Krzysztof Kamil Baczyński "Niebo złote ci otworzę..."


Niebo złote ci otworzę,
w którym ciszy biała nić
jak ogromny dźwięków orzech,
który pęknie, aby żyć
zielonymi listeczkami,
śpiewem jezior, zmierzchu graniem,
aż ukaże jądro mleczne
ptasi świt.

Ziemię twardą ci przemienię
w mleczów miękkich płynny lot,
wyprowadzę w rzeczy cienie,
które prężą się jak kot,
futrem iskrząc zwiną wszystko
w barwy burz, w serduszka listków,
w deszczów siwy splot.

I powietrza drżące strugi
jak z anielskiej strzechy dym
zmienię ci w aleje długie,
w brzóz przejrzystych śpiewny płyn,
aż zagrają jak wiolonczel
żal - różowe światła pnącze,
pszczelich skrzydeł hymn.

Jeno wyjmij mi z tych oczu
szkło bolesne - obraz dni,
które czaszki białe toczy
przez płonące łąki krwi.
Jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył.

15 VI 1943




Właściwie za każdym razem, gdy robię notatkę podsumowującą wiersz Baczyńskiego, zwracam uwagę na to, jak przebiegała jego kariera literacka, na to, że służył w Polskim Podziemiu i zginął bohaterską śmiercią podczas Powstania Warszawskiego. W przypadku tego poety jeszcze jeden epizod zasługuje na szczególną uwagę. Jest on pośrednio związany z wierszem, który możecie przeczytać. Niewątpliwie adresatem utworu jest ukochana Krzysztofa, Barbara. Ich znajomość rozpoczęła się w 1941 roku. Rok później oboje studiowali na tajnym uniwersytecie, oczywiście polonistykę, jak przystało na młodych artystów. Barbara również miała smykałkę do tworzenia, choć jej talent nie był tak wielki, jak Krzysztofa. Znajomość szybko zaowocowała ślubem, który młodzi wzięli 3 czerwca 1942 roku. Niedługo cieszyli się wspólnym szczęściem, rozdzieliła ich wojna. 4 sierpnia 1944 roku zginął Krzysztof, 1 września tragiczną śmierć poniosła Barbara, która kilka dni wcześniej została raniona. Oboje polegli podczas Powstania Warszawskiego, śmiercią bohaterów, jakich wielu poszło bić się za stolicę. Młodzi Baczyńscy znowu mogli być razem.





Okiem Polonisty: Nie potrafię się uwolnić od interpretacji Ewy Demarczyk. Wyrazistość jej głosu powoduje, że patrzę na ten tekst przez pryzmat muzyki. Równocześnie przypomina mi się „Biała magia”. Sposób obrazowania pozwala mi pokojarzyć te dwa wiersze i pewnie adresatka jest ta sama. Byłam pod koniec kwietnia na Powązkach i na nagrobku Baczyńskich zobaczyłam parę dzieciuchów. Pomyślałam wówczas, jak to możliwe, aby ktoś mający naście lat mógł tworzyć tak głębokie, refleksyjne i absolutnie skończone artystycznie utwory. Czytając ten wiersz wiem: „szkło bolesne”, „czas kaleki” spowodowały, że w ciągu kilku lat można było przeżyć całe życie. Ale cztery pierwsze zwrotki pokazują, że nikt i nic nie może pozbawić człowieka marzeń. Nie można ich zrealizować, ale nie wolno przestać o nich myśleć.


Polecamy


Patronat


Recenzje