Aspekty prawne działalności polskich władz
Polskie umowy sojusznicze



Gwarancje bezpieczeństwa ze strony III Rzeszy i Związku Sowieckiego były jedynie pierwszym etapem lokowania Polski w skomplikowanej strukturze sojuszy i porozumień. Wobec niemieckiej ekspansji terytorialnej polscy dyplomaci zaczęli z niepokojem patrzeć w przyszłość, zdając sobie sprawę z kruchości paktów o nieagresji. Porozumienia, mimo iż nabrały mocy prawnej, były w gruncie rzeczy niezobowiązującymi deklaracjami. Po konferencji monachijskiej we wrześniu 1938 roku polityka „zbiorowego bezpieczeństwa” ostatecznie legła w gruzach, ustępując miejsca doktrynie appeasement, którą do połowy 1939 roku stosowali Brytyjczycy i Francuzi. Co gorsza, w związku z kryzysem związanym z zajęciem Sudetów przez Niemcy i Zaolzia przez Polskę, pozycja II RP na arenie międzynarodowej uległa znacznemu pogorszeniu. Dopiero aneksja Czechosłowacji przez III Rzeszę w marcu 1939 wyprowadziła Polskę z faktycznej politycznej izolacji. Najpierw 26 marca 1939 roku premier Wielkiej Brytanii Neville Chamberlain udzielił Polsce oficjalnych gwarancji bezpieczeństwa, a następnie pięć dni później potwierdził swoje stanowisko, przemawiając w Parlamencie. Nie był to jednak akt o jakiejkolwiek mocy prawnej, lecz zwykła deklaracja. Stąd też 6 kwietnia 1939 roku minister Beck podpisał w Londynie oficjalne dokumenty będące dwustronną gwarancją, która miała być wstępem do porozumienia wojskowego. W odpowiedzi Niemcy, za pośrednictwem przemówienia Hitlera w Reichstagu z dnia 28 kwietnia 1939 roku, wypowiedziały deklarację o niestosowaniu przemocy. W tym miejscu warto zaznaczyć, iż tekst deklaracji nie zezwalał na podjęcie tego typu kroków. W ostatnim z punktów dokumentu zawarto klauzulę nieprzedłużania paktu: „W razie, jeżeli żaden z Rządów nie wymówi jej na sześć miesięcy przed upływem tego okresu czasu [10 lat od ratyfikacji], zachowa ona w dalszym ciągu moc; potem jednak każdy Rząd będzie mógł ją wymówić w każdym czasie z terminem sześciomiesięcznym”. Jak widać, przed upływem 10 lat obie strony nie miały pola manewru w kwestii skrócenia okresu obowiązywania umowy, co oznaczało, iż dopiero w 1944 roku mogły zajść w niej zmiany. Przepisy te pogwałciły Niemcy, nie przestrzegając umownego okresu.

W związku z coraz bardziej agresywnymi posunięciami strony niemieckiej dyplomaci II RP zaczęli szukać porozumienia z mocarstwami zachodnimi. Efektem ich starań było podpisanie 19 maja 1939 roku w Paryżu umowy wojskowej, którą sygnowali gen. Tadeusz Kasprzycki (Minister Spraw Wojskowych Polski) oraz gen. Maurice Gamelin (Szef Sztabu Generalnego Francuskiej Obrony Narodowej). Obowiązywanie protokołu uzależniono od podpisania umowy politycznej, której jednak nie udało się sygnować przed wybuchem działań zbrojnych. Z podpisaniem umowy wojskowej wiąże się szereg zagadnień natury prawnej, które określić trzeba jako co najmniej kontrowersyjne, jeżeli nie bulwersujące. Pierwsze trudności pojawiły się już w czasie ustalania tekstu porozumienia. Okazało się bowiem, iż po stronie francuskiej występowały silne rozbieżności interpretacyjne, szczególnie w odniesieniu do określeń zobowiązujących Francję do podjęcia wysiłku zbrojnego przeciwko Niemcom. Dotyczyły głównie wykorzystania sił powietrznych do ataku na niemieckie cele wojskowe. Priorytetem dla strony francuskiej, czemu właściwie nie można się dziwić, była bowiem ochrona własnych baz wojskowych.

Ciekawym problemem związanym z przyjęciem umowy wojskowej była kwestia zatwierdzenia dokumentu w świetle norm ustalonych przez obie strony. Dopiero ratyfikacja, zgodnie z wewnętrznymi przepisami konstytucyjnymi Francji, nadawała mocy prawnej umowie międzynarodowej, co oczywiście rodzi pytanie o zasadność podstawowej reguły pacta sunt servanda. Podpisanie dokumentu nie stanowiło bowiem o jego mocy wiążącej. W przypadku Francuzów organem właściwym w sprawie ratyfikacji był Parlament. Odpowiedni akt został podjęty dopiero 4 września 1939 roku, co wiązało się z zabiegami strony polskiej, która naciskała na sojusznika w sprawie uregulowania formalności prawnych.

Kwestie podpisania protokołu politycznego, który stanowił warunek sine qua non obowiązywania umowy wojskowej, zostaną omówione w kolejnej części opracowania. W tym miejscu warto zauważyć, iż dziwaczna konstrukcja prawna związana z wejściem w życie porozumienia wojskowego sprzyjała przede wszystkim Francuzom i to strona Polska zobligowana była do dopełnienia wszelkich formalności, będąc zdana na łaskę sojusznika, który mógł sygnować dokument, ale nie był do tego zobowiązany. Bez nadania mocy prawnej dokumentowi był on jedynie pustą deklaracją o wątpliwym statusie prawnym. Zwraca na to uwagę Piotr Zychowicz, cytując ambasadora francuskiego w Warszawie Leona Noela, który słusznie zauważył lukę prawną: „Rzeczą najważniejszą jest usunąć ze zobowiązań pomocy, które wzięliśmy na siebie, ich charakter automatyczności, co mogło pozbawić rząd francuski wszelkiej swobody decyzji w dniu, w którym Polska znajdzie się w wojnie z Niemcami i zmusić nas do udziału w tej wojnie”. Georges Bonnet, który pełnił wtedy funkcję szefa francuskiego MSZ, uspokajał podwładnego: „Umowy nasze z Polską zawierają dostateczne luzy, aby w każdym wypadku uchronić nasz kraj od wojny”. Sformułowania te pokazują, iż Francuzi doskonale zdawali sobie sprawę z prawnych zawirowań wokół umowy wojskowej i celowo przedłużali moment podpisania protokołu politycznego, a wraz z nim ratyfikacji umowy przez francuski Parlament. Ewidentna luka prawna, a także luzy interpretacyjne były niedopatrzeniem polskiej dyplomacji, choć prawdopodobnie już wtedy w Warszawie dostrzegano problem i spodziewano się kłopotów z egzekwowaniem przepisów paktu.

W drugiej połowie sierpnia 1939 roku konflikt był już sprawą niemal przesądzoną. Punktem kulminacyjnym przygotowań III Rzeszy do wojny z Polską było podpisanie paktu Ribbentrop-Mołotow 23 sierpnia. W odpowiedzi na porozumienie niemiecko-radzieckie 25 sierpnia sygnowany został układ sojuszniczy między Polską a Wielką Brytanią. W tym wypadku obyło się bez większych sporów natury prawnej. Obie strony poróżniły się jednak w kwestii uzgodnienia treści porozumienia. Artykuł pierwszy dokumentu stanowił: „W razie gdyby jedna ze stron umawiających się znalazła się w działaniach wojennych w stosunku do jednego z mocarstw europejskich na skutek agresji tego ostatniego przeciwko tejże stronie umawiającej się, druga strona umawiająca się udzieli bezzwłocznie stronie umawiającej się znajdującej się w działaniach wojennych wszelkiej pomocy i poparcia będących w jej mocy”. Podobnie jak w przypadku umowy polsko-francuskiej mówić można o wyraźnych luzach interpretacyjnych. W tajnym protokole dołączonym do układu wyjaśniono jedynie sformułowanie „jedno z mocarstw europejskich”, za które uznawano wprost Niemcy. Nie zinterpretowano natomiast wyjątkowo nieostrego sformułowania „wszelkiej pomocy i poparcia będących w jej mocy”, przez co zakres realnej pomocy wojskowej nie został wyznaczony, a strona polska mylnie zakładała, iż sformułowanie to oznacza uderzenie wszelkimi dostępnymi siłami. Wykładnia językowa użytych w tekście zwrotów nie pozwala na jednoznacznie ustalenie zakresu działań, do których zobligowani byli Brytyjczycy. Słowa ambasadora Noela i ministra Bonneta świetnie pasowały również do tej sytuacji, uwidaczniając wyraźny rozbrat w planach Warszawy, Paryża i Londynu. Różnica pomiędzy umowami polsko-francuską i polsko-brytyjską uwidoczniła się natomiast na etapie wejścia w życie układów. Ta pierwsza wymagała ratyfikacji, gdy druga wchodziła w życie „z dniem podpisania”, nie wymagając ratyfikacji.

Podpisanie układu polsko-brytyjskiego odwlekło niemiecką agresję na kilka dni. W tym czasie była ona już nieunikniona i żadna interwencja dyplomatyczna nie mogła jej zapobiec. O nieudolności ówczesnego systemu kontroli międzynarodowej poświadczyć może nieudana misja pokojowa Stanów Zjednoczonych. Prezydent Franklin Delano Roosevelt przesłał do Berlina depeszę z prośbą o pokojowe rozwiązanie sporu w nawiązaniu do przepisów konwencji haskiej z 1907 roku. Jego misja mediacyjna została zignorowana przez Hitlera, a sam Roosevelt zaprzestał dalszej aktywności, choć ambasador USA w Paryżu, w porozumieniu z władzami francuskimi, wnosił o zaapelowanie do królowej Holandii, króla Belgii i papieża Piusa XII o wspólną akcję mediacyjną. Wobec oficjalnej neutralności Stanów Zjednoczonych, niskiego zainteresowania sprawami Europy Środkowej i wreszcie niewielkiego pola manewru, do współdziałania dyplomatów ostatecznie nie doszło.

Agresja sił niemieckich na Polskę dała początek II wojnie światowej, choć pod względem formalnym nie doszło do oficjalnego wypowiedzenia wojny. Nie ulega jednak wątpliwości, iż wobec przekroczenia granicy polsko-niemieckiej przez siły Wehrmachtu oraz zaatakowania polskich obiektów wojskowych i cywilnych przez wojska III Rzeszy między obydwoma państwami zaistniał stan wojny. Niemcy złamały w ten sposób przepisy Konwencji Haskiej III z 18 października 1907, której pierwszy artykuł głosił: „Układające się mocarstwa uznają, iż kroki wojenne między nimi nie powinny się rozpoczynać bez uprzedniego i niedwuznacznego zawiadomienia, które będzie mieć formę bądź umotywowanego wypowiedzenia wojny, bądź formę ultimatum z warunkowym wypowiedzeniem wojny”. Pogwałcenie prawa międzynarodowego, a następnie agresja na jednego z sygnatariuszy konwencji skłoniło Francję i Wielką Brytanię do wystosowania ultimatum zobowiązującego Niemcy do zaprzestania działań zbrojnych. Rząd niemiecki odrzucił wezwanie, w związku z czym 3 września 1939 roku rządy Francji i Wielkiej Brytanii postanowiły wypowiedzieć wojnę III Rzeszy, wykonując tym samym zobowiązania sojusznicze względem Polski. Paradoksem aktu podjętego przez rządy paryski i londyński, wobec braku protokołu politycznego do umowy wojskowej, był brak formalnego obowiązku wypowiedzenia wojny III Rzeszy. Sprawa ta nie została należycie dopilnowana przez stronę polską, która zlekceważyła kluczowe dla sojuszu aspekty prawne.

Wspominana już niejednoznaczność umowy polityczno-wojskowej między Polską i Francją uwidoczniła się wkrótce po przystąpieniu Paryża do wojny. Dokument wzbudzał kontrowersje natury prawnej z co najmniej dwóch powodów:
- uzależnienia jego obowiązywania od uprzedniego podpisania umowy politycznej między Polską i Francją;
- nieostrych przepisów umownych dotyczących przebiegu mobilizacji oraz działań zaczepnych przez siły francuskie.

Konsekwencje niejasności związanych z mocą obowiązującą dokumentu nie zostały do dzisiaj rozwiązane, zwłaszcza w obliczu sytuacji na froncie militarnym, która doprowadziła do brytyjsko-francuskiej konferencji wojskowo-politycznej w Abbeville. W pierwszej kolejności należy zatem omówić sprawę podpisania protokołu politycznego i ratyfikacji dokumentu. Jak już wcześniej wspominano, Francuzi skuteczni uniknęli podpisania umowy politycznej podczas rokowań gen. Gamelina i gen. Kasprzyckiego. Gabinet francuski już 12 maja uchwalił wstępny tekst protokołu, w którym czytamy: „Polska i Francja zobowiązują się wzajemnie do udzielenia sobie natychmiast całej pomocy i wsparcia, do jakich są zdolne, przeciwko każdemu zagrożeniu bezpośredniemu lub pośredniemu, które by dotyczyło ich spraw żywotnych i spowodowało mocarstwo przeciwdziałające do oporu zbrojnego”. Ostatecznie dokument w takim brzmieniu nie został przyjęty. Zamiast niego podpisano „Protokół końcowy z francusko-polskich rozmów sztabowych w dniach 15–17 maja” nazywany również układem Kasprzycki-Gamelin. Zanim przejdziemy do jego omawiania, trzeba raz jeszcze podkreślić, iż gen. Kasprzycki, mimo wielokrotnych prób zmobilizowania szefa francuskiej dyplomacji do podpisania protokołu politycznego, nie doczekał się sygnowania umowy „i przez to porozumienie wojskowe będące wynikiem jego pobytu nie nabrało mocy obowiązującej”.

Układ Kasprzycki-Gamelin pomyślany był jako zabezpieczenie obu państw na wypadek agresji i konieczności toczenia wojny obronnej. Po przeanalizowaniu potencjału i możliwości bojowych obu stron ustalono, że „w wypadku niemieckiej agresji przeciw Polsce albo w wypadku zagrożenia jej interesów żywotnych w Gdańsku, które wywołałoby akcję zbrojną ze strony Polski, armia francuska rozpocznie automatycznie działania swych różnych sił zbrojnych w sposób następujący:
1. Francja przystąpi natychmiast do działań lotniczych według planu ustalonego poprzednio.
2. Gdy tylko część sił francuskich będzie gotowa (około trzeciego dnia), Francja rozwinie stopniowo działania zaczepne o celach ograniczonych.
3. Gdy tylko zaznaczy się główny wysiłek niemiecki przeciw Polsce, Francja rozwinie stopniowo działania ofensywne przeciwko Niemcom głównymi siłami (począwszy od 15 dnia)”.

Wspominano wcześniej luzy interpretacyjne dotyczyły przede wszystkim realnych możliwości bojowych armii francuskiej. Po pierwsze, wybitnie nieostre sformułowanie „działania zaczepne o celach ograniczonych” rozwinięte następnie do „działania ofensywne przeciwko Niemcom głównymi siłami” w żaden sposób nie gwarantowało użycia określonych sił i środków. Co więcej, w przeddzień wybuchu II wojny światowej Francuzi mieli już doskonałe rozeznanie w opóźnieniach w mobilizacji, a także brakach sprzętowych, aprowizacyjnych i strategicznych, co uniemożliwiało podjęcie działań „głównymi siłami”. Podczas prac w komisjach wojskowych Polacy i Francuzi wypracowali kilka kompromisowych sformułowań, z których dwa wymagają szczególnej uwagi: „Strona francuska dodaje, że poczynając od wiosny 1940 r. można rozważyć użycie z terytorium polskiego większych sił francuskiego lotnictwa bombowego, wyposażonego w nowoczesny sprzęt. Konkretną ilość można będzie sprecyzować w terminie późniejszym”. Założenie to pozbawione było większego sensu wobec trudności z przerzuceniem sił francuskich na teren Polski, co zresztą szybko zweryfikowała rzeczywistość wojenna. Co więcej, w kolejnym z punktów strona polska deklarowała: „Strona francuska wyjaśnia, że w obecnych warunkach ze względu na niedostateczną ilość bomb zaopatrzenie jednostek francuskich tak w materiały pędne, jak i w bomby, musi zostać przygotowane przez służby polskie […] Strona polska oświadcza, że zapasy bomb są niewystarczające dla zaopatrzenia jednostek francuskich na wypadek działań z terytorium polskiego. Między innymi nie ma zupełnie amunicji do karabinów maszynowych typu francuskiego”. Ten fragment protokołu prac podkomisji wydaje się najbardziej absurdalny i pokazuje, że prowadzone zgodnie z przepisami prawa rokowania nie miały podstaw w stanie faktycznym. Przepisy umów pozostały zatem martwe. I to nawet nie ze względów proceduralnych, choć te wymagają osobnego potraktowania.

Rozważania na temat możliwości podjęcia działań i interpretacji norm umowy wojskowej można zepchnąć na dalszy plan wobec najważniejszego problemu, jakim niewątpliwie było niepodpisanie protokołu politycznego. Ten sygnowano dopiero 4 września w Paryżu w warunkach trwającej już wojny. Trzeba jednoznacznie stwierdzić, iż w świetle ówcześnie obowiązującego prawa i ustaleń między obydwiema stronami Francja nie miała obowiązku wypowiadania wojny Niemcom, co jednak zrobiła 3 września 1939 roku. Jednocześnie nie miała również obowiązku przeprowadzenia mobilizacji głównych sił powietrznych i lądowych ani rozpoczęcia ofensywy o jakimkolwiek zasięgu. Układ polityczny z 4 września był jedynie formalnym potwierdzeniem sojuszu polsko-francuskiego. Z praktycznego punktu widzenia nie wniósł on niczego do relacji między obydwoma krajami, stabilizując jedynie zagmatwaną sytuację prawną. W oparciu o porozumienie polityczno-wojskowe 7 września Francja udzieliła Polsce pożyczki, jednakże akt ten nie miał już żadnego znaczenia w kontekście pierwszych tygodni wojny. 12 września w Abbeville podczas spotkania polityków oraz dowódców brytyjskich i francuskich po raz pierwszy konferowano w ramach Najwyższej Rady Wojennej i ustalono, iż wobec braku realnych możliwości pomocy Polsce, opóźnień w mobilizacji wojsk i nieprzygotowania do toczenia walk zaczepnych na terytorium niemieckim mocarstwa zachodnie nie podejmą szeroko zakrojonych działań.

Zobacz pierwszą część opracowania
"Ostatnie dni przed wojną"


Zobacz trzecią część opracowania
"Na straży konstytucji kwietniowej"



Polecamy


Patronat


Recenzje