciemnych pomieszczeniach. Oblaną benzyną placówkę podpalono, co przyczyniło się do szybszej kapitulacji obrońców. Jeszcze w trakcie walk zanotowano straty sięgające pięciu ludzi, którzy spłonęli żywcem. O godz. 19.00, po czternastu godzinach walki, obrońcy postanowili się poddać. Zagrażały im już nie tylko niemieckie karabiny, ale i płomienie szalejące dokoła. Ze 110 pocztowców udział w walce wzięło 51. Podczas szturmu zginęło czterech z nich oraz pięciu kolejnych w wyniku odniesionych ran. Krótko po 19.00 budynek zaczęli opuszczać obrońcy. Pierwszym z nich był dr Jan Michoń pełniący funkcję dyrektora. Jego pokojowa misja nie została przez Niemców przyjęta spokojnie, do wychodzącego Polaka otworzono ogień. Michoń zginął od celnych kul. Reszta obrońców została uznana za zbrodniarzy, część zatrzymanych więziono w Victoriaschule. Sześciu z nich uciekło, jednakże dwójka niemal natychmiast dostała się z powrotem w ręce Niemców. Niestety, Polaków uznano za winnych bezpodstawnego stawiania oporu jako ludzi nie będących członkami Wojska Polskiego. W związku z tym rozpoczęto proces, który toczył się przed sądem polowym z brygady Eberhardta. 8 września zapadły pierwsze wyroki skazujące na 28 oskarżonych. Pod koniec września podobny los spotkał 10 innych pocztowców, których uznano partyzantami, co doprowadziło do rozstrzelania 38 ludzi 5 października 1939 roku na Zaspie pod Gdańskiem.

Warto jeszcze przyjrzeć się rozprawie i powojennym reminiscencjom procesu. Rozprawę prowadził por. rez. dr Kurt Bode, oskarżał dr Hans Werner Giesecke. W zasadzie pocztowcom postawiono zarzuty złamania par. 3 ust. 2 rozporządzenia z 26 sierpni 1939 roku o Specjalnym Prawie Karnym Czasu Wojny, w myśl którego partyzantów należało karać śmiercią. A za takich uznani zostali obrońcy polskiej placówki w Gdańsku. Po wojnie kwestią skazania Polaków na karę śmierci zajmował się Dieter Schenk, który skomentował to krótko: "Nawet w świetle wówczas obowiązującego prawa nazistowskiego, jeśli w ogóle można je nazwać prawem, obrońcy poczty nie powinni być skazani". Podważył słuszność wyroku na podstawie Konwencji Haskiej, ale także wskazując, iż obrońcy bronili budynku podległego suwerennej władzy Rzeczypospolitej, byli zorganizowanym oddziałem z dowódcą na czele, występowali w samoobronie, a natarcie prowadziły bojówki policyjne, które do wojskowych nie należą. Po wojnie prokuratura starała się wszczęć śledztwo w sprawie Bodego i Giesecke. Do 1978 roku aż dziewięciokrotnie inicjowano podobne próby, jednakże bez widocznych skutków. Schenk sporządzał raporty, które w oczywisty sposób wskazywały na naruszenie przepisów przez obu niemieckich obywateli. Ich powojenna kariera wskazuje na to, iż nikt nie miał zamiaru przejmować się zbrodniczą przeszłością w ramach nazistowskiego systemu. Bode zmarł w 1979 roku, Giesecke w 1971, obaj jako szanowani obywatele Niemiec pełniący różne zaszczytne funkcje. Dopiero w 1995 roku sąd w Lubece podjął się rozpatrzenia kwestii rehabilitacji pocztowców. Zaledwie jedna rozprawa wystarczyła, aby zmienić status pomordowanych i oczyścić ich z wszystkich zarzutów. Wydaje się jednak, iż wszystko to przyszło zbyt późno, a prawdziwi winowajcy nie zostali nigdy ukarani. O Polakach nie zapomniały jednak rodzime władze, nadając Placowi Heweliusza nazwę Placu Obrońców Poczty Polskiej. W 1979 roku odsłonięto tam pomnik upamiętniający ich męstwo.

Wśród zabitych w czasie trwania walk znaleźli się:
Konrad Guderski
Leon Marszałkowski
Jan Michoń
Stanisław Rekowski
Bronisław Szulc
Józef Wąsik
oraz dwóch innych, niezidentyfikowanych
W szpitalu zmarli:
Erwina Barzychowska
Bernard Binnebesel
Stefan Cywiński
Alojzy Franz
Józef Nitkowski
Jan Pipka
Rozstrzelani zostali:
Jan Banaszkowski
Władysław Bazgier
Stefan Bączkowski
Heliodor Becker
Alojzy Bela
Andrzej Binkowski
Florian Budziak
Maksymilian Cygalski
Jan Ellwardt
Alfons Flisykowski
Kazimierz Gdaniec
Konrad Grotha
Jan Klimek
Franciszek Klinkosz
Władysław Koprowiak
Franciszek Krause
Franciszek Kuntz
Wojciech Kurkowski
Augustyn Lis
Franciszek Magulski
Bernard Majewski
Franciszek Mionskowski
Jan Nowak
Stefan Nowakowski
Kazimierz Orzechowski
Brunon Piełowski
Sylwester Płoszyński
Ignacy Połom
Aleksander Racki
Franciszek Rąbca
Kazimierz Rogaczewski
Józef Rzepka
Leon Schreiber
Ignacy Sikorski
Józef Strzelecki
Leonard Wiśniewski
Piotr Teshmer


Polecamy


Patronat


Recenzje
Portal "II wojna światowa": teksty Mateusz Łabuz, grafika CoDJumper.pl, zarząd: MindSpa Psycholog Kraków