Strona główna   |   Mapa serwisu   |   Polub nas!   |   Reklama w serwisie
Cytat: "Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor.", Józef Beck

Informacje


Wydarzenia


Na froncie


Biografie


Tematycznie


Kultura i media


Współpraca





Bitwa u wybrzeży Wysp Komandorskich


Aleuty nie były może pierwszorzędnym celem żadnej ze stron konfliktu, ale archipelag ten także stał się areną zaciętych starć, które mocno angażowały floty Stanów Zjednoczonych i Japonii. Bitwa u wybrzeży Wysp Komandorskich przeszła do historii jako jeden z etapów dłuższej kampanii. Jej znaczenie wydaje się marginalne, ale dla historyków może być ciekawa ze względu na strategię USA zarówno w szerszym kontekście militarnym, jak i w odniesieniu do pojedynczego starcia.

W maju 1942 roku Japończycy szykowali się do bitwy w rejonie wyspy Midway, grupując tam pokaźne siły morskie i powietrzne. Aby odwrócić uwagę od Amerykanów od interesującego ich rejonu, zdecydowali się dokonać swego rodzaju dywersji na Aleutach. Archipelag był w tym czasie kontrolowany przez USA. W czerwcu 1942 roku grupa dowodzona przez adm. Boshiro Hosogayę zbombardowała bazy morskie w Dutch Harbor, a następnie dokonała udanego desantu na Attu i Kiska. Dopiero po pół roku Amerykanie zdecydowali się na kontrakcję, wdając się w walki w rejonie Amczitka. Następnie US Navy przeszła do blokowania sił japońskich rozmieszczonych na Aleutach, odcinając je od zapasów z zewnątrz. Była to sprytnie pomyślana taktyka „na wyniszczenie” wroga. Japończycy musieli interweniować, czego efektem było sformowanie kolejnej grupy adm. Hosogaya. Jej głównym zadaniem miało być przełamanie amerykańskiej blokady.

Adm. Hosogaya miał do dyspozycji pokaźne siły morskie z czterema krążownikami „Abukuma”, „Maya”, „Nachi” i „Tama” ubezpieczane przez niszczyciele z 21. Dywizjonu „Hatsushimo” i „Wakaba” oraz niszczyciele z 6. Dywizjonu „Ikazuchi” i „Inazuma”. Cały zespół wspierał transportowce „Asaka Maru” i „Sakito Maru”, które miały dowieźć zaopatrzenie na Aleuty. Amerykanie dość szybko zorientowali się w planach przeciwnika. Ich radiowywiad przechwytywał dziesiątki depesz wysyłanych przez japońskich dowódców, a kryptolodzy odczytywali je dzięki zaawansowaniu projektu Ultra. Także w tym wypadku udało się im odcyfrować plany japońskiej operacji wsparcia dla garnizonu archipelagu, co skłoniło dowództwo do sformowania zespołu dowodzonego przez kontradm. Charlesa McMorrisa, którego głównym zadaniem było przechwycenie japońskiej wyprawy i uniemożliwienie jej podejście do desantu na Aleutach. W skład amerykańskiej grupy wchodziły krążowniki „Richmond” i „Salt Lake City” oraz 4 okręty z 14. Dywizjonu Niszczycieli „Bailey”, „Coghlan”, „Dale”, „Monaghan”. Oceniając jedynie liczebność grup po obu stronach konfliktu można stwierdzić, że niewielka przewaga znajdowała się po stronie japońskiej. Amerykanie dysponowali jednak elementem zaskoczenia.

Wyspy Komandorskie znajdują się na wschód od rosyjskiej Kamczatki, na Morzu Beringa. Sam archipelag nie przedstawia większej wartości – jest słabo zaludniony, nie posiada bogactw naturalnych. Jego największym atutem jest korzystna lokalizacji umożliwiająca kontrolowanie obszaru położonego między wybrzeżami radzieckiej Azji a archipelagiem Aleutów. To właśnie w rejonie Wysp Komandorskich miała mieć miejsce bitwa, która prawdopodobnie przesądziła o losie Aleutów. Batalia rozegrała się w odległości 160 kilometrów w kierunku południowo-wschodnim od strategicznie położonego archipelagu. Między 6.00 a 8.00 26 marca amerykańskie radary wykryły grupę nieprzyjaciela między Wyspami Komandorskimi a Kiska. McMorris nakazał sformowanie szyku bojowego i przygotowanie się do starcia. Japończycy mieli mniej czasu na reakcję, ponieważ wykryli obecność przeciwnika 1,5 godziny później. Mimo to jako pierwsi otwarli ogień ok. godz. 8.40. „Nachi” zaczął ostrzeliwać „Richmond” na dystansie 19 kilometrów. Następnie do walki włączył się „Salt Lake City” i oba ciężkie amerykańskie okręty obrał za cel „Nachi”, nie notując póki co bezpośrednich trafień. Gdy o 8.45 „Nachi” wyprowadził atak torpedowy, Amerykanie skupili ogień na sylwetce japońskiego okrętu, notując trafienia w ciągu kolejnych siedmiu minut. Wtedy do walki włączył się również „Maya”, którego ogień koncentrował się przede wszystkim na „Salt Lake City”. Dowódca okrętu kpt. Matsumoto świetnie kierował ostrzałem i w ciągu kolejnych kilkudziesięciu minut amerykańska jednostka została kilkukrotnie trafiona, notując szereg strat, w tym zabitych wśród załogi. Do 12.00 „Salt Lake City” został mocno uszkodzony, co spowodowało ograniczenie prędkości krążownika. Dowódca okrętu kpt. Rogers nakazał zwrot w kierunku wschodnim, aby uniknąć dalszych zniszczeń. Pozostałe okręty starały się osłaniać odwrót „Salt Lake City”, a niszczyciele postawiły zasłonę dymną i wykonały próbę ataku torpedowego. Bez konsekwencji w postaci trafień, ale zaangażowanie sił japońskich pozwoliło odwrócić uwagę od „krwawiącego” krążownika. Brylował w tym „Bailey”, który wykonał ryzykowny manewr, zbliżając się do przeciwnika na odległość 9 kilometrów. Ok. 12.30 oba zespoły odpłynęły w przeciwnych kierunkach, kończąc tym samym kilkugodzinne starcie. Hosogaya miał poważne braki w amunicji i paliwie, wobec czego nie zdecydował się na pościg za Amerykanami. Rodgers mógł być z kolei zadowolony. Według jednej z relacji miał powiedzieć, że udało się mu wykiwać Japończyków. Rzeczywiście, „Salt Lake City” miał sporo szczęścia. Mimo kilku trafień okręt przetrwał i był w stanie dopłynąć do amerykańskiej bazy po niezbędne naprawy. W niedługim czasie mógł powrócić w rejon Aleutów, by tam uczestniczyć w operacji odbicia wysp.

Była to jedna z nielicznych bitew rozgrywanych w „starym stylu”, a więc poprzez wzajemnie ostrzeliwujące się okręty, które dzięki sile ognia i zdolności manewrowej starały się uzyskać przewagę nad przeciwnikiem. Hosogaya popełnił kilka błędów. Pierwszym było „niedobicie” przeciwnika, który miał do dyspozycji mniejszą siłę ognia. Japoński dowódca pozwolił Amerykanom uciec z pola walki, przez co bitwa nie została rozstrzygnięta. Co więcej, obawiając się amerykańskich posiłków, nie zdecydował się na wyładowanie transportów przewidzianych dla Aleutów. Także w tym wypadku mówić można o niedopatrzeniu Japończyka, który nie zrealizował tym samym głównego celu misji, jakim było odblokowanie archipelagu. Konsekwencją starcia była taktyczna porażka Japonii, która przechyliła szalę zwycięstwa w bitwie o Aleuty na stronę Amerykanów. Tymczasem Hosogaya został wycofany z Cesarskiej Floty i odesłany na emeryturę.


Polecamy


Patronat


Recenzje
Portal "II wojna światowa": teksty Mateusz Łabuz, grafika CoDJumper.pl, zarząd: MindSpa Psycholog Kraków