Strona główna   |   Mapa serwisu   |   Polub nas!   |   Reklama w serwisie
Cytat: "W Armii Czerwonej trzeba mieć więcej odwagi, żeby się cofać, niż iść do przodu", Józef Stalin

Informacje


Wydarzenia


Na froncie


Biografie


Tematycznie


Kultura i media


Współpraca





Kampania włoska

Zwycięstwo aliantów w Afryce Północnej, które przypieczętowano kapitulacją wojsk Osi 13 maja 1943 roku, umożliwiło sprzymierzonym panowanie nad południową częścią Morza Śródziemnego. Opanowanie tego akwenu było przepustką do Europy, od strony jej miękkiego podbrzusza, jak Winston Churchill zwykł nazywać Półwysep Bałkański. Podobną rolę spełniał oddzielony Cieśniną Otranto i Morzem Adriatyckim od Bałkanów Półwysep Apeniński. Jego zajęcie wiązało się z wykluczeniem z wojny Włochów, którzy niemalże od pierwszych dni trwania światowego konfliktu wspierali Niemców w dążeniu do hegemonii. Jak pisze Gordon Wright, jeszcze zanim alianci odnieśli ostateczny tryumf w Tunezji, we Włoszech słychać było głosy przeciwne wojnie. Upadek morale Włochów spowodowany był długotrwałym wysiłkiem militarnym oraz ciężkimi stratami, jakie w boju ponosiły jednostki włoskie. Wiązało się to także z krwawymi bitwami na froncie wschodnim. Rosło zatem niezadowolenie z dyktatorskich rządów Benito Mussoliniego, a dowódcy niemieccy alarmująco raportowali do Berlina, iż zniszczony został duch bojowy Włochów. Co więcej, całkowicie zanikła ich chęć do jakiejkolwiek walki. Zdawali sobie z tego sprawę alianccy politycy, którzy dostrzegali szansę szybkiego wykluczenia Italii z II wojny światowej. Dlatego też w pierwszych miesiącach 1943 roku musieli zdecydować, jak powinni zachować się po zwycięstwie w kampanii afrykańskiej. Churchill, który w Morzu Śródziemnym dostrzegał przede wszystkim brytyjską strefę wpływów, nalegał na przeprowadzenie ataku desantowego na Bałkany, aby jeszcze bardziej wzmocnić pozycję Imperium w tym rejonie. Nie można mu się dziwić, ponieważ panowanie na Morzu Śródziemnym prowadzącym do wschodnich kolonii brytyjskich było kluczową sprawą dla Wielkiej Brytanii zagrożonej upadkiem imperializmu. Zupełnie inne poglądy na ten temat miał prezydent USA Franklin Delano Roosevelt. Był bowiem przeciwny angażowaniu swoich jednostek na teatrze bałkańskim, dążąc za wszelką cenę do rozpoczęcia lądowań na terenie Francji. Otwarcie drugiego frontu w tym rejonie było z dawna ustaloną inicjatywą sił sprzymierzonych, jednakże w 1943 roku ich wojska nie były jeszcze przygotowane do operacji na tak dużą skalę. Dlatego też należało wybrać cel bliższy i łatwiejszy do opanowania. Podczas konferencji w Casablance Churchill i Roosevelt wypracowali wreszcie kompromis. Mimo długich targów, udało się im dojść do porozumienia, którego zasadniczym punktem było zaakceptowanie planu inwazji na Sycylię, skąd jednostki alianckie miały przeprawić się na Półwysep Apeniński i rozpocząć marsz na północ w celu zajęcia Rzymu. Spodziewano się, iż działania te odciążą walczących na wschodzie Sowietów (Niemcy zmuszeni byliby do przerzucenia części jednostek) oraz wykluczą Włochy z wojny, co miało być wynikiem konspiracyjnej działalności wewnątrzpaństwowych przeciwników Mussoliniego. Wszystkie te założenia nie były bezpodstawne, bowiem alianci przejęli inicjatywę na wszystkich frontach, a ich wrogowie coraz częściej myśleli o honorowej kapitulacji, czego wyrazem było formowanie silnej opozycji w Niemczech, która doprowadziła chociażby do zamachu na Adolfa Hitlera z 20 lipca 1944 roku. Rewolucyjne akcenty silniejsze były we Włoszech, choć wciąż nie brakowało zwolenników duce. Ten wydawał się być pewny siebie, jednakże i u niego zaczęto dostrzegać pierwsze objawy niepokojącego defetyzmu, co skrzętnie odnotował jego zięć Galeazzo Ciano w prowadzonych przez siebie niemal codziennych zapiskach. Naród włoski, zamęczony długotrwałym wysiłkiem zbrojnym, dostrzegał już, iż wizja Morza Śródziemnego jako mare nostrum nie miała związku z rzeczywistością. Co więcej, dyplomacja sił sprzymierzonych prowadziła ofensywę polityczną w niezaangażowanej do tej pory Hiszpanii oraz Turcji, które wahały się, czy nie skorzystać z okazji wsparcia aliantów w ich wysiłku przeciwko Niemcom. Doskonałą okazją do przyciągnięcia potencjalnych sojuszników było efektowne zwycięstwo na froncie śródziemnomorskim. Miało to bezpośredni związek z planami rozpoczęcia inwazji na Półwysep Apeniński, której pierwszym aktem miało być opanowanie leżącej nieco bliżej i słabiej bronionej Sycylii - niejako przepustki do Messyny. Stamtąd, po sforsowaniu Cieśniny Messyńskiej, droga wiodła wzdłuż słynnego włoskiego buta - taki kształt przypomina państwo włoskie na mapie. Plan operacji, której w końcu nadano kryptonim "Husky", był zatem prosty - wystarczyło zająć Sycylię. W praktyce to, co wydawało się proste w teorii, okazało się być trudniejszym, o czym poświadczyły krwawe zmagania na wyspie.

W chwili, gdy alianci szykowali się do, jak to określili Amerykanie mający niechętny stosunek do brytyjskich planów imperialnych, "śródziemnomorskiej awantury Churchilla" w Niemczech narastało zaniepokojenie spowodowane chwiejną postawą sojusznika włoskiego. Włosi nie gwarantowali bowiem i nie byli w stanie tego uczynić, niesienia wydatnej pomocy w kolejnych fazach II wojny światowej. Już 18 maja 1943 roku Hitler nakazał niedawnemu bohaterowi wojny w Afryce, feldmarszałkowi Erwinowi Rommlowi, opracowanie wytycznych planu "Alarich". Koncepcja ta zakładała zajęcie Włoch przez jednostki niemieckie zanim uczynią to alianci. Budowane w Alpach, na granicy niemiecko-włoskiej, fortyfikacje szczególnie niepokoiły "Lisa Pustyni", który obawiał się, iż w momencie wycofania się Włoch z wojny zostaną one obsadzone przez armię przeciwnika. Takie działanie zdecydowanie skomplikowałoby sytuację Niemców na froncie śródziemnomorskim. Niemieckie dowództwo szykowało też w pośpiechu plany przerzutu części wojsk z frontu wschodniego. Według sztabowców zajęłoby to około 10 dni, a w ciągu kolejnych do Włoch mogłyby przybywać następne jednostki. Jednocześnie dowódcą wojsk stacjonujących na Sycylii mianowano gen. Roatta, który wsławił się okrutną działalnością podczas kampanii bałkańskiej. Teraz miał zmobilizować żołnierzy broniących wyjątkowo strategicznie ułożonej wyspy. Alianckiej przepustki do Włoch, furtki Churchilla. Wkrótce siły niemieckie na półwyspie wzmocniono o cztery kolejne dywizje piechoty, a w razie potrzeby planowano ściągnięcie kolejnych szesnastu. Jednocześnie przygotowano się do opanowania przełęczy alpejskich, a w rejonie przełęczy Brenner rozmieszczono niemieckie baterie dział, skutecznie odstraszające potencjalnych sabotażystów. W czerwcu adm. Wilhelm Canaris, szef Abwehry, zaproponował nawet wysłanie tam specjalnych oddziałów komandosów. 2. flotę powietrzną operującą w basenie Morza Śródziemnego objął gen. Richthofen. Nie miał on jednak wystarczających sił, aby skutecznie przeciwdziałać brytyjsko-amerykańskiej ofensywie powietrznej, która wzmagała się z każdym dniem. Sztandarowym przykładem świetnego zastosowania przez aliantów lotnictwa bombowego było opanowanie śródziemnomorskiej wyspy Pantalleria. 13 maja rozpoczęto jej ostrzeliwanie. Mussolini liczył na to, iż garnizon wyspy liczący blisko 11 tys. ludzi walczyć będzie do ostatniego naboju. Tymczasem po regularnych atakach marynarki i lotnictwa sprzymierzonych Włosi załamali się. 11 czerwca rozpoczęto desanty, które wspierały krążowniki "Newfoundland", "Aurora", "Orion" i "Penelope". Jeszcze tego samego dnia garnizon skapitulował. Nazajutrz naporowi przeciwnika uległa pięciotysięczna załoga Lampedusy, a po kolejnym dniu alianci stali się panami Linosy i Lampione. Kilkusetosobowe grupy włoskich żołnierzy nawet nie miały zamiaru się bronić. Rozczarowanie sojusznikiem włoskim w Niemczech było tak wielkie, iż winą za niepowodzenia na froncie wschodnim obarczano właśnie Włochów. Gen. Friessner powiedział nawet: "Włosi całkowicie nas zawiedli". Poruszył on kwestie przegranej w Afryce oraz na wschodzie. Nic w tym dziwnego, ponieważ powszechnym stało się twierdzenie, iż żołnierz włoski nie potrafi dobrze walczyć, czego idealnym dowodem były kapitulacje włoskich wysepek. Otworzyło to aliantom drogę do Sycylii. Dzień rozpoczęcia operacji "Husky" wyznaczono na 10 lipca. Dla Amerykanów Sycylia była przepustką do Kanału La Manche, niejako przygotowaniem do kolejnej operacji, tym razem lądowania na wybrzeżach francuskich. Z kolei Brytyjczycy upatrywali w operacji "Husky" szansę na opanowanie rejonu Bałkanów zanim zrobią to Sowieci. Jak pisze Jerzy Lipiński: "Dwoistość poglądów prowadziła w konsekwencji do kompromisu, szkodliwego dla realizacji zasadniczej koncepcji strategicznej". Mimo wyraźnych rozbieżność, już w lutym rozpoczęto przygotowania do operacji. W maju weszły one w ostateczną fazę, co związane było z odciążeniem sił związanych do tej pory walkami na froncie północnoafrykańskim. Od tego momentu rozpoczęły się regularne naloty alianckich bombowców na włoskie porty i miasta. Druzgocące w skutkach bombardowania przyniosły zamierzony cel, osłabiając morale przeciwnika oraz oddalając zagrożenie ze strony jego floty. Tylko 5 czerwca poważnie uszkodzone zostały włoskie pancerniki "Vittorio Veneto", "Littorio" oraz "Roma" zaatakowane w forcie w Spezii. Wspomniane już zajęcie pomniejszych wysepek rozpoczęło akcję bezpośredniego przygotowania do desantu.

Hitler ze zrozumiałym niezadowoleniem przyglądał się rozwojowi wydarzeń na froncie śródziemnomorskim. Jego złość wzbudzał fakt szybkiego poddawania się kolejnych garnizonów włoskich, które na aliantów patrzyły raczej jak na wyzwolicieli, a nie jak na najeźdźcę. Strategiczne bombardowania pozycji włoskich porównywał do codziennych niemalże nalotów na niemieckie miasta, które wspaniale znosiła ludność niemiecka, bez słowa skargi wykonując pracę na rzecz powiększenia potencjału militarnego ojczyzny. Tego samego powiedzieć nie można o Włochach. Operacja "Husky" miała potwierdzić obawy führera względem ducha bojowego sojuszników. Zorganizowana została z wielkim rozmachem i, jak na ten czas, była największą operacją tego typu w historii wojskowości. Do wykonania desantu zaangażowano 7. armię amerykańską pod dowództwem gen. George'a Pattona oraz 8. armię brytyjską, którą dowodził marsz. Bernard Law Montgomery, wsławiony bojami pod El-Alamein. Obie jednostki wchodziły w skład 15. Grupy Armii, licząc trzynaście dywizji, 600 czołgów, 1800 dział i 14 tys. rozmaitych pojazdów mechanicznych. Ale to nie jednostki lądowe, nad którymi pieczę sprawował gen. Harold Alexander, wzbudzały największy lęk wśród obrońców Sycylii. Do boju posłano bowiem prawie 3200 okrętów różnego typu, którymi dowodził adm. A. B. Cunningham, dowódca brytyjskich sił śródziemnomorskich. Z kolei marsz. A. Tedder miał do swojej dyspozycji lotnictwo w sile 4 tys. samolotów i 1500 transportowców. Siły marynarki podzielone zostały na Western Naval Task Force wiceadm. Hewitta, który prowadził lądowanie 7. armii oraz Eastern Naval Task Force adm. Ramsaya zajmującego się desantem 8. armii. Ubezpieczeniem marynarki zajmowało się zgrupowanie wiceadm. Willisa, który miał do dyspozycji 4 pancerniki, 6 lekkich krążowników, 2 lotniskowce i 18 niszczycieli oraz zgrupowanie kmdr Woodhouse'a z 2 pancernikami i 6 niszczycielami w składzie. Do przeprowadzenia desantu oddelegowano 8. armię z 7 dywizjami, jedną brygadą piechoty, dwiema brygadami pancernymi i komandosów; Amerykanie mieli do dyspozycji 6 dywizji. Na Sycylii znajdowały się w tym czasie połączone siły włosko-niemieckie liczące niemieckie dywizję piechoty i dywizję pancerną oraz cztery włoskie dywizje piechoty i sześć dywizji obrony wybrzeża. Ponadto zgromadzone w tym rejonie siły powietrzne Państw Osi opiewały na liczbę 1850 samolotów. Z kolei włoskie siły morskie reprezentowało 5 pancerników, 8 krążowników, 48 niszczycieli i torpedowców oraz pomniejsze jednostki. Plan aliancki zakładał równoczesne lądowanie zgrupowań amerykańskiego (południowe wybrzeże w rejonie Licaty, Geli i Scoglitti), brytyjskiego (południowo-wschodni odcinek w rejonie Passero oraz Syrakuz) i dywizji powietrznodesantowych w rejonie Syrakuz i Geli. Ogół sił był na tyle duży, iż dowóz wojsk postanowiono podzielić na trzy tury. Głównym celem najeźdźcy było dotarcie do Messyny, zanim uczynią to jednostki włoskie i niemieckie, co umożliwiłoby ich zniszczenie na terenie Sycylii, odcinając jednocześnie drogę ucieczki sił Państw Osi. O świcie 10 lipca rozpoczęto operację "Husky". Wprawdzie Niemcom udało się wykryć wyjście w morze silnych zespołów okrętów, jednak nie byli oni w stanie w porę zareagować na spodziewaną ofensywę. Także w dniu rozpoczęcia kampanii włoskiej po stronie obrońców panował chaos i zamieszanie, czego dowodem było chociażby bezsensowne zachowanie obrońców Augusty. Na wieść o inwazji sprzymierzonych garnizon włoski postanowił zniszczyć zapasy amunicji i broni, wystrzeliwując tysiące nabojów na ślepo i obezwładniając działa obrony wybrzeża. Wprawdzie alianci w Auguście się nie pojawili, jednak efekt psychologiczny został wywarty. Tymczasem lądowania przebiegały w sposób zamierzony. Na trudności napotkali jedynie żołnierze desantujący z powietrze, co było spowodowane warunkami atmosferycznymi. Benito Mussolini przechwalał się, iż desant aliantów na Sycylię zostanie rozbity jeszcze na brzegu, jednakże z jego optymistycznych założeń nic nie wyszło. Choć jedna z amerykańskich plaż została skontrowana przez obrońców, sprzymierzeni umocnili się na brzegu i 12 lipca mieli już na Sycylii 160 tys. żołnierzy, którym oddano do dyspozycji 600 czołgów. Włosi nie przejawiali ochoty do walki, a gen. Ambrosio z włoskiego sztabu generalnego żądał od Niemców posiłków, wysuwając liczby niemożliwe do zrealizowania. To nasunęło Hitlerowi myśl, iż jest to celowy zabieg mający na celu wyprowadzenie Włochów z sojuszu z III Rzeszą. W związku z tym coraz aktywniej przygotowywano się do możliwości zajęcia Półwyspu Apenińskiego przez jednostki niemieckie. Dowódcą sił lądowych na Sycylii został gen. Hube, niegdyś żołnierz spod Stalingradu. Miał on zapobiec dalszemu sabotowaniu rozporządzeń niemieckich przez Włochów, których flota 13 lipca wyruszyła na krótki rejs i powróciła do portów bez styczności bojowej z przeciwnikiem. Tego samego dnia niemieckiej dywizji pancernej udało się powstrzymać natarcie 8. armii na północ od Augusty. W związku z tym sprzymierzeni postanowili wspomóc siły lądowe poprzez desant powietrzny. Wysłano zatem 119 samolotów transportowych oraz 19 szybowców, które wyruszyły z północnoafrykańskich lotnisk. Niestety, fatalne błędy spowodowały ostrzelanie wyprawy przez alianckie okręty, którym udało się strącić 11 samolotów. 27 innych zawróciło. Te, które wyruszyły w dalszą drogą, podczas przelotu nad wybrzeżem ponownie dostały się pod ogień własnej artylerii. I tym razem nie uniknięto bolesnych strat, a do wyznaczonego celu zdołało przybyć zaledwie 300 żołnierzy, którzy niewiele zmienili w komplikującej się sytuacji 8. armii. Brytyjczycy zmuszeni byli do reorganizacji i rozpoczęcia manewru okrążającego. Na amerykańskim odcinku frontu sytuacja wyglądała nieco korzystniej. Podczas desantu nie natrafiono na dobrze zorganizowany opór przeciwnika, jedynie wyprawy powietrznodesantowe zanotowały wysokie straty. Spowodowane to było jednak błędami w nawigacji oraz rozproszeniem żołnierzy, a nie kontrakcją obrońców. Jak już mówiliśmy, 12 lipca Amerykanie napotkali na swej drodze niespodziewane uderzenie dywizji pancernych wroga. 1 dywizja piechoty gen. Terry'ego de la Mesa Allena została zagrożona zepchnięciem w stronę morza. W porę zareagowała marynarka, a ostrzał prowadzony przez krążowniki "Savannah" i "Boise" oraz sześć niszczycieli wystarczył do załamania natarcia niemieckiej dywizji pancernej "Hermann Göring" gen. Paula Conratha przerzuconej z zachodniej części wyspy. Amerykanie poradzili sobie z Niemcami i słabo walczącymi Włochami i przeszli teraz do pełnej ofensywy. Dzięki zmechanizowaniu armii pochód w stronę Messyny mógł być szybki, co groziło Niemcom i Włochom odcięciem zanim zdążą się ewakuować z wyspy na kontynentalną część Włoch. Dlatego też rozpoczęli odwrót, którego celem było ratowanie jak największej liczby żołnierzy. W Berlinie wrzało. Nikt nie spodziewał się bowiem tak łatwego zwycięstwa sprzymierzonych. W związku z tym Hitler postanowił udać się na południe, aby spotkać się z Mussolinim. 19 lipca znalazł się w Treviso, gdzie konferował wraz z duce. Zasadniczo ich rozmowy sprowadzały się do monologów Hitlera i utyskiwań Mussoliniego, który zanotował w swych pamiętnikach: "On [Hitler] z kolei oświadczył mi, że kryzys włoski jest kryzysem przywództwa, stąd też należy go rozpatrywać w kategoriach czysto ludzkich. Obiecał wysłać samoloty oraz dywizje lądowe do obrony Półwyspu [...]". Na obietnicach się właściwie skończyło. Tymczasem ofensywa amerykańska nabierała tempa. Po zajęciu Vizzini przyszedł czas na kolejne miejscowości. 16 lipca zajęte zostało Agrigento. Następnie gen. Patton zdecydował się na próbę opanowania Palermo, do którego wkroczył 22 lipca. Nazajutrz zdobył jeszcze Marsalę. Nastąpił teraz okres zmagań w rejonie Troiny, zakończonych w pierwszym tygodniu sierpnia wycofaniem się jednostek niemiecko-włoskich z linii obronnej. Stamtąd ruszyły one do Messyny, gdzie zostały załadowane na barki i statki i w dniach 14-17 sierpnia przeprawione przez cieśninę. Blisko 70 tys. żołnierzy umknęło Pattonowi, a wraz z nimi 10 tys. pojazdów, choć operacja ewakuacyjna nie została przeprowadzona bez strat. 17 sierpnia, zaledwie w kilka godzin po wycofaniu się sił Osi, do miasta wkroczyły oddziały 7. armii Pattona. Wygrał on spektakularny i prestiżowy wyścig do Messyny, pokonując butnego Montgomery'ego, który miał do miasta bliżej, lecz utknął na linii Etny. Sycylia została zdobyta. Wraz z nią w ręce aliantów dostało się 140 tys. jeńców. Niemcy stracili 4300 zabitych, poległo także 4700 Włochów. Kilkanaście tysięcy żołnierzy poniosło rany. Po stronie aliantów największą daninę krwi złożyli Brytyjczycy - 2721 zabitych, 10 122 rannych lub zaginionych. Amerykanie utracili 2237 zabitych, 6544 rannych lub zaginionych. Z kolei jednostki kanadyjskie wspierające desant utraciły 562 zabitych oraz 1848 rannych lub zaginionych. Wśród strat wliczeni zostali także żołnierze wzięci do niewoli. Zwycięstwo było zatem imponujące, choć okupione dużymi stratami. Doprowadziło także do wydarzenia, którego znaczenie miało ogromny wpływ na dalsze losy kampanii włoskiej.

Niezadowolenie rządami Mussoliniego narastało we Włoszech od dawna. Inwazja aliantów na Sycylię pokazała podwładnym dyktatora, iż Włosi nie są w stanie dłużej ponosić wysiłku zbrojnego, a Niemcy nie potrafią ich obronić przed agresją przeciwników. Kwestią czasu zdawały się być kolejne uderzenia sprzymierzonych, którzy rzeczywiście szykowali się do rozpoczęcia marszu wzdłuż Półwyspu Apenińskiego. Dlatego też w samym sercu włoskiej administracji sformowała się grupa opozycyjna względem Mussoliniego. Należeli do niej najwyżsi dygnitarzy faszystowskich Włoch, którzy do tej pory wiernie stali przy swoim duce. Wśród nich znalazł się Galeazzo Ciano, Dino Grandi czy Pietro Badoglio. Co ciekawe, sam Mussolini zdawał sobie sprawę z pesymistycznych nastrojów, jednakże nie podejrzewał, iż w łonie jego współpracowników tworzy się spisek przeciw jego władzy. W rozmowie z Albertem Kesselringiem nie mógł nachwalić się Grandiego. Ten sam Grandi pokierował spiskowcami zmierzającymi do obalenia duce. A ten sam zaplatał sobie pętlę wokół szyi, zwołując na 25 lipca posiedzenie Wielkiej Rady Faszystowskiej. Zebranie rozpoczęło się późno w nocy i zakończyło nad ranem, a jego wynikiem było głosowanie. Członkowie Wielkiej Rady Faszystowskiej zdecydowali, iż Mussolini nie jest w stanie nadal pełnić swoich obowiązków głowy państwa i powinien zostać zdetronizowany. Duce nie zgodził się z werdyktem i postanowił szukać wsparcia u króla Wiktora Emanuela III. Król poparł jednak spiskowców i nakazał aresztowanie duce. Jednocześnie rozwiązano partię faszystowską. Nowy rząd sformować miał najbardziej znienawidzony przez Hitlera Pietro Badoglio. Führer, na bieżąco informowany o rozwoju sytuacji, w pierwszym odruchu chciał rozpędzić całe towarzystwo i wysłać do Rzymu niemieckie dywizje w celu przywrócenia porządku. Nie zdecydował się jednak na tak drastyczny krok, choć w ciągu sierpnia siły niemieckie we Włoszech zostały wzmocnione (2. dywizja powietrznodesantowa ulokowała się pod Rzymem, niedaleko umieszczono 3. dywizję grenadierów pancernych). I to wszystko mimo zapewnień Badoglio o poparciu dla polityki niemieckiej i potwierdzeniu sojuszu. Jeszcze 25 lipca do Berlina został zawezwany feldmarszałek Rommel. Miał on dowodzić wojskami niemieckimi na Półwyspie Apenińskim. Co więcej, z frontu wschodniego przerzucono wkrótce trzy dywizje pancerne SS, a do Włoch skierowano jeszcze oddziały z Grupy Armii "Południe" broniącej do tej pory Francji. Mussolini znajdował się tymczasem w więzieniu, a Hitler postanowił pomóc przyjacielowi, wysyłając na pomoc grupę pod dowództwem Otto Skorzenego, który uwolnił duce 12 września z hotelu Campo Imperatore. W międzyczasie Włosi byli świadkami kolejnych niesłychanych wydarzeń.

Pietro Badoglio tylko pozornie zapewniał Niemców o swojej przyjaźni, po cichu kontaktując się z aliantami i sondując ich chęć porozumienia. Co więcej, 30 lipca Rommel nadesłał niepokojące meldunki o obsadzaniu przez Włochów pozycji na przełęczy Brenner, co jednoznacznie wskazywało na możliwość odłączenia Włoch od koalicji. Szef Abwehry, Wilhelm Canaris, nie dostrzegał zagrożenia, a przynajmniej nie raportował o nim do Berlina. Sam był zamieszany w organizowanie spisku przeciw Hitlerowi i na rękę było mu zerwanie sojuszu łączącego oba państwa. Joachim von Ribbentrop, niemiecki minister spraw zagranicznych, był o wiele bardziej ostrożny w kontaktach z Włochami i po rozmowie z gen. Ambrosio w dniu 6 sierpnia był pewien, iż szykuje się zdrada. Dlatego też kontynuowano przygotowania do planu zajęcia Włoch. Hitler, w przypływie gniewu, planował nawet opanowanie Watykanu i aresztowanie papieża (operacji zajęcia Rzymu nadano kryptonim "Eiche"). Na szczęście dla Stolicy Apostolskiej, nie zdecydował się na tak pochopne posunięcie. Miał jednak dużo racji, mówiąc o Badoglio, iż ten jest wrogiem Niemiec. Jeszcze 25 lipca Churchill i Roosevelt ustalili, iż w wypadku podjęcia się negocjacji pokojowych przez Włochów, należy szansę wykorzystać i doprowadzić do odpadnięcia Włoch z Osi. Dlatego też na początku sierpnia wypracowana została formuła "honorowej kapitulacji", jakże inna od postulatu "bezwarunkowej kapitulacji" przyjętego podczas konferencji w Casablance. Ułożono 12 warunków, które spełnić musieli Włosi, aby zawrzeć ewentualny pokój. W Rzymie przyjęto to z zadowoleniem, choć było jeszcze za wcześnie na jakiekolwiek inicjatywy. Wreszcie 15 sierpnia do akcji przystąpił gen. Giuseppe Castellano, który złożył w ambasadzie brytyjskiej w Madrycie pismo, w którym postulował przyłączenie się Włoch do sił sprzymierzonych oraz wspólną walkę przeciwko Niemcom. Alianci wstępnie zaakceptowali negocjacje prowadzone przez Castellano, od tej pory rozmowy toczyły się w Lizbonie. W nocy z 19 na 20 sierpnia doszło do pierwszego spotkania przedstawicieli obu stron. W rozmowach Brytyjczyków reprezentował bryg. Kenneth W. D. Strong, z kolei Amerykanów gen. Walter B. Smith. Castellano wstępnie zgodził się na warunki aliantów, choć nie spodziewał się, iż zostanie tak ostro potraktowany. Następne rozmowy prowadzono na Sycylii od 31 sierpnia. Alianci zatwierdzili w tym czasie tzw. "długie warunki" zawierające 44 artykuły dotyczące kapitulacji Włoch. Sprzymierzeni wdawali się w dyplomatyczne przepychanki, tracąc cenny czas. To umożliwiało Niemcom znacznie wydatniejsze przygotowanie się do walki na Półwyspie Apenińskim. Wreszcie, 3 września o 17.30 w gaju oliwnym w Fairfield Camp przedstawiciele obu stron złożyli swoje podpisy pod pierwowzorem dokumentów. Gen. Smith i gen. Castellano sygnowali akt kapitulacji, który miał wejść w życie w dniu 8 września. Jednocześnie rozpoczęto dyskusje dotyczące współpracy militarnej obu stron. W czasie, gdy trwały ostatnie uzgodnienia, alianci przystąpili do kolejnej wielkiej operacji desantowej wymierzonej w Półwysep Apeniński. 3 września o 4.30 nad ranem pancerniki "Nelson", "Rodney" i "Valiant" ostrzelały włoskie wybrzeże w rejonie Reggio, co było bezpośrednim wstępem do operacji "Baytown", której głównym założeniem było sforsowanie Cieśniny Messyńskiej przez siły 8. armii gen. Montgomery'ego. Operacja lądowania na czubku włoskiego buta, w rejonie Villa San Giovanni udała się bez przeszkód, przy silnym wsparciu artyleryjskim marynarki oraz lotnictwa (przygotowanie artyleryjskie kosztowało aliantów 400 ton amunicji). Inwazję prowadziły trzy brygady kanadyjskiej i brytyjskiej piechoty, które szybko uporały się z włoskimi dywizjami obrony wybrzeża. Dwie stacjonujące tutaj dywizje niemieckie postanowiły nie stawiać oporu i wycofały się w górzyste tereny Kalabrii. Zwycięstwo aliantów było bezapelacyjne. Dlatego też coraz śmielej szykowali się do kolejnych posunięć. Gen. Dwight David Eisenhower postanowił wysłać do Rzymu gen. Maxwella D. Taylora z misją przygotowania operacji zajęcia miasta przez 82. amerykańską dywizję powietrznodesantową. Plany skończyły się fiaskiem, ponieważ Włosi nie byli jeszcze gotowi na współdziałanie, a 7 września niemieckie oddziały rozpoczęły rozbrajanie sojusznika włoskiego. Zajęte został również rzymskie lotniska, w związku z czym Taylor musiał powrócić z Rzymu. Na południu kraju sił Monty'ego bardzo wolno posuwały się do przodu, co spowodowane było trudnymi warunkami terenowymi oraz celową dywersją niemieckich żołnierzy, którzy niszczyli za sobą mosty. 8 września Montgomery postanowił zatrzymać ofensywę 8. armii. Następnego dnia miało rozpocząć się kolejne wielkie przedsięwzięcie sprzymierzonych, jakim niewątpliwie był plan lądowania jednostek anglosaskich pod Salerno. Niemcy wykryli ruch jednostek alianckich, domyślając się, iż zamierzają one przeprowadzić desant gdzieś na północ od Kalabrii. Obsadzono zatem wybrzeże od Neapolu po Salerno siłami 3 dywizji zmechanizowanych pochodzących z 10. armii gen. Vietinghoffa. Hitler zdawał sobie sprawę, iż Włosi są o krok od przejścia na stronę aliantów, dlatego też, aby zapewnić sobie lepsze rozeznanie w ich działaniach, wysłał do Rzymu Rudolfa Rahna, który został tam ambasadorem Niemiec. Ten doświadczony dyplomata szybko wysondował sojuszników, nie dał się zwieść zapewnieniom króla Wiktora Emanuela III ani pełnym patosu słowom Badoglio: "Niemcy jeszcze nie wiedzą, co to znaczy słowo honoru włoskiego marszałka!". Rahna zwodzono pięknymi gestami jeszcze w przeddzień oficjalnego ogłoszenia kapitulacji Włochów. 8 września w godzinach popołudniowych gen. Eisenhower za pośrednictwem Radia Algier podał do informacji publicznej wiadomość o zawieszeniu broni, które podpisali delegaci jego i Badoglio. Premier włoski oraz król Wiktor Emanuel III byli zmuszeni uciekać z Rzymu 9 września, kiedy to wkroczyły tam niemieckie jednostki. Obaj znaleźli schronienie u aliantów, podróżując przez Pescarę do Brindisi. Jednocześnie Włochom nakazano zaprzestanie jakichkolwiek działań zbrojnych przeciwko aliantom, a adm. Cunningham namawiał dowódców marynarki włoskiej do cumowania w alianckich portach. Nad ranem 9 września włoska flota zgromadzona do tej pory w La Spezia opuściła port i skierowała się na południe. Wśród okrętów były 3 pancerniki ("Roma", "Vittorio Veneto" oraz "Italaia"), 3 lekkie krążowniki ("Eugenio di Savoia", "Montecuccoli" oraz "Atillo Regolo"), 6 niszczycieli, a wkrótce dołączył do nich genueńskie 3 krążowniki ("Duca d'Aosta", "Duca degli Abruzzi" oraz "Garibaldi") i 2 niszczyciele. Krótko przed 16.00 jednostki zostały zaatakowane przez niemieckie lotnictwo. Zatopiony został pancernik "Roma", który zabrał na dno ponad 1300 ludzi. Ponadto zniszczone zostały jeszcze niszczyciele "Vivaldi" i "De Noli", które płynęły z innego kierunku. Siły włoskie skierowały się na Maltę, gdzie zostały umieszczone pod bacznym okiem Brytyjczyków. Obok wspomnianych już okrętów dopłynęły tam jeszcze pancerniki "Cesare", "Doria" i "Duilia", krążowniki "Cadorna" i Pompeo Magno" oraz niszczyciel. Dodatkowo alianci przejęli 34 włoskie okręty podwodne i 22 torpedowce oraz mniejsze jednostki. Niemcom udało się przechwycić krążowniki "Gorizia", "Taranto" i "Bolzano", 8 niszczycieli, 22 torpedowce i pomniejsze jednostki. Niektóre z załóg włoskich okrętów zdecydowały się poświęcić i zatopić swoje jednostki. I tak na dno poszły m.in. niszczyciele "Corazziere", "Zeno" czy "Maestrale". Ogółem jednak operacja przechwytywania włoskiej floty przez aliantów zakończyła się pełnym sukcesem, a adm. Cunningham był zadowolony z nowych zdobyczy i wyeliminowania wciąż groźnego przeciwnika w śródziemnomorskich bojach. Wróćmy zatem do Salerno, oddalonego o blisko 300 kilometrów od rejonów desantowania 8. armii w Kalabrii. Głównym założeniem operacji "Avalanche" było odcięcie drogi ucieczki niemieckim jednostkom wycofującym się z rejonów Kalabrii. Plan był prosty, jednakże jego wykonanie zależało od szybkiego opanowania wybrzeża między Salerno a Neapolem, gdzie, jak pamiętamy, Niemcy rozmieścili silne wzmocnienia (gen. Vietinghoff miał w tym rejonie dywizję pancerną "Hermann Göring", 26. i 16. dywizje pancerne - gen. Rudolf Sieckenius, 15. i 29. dywizje grenadierów pancernych i 2. dywizję powietrznodesantową). Neapol byłby później głównym celem ofensywy wzdłuż wybrzeża. Był to główny ośrodek wielkomiejski w tej części półwyspu. "Avalanche" rozpoczęto przed świtem 9 września siłami 5. armii dowodzonej przez gen. Marka Clarka. Zorganizowano ją jeszcze na terenie Afryki Północnej. Siły morskie użyte do przeprowadzenia operacji liczyły ponad 600 jednostek różnego typu, a ich dowódcą mianowano wiceadm. Hewitta. Wyruszyły one z północnoafrykańskich portów, dla niepoznaki sformowane w 16 konwojów. Początkowo desant przebiegał zgodnie z planem, a Niemcy nie zdecydowali się na silne kontrnatarcie. Niestety, powolne działania Brytyjczyków i Amerykanów skomplikowały ich sytuację. W natarciu wzięło ogółem udział 8 dywizji z obu krajów, w tym chociażby 34. dywizja "Red Bull" czy 36. dywizja "Texas" gen. Freda Walkera (pierwszy rzut) oraz 45 dywizja "Thunderbird" (rezerwowa). Ponadto podstawę sił desantowych tworzyły brytyjskie 46. dywizja "Oak Tree" i 56. dywizja "Black Cat", które składały się na 10. korpus brytyjski dowodzony przez gen. Richarda McCreery'ego (ponadto w jego składzie działały jeszcze amerykańskie 1., 3. i 4. bataliony komandosów). Amerykańskie siły tworzyły 6. korpus gen. Ernesta Dawleya. Wszyscy spodziewali się łatwej przeprawy, szczególnie, gdy ujawniono informacje o kapitulacji Włochów. Żołnierze lądujący pod Salerno byli pewni, iż oprócz słońca i pięknej włoskiej plaży nie czeka ich nic więcej. Tymczasem przywitał ich ogień niemieckich baterii obrony wybrzeża. Miejsce, jakie wybrali na lądowanie alianci, wydawało się być idealne. Dokładne badania prowadzone przez marynarkę wykazały, iż przy dobrych warunkach atmosferycznych forsowanie wybrzeża nie powinno stanowić kłopotu, a linia brzegowa umożliwiała łatwe przedostanie się na plaże. Mieli rację ci, którzy przewidywali łatwość w wychodzeniu na plaże żołnierzy alianckich. Nie pomyśleli jednak, co robić dalej. Powolny przypływ zaopatrzenia uniemożliwiał natarcie, które z kolei już drugiego dnia operacji "Avalanche" wyprowadzili Niemcy. Tylko dzięki dużemu wysiłkowi żołnierzy alianckich udało się uderzenie odeprzeć. 11 września kontratak Niemców doprowadził do wzięcia do niewoli 1500 jeńców, w większości z 10. korpusu. W dwa dni później gen. Vietinghoff postanowił uderzyć nieco śmielej, wykorzystując przybyłe posiłki (wśród atakujących były oddziały 2. dywizji pancernej oraz 1. dywizji grenadierów pancernych). Jego jednostkom udało się wbić w lukę pomiędzy 6. i 10. korpusem i niemalże odciąć od siebie oba zgrupowania. Momentami Niemcy zbliżali się na kilkaset metrów do plaży. Gen. Clark nie wpadł jednak w panikę i nie rozpoczął wycofywania swoich sił. Do 15 września alianci rzucili do boju jednostki rezerwowe, a wsparcie lotnictwa i marynarki umożliwiło im zatrzymanie nieustannego niemieckiego natarcia. 14 września na plażach pod Salerno lądowała brytyjska 7. dywizja pancerna. Tymczasem czołgom Vietinghoffa skończyło się paliwo, a gen. Kesselring postanowił wycofać swoje jednostki z wybrzeża, aby nie narażać ich na ryzyko ostrzału marynarki alianckiej. Jednocześnie do Salerno docierała powoli 8. armia Montgomery'ego prowadząca natarcie od południa. Na południowym odcinku frontu alianci także postanowili zorganizować operację desantową. 9 września siłami 1. dywizji powietrznodesantowej zaatakowali Tarent, który szybko zajęli. Nie powiodła się natomiast operacja opanowania wysp Dodekanezu, skąd sprzymierzeni zostali wyparci do listopada 1943 roku. 16 września skrzydła Montgomery'ego i Clarka połączyły się, co ostatecznie przesądziło losy zmagań pod Salerno. Straty jednostek alianckich wyglądały następująco - 10. korpus utracił 531 zabitych i 1915 rannych oraz 1561 wziętych do niewoli, z kolei 6. korpus 225 zabitych, 835 rannych o 589 wziętych do niewoli. Dane te obejmują okres do 16 września 1943 roku.

Nie był to bowiem jednak zmagań w tym rejonie a aliantom nadal ciężko szło posuwanie się w kierunku północnym, choć Niemcy nie kontratakowali już tak zaciekle, jak podczas pierwszych dni operacji "Avalanche". Odnosili jednak sukcesy w północnych Włoszech, gdzie realizowano operację "Achse" (zajęcia terytorium włoskiego). Rzym, mimo częściowego oporu jednostek dotychczasowego sojusznika, padł łupem Niemców dość szybko. Nie inaczej stało się z północną częścią kraju, gdzie niepodzielnie panował Wehrmacht. Tam też Hitler postanowił powołać marionetkowy Rząd Narodowy z Alessandro Pavolinim na czele. Po uwolnieniu Mussoliniego przez komandosów Skorzenego utworzona została Włoska Republika Socjalna, nazywana w skrócie Salo, gdzie rządy objął duce. Jego władza była jednak tylko iluzoryczna. Jednostki włoskie Niemcy bezlitośnie rozbrajali, a żołnierzy nowego wroga kierowali do obozów pracy. 716 tys. żołnierzy włoskich zostało wysłanych do Rzeszy. Jak wspomina Cosmo Fragnito z 205. Battaglione Chimico:
"Nazajutrz po zawieszeniu broni koszary, w których stacjonował mój batalion, zostały około piątej rano otoczone przez niemieckie i faszystowskie wojska, które rozkazały nam złożyć broń. Odmówiliśmy i wkrótce wybuchła strzelanina, a w trakcie dalszej bijatyki doznałem dwukrotnych obrażeń nogi i zostałem lekko ranny w lewe jądro. Mój batalion poddał się ostatecznie około 11.30, a ponieważ po obu stronach byli ranni, Niemcy pozwolili personelowi medycznemu zabrać ich do punktów sanitarnych. Ja znalazłem się w rzymskim szpitalu "Celio". Wielu towarzyszy z mojej jednostki, którzy nie odnieśli obrażeń, miało mniej szczęścia, gdyż wysłano ich do Niemiec w charakterze jeńców".

Wyjście Włochów z koalicji Osi Niemcy potraktowali jak zdradę i zastosowali reperkusje adekwatne do tego pojęcia. Przydatne sprzęty wysyłano do Rzeszy, rekwirowano mienie ruchome i nieruchome, a obszar okupowany przez Niemców traktowano równie bezlitośnie jak podbite niegdyś terytoria europejskie. Odebrano Włochom 449 czołgów, 2 tys. dział i 400 bardzo dobrej jakości samolotów, których Włosi nie używali, co wprowadziło w osłupienie dowódcę Luftwaffe Hermanna Göringa. Hitler był zadowolony z powodu uzyskania nowego sprzętu. Cieszyła go również umiejętnie przeprowadzona operacja wycofywania się spod Salerno. Siły Kesselringa (dowodził ogółem jednostek niemieckich we Włoszech, przy czym Rommlowi podporządkowano Grupę Armii "B") planowo opóźniały marsz przeciwnika, niszcząc mijane mosty, linie kolejowy, tunele i drogi. Taktyka ta niezwykle skutecznie hamowała siły 5. i 8. armii. A w ich łonie narastało niezadowolenie z prowadzonej kampanii włoskiej. Żołnierze narzekali na nadmiar wrażeń i obowiązków, nie spodziewając się zapewne, iż walki będą tak zacięte. Dowódcy tymczasem popadli w konflikty - Clark kłócił z McCreery'm, Montgomery stroił fochy z powodu odgrywania pośledniej roli podczas pierwszej części kampanii. Także żołnierze odczuwali niepokój, czego wyrazem był chociażby protest 700 brytyjskich wojaków przydzielonych do różnych jednostek, choć oczekiwali walki w oddziałach macierzystych. Ofensywa aliantów nabrała tempa o tyle, o ile pozwolili na to Niemcy. 23 września zajęli Oliveto, 27 września zajęta została Foggia i Nocevo, a 1 października sprzymierzeni wkroczyli do Neapolu. Miasto zostało zrujnowane przez niemieckich żołnierzy, którzy zniszczyli port i urządzenia wodociągowe, zaminowali budynki i zabrali ze sobą pojazdy kołowe, jednocześnie ostrzeliwując włoskich powstańców. Ostatecznie dopiero 7 października Neapol został w pełni opanowany siłami 5. armii amerykańskiej. Straty Amerykanów wyniosły do tej pory 511 zabitych, 5428 rannych i 2367 zaginionych. Kesselring postanowił zorganizować kolejną linię obrony 25 mil na północ od miasta, wykorzystując do tego celu rzekę Volturno. Uzyskał akceptację Hitlera i rozpoczął przygotowania do kolejnej batalii. Co więcej, na mapie kreślił kolejne linie umocnień, które miały powstać, aby powstrzymywać aliantów w ich pochodzie do Rzymu. I tak stworzona została linia zimowa, a następnie linia Gustawa tworzona przez inżyniera ze sztabu Kesselringa, Hansa Bessella. Głównym punktem ostatniej z nich było wzniesienie Monte Cassino z górującym na szczycie benedyktyńskim klasztorem. Jak się później okazało, taktyka Kesselringa była doskonała, zabierając mnóstwo czasu przeważającym jednostkom alianckim. Brytyjska 8. armia prowadząca ofensywę nieco na wschód od 5. armii 27 września zajęła lotnisko pod Foggią nieopodal wybrzeża Adriatyku, co było wynikiem akcji 78. dywizji "Battleaxe", która 22 września wylądowała w Bari. Na swoim lewym skrzydle Montgomery miał w tym czasie 5. armię. Ofensywa 8. armii hamowana była przez coraz gorsze warunki terenowe. W praktyce zrezygnowano z posuwania się skalistym i stromym wybrzeżem Adriatyku, gdzie podnóża masywu górskiego Apeninów opadały do morza. W związku z tym dalsze natarcie prowadzone było nieco bardziej wewnątrz półwyspu, choć i tam górzyste tereny uniemożliwiały szybkie poruszanie się na północ. Na początku października na tyłach nieprzyjaciela w pobliżu Termoli wylądowali brytyjscy komandosi. Niemcy szybko zaatakowali niespodziewane wsparcie dla 8. armii, jednakże dzięki pomocy marynarki siłom Monty'ego udało się połączyć z komandosami. Niemcy zmuszeni byli ustąpić pola, a 8. armia podążała na linii od Larino po Campobasso, osiągając Termoli położone nad rzeką Biferno. Tymczasem wśród najwyższych dowódcow niemieckich narastały rozbieżności. Mimo iż taktyka Kesselringa wydawała się być skuteczna, nie zgadzał się z nią feldmarszałek Erwin Rommel. Mocno krytykował posunięcia Kesselringa i uważał, iż obrana przez niego strategia jest niemożliwa do zrealizowania. Dlatego też odmówił wsparcia jednostek walczących w centralnej części kraju oddziałami z Grupy Armii "B". Hitler, który mocno interesował się rozwojem wydarzeń na froncie włoskim, postanowił interweniować. Ocenił on zaistniałą sytuację zgodnie z założeniami Kesselringa. Na początku października nakazał organizowanie obrony na linii Gaety i Ortony. Zawezwany do niego 15 października Rommel sprzeciwiał się podobnym posunięciom, co nasunęło führerowi myśl, iż dowódca nie wierzy w możliwość zwycięstwa i wciąż nie może otrząsnąć się z porażki poniesionej w Afryce Północnej. Później wspominał: "We Włoszech również przewidywał [Rommel], że lada chwila doznamy klęski. Ale nic takiego się nie stało. Bieg wydarzeń zadał kłam jego teoriom i w pełni uzasadnił moją decyzję niewycofywania wojsk feldmarszałka Kesselringa. [...] Uważam, że jeśli ktoś nie jest optymistą z ducha, nie nadaje się na dowódcę". Spotkanie odbyło się 17 października. W kilka dni później do Hitlera przybył tryskający optymizmem Kesselring. Führer przychylił się do jego oceny sytuacji i postanowił odwołać Rommla ze stanowiska dowódcy Grupy Armii "B". 6 listopada powierzył mu nowe zadanie, budowania obrony w północnej Francji, gdzie spodziewana była kolejna ofensywa sprzymierzonych. Kesselring został dowódcą wszystkich sił we Włoszech i mógł ubiegać się o wsparcie jednostek znajdujących się na północy, co wyszło Niemcom zdecydowanie na dobre podczas kampanii włoskiej. Dobitnie świadczy o tym fakt, iż 45. dywizja, posuwając się zaledwie o 15 mil na północ od Salerno, musiała zbudować 25 nowych mostów na miejsce tych, które zniszczył przeciwnik. Nie inaczej było w przypadku marszu od Neapolu. Miasto szybko zaczęto odbudowywać, a najważniejszą jego częścią stał się zniszczony przez Niemców port, który uruchomiono częściowo już w pierwszym tygodniu października. Szybko zaczęto przysyłać tam posiłki - ludzi, wyposażenie, żywność. Teraz należało zająć się sforsowaniem linii Volturno. Jak już mówiliśmy, na prawym skrzydle operacja przełamywania niemieckiej obrony powiodła się, a obrońcy wycofali się na kolejną rubież - linię Barbary, której głównym atutem była rzeka Tringo. Był to jeden z pomniejszych pasów umocnień, który stał się częścią silnej linii zimowej. Tymczasem na zachodnim skrzydle 12 października atak rozpoczęła 5. armia. 10. korpus nacierał na wybrzeżu Morza Tyrreńskiego. Uderzenie utrudniały obfite opady deszczu, które hamowały ofensywę. Mimo to 13 października udało się przełamać obronę niemiecką i zdobyć przyczółki na rzece Calore. 14 października do walk włączył się ponownie marynarka, wykonując podobne zabiegi, jak w przypadku Salerno. Do 19 października alianci przejęli całkowitą kontrolę nad linią rzeki Volturno. Nieprzyjaciel znowu się wycofywał, ale po raz kolejny czynił to niezwykle umiejętnie, wysadzając mosty i minując wąskie przesmyki, które w górzystym terenie były kluczem do zdobywania terenu.

Ulewne deszcze zamieniły apenińskie doliny w grzęzawiska, a małe potoki w rwące górskie rzeki. Alianci nie byli w stanie ścigać spokojnie wycofującego się wroga. 13 października, a więc w dniu przełamania umocnień linii Volturno, Włochy wypowiedziały Niemcom wojnę. Akt ten był raczej symbolem, ponieważ włoskie jednostki w niewielkim jedynie stopniu zdecydowały się wesprzeć ofensywę aliantów. Winston Churchill po zwycięstwie w rejonie Volturno przewidywał, iż w ciągu najbliższych dwóch miesięcy jego żołnierze znajdą się w Rzymie. Tymczasem o szybkim zdobyciu stolicy nie mogło być mowy, ponieważ sprzymierzeni praktycznie nie zdobywali terenu, a jeśli już uzyskiwali jakieś zdobycze terytorialne, to były one spowodowane odpuszczeniem przez Niemców, a nie działaniami 5. armii. Linia zimowa była niejednolitym pasem umocnień górskich, które oparto przede wszystkim na liniach rzeki Garigliano na zachodnim odcinku, pasma Apeninów na odcinku centralnym i wreszcie rzeki Sangro na prawej flance sił alianckich. Budową umocnień zajęła się Organizacja Todta, kierowana przez nadwornego architekta Hitlera Alberta Speera. Wykorzystując warunki terenowe inżynierowie Speera zbudowali pas rozciągający się od Morza Tyrreńskiego po Morze Adriatyckie. Był to jednocześnie wstęp do linii Gustawa znajdującej się nieco bardziej na północ i obejmującej masyw Cassino, który otwierał drogę do doliny Liri, a tym samym do Rzymu. Wśród pozycji niemieckich na zachodnim odcinku frontu szczególne znaczenie zdobyły sobie linia Bernhardta i linia Hitlera. Ogółem wszystkich umocnień na południe od Rzymu broniło 15 różnych jednostek niemieckich (dwie udało się Kesselringowi ściągnąć z północnej części kraju w początkach listopada - zasiliły one 14. korpus pancerny). W tym samym czasie jednostki 5. armii prowadziły rozpoznanie, aby przekonać się, co czeka amerykańskich żołnierzy, gdy spróbują sforsować umocnienia linii zimowej. Początkowo podejrzewano, iż znajduje się tam jeden pas zabezpieczający, później wywiad rozpoznał co najmniej dwie linie fortyfikacyjne. Z opowieści zbiegów włoskich oraz niemieckich jeńców aliancki wywnioskowali, iż na linii rzek Rapido i Garigliano oraz masywu Monte Cassino Niemcy skoncentrowali większość swoich oddziałów i to tam zbudowali pas umocnień nazwanych linią Gustawa, wznosząc bunkry, stanowiska artylerii. Wydawało się również, iż lewe skrzydło obrony niemieckiej jest słabiej przygotowane do obrony. Znajdowała się tam jednak trudna do przeprawy rzeka Sangro. Dowództwo 15. grupy armii z gen. Alexandrem na czele postanowiło opracować plan, którego głównym założeniem był atak 8. armii około 20 listopada, co pozwoliłoby odciągnąć część niemieckich jednostek z frontu znajdującego się w pasie uderzenia 5. armii, która miała nacierać około 30 listopada. A teren, w którym się poruszali był w coraz gorszym stanie. Apenińska zima sprawiła, iż temperatury spadały grubo poniżej zera. Gen. Alexander podsumował teren zmagań słowami: "Na pozór nieskończony szereg łańcuchów górskich, wąwozów i rzek na terenie Włoch wymagał żołnierskich cech dzielności bojowej i wytrzymałości w stopniu niespotykanym na żadnym innym teatrze działań wojennych". I miał rację, ponieważ taktyka Vietinghoffa i Kesselringa zakładała, iż niemieckie wojska walczyć będą o każdy skrawek włoskiego lądu, wycofując się dopiero wtedy, gdy dalsze zmagania nie będą miały sensu. W konsekwencji ziemia włoska została spustoszona przez obie strony konfliktu, a według wspomnień Billa Mauldina: "Nie ma wątpliwości, że Włosi płacą wysoką cenę za swoje stare grzechy. Kraj wygląda tak, jakby od jednego krańca po drugi przeorały go gigantyczne grabie". 2 listopada alianci dotarli do rzeki Garigliano. 10. korpus gen. McCreery'ego od 5 listopada miał szturmować pozycję Monte Camino, która umożliwiała opanowanie drogi numer 6 Via Casilina prowadzącej na Monte Cassino. Po pięciu dniach walk i dużych stratach 56. dywizji piechoty zaniechano uderzenia. Niemcy przygotowali się do odparcia ataku niemalże idealnie. Teraz gen. Alexander postanowił dać odpocząć swoim żołnierzom i nakazał chwilowe przejście do defensywy. 1 grudnia atak wznowiono, tym razem siłami 46. dywizji. Nazajutrz wsparła ją 56. dywizja. Obie działały w ramach 10. korpusu brytyjskiego. Ponownie wywiązały się ciężkie walki, a Niemcy doskonale ostrzeliwali się ze wzgórza, spychając aliantów w dół. Dopiero 6 grudnia udało się im opanować Monte Camino. Umożliwił to ostrzał artyleryjski, który pochłonął niewiarygodną ilość amunicji. W połowie grudnia padły również niemieckie pozycje na Monte Sammucro, co określane było jako klucz do umocnień na Monte Cassino. Jednostki alianckie wdarły się wreszcie na szczyt, po ich prawej stronie operował 2. korpus amerykański gen. Geoffreya Keyesa z 3. i 36. dywizją w składzie. Dalej znajdowały się jednostki 6. korpusu z 45. i 34. dywizją. Naprzeciw nich stanęły silne jednostki niemieckie, które reprezentował w tym rejonie 14. korpus pancerny z 94. dywizją piechoty, 15. dywizją grenadierów pancernych, 29. dywizją grenadierów pancernych, 44. dywizją grenadierów pancernych i 305. dywizją grenadierów pancernych. Po 5 grudnia w rejon Mignano przybyły jednostki dywizji pancernej "Hermann Göring" oraz w rejon Filignano 5. dywizji górskiej. Ernie Pyle, amerykański korespondent wojenny był przerażony warunkami, w których przyszło walczyć 5. armii: "Nasi żołnierze egzystowali w niewyobrażalnie ciężkich warunkach. W żyznych ciasnych dolinach błoto sięgało po kolana. Tysiące żołnierzy przez wiele tygodni leżało nocą w wysokich w górach w temperaturze spadającej poniżej zera, w sypiącym na nich śniegu. Wkopywali się między głazy i spali w małych rozpadlinach, za skałami i w płytkich jaskiniach. Żyli jak ludzie w czasach prehistorycznych i bardziej niż karabin maszynowy pasowałaby im maczuga. Jak przetrwali tę potworną zimę, nie mieściło się w głowie tym, którzy mieli szansę spać w suchych łóżkach w cieplejszych dolinach". 7 grudnia szefowie sztabów państw alianckich uzgodnili, iż z dniem 10 grudnia obowiązywać będzie nowy system dowodzenia jednostkami sprzymierzonych. W związku z tym gen. Eisenhower został mianowany Naczelnym Dowódcą Śródziemnomorskiego Teatru Wojennego. Sytuację skomplikował jednak fakt powołania go przez prezydenta Roosevelta na stanowisko naczelnego dowódcy operacji "Overlord". Informację o nominacji podano do wiadomości publicznej 24 grudnia przy jednoczesnym ogłoszeniu, iż następcą Eisenhowera zostaje gen. Henry Maitland Wilson, który obowiązki Naczelnego Dowódcy Śródziemnomorskiego Teatru Wojennego pełnił od 8 stycznia 1944 roku. Jego zastępcą został gen. Jacob L. Devers. Szefem lotnictwa został gen. Ira Eaker, jego zastępcą i dowódcą RAF marsz. lotnictwa John Slessor. Gen. Alexander nadal był zwierzchnim dowódcą operacji na froncie włoskim. Tak pomyślane dowództwo oddawało większość władzy w ręce Amerykanów, których zaangażowanie na froncie europejskim rosło wprost proporcjonalnie do rozwoju sytuacji. Wyprzedziliśmy jednak nieco wydarzenia na froncie włoskim. 8. armia posuwała się do przodu na prawej flance alianckich sił lądowych. 5 grudnia rzeka Sangro wylała, co spowodowało zatrzymanie ofensywy Montgomery'ego. Został on wkrótce wezwany do Londynu, gdzie powierzono mu dowodzenie w operacji "Overlord". We Włoszech nie zdołał uczynić już nic pożytecznego. Na lewej flance atak rozpoczęła 36. dywizja. Po zdobyciu dwóch wzgórz otwarła sobie drogę na San Pietro i przypuściła szturm w tym rejonie 7 grudnia. Wśród żołnierzy dywizji "Texas" operował pułk 5486 włoskich żołnierzy z 1. grupy zmotoryzowanej (Raggruppamento Italiano Motorizzato) dowodzonej przez gen. Vincenzo Dapino. Ich celem było zdobycie Monte Lungo, jednakże nie sprostali zadaniu, co zmusiło 36. dywizję do wsparcia włoskich wysiłków. Po dużych stratach Amerykanie wycofali się. 15 grudnia wybuchła kolejna bitwa o San Pietro. Dopiero o świcie 16 grudnia udało się im opanować rejon Mount Lungo, do zrujnowanego San Pietro wkroczył 143. pułk piechoty. Żołnierze, którzy zdobyli miasteczko zastali ruiny tego, co kiedyś było piękną, górską okolicą tętniącą życiem. Ponieśli jednak przy tym bardzo wysokie straty, co wkrótce zmusiło dowództwo do zluzowania jednostki 34. dywizją "Red Bull". 16 grudnia Niemcy wyprowadzili jeszcze kontratak na pozycje zdobyte przez aliantów, jednak nazajutrz załamał się on w celnym ogniu sprzymierzonych. Zmagania o San Pietro nie były jeszcze skończone, a alianci wkroczyli do miasta w najbliższych dniach. Podczas gdy 10. i 2. korpus toczyły walki na prawym skrzydle, w centrum frontu uaktywnił się także 6. korpus. Operował on pomiędzy Mount Corno i Mount Mare. Od 1 grudnia trwały walki o La Bandita i Lagona na odcinku 45. dywizji oraz Mount Pantano, gdzie operowała 34. dywizja. Krwawe walki komplikowała dodatkowo pogoda. Śnieg i mróz mocno dawały się we znaki żołnierzom obu stron. Najbardziej jednak utrudniały zadania ofensywne. Alianci znowu wykorzystywali moc artylerii, zadając ciężkie straty Niemcom znajdującym się na szczytach wzgórz. W szeregach sprzymierzonych również rosły liczby zabitych i rannych, co spowodowane było ciężkimi warunkami i ostrzałem prowadzonym przez wroga ze wzgórz. 9 grudnia 34. dywizję wspomogły oddziały francuskiej 2. marokańskiej dywizji piechoty gen. Dody'ego. Jego jednostka przybyła do Neapolu kilka dni wcześniej, w ostatniej dekadzie listopada. W nocy z 14 na 15 grudnia dywizja rozpoczęła ofensywę, którą wspierały oddziały 45. dywizji (miała naprzeciw siebie świeżych niemieckich żołnierzy z 44. dywizji grenadierów pancernych). Wprawdzie 45. dywizji udało się zająć wzgórze 769, jednakże postęp jednostki na kierunku Lagone był powolny. Podobnie rzecz się miała na odcinku 2. dywizji marokańskiej. Udało się zdobyć tylko część Mount Pantano. 18-19 grudnia ofensywa została wstrzymana, co wywołało oburzenie Churchilla, który nazwał to posunięcie skandalicznym. 1. dywizja kanadyjska na odcinku 8. armii doszła do Ortony, ale i tam nie było szans, aby przełamać obronę niemiecką. W związku z tym dowództwo postanowiło póki co nie organizować kolejnych uderzeń na całej długości frontu apenińskiego. Działania zaczepne prowadziła w ostatnich dniach grudnia 36. dywizja, której stan liczbowy został mocno nadwyrężony w boju. 26 grudnia oddziały z 36. dywizji zdobyły wzg. Morello. Po zluzowaniu przez 34. dywizję żołnierze z Texasu mogli wreszcie odpocząć. Dywizja "Red Bull" przystąpiła do realizacji nowych zadań. Nowy Rok zastał aliantów o jakieś 8 mil od głównych umocnień linii Gustawa z Monte Cassino na czele. 34. dywizja wyprowadziła natarcie na San Vittore i zdobyła je 6 stycznia, płacąc dużą daninę krwi. Ostatnim punktem, który miała zdobyć, było Cervaro. Nie powiodły się jednak próby ofensywy lądowej, co zmusiło aliantów do wykorzystania lotnictwa. 12 stycznia miejscowość zrównano z ziemią, a Niemcy nie mieli już czego bronić. Wycofali się także obrońcy Monte Trocchio, gdzie 3. batalion ze 168. pułku 34. dywizji wkroczył 15 stycznia. W ostatnich dniach grudnia ograniczone walki prowadziła 45. dywizja, próbując bezskutecznie zająć Mount Molino. Skończyło się na mniej ważnym Mount Rotondo i wycofaniu z okolic Mount Molino. Rosły straty spowodowane nie tylko działalnością wroga, ale i chorobami - odmrożenia były na porządku dziennym. W ostatnich dniach 1943 roku trwało przegrupowanie alianckich jednostek. Wspominaliśmy już zastąpienie 36. dywizji 34. dywizją w dniu 30 grudnia (w styczniu żołnierze 36. powrócili na front). Następnego dnia siły 15. i 3. dywizji zostały zluzowane przez 6. i 1. dywizje. 6. Korpus został zastąpiony przez Francuski Korpus Ekspedycyjny dowodzony przez gen. Alphonse P. Juina (2. dywizja marokańska i 3. dywizja algierska gen. Josepha de Monsaberta, która zastąpiła zmęczoną 45. dywizję). Reorganizacja zakończyła się w dniem 5 stycznia, kiedy to sprzymierzeni rozpoczęli ostatnią fazę zmagań na linii zimowej. Zmiany zachodziły również po stronie niemieckiej. 44. dywizja grenadierów zastąpiła część 29. dywizji grenadierów pancernych, zajmując miejsce pomiędzy Mount Majo i Mount Porchia. O wysiłku podjętym przez 34. dywizję mówiliśmy, zajmiemy się zatem innymi odcinkami frontu (warto wspomnieć, iż jeszcze 27 grudnia 8. armia po ciężkich walkach zdobyła Ortonę atakowaną od 9 grudnia - przekroczenia rzeki Moro). Führer nie szczędził swoim wojakom pochwał, prosząc ich o obronę każdego metra ziemi. Ortona stała się tego znakomitym przykładem - obrońcy 1. dywizji spadochronowej sprawili niemały kłopot nacierającym wojskom 8. armii, w tym 1. dywizji kanadyjskiej. Straty alianckie w trakcie bitwy wyniosły 650 ludzi. Bitwa o linię zimową zakończyła się. Jej wynikiem były potężne straty po obu stronach - wynoszące 15 930 ludzi wśród żołnierzy jedynie 5. armii. Był to jednak dopiero początek boju o Monte Cassino.

W połowie stycznia 1944 roku sytuacja sprzymierzonych na froncie włoskim nadal była fatalna. Wprawdzie w ostatnich tygodniach udało się im wreszcie dobić do głównych umocnień linii Gustawa, jednakże nie byli oni w stanie sforsować bariery, jaką zbudowali Niemcy w oparciu o naturalne umocnienia zafundowane w tym rejonie przez naturę. Churchill jeszcze niedawno planował zajęcie Rzymu przed świętami Bożego Narodzenia, ewentualnie w styczniu 1944 roku, z jego planów nie pozostało nic. W związku z tym alianci zaczęli przygotowywać się do operacji "Shingle" - planu wysadzenia desantu w okolicach Anizo. W mniemaniu Brytyjczyków takie uderzenie winno zmusić Niemców do opuszczenia linii Gustawa, a w najgorszym wypadku do jej znacznego osłabienia spowodowanego odesłaniem posiłków dla niemieckich jednostek walczących pod Anzio. Gen. Eisenhower był jednak sceptykiem, uważając, iż siły przeznaczone do wykonania zadania są zbyt małe, aby cokolwiek zdziałać. Ostatecznie w połowie grudnia ustalono, iż wykorzystane zostaną dwie dywizje, a operacja rozpocznie się około 20 stycznia. Problemem po raz kolejny okazała się niewystarczająca ilość barek desantowych. Churchill na froncie śródziemnomorskim miał do dyspozycji ilość barek, która wystarczała do przewiezienia jednej dywizji, co spowodowało, iż zwrócił się do Roosevelta z prośą o zwłokę w odprawianiu jednostek na potrzeby operacji "Overlord". Prosił o zatrzymanie 56 barek. Ostatecznie Roosevelt przystał na propozycję sojusznika, a Alexandrowi ogółem dostarczono 87 barek desantowych z wymaganej liczby 88, o które się ubiegał. Miał zatem wystarczające siły morskie do przeprowadzenia kolejnego już desantu - poprzednie operacje tego typu zakończyły się sukcesami, a to napawało dowództwo alianckie optymizmem. Do wykonania zadania oddelegowany został 6. korpus gen. Lucasa działający do tej pory w ramach 5. armii. Obok lądowania pod Anzio sprzymierzeni mieli wykonać uderzenia na linii Gustawa. Mówiliśmy już o fiasku operacji prowadzonej przez Francuski Korpus Ekspedycyjny od 12 stycznia. 20 stycznia w centrum linii Gustawa natarcie wyprowadził 2. korpus, usiłując sforsować linię rzeki Rapido. Po dwóch dniach niezwykle ciężkich walk Amerykanie zmuszeni byli do wycofania się na poprzednio zajmowane pozycje. Jeden z kluczowych elementów wspierających operację "Shingle" zawiódł. 21 stycznia z portu w Neapolu wyszła w morze silna armada, kierując się pod Anzio. Operacją morską kierował kontradm. Frank J. Lowry, który miał do dyspozycji 4 krążowniki, 24 niszczyciele, 2 kanonierki, 2 okręty obrony przeciwlotniczej, 2 okręty podwodne, 43 trałowce oraz szereg pomniejszych jednostek, na które zaokrętowano 3. dywizję amerykańską, i 1. dywizję brytyjską oraz fragmenty innych jednostek - łącznie 50 tys. żołnierzy i ponad 5000 pojazdów (jako siła rezerwowa miała wkrótce przybyć 45. dywizja). Plan lądowania zakładał desant Amerykanów na południe od miasta, natomiast Brytyjczyków na lewej flance sojusznika, a więc na północ od Anzio. O 2.00 22 stycznia pierwsi żołnierze sprzymierzonych zaczęli lądowanie. Niemcy byli kompletnie zaskoczeni desantem - Kesselring, którego w błąd wprowadził adm. Canaris opustoszył te rejony z wojsk niemieckich i teraz, dowiedziawszy się o inwazji w pięć godzin po jej rozpoczęciu, zaczął słać posiłki w sile 2 dywizji. Wkrótce za swoje potknięcia szef Abwehry zapłaci głową. Na razie jednak alianci umacniali się na zdobytych przyczółkach i do końca następnego dnia zdołali wyrzucić na brzeg blisko 90% całości sił przeznaczonych do ofensywy z łącznymi stratami sięgającymi 13 zabitych, 97 rannych i 44 zaginionych. Posiłki przypływały coraz szybciej, a wsparcie ogniowe marynarki skutecznie hamowało zapędy Niemców. Na początku lutego Lucas dysponował już 70 tys. żołnierzy i 18 tys. pojazdów. 24 stycznia 1. dywizja zaczęła powolny marsz w głąb lądu, kierując się na Campoleone. Jednocześnie szybko uruchamiano port w Anzio, aby zmaksymalizować dostawy dla walczących. 25 stycznia 45. dywizji udało się zająć Aprilla, na tym jednak skończyły się alianckie sukcesy. 26 gen. Lucian K. Truscott zatrzymał ofensywę 3. dywizji, nakazując przegrupowanie sił. To właśnie powolne i mało zdecydowane posunięcia w pierwszych dniach inwazji zaprzepaściły szansę pobicia Niemców przez siły 6. korpusu. A ci szybko otrząsnęli się z początkowego zaskoczenia. Kesselring wysłał zatem w rejon Anzio siły 14. armii gen. Eberharda von Mackensena, które przetransportowano z północnej części kraju. Pod koniec stycznia Mackensen miał do dyspozycji blisko 70 tys. ludzi zgrupowanych w osiem dywizji. 1 lutego szykował się do ofensywy, w celu wyparcia sprzymierzonych z lądu pod Anzio. Jednocześnie dowództwo 5. armii planowało przeprowadzenie ofensywy na linii Gustawa, aby choć w drobnym stopniu odciążyć siły 6. korpusu. O tym powiemy za chwilę, prześledzimy teraz bowiem losy zmagań pod Anzio. 54 kilometry na południe od Rzymu walki trwały w najlepsze. 4 lutego siły gen. Mackensena były na tyle mocne, iż mogły przystąpić do kontrofensywy. Sprzymierzeni znajdowali się w tym czasie około 11 kilometrów od Cisterna, jednakże dalszy pochód na wschód nie mógł być możliwy. W nocy z 3 na 4 lutego artyleria niiemcka rozpoczęła przygotowanie do uderzenia. Mackensen planował natarcie siłami 4. i 65. dywizji na Campoleone i Aprilia, a następnie w kierunku wybrzeża celem dokonania wyłomu w ugrupowaniu przeciwnika. Siły 3. dywizji grenadierów pancernych, 26. dywizji pancernej, dywizji "Hermann Göring", 71. dywizji piechoty i 715. dywizji piechoty zmotoryzowanej nacierać winny na kierunku Cisterny. Początkowe ataki, przy wielkim nakładzie sił, udało się odeprzeć 1. dywizji brytyjskiej. 7 lutego Mackensen wznowił ofensywę i po dwóch dniach walk jego jednostkom udało się zająć Aprilię. Gen. Lucas nakazał odbicie miasteczka, jednakże krwawe walki do 11 lutego nie zmieniły sytuacji na froncie, doprowadzając jedynie do wyniszczenia stanów liczbowych obu stron. Wyczerpana 1. dywizja została zatem zastąpiona zawiązkami taktycznymi z 45. i 56. dywizji. 16 lutego Niemcy ponownie wyprowadzili uderzenie wzdłuż drogi Albano. Udało się im doprowadzić do wyłomu między 179. i 157. pułkiem piechoty, co spowodowało, iż alianckie siły ponownie musiały się wycofać, aby załatać powstałą dziurę. Uderzenia z 19 na 20 lutego nie miały już takiej siły i udało się je 6. korpusowi powstrzymać bez utraty pozycji. Zmagania kosztowały obie strony ogromne straty szacowane na 5389 ludzi po stronie niemieckiej i 3496 o stronie alianckiej. Gen. Lucas nakazał teraz obronę plaży. Sprzymierzeni trzymali zatem przyczółek oparty na wybrzeżu o długości 29 kilometrów sięgający 3 kilometrów w głąb lądu. Była to jedna z ostatnich decyzji gen. Lucasa. Dowództwo zauważyło, iż nie radzi on sobie z sytuacją, co spowodowało jego dymisję i zastąpienie go przez gen. Truscotta. 28 lutego niemiecka artyleria znowu się odezwała. To wskazywało na zbliżający się atak sił Mackensena. Od początku marca znowu trwały zacięte walki, ale tym razem alianci byli do nich dobrze przygotowani i przy wsparciu lotnictwa oraz marynarki byli w stanie odeprzeć szaleńcze uderzenia przeciwnika, zadając mu spore straty. 4 marca Niemcy postanowili wyprowadzić ostateczne natarcie, które miało dać rozstrzygnięcie zmaganiom w okolicy Anzio. I tym razem górą byli sprzymierzeni, niszcząc 30 czołgów nieprzyjaciela, którego straty w ludziach szacowane były na 3500 zabitych, rannych i zaginionych tylko tego jednego dnia. Od tego czasu obie strony przeszły do defensywy, szykując się do ostatecznej rozgrywki spodziewanej wiosną, przy poprawie warunków atmosferycznych i terenowych. Alianci w tym czasie wzmacniali swoje siły, ściągając na front chociażby 5. dywizję i zastępując nią zmęczonych bojem żołnierzy 1. dywizji. 28 marca na front przysłano 34. dywizję, która zluzowała 3. dywizję. Wreszcie w maju przybyła pod Anzio znana nam dobrze 36. dywizja. W związku z ofensywą wiosenną na linii Gustawa 6. korpus otrzymał wytyczne natarcia. Miał on uderzyć na Cori i Velltri, a stamtąd przedostać się na drogę numer 6, aby udaremnić niemieckie wycofanie. 23 maja, po 45-minutowym przygotowaniu artyleryjskim, rozpoczęto uderzenie. 25 maja zajęta została Cisterna. Tego samego dnia doszło również do styczności z rozdzielonymi jednostkami 5. armii walczącymi pod Anzio i pod Monte Cassino. Operacja "Shingle" wreszcie została zakończona z łącznymi stratami szacowanymi na 4400 zabitych, 18 000 rannych, 6800 zaginionych lub wziętych do niewoli. Niemcy przypłacili zmagania z 6. korpusem liczbą 5500 zabitych, 17500 rannych i 4500 zaginionych lub wziętych do niewoli. W tym czasie walki trwały nie tylko na lądzie. Mimo swojej słabości, także Kriegsmarine odnosiła pomniejsze sukcesy w starciach w jednostkami alianckimi. 18 lutego niemiecki okręt podwodny zatopił brytyjski krążownik "Penelope", 30 marca podobny los spotkał niszczyciel "Laforey". Sukcesy odniosła Luftwaffe, niszcząc 23 stycznia niszczyciel "Janus", 29 stycznia krążownik "Spartan" i wreszcie 25 lutego niszczyciel "Inglefield". Mimo tych strat, Royal Navy wydawała się absolutnie panować na Morzu Śródziemnym, osiągając druzgocącą wręcz przewagę nad okrętami przeciwnika, który nie był już w stanie skutecznie operować przeciw marynarce aliantów w basenie Morza Śródziemnego. Zmagania w tym akwenie powoli zbliżały się ku końcowi. Co ciekawe, ostatnim akcentem wojny podwodnej na Morzu Śródziemnym było zatopienie niemieckiego okrętu U-407 przez polski niszczyciel "Garland" w dniu 18 września 1944 roku. Podobny los spotkał w kilka dni później U-565 i U-596 - padły one łupem lotnictwa sprzymierzonych. Flota niemiecka w tym rejonie praktycznie przestała istnieć. Batalia pod Anzio była tylko jednym z wielu epizodów wydarzeń rozgrywających się na froncie włoskim w tym czasie.

Właściwie od stycznia do maja 1944 roku trwała bowiem bitwa o Monte Cassino, w której udział wzięli także Polacy z 2. korpusu gen. Władysława Andersa. Cassino leżało niemal w sercu linii Gustawa. Było niedużym włoskim miasteczkiem liczącym sobie 22 tys. mieszkańców. Nad miejscowością górowało wzniesienie Monte Cassino (cały masyw miał około 8 kilometrów długości), na którym w VI wieku wzniesiony został klasztor benedyktynów. Opactwo to zostało założone przez św. Benedykta i szybko stało się jednym z najważniejszych ośrodków kultury, sztuki i, co oczywiste, religii w tej części Europy. W październiku 1943 roku rejonem tym zainteresowali się Niemcy, budując silne umocnienia w rejonie Cassino - wykorzystali strome zbocza masywu, zagłębienia, jaskinie, skały, montując umocnione stanowiska ogniowe oraz zabezpieczając sam klasztor. W listopadzie zakończono ewakuację części mnichów (w klasztorze pozostał opat Gregorio Diamare) oraz bezcennych dzieł sztuki zgromadzonych w opactwie. W grudniu pozostali na miejscu mnisi opieczętowali, zgodnie z zaleceniem Kesselringa, 300-metrową strefę neutralną wokół zabudowań. Niestety, coraz częściej w pobliże klasztoru spadały alianckie bomby, mimo iż dowództwo RAF-u otrzymało wytyczne nieatakowania Monte Cassino ze względu na dziedzictwo kulturowe. 11 stycznia mnisi zanotowali pierwsze trafienie w klasztor. Tymczasem alianci szykowali się do wyprowadzenia ataku znad rzeki Rapido. Sforsowanie zapory wodnej dałoby sprzymierzonym możliwość przebijania do Rzymu. Gen. Clark przypuszczał, iż skoordynowanie działań z desantem pod Anzio umożliwi zaskoczenie Niemców i szybkie przełamanie bariery. 16 stycznia raportowano: "Wydaje się wątpliwe, by nieprzyjaciel mógł utrzymać zorganizowaną linię obronną przebiegającą przez Cassino pod skoordynowanym atakiem militarnym. Ponieważ ma on zostać rozpoczęty przed operacją 'Shingle', uważa się za prawdopodobne, że to dodatkowe zagrożenie doprowadzi do wycofania się nieprzyjaciela z pozycji obronnej, gdy tylko oszacuje wielkość tej operacji". Mówiliśmy już, iż atak ten zawiódł. Teraz opowiemy, jak do tego doszło. Po zajęciu 15 stycznia Monte Trocchio 34. dywizja gen. Charlesa W. Rydera ulokowała się nieco na północ od miasteczka Cassino. Dowództwo 5. armii postanowiło zatem wykorzystać siły 10. korpusu w celu przełamania linii rzeki Garigliano (wsparcie 5. dywizji przybyłej z frontu 8. armii) na lewej flance. Na prawej miały nacierać 34. i 36. dywizja na kierunku doliny Liri wspomagane przez Francuski Korpus Ekspedycyjny, który trzymał obszar na północny wschód od Cassino. Żołnierze gen. Juina nacierali w kierunku Sant' Elii. Jego jednostki atakowały na północ od Cassino od 12 stycznia. Najtrudniejsze zadanie wyznaczono 7. pułkowi algierskiemu, który nacierał na Monna Casale. W ciągu trzech dni Francuzi przesunęli się o cztery mile do przodu. Żołnierze Juina znaleźli się przed samą linią Gustawa, w związku z czym dowódca zdecydował się na przypuszczenie szturmu w dniu 21 stycznia. Artyleria rozpoczęła silny ostrzał Monte San Croce. Niemcy nie pozostawali dłużni, a 14. korpus pancerny kierowany przez gen. Fridolina von Senger und Etterlin skutecznie ostudził zapał ambitnego generała francuskiego. Juin narzekał na brak wsparcia sojuszników i przypuszczał, iż z dodatkową dywizją byłby w stanie przełamać umocnienia linii Gustawa. Nie miał jednak posiłków. Ograniczył się zatem do zajęcia kilku wsi, w tym Sant' Elia i Valvori. Na lewej flance znajdował się 10. korpus gen. McCreery'ego z, patrząc od wybrzeża, 5. dywizją, 56. dywizją i 46. dywizją. Plan zakładał przeprawienie się przez Garigliano sił 5. i 56. dywizji, a następnie uderzenie na wschód w górę rzeki Ausente. Celem 46. dywizji było Sant' Ambrogio. Początek operacji zaplanowano na noc z 17 na 18 stycznia. Byłby to wstęp do wyznaczonej na 20 stycznia akcji 2. korpusu na linii rzeki Rapido płynącej przez Cassino. W nocy 17 stycznia 5. i 56. dywizja rozpoczęły uderzenie. Udało się im przekroczyć linię rzeki Garigliano i uchwycić przyczółek, który stopniowo rozszerzano. Gen. Senger zdziwiony był postępem alianckich jednostek i zmuszony był prosić o wsparcie dwóch dywizji pozostających pod Rzymem do dyspozycji Kesselringa w razie desantu aliantów. Ku uciesze Sengera, Kesselring wyraził zgodę i 21 stycznia obie jednostki (9. dywizja i 29. dywizja grenadierów pancernych) znalazły się na linii Gustawa, odpierając ataki 5. i 56. dywizji. Zastopowano zatem ofensywę aliantów na ich lewej flance. Nawet desant pod Anzio nie zmusił niemieckich obrońców do przerzucenia części sił z linii Gustawa i ratowania zagrożonego wybrzeża. Alianci ograniczyli się zatem do defensywy w rejonie Minturno. Na prawym skrzydle sytuacja sprzymierzonych wyglądała jeszcze gorzej. Rzeka Rapido nie jest wielką przeszkodą wodną, jednakże jej strome brzegi i rwący bieg skutecznie studziły zapał alianckiego dowództwa, które spodziewało się ciężkiej przeprawy. 141. i 143. pułk z 36. dywizji miały przeprawić się przez rzekę w nocy 20 stycznia i uchwycić przyczółki po obu stronach Sant' Angelo. Rejon ten był pod stałą obserwacją niemiecką, a artyleria przeciwnika mogła celnie razić wroga w przypadku szturmowania doliny Rapido. Dowódca 36. dywizji gen. Walker był przygotowany na porażkę i próbował odwieść Clarka od pomysłu przeprawiania się przez Rapido w tak niebezpiecznym miejscu przy niedostatecznym wsparciu innych jednostek. Dowódca 5. armii był jednak nieprzejednany. O 19.05 20 stycznia artyleria aliancka rozpoczęła koncentryczny ostrzał niemieckich pozycji. Zapora ogniowa umożliwiała obu pułkom 36. dywizji przeprawę na drugą stronę rzeki. Dzień wcześniej całkowicie zawiodła 46. dywizja, która wycofała swoje siły, odsłaniając flankę 36. dywizji. Siły gen. Walkera, jak można się było spodziewać, szybko dostały się pod ostrzał niemieckich karabinów i artylerii. Równie szybko wytracono niemalże wszystkie łodzie desantowe, a inżynierom nie udawało się zbudować mostów. Rankiem 21 stycznia na brzegu po drugiej stronie rzeki była tylko część żołnierzy. Na rozkaz Clarka przypuszczono ponowny szturm przez Rapido, tym razem w świetle dziennym. Oddziały alianckie były teraz widoczne jak na dłoni. Niemieccy artylerzyści bez trudu dziesiątkowali jednostki przeciwnika. Nazajutrz siły 36. dywizji jeszcze raz spróbowały forsowania rzeki, ale i tym razem nie osiągnęły sukcesów, co zmusiło gen. Walkera do wycofania dywizji na południowy brzeg rzeki. Dwie doby walk kosztowały oba pułki 155 zabitych, 1052 rannych i 921 zaginionych lub wziętych do niewoli. Straty były ogromne, co spowodowane było przede wszystkim błędną oceną sytuacji przez Clarka. Po wojnie wytoczono mu z tego powodu proces. Teraz jednak była wojna, a dowódca 5. armii miał własną koncepcję działań militarnych w rejonie Cassino. 24 stycznia do boju ruszyła 34. dywizja, dokonując wraz z Francuzami kleszczowego ataku. 25 stycznia żołnierze gen. Juina zdobyli Monte Belvedere i Monte Abate. Do 29 stycznia straty Francuzów były tak duże, iż musieli zaniechać dalszej ofensywy. 34. dywizja w nocy na 25 stycznia przeprawiła się przez Rapido i zaczęła marsz w górę rzeki. 27 stycznia rzekę przekroczyły pierwsze czołgi. Teraz 133. pułk wdał się w walki uliczne w Cassino, a 135. pułk natarł na masyw. Celny ogień Niemców i kiepskie warunki atmosferyczne zatrzymały aliantów 4 lutego. Do 10 lutego trwały zażarte walki o wzgórze 593. Ostatecznie batalię rozstrzygnęli na swoją korzyść Niemcy. Dwa dni później wyprowadzili oni kontruderzenie, które ponownie doprowadziło do znacznych strat po obu stronach. 14 lutego walki wygasły, a 34. dywizja zmuszona była wrócić na pozycje wyjściowe. W tym czasie na front pod Cassino zaczęły przybywać nowe jednostki, luzując zmęczone walką dywizję. Wśród nich był Korpus Nowozelandzki gen. Bernarda Freyberga z 2. dywizją indyjską gen. Howarda Kippenbergera i 4. dywizją nowozelandzką bryg. Harry'ego Dimoline'a. 17 lutego na front przybyła 78. dywizja "Battleaxe". Wkrótce miały one podjąć się zadania przeprowadzenia kolejnej ofensywy w rejonie Cassino poprzedzonej huraganowym bombardowaniem klasztoru w dniu 15 lutego. Debaty na temat tego posunięcia były bardzo burzliwe, nalot miał zarówno zwolenników, jak i przeciwników. Bombardowanie oprotestował między innymi gen. Tuker, poprzedni dowódca 4. dywizji, ale przeważyło zdanie większości oficerów. Gen. Alexander powiedział: "Względy bezpieczeństwa takich miejsc nie mogą ograniczać konieczności militarnej". 14 lutego nad klasztor nadleciały pierwsze samoloty alianckie, ale zrzuciły one tylko ulotki ostrzegające przed spodziewanym bombardowaniem. Niemcy potraktowali je jako propagandę i nie spodziewali się, iż nazajutrz ponownie ujrzą lotnictwo sprzymierzonych. Tym razem w szyku bojowym - 142 bombowce B-17 zrzuciły 253 tony bomb w pierwszej fali, w drugiej 87 średnich bombowców uderzyło siłą 100 ton bomb. Klasztor został niemalże zrównany z ziemią. Opat Diamare był zdruzgotany, widząc ogrom zniszczeń. Niemcy wykorzystali go potem w celach propagandowych, znajdując w jego relacji potwierdzenie oświadczenia Kesselringa, który uznał nalot za barbarzyństwo i zapewniał, iż wewnątrz klasztoru nie było żadnego Niemca. Jeszcze 15 lutego jeden z batalionów 4. dywizji szturmował wzgórze 593. Wycofał się przy stratach sięgających 50% stanu osobowego. Wieczorem 17 lutego alianci rozpoczęli kolejną akcję ofensywną, tym razem siłami Korpusu Nowozelandzkiego. Ale i waleczni Maorysi nie byli w stanie sprostać obronie niemieckiej. 28. batalion poniósł straty sięgające 70% stanu osobowego i po południu 18 lutego musiał wycofać się ze szturmowanego dworca kolejowego. 4. dywizja atakowała wzgórze 593. Udało się uzyskać lokalną przewagę, ale i tutaj fanatyczna obrona Niemców pokrzyżowała szyki żołnierzy Freyberga. Tymczasem do Cassino przybywali żołnierze z 1. dywizji spadochronowej. W jej skład wchodzili najlepsi żołnierze niemieccy - znakomicie wyszkoleni, liczący sobie mniej niż 25 lat i fanatycznie oddani doktrynie hitlerowskiej. Postanowili zrobić z Monte Cassino punkt nie do przejścia. Natarcie aliantów szykowane na 24 lutego nie doszło jednak do skutku z powodu pogarszającej się pogody.

Błędy popełnione podczas dwóch pierwszych bitew o Monte Cassino kosztowały dowództwo alianckie życie lub zdrowie tysięcy żołnierzy. Nowa ofensywa miała być inna, przygotowana na spokojnie, bez pośpiechu, siłami wypoczętych dywizji, które od końca lutego nie były absorbowane walką w takim stopniu, jak podczas kluczowych zmagań w połowie tego miesiąca. Dopiero 14 marca aura poprawiła się na tyle, iż sprzymierzeni mogli ponownie szykować się do uderzenia na pozycje wroga. Synoptycy przewidywali, iż stan dobrej pogody utrzyma się przez kilka dni, co dobrze rokowało w perspektywie ataku sił lądowych, powietrznych i pancernych. 14 marca lotnictwo alianckie ponownie dało o sobie znać. Tym razem celem było miasteczko Cassino bronione przez 300 żołnierzy z 3. pułku 1. dywizji spadochronowej. Rankiem nad cel nadleciało 514 bombowców i 300 myśliwców bombardujących, które całkowicie zniszczyły istniejące jeszcze w mieści budynki. Niestety, po raz kolejny popełniono błąd w nawigacji. Podczas bombardowania klasztoru zginęło blisko 100 cywilów, którzy szukali schronienia w bezpiecznych murach opactwa. Można powiedzieć, iż były to ofiary przypadkowe. Niestety, podczas nalotu na Cassino, część bomb spadła na miasteczko Valvori, ponieważ piloci pomylili je z prawdziwym celem bombardowania. Efektem było zabicie ponad 140 cywilów. Ponownie część ładunków spadła także na linie alianckie. Tymczasem straty niemieckie zostały zminimalizowane przez zaprawionych w boju spadochroniarzy, którzy znaleźli sobie schronienie w pobliskiej jaskini. Mimo wielu ofiar, wciąż byli w stanie stawiać opór jednostkom sprzymierzonych, które nadciągnęły do Cassino tuż po bombardowaniu. Zadanie opanowania miasta przydzielono 25. i 26. batalionowi nowozelandzkiemu. Nie mieli jednak zapewnionego wsparcia sił pancernych z 19. pułku, ponieważ czołgi utknęły na zniszczonej drodze. Co więcej, znowu zaczął padać deszcz, wbrew zapowiedziom meteorologów. W nocy z 15 na 16 marca trwały zażarte walki o punkty 165 (udało się go aliantom opanować) i 236. Batalion Gurkhów zajął także Wzgórze Kata. Do końca dnia 16 marca szturmujący uchwycili także Wzgórze Zamkowe oraz większą część miasta. Do 19 marca praktycznie nie zaszły zmiany w stanie posiadania obu stron. Impas miała przerwać akcja czołgów podążających z Cairy na masyw Monte Cassino. Mimo początkowego zaskoczenia, Niemcy szybko zorganizowali obronę w tym rejonie, niszcząc tuzin jednostek alianckich. To zmusiło Freyberga do ich wycofania i zaniechania sprytnego planu okrążenia Niemców. Także na innych odcinkach obrońcy zaczęli przechodzić do ofensywy, wypierając nieprzyjaciela ze Wzgórza Kata i punktu 202 w nocy 23 marca. Siły Freyberga zmuszone były do wycofania, w niektórych pododdziałach straty sięgały ponad 50% stanu początkowego. Korpus Nowozelandzki został zdziesiątkowany i wkrótce postanowiono o jego rozwiązaniu. W marcowych bojach 4. dywizja utraciła 3000 ludzi, natomiast straty 2. dywizji szacowane były na 1600 żołnierzy. Za cenę ogromnych strat alianci zajęli nową linię, trzymając południową część miasta oraz Wzgórze Zamkowe, gdzie rozlokowała się 78. dywizja. W tym czasie na front przybywały nowe jednostki, w tym 2. Korpus Polski dowodzony przez gen. Władysława Andersa. Jeszcze w marcu przygotowana została nowa strategia działań, w której Polacy zajęli bardzo ważne miejsce. Podczas spotkania Andersa z gen. Oliverem Leese'em w połowie marca ustalono, iż 2. Korpus Polski zaatakuje bezpośrednio wzgórza 593 oraz masyw Monte Cassino, szturmując klasztor. Ta trudna misja napawała dumą Andersa, który podejrzewał, iż potencjalne zwycięstwo zwróci uwagę opinii publicznej na sprawę Polski w polityce wielkich mocarstw, do tej pory niekorzystną dla Rządu Emigracyjnego. Co oczywiste, nie tylko Polacy mieli wziąć udział w nowej ofensywie. Alexander postanowił przesunąć rozgraniczenie między 5. (gen. Clark) i 8. armią (gen. Leese) nieco na zachód, co sprawiło, iż lewe skrzydło 8. armii miało wziąć udział w batalii o rejon Cassino, natomiast 5. armii przydzielono zadanie wspierania operacji "Diadem" (kryptonim ataku) na zachodzie oraz wyznaczono jej połączenie się z 6. korpusem, który miał z kolei nacierać spod Anzio. Dokładniejsze dane przewidywały natarcie (od Morza Tyrreńskiego) 2. korpusu (85. i 88. dywizja), Francuskiego Korpusu Ekspedycyjnego (2. marokańska dywizja piechoty, 3. algierska dywizja piechoty, 1. dywizja de Marche, 4. marokańska dywizja górska i Goumiers), 13. korpusu brytyjskiego, 1. korpusu kanadyjskiego (1. dywizja piechoty i 5. dywizja pancerna) oraz 2. Korpusu Polskiego. Naprzeciw stała wciąż silna 10. armia niemiecka gen. von Vietinghoffa z 14. korpusem pancernym (gen. Senger 11 maja udał się do Niemiec na urlop, nie spodziewają się rychłego ataku aliantów) oraz 51. korpusem górskim. Alexander zgromadził w tajemnicy siły przeważające liczebnie wroga, uzyskując także kilkukrotną przewagę w uzbrojeniu. Lotnictwo alianckie było dziesięciokrotnie silniejsze od Luftwaffe. Szczególne miejsce w planie dowódcy sił sprzymierzonych zajmowali Francuzi, którzy szturmowali między Castelfronte i doliną Liri, Polacy atakujący Monte Cassino i 13. korpus, który przez Rapido powinien uderzać przez linię Gustawa na Piedimonte oraz Monte Cairo, gdzie Niemcy szykowali kolejną rubież obronną nazywaną linią Hitlera. O 23.00 11 maja aliancka artyleria rozpoczęła zmasowane ostrzeliwanie niemieckich pozycji. Gdy ucichły strzały do boju ruszyły siły piechoty. 13. korpusowi udało się dość szybko przekroczyć Rapido, jednakże jego żołnierze nie byli w stanie przeprawić wystarczającej do ofensywy ilości czołgów, co spowodowało, iż stali w miejscu na niewielkim przyczółku po drugiej stronie rzeki. Tymczasem Polacy przez całą noc próbowali zdobyć wzgórze 593, odnosząc krótkotrwałe sukcesy. Niestety, obie polskie dywizje ponosiły ogromne straty, co zmusiło Andersa do wycofania 2. Korpusu Polskiego. Gen. Leese odwiedził Polaków wieczorem 12 maja, dziękując im za ofiarną walkę i poświęcenie. Nie był to jeszcze koniec polskich akcentów w czasie czwartej bitwy o Monte Cassino. O wiele lepiej wiodło się Francuskiemu Korpusowi Ekspedycyjnemu gen. Juina. Jego żołnierze zaskoczyli obronę niemiecką, posuwając się w trudnym terenie i już 13 maja zajęli Monte Maio. Juin mógł zameldować o przełamaniu linii Gustawa, a Niemcy przerażeni wizją odcięcia jednostek, rozpoczęli strategiczny odwrót. To przełożyło się na działania na innych odcinkach. Amerykanie na lewej flance ruszyli teraz do śmielszego natarcia i w ciągu dwóch następnych dni udało się im wbić klinem w kilka punktów na linii Gustawa. Brytyjczykom udało się przeciąć drogę numer 6, a to oznaczało, iż w niedługim czasie Monte Cassino zostanie otoczone. Dlatego też Niemcy rozpoczęli wycofywanie się z masywu. Wtedy do akcji ponownie ruszył 2. Korpus Polski. Do rana 18 maja zostały zajęte wszystkie najważniejsze wzgórza, w tym 593, które kosztowało tak wiele ofiar wielu narodowości. Rankiem Polacy wkroczyli na Monte Cassino, wbijając flagę jednego z pułków ułańskich na zgliszczach klasztoru. Monte Cassino zostało zdobyte, chociaż batalia ta kosztowała aliantów wiele ofiar. W samym tylko 2. Korpusie Polskim straty sięgały 924 zabitych, 2930 rannych, 345 zaginionych. Nie był to jednak koniec wysiłku ofensywnego aliantów. kolejnym celem było przełamanie linii Hitlera, która broniła dalszej drogi na północ, a co za tym idzie trasy do Rzymu. Jej nazwa miała czysto propagandowy wydźwięk, jednakże sam Hitler nie był zadowolony z nadania pasowi umocnień jego imienia. W chwili przełamania linii byłby to symbol upadku Rzeszy, podobnie jak to było w przypadku Stalingradu - tyle że tam miasto zdołało się obronić. Ostatecznie Niemcy przemianowali fortyfikacje na linię Sengera. Jasnym jednak stało się, iż jeszcze w końcówce maja zostanie ona przełamana przez sprzymierzonych. Jej umocnienia nie były bowiem tak skuteczne, jak te, z którymi zmagali się alianci od stycznia do maja 1944 roku. Linię Sengera rozmieszczono około siedmiu mil za linią Gustawa i obejmowała ona fragmenty wcześniejszych umocnień. W praktyce rozciągała się od Morza Tyrreńskiego powyżej Formii, biegnąc przez Pontecorvo, Aquino, Piedimonte do masywu Monte Cairo. Jak zatem widzimy, obejmowała swym zasięgiem dolinę Liri i wybrzeże w pobliżu Terracina. Natarcie 5. armii kierowane byo przede wszystkim na Rzym. Gen. Clark owładnięty był obsesją zdobycia miasta, twierdząc, iż da mu to sławę i rozgłos. Z tego też powodu zaniechał ofensywy, która odcięłaby drogę ucieczki 10. armii, zwracając się bezpośrednio w kierunku stolicy Włoch. Żołnierze Clarka szybko posuwali się do przodu wzdłuż włoskiego wybrzeża. Juz 19 maja wkroczyli do Formii, 21 maja do Sperlongi, a dzień później dotarli od Terraciny. Tam, po ciężkim boju, udało się wyprzeć Niemców z miasta. W tym samym czasie postępowała ofensywa Francuzów, którzy do 23 maja zdołali dotrzeć do głównych umocnień linii Hitlera. Niestety, gen. Leese nakazał wstrzymanie natarcia, aby brytyjskie jednostki 8. armii mogły nadążyć za francuskimi sojusznikami. Brytyjczycy napotkali bowiem spore problemy w posuwaniu się na północ w trudnym terenie i przy stałym ostrzale wycofującego się przeciwnika. 23 maja rozpoczęło się również natarcie 6. korpusu amerykańskiego gen. Truscotta. Blisko 90 000 żołnierzy spod Anzio uderzyło na wroga, kierując się na Cisternę oraz na południe, wzdłuż drogi numer 7 prowadzącej do Rzymu. Jeszcze 24 maja pierwsze patrole 2. i 6. korpusu spotkały się w okolicach Borgo Grappa, jednakże o pełnym połączeniu korpusów można mówić dopiero od 26 maja. Tymczasem rozgorzał bój o Cisternę. Po trzech dniach krwawych walk toczonych przez 3. i 45. dywizję piechoty udało się 6. korpusowi pokonać Niemców, którzy siedmiokrotnie wyprowadzali atak przy użyciu sił pancernych, i wkroczyć do miasta. Clark nie chciał, aby ofensywa 5. armii kierowała się na Valmonte, co byłoby najpewniejszym sposobem odcięcia 10. armii niemieckiej. Bał się bowiem, iż zostanie uprzedzony przez Brytyjczyków w swoim pochodzie do Rzymu. Tam też skierował swoje jednostki, wysyłając niewielką część sił do Valmonte, aby przeciąć drogę numer 6. Ostatecznie, mimo nakazów Alexandra, powędrowały tam dwie dywizje, w tym 3. dywizja piechoty spod Anzio. Z kolei wzdłuż drogi numer 7 posuwały się 85. i 88. dywizja z 2. korpusu oraz 1. dywizja pancerna i dywizje piechoty 34., 36. i 45. Clark sądził, iż przed Rzymem nie napotka na swej drodze większych sił nieprzyjaciela. Tymczasem kilka mil przed miastem przebiegała jeszcze jedna, choć słaba, linia umocnień niemieckich nazwana linią Cezara. Amerykanie postanowili rozbić obronę nieprzyjaciela w Górach Albańskich. 31 maja zaatakowali Valletri, jednakże pierwszy atak nie powiódł się. Do 2 czerwca udało się im jednak opanować zarówno tę miejscowości, jak i pobliskie Valmontone. Kontruderzenia niemieckie były zbyt słabe, aby odeprzeć ofensywę Amerykanów. Poirytowany Kesselring zdecydował się zmienić dowódcę 14. armii gen. Mackensena i zastąpić go gen. Joachimem Lemelsenem. Od 2 czerwca 5. armia posunęła się 33 kilometry na północ i dotarła do Wiecznego Miasta. 3 czerwca ostatnie jednostki niemieckie wycofały się na północ od Rzymu, ogłaszając stolicę Włoch miastem otwartym. Była to osobista decyzja Hitlera, który nie chciał doprowadzić do zniszczenia dziedzictwa kulturowego obecnego w Rzymie. Wprawdzie nie przeszkadzało mu niegdyś splądrowanie Neapolu, teraz wykazał się wyczuciem taktu. Dziwny to był człowiek, który za nic miał życie ludzkie, ale nie chciał przejść do historii jako człowiek, który zdewastował Rzym. Nie pomogły nawet nagabywania Kesselringa, który chciał wysadzić mosty na Tybrze i uczynić z rzeki zaporę nie do przebycia, wykorzystując jej strome brzegi. W późniejszych relacjach Clark chwalił się, iż to jego zasługą było uchronienie miasta od wyniszczających walk. Tak czy inaczej, 4 czerwca do Rzymu wkroczyła 88. dywizja "Blue Devil". O 19.15 czołgi alianckie stanęły na Piazza Venezia. Nazajutrz tryumfalnie wjechał tam gen. Clark, owacyjnie witany przez tłumy mieszkańców miasta. Co ciekawe, na pamiątkę kazał wysłać do Stanów Zjednoczonych tablicę drogową z napisem "Roma".

Zapomnieliśmy na chwilę o froncie 8. armii, która przecież również odegrała sporą rolę w ofensywie aliantów. Po zdobyciu Cassino czołgi brytyjskie ruszyły drogą numer 6, zajmując lotnisko Aquino. Tymczasem Polacy otrzymali rozkaz rozpoczęcia marszu na Piedimonte, aby wyprzedzić Brytyjczyków. Początkowo Polacy próbowali zająć miasteczko z marszu. Napotkali tam na opór Niemców i musieli zdecydowanie lepiej przygotować się do natarcia. "Piedimonte - według Niemców - miało dla drugiej linii oporu to samo znaczenie, co Monte Cassino dla pierwszej. Było ono narożnym filarem zapory w dolinie Liri. Ważność tej miejscowości dla obrony polegała na dominującym znaczeniu tego punktu oporu w stosunku do natarć oczekiwanych wzdłuż Via Cassilina". Już 20 maja rozgorzały walki o miasto. Bojowo nastawieni Polacy, choć wyczerpani bojem o Monte Cassino, ruszyli do uderzenia pancernego. Ale czołgi nie miały odpowiedniego wsparcia, co zmusiło 2. Korpus Polski do zaniechania ataku 20 maja. 22 maja ponowne natarcie załamuje się w niemieckim ogniu. Nazajutrz znowu walki i znowu przegrana. Wreszcie 25 maja Piedimonte zostaje zdobyte, a Polacy tryumfalnie meldują, iż linia Hitlera została przełamana. 8. armia ruszyła więc dalej, zdobywając 31 maja Frosinone i posuwając się wzdłuż drogi numer 6. Ofensywa postępowała, a Niemcy wycofywali się na całej długości frontu. Straty obu stron były wysokie. Od 11 maja amerykańska część 5. armii utraciła 3145 zabitych, 13 704 rannych i 1082 zaginionych. Straty Brytyjczyków i Francuzów walczących w jednostce Clarka wyniosły blisko 14 tys. żołnierzy. 8. armia utraciła 11 639 ludzi. Niemieckie linie także zostały mocno wyszczerbione - blisko 38 000 ofiar i 15 000 wziętych do niewoli. Pogoń za nieprzyjacielem trwała. Tymczasem 6 czerwca w północnej Francji alianci otworzyli drugi front. Lądowanie w Normandii sprawiło, iż front włoski, od zawsze uważany za drugoplanowy, teraz miał jeszcze mniejsze znaczenie. Co więcej, aby wzmocnić siły sprzymierzonych przewidywane do operacji "Anvil", desantu na południu Francji, dowództwo zdecydowało się przenieść część dywizji z frontu włoskiego. Rzeczywiście, w połowie czerwca zanotowano poważny odpływ dywizji walczących dotąd na Półwyspie Apenińskim. Dywizje francuskie, 3., 36. i 45. dywizja amerykańska zostały przeznaczone do sformowania nowego zawiązku taktycznego w postaci 7. armii i powoli ich żołnierze opuszczali Włochy. W tym czasie kontynuowano pościg za nieprzyjacielem. Celem 5. armii było osiągnięcie linii Pizy i Rimini. Na prawej flance 8. armia chciała dotrzeć do Florencji. Mimo dużego wysiłku, obie armie nie posuwały się do przodu w zadowalającym dowództwo tempie. Początkowo 5. armia przebywała 11 kilometrów dziennie, jednakże tempo to szybko zaczęło spadać, gdy opór niemiecki zaczął tężeć. Ogromną rolę w postępującej ofensywie odgrywało lotnictwo alianckie, niszcząc w czerwcu 480 samolotów nieprzyjaciele przy stratach własnych sięgających 374 jednostek. Sprzymierzeni wykonali w tym miesiącu 50 800 lotów, bombardując niemieckie linie zaopatrzeniowe oraz przesuwające się jednostki wroga. 7 czerwca 6. korpusowi podążającemu drogą numer 1 wzdłuż wybrzeża udało się zająć praktycznie niebronione Civitavecchia i Viterbo. Były to ostatnie sukcesy żołnierzy Truscotta na froncie włoskim, bowiem zostali oni zastąpieni przez 4. korpus amerykański dowodzony przez gen. Crittenbergera. Clark nie spodziewał się, iż zwycięstwo w tym rejonie przyjdzie mu tak łatwo. Planował nawet wysadzenie desantu 509. batalionu powietrznodesantowego na tyłach wroga, jednakże rozwój sytuacji zmusił go do zaniechania planów. Po drugiej stronie półwyspu 8. armia przekroczyła Tyber 6 czerwca siłami 10. korpusu na prawej i 13. korpusu na lewej flance. Kesselring zaczynał się bać, iż nie zdąży rozbudować linii gotyckiej na tyle, aby wytrzymała napór aliantów. Słał zatem do OKW niepokojące wiadomości, z których jasno wynikało, iż 14. i 10. armia są zagrożone. Ofensywa aliantów postępowała zbyt szybko, aby umożliwić mu działanie na zapleczu frontu. 13 czerwca 8. armia zajęła Terni a 19 czerwca Perugię. W dniach 17-19 czerwca armia francuska dokonała udanego desantu na Elbie, zdobywając wyspę i biorąc do niewoli 1800 niemieckich żołnierzy. Niemieckie 10. i 14. armia starały się bronić na dwóch liniach - Dory i Friedy, ale pozycje te szybko pokonali alianci pod koniec miesiąca (8. armia forsowała jezioro Trazymeńskie, o czym za chwilę). 34. dywizja zajęła Cecinę w dniach 1-2 lipca. Tam jednostki niemieckie postanowiły stawić dużo większy opór niż do tej pory. Dwa dni później pod naporem Francuzów padła Siena. Wreszcie 8 lipca 1. dywizja pancerna zajęła Volterrę. Na froncie 8. armii także zanotowano poważny postęp. Choć tempo przemarszu było wolniejsze niż w wypadku 5. armii, żołnierze alianccy dotarli do jeziora Trazymeńskiego, które obeszli w dniach 28 czerwca - 3 lipca. Dalej natarli na kierunku Arezzo, którego upadek 16 lipca otworzył drogę do Florencji. 18 lipca 2. Korpus Polski wkroczył do Ankony. W dwa tygodnie później, 5 sierpnia, 13. korpus brytyjski zajął Florencję. W dniu, kiedy Polacy zdobywali Ankonę, sukces odnieśli żołnierze amerykańscy z 34. dywizji oraz wspierającej ich, niedawno przybyłej, 91. dywizji piechoty gen. Williama G. Livesaya, którzy zajęli Livorno. Miasto bronione było niezwykle zacięcie, jednakże wobec przewagi liczebnej aliantów Niemcy musieli opuścić port. Zdobycie Livorno i Ankony znacznie skróciło alianckie linie zaopatrzeniowe. Oba porty szybko uruchomiono dla żeglugi sprzymierzonych i eksploatowano wyjątkowo efektywnie. Niemcy mieli jednak gotowe plany obrony zakładające zbudowanie defensywy za linią rzeki Arno, która stała się wstępem do nowego pasa umocnień zwanego linią Gotów. Alianci stanęli w sierpniu na linii rzeki Arno i tam Alexander kazał zastopować ofensywę. Chciał dać odpocząć swoim wojskom, zmęczonym długotrwałym bojem i pościgiem. Taktyka ta wydawała mu się odpowiednia, dając czas na zebranie sił i przygotowanie uderzenia na linię gotycką. W praktyce jednak to Niemcy najbardziej skorzystali na przestoju 5. i 8. armii, rozbudowując swoje zabezpieczenia. Kesselring zyskał czas, którego tak bardzo mu brakowało. Działania na drodze od Rzymu do Arno kosztował aliantów 17 939 ludzi po stronie 5. armii i 15 966 po stronie 8. armii. Żołnierzom gen. Clarka udało się pojmać 16 226 jeńców, żołnierzom Leese'ego 7 656.

Od początku sierpnia 1944 roku strona aliancka przygotowywała się do nowej ofensywy, której celem miała być osławiona linia Gotów. Umocnienia te, choć nie zostały jeszcze ukończone, były silną zaporą, której przełamanie otworzyłoby drogę do doliny rzeki Pad oraz znajdujących się tam miejscowości - Bolonii, Parmy czy Modeny. Linia gotycka rozciągała się na całej długości Półwyspu Apenińskiego, biorąc swój początek na wybrzeżu Morza Liguryjskiego, kilkanaście mil na południe od La Spezii. Dalej umocnienia przebiegały nieco na południe, w kierunku Pistoia (na przedpolach linii Gotów), aby w połowie półwyspu znowu ostro zakręcić na południe w pasie obejmującym wzniesienia Apeninów. Wschodni kraniec umocnień ulokowany był pod Pesaro. Szczególnie trudnym terenem dla nacierających wojsk powinna być centralna część umocnień wyposażona przez naturę w trudne do przebycia szlaki górskie. Ale i na pozostałych odcinkach linia Gotów została bardzo dobrze przygotowana, wykorzystując siłę 2376 stanowisk karabinów maszynowych, blisko 500 dział przeciwpancernych, moździerzy i bunkrów. Czas działał na korzyść Niemców, którzy z upływem tygodni stale umacniali fortyfikacje, budując zaporę, która przez długie miesiące miała być "nie do przejścia". Sprzyjał im również rozwój sytuacji na frontach europejskich. Lądowanie aliantów w Normandii pociągnęło za sobą kolejne operacje desantowe, których siły uzupełniono kosztem frontu włoskiego. Choć jeszcze w czerwcu i lipcu 15. Grupa Armii gen. Alexandra liczyła sobie 249 tys. żołnierzy, z początkiem sierpnia siły te stopniały do zaledwie 153 tys. ludzi. Część dywizji odesłano bowiem na potrzeby operacji "Anvil". Stan 5. i 8. armii opiewał na liczbę 18 dywizji, naprzeciw których Niemcy byli w stanie wystawić Grupę Armii "C" Kesselringa liczącą 14 dywizji w pierwszej linii frontu. Zaplecze niemieckie mogło dostarczyć nawet do 7 dywizji rezerwowych. To oczywiście martwiło Winstona Churchilla, który starał się odwieść sojuszników od planu operacji desantowej w południowej Francji. Amerykanie byli jednak nieprzejednani. To oznaczało również, iż plany szybkiego wyparcia jednostek niemieckich z Włoch mogą odejść w zapomnienie, a co za tym idzie - cała taktyka Churchilla polegająca na przedostaniu się z Włoch do Austrii i na Węgry zanim wkroczą tam Sowieci, spaliła na panewce. Roosevelt forsował bowiem plan szybkiego podboju Francji, a siły zgromadzone na Półwyspie Apenińskim przeznaczał do wiązania walką jak największej ilości jednostek niemieckich. Co za tym idzie, cały trud włożony w ofensywę na północ został zmarnowany. Gen. Alexander postanowił działać siłami, jakie mu pozostawiono do dyspozycji. 4 sierpnia spotkał się w Orvieto z gen. Leese'em i gen. Clarkiem, ustalając jednolitą taktykę działania. Postanowiono, iż 8. armia dokona przegrupowania w dniach 15-25 sierpnia, ustawiając się bliżej wybrzeża Adriatyku. Stamtąd żołnierze Leese'a winni wyprowadzić uderzenie na lewą flankę niemieckiej obrony opatrzone kryptonimem "Olive". W mniemaniu Alexandra Kesselring byłby zmuszony do przerzucenia części sił z centralnego fragmentu linii umocnień, co umożliwiłoby 5. armii przełamanie fortyfikacji w tym właśnie miejscu i natarcie na kierunku Bolonii. Leese'owi nie do końca przypadła do gustu taktyka Alexandra, ponieważ dostrzegał, iż odegra w bitwie drugorzędną rolę, a zaszczyty i pochwały znowu spadną na Clarka. Choć nie podobały się mu plany Alexandra, choć miał własną koncepcję przeprowadzenia bitwy, taktykę zaaprobował. Uderzenie ruszyło 25 sierpnia. Podczas bitwy o linię Gotów alianckie jednostki pogrupowane były następująco: 5. armia amerykańska gen. Marka Clarka, na którą składały się 2. korpus amerykański gen. Geoffreya Keyesa (amerykański dywizje piechoty 34. gen. Charlesa Bolté, 88. gen. Paula W. Kendalla, 91. gen. Williama G. Liveseya oraz 85. gen. Johna B. Coultera, a także grupa złożona z żołnierzy włoskich), 4. korpus gen. Willisa D. Crittenbergera (amerykańskie 1. dywizja pancerna gen. Vernona E. Pricharda, 85. dywizja piechoty gen. Johna B. Coultera przerzucona tutaj w kwietniu 1945 roku, południowoafrykańska 6. dywizja pancerna gen. Williama Poole'a, od listopada 1 dywizja brazylijska gen. Mascarenhasa de Morais oraz amerykańska 1. dywizja górska gen. George'a P. Haysa przybyła na front w styczniu 1945 roku) a także (w późniejszym czasie) 92. dywizja gen. Edwarda M. Almonda. Wśród jednostek 8. armii gen. Olivera Leese'a na froncie był 13. korpus gen. Sidneya Kirkmana (ze względu na dużą zmienność wyszczególnione zostały jednostki obecne na froncie w sierpniu 1944 roku - brytyjskie 4. dywizja pancerna gen. Dudleya Warda, 6. dywizja pancerna gen. Horatiusa Murraya, hinduska 8. dywizja piechoty gen. Dudleya Russella i brytyjska 1. dywizja piechoty gen. Charlesa Loewena), 10. dywizja hinduska gen. Danysa Reida działająca w ramach 10. korpusu gen. Richarda McCreery'ego, 5. korpus gen. Charlesa Keightleya z 1. dywizja pancerną gen. Richarda Hulla, 4. dywizją hinduską gen. Alana Holworthy'ego, brytyjską 46. dywizją piechoty gen. Johna Hawkeswortha i 56. dywizją piechoty gen. J. Y. Whitfielda), 2. Korpus Polski gen. Władysława Andersa (3. dywizja karpacka gen. Bronisława Ducha, 5. dywizja kresowa gen. Nikodema Sulika oraz 2. brygada pancerna gen. Bronisława Rakowskiego) i 1. korpus kanadyjski gen. E. L. M. Burnsa (1. dywizja piechoty gen. Chrisa Vokesa, 5. dywizja pancerna gen. Berta Hoffmeistera). Naprzeciw, w umocnieniach linii Gotów, broniły się jednostki Grupy Armii "C" feldmarszałka >Alberta Kesselringa z 10. armią gen. Heinricha von Vietinghoffa (76. korpus pancerny gen. Trugotta Herra, 51. korpusem górskim gen. Valentina Feuersteina), 14. armią gen. Joachima Lemelsena (1. korpus spadochroniarzy gen. Alfreda Schlemma, 14. korpus pancerny gen. Fridolina von Senger und Etterlin) oraz Grupa Armii "Liguria" gen. Alfredo Guzzoniego. Ponadto 5 dywizji niepodporządkowanych wymienionym zawiązkom taktycznym oraz 2 dywizje rezerwowe. Gdy 25. sierpnia 8. armia rozpoczynała swoje uderzenie, jednostki Leese'a pogrupowano od Adriatyku - 2. Korpus Polski. 1. korpus, 5. korpus i 10. korpus. Rola Polaków w ofensywie była najmniej odpowiedzialna, ponieważ posuwali się oni wybrzeżem, a dowództwo nie wyznaczyło im szczególnych celów do forsowania. Jednostkom 8. armii w ciągu dwóch dni walk udało się dotrzeć za linię rzeki Foglia, czym wzbudziły niemałe zamieszanie w szeregach niemieckich. Broniące tego rejonu 278. dywizja piechoty gen. Harry'ego Hoppe'a oraz 1. dywizja spadochronowa gen. Richarda Heidricha musiały rozpocząć odwrót na drugą linię umocnień. Obie jednostki wchodziły w skład 76. korpusu pancernego, który bronił lewego skrzydła Grupy Armii "C". Dzięki wsparciu 26. dywizji pancernej gen. Eduarda Crasemanna natarcie 8. armii zostało nieco zastopowane. Na krótko. Kanadyjczycy poruszający się wybrzeżem (zastąpili w tym pasie działania Polaków) zdołali dotrzeć do trzeciej linii umocnień niemieckich i w dniu 3 września zagrozili zdobyciem Rimini. Podciągnięte do walki czołgi 5. korpusu rozpoczęły powolne przesuwanie się na północ. Niemcy zareagowali ściągnięciem 29. dywizji grenadierów pancernych gen. Fritza Polacka, która do tej pory znajdowała się w rezerwie na północ od linii Gustawa. Jej wysiłek oraz pogarszające się warunki atmosferyczne pozwoliły zatrzymać brytyjskie natarcie. Po dwóch dniach wyczerpujących zmagań zaczął padać deszcz, który pokrzyżował szyki aliantom. Gen. Leese zdecydował się rzucić do boju siły brytyjskich 46., 56. i 4. dywizji hinduskiej, aby wbić się klinem w lukę, która wytworzyła się między wybrzeżem Adriatyku a San Marino. W pobliżu znajdował się również silnie obsadzony masyw Coriano. Pozycje te w dniu 12 września zaatakowały 5. dywizja pancerna z korpusu kanadyjskiego oraz 1. brytyjska dywizja pancerna. Po ciężkich, dwudniowych walkach, Niemcy zmuszeni byli do opuszczenia stanowisk na Coriano. Ponieśli przy tym duże straty, ale z pomocą ponownie przyszła im aura. Padający deszcz umożliwił Kesselringowi przegrupowanie sił i obsadzenie linii rzeki Marano. Opady spowodowały, iż postęp Kanadyjczyków, którzy 20 września zwyciężyli Niemców pod Marecchia, był niewielki. Dzień wcześniej alianci wkroczyli do San Marino, które, choć neutralne, okupowali Niemcy. Wciąż padał deszcz i mimo sforsowania rzeki Uso i osiągnięcia linii Fiumicino, 8. armia nie była w stanie kontynuować ofensywy. Co więcej, straty przekroczyły 14 tys. ofiar. 250 czołgów było zniszczonych. Gen. Leese zarządził reorganizację. Była to jedna z ostatnich jego decyzji na froncie włoskim, ponieważ 1 października został zastąpiony przez gen. Richarda McCreery'ego, obejmując jednocześnie dowództwo na froncie azjatyckim. Miejsce McCreery'ego na stanowisku dowódcy 10. korpusu zajął wkrótce gen. John Hawkesworth. Tymczasem na odcinku 5. armii także nie odniesiono sukcesów. Gen. Clark miał na swojej lewej flance 4. korpus, dalej stał 2. korpus i wreszcie skrzydło zamykał 13. korpus brytyjski. Naprzeciw znajdowały się dywizje z 14. armii Lemelsena, a wśród nich 20. dywizja gen. Ericha Fronhöfera (przeniesiona z rezerwy), 16. dywizja SS-Gruppenführera Maxa Simona, 362. dywizja gen. Heinza Greinera i 4. dywizja spadochronowa gen. Heinricha Trettnera) oraz 10. armii Vietinghoffa z 356. dywizją piechoty gen Karla Faulenbacha i 715. dywizją piechoty gen. Hannsa von Rohra. Clark chciał uderzyć na Firenzuola, gdzie spodziewał się najsłabszej obrony. Doniesienia wywiadu dały mu rozeznanie, iż 356. dywizja z rejonu Il Giogo została przeniesiona na lewe skrzydło Niemców, aby bronić zagrożonej ofensywą 8. armii flanki. W pierwszym tygodniu siły Clarka rozpoczęły przesuwanie się w stronę linii Gotów, aby zająć dogodne pozycje do uderzenia. 6 września Amerykanie weszli do Pistoia. 12 września rozpoczęli natarcie przygotowane ostrzałem artyleryjskim. Przez blisko tydzień trwały krwawe walki o dotarcie do przełęczy Il Giogo. Dzięki wsparciu jednej z amerykańskich dywizji piechoty 13. korpus na prawym skrzydle zdołał zbliżyć się do Il Giogo na odległość 5 kilometrów w dniu 17 września. Podobnie rzecz się miała z poczynaniami 2. korpusu. 85. dywizja piechoty gen. Johna B. Coultera tego samego dnia opanowała Monte Altuzzo. Tego samego dnia naporowi 91. dywizji piechoty gen. Williama G. Livesaya uległo Monticelli. Nazajutrz Kesselring rzucił do boju 362. dywizję gen. Heinza Greinera z 1. korpusu spadochronowego. Nie była ona w stanie przeważyć szali zwycięstwa na korzyść 4. dywizji spadochronowej gen. Henricha Trettnera, a Lemelsen, widząc, iż jego pozycje zostały przełamane, zarządził odwrót. W tym czasie dywizje brazylijskie posuwały się do przodu, zajmując Camaiore, a po drugiej stronie frontu 8. dywizja indyjska gen. Dudleya Russella zdobyła Femina Morta. Jednoczesne uderzenie prowadziła 6. dywizja pancerna dowodzona przez gen. Horatiusa Murraya, wieńcząc ofensywę z 18 września zdobyciem San Godenzo na linii obrony 356. dywizji piechoty gen. Karla Faulenbacha. Niemcy zaczęli wycofywać się, kurczowo broniąc trasy na Bolonię. Alianci zmuszeni byli do prowadzenia ofensywy w bardzo trudnym terenie, niejednokrotnie maksymalnie rozdrabniając swoje siły. Dla przykładu - Il Giogo zdobyte zostało przez kompanię C z 91. dywizji. Walki okazały się wyjątkowo wyczerpujące, a w samym tylko 2. korpusie do 18 września odnotowano 2730 ofiar. PO zakończeniu fazy wstępnej operacji przełamania linii Gotów, Clark postanowił zrewidować nieco wcześniejsze plany. Zrezygnował zatem z podążania jedynie drogą numer 65 na Bolonię, wysyłając swoje jednostki także w kierunku Imola wzdłuż szlaku numer 6528. Ostatecznie trasą tą podążyli żołnierze 88. dywizji gen. Kendalla oraz 1. dywizji pancernej gen. Vernona E. Pricharda. Z kolei do Bolonii skierowane zostały pozostałe dywizje 2. korpusu, w tym 34. gen. Charlesa Bolté, 85. gen. Johna B. Coultera oraz 91. gen. Williama G. Livesaya. 21 września obie grupy ruszyły do natarcia. 88. dywizja poruszała się w niesprzyjających warunkach, a na jej drodze stanęły najsilniejsze jednostki nieprzyjaciela, który chciał utrzymać trasę na Imola za wszelką cenę. Trasa 6528 była nie tylko upstrzona naturalnymi przeszkodami, ale i wąska, umożliwiając poruszanie się zaledwie jednej dywizji. Mimo to 88. dywizja bardzo sprawnie przemieszczała się do przodu i 27 września udało się jej wkroczyć na szczyt ważnego strategicznie Monte Battaglia. Wprawdzie Niemcy nadspodziewanie szybko utracili ważny punkt, jednakże dowództwo natychmiast rzuciło się do ratowania sytuacji. Kontruderzenia niemieckie coraz bardziej zagrażały słabnącej defensywie aliantów na Monte Battaglia. Gdy wydawało się, że losy bitwy są już przesądzone, do akcji wkroczyły posiłki w postaci pododdziałów 350. dywizji z kompanią G kpt. Roberta E, Roedera (zginął podczas obrony i pośmiertnie nadano mu najwyższe amerykańskie odznaczenie wojskowe Medal of Honor) na czele a sytuacja 88. dywizji została uratowana. Monte Battaglia zostało utrzymane, choć 88. dywizja poniosła duże straty w czasie kilkunastodniowych walk. Do 3 października zanotowano 2105 ofiar i w kilka dni później oddziały dywizji na Monte Battaglia zluzowały jednostki z 1. brygady. Tymczasem na drodze numer 65 do Bolonii także trwały zacięte walki. Zajęcie przełęczy Radicosa 22 września było niewątpliwym sukcesem, ale dalsze przesuwanie się na północ mocno ograniczała działalność wroga, trudne warunki terenowe oraz pogarszająca się pogoda. 91. dywizja czyniła nieznaczny postęp, zdobywając codziennie kilometr terenu. Aura ponownie komplikowała sytuację żołnierzy Clarka. Ten sam deszcz, który przeszkadzał 8. armii, teraz nie pozwalał dywizjom 2. korpusu na jakikolwiek postęp. 2 października osiągnęły one linię Monghidoro. To był jednak kres możliwości wyczerpanej 91. dywizji idącej w pierwszym rzucie. 4 października Clark wstrzymał natarcie. Nazajutrz ruszyły do boju jednostki 85. dywizji, ale i ona nie była w stanie sforsować niemieckiej obrony, do której Kesselring szybko podciągał posiłki. W pasie natarcie 2. korpusu znajdowały się już 4. dywizja spadochronowa, 65. dywizja piechoty, 715. dywizja piechoty, 362. dywizja piechoty, 44. dywizja grenadierów pancernych i 334 dywizja piechoty. Clark chciał wbić się klinem pomiędzy pas działania niemieckich 14. i 10. armii i odciąć jednostki Vietinghoffa od północy. Dlatego też 9 października ponownie nakazał wyprowadzić uderzenie swoich sił. Pogoda nareszcie się poprawiła, co umożliwiało włączenie do boju lotnictwa, które nękało teraz nieprzyjaciela stałymi nalotami. Na efekty nie trzeba było czekać - 10 października zajęte zostało Monte delle Formiche, a 91. dywizja zagroziła wkroczeniem na Livergnano, co zmusiło Niemców do wycofania się 13 października. 16 października 34. dywizja podjęła się próby przełamania niemieckiej obrony na południe od Bolonii. Bezskutecznie. Napór 91. dywizji piechoty i 1. dywizji pancernej także został powstrzymany. 19 października Clark postanowił spróbować jeszcze jeden raz, wysyłając 85. i 88. dywizje piechoty w celu zajęcia Monte Grande a 91. i 34. dywizje piechoty przeciwko Monte Belmonte. Jednocześnie 4. i 13. korpus miały angażować się w walkę na skrzydłach głównej linii ofensywy. Efektem było zajęcie Monte Grande, gdzie niemiecka obrona była wyraźnie słabsza. Natarcie na Monte Belmonte nie powiodło się. Podobnie rzecz się miała z atakiem 85. i 88. dywizji z Monte Grande na Monte Belmonte, który załamał się w niemieckim ogniu 23 października. W następnych dniach znowu spadły ulewne deszcze, skutecznie powstrzymując zapędy Amerykanów. Był to koniec ofensywy alianckiej. Wyczerpani bojem żołnierze nie byli w stanie kontynuować pochodu na północ, wycofując się na dogodne pozycje poniżej Monte Grande. Niemcy mogli być zadowoleni z połowicznego sukcesu. Sprzymierzeni, w opinii Kesselringa, podeszli jednak zbyt blisko. Co więcej, feldmarszałek został ranny 23 października, a jego miejsce w Grupie Armii "C" objął gen. Vietinghoff. Jednocześnie zwolnił miejsce w dowództwie 10. armii. Stanowisko to objął gen. Lemelsen zmieniony w 14. armii przez gen. Sengera. Podczas gdy 5. armia toczyła zacięty bój w Apeninach, na froncie 8. armii także doszło do ciekawych wydarzeń. Do 15 października niesprzyjająca aura uniemożliwiała natarcie, ale wraz z poprawą pogody 15 października gen. McCreery mógł rzucić do boju swoje jednostki. Żołnierze wielonarodowej 8. armii przekraczali kolejne zapory wodne, zbliżając się do Bolonii. 5 października sforsowano Fiumicino, następnie 21 października Savio, a w cztery dni później Ronco. Poruszając się wzdłuż drogi numer 9 wiodącej adriatyckim wybrzeżem do Bolonii, 8. armia dotarła do linii rzeki Forli. 27 października ofensywa na froncie włoskim została wstrzymana przez gen. Henry'ego Maitlanda Wilsona. W toku walk od września 8. armia straciła 14 000 żołnierzy, a 5. armia aż 15 000 ludzi, z czego 5000 składało się na straty samej tylko 88. dywizji. Naczelne dowództwo nie miało zamiaru wesprzeć wyczerpanych bojem żołnierzy 15. Grupy Armii, przysyłając jedynie amerykańską 10. dywizję górską gen. George'a P. Haysa i 92. dywizję piechoty gen. Edwarda M. Almonda oraz korpus brazylijski. W zamian... odesłano z frontu włoskiego 10. korpus. Gen. Alexander dał swoim siłom czas na wypoczęcie, ale nie miał zamiaru odpuścić Niemcom przed końcem roku. Jego plan zakładał dotarcie do doliny rzeki Pad. Uderzenie miało ruszyć 15 listopada. Sześć dni wcześniej 8. armia wkroczyła do Forli na trasie numer 9. Po rozpoczęciu działań 15 listopada obrona niemiecka szybko została zepchnięta do głębokiej defensywy i już nazajutrz Niemcy wycofali się za Montane. Dalsze walki doprowadziły 8. armię do linii rzeki Lamone. Wreszcie 4 grudnia kanadyjska 5. dywizja pancerna gen. Berta Hoffmeistera wkroczyła do Ravenny, gdzie w tym czasie silne pozycje zdobyli sobie włoscy partyzanci walczący przeciwko Niemcom. Siły niemieckie wycofały się 10 mil na północ, zajmując nowe pozycje na linii rzeki Senio. Niemcy doskonale orientowali się w planach Alexandra, który sądził, iż uderzenie 8. armii zmusi Vietinghoffa do wycofania części sił sprzed frontu 5. armii. Niemiec przejrzał plany rywala, a jego dywizje twardo stały przed siłami Clarka. W efekcie w połowie grudnia obie strony utknęły w martwym punkcie. W tym samym czasie doszło do ponownych przegrupowań w hierarchii dowódczej aliantów. 15 grudnia gen. Wilson wyjechał do Stanów Zjednoczonych, a jego miejsce na stanowisku dowódcy Śródziemnomorskiego Teatru Działań Wojennych zajął marsz. Harold Alexander. Na miejsce dowódcy 15. Grupy Armii wskoczył gen. Mark Clark, a jego stanowisko zajął gen. Lucian K. Truscott. Ten, przybywając do Italii, szybko wziął się do pracy, analizując doniesienia wywiadu dotyczące usytuowania jednostek wroga. Słusznie wywnioskował, iż nastąpiło znaczne wzmocnienie sił niemieckich naprzeciw frontu 92. dywizji. Przybyłe tam 16. dywizja grenadierów pancernych, 26 dywizja pancerna oraz 5. dywizja górska najwyraźniej szykowały się do ofensywy. W związku z tym Truscott postanowił wzmocnić 92. dywizję siłami 85. dywizji, 8. dywizji hinduskiej oraz pomniejszych oddziałów. Miał rację, ponieważ 26 grudnia Niemcy, wspierani przez włoskie oddziały faszystowskie (dywizja górska Monterosa i dywizja piechoty San Marco), rozpoczęli uderzenie na pozycje 92. dywizji. Efekt natarcia był mizerny, ponieważ dowódca 4. korpusu gen. Crittenberger doskonale orientował się w zamiarach przeciwnika i z dodatkowym wsparciem bez trudu odparł ofensywę. Do 1 stycznia 1945 roku Niemcy powrócili na stanowiska wyjściowe. Nowy Rok witał zatem obie strony w sytuacji patowej. Aliantom nie udało się dojść do Bolonii, a Niemcom uchronić głównych umocnień linii Gotów. Wydawało się, iż konstans zostanie utrzymany przez cały okres wiosenny. Wskazywały na to niejasne plany dowództwa względem frontu włoskiego, skąd odsyłano kolejne dywizje. Na początku roku Italię opuścił korpus kanadyjski, mocno osłabiając siły 8. armii. Gen. Alexander nie decydował się na przejście do szybkiej ofensywy, przygotowując się do zorganizowanej akcji zaczepnej dopiero za kwartał. W międzyczasie planowano kilka drobnych uderzeń pozwalających uchwycić jak najkorzystniejsze pozycje wyjściowe do wiosennej ofensywy. Jeszcze 2 stycznia zaatakowali Kanadyjczycy. Następnie do boju ruszyli żołnierze 92. dywizji, którzy 4 lutego natarli na Włochów i zdołali odepchnąć ich nieco na północ. Po włączeniu się do walki niemieckich jednostek, 92. dywizja musiała uznać wyższość przeciwnika i do 11 lutego powróciła na swoje stanowiska, tracąc w czasie tygodnia walk blisko 700 żołnierzy. Wreszcie trzeci atak miał przynieść sukces. 19 lutego 10. dywizja górska rozpoczęła natarcie w centralnej części frontu. Efektem było zajęcie 23 lutego Monte Belvedere i Monte della Torraccia. Sukces sprawił, iż natarcie ponowiono w początkach marca, ale do 5 dnia tego miesiąca zostało ono wstrzymane. 10. dywizja górska wykonała jednak wspaniałą robotę, dając swojej armii doskonałe pozycje wyjściowe przed zbliżającą się wiosną.

Gdy w styczniu 1945 roku feldmarszałek Kesselring ponownie obejmował dowództwo Grupy Armii "C", mógł być zadowolony, iż jego zastępca całkiem zręcznie hamował ofensywę sprzymierzonych i nie pozwolił im na przełamanie linii niemieckich. Wprawdzie ofensywy 15. Grupy Armii w lutym i marcu przyniosły aliantom dość niespodziewane zdobycze, jednak niemiecka Grupa Armii "C" nadal silnie stała na swoich pozycjach, a zmiany w linii frontu zachodzące na początku 1945 roku można uznać za kosmetyczne. Mimo wszystko sytuacja aliantów była w tym czasie lepsza niż Niemców. Nie zmieniał tego faktu stały odpływ jednostek z 8. i 5. armii, które potem zasilić miały składy nowych zawiązków taktycznych walczących na zachodzie Europy. I tak na przykład odesłane zostały indyjska 4. dywizja piechoty, później brytyjska 4. dywizja piechoty oraz korpus kanadyjski, o czym wspominaliśmy, i brytyjska 5. dywizja piechoty. Efektem było zredukowanie stanu 8. armii gen. McCreery'ego do liczby 7 dywizji. Rekompensatą była wspomniana 10. dywizja górska, która szybko sprawdziła się w boju. 5. armia liczyła w przededniu wiosennej ofensywy 10 dywizji. Dodatkowo w skład sił alianckich wchodziło 8 brygad, w tym jednostki włoskie, które ekwipowali sprzymierzeni. Także Niemcy zmuszeni byli do poważnych przegrupowań. Zmiany zaszły nawet na czołowych stanowiskach dowódczych. 23 marca Kesselring został wysłany na stanowisko dowódcy Grupy Armii "Zachód". Jego miejsce w Grupie Armii "C" objął gen. Vietinghoff. To pociągnęło za sobą kolejne zmiany - gen. Traugott Herr został dowódcą 10. armii, natomiast jej poprzedni dowódca objął takie samo stanowisko w 14. armii. Siły niemieckie liczyły sobie 21 dywizji o niepełnych stanach osobowych, które wspomagały dużo słabsze 4 dywizje włoskie działające w ramach Grupy Armii "Liguria" dowodzonej przez marsz. Rodolfo Grazianiego. Niemcy i Włosi cierpieli także na niedobór sił lotniczych i pancernych. Szczególnie słaba była Luftwaffe, nad którą siły lotnicze sprzymierzonych uzyskały kilkukrotną przewagę. Co więcej, zapasy paliwa topniały w zastraszającym tempie, a niedobór tego surowca spędzał sen z powiek nie tylko głównodowodzącym podczas niemieckiej operacji w Ardenach. Nie można jednak powiedzieć, iż obrońcy musieli się zmagać z samymi przeciwnościami losu. Niemcom sprzyjała natura, hojnie wyposażając centralną część Półwyspu Apenińskiego w miejsca dogodne do obrony. Dlatego też Kesserling ustalił plan taktyczny zakładajacy obronę na pierwszej rubieży opartej na linii okalającej od południa Bolonię. Gdyby ten pas został przełamany, siły Osi powinny się wycofać na linię rzeki Pad, potężnej zapory wodnej, której forsowanie musiało kosztować sprzymierzonych wiele sił i środków. Wysadzenie mostów w praktyce uniemożliwiłoby przekroczenie szerokiego, kilkusetmetrowego nurtu rzeki. Ale i w tym miejscu Niemcy zabezpieczyli się na wypadek odwrotu, budując trzecią linię umocnień. Ze względu na umiejscowienie nazwana została linią wenecką i rozciągała się w pasie rzeki Adygi oraz jeziora Garda. W rejon Adygi Niemcy podciągnęli z Ligurii ciężkie działa obrony wybrzeża. Przygotowany też został plan odwrotu strategicznego opatrzony kryptonimem "Jesienna Mgła". Kesselring planował jego zastosowanie jeszcze jesienią 1944 roku. W związku z rozwojem działań na froncie na początku 1945 roku plan przerobiono i dostosowano do zaistniałej sytuacji. Wprawdzie Hitler zakazał wycofywania się, nakazując walkę "do ostatniego naboju", jednakże przezornie przygotowywano kolejne rubieże, domyślając się, iż dyrektywy führera mogą się zmienić i dać możliwość strategicznego odwrotu Grupy Armii "C". 21 stycznia 1945 roku Hitler wydał rozkaz, w którym czytamy, iż wszystkie rozporządzenia winny być konsultowane z nim, a co za tym idzie dowódcy nie mogli podjąć decyzji o wycofaniu się, jeśli nie zaaprobował jej dyktator. W punkcie pierwszym dokumentu czytamy o: "wszelkich decyzjach związanych z ruchami operacyjnymi, projektowanych natarciach na szczeblu dywizji lub wyższym nie objętych ogólnymi rozkazami wyższego dowództwa, wszelkich działaniach obronnych na biernym odcinku, przekraczających normalną działalność patrolową i mogących z tego powodu ściągnąć uwagę npla na ten odcinek, wszystkich ruchach związanych z wycofywaniem się, zamiarach związanych z opuszczeniem zajmowanych stanowisk, ufortyfikowanych miast i fortec". Ogółem w marcu 1945 roku wojska Osi liczyły sobie 491 tys. żołnierzy 10. i 14. armii oraz 108 tys. żołnierzy włoskich. Alianci zdołali zgromadzić 536 tys. żołnierzy działających w ramach 5. i 8. armii oraz 70 tys. Włochów, którzy zbudowali sześć grup bojowych. Przewaga w artylerii wynosiła dwa razy więcej na korzyść aliantów, z kolei sił pancernych i czołgów mieli trzy razy więcej niż Niemcy. Plan 15. Grupy Armii przewidywał atak 8. armii poprzedzony drobnymi akcjami bojowymi na jeziorze Comacchio. Dalej siły McCreery'ego winny sforsować rzekę Senio i przesmykiem Argenta posuwać się w kierunku północno-zachodnim, aby zaskoczyć siły niemieckie broniące Bolonii. To powinno zmusić Niemców do wzmocnienia sił defensywnych w tym rejonie, dając miejsce 5. armii, której działania wyznaczono na piąty dzień ofensywy 8. armii. Zadaniem sił Truscotta (34., 85., 88., 91. i 92. dywizje piechoty, 10. dywizja górska, 1. dywizja pancerna, japońsko-amerykańska 442. grupa bojowa, brazylijska 1. dywizja piechoty, południowoafrykańska 6. dywizja pancerna i włoska Grupa Bojowa Legnano podporządkowane 4. i 2. korpusowi) było natarcie na kierunku północnym, przejście po zachodniej stronie Bolonii i okrążenie się niemieckich od północy. W ten oto sposób Niemcy znaleźliby się w kotle, którego północną ścianę stanowiłyby albo jednostki alianckie, albo linia rzeki Pad. Zapora ta miała zostać sforsowana przez siły alianckie w okolicach Ferrary (8. armia) i pod Ostiglią (5. armia). Dalej 15. Grupa Armii skierowałaby się w rejon Istrii i Wenecji oraz Werony, jeziora Garda i przełęczy Brenner. Uderzenie 8. armii wyprowadzały na prawej flance 5. korpus brytyjski oraz 2. Korpus Polski. Ich natarcie osłaniały siły 13. korpusu i 10. korpusu, który pospiesznie ściągnięto z Grecji. Szczególną wagę miały działania 2. Korpusu Polskiego, który szedł na północ drogą numer 9 (Via Emilia), mając na swej drodze świetnie walczące jednostki niemieckie. Miejscem docelowym ofensywy Polaków była Bolonia. 2 kwietnia rozpoczęły się wstępne przygotowania do ofensywy 8. armii. Grupa komandosów z Wielkiej Brytanii opanowała wyspy na jeziorze Comacchio oraz teren na południe od Garibaldi. Walki wygasły około 5 kwietnia. Nazajutrz niespodziewany ostrzał rozpoczęła niemiecka artyleria, jakby przygotowując miejsce dla odwrotu strategicznego sił Grupy Armii "C". Prawdopodobnie to było głównym celem Vietinghoffa, jednakże uległ presji Hitlera i postanowił nie wycofywać swoich sił. W tym czasie, na lewej flance aliantów 92. dywizja wykonała atak przygotowawczy, zajmując Massę. 9 kwietnia sprzymierzeni postanowili wykorzystać niemal absolutną przewagę, jaką uzyskali w powietrzu. Przed 14.00 825 ciężkich bombowców, 234 średnie bombowce i 740 myśliwców bombardujących dokonało nalotu na pozycje niemieckie przed rzeką Senio. Efekt był druzgocący - nalot obniżył morale niemieckich żołnierzy i spowodował spore straty po drugiej stronie frontu, dając możliwość szybkiego przekroczenia Senio siłom 8. armii. O 19.20 2. i 5. korpus przystąpiły do ofensywy. Dzięki wysiłkowi nowozelandzkiej 2. dywizji piechoty gen. Bernarda Freyberga oraz hinduskiej 8. dywizji gen. Dudleya Russella w ciągu trzech godzin udało się uchwycić przyczółki po drugiej stronie rzeki, które stopniowo rozszerzono. Saperzy przystąpili do budowania mostów, aby przeprawić na drugą stronę siły pancerne. Polakom także udało się przebić przez obronę niemiecką. Żołnierze z dywizji karpackiej w nocy znaleźli się na drugim brzegu rzeki. Następnego dnia oba korpusy mozolnie posuwały się do przodu, blokowane przez 26. dywizję pancerną oraz 98. i 362. dywizje piechoty. 56. dywizji piechoty gen. J. Y. Whitfielda udanie przerzuciła swoje siły przez Comacchio. Tymczasem Polacy zatrzymali się przed Solarolo. 11 kwietnia udało się im ruszyć do przodu, przystąpili także nazajutrz, podobnie jak żołnierze 5. korpusu do forsowania rzeki Santerno. Tego samego dnia udało się im opanować Castel Bolognese i Castel Nuovo. Na lewym skrzydle 5. korpus zajął Massa Lombarda. Postępowała także ofensywa pozostałych korpusów 8. armii, gdzie 13. korpus przekroczył Santerno. Niemcy wycofywali się za rzekę Sillaro, skutecznie hamując postęp 5. korpusu. 10. i 13. korpus także napotkały problemy, zbliżając się 13 kwietnia na odległość kilku kilometrów od Imoli. Przed nimi operował 2. Korpus Polski - zgrupowanie "Rud" nazwane tak od dowodzącego grupą gen. Klemensa Rudnickiego niemalże wkraczało już do miasta. 14 kwietnia walki toczyły się w okolicach Filo, które zdobyła 56. dywizja. Tymczasem Rudnicki zdecydował się ruszyć na północ od Imoli, co z kolei zmusiło broniące się tam jednostki niemieckie do pospiesznego wycofania. Przełożyło się to na inne odcinki frontu, gdzie jednostki brytyjskie bez problemu przekraczały teraz Santerno. Aby wzmocnić ofensywę, do bardziej aktywnych działań włączył się 13. korpus, a 10. korpus przesunął się nieco na zachód. 2. dywizja nowozelandzka została podporządkowana dowódcy 13. korpusu. Skuteczne manewry 8. armii pozwoliły uchwycić przyczółki na rzece Sillaro, które utrzymywały się, mimo szaleńczych kontrataków niemieckich prowadzonych przez 278. dywizję gen. Harry'ego Hoppe. Teraz do walki włączyć się mieli Amerykanie. Wprawdzie ich ofensywy oczekiwano wcześniej, jednakże znowu przeszkodą stały się warunki atmosferyczne uniemożliwiające działanie lotnictwa. Wreszcie 14 kwietnia rozpoczęto naloty na niemieckie linie. 4. korpus gen. Crittenbergera ruszył do ataku. 10. dywizja górska uderzyła na niemieckie pozycje bronione przez 94. i 334. dywizje piechoty oraz 90. dywizję grenadierów pancernych. 10. dywizja górska ruszyła do boju z niezwykłym zacięciem, o czym świadczy chociażby poświęcenie żołnierza Johna D. Magratha, który samodzielnie zlikwidował trzy niemieckie stanowiska karabinów maszynowych. Zginął w trakcie późniejszych walk. Pośmiertnie otrzymał Medal of Honor. Do wieczora jednostce udało się opanować górskie szczyty, na których bronili się Niemcy, co pozwoliło podciągnąć czołgi 1. dywizji pancernej. W ciągu kolejnych kilku dni Amerykanom udało się wyprzeć Niemców z doliny Reno i opanować okoliczne wzgórza, w tym Monte Pigna, Monte Mantino, Monte Mosca czy Monte Pero. Do boju ruszyły również jednostki brazylijskie, zdobywając Montese. Tak wyglądała sytuacja z 18 kwietnia. Na froncie 8. armii 15 kwietnia udało się wreszcie sforsować Sillaro. Pod naporem Brytyjczyków padła Bestia. W nocy na 16 kwietnia Nowozelandczycy natarli na pozycje bronione przez 278. dywizję. Walki trwały także na odcinku 78. dywizji brytyjskiej, gdzie broniły się fragmenty 29. dywizji grenadierów pancernych i 42. dywizji strzelców. Obie strony ponosiły ciężkie straty, szczególnie niskie stany osobowe występowały u Niemców. 16 kwietnia 2. dywizji wespół z 43. brygadą Gurkhów podporządkowaną armii Andersa udało się opanować Medicinę. 17 kwietnia 2. Korpusowi Polskiemu udało się zająć Castel San Pietro. Tego samego dnia 56. i 78. dywizja zdobyły Argentę, z której wycofali się Niemcy. Nazajutrz 10. dywizja hinduska próbowała się przebić do rzeki Idice, docierając do niej 19 kwietnia. Dzień później uchwycono pierwsze przyczółki. 2. Korpus Polski walczył nad inną przeszkodą wodną, forsując pozycje 1. korpusu spadochronowego nad rzeką Gaiana. 20 kwietnia udało się Polakom przeprawić na drugą stronę, choć ponieśli przy tym duże straty. 19 kwietnia żołnierze 56. i 78. dywizji nacierający na kierunku drogi numer 16 zdobyli Portomaggiore, zagrażając odcięciem sił 10. armii na południe od Ferrary. Sytuację Vietinghoffa uratowały 26. dywizja pancerna i 98. dywizja piechoty, które zablokowały chwilowo postęp dywizji brytyjskich, aby dać czas dowództwu na zorganizowanie odwrotu. 20 kwietnia rozpoczęło się wycofywanie Niemców. Podobnie rzecz się miała na odcinku 5. armii, gdzie 6. dywizja południowoafrykańska i 88. dywizja amerykańska wybiły sobie drogę na Bolonię już w pierwszych dwóch dniach ofensywy. Przełamanie nastąpiło po pokonaniu 8. dywizji górskiej i 65. oraz 305. dywizji piechoty. 19 kwietnia sukces odnotowała też 10. dywizja górska operująca nieco bardziej na zachód, zajmując Monte San Michele. 34. dywizja zajęła Riosto. Napór sił 5. armii pomiędzy drogami numer 64 i 65 praktycznie rozstrzygnął losy Bolonii, której bronienia Niemcy zaniechali. Ofensywa 15. Grupy Armii ruszyła na całej długości frontu. Wybrzeżem liguryjskim poruszała się 92. dywizja, 4. korpus szturmował w centrum - 10. dywizja górska dotarła do drogi numer 9, która łączyła Modenę i Bolonię. Modena stała się teraz celem 1. dywizji pancernej. Bolonię miały zdobyć oddziały z 34. i 91. dywizji, które zbliżały się do miasta od południa. Dokładnie w tym samym czasie, tyle że od drugiej strony na Bolonię kierował się 2. Korpus Polski. Krótko po północy 21 kwietnia Polacy osiągnęli miasto, w którym nie było już niemieckich obrońców. W kilka godzin później do Bolonii weszli Amerykanie, przegrywając tym samym prestiżowy wyścig do miasta. 13. korpus w tym samym czasie szybko posuwał się za Niemcami w kierunku Ferrary. 34. dywizja amerykańska, która znajdowała się w Bolonii, bardzo szybko podjęła się dalszych działań w kierunku Modeny. Efektem było wkroczenie do miasta 23 kwietnia. 6. dywizja pancerna i 88. dywizja piechoty szły na północ, aby uchwycić rzekę Panaro, a następnie Pad i szybko przeprawić się na drugą stronę. Wieczorem 22 kwietnia część żołnierzy z 10. dywizji górskiej zajęła San Benedetto. Amerykanie byli już nad Padem, wyprzedzając część jednostek niemieckich w wyścigu do rzeki. Teraz w rejon na południe od rzeki klinem wbiła się 1. dywizja pancerna, zagradzając drogę ucieczki 10. armii. Efektem było blisko 100 tys. jeńców niemieckich wziętych do niewoli przez jednostki 5. armii. Już 23 kwietnia 85. dywizja dobiła do Padu. Na prawo operowała 88. dywizja, dalej 10. górska, 6. południowoafrykańska i 91. amerykańska. W nocy 24 kwietnia jednostki te rozpoczęły przeprawę przez Pad. Szybko uchwycono duży przyczółek. Ofensywa 5. armii przyniosła spory sukces. Nie tylko odcięto drogę ucieczki jednostek niemieckich, ale i zdobyto dogodne pozycje wyjściowe do ataku na północ od linii Padu. 8. armia bynajmniej nie pozostawała w tyle (czego nie można powiedzieć o 2. Korpusie Polskim, dla którego szlak bojowy właściwie skończył się na Bolonii). Wieczorem 23 kwietnia na zachód od Ferrary jednostki 6. dywizji pancernej pojawiły się nad rzeką. Nazajutrz 8. dywizja hinduska rozpoczęła trudną przeprawę. Następnego dnia jednostki alianckie lawinowo przekraczały Pad - na drugiej stronie szybko znalazły się 8. dywizja hinduska, 6. dywizja pancerna, 2. dywizja nowozelandzka, 56. dywizja piechoty. Jeszcze 25 kwietnia rozpoczęto marsz w stronę Adygi, aby odciąć Niemców od kolejnej linii umocnień i szybko zakończyć walki w północnej części kraju. Na lewym skrzydle 15. Grupy Armii do przekraczania Padu szykowały się 88., 91. dywizje piechoty oraz 6. dywizja pancerna. Także 1. dywizja pancerna zbliżyła się do rzeki. 24 kwietnia alianci zajęli Reggio. 25 kwietnia rozgorzały walki o Veronę. Szybka ofensywa 85. i 88. dywizji umożliwiły zdobycie miasta po dwudniowych walkach 26 kwietnia. Podobny sukces zanotowali żołnierze brazylijscy i amerykańscy z 34. dywizji, zajmując Parmę i Piacenzę. 25 kwietnia na ziemiach północnej części kraju wybuchło regularne powstanie partyzantów włoskich, którzy maksymalnie utrudniali ucieczkę byłego sojusznika. Patrząc na wschód, 8. armia doszła w tym czasie do Adygi i szybko rozpoczęła przeprawę, aby nie dać Niemcom czasu na wzmocnienie obrony. Prawdopodobnie sforsowanie zapory udałoby się jeszcze tej samej nocy, gdyby nie pogorszenie pogody. Który to już raz oberwanie chmury były przyczyną opóźnień w szeregach alianckich? 28 kwietnia 88. dywizja zdobyła Vicenzę. Tego samego dnia 6. dywizja pancerna wkroczyła do Padwy. Amerykanie weszli 28 kwietnia do Mediolanu, gdzie owacyjnie przywitały ich tłumy mieszkańców. Miasto zostało dzień wcześniej wyzwolone przez Włochów. Marsz zamieniał się w wyłapywanie niemieckich żołnierzy, którzy masowo szli do niewoli niemal wszystkich jednostek alianckich. 29 kwietnia Brazylijczykom udało się wziąć do niewoli 13 tys. żołnierzy, którzy niegdyś stanowili o sile 148. dywizji piechoty oraz oddziałów włoskich. 1 maja zajęty został Turyn. Oddziały 4. korpusu zajęły przełęcz Brenner i odcięły drogę ucieczki niemieckich żołnierzy. Na zachodnim wybrzeżu 92. dywizja 27 kwietnia wkroczyła do Genui. Na miejscu okazało się, iż dzień wcześniej pięciotysięczny garnizon miasta poddał się włoskim partyzantom. Walki w zachodniej części frontu zakończyły się w zasadzie 30 kwietnia, wraz z poddaniem się 76. korpusu niemieckiego i włoskich oddziałów z korpusu "Lombardia". W tym czasie 6. dywizja południowoafrykańska i 2. dywizja nowozelandzka stale posuwały się w kierunku Triestu. Miasto osiągnięto 2 maja. I tam wcześniej byli partyzanci, tym razem jugosłowiańscy, którzy na własną rękę pokonali Niemców. Właściwie walki nie zakończył się z dniem 3 maja, ponieważ odpowiednie rozkazy nie dotarły do wszystkich jednostek. Siły 8. armii dostały jednak rozkaz, aby przerwać ogień wieczorem i decydować się na natarcie tylko w wyniku zaatakowania przez jednostki nieprzyjaciela. Był to jednak koniec krwawych zmagań.

Rozpoczęta w lipcu 1943 roku kampania włoska miała się wreszcie ku końcowi. Blisko dwa lata wyczerpujących zmagań nijak się miało do pierwotnych założeń dowództwa alianckiego. Front włoski od początku szykowany był jako front drugorzędny, a jego rola w miarę upływu czasu malała coraz bardziej. Wreszcie, w drugiej połowie 1944 roku wydawało się, iż został on maksymalnie marginalizowany, a to za sprawą Amerykanów, którzy nie chcieli wspierać awanturniczej wyprawy Churchilla. Efektem było znaczne wydłużenie zmagań, które na dobrą sprawę mogły zakończyć się jeszcze w 1944 roku. Co więcej, zdobycie Rzymu planowano na początek 1944 roku. Sprzymierzeni z czasem weryfikowali swoje plany, niejednokrotnie przekonując się o sile niemieckiej machiny wojennej oraz własnej słabości połączonej z przesadnym wartościowaniem innych miejsc zmagań. Kampania włoska pomyślana była przede wszystkim jako wabik na maksymalną ilość niemieckich dywizji oraz łatwy sposób na wyłączenie Włoch z koalicji Państw Osi. Okazało się, iż oba cele zostały zrealizowane. Włączenie się Italii do koalicji Narodów Zjednoczonych stanowiło kres niemiecko-włoskiej współpracy, mimo iż sojusz ten przetrwał w zmienionej formie dzięki działalności Benito Mussoliniego. Dyktator nie dożył końca wojny. 18 kwietnia opuścił Gargnano i przeniósł się do Mediolanu, rezydując w siedzibie arcybiskupa. Stamtąd, po otrzymaniu niepokojących wieści od włoskich partyzantów-antyfaszystów, postanowił udać się w kierunku granicy szwajcarskiej i opuścić kraj. Podróżując w przebraniu, nie miał szczęścia i 27 kwietnia został rozpoznany i aresztowany przez 52. Brygadę Międzynarodową. 28 kwietnia duce został rozstrzelany przez partyzantów, a jego ciało wywieszono na widok publiczny nazajutrz na placu Loreto w Mediolanie. Obok zwłok Mussoliniego w mieście zawisło ciało Clary Petacci, wieloletniej kochanki dyktatora. Dzień później śmierć dosięgła Adolfa Hitlera, który zdecydował się odebrać sobie życie. Jego śmierć walnie przyczyniła się do zakończenia zmagań na froncie włoskim. Do tej pory nie przyjmował on do wiadomości informacji, iż jego siły we Włoszech mogą skapitulować przed aliantami, nakazał obronę półwyspu za wszelką cenę i do ostatniego naboju. Mimo to gen. Vietinghoff nie widział sensu w kontynuowaniu wyniszczających działań. Rozlew krwi, który nie miał żadnego uzasadnienia, był niepotrzebny. Dlatego też postanowił wysłać emisariuszy do dowództwa 15. Grupy Armii. 28 kwietnia doszło do spotkania w Casercie. W rzeczywistości rozmowy toczyły się już wcześniej, jednakże robiono to potajemnie, teraz akcja nabrała rozmachu. Efektem rozmów było ustalenie, iż 2 maja w południe walki zostaną zakończone. Alianci dali przeciwnikowi czas na informowanie oddziałów, które desperacko broniły frontu, pomimo miażdżącej przewagi nacierających. Planom przerwania walk przeciwny był także Kesselring, który był zwierzchnikiem Vietinghoffa. Zagroził nawet dymisją podwładnego, jednakże śmierć Hitlera rozwiała jego wątpliwości i przystał na propozycje pokojowe. Grupa Armii "C" oficjalnie kapitulowała 3 maja. Specjalny dokument sygnował w Casercie, kwaterze głównej 15. Grupy Armii, gen. Senger, kończąc tym samym okres długotrwałych walk. Straty obu stron były przerażająco wysokie. Alianci utracili 312 tys. ludzi, w tym 31 886 zabitych. Po stronie niemieckiej straty wyliczono na 434 600 ofiar, w tym 48 tys. zabitych. Wreszcie 214 tys. spośród nich uznano za zaginionych. Półwysep Apeniński zebrał krwawe żniwo w czasie kampanii, która wreszcie, mimo iż niedoceniana, była skończona.


Polecamy


Patronat


Recenzje
Portal "II wojna światowa": teksty Mateusz Łabuz, grafika CoDJumper.pl, zarząd: MindSpa Psycholog Kraków