"Uciekałem pięć razy"
- recenzja książki




Rok wydania - 2017

Autor - John Elwyn Jones

Wydawnictwo - Replika

Liczba stron - 328

Seria wydawnicza - brak

Tematyka - niezwykła historia walijskiego gwardzisty, który służył w polskiej Armii Krajowej. Jego życiorys był podstawą fabuły serialu Wojenna narzeczona.

Przyznaję się szczerze, że o autorze opracowania ,,Uciekałem pięć razy" usłyszałem dopiero przy okazji zapowiedzi najnowszej publikacji Wydawnictwa Replika. Trochę wstyd, zwłaszcza, że historia znalazła już swój epilog w polsko-brytyjskim serialu telewizyjnym ,,Wojenna narzeczona". Pamiętam jak przez mgłę, że w młodości oglądałem go z rodzicami. Teraz miałem okazję odświeżyć pamięć. I żałuję, że do tej pory byłem ignorantem, bo przecież opowieść o Walijczyku w Armii Krajowej to prawdziwym majstersztyk.

John Elwyn Jones, przez zupełny przypadek, trafił w czasie II wojny światowej do niemieckiego obozu zlokalizowanego na terenie okupowanej Polski. Został wzięty do niewoli w czasie kampanii francuskiej. Choć jego wcześniejsze losy mają spory potencjał, prawdziwa historia zaczyna się dopiero w obozie. To tam poznał Cecylię Grygier, nazywaną przez niego pieszczotliwie ,,Celinką" (kto oglądał serial, ten na pewno pamięta, głównie ze względu na śmiesznie brzmiącą wymowę). Jej opisu nie zabrakło na kartach ,,Uciekałem pięć razy". Spotkali się 22 listopada 1941 roku. Między dwójką więzionych szybko rozkwitło uczucie, które zwieńczono potajemnym ślubem. Jones przeżył wkrótce prawdziwy dramat. Jego ukochana zaginęła. On sam niestrudzenie dążył do odzyskania wolności. Tytuł książki jasno pokazuje, co stanowi główny wątek opowieści. Walijczyk miał tyle samo zapału do uciekania co jego słynni koledzy z Polski (tu na uwagę zasługuje Kazimierz Piechowski), Wielkiej Brytanii (Douglas Bader) czy Francji (Henri Giraud). W końcu dopiął swego. W okupowanej Polsce nie było jednak miejsca dla swobodnie wędrującego obcokrajowca. Jones trafił do polskiego ruchu oporu i stał się żołnierzem Armii Krajowej.

Całość brzmi dość nieprawdopodobnie jak na drugowojenne standardy. Zwłaszcza, że jako Polacy mamy pełną świadomość okropieństw, które miały miejsce w niemieckich obozach koncentracyjnych oraz na terenach, które kontrolował okupant. Zwróćmy uwagę, że Jones był w obozach jenieckich, których więźniowie byli przeznaczeni ewentualnie do pracy, ale nie do fizycznej eksterminacji. Stąd też jego nieudane próby ucieczek nie kończyły się wyrokami śmierci. ,,Uciekałem pięć razy" to dość prosta opowieść zwykłego żołnierza. Jest napisana przystępnym językiem, dość potoczystym, łatwym w odbiorze. To taki książkowy serial, który możemy śledzić z wypiekami na twarzy. Myślę, że Jones traktował wszystko w kategoriach rozgrywki, nie zawsze zdając sobie sprawę z realiów życia w okupowanej Polsce. Tutaj warto podkreślić, że w spisanych po latach wspomnieniach autor zauważa różnicę w specyfice okupacji i zwraca uwagę zagranicznych czytelników na tę niezwykle ważną problematykę. To z kolei ważny element umacniania międzynarodowej świadomości o losach Polski w czasie II wojny światowej. Jestem pewien, że Jones szczerze pokochał Polskę i Polaków, nie tylko obozową miłość Celinkę. Zawierzył im życie, a oni odpłacili się wdzięcznością. Przywoływany wielokrotnie na kartach książki honor nie jest jedynie pustym frazesem, lecz rzeczywistym wyrazem polskiej walki o wolność i niepodległość. Walijski gwardzista przyglądał się temu z zafascynowaniem, zostawiając cenne świadectwo człowieka z zewnątrz.

Wspomnienia Jonesa nie są jakimś wybitnym dziełem historycznym. To raczej ciekawostka, która powinna mieć znaczenie przede wszystkim dla polskich odbiorców. Nie spodziewam się, by kiedykolwiek odbiły się głośnym echem na Zachodzie, nad czym ubolewam jako badacz historii. Jako czytelnik cieszę się, że miałem okazję przeczytać dobrze napisaną, barwną opowieść, którą kiedyś poznałem szczątkowo w zapomnianym już serialu. Dzięki Replice nie tylko wróciłem do wspomnień, ale i poszerzyłem wiedzę historyczną, szukając podobnych historii. Walijczyk w Armii Krajowej nie był bowiem odosobnionym przypadkiem, o czym przyjdzie nam jeszcze napisać.

Ocena:


Polecamy


Patronat


Recenzje