Strona główna   |   Mapa serwisu   |   Polub nas!   |   Reklama w serwisie
Cytat: "Krew pokonanych zmienia często barwy zwycięzcy", Stanisław Jerzy Lec

Informacje


Wydarzenia


Na froncie


Biografie


Tematycznie


Kultura i media


Współpraca





Kampania bałkańska
Operacja "Marita"


Gdy 1 września 1939 roku Adolf Hitler zainicjował II wojnę światową, powszechnie przyjęło się twierdzić, iż jego głównymi sojusznikami w przyszłej rozgrywce stali się Józef Stalin i Benito Mussolini. Nas najbardziej interesować będzie postać przywódcy państwa włoskiego. Duce był człowiekiem niezwykłym - dyktatorem niemalże z przypadku, osobą pozbawioną kompetencji niezbędnych do kierowania państwem, ale zarazem wielkim przywódcą narodu zdolnym pociągnąć za sobą rzesze ludności. Mussolini marzył o wielkich Włoszech, o budowie imperium, które nawiąże swoją historią do wydarzeń sprzed wieków, gdy w basenie Morza Śródziemnego niepodzielnie panowało Imperium Rzymskie. To właśnie ambicje duce skłoniły Włochów, nieprzygotowanych do wojny i wystrzegających się do tej pory większych konfliktów, do zaangażowania w militarne życie Europy. Agresywną politykę włoską zwiastowało pierwsze półrocze 1939 roku. Był to nie tylko okres zacieśniania współpracy z jawnie militarną III Rzeszą, ale i czas wielkiej próby sił wojskowych królestwa. Mussolini od lat interesował się problemem Albanii, państwa małego, którego bezpieczeństwo obwarowane było traktatami z bałkańskimi potęgami - Jugosławią i Grecją. Duce doskonale zdawał sobie sprawę, iż zaborcza polityka wobec Albanii nie zmusi jej sąsiadów do przeciwstawienia się sile włoskiego oręża, dlatego też postanowił działać w kierunku okupacji i podboju małego kraju. Co więcej, sytuacja na europejskiej arenie politycznej układała się w coraz gorszy sposób dla Włochów, którzy zawarli kontrowersyjne przymierze z Niemcami. Okazało się bowiem, iż rzekoma oś Berlin-Rzym jest fikcją, co potwierdzała aneksja Czechosłowacji dokonana przez Rzeszę w marcu 1939 roku i to bez uprzedniej zgody Mussoliniego. Hitler nie raczył poinformować swojego sojusznika o agresywnych krokach, jakie zamierza podjąć, co dostatecznie zmobilizowało duce do działania. Chcąc zaakcentować swoją obecność na scenie politycznej i militarnej, zdecydował się na jawne pogwałcenie prawa międzynarodowego, za cel obierając sobie Bogu ducha winną Albanię. Co więcej, poglądów duce nie akceptował włoski król Wiktor Emannuel III, który zdecydowanie opowiedział się przeciwko operacji. Niestety, Mussolini, zaślepiony żądzą sławy, niewiele robił sobie ze stanowiska króla. 25 marca 1939 roku do Tirany wpłynęło ultimatum, które w praktyce zawierało tezę o okupacji Albanii. Król albański, Zog I, odrzucił założenia dokumentu, czym wywołał zdecydowaną reakcję Mussoliniego. Wszyscy, którzy liczyli jeszcze na pokojowe załatwienie konfliktu, spodziewali się, iż duce jest niegroźnym krzykaczem, który nie zdecyduje się na otwarte wystąpienie. Mylili się, bowiem 7 kwietnia rozpoczęła się operacja zbrojna prowadzona przez gen. Alfredo Guzzoniego. Siły włoskie spokojnie radziły sobie z niewielkim oporem stawianym przez Albańczyków. Kolejne miasta padały łupem agresora, 8 kwietnia w ręce włoskie dostała się Tirana. W dwa dni później było już po kampanii. Parlament albański, chcąc, nie chcąc, zaoferował koronę Wiktorowi Emannuelowi. Niemal natychmiast Włosi przystąpili do okupacji sąsiedniego terytorium, a Mussolini zaczął obsadzać czołowe stanowiska w albańskiej administracji swoimi ziomkami. W momencie podbicia Albanii Mussolini ogłosił budowanie nowego imperium, co czynił następnie konsekwentnie aż do końca wojny. Historia chciała, iż nigdy nie udało się mu zrealizować życiowego marzenia. Pokazał jednak, iż jest w stanie podejmować samodzielne decyzje, bez oglądania się na niemieckiego partnera, co miało ogromny wpływ na kolejne wydarzenia, interesujące nas szczególnie. Wybuch II wojny światowej zastał duce całkowicie nieprzygotowanego do konfliktu. Zmusiło go to do proklamowania polityki nieuczestniczenia w wojnie, z wł. nonbelligeranzza. Efektowne hasło miało niewielkie przełożenie na rzeczywistość, bowiem Włosi tylko czekali na odpowiedni moment, aby włączyć się do walki po stronie Niemiec. Dogodną okazją stała się kampania francuska, choć jednostki włoskie niewiele wniosły do wydarzeń na froncie. 10 czerwca 1940 roku Mussolini zdecydował się wypowiedzieć wojnę Francuzom, wciągając tym samym swój kraj do jednej z najkrwawszych wojen w historii ludzkości. Niemal od pierwszych dni zaangażowania Włochów w konflikt trwały walki w Afryce Północnej, które wkrótce toczyły się niejako równolegle do wydarzeń na Półwyspie Bałkańskim. Kampania północnoafrykańska miała niebagatelny wpływ na drugowojenne wydarzenia. Toczona ze zmiennym szczęściem stanowiła klucz do powodzenia na wielu frontach, w tym również bałkańskim. Można powiedzieć, iż czas powodował narastanie u Mussoliniego niezadowolenia z położenia Włochów w koalicji Osi. Duce powoli akceptował myśl, iż podbój Albanii, walki z Francuzami i Wielką Brytanią, są początkiem aktywności jego wojsk. Doskonale widzimy to we wspomnieniach Galeazzo Ciano, ministra spraw zagranicznych i zięcia duce, który w kronikarski sposób zapisuje wydarzenia kolejnych dni wojny. Stamtąd dowiadujemy się, iż jeszcze w czerwcu 1940 roku Mussolini przewidywał interwencję zbrojną w Grecji, obawiając sojuszu Greków z Brytyjczykami. Toki tok rozumowania był jak najbardziej słuszny, gorzej było z wykonaniem planu wyprzedzającego wypadki. Mussolini niejako sam doprowadził do sojuszu Greków i Brytyjczyków, prowadząc agresywną politykę w basenie Morza Śródziemnego. Ostatecznie to jego atak na Greków przypieczętował nowe przymierze. W zasadzie latem 1940 roku duce był już przekonany o przymusie wykonania uderzenia. Chciał przy tym pokazać Hitlerowi, iż jest zdolny do samodzielnego decydowania o losach Europy. Wielu z historyków podkreśla, iż Mussolini był po prostu zazdrosny o sukcesy sojusznika i mocnym akcentem chciał pokazać, iż z nim także należy się liczyć. Interwencja we Francji nie przyniosła mu ani rozgłosu, ani powagi - jego siły poczyniły nieznaczne postępy, a on sam całkowicie zależny był od decyzji sprzymierzeńca niemieckiego. Dlatego też lato 1940 roku było niezwykle gorące, iskra zapalna paść miała wkrótce na Bałkany, gdzie Włosi przede wszystkim sprzeciwiali się polityce prowadzonej przez Greków. 3 sierpnia Ciano wystąpił z apelem do posła greckiego, aby jego rząd odwołał konsula z Triestu, który wykazywał się antywłoską postawą. Był to jeden z epizodów narastającego konfliktu. Jeszcze w sierpniu duce rozprawiał o agresji na Jugosławię, co miałoby być ostatecznym krokiem w kierunku podporządkowania Bałkanów włoskiemu imperializmowi. Podobnie rzecz się ma z Grekami, a 10 sierpnia Mussolini przekazuje Ciano, iż zastanawia się "nad uderzeniem, bo ma z Grekami rachunek do uregulowania od 1923 roku i łudzą się, jeśli przypuszczają, że go przekreślił". Jednocześnie dyktator nalega, aby uderzenie zorganizować jak najszybciej, aby przyszły przeciwnik nie miał wystarczającej ilości czasu na poczynienie przygotowań do boju. Wiąże się to również z rosnącymi niepokojami na granicy grecko-albańskiej, gdzie co i rusz dochodzi do lokalnych incydentów. We wrześniu Mussolini zaangażował się w kampanię afrykańską, co sprawiło, iż na chwilę odwrócił oczy od Europy Południowej. Wzrost zainteresowania tym rejonem nastąpił w połowie października, kiedy to Rumunia oddała się pod protektorat niemiecki. Strona włoska nie została poinformowana o tym wydarzeniu, co sprawiło, iż Mussolini postanowił odpłacić się Hitlerowi podobnym działaniem: "Hitler stawia mnie zawsze wobec faktów dokonanych. Tym razem odpłacę mu tą samą monetą. Z pism dowie się, że okupowałem Grecję. W ten sposób równowaga będzie przywrócona". Zbieg wydarzeń sprawił zatem, iż o przygotowaniach do nowej ofensywy włoskiej nie mieli wiedzieć Niemcy. Duce nie przewidywał również, iż będzie zmuszony prosić o pomoc niemiecką. Tymczasem dowódcy głównych sił zbrojnych armii włoskiej wypowiadali się przeciwko operacji, dostrzegając, iż Włosi nie są przygotowani do nowego boju. Protestował nawet marsz. Pietro Badoglio, późniejszy premier Włoch. Do całego pomysłu zapalił się natomiast dowódca sił włoskich w Albanii, gen. Sebastiano Visconti Prasca, który uważał, iż podlegli mu żołnierze bez trudu poradzą sobie z łatwym przeciwnikiem. Był odosobniony w tym mniemaniu. Mimo to atak był przesądzony, a w trzeciej dekadzie października rozpoczęto prace nad przygotowaniem ultimatum, które miało zostać dostarczone do przywódcy Greków, Ioannisa Metaxasa. Dopiero 27 października dyplomaci krajów sojuszniczych zostali poinformowani o planowanej akcji, nie dostarczono im jednak szczegółów działań zbrojnych. Nazajutrz do Metaxasa wpłynęło włoskie ultimatum, które zakładało, iż Grecy muszą zgodzić się na zajęcie i okupację swojej ojczyzny przez jednostki włoskie. Metaxas nie przeraził się zapewnieniami włoskimi i przekazał ambasadorowi włoskiemu, Emmanuele Grazziemu krótkie słowa: "Cóż, będziemy mieć wojnę". Niemal natychmiast rozpoczął organizowanie defensywy, zwracając się do ludności greckiej z prośbą o wszelką możliwą pomoc w odparciu agresora. To z kolei wywołało niesamowitą wręcz mobilizację Greków, którzy postanowili bronić ojczyzny przed najeźdźcą. Wydawało się jednak, iż nie dysponują odpowiednimi siłami, zdolnymi do odparcia inwazji.

Strona włoska spodziewała się, iż uda się jej rozbić Greków stosunkowo niewielkim nakładem sił i środków. Plan włoski opatrzony kryptonimem "Emergenza G" opierał się na założeniu, iż w pierwszej kolejności należy wykonać uderzenie na kierunku Epiru oraz zająć greckie Wyspy Jońskie znajdujące się na Morzu Jońskim, części Morza Śródziemnego. Po rozbiciu pierwszej linii obronnej Włosi mieli wkroczyć do zachodniej części Macedonii, opanować północną część Grecji, a następnie wyruszyć na południe, w kierunku Tesalii i tam zająć Saloniki, największe miasto regionu. Pozwoliłoby to na zajęcie kluczowych punktów greckiej obrony i ewentualne dalsze posunięcia w celu opanowania południowej części kraju. Cała kampania, w opinii co bardziej optymistycznych włoskich dowódców, nie powinna zająć więcej niż dwa tygodnie, jednakże były to zwykłe mrzonki ludzi pozbawionych poczucia realizmu. Całość sił ruszających z terytorium Albanii powierzono gen. Prasca, który oceniał zmagania jako łatwe i w zasadzie niemożliwe do przegrania. Miał pod swoim rozkazem blisko 85 tys. ludzi, którzy formowali dwie główne grupy uderzeniowe: 25. Korpus z 23. Dywizją Piechoty "Ferrara", 51. Dywizją Piechoty "Siena" i 131. Dywizją Pancerną "Centauro" (w sumie około 160 czołgów) oraz 26. Korpus z 29. Dywizją Piechoty "Piemonte", 19. Dywizją Piechoty "Venezia" i 49. Dywizją Piechoty "Parma". Pierwsza z grup miała poruszać się do Epiru, druga winna uderzyć na kierunku macedońskim. Dodatkowo dowództwo oddelegowało Dywizję Górską "Julia", której zadaniem było poruszanie się wzdłuż zachodniego wybrzeża. Wsparcie zapewniały Regia Aeronautica (Królewskie Siły Powietrzne) z 463 samolotami różnego typu. Siły włoskie miały przed sobą trudny szlak bojowy, bowiem teren Grecji jest górzysty i ciężki do pokonania. Ukształtowanie powierzchni kraju nie sprzyja transportowi i umożliwia doskonałe zorganizowanie obrony. A ta powstała bardzo szybko, jeszcze w okresie względnego pokoju. Metaxas zdawał sobie sprawę z nastrojów w Europie i nie miał zamiaru biernie oczekiwać włoskiej ofensywy. Plan zakładał obronę na linii defensywnej rozciągającej się od wybrzeża po obszary na północ od Salonik. W związku z tym do obrony Epiru zaangażowano głównie 8. Dywizję Piechoty gen. Katsimitrosa, który sprawował ogólne dowództwo nad siłami rozmieszczonymi w północnej części kraju. W zachodniej Macedonii znajdowały się siły tamtejszego korpusu gen. Pitsikasa, który mógł dysponować siłami kilku jednostek piechoty. Łącznie do pierwszej fazy walk wyznaczono niewiele ponad 30 tys. ludzi, których wspierały wątłe, bo liczące ledwo 80 samolotów, siły lotnicze. Grecy nie posiadali sił pancernych, jednakże w trudnym terenie ich zastosowanie i tak byłoby ciężkie. Przekonali się o tym Włosi, którzy rankiem 28 października zainicjowali atak na całym froncie. Pogoda nie była dobra, co uniemożliwiało wydatne wsparcie lotnictwa włoskiego. W zasadzie przez najbliższe kilka dni aura nie poprawiała się, zdecydowanie utrudniając włoską ofensywę. A ta już w pierwszych dniach po ataku nabrała tempa - na prawym skrzydle udało się dotrzeć do rzeki Kalamas. Nieco bardziej na lawo, a więc w centrum, dywizje piechoty nieźle radziły sobie z trudnym terenem, choć zauważalne było, iż czołgi nie mają szans w starciu z naturą. Ciągłe deszcze i złe ukształtowanie terenu wstrzymywały jednostki włoskie i szybko okazało się, iż nie są one przygotowane do działań w tak trudnym terenie. Grecy spokojnie wycofywali się na południe, osiągając linię obronną na rzece Kalamas. 2 listopada dywizji "Julia" udało się wkroczyć do Vovousa, skąd spodziewano się dalszego natarcia na południe. Grecy wciąż ograniczali się do niewielkich kontrakcji, które na razie nie przynosiły im spodziewanych rezultatów. Widać jednak było, iż jednostki włoskie są zmęczone mozolnym posuwaniem się w dół Półwyspu Bałkańskiego, a ich akcja może zamienić się w długotrwale zmagania. Zła pogoda przeszkodziła Włochom w zajęciu wysepek greckich. Desant na wyspie Korfu został odłożony do nieokreślonej przyszłości, a tymczasem główny front wymagał wsparcia kolejnych jednostek. W zasadzie od początku listopada napór grecki na jednostki włoskie zaczął tężeć, co doprowadziło do cofnięcia się agresora w kilku punktach. Uwidoczniła się doskonała organizacja armii greckiej, która wspaniale współdziałała na całej długości frontu. Nieprzyjaciel nie poczynił postępów w zachodniej Macedonii i szybko zmuszony był uciekać w kierunku Albanii. 6 listopada Grecy przypuścili atak na jednostki włoskie w rejonie Koricy. Sytuacja wyglądała już bardzo źle, a dowództwo włoskie z niepokojem alarmowało Mussoliniego o załamaniu natarcia i kontruderzeniu nieprzyjaciela. Nazajutrz ofensywa grecka została zatrzymana, jednak były to tylko chwile wytchnienia dla żołnierza włoskiego. W zasadzie tego samego dnia dowództwo dywizji "Julia" nakazało swoim żołnierzom odwrót. 10 listopada walki zainicjował oddział włoskiej kawalerii, który zapędził się pod Prevesa. Greckie dowództwo przemyśliwało w tym czasie o zainicjowaniu ataku na całej szerokości frontu celem odepchnięcia Włochów do Albanii i ewentualnego wkroczenia na teren tego kraju. Datę ataku wyznaczono na 14 listopada. Co więcej, 12 listopada Brytyjczycy zaatakowali flotę włoską w Tarencie, gdzie zatopiono i uszkodzono kilka okrętów. Klęska włoska była już w zasadzie przesądzona, co wiązało się również z międzynarodową kompromitacją Mussoliniego. Niepowodzenia na froncie doprowadziły do przeszeregowań we włoskiem dowództwie. Prascę zmienił 9 listopada gen. Ubaldo Soddu. Oceniał on realnie, iż póki co nie można zorganizować nowej ofensywy, a siły są zbyt wątłe. W listopadzie na front przychodziły kolejne jednostki włoskie, uzupełniając słabnące oddziały. Gdy 14 listopada rozpoczęło się natarcie greckie, Włosi wytrzymali na pozycjach ledwie jeden dzień i już 15 listopada rozpoczęli odwrót do Albanii. Następnego dnia walki przeniosły się z terytorium greckiego. Szczególną zasługę miała w tym grecka artyleria, silniejsza niż włoska i doskonale przygotowana do boju. Uderzeniem greckim kierował głównie gen. Papagos. Do walki zaangażowano 3. Korpus, który do tej pory bronił granicy z Bułgarią. Siły greckie wdarły się do Albanii i zaczęły zajmować szereg miejscowości położonych w południowej części kraju. Ich łupem padły Korica, a następnie położone nieco bardziej na północ Agioi, Saranda i Himarë. W grudniu nastąpiła kolejna zmiana na stanowisku głównodowodzącego, teraz już włoską obroną. Stanowisko objął gen. Cavallero. Linia frontu ustabilizowała się w styczniu 1941 roku i przebiegała na południe od Valona, albańskiego portu położonego na wybrzeżu Morza Adriatyckiego. Wprawdzie obie strony próbowały lokalnych ofensyw, jednakże sytuacja w zasadzie nie zmieniła się do kwietnia 1941 roku. W tym czasie siły włoskie poniosły jeszcze porażkę na froncie afrykańskim, co dodatkowo pognębiło duce, teraz już załamanego wydarzeniami na frontach, w które angażował swoje wojska.

III Rzesza jako żywo interesowała się Półwyspem Bałkańskim i od początku II wojny światowej prowadziła aktywną politykę w tym rejonie. Dzięki podporządkowaniu Węgier, Rumunii i wreszcie Bułgarii, które weszły w skład Osi, udało się Hitlerowi zapewnić hegemonię na południu Europy. Niepokojące były porażki sojusznika włoskiego, który nie potrafił sobie poradzić z Grekami. Niemcy nie mogli angażować swoich sił w kolejny konflikt, tym bardziej że nie mieli go w planach. W tym czasie planowali już operację "Barbarossa", a więc agresję na Związek Radziecki, która miała zostać zapoczątkowana w maju 1941 roku. Przesunięcie tej daty groziło Wehrmachtowi klęską na wschodzie, bowiem działania mogły przeciągnąć się do mroźnej rosyjskiej zimy, a to chyba ostatecznie pokrzyżowałoby plany dowództwa niemieckiego. W styczniu 1941 roku Hitler i Mussolini ustalili, iż Niemcy zostaną zaangażowani w kampanię północnoafrykańską, gdzie Włosi ponieśli druzgocącą klęskę w starciu z Brytyjczykami. Mussolini obawiał się, iż Hitler zechce uderzyć na Grecję, otwierając sobie drogę do Europy Południowej. W związku z tym postanowił zaplanować wiosenną ofensywę na froncie albańskim, aby uprzedzić ewentualne natarcie sojusznika. W tym momencie w Albanii znajdowało się już 25 dywizji, a dowództwo miało zamiar dosłać kolejne. Grecy także starali się zmaksymalizować wysiłek, aby nie dać się pobić po kilku miesiącach trudnych zmagań. Aż 15 dywizji zaangażowano w Albanii, tylko 6 oddelegowano na granicę z Bułgarią. To w zasadzie przekraczało realne możliwości Greków, którzy musieli liczyć na wsparcie Brytyjczyków, jeśli chcieli marzyć o obronie swojej państwowości. Co gorsza, 29 stycznia 1941 roku zmarł Metaxas, który do tej pory sprawował rządy twardą ręką, ale i organizował grecki opór. Jego miejsce zajął Aleksandros Korizis (z nominacji króla Jerzego II), który postanowił kontynuować drogę obraną przez poprzednika. Podtrzymywał sojusz z Wielką Brytanią i na bieżąco kontaktował się ze sprzymierzeńcem, oceniając realne szanse na pomoc i dostrzegając zagrożenie niemieckie (w tym czasie III Rzesza gromadziła siły na terenie Rumunii, gdzie rozmieszczono już 12 dywizji). Brytyjczycy zdawali sobie sprawę ze strategicznego znaczenia Grecji, dlatego też 11 lutego 1941 roku premier Winston Churchill postanowił, iż zakończenie działań w Cyrenajce zainicjuje proces przesyłania części sił afrykańskich na Półwysep Bałkański. Cały czas dowódcy brytyjscy i greccy konferowali ze sobą, ustalając możliwe warianty działań w przyszłości. Starano się pozyskać do współpracy Jugosławię, także zagrożoną przez imperializm niemiecki. Jednocześnie Brytyjczycy zdecydowali się na wysłanie Korpusu Ekspedycyjnego, który miała dowieźć marynarka, wciąż prężna i stanowiąca podstawę potęgi Imperium. Korpus musiał się spieszyć, jeśli chciał ratować Greków przed zalewem niemieckim. Na początku marca rozpoczął się transfer sił Wehrmachtu, a konkretniej 12. Armii przez terytorium Bułgarii, która przystąpiła do Paktu Trzech. Był to ostateczny etap formowania silnej koalicji Państw Osi na Bałkanach. Jednocześnie z podpisaniem dokumentu Bułgarzy otrzymali gwarancje uzyskania zdobyczy terytorialnych na Grekach, co mobilizowało ich do wystąpienia przeciwko południowemu sąsiadowi. Do 9 marca jednostki niemieckie wyszły nad granicę z Grecję, a w ciągu kolejnego tygodnia stan liczebny dywizji Wehrmachtu osiągnął 11,5 dywizji przynależnych do 12. Armii. Grecy obawiali się szybkiego i koncentrycznego natarcia niemiecko-włosko-bułgarskiego, słusznie oceniając, iż pod koniec marca ich przeciwnicy będą już gotowi do wspólnego działania. Przyjmowano, iż transport brytyjskich wojsk winien zająć kilka tygodni, a ten jeszcze się nie rozpoczął. 2 marca doszło do spotkania ministra spraw zagranicznych Anthony'ego Edena z ambasadorem angielskim w Jugosławii Ronaldem Campbellem, który poinformował swojego przełożonego o wzrastających niepokojach w Jugosławii. Tego samego dnia doszło do kolejnego z serii spotkań brytyjsko-greckich, które zwieńczył dzień 4 marca. Tego dnia podpisane zostało porozumienie (sygnatariusze - gen. Dill i gen. Papagos), w myśl którego siły 12. i 20. DP oraz 19. DZmot przesuną się do rejonu Olimp-Edesa-Kaimaktsalan (pozycja Aliakmon), a do portów greckich zaczną przybywać brytyjskie posiłki. Te zostałyby później rozlokowane na pozycji Aliakmon, wspierając siły Papagosa. Brytyjczycy, w tym Winston Churchill, byli mocno zaniepokojeni niekorzystnym rozwojem sytuacji i dostrzegali, iż stoją na straconej pozycji, wbrew temu co mówił gen. Archibald Wavell, głównodowodzący sił afrykańskich. Cały czas trwał też targ nad Jugosławią i Turcją, które obie strony starały się przyciągnąć do siebie. O ile Turcja zagwarantowała neutralność, o tyle stanowisko Jugosławii w pierwszych dniach marca wydawało się być niepewne. Regent ks. Paweł kontaktował się z Hitlerem, ale prowadził również korespondencję z Edenem, który zachęcał w imieniu aliantów do stawiania oporu Niemcom. 6 marca obradowała w Belgradzie Rada Koronna, która po burzliwych debatach opowiedziała się za przystąpieniem do Paktu Trzech, mimo iż przeciwko był chociażby premier Cvetković. Teraz o sytuacji informowano Niemców, którzy póki co gwarantowali nienaruszalność terytorium jugosłowiańskiego. W najbliższych dniach ks. Paweł i jego podwładni opracowali plan strategii obronnej na wypadek złamania przez Niemców danego słowa. Wobec burzy, która rozpętała się wokół podpisania paktu, ks. Paweł starał się możliwie jak najbardziej odwlec ceremonię sygnowania dokumentu. Rada Koronna obradowała kolejny raz i w dość dramatycznych okolicznościach ponownie zdecydowała się na mniejsze zło, czyli podpisanie paktu. 25 marca w Wiedniu nastąpiła ceremonia przyjmowania nowego członka do Paktu Trzech. Jugosłowianie ulegli naciskowi Rzeszy, jednakże mieli odegrać jeszcze sporą rolę w zbliżającej się rozgrywce.

Transport wojsk brytyjskich był w marcu jednym z głównych zagadnień, które kształtowały przyszły konflikt niemiecko-grecki. Już 4 marca zainicjowano operacje konwojowe, które w kolejnych tygodniach przyniosły wymierne efekty w postaci dostarczenia do Grecji ponad 30 tys. ludzi w samym tylko marcu. W dalszych tygodniach dotrzeć miało kolejne 15 tys. żołnierzy. Kontrakcje nieprzyjaciela były słabe i nie przyniosły mu większych efektów. Zawiodła przede wszystkim włoska marynarka, która z powodzeniem mogła utrudnić przewóz Brytyjczyków. W zasadzie dopiero pod koniec miesiąca Supermarina przygotowała operację zmasowanego uderzenia na brytyjskie szlaki morskie, co doprowadziło do szeregu starć, z których najważniejszym była z pewnością bitwa u przylądka Matapan. Do boju doszło w dniach 27-29 marca. Zmierzyły się zespół adm. Andrew Cunninghama dysponujący 3 pancernikami "Warspite", "Barham" i "Valiant", lotniskowcem "Formidable", 4 krążownikami i 15 niszczycielami oraz zespół włoski z pancernikiem "Vittorio Veneto", 8 krążownikami i 14 niszczycielami w składzie. Brytyjczycy mieli do dyspozycji 72 samoloty z lotniskowca, które 28 marca zaatakowały przeciwnika próbującego się zbliżyć do okrętów Royal Nacy. W efekcie szeregu starć zatopione zostały krążowniki "Fiume", "Pola" i "Zara" oraz 3 niszczyciele. Trafienie torpedą notowano na "Vittorio Veneto", któremu udało się umknąć pogoni. Brytyjczycy nie mieli po swojej stronie strat, co było ich ogromnym sukcesem. Atak włoski zbiegł się w czasie z ostatnimi przygotowaniami strony greckiej i brytyjskiej do kampanii obronnej. Był również zwieńczeniem agresywnej kampanii Włochów, którzy postanowili wyprowadzić uderzenie także na lądzie.

Obserwując sukcesy polityki niemieckiej, Mussolini także szykował się do mocnego zaakcentowania swojej pozycji. Jeszcze w lutym powstał ambitny plan uprzedzenia Niemców w ich interwencji na Półwyspie Bałkańskim, co pozwalałoby duce na utrzymanie silnej pozycji i podkreślenie swojego miejsca w sojuszu Państw Osi. Wprawdzie politycy włoscy i niemieccy kontaktowali się na bieżąco, lecz Mussolini przemilczał fakt planowania nowej ofensywy. Rzym ostro reagował również na doniesienia o rozmowach niemiecko-greckich, co wskazywałoby na to, iż Hitler chce załatwić konflikt polubownie, bez angażowania militarnego. Niemcy prawdopodobnie zdawali sobie sprawę z nastrojów sojusznika, jednakże nie mieli zamiaru odżegnywać go od inicjowania kampanii. Alfred Jodl stwierdził nawet, iż dobrze byłoby, gdyby duce się sparzył. Na początku marca na froncie znajdowały się Grupa Armii "Albania" gen. Cavallero, w skład której wchodziły 11. Armia gen. Carlo Geloso (korpus specjalny gen. Giovanni Messe, 25. Korpus Armijny gen. Carlo Rossi, 8. Korpus Armijny gen. Gastone Gambara i 4. Korpus Armijny gen. Camillo Mercali) oraz 9. Armia gen. Alessandro Pirzio Biroliego (26. Korpus Armijny i 3. Korpus Armijny). Ogółem znajdowało się tam 25 dywizji (dywizje piechoty "Arezzo", "Ferrara", "Venezia", "Parma", "Siena", "Piemonte", "Bari", "Modena", "Tridentina", "Pusteria", "Taro", "Cuneense", "Acqui", "Cuneo", "Brennero", "Lupi di Toscana", "Legnano", "Pinerolo", "Cacchiatori delle Alpi", "Cagliari", "Sforzesca", "Forli", "Puglie", dywizja górska "Julia" i dywizja pancerna "Centauro"). W kolejnych tygodniach na front przybyły jeszcze dywizje piechoty "Casale", "Firenze", "Messina" i "Marche", uzupełniając skład Grupy Armii "Albania". Po przeciwnej stronie Grecy dysponowali Armią "Epir" gen. Markosa Drakosa (2. Korpus gen. Demetriosa Papadopulosa, 1. Korpus gen. Jeorjiosa Kosmasa) oraz Armią "Zachodnia Macedonia" gen. Jeorjiosa Tsolakoglu (cztery dywizje - 9., 10., 13. i 16. DP), a także siłami skupionymi w innych rejonach obronnych, na razie bez większego wpływu na rozstrzygnięcia kampanii. Ogółem niecałe 15 dywizji, licząc również te pozostające w rezerwie. Siły włoskie miały natrzeć 12 dywizjami w kierunku Kelcyrë. Dowództwo nie przewidywało sukcesu, co już na początku działań stawiało przyszłość operacji pod znakiem zapytania. Grecy spodziewali się akcji Włochów, dlatego zdecydowali się uprzedzić ją natarciem. Atak rozpoczął się 7 marca, poprzedziło go silne przygotowanie artyleryjskie. Warunki terenowe, w jakich toczono działania, były wysoce niesprzyjające, obie strony musiały zdobyć się na maksymalny wysiłek, aby osiągnąć sukces. Siły greckie uderzyły na górę Golik oraz okoliczne wzgórza. Następnie zaatakowano Shendeli oraz przełęcz Mezgoranit. Tam broniła się dywizja "Julia", której sytuacja szybko stała się trudna. Rozgorzały zacięte walki w wielu punktach, do których Włosi ściągali pospiesznie posiłki. Sytuacja zmieniła się diametralnie, gdy 9 marca jednostki włoskie zainicjowały planowane natarcie, głównie siłami 8. korpusu osłanianego przez 25. i 4. korpus. Siły włoskie miały ruszyć na Trebesinj, gdzie broniła się 1. dywizja piechoty. W ciągu kolejnych kilku dni trwały zacięte walki, a pozycje niejednokrotnie przechodziły z rąk do rąk. Dywizja "Puglie" walczyła na wzg. 731, dywizja "Pinerolo" ścierała się z wrogiem w okolicach Lusit. Niektóre jednostki, jak chociażby dywizja "Sforzesca", musiały przejść do defensywy wobec rosnącego oporu Greków. W kolejnych dwóch dniach trwało luzowanie części dywizji po obu stronach frontu, walki miały ograniczony charakter. Wreszcie 12 marca greckie uderzenie ogarnęło Beshistit. Kolejnego dnia "Bari" walczyła o wzg. 731. Bezskutecznie. Następnego dnia w to samo miejsce gen. Gambara posłał koncentryczne natarcie, ale nie przełamało ono fantastycznej obrony Greków. Straty narastały lawinowo, a Mussolini i wyższe dowództwo dostrzegali, iż nie tędy wiedzie droga do pokonania nieprzyjaciela na froncie albańskim. W efekcie 16 marca wstrzymano natarcie i na tym w zasadzie ofensywa wiosenna się zakończyła. Front przebiegał w tym czasie na południe od Tepelenë i Himarë.

Opis ostatnich tygodni przed inwazją niemiecką musimy zacząć od strony, która miała rozstrzygnąć o wyniku konfliktu, a więc od Rzeszy. Jak już mówiliśmy, politycy niemieccy bardzo sprawnie poruszali się w zawiłym świecie dyplomatycznym Bałkanów, gdzie intrygi przeplatały się z sojuszami i nie było do końca wiadome, jak kto zachowa się w przypadku rozpoczęcia aktywnych działań na terenie Grecji. Nie ulegało wątpliwości, iż cała kampania rozstrzygnie się właśnie tam. Zagadką pozostawała Jugosławia, która chwiała się w nastrojach proniemieckich. Momentami górę brało stanowisko zachowawcze, które opierało się hegemonii Rzeszy w tej części Europy i skłaniało się raczej ku sojuszowi z Brytyjczykami i ich poplecznikami. To sprawiało, iż nawet podpisanie kolejnej już odsłony Paktu Trzech nie gwarantowało Niemcom, iż Jugosłowianie zdecydowanie opowiedzą się po ich stronie i pozwolą na transfer wojsk niemieckich przez swoje terytorium. Już najbliższe dni pokazały, jak wygląda militarna i polityczna rzeczywistość. Opory Jugosłowian stanowiły jeden z punktów zapalnych na linii Belgrad-Berlin. Ks. Paweł II wprawdzie zgodził się na sygnowanie odpowiednich dokumentów, jednakże sam nie był przekonany o słuszności decyzji, a w kraju narastał bunt względem prowadzenia proniemieckiej polityki. Dowódca lotnictwa gen. Simović był szczególnie zaangażowany w organizację regularnej rewolty przeciwko władzom decydującym się na uległe kroki. W nocy z 26 na 27 marca zorganizowany został zamach stanu, w wyniku którego wojska podległe Simoviciowi i jego poplecznikom obezwładniły dotychczasowych rządzących, a buntownicy niemal natychmiast rozpoczęli informowanie społeczeństwa o zaistniałej sytuacji i ogłosili wytyczne nowej polityki zagranicznej i wewnętrznej. Nie udało się pochwycić regenta Pawła II, a spiskowcy proklamowali objęcie władzy przez małoletniego, teraz już króla, Piotra II Karadziordzievicia. W praktyce władzę sprawował Simović, jemu też Piotr II powierzył misję sformowania nowego rządu. Dowódcy, z którymi na bieżąco kontaktował się Simović, zdawali sobie sprawę, iż rewolta skłoni Niemców do agresji na Jugosławię, dlatego od 1 kwietnia rozpoczęto powszechną mobilizację żołnierzy na wypadek agresji hitlerowskiej. A ta musiała nastąpić, bowiem dyktator niemiecki jeszcze 27 marca podjął decyzję o zniszczeniu Jugosławii przy pomocy wojsk niemieckich i sojuszniczych. Wraz z gen. Wilhelmem Keitlem i gen. Alfredem Jodlem podjął decyzję o wydelegowaniu części sił 12. Armii do nowego zadania, jakim było uderzenie na Belgrad i i sformowaniu 2. Armii, której celem było operowanie w Jugosławii. Do całej operacji planowano zaangażować siły włoskie, węgierskie, bułgarskie, a każdy z tych krajów mógł liczyć na zdobycze terytorialne na Jugosławii. Wyrazem podjęcia ostatecznej decyzji była Dyrektywa Nr 25, która poszerzała operację "Marita" o uderzenie na Jugosławię. O tym jednak opowiemy za chwilę.

Defensywna strategia brytyjsko-grecka została wypracowana prowizorycznie 4 marca 1941 roku, a więc w momencie podpisania wspominanego już przez nas dokumentu. W toku kolejnych dni plan ulepszano i stworzono ramy, które przetrwały do wybuchu konfliktu z Niemcami. Zacytujmy zatem wybitnego historyka zajmującego się problemem wojny na Bałkanach, Tadeusza Rawskiego ("Wojna na Bałkanach, 1941"): "Porozumienie zakładało podział sił sprzymierzonych, które miały podjąć się działań na froncie przeciwniemieckim, na dwa zgrupowania operacyjne. Jedno z nich - grecka armia 'Wschodnia Macedonia' - miało bronić linii umocnień, drugie - greckie jednostki odwodowe oraz Brytyjski Korpus Ekspedycyjny - linii Olimp - Wermion - Kaimaktsalan. Porozumienie to, będące kompromisem, przez obie strony nie było traktowane jako ostateczne rozstrzygnięcie". Ogromną wagę przywiązywano do stanowiska Jugosławii. Gdyby ta nie zdecydowała się na współdziałanie z Niemcami, ci musieliby albo zrezygnować z wykorzystania jej terytorium, albo próbować podbić ten silny bądź co bądź kraj. Ważną rolę odgrywała Armia "Środkowa Macedonia" gen. Kotulasa, który miał współpracować z Brytyjczykami pod dowództwem gen. Maitlanda Wilsona. Kotulas dysponował 19. Dywizją Zmotoryzowaną (rejon Olimpu), której lewe skrzydło stanowiła 12. Dywizja Piechoty i wreszcie 20. Dywizja Piechoty operujące na kierunku Edesy. W planach zakładano, iż lewe skrzydło obrony stanowić będą siły Brytyjskiego Korpusu Ekspedycyjnego z 2. Nowozelandzką Dywizją Piechoty, 6. Australijską Dywizją Piechoty i 1 Brygadą Pancerną. Oprócz nich działać miała jeszcze 7. Australijska Dywizja Piechoty, jednak nie została ona przysłana na front i nie weszła do boju przeciwko najeźdźcy. Przemieszczając się wzdłuż brytyjsko-greckiej obrony napotykamy na Armię "Epir", w składzie której walczyły 2., 3. i 8. DP zgrupowane w ramach 1. Korpusu Armijnego. W Armii "Środkowa Macedonia" operować miały 12. i 20. DP oraz 19. Dywizja Piechoty Zmotoryzowanej. Armię "Wschodnia Macedonia" reprezentowały 7., 14. i 18. DP oraz dwie greckie brygady piechoty. Niestety, niektóre związki taktyczne stanowiły niewielką siłę bojową. Wśród nich wymieniano przede wszystkim 19. DPZmot., która składała się z żołnierzy niedoświadczonych lub ludzi, którzy o walce mieli niewielkie pojęcie. Od początku marca Brytyjczycy aktywnie wzmacniali greckie lotnictwo, starając się poszerzyć skład liczebnościowy jednostek bombowych i myśliwskich.

Niemcy zdawali sobie sprawę z tego, iż Brytyjczycy cały czas prowadzą aktywne działania na Bałkanach. Nie ulegało wątpliwości, iż dążą oni do maksymalnego wzmocnienia sił antyniemieckich. W związku z tym od początku marca 1941 roku trwały aktywne przygotowania do nowej agresji niemieckiej. 17 marca Adolf Hitler przeprowadził kluczową dla rozwoju wydarzeń odprawę dla dowódców, na której poinformował ich o założeniach planu "Marita" i związanych z tym przegrupowaniach niezbędnych do wprowadzenia planu w życie. 22 marca OKW wydało dyrektywę dającą rozkaz do zainicjowania operacji na początku kwietnia. Do przedsięwzięcia zaangażowano głównie 12. Armię marsz. Wilhelma Lista, która przegrupowała się w Bułgarii i stamtąd miała wyprowadzić natarcie. W skład głównej siły uderzeniowej wchodziły 1. Grupa Pancerna gen. Ewalda von Kleista z 14. Korpusem Zmotoryzowanym (5. DPanc. i 11. DPanc.) i 41. Korpusem Zmotoryzowanym (głównie DPZmot. SS "Reich", do składu 1. GPanc. dokooptowano jeszcze 4. Dywizję Strzelców Górskich), dalej siły z 40. Korpusem Pancernym gen. George'a Stumme (73. DP, 9. DPanc. i brygada pzmot. z dywizji SS "Leibstandarte"), 17. Korpusem Górskim gen. Franza Böhme (głównie 72. DPm 5. i 6. Dywizja Strzelców Górskich oraz wspierająca działania 2. DPanc.), 30. Korpusem Armijnym gen. Otto Hartmanna (50. i 164. DP), 50. Korpusem Armijnym gen. Georga Lindermanna i 11. Korpusem Armijnym gen. von Leeba, przy czym dwie ostatnie jednostki przewidziane były jako siły odwodowe. Działająca w składzie 50. KA 46. DP została oddelegowana do wykonywania zadania. Zasadniczo Niemcy mieli wykonać uderzenie na wschód od Pindos, zająć Attykę i skierować się na Peloponez. Stopniowo siły Wehrmachtu winny obejmować ofensywą Saloniki, Ateny i Larisę. Dodatkowo siły niemieckie miały zająć szereg greckich wysp. Zacytujmy przy tym Tadeusza Rawskiego: ""Na podstawie nowych wytycznych dokonano pewnych zmian w planie operacyjnym 12 armii. Jej wojska zaczęły zajmować podstawy wyjściowe: 18 korpus armijny w dolinie Strumy (Strymonu), 30 korpus armijny w łuku Rodopów; w głębi znajdowały się 14 i 40 korpusy armijne, a przez Dunaj przeprawiały się jednostki 11 korpusu armijnego. W pełnej gotowości do działań był 8 korpus lotnictwa bazujący w rejonie Sofii i Płowdiwu i dysponujący siecią posterunków obserwacyjno-meldunkowych, zorganizowanych jeszcze pod koniec 1940 r., a obecnie rozbudowanych. Sześć dywizji bułgarskich rozwinięto na pograniczu tureckim, słabsze oddziały na pograniczu greckim i jugosłowiańskim". Wydarzenia w Jugosławii znacznie zmieniły sytuację strategiczną, co zmuszało Hitlera do zweryfikowania planów i zajęcia się również podbojem chwiejnego partnera, który aktualnie znajdował się w sojuszu wymierzonym w Berlin. W związku z tym Hitler z miejsca przystąpił do ofensywy politycznej, której celem było pozyskanie do współpracy państw bałkańskich będących już w Osi. Zarówno Węgrzy, jak i Rumunii czy Bułgarzy mieli do Jugosławii pretensje terytorialne, co czyniło z nich partnerów wartościowych i zaangażowanych w ewentualną walkę przeciwko sąsiadowi. 30 marca doszło do spotkania gen. Friedricha von Paulusa z szefem węgierskiego Sztabu Generalnego gen. Henrikiem Werthem, podczas którego ustalono liczebność sił węgierskich oraz możliwość tranzytu 2. Armii przez terytorium sojusznika. Mimo wahań niektórych polityków oraz regenta Miklosa Horthy'ego udało się w końcu ustalić, iż Węgrzy wystawią do boju 5 korpusów. Bardziej asertywne stanowisko przedstawili Bułgarzy, którzy póki co nie chcieli aktywnie angażować się w konflikt na Bałkanach. Z kolei Rumunii kierowani przez gen. Iona Antonescu obawiali się konfliktu z Węgrami. Związek Radziecki także z niepokojem patrzył na rozwój wydarzeń w Europie Południowej i zdecydował się na podpisanie układu z Jugosłowianami, który w opinii Stalina miał uchronić ich od agresji niemieckiej. Bezskutecznie, bowiem w tym czasie do boju szykowała się już 2. Armia gen. Maximiliana von Weichsa z 46. Korpusem Zmotoryzowanym (16. DPZmot., 8. i 14. DPanc.), 51. Korpusem Armijnym (132., 101. i 183. DP), 52. Korpusem Armijnym (79. i 125. DP) i 49. Korpusem Górskim (1. Dywizja Strzelców Górskich i 538. Dywizja Graniczna) w składzie. W odwodzie pozostawały 169. i 197. DP. Dodatkowo 2. Armia mogła jeszcze uzyskać 100. Dywizję Lekką, 20. DPZmot. i 4., 12., i 19. DPanc. Ogółem siły niemieckie wyznaczone do inwazji na Grecję i Jugosławię obejmowały blisko 40 dywizji różnych rodzajów. Aby wzmocnić siły Wehrmachtu, do pomocy oddelegowano ogromne siły powietrzne obejmujące 4. Flotę Powietrzną z 8. i 10. Korpusami Lotnictwa. Dodatkowo przydzielono do pomocy 11. Korpus Lotnictwa. Ogółem 1131 różnych samolotów Luftwaffe. Całość operacji wspierać mieli Włosi i Węgrzy, którzy także wystawili sporą ilość jednostek. Siły węgierskie, jak już wspominaliśmy, opiewały na liczbę 5 korpusów działających w składzie 2. Armii gen. Elemera Novaka Gorondy (Korpus Szybki, 1., 4., 5. i 7. Korpusy Piechoty, z czego 1., 4. i 5. miały wejść do bezpośredniej walki, dysponując 1., 13., 15., 2., 10., 12., 14., 19. Brygadami Piechoty, 2. Brygadą Kawalerii oraz wydzielonymi 9. i 11. Brygadami Piechoty; w ramach Korpusu Szybkiego funkcjonowały 1. Brygada Kawalerii oraz 1. i 2. BPZmot.). Lotnictwo reprezentowało 156 maszyn różnego typu. Siły włoskie omawialiśmy przy okazji nieudanej ofensywy wiosennej i nie ma sensu powtarzać składu poszczególnych jednostek. Dość wymienić, iż w ramach 2. Armii gen. Vittorio Ambrosio rozmieszczonej na północy funkcjonować miały 5. Korpus Armijny (15. i 57. DP, dywizja graniczna), 6. Korpus Armijny (12., 20. i 26. DP), 11. Korpus Armijny (3., 13. i 14. DP, dywizja graniczna), Korpus Szybki i Korpus Zmotoryzowany (9. i 52. DPZmot. oraz 133. DPanc.). Z kolei w ramach Grupy Armii "Albania" działać powinna 9. Armia z 14. Korpusem Armijnym, 17. Korpusem Pancernym oraz jednostkami granicznymi. Siły 2. Armii miały zostać zaangażowane w obronę przed Jugosłowianami oraz ew. wsparcie wojsk niemieckich w ich akcji przeciwko temu państwu. Zadania Grupy Armii "Albania" już poznaliśmy. Na front jugosłowiański oddelegowano blisko 24 dywizje, z kolei na froncie greckim znalazło się ich aż 25. Jednostki lotnicze dysponowały 666 samolotami różnego typu.

Siły jugosłowiański szykujące się do obrony stanowiły dość pokaźną siłę, która jednak dopiero budziła się z uśpienia, przechodząc powszechną mobilizację rekruta. Całość kraju podzielono na 6 okręgów armijnych, którym przyjrzymy się po kolei. W składzie 1. Grupy Armii gen. Milorada Petrovicia działały 4. Armia gen. Petara Nedeljkovicia broniąca rejonu Drawy oraz 7. Armia gen. Dušana Trufiniovicia broniąca się pod Ormoza. Dalej stała 2. Grupa Armii gen. Milutina Nedicia z 1. Armią gen. Milana Radenkovicia (Banat i Baczka) oraz 2. Armia gen. Dragoslava Milijkovicia (Baranja). 3. Grupę Armii gen. Milana Nedicia stanowiły 3. Armia gen. Ilja Brašicia (Albania) i siły 3. Okręgu Armijnego gen. Jovana Naumovicia (pogranicze bułgarskie). 5. Samodzielną Armię oddano do dyspozycji gen. Vladimira Cukavacia (pogranicze Bułgarii i Rumunii), natomiast 6. Samodzielną Armię gen. Dimitrije Zivkoviciowi (pogranicze z Rumunią do Kanału Begejskiego). Wreszcie w Nadmorskim Okręgu Armijnym działał gen. Milojko Janković (wybrzeże Karlobag-Budva). Ogółem 23 dywizje piechoty ("Zetska", "Kosovska", "Hercegovačka", "Vardarska" - 3. Armia; "Sumadijska", "Bregalnička", "Moravska" - 3. Okręg Armijny; "Drinska", "Timočka", "Toplička ", "Krajinska" - 5. Armia; "Sremska", "Dunavska" - 6. Armia; "Potiska" - 1. Armia i "Bosanska", "Vrbaska", "Osiječka" - 2. Armia; "Slavonska", "Savska", "Murska" - 4. Armia; "Dravska", "Triglavska" - 7. Armia; "Jadranska" - Nadmorski Okręg Armijn; plus cztery w odwodzie - "Dinarska", "Lička", "Unska" i "Cerska") i 18 oddziałów ("Komski" - 3. Armia; "Strumički" - 3. Okręg Armijny; "Vlasinki", "Kalnski" - 5. Armia; "Pozaveracki", "Banatski", "Savski", "Smederevski", "Braničevski" - 6. Armia; "Sencan", "Subotica", "Sombor" - 1. Armia; "Ormozki" - 4. Armia; "Triglavski", "Rišnajački", "Lički" - 7. Armia; "Capllijnski", "Trebinjski" - Nadmorski Okręg Armijny). Ogółem około 1,2 mln ludzi wspieranych przez 110 czołgów i 565 samoltów. Grecy mogli wystawić do boju 350 tys. ludzi wspieranych przez 50 czołgów i 100 samolotów. Brytyjczycy mieli do dyspozycji 100 tys. żołnierzy i 142 czołgi oraz 166 samolotów. Po drugiej stronie siły Osi dysponowały blisko 1 mln 800 tys. żołnierzy wspieranych przez 2200 czołgów i 2233 samoloty.

Porównanie sił i środków wypadło zdecydowanie na korzyść Państw Osi, które zjednoczyły się we wspólnym wysiłku przeciwko dwóm bałkańskim krajom. Oba w odmiennym stopniu przygotowywały się do defensywy, przy czym Grecy doskonale zdawali sobie sprawę z nastrojów niemieckich i spodziewali się uderzenia. Jugosłowianie mieli do końca nadzieję, iż konflikt uda się załatwić polubownie. Jakież musiało być ich zdziwienie, gdy wieczorem 5 kwietnia rozgorzały walki graniczne, a nad ranem 2. grupa inżynieryjna Wehrmachtu przeprawiła się przez Dunaj i rozpoczęła budowanie przyczółka w rejonie Żelaznej Bramy. Krótko po 5.10 do walki włączyła się Luftwaffe, rozpoczynając naloty na lotniska wroga oraz Belgrad, stolicę Jugosławii. Niemal w tym samym czasie do boju ruszyła 12. Armia, przekraczając granicę na całej długości. Po pół godzinie premier grecki otrzymał memorandum niemieckie zawiadamiające o wkroczeniu sił Rzeszy na terytorium Grecji. Oficjalny akt był dyplomatyczną kurtuazją, bowiem siły niemieckie z miejsca przystąpiły do brutalnej ofensywy. Nie pomogło nawet potępienie całego politycznego świata, którego oczy zwrócone były na Bałkany. Nie pomogło, bo pomóc nie mogło - Hitler nie miał zamiaru przejmować się dyplomatami w swoim dążeniu do hegemonii na kontynencie.

Pierwsze uderzenia na Jugosłowian spadły ze strony Luftwaffe, która jeszcze 6 kwietnia kilkukrotnie atakowała Belgrad. Miasto, bronione przez 32. i 51. Grupy Powietrzne, zostało zbombardowane przez siły 4. Floty Powietrznej. Te same samoloty pomagały 12. Armii w prowadzeniu ofensywy lądowej, atakując ważne ze strategicznego punktu widzenia miejsca oraz jugosłowiańskie lotniska, w tym pod Skopje, Kumanovem, Zagrzebiem czy Palanka. Lotnictwo jugosłowiańskie z trudem stawiało opór przeciwnikowi, tym bardziej że do walki szybki włączyły się maszyny włoskie. Już pierwszego dnia walk Jugosławia straciła 115 samolotów, z czego aż 77 maszyn zostało zniszczonych na ziemi. To pokazało, jak prężnie funkcjonuje niemiecka machina wojenna - Luftwaffe notowała straty rzędu 21 samolotów. Kolejne dni nie przyniosły poprawy sytuacji jugosłowiańskiego lotnictwa, a Niemcy coraz bardziej zuchwale poczynali sobie w rejonie Belgradu - miasto nieustannie bombardowano, doprowadzając do śmierci wielu mieszkańców. Po pierwszym dniu ataków notowano 4 tys. zabitych wśród ludności cywilnej. Szczególnie złą sławą cieszyły się niemieckie nurkowce typu Stukas, które dały się we znaki także Polakom podczas kampanii wrześniowej. Ich mordercza skuteczność była podstawą lotnictwa niemieckiego. W nocy z 6 na 7 kwietnia Niemcy atakowali również port w Pireusie, co spotkało się z akcją odwetową lotnictwa brytyjskiego i greckiego. Przeciwdziałania koalicji antyniemieckiej przyniosły rezultaty w rejonie Sofii, Petricza, także nieopodal Skopje, gdzie przesuwały się niemieckie jednostki lądowe. Lotnictwo miało trudności z niesprzyjającą aurą, co odbiło się na ilości lotów niemieckich i włoskich. Mimo to 9 kwietnia Regia Aeronautica atakowała rejony Sibenika czy Divulje, gdzie znajdowały się bazy morskie przeciwnika. W kolejnych dniach ofensywa niemiecka obejmowała już tereny, na których położone były bazy lotnictwa jugosłowiańskiego, co spowodowało dalsze ograniczenie działań obronnych w powietrzu i przyniosło Niemcom sporą przewagę na podniebnym froncie.

Ofensywa lądowa prowadzona była na dwóch głównych kierunkach - jeden objąć miał tereny Macedonii, aby odciąć Jugosłowian od pomocy brytyjskiej i greckiej, drugi miał na celu objęcie ofensywą Belgradu. Na odcinku albańskim Włosi nie mieli prowadzić zmasowanych działań, lecz ubezpieczać te rejony przed ewentualną ofensywą jugosłowiańską, grecką czy brytyjską. Grupa Armii "Albania" miała zatem zadanie odpowiedzialne, jednakże jej siły miały przede wszystkim zwrócić się przeciwko Grecji i Wielkiej Brytanii. Na odcinku macedońskim, gdzie broniły się wojska 3. Okręgu gen. Naumovicia, uderzyć miał 40. Korpus Armijny. Jego zadaniem było opanowanie rejonu Skopje i Velesu i przebicie się do sił włoskich w Albanii. Szczególną rolę odgrywały tutaj 9. Dywizja Pancerna. 2. Dywizji Pancernej przydzielono kierunek strumicki. Rankiem 6 kwietnia rozpoczęło się zmasowane natarcie. 9. Dywizji Pancernej szybko udało się przełamać wątłą obronę 22., 46. i 93. pułków piechoty i skierowała się bez większych problemów na Kumanovo, zabierając przy okazji Jugosłowianom Kriva Polanka. 73. DP także osiągnęła spory sukces, zajmując Varevo Selo. 2. Dywizja Pancerna także radziła sobie bez większych kłopotów, opanowując do wieczora Strumicę i stamtąd ruszyła na Valandovu. Gen. Naumović, widząc trudną sytuację, zdecydował się na rozdysponowanie swoich odwodów, które natychmiast rzucił do boju. Efekt był mizerny, bowiem 9. Dywizja Pancerna w godzinach popołudniowych 7 kwietnia zajęła Skopje, biorąc przy okazji sporo żołnierzy jugosłowiańskich do niewoli. Jakby tego było mało, jej lewy sąsiad, 73. DP, do wieczora spokojnie posuwała się w kierunku Veles i opanowała miasto przed nocą. Przy okazji pobito dywizję "Bragalnička". 2. DPanc. przełamała opór dwóch dywizji obrońców i spokojnie posuwała się w stronę jednostek greckich, odcinając częściowo siły jugosłowiańskie, które liczyły na przedostanie się na front grecki w Macedonii. Teraz 40. Korpus Armijny gen. Stumme ruszył na południe, co w zasadzie było bezpośrednią wytyczną feldmarszałka Lista. Już 8 kwietnia łupem Niemców padły pierwsze miejscowości na nowym kierunku działań. Wśród nich na uwagę zasługują Stari Kačanik oraz Krivolak. Nieco bardziej na południe 2. DPanc. rozpoczęła bój o greckie umocnienia. Na północnym odcinku natarcia 40. Korpusu Armijnego przeciwuderzenia próbowały siły 5. Armii. Bezskutecznie, bowiem Niemcy bez trudu odpierali ataki i spokojnie osłaniali główny kierunek działań. 9. DPanc. zatoczyła łuk i przez Prilep także przesuwała się ku granicy greckiej. W zasadzie do 10 kwietnia opór w Mecedonii ustał, a Niemcy wyszli na tyły Dywizji "Vardarska". Siły Dywizji "Sumadijska" gen. Petara Bojovicia zostały do 11 kwietnia rozbite i w dużej mierze wzięte do niewoli. W tym momencie musimy zostawić front 40. Korpusu, przenosząc się do innych rejonów działań.

Niezwykle ważnym z operacyjnego punktu widzenia było natarcie jugosłowiańskie na terenie Albanii. Tam broniły się jednostki włoskie, którym przydzielono zadanie prowadzenia skutecznej defensywy i oczekiwania na połączenie z Niemcami zdążającymi od wschodu. Główne uderzenie na tym kierunku, patrząc od strony aliantów, prowadzić miała 3. Armia jugosłowiańska gen. Brasicia. Przed nią, patrząc od południa, znajdowały się włoskie korpusy armijne 26. gen. Gabriele Nasci, 14. gen. Giovanni Vecchi i 17. gen. Giuseppe Pafundi. Siły Jugosłowian nie dysponowały wystarczającą mocą do pobicia Włochów. Co więcej, były do boju nieprzygotowane, a działania miały charakter mocno improwizowany. Natarcie rozpoczęto 7 kwietnia, a główny udział w całym przedsięwzięciu przypadł Dywizji "Kosovska", oddziałowi "Skadarski" i Dywizji "Zetska". Jednocześnie z operacją do działań włączali się Grecy siłami Armii "Zachodnia Macedonia". W pierwszym dniu żadna ze stron nie osiągnęła większego sukcesu. Także 8 kwietnia natarcie Greków i Jugosłowian nie przyniosło sukcesów, a nazajutrz Włosi silnie skontrowali. Znacznie silniejsze działania prowadziło prawe skrzydło 3. Armii, co związane było z coraz gorszą sytuacją we wschodniej części Macedonii, gdzie Niemcy odnosili porażające sukcesy. W konsekwencji wyszli oni na tyły sił 3. Armii i zagrozili jej odcięciem. Na północnym odcinku siły Wehrmachtu podchodziły pod Pristinę, zagrażając Dywizji "Ibarska". Na południowym odcinku - na północ od Jeziora Ochydzkiego doszło do spotkania oddziałów z Dywizji "Arezzo" i SS "Leibstandarte Adolf Hitler".

12. Armia dobiła do umocnień greckich w greckiej części Macedonii. Tam broniła się głównie Armia "Wschodnia Macedonia" gen. Bakopulolsa walcząca w rejonie Nestos, Kerkini. Jej jednostki rozciągnięto na pasie umocnień - brygada "Nestos", 7. DP, 14. DP, 18. DP - patrząc od zachodu. Uderzenie niemieckie miało zostać wyprowadzone z Bułgarii, gdzie operowały głównie 18. Korpus Górski i 30. Korpus Armijny. Walki zainicjowała strona niemiecka rankiem 6 kwietnia. Pierwsze ataki 50. i 164. DP zostały przez Greków zatrzymane. Nie powiodło się również natarcie 72. DP, która wdała się w mordercze i wyniszczające walki z obrońcami kotliny Kato Nevrokopi. Doborowe 5. i 6. Dywizje Górskie także nie notowały większych sukcesów, choć w pasie ich natarcia osiągnięcia były stosunkowo największe. Dopiero 7 kwietnia część oddziałów greckich rozpoczęła wycofywanie, jednakże nie notowano przypadków większej paniki. Opór był metodyczny i utrwalony o zbudowane forty obronne. Do walki weszła także 19. Dywizja Zmotoryzowana, która miała stawiać czoła nie tylko głównej linii wroga, ale i nadciągającym z północy zgrupowaniom z 40. Korpusu Armijnego. 8 kwietnia 164. DP udało się dobić do rzeki Nestos, ale z trudem przyszło Niemcom jej forsowanie, bowiem lokalna brygada stawiała zaciekły opór. Grecy obsadzali również pozycje na brzegu Strymonu. Impas przełamało dopiero natarcie 2. i 9. DPanc., które zbliżały się teraz do Kilkis, a następnie skierowały się na Saloniki. Przełamana została tym samym pozycja "Krusia". W kolejnych dwóch dniach, 9 i 10 kwietnia, cały czas trwał szturm niemiecki na pozycje greckie na rzece Mesta i przełęczy Rupel. Rankiem 2. DPanc. wkroczyła do Salonik, a po południu 6. DG odniosła sukces w postaci pobicia części sił 19. DZmot. pod Iraklionem. Do 10 kwietnia, jak już mówiliśmy, Armia "Wschodnia Macedonia" przestała istnieć, a greckie umocnienia zostały rozerwane.

Wreszcie dochodzimy do obszaru operowania 5. Armii gen. Cukavacia, która rozciągała się od Vlasiny po Żelazną Bramę. Na pograniczu bułgarsko-rumuńskim zebrały się siły 1. Grupy Pancernej gen. Kleista. Ta posiadała siłę głównie w postaci 14. Korpusu Zmotoryzowanego, który miał od południa 11. DPanc., 194. DP i 4. DG. Przed 6.00 8 kwietnia rozpoczęło się niemieckie natarcie na tym odcinku frontu. Pierwsze uderzenie spadło na Dywizję "Toplička" rozciągniętą na południe od Niszawy. Niemcy bez trudu przełamali jej nikły opór, a po południu 11. DPanc. była w Pirot. Na północ od miasta biły się pozostałe siły korpusu, kierując się wzdłuż Niszawy na ogólnym azymucie Niszu. Już po południu Dywizja "Toplička" została niemal doszczętnie wyniszczona, a gen. Cukavać nie miał wystarczającej ilości odwodów, aby zapełnić dziurę w swoim zgrupowaniu. Zarządził zatem odwrót jednostek jugosłowiańskich z rejonu Niszawy. Rankiem 9 kwietnia 11. DPanc. wkroczyła do Niszu, a następnie opanowała szereg innych miejscowości, dobijając do Prokuplje. Rozbita przy tym została Dywizja "Drinska". 11. DPanc. niezrażona prowadziła dalsze natarcie, teraz kierując się nieco bardziej na północ. Tam frontem ustawiała się już 6. Armia, do tej pory bezczynna. Do wieczora 10 kwietnia 11. DPanc. poczyniła ogromny postęp i pancernym klinem wbiła się w ugrupowania jugosłowiańskie. Partnerujące jej jednostki były daleko z tyłu, nierzadko jeszcze w rejonie Pirot, gdy 11. DPanc. zbliżyła się na odległość kilkudziesięciu kilometrów od Belgradu, zajmując Paracin i Krogujevac.

Niejako drugorzędny był w tym czasie front na północy Jugosławii, bowiem kluczowe dla kampanii wydarzenia rozgrywały się na południu. Mimo wszystko nie powinniśmy nadmiernie bagatelizować potyczek w północnej części kraju, bowiem i one doprowadziły do sporego sukcesu niemieckiego oręża i umożliwiły pełne podporządkowanie Jugosławii. W rejonie operowania 7. Armii na terenie Słowenii nacierać miały 2. Armia włoska i i fragment 2. Armii niemieckiej. W zasadzie 6 kwietnia, mimo rozpoczęcia walk także na tym odcinku, upłynął 7. Armii spokojnie. Niemcy kierowali się na Maribor, jednakże widoczne było, iż nie są jeszcze gotowi do otwartego boju z nieprzyjacielem. Od zachodu natarcie włoskie skutecznie hamowali obrońcy, lecz napór Państw Osi tężał. Wobec coraz gorszej sytuacji, także w Słowenii i północnej części Chorwacji gen. Trufinović nakazał rozpoczęcie odwrotu w nocy na 8 kwietnia. Niemcy rozpoczęli okupację Mariboru. Tymczasem 4. Armii gen. Nedeljkovicia groziło poważne niebezpieczeństwo ze strony 2. Armii niemieckiej od strony Austrii i Węgier. Slawonia jest jedną z etnicznych części Chorwacji i to tam miały bronić się siły 4. Armii. Natarcie niemieckie rozpoczęło się tutaj 7 kwietnia atakiem 46. Korpusu Armijnego na kierunku Borcs i Koprivnica. Broniły się tam Dywizja "Slavonska" i Dywizja "Savska". Napór Niemców początkowo zahamowano, jednakże szybko uwidocznił się rozkład 4. Armii, co wiązało się z regularną rebelią ustaszy. Efektem buntu było zajęcie przez Niemców Koprivnicy w dniu 10 kwietnia. 4. Armia traciła zdolności bojowe, a kolejni rezerwiści, w tym Chorwaci opuszczali jej szeregi i kontaktowali się z ośrodkami niemieckimi. Jakby tego było mało, 9 kwietnia OKH wydało rozkaz o rozpoczęciu zmasowanego uderzenia 2. Armii, które winno objąć szereg ważnych miejscowości - Celje jako cel 49. KA, Zagrzeb jako cel 14. DPanc. i wreszcie Belgrad jako cel 8. DPanc. i 16. DZmot. Resztki obrońców rozmieszczonych na tych kierunkach albo nie miały już chęci do walki, albo zostały objęte rewolucją ustaszy, którzy często rozbrajali jugosłowiańskie jednostki. Jeszcze 10 kwietnia 14. DPanc. weszła do Zagrzebia, pokonując kilkadziesiąt kilometrów bez większych kłopotów. Tam też proklamowane zostało powstanie Niezależnego Państwa Chorwackiego z płk Kvaternikiem na czele. Wyniszczona została 7. Armia, a wojska z północy miały otwartą drogę do południowej części kraju, gdzie znajdował się Belgrad. Wspominaliśmy już o manewrze 6. Armii gen. Żivkovicia, której groziło niebezpieczeństwo ze strony rozpędzonej 11. DPanc. Jej prawym sąsiadem była teraz 2. Armia gen. Milskovicia, który z kolei miał na wschód od siebie 1. Armię gen. Radenkovicia. Broniły one centralnej części kraju i do 10 kwietnia zostały praktycznie odcięte przez niemieckie zgrupowania południowe i północne. Trzecim zagrożeniem były siły niemieckie i węgierskie rozmieszczone na terytorium Węgier z 41. Korpusem Zmotoryzowanym i korpusami węgierskimi. W tym krytycznym momencie nastąpiły szybkie przegrupowania wojsk jugosłowiańskich. Tadeusz Rawski pisze o tym: "1 armia przeprawiła się większością sił na południowy brzeg Dunaju, gdzie zaczęła przygotowywać obronę na odcinku od Slankamenu do Iloku. 2 armia po ewakuacji Branji organizowała obronę od Iloku po Donji Miholjac. W tym czasie jednak nasiliła się w jej szeregach działalność ustaszy. Kiedy rozeszła się wiadomość o utworzeniu NHD, zarysował się rozkład dywizji [...]". W tych samych dniach rozpadła się Armia Okręgu Nadmorskiego, co stawiało pod znakiem zapytania dalszą obronę centralnej części kraju przez Jugosłowian.

Niemiecka ofensywa poczyniła w pierwszych czterech dniach kampanii ogromne postępy, które już 11 kwietnia przełożyły się na realne zagrożenie jugosłowiańskiej stolicy. Szczególnie ważne wydarzenia rozgrywały się na południowym odcinku frontu, gdzie natarcie prowadziła 11. DPanc. Udało się jej pobić 18. pp z Dywizji "Dunavskiej" i teraz kierowała się na Avalę, skąd miałaby ruszyć na Belgrad. 6. Armia znalazła się w trudnej sytuacji, tym bardziej, iż jej prawe skrzydło forsował 41. korpus, bez trudów docierając do Valdimirovac, bijąc przy okazji część jednostek jugosłowiańskich. Te miały 12 kwietnia obrać nową rubież obronną wytyczoną przez oś Bukulja-Avala. Jakby tego było mało od północnego-zachodu nadciągał 46. korpus, dobijając jeszcze 11 kwietnia wieczorem do Sremskiej Mitrovicy i Rumy. Po drodze rozbijano maruderów z wycofującej się 2. Armii, której odwrót demoralizował żołnierzy i bynajmniej nie działał mobilizująco. Sąsiadująca z nią 1. Armia też miała spore kłopoty podczas przejścia przez Sawę. Siły te nie wytrzymywały naporu mocnych 8. DPanc. i 16. DZmot., które czyniły ogromne postępy na drodze do Belgradu. Osiągnięcie rejonu Sabac w zasadzie przesądzało o sukcesie ofensywy z tego kierunku. Z północy nadciągali również Węgrzy, którzy nie forsowali tempa i zostawiali brudną robotę korpusom niemieckim. Zajęli jednak 11 kwietnia Suboticę. Rankiem było już pewne, iż linia Sawy nie zostanie utrzymana przez siły 2. Grupy Armii. 46. korpus bez trudu opanował szereg przepraw na rzece. Stamtąd Niemcy mieli zwrócić się w kierunku Sarajewa i zaniechać szturmowania Belgradu, który pozostawiono 11. DPanc. 41. korpus spokojnie przemierzał Banat i po południu 12 kwietnia zajął Pančevo. W tym czasie pierwsze oddziały niemieckie zaczęły docierać do Belgradu, któremu szczególnie zagrażała ofensywa 11. DPanc zajmującej Maldenovac i bijącej pododdziały z Dywizji "Dunavskiej" i Dywizji "Unskiej". Rankiem 13 kwietnia czołówki niemieckiej dywizji wkroczyły do stolicy Jugosławii. Nie napotkano większego oporu. Co więcej, miasto osiągnął także 46. i 41. korpus, odcinając tym samym pozostałości po 6. Armii. Naczelne Dowództwo chciało, aby stawiała ona jeszcze opór jednostkom niemieckim na południowym odcinku obrony, ale zadanie to przerastało możliwości wątłego zawiązku taktycznego. 14. DPanc. wkroczyła do Banja Luki. Padały również zajmowane przez Węgrów Baranja i Novi Sad. Cała Jugosławia została przez Niemców przecięta i uzyskali oni teraz możliwość prowadzenia natarcia na południowy-zachód. W tamtym kierunku operowały już siły 5. DPanc., która zdobyła Pristinę. Aby udokumentować zwycięstwo, atak rozpoczęła również 2. Armia włoska siłami 5., 6., 9. i 11. korpusu. Niemal natychmiast zajęto obszary wokół Delnice, Lublany czy Triglavu. Cały czas na terenie Chorwacji trwała regularna rewolta, która dodatkowo niszczyła armię jugosłowiańską od środka. Na Karlovac i Delnice wychodzili już Niemcy, co powodowało, iż 7. Armia znalazła się w faktycznym okrążeniu i, jak mówiliśmy, została rozbita od środka. Resztki 4. Armii usiłowały stawiać opór nieco bardziej na południe od linii, którą osiągnęli Niemcy, jednakże próby spaliły na panewce. Nie było już szans, aby stawiać opór na wybrzeżu. Zarówno Niemcy, jak i Włosi bez trudów poruszali się w głąb Dalmacji, osiągając coraz odleglejsze punkty strategiczne. Wśród nich jeszcze 13 kwietnia znalazł się Gospić. W zasadzie około 14 kwietnia o zorganizowanym oporze jugosłowiańskim można mówić jedynie w wypadku 3. Grupy Armii, gdzie jako taką wartość bojową przedstawiały jeszcze Dywizja "Zetska", Dywizja "Kosovska" broniące rejonu Perrua. Do ataku szykowały się tam włoskie oddziały z 17. korpusu oraz nadciągające ze wschodu jednostki niemieckie. O godz. 93.0, dostrzegając beznadziejność położenia, Naczelne Dowództwo wydało dyrektywę 179: "Wskutek niepowodzenia na wszystkich frontach, wskutek pełnego rozkładu naszego wojska w Chorwacji, Dalmacji i Słowanii [...] a także z drugiej strony, dlatego, że wojny nie chciał ani nasz naród, ani jego wojskowi dowódcy, postanowiliśmy prosić o przerwanie działań wojennych z wojskami niemieckimi i włoskimi". O wszystkim poinformowano 2. Armię niemiecką. W wielu miejscach Niemcy po prostu oczekiwali od Jugosłowian, że ci złożą broń i nie będą stawiali oporu. 15 kwietnia kraj opuścili członkowie rządu, którzy zostali ewakuowani do Grecji. W zasadzie niemiecka ofensywa była kontynuowana w kolejnych dwóch dniach, cały czas działania prowadziło lotnictwo, jednakże była to tylko namiastka wojny. Kolejno padały ważne punkty na mapie Jugosławii, w tym Kosovska Mitrovica, Rogatica, Sarajewo. 17 kwietnia 17. korpus osiągnął Dubrovnik. O 19.45 w Zemuniu gen. Weichs podjął jugosłowiańską delegację, która podpisała akt kapitulacji. Założenia dokumentu przewidywały, iż żołnierze złożą broń, a państwo jugosłowiańskie przestanie istnieć. Bilans kampanii jednoznacznie przemawiał na korzyść Niemców. Zajęto niemal cały kraj jugosłowiański, co umożliwiło prowadzenie dalszej ofensywy w kierunku południowym. Straty jugosłowiańskie opiewały na liczbę 344 tys. żołnierzy wziętych do niewoli niemieckiej, blisko 30 tys. do niewoli włoskiej. Niemcy i Włosi mieli wyjątkowo nikłe straty, które szacowano na zaledwie 151 zabitych, 392 rannych i 15 zaginionych po stronie niemieckiej i 3324 zabitych, zaginionych i rannych po stronie włoskiej. Straty lotnicze opiewały kolejno na liczbę 60 i 10 samolotów.

Teraz przenieść się musimy do Grecji, o której nieco już napomknęliśmy, opowiadając o rozbiciu Armii "Wschodnia Macedonia". Teraz walki powinny objąć rejony Środkowej Macedonii, gdzie szturm niemiecki prowadzony winien być od strony wschodniej przez jednostki 18. Korpusu Górskiego i 30. Korpusu Armijnego, które dopiero co pobiły Greków i wkroczyły do Salonik. Od północy nadciągały już jednostki, które zniszczyły opór jugosłowiański i połączyły się z Włochami w rejonie Jeziora Ochydzkiego. I wreszcie od zachodu do natarcia szykowała się włoska Grupa Armii "Albania", co zwiastowało koncentryczne uderzenie na pozycje grecko-brytyjskie niemal na całej długości frontu. Plan obronny aliantów zakładał objęcie w dniu 11 kwietnia obrony Olimpu siłami 2. DP, środkowego Aliakmonu siłami 6. DP, Wurinos-Siniatsikon siłami 12. i 20. DP. Na południe od Kozani obronę zamykała 19. BP, z kolei na północy pod Wernon stały 21. BP i Dywizja Kawalerii. Siły greckie przegrupowywały się jednocześnie na linię Wernonu z pozycji Wermionu, a więc ze wschodu na zachód. W tym czasie w rejon Bitola podszedł 40. Korpus Zmotoryzowany i 8. Korpus Górski. Na razie jednak rejon obsadzały przede wszystkim oddziały Dywizji "Leibstandarte" i 9. DPanc. Niemiecki plan operacyjny zakładał uderzenie 18. korpusu od wschodu i 40. korpusu od północnego-zachodu, co pozwoliłoby na odcięcie części greckich i brytyjskich jednostek, zaskoczonych w zasadzie od tyłu. Pierwszy rzut stanowić miały Dywizja "Leibstandarte" a na odcinku wschodnim 6. DG, 2. DPanc. i 5. DG. Do Veles nadciągała 9. DPanc podążająca za dywizją SS. Dowództwo greckie dostrzegało manewry Włochów i Niemców i obawiało się zagrożenia sił na kierunku albańskim. Dlatego 12 kwietnia gen. Papagos nakazał odwrót z tego rejonu siłami Armii "Epir" i Armii "Zachodnia Macedonia". Teraz miały zająć pozycje nad górnym biegiem Aliakmonu. Operacja ta w zasadzie powiodła się, a Włosi nie zorientowali się w zamierzeniach przeciwnika. Szyki Papagosowi pomieszało natarcie sił niemieckich wyprowadzone rankiem 12 kwietnia. Dywizja SS poradziła sobie z obrońcami przełęczy Klidi, gdzie znajdowały się elementy 19. Brygady Piechoty. Teraz Niemcy spokojnie podciągali główne siły 9. DPanc., która miała forsować kierunek południowy. "Leibstandarte" skierowała się do Kastorii, posuwając się bez większych problemów. Oddziały greckie i brytyjskie panicznie wycofywały się na południe, chcąc organizować nową obronę poniżej Ptolemais, a nawet Kozani. Odwrót Armii "Środkowa Macedonia" zagrażał przegrupowywanej Armii "Zachodnia Macedonia". Naczelne Dowództwo postanowiło powierzyć dowodzenie nad Armią "Środkowa Macedonia" gen. Tsolakoglu, który miał organizować nową linię obronną od 13 kwietnia na południe od Kastoria. Siły Armii "Epir" bez większych przeszkód cofały się do doliny Korczy. Natarcie 9. DPanc. postępowało na kierunku Serwii, gdzie coraz większe straty ponosiły 19. Brygada Piechtoy i 1. Brygada Pancerna z wojsk gen. Wilsona. Wycofywały się 12. DP i 20. DP, które z trudem osiągały nowe rubieże obronne. Co więcej, postępy czynił również 18. korpus, który do 14 kwietnia wyszedł nad Aliakmon i rozpoczął przeprawę przez rzekę. Teraz 6. DP obsadziła obszar na lewym skrzydle 2. DP znajdującej się w rejonie Olimpu. Gen. Wilson nie spodziewał się, iż może na tej linii bronić się skutecznie przed naporem niemieckim, dlatego zarządził już 14 kwietnia dalszy odwrót do pozycji Termopile i Bralos. Grecy nie wiedzieli o decyzjach dowódcy brytyjskiego i cały czas sądzili, iż teraz należy budować defensywę na linii przecinającej Grecję na wysokości Olimpu. W nocy do Kozani wkroczyła 9. DPanc. goniąca umykające jednostki brytyjskie. Wcześnie po południu rozgorzały walki o Metamorfosis, gdzie broniła się 12. DP gen. Karapetosa. "Leibstandarte" niebezpiecznie zbliżała się do Argos Orestikon. Po południu 2. DPanc. z 18. KG weszła do Katerini, znajdując się kilkanaście kilometrów na północ od Olimpu. W tym rejonie broniły się siły nowozelandzkie, które stawiały poważny opór zarówno 2. DPanc., jak i jej sąsiadowi, 6. DG. Na lewym skrzydle Grecy próbowali budować obronę w oparciu o Aliakmon, ale szybka akcja 9. DPanc. pozbawiła ich złudzeń. Teraz 12. DP skupiała się głównie na zachód od Graweny. Miasto zostało zajęte z marszu przez siły niemieckie. Nieco bardziej na północ, w rejonie Kastoria, siły niemieckie zajęły wieczorem Argos Orestikon i miasto Kastoria. 9. i 10. DP musiały wycofać się jeszcze bardziej na południowy-zachód. Tymczasem 18. korpus został chwilowo zatrzymany na podejściach do Olimpu, jednakże cały czas trwał transfer wojsk, który mógł umożliwić rychłe wznowienie zwycięskiej ofensywy. Brytyjczycy przymierzali się do odwrotu na pozycje pod Termopile, co powodowało, iż defensywa na linii Olimpu nie mogła być długotrwała. Jednostki niemieckie osiągnęły w tym czasie linię Keterini z Olimpem-Servia, a na zachodnim odcinku frontu postępowała nieśmiała ofensywa Włochów, którzy spokojnie posuwali się w ślad za Armią "Epir". Jeszcze w nocy z 15 na 16 kwietnia pierwsze brytyjskie jednostki zaczęły opuszczać linię na wysokości Olimpu i kierować się na południe szosą do Larisy. 16 kwietnia trwały walki 9. DPanc. i 12. DP w rejonie Graweny. Cały czas trwał również odwrót 2. DP, a gen. Blamey wyznaczył 6. DP gen. Mackaya zadanie osłaniania tego procesu od zachodu. Jako ostatnia rejon Elasy winna opuścić 6. brygada. 17 kwietnia dowództwo niemieckie starało się zniszczyć opór w rejonie Olimpu, angażując do boju nie tylko 2. DPanc., ale i 5. i 6. DG. Prawe skrzydło 12. Armii obchodziło tymczasem Brytyjczyków od zachodu. Poruszanie utrudniały fatalne warunki terenowe - zniszczone drogi prowadziły do poważnych zatorów i opóźnień względem zamierzeń dowództwa. Walki trwały o przełęcz Tempe, gdzie broniło się tzw. zgrupowanie Allena. Dopiero zagrożenie ze strony 6. DG zmusiło dowódcę do wycofania się po południu 18 kwietnia. Wieczorem dotarł on do Larisy. 2. DPanc. zajmowała tymczasem Elason. Rzut oka na mapę pozwala stwierdzić, iż na północ od Larisy opór aliantów praktycznie ustał, a nazajutrz do miasta wkroczyły niemieckie jednostki. W Larisie 18. Korpus Górski zajął ważne lotnisko, co z kolei umożliwiło jeszcze efektywniejsze prowadzenie działań przez Luftwaffe. Dywizja "Leibstandarte" prowadziła w tym czasie bardzo ważną akcję, która mogła udaremnić próby odwrotu Armii "Epir". Już 19 kwietnia udało się przeciąć drogę Greków, co wiązało się z przełamaniem pozycji pod Metsovon w górach Pindus, a następnie doprowadziło niemieckie jednostki do Ioanniny. W ten sposób siły greckie zostały zamknięte w kotle, który od południa tworzyli Niemcy rozcinający obronę na części wschodnią i zachodnią, a od północy Włosi konsekwentnie podążający za przeciwnikiem w głąb jego kraju. Już 20 kwietnia gen. Tsolakoglu skontaktował się z gen. Seppem Dietrichem, któremu oferował poddanie swoich jednostek. Dzięki odpowiedniemu porozumieniu siły greckie wprawdzie składały broń, jednakże nie zostały wzięte do niewoli. Tsolakoglu wiedział, iż nie ma już szans na budowanie defensywy, chciał jedynie chronić swoich żołnierzy. Odniósł przy tym osobistą satysfakcję, składając broń przez Niemcami, a nie Włochami. W ten sposób północna część Grecji została w całości podporządkowana Państwom Osi. Przez kilka kolejnych dni trwała jeszcze ofensywa włoska (sojusznik Rzeszy nie chciał przyjąć do wiadomości kapitulacji Greków), jednak została przez siły greckie powstrzymana w szeregu starć niedaleko granicy grecko-albańskiej. Zostaje nam zatem jeszcze odcinek południowo-wschodni z główną pozycją pod Termopile. Tamtejsza linia była ostatnim bastionem obrony Półwyspu Bałkańskiego przed zalewem niemieckim, jednakże dowództwo brytyjskie doskonale zdawało sobie sprawę z niemożności prowadzenia skutecznej defensywy w tym rejonie. 21 kwietnia gen. Wavell spotkał się z premierem Tsuderosem i królem Jerzym II, którym zakomunikował, iż prowadzona będzie ewakuacja sił brytyjskich przy pomocy marynarki wojennej. W zasadzie 23 kwietnia było już wiadome, iż na pozycji pod Termopile pozostaną jedynie związki osłonowe, do czego wydzielono australijską 19. brygadę i nowozelandzką 6. brygadę. Jednostki te jako ostatnie miały opuścić kontynent na pokładach okrętów Royal Navy. Na razie jednak, w dość powolnym tempie, do pozycji Termopile zbliżali się Niemcy. Wiedzieli już, iż Anglicy się wycofują. Nie wiedzieli tylko, kiedy nastąpi główna akcja ewakuacyjna floty. A ta została zaplanowana na noc z 24 na 25 kwietnia, czemu nadano kryptonim "Demon" (dowódca kontradm. Baillie-Grohman). Wcześniej, bo jeszcze przed południem 24 kwietnia, siły niemieckie przystąpiły do ataku na pozycje brytyjskie i greckie. Atak został odparty, a strona nacierająca poniosła spore straty, w dużej mierze w sprzęcie pancernym. W nocy zainicjowano operację "Demon", a więc podejmowanie żołnierzy alianckich z brzegów greckich przez okręty Royal Navy. Pierwsza miała zostać podjęta 5. brygada. W momencie, gdy przygotowywała się do opuszczenia kontynentu, spadło wspominane uderzenie niemieckie. Alianci nadal trzymali pozycje pod Molos i Bralos, jednak musieli się spieszyć, jeśli chcieli, aby ich żołnierze zostali uratowani. Następnej nocy wycofywanie rozpoczęły 6. i 19. brygada, a całość operacji osłaniały teraz głównie 4. brygada i 1. brygada pancerna. Niemcy nie czynili większych postępów, ograniczając się zaledwie do dobijania do punktów, z których usuwali się Brytyjczycy. Od tej pory niemal nieustannie trwał transfer wojsk brytyjskich i greckich, które wywożono głównie na Kretę. Rankiem 26 kwietnia 2. pułk spadochronowy zajął Kanał Koryncki, desantując się w brawurowej operacji. W wyniku akcji Niemców siły aliantów zostały podzielone na zgrupowanie w Attyce i zgrupowanie na Peloponezie. 5. DPanc. przydzielono teraz zadanie szturmu na kierunku korynckim i ateńskim. Walki odwrotowe prowadziła 4. brygada bryg. Putticka, która następnie zaokrętowała się w Porto Rafti. Rankiem 27 kwietnia Niemcy zajęli Ateny. Następnego dnia 5. DPanc. weszła na Peloponez i tam zajęła Tripoli, a następnie weszła do Kalame. Stamtąd ewakuowali się Brytyjczycy, a Niemcy zaskoczyli ostatni rzut ewakuacji, biorąc do niewoli 8 tys. jeńców. Był to ostatni akt operacji "Demon", która zakończyła się w nocy z 28 na 29 kwietnia (chociaż jeszcze w nocy z 29 na 30 kwietnia i w nocy z 30 kwietnia na 1 maja kilkuset żołnierzy zostało załadowanych na okręty). W jej wyniku ponad 50 tys. żołnierzy zostało podjętych z brzegów Grecji. Grekom i Brytyjczykom nie udało się wytrzymać naporu niemiecko-włoskiego, na co ogromny wpływ miała klęska Jugosławii. Wysiłek Państw Osi był spory i kosztował Niemców i Włochów wiele ofiar. Rzesza utraciła bowiem 1099 zabitych, 3752 rannych i 385 zaginionych. Włosi z kolei naliczyli 13 755 zabitych, 63 142 rannych i 25 067 zaginionych. Po drugiej stronie straty greckie szacowano na ponad 13 tys. zabitych, blisko 63 tys. rannych i 1290 zaginionych. Straty brytyjskie zamknęły się bilansem 14 tys. żołnierzy wziętych do niewoli, 903 zabitych i 1250 rannych.

Po zajęciu niemalże całego Półwyspu Bałkańskiego siły niemieckie musiały się zająć opanowaniem basenu Morza Śródziemnego, co było niezbędne w celu utrzymania hegemonii w Grecji oraz uzyskania odpowiedniej sytuacji strategicznej na kierunku afrykańskim. Niezwykle ważnym elementem śródziemnomorskiego panowania była Kreta. Wyspa ta położona jest na południe od Półwyspu Bałkańskiego, a jej przybrzeżne wody stanowi Morze Kreteńskie. Z historycznego punktu widzenia jest to kolebka cywilizacji kultury minojskiej, co stawia ją w szeregu najważniejszych dla archeologów miejsc na Ziemi. Hitler niekoniecznie zdawał sobie sprawę z historycznych walorów Krety, dostrzegał przede wszystkim jej korzystne położenie oraz wielkość. Na znajdujące się lotniska rozmieszczone na wyspie Brytyjczycy mogli przysłać silne eskadry bombowców, które z kolei zagrażałyby nie tylko niemieckiemu panowaniu na Bałkanach, ale i planowanej operacji "Barbarossa", a ta była priorytetem w działaniach niemieckich. 25 kwietnia Hitler podjął ostateczną decyzję o rozpoczęciu operacji przeciwko Krecie. W tym czasie na wyspie znajdowało się 50 tys. żołnierzy alianckich. Oddziały podległe gen. Bernardowi Freybergowi zostały sformowane głównie z uciekinierów z Grecji, a ich podstawę stanowił Brytyjski Korpus Ekspedycyjny. Trzon sił przypadał na 2. Dywizję Piechoty. Niemieckie dowództwo zdawało sobie sprawę, iż nie ma wystarczającej siły morskiej, aby za pomocą desantów uchwycić czołowe punkty na wyspie. Kriegsmarine nie była w tym czasie silniejsza od Royal Nacy, a okręty brytyjskie mogły bez trudu zażegnać inwazję, nawet jeśli Niemcom wsparcia udzieliłaby marynarka włoska. Ta istotnie została zaangażowana w bitwę, jednakże to nie wystarczało do pobicia przeciwnika w boju morskim. Dlatego też Niemcy zdecydowali się na zorganizowanie ryzykownej operacji przy użyciu sił powietrznodesantowych. Zadanie przydzielono 7. Dywizji Spadochronowej, której dowództwo objął gen. Kurt Student. Całość działań zakodowano kryptonimem "Merkury". Spadochroniarze niemieccy mieli za sobą pierwsze wojenne doświadczenia, jednakże zadanie, które im teraz wyznaczono, wydawało się być kolosalnym, być może przewyższającym ich siły. Desant rozpoczęto 20 maja 1941 roku. Ogółem na wyspę przybyło ponad 20 tys. żołnierzy niemieckich, którzy z miejsca przystąpili do szturmowania kluczowych dla defensywy punktów. Wśród nich na plan główny wysuwały się lotniska w Máleme i Rétimo oraz rejon największego na wyspie miasta Heraklionu. Operacja, mimo zaangażowania ogromnych sił i środków (w tym ponad 1000 samolotów), nie przebiegała zgodnie z planem. Wielonarodowe siły alianckie mocno dały się we znaki lądującym Niemcom i ostro poturbowały żołnierzy Studenta. Dowództwo brytyjskie nie potrafiło jednak zadać ostatecznego ciosu przeciwnikowi i zmarnowało doskonałą sytuację do odparcia desantu. Siły powietrzne sprzymierzonych były w tym czasie zdziesiątkowane i nie mogły podjąć się zdecydowanej kontrakcji. W kolejnych dniach na Kretę przybywały następne jednostki niemieckie, zasilając pierwszy rzut 7. Dywizji Spadochronowej. Stopniowo, przede wszystkim drogą morską, dosyłano niezbędne zaopatrzenie, co umożliwiło Niemcom zajmowanie kolejnych punktów na wyspie. 28 maja lądował dodatkowo włoski desant morski, który przypieczętował smutny los Krety. Dowództwo brytyjskie postanowiło ewakuować garnizon Freyberga i od 28 maja trwało pospieszne wycofywanie żołnierzy. Cały czas trwały zacięte zmagania morskie, które kosztowały Brytyjczyków kilka okrętów zatopionych przez siły zbrojne Państw Osi. W czasie walk o Kretę alianci utracili 15 743 ludzi zabitych, rannych, zaginionych lub wziętych do niewoli. Straty Niemców wyniosły 3250 żołnierzy zabitych i 3400 rannych. Był to smutny bilans, który pokazywał, iż niemiecka machina wojenna nadal działa prężnie i nie wykazuje oznak załamania, co chcieliby widzieć poszczególni dowódcy alianccy.

Kampania bałkańska była wzorowym przykładem zawiłych stosunków niemiecko-włoskich oraz doskonałego zorganizowania niemieckiej armii. W pierwszym okresie zmagań Włochom udało się podbić Albanię, jednakże w starciu z Grekami musieli skapitulować i uznać wyższość przeciwnika, choć ten dysponował mniej liczną armią i słabszym wyposażeniem. Mussolini chciał samodzielnie rozstrzygnąć losy walk w Europie Południowej, jednakże kosztowało go to sporo nerwów oraz nadszarpnięcie jego wizerunku na europejskiej scenie dyplomatycznej. Nawet Polskie Podziemie w satyryczny sposób wyśmiewało klęskę Włochów, którzy nagle zmuszeni byli zwrócić się do Niemców z prośbą o pomoc. Uwidoczniło się to w zabawnych wierszykach, które warto zacytować: "Caro Amico! Per Greco bandito dupo obito! Finito!". Miał to być dramatyczny list duce do Hitlera, który znalazł później kontynuację w słowach: "Ratuj cholero, Adolfo Hitlero. Tutto perdito! - Tuo Benito". Jak zatem widzimy, porażka jednego z członków Osi była wykorzystywana przez Polaków w dobie brunatnej okupacji. Włosi byli niewątpliwie kłopotliwym sojusznikiem. Ich samodzielna akcja przyniosła Niemcom więcej szkody niż pożytku, zmuszając Hitlera do angażowania wojsk w kampanię, której tak naprawdę nie chciał. Ratując Mussoliniego, poświęcał to, co było dla niego najważniejsze, a więc efektywność kampanii radzieckiej. Czas pokazał, iż miesiące poświęcone na rozgrywanie kampanii bałkańskiej w znacznym stopniu przyczyniły się do porażki Niemców pod Moskwą. Dotarli tam zbyt późno, aby przeważyć szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Morze Śródziemne było priorytetowym celem Brytyjczyków, to oni widzieli w nim swoją domenę i symbol wpływów Imperium. O Imperium, tyle że Romanum, walczył również duce, który musiał przyznać, iż jego pozycja na świecie nie jest taka, jakby sobie to wymarzył. Hitler, niejako w akcie łaski, interweniował w obronie Włochów i w krótkiej i skutecznej kampanii rozstrzygnął bój z aliantami na swoją korzyść. Tego Mussolini, nawet angażując masę środków, nie był w stanie osiągnąć. Przyszłość zweryfikowała jego dumne plany i ambitne zamierzenia - zamiast nowego Imperium Romanum czekała go niewola z rąk ludzi, którzy mu służyli. Ale być może taki jest los cesarza, który często musiał zmagać się z opozycją we własnym pałacu.


Polecamy


Patronat


Recenzje
Portal "II wojna światowa": teksty Mateusz Łabuz, grafika CoDJumper.pl, zarząd: MindSpa Psycholog Kraków