Artykuł został przeniesiony pod NOWY ADRES!

Kampania radziecka
Operacja "Barbarossa"


Historia kampanii radzieckiej jest jedną z najbardziej fascynujących opowieści drugowojennych. Epizod walk na wschodzie był również kluczowym dla rozwoju działań w wielu innych miejscach - zarówno akcji militarnych, jak i politycznych. Waga operacji "Barbarossa" i jej następstw jest zatem nie do przecenienia w ogólnej historii II wojny światowej i śmiało możemy zaryzykować stwierdzenie, iż to właśnie tam rozegrały się decydujące dla oblicza konfliktu bitwy, który w konsekwencji przesądziły wynik zmagań w Europie i walnie przyczyniły się do zwycięstwa koalicji alianckiej. Z politycznego punktu widzenia kampania radziecka była również możliwością dla Józefa Stalina, który dzięki efektownemu zwycięstwu i spektakularnemu marszowi w stronę Berlina mógł pokusić się o hegemonię we wschodniej części Europy i na dziesiątki lat ukształtował tamtejszy obraz geopolitycznej rzeczywistości. Nasze rozważania dotyczące wojny na wschodzie doprowadzimy do momentu, gdy kampania radziecka wykroczyła poza ramy Związku Radzieckiego, co było początkiem ostatniej fazy zmagań Wehrmachtu i Armii Czerwonej, która od tej pory wyzwalała kolejne terytoria od niemieckiej okupacji. Oczywiście, i te kwestie są integralną częścią konfliktu na linii Berlin-Moskwa, ciężko je jednak uznać za część składową kampanii radzieckiej, bowiem w momencie rozpoczęcia ofensywy Armii Czerwonej na terytoriach innych państw możemy mówić raczej o wyzwalaniu Europy Wschodniej. Spór o rozróżnienie pojęciowe nie ma większego sensu, dlatego ograniczymy się do stwierdzenia, iż artykuł ten dotyczyć będzie kwestii zmagań militarnych na terenie Związku Radzieckiego, a o konsekwencjach i dalszej części wojny wspomnimy wzmiankowo, niejako w charakterze podsumowania tego, co stało się w wyniku przegranej przez Niemców, w ogólnym rozrachunku, operacji "Barbarossa".

Plany Adolfa Hitlera względem Europy Wschodniej, a także terytorium Związku Radzieckiego, zostały ukształtowane na długo przed tym, jak został kanclerzem Niemiec. Historycy doszukują się tutaj wpływów prof. Karla Haushofera, człowieka, który być może jako pierwszy zwrócił uwagę przywódcy NSDAP na ważne kwestie geopolityczne. W orbitę wpływów Haushofera wciągnął Hitlera Rudolf Hess, jego późniejszy zastępca i najbliższy współpracownik. Jeszcze na początku lat dwudziestych XX wieku wielokrotnie poruszano zatem sprawy, które następnie znalazły ujście w polityce przywódcy III Rzeszy. Abstrahując od Haushofera i jego przemyśleń, musimy zobaczyć, jak na sprawę zapatrywał się sam Hitler i gdzie dał wyraz swoich poglądów. Podczas uwięzienia za ekscesy polityczne Hitler miał sporo czasu na rozmyślania. Odosobnienie zaowocowało jego sztandarowym dziełem, niejako biblią narodowych socjalistów "Mein Kampf" ("Moja walka"). Zawarł w niej tezy dotyczące poszukiwania "przestrzeni życiowej" ("Lebensraum"), którą Niemcy mieli rzekomo otrzymać na wschodzie w drodze podbojów i brutalnej agresji. Zakres przestrzeni rozciągnięto na niemal całą Europę Wschodnią, w tym Polskę, Ukrainę, Białoruś i wreszcie Rosję. Podboje te służyć miały nie tylko wzrostowi potęgi Niemiec, ale i miały podłoże rasistowskie. Przyszły führer oceniał pewne rasy jako gorsze jakościowo i przeznaczone do wyniszczenia. Wśród "podludzi" wyróżnieni zostali Słowianie i w czasie II wojny światowej mieli się przekonać, co oznacza niemiecka nienawiść rasowa. Na długi czas przed wojną powstał zatem plan niemieckich podbojów i eksterminacji ludów zamieszkujących na wschód od granicy Republiki Weimarskiej, a Hitler niemal od początku swojej działalności na najwyższych szczeblach władzy konsekwentnie wcielał w życie morderczy plan. Jego polityka podporządkowana była obsesyjnemu pragnieniu zrealizowania szaleńczej misji, która o mały włos powiodłaby się. Rosja była dla Hitlera terenem szczególnie interesującym (na marginesie, w tym czasie istniał Związek Radziecki, jednakże z historycznej perspektywy gros jego ziem stanowiły terytoria rosyjskie). Kraj ten bogato został obdarowany przez naturę. Naturalne bogactwa - złoża surowców, urodzajne ziemie, zróżnicowanie klimatyczne i ogromne zasoby ludzkie - stanowiły łakomy kąsek, choć historia pokazała, iż opanowanie tak rozległego terytorium nie jest sztuką prostą. Wielu wybitnych dowódców próbowało tej trudnej sztuki i zmuszeni byli uznać wyższość tamtejszej ludności i klimatu, który także w trakcie operacji "Barbarossa" odegrał niepoślednią rolę. Wreszcie, Hitler planował zaludnienie obszarów rosyjskich-radzieckich osadnikami przybywającymi z Niemiec. Kolonizacja miała przebiegać w wielu etapach, przy czym miejscową ludność planowano wykorzystać jako tanią siłę roboczą, a następnie wyniszczyć. Proces ten mogliśmy zaobserwować w Polsce doby okupacji, gdzie masowy terror i eksterminacja przeplatały się z eksploatacją sił fizycznych narodu polskiego, który zmuszony był do pracy na rzecz potencjału gospodarczego i militarnego III Rzeszy. W związku z napiętą sytuacją polityczną lat trzydziestych Hitler rozpoczął realizowanie swojego planu, jednakże zaczął go w sposób dokładnie odwrotny do tego, co zamierzał uczynić w ogólnym rozrachunku.

Adolf Hitler stopniowo decydował się na zerwanie z niechlubną przeszłością Republiki Weimarskiej, która zmuszona była do podporządkowania się traktatowi wersalskiemu. Niekorzystny układ po I wojnie światowej zaczął zmieniać się za rządów prężnego kanclerza, dla którego celem numer jeden stało się przywrócenie dawnej potęgi niemieckiej. W związku z coraz agresywniejszymi posunięciami Hitlera na europejskiej scenie politycznej wzrastał niepokój, który przełożył się na dramatyczne poszukiwanie sojuszników w zbliżającym się wielkimi krokami konflikcie. O ile sojusze niemiecko-włoski oraz francusko-angielski były niezagrożone, o tyle niewiadomą pozostawał stosunek piątej potęgi na europejskiej arenie, a więc Związku Radzieckiego. Stalin otrzymywał propozycje od aliantów zachodnich, którzy kusili go wizją przymierza przeciwko zapędom niemieckim. Niemcy prowadzili w latach trzydziestych nieprzychylną Związkowi Radzieckiemu politykę, czego wyrazem było sygnowanie paktu antykominternowskiego z dnia 25 listopada 1936. Dokument podpisali przedstawiciele Niemiec i Japonii, a ostrze sojuszu zwrócone było głównie przeciwko partiom komunistycznym, co wiązało się z bezpośrednim zagrożeniem dla Moskwy, która sterowała ruchem komunistycznym. W rok później do paktu dołączyły Włochy, a polityka niemiecka nadal cechowała się nieprzejednaną wrogością w stosunku do Związku Radzieckiego. Podejmowano pewne próby porozumienia, jednakże spaliły one na panewce, a sam Stalin dostrzegał, iż ówczesny komisarz spraw zagranicznych Maksym Litwinow nie jest odpowiednim kandydatem do prowadzenia tego typu rozmów. Dopiero w maju 1939 roku nastąpiła zmiana, a miejsce Litwinowa zajął kojarzony ze stanowiskiem proniemieckim Wiaczesław Mołotow. Jeszcze 20 maja doszło do spotkania z ambasadorem niemieckim Friedrichem von der Schulenburgiem, która była wstępem do ocieplenia wzajemnych stosunków i rozpoczęcia przyjaznej polityki. Jednocześnie Stalin prowadził negocjacje z Francją i Wielką Brytanią, wywierając presję na Hitlera, który zdawał sobie sprawę, iż musi znaleźć zabezpieczenie na wschodzie, planując konflikt z Polską. Dlatego też pod koniec czerwca zdecydował się na udzielenie pozwolenia Schulenburgowi, który teraz mógł spokojnie prowadzić rozmowy z sowieckimi partnerami. Gdy w sierpniu grunt zaczął palić się Niemcom pod nogami, a agresja na Polskę miała rozpocząć się z końcem miesiąca, Hitler podjął ostateczną decyzję o podpisaniu odpowiedniego porozumienia ze Stalinem, choć nie leżało to w zgodzie z jego przekonaniami politycznymi. Sytuacja zmuszała go jednak do nagłych kroków. 21 sierpnia Schulenburg otrzymał od Mołotowa wiadomość, iż minister spraw zagranicznych III Rzeszy, Joachim von Ribbentrop, może zostać przyjęty w Moskwie w dniu 23 sierpnia. Hitler wysłał swojego podwładnego, aby ten sfinalizował porozumienie między obydwoma krajami i sygnował odpowiedni dokument. W nocy z 23 na 24 sierpnia podpisano układ Ribbentrop-Mołotow, nazwany od osób sygnujących pakt, który nie tylko głosił wzajemną współpracę gospodarczą i militarną oraz zakładał nieagresję we wzajemnych stosunkach, ale i wytyczył strefy wpływów w Europie Wschodniej, stając się przyczynkiem do kampanii wrześniowej, która rozpoczęła się z dniem 1 września 1939 roku, dając początek II wojnie światowej.

Niezwykły był to sojusz, w którym obydwu partnerów dzieliło niemal wszystko - od poglądów politycznych po cele militarne - a łączyła jedna myśl - chęć panowania nad Europą. Jasnym jest, iż obaj dyktatorzy nie mieli szans na urzeczywistnienie swojej wizji, bowiem ich pragnienia wzajemnie się wykluczały. Dzięki paktowi Ribbentrop-Mołotow obydwaj osiągnęli chwilowy spokój i zapewnienie o przyjaźni. Co więcej, mogli liczyć na wsparcie nieoczekiwanego sojusznika w niebezpiecznych rozgrywkach militarnych i politycznych. Był to początek szeroko zakrojonej współpracy gospodarczej, na której zależało przede wszystkim Niemcom. Prowadzenie wojny wymagało ogromnych nakładów gospodarki, a ta nie była w stanie produkować materiałów na potrzeby przemysłu wojennego. Dlatego też w latach 1939-1941 doszło do ogromnej operacji importowej z terenów Związku Radzieckiego, który obfitował w surowce oraz zboża. Ogółem przywieziono stamtąd do Rzeszy blisko 1,5 mln ton zboża różnego typu, 350 tys. ton miedzi, 30 tys. ton kauczuku, 1,5 mln metrów sześciennych drewna i ponad 2 mln ton wyrobów naftowych, w tym ropy. Liczby te najpełniej wyrażają korzyści płynące z wymiany handlowej, jakie osiągali Niemcy. W zamian transferowali do ZSRR gotówkę oraz część swoich osiągnięć naukowych. Układ ten był niezwykle korzystny dla obu stron, tym bardziej że ani Hitler, ani Stalin nie mieli zamiaru respektować sojuszu na dłuższą metę. Był to tylko etap przejściowy, który miał umożliwić im uzyskanie wystarczającej przewagi na kontynencie. Siła niemiecka została wykorzystana do podboju Polski, następnie Danii i Norwegii i wreszcie Belgii, Holandii i Francji. Dopiero bitwa powietrzna o Wielką Brytanię powstrzymała agresora, dając tym samym aliantom możliwość na reorganizację i przygotowanie do dalszych zmagań. Związek Radziecki także nie próżnował i na przełomie 1939 i 1940 roku pokusił się o zabór części terytorium fińskiego (wcześniej odebrał część ziem Polakom, działając w porozumieniu z Niemcami). W dalszej kolejności presji Stalina uległy Łotwa, Litwa i Estonia. Wreszcie latem 1940 roku naciski sowieckie doprowadziły do zajęcia północnej części Bukowiny i Besarabii. 2 lipca Związek Radziecki i Rumunia sygnowały porozumienie graniczne. W całą sprawę wmieszani zostali Niemcy, którzy niejako udzielili błogosławieństwa przedsięwzięciu Stalina, choć sami obsadzili część Rumunii swoimi siłami, aby bronić roponośnych pól Ploeşti. Już wtedy wydawało się, iż obydwaj sojusznicy w coraz mniejszym stopniu dogadują się w kwestiach hegemonii w tej części świata, a konflikt może wisieć na włosku.

Chwilowy sojusz był na rękę przede wszystkim Stalinowi, którego wojska nie przedstawiały jeszcze siły zdolnej do pokonania Wehrmachtu w wypadku ewentualnego starcia. Armia Czerwona została mocno przetrzebiona czystką przeprowadzoną przez Stalina i jego popleczników w drugiej połowie lat trzydziestych. Spora część kadry oficerskiej została zabita lub wydalona z wojska, co spowodowało, iż siły radzieckie nie były w stanie poradzić sobie ze słabszą armią fińską podczas Wojny Zimowej. To właśnie ten konflikt pokazał najdobitniej, jak wiele błędów popełnił Stalin, decydując się na rozprawę z ludźmi, których uważał za wrogów politycznych. W 1940 roku rozpoczął się pierwszy okres ściągania żołnierzy, którzy byli potrzebni Związkowi Radzieckiemu, aby kraj ten mógł prowadzić dalszą ekspansję. Wyliczenie z okresu wielkie czystki wskazuje, iż proces marsz. Michaiła Tuchaczewskiego zapoczątkował gwałtowne prześladowania oficerów Armii Czerwonej, spośród których około 90% dowódców do szczebla brygady było represjonowanych na różne sposoby. Mimo iż armia wymagała doświadczonej kadry dowódczej, Stalin zdawał się tego nie dostrzegać, zaślepiony żądzą dyktatorskiej władzy, której nie zagraża absolutnie nikt. Represje objęły również sporą część naukowców, zasłużonych wcześniej dla rozwoju sowieckiego przemysłu militarnego. Tragiczne wydarzenia schyłku lat trzydziestych przełożyły się szczególnie na pierwszą część konfliktu niemiecko-radzieckiego. Dopiero wybuch wojny na froncie radzieckim, a w zasadzie pierwsze przegrane Armii Czerwonej, skłoniły Stalina do odpuszczenia win części oficerów i zwykłych żołnierzy i zawezwanie ich do ponownej służby. Jednym z niewielu, którzy powrócili do łask zanim zainicjowana została operacja "Barbarossa" był marsz. Konstanty Rokossowski, zwolniony w marcu 1940 roku i przywrócony następnie do Armii Czerwonej, gdzie obejmował następnie kluczowe stanowiska i dowodził niezwykle ważnymi zawiązkami taktycznymi. Widzimy zatem, iż Armia Czerwona w dużej mierze nie była przygotowana do nowoczesnej wojny, a taką niemal od początku konfliktu proponowały militarne siły Wehrmachtu, które realizowały taktykę współdziałania różnych części sił zbrojnych oraz strategię wojny błyskawicznej ("Blitzkriegu") nastawionej na szybkie i zaskakujące uderzenia. Wojna Zimowa wykazała, iż Sowietom wiele brakuje do osiągnięcia stanu prezentowanego przez dobrze przygotowanych do podboju Europy Niemców. Ci z kolei niemal na każdym kroku udowadniali, iż militarne podboje nie stanowią dla nich problemu.

Zabór Polski miał być zaledwie wstępem do agresywnej kampanii Hitlera i jego sił militarnych, które doskonale zrealizowały założenia dyktatora, podbijając niemal całą Europę Zachodnią. Fantastyczne osiągnięcia roznieciły nieco apetyt führera, w myśl powiedzenia, iż ten rośnie w miarę jedzenia. Cały czas priorytetowym punktem jego militarnej wizji Europy był podbój Związku Radzieckiego. Pakt Ribbentrop-Mołotow traktowano w Berlinie jako element okresu przejściowego, który zapewnia chwilowy spokój na wschodzie. Dyktator niemiecki sądził, iż po zwycięstwie nad Francją uda mu się dość szybko zorganizować swoje wojska w celu rozpoczęcia kolejnej ofensywy, tym razem przeciwko ZSRR. Myślał również, iż na zachodzie zapewni sobie względny spokój, jeśli uda mu się albo skłonić Brytyjczyków do podpisania separatystycznego pokoju, albo podbić ich kraj w wyniku ofensywy lotniczej i morskiej. Żaden z tych planów nie powiódł się, co zmusiło führera do zweryfikowania zamierzeń. Prawdopodobnie pierwotne plany Hitlera zakładały rozpoczęcie wojny na wschodzie jeszcze w końcówce 1940 roku, jednakże nie mogły one zostać zrealizowane z powodu kompletnego bezsensu tego typu akcji w czasie mroźnej rosyjskiej zimy oraz w okresie bezpośrednio poprzedzającym wiosenne roztopy. Dziś możemy być pewni, iż Hitler miał w planach zabór terytorium radzieckiego, a jego polityka cechowała się nienawiścią do bolszewizmu i partii komunistycznej. Lew Bezymierski ("Jak powstał plan Barbarossa") wskazuje, iż jeszcze w początkach lat trzydziestych największe niemieckie koncerny finansujące partię nazistowską miały na uwadze przyszły konflikt. Wypowiedzi Hitlera z tego i późniejszego okresu nie pozostawiały wątpliwości, iż miał on gotowy projekt walki o przestrzeń życiową, czemu wyraz dał 23 maja, twierdząc: "Nie chodzi o Gdańsk. Chodzi nam o przestrzeń życiową na Wschodzie i zapewnienie zaopatrzenia w żywność, o rozwiązanie problemu bałtyckiego [...]". Jakby tego było mało, 11 sierpnia 1939 roku poinformował szwajcarskiego dyplomatę Carla Burckhardta: "[...] Potrzebuję Ukrainy, żeby nie można było już nas, jak w czasie ostatniej wojny, znowu morzyć głodem". Niemal w rok po tych pamiętnych słowach Hitler był już panem połowy Europy i w serii rozmów z gen. Halderem zdecydował się na wydanie odpowiednich rozkazów stwarzających przesłanki do planowania operacji "Barbarossa". 22 lipca spotkał się z gen. Waltherem von Brauchitschem i ustalił następnie, iż dogodnym terminem do napaści na Związek Radziecki będzie późna wiosna 1941 roku, prawdopodobnie maj. Przegrana w bitwie o Wielką Brytanię pozostawiała nierozwiązany problem ewentualnej wojny na dwa fronty, co nigdy nie wyszło Niemcom na dobre. Próby godzenia ze sobą frontów zachodniego i wschodniego były z góry skazane na porażkę, jeśli po obu stronach Europy przeciwnicy dysponować będą odpowiednimi siłami. Pod koniec 1940 roku sytuacja była nieco inna, bowiem Brytyjczycy nie byli zdolni do ofensywy lądowej na kontynencie, a Francuzi póki co nie mieli zamiaru angażować się w większe akcje. Hitler miał zatem rozwiązane ręce w kwestii zachodniej, choć niepokoił go na pewno fakt, iż Włosi mogą nie podołać Wielkiej Brytanii w Afryce Północnej, gdzie od grudnia 1940 roku zaczęli ponosić kompromitujące porażki. Niewyjaśniona była sytuacja na Bałkanach - i tam bruździł sojusznik włoski. Benito Mussolini starał się za wszelką cenę budować nowe Imperium, co wychodziło mu z mizernym skutkiem. Wreszcie tarcia na linii Bukareszt-Budapeszt wzbudzały uzasadnione obawy, a drugi arbitraż niemiecki (30 sierpnia 1940 roku - podział Siedmiogrodu między Rumunię i Węgry) zaniepokoił Związek Radziecki, coraz żywiej zainteresowany wydarzeniami w tym rejonie. Dopiero w listopadzie do Berlina przybył Wiaczesław Mołotow, który miał wypracować wspólną strategię działań na najbliższe miesiące. 12 listopada Hitler wydał dyrektywę, w której czytamy: "Rosja. Wszczęto rozmowy polityczne celem określenia jej stanowiska w nadchodzącym okresie. Bez względu jednak na wyniki tych rozmów, wszystkie nakazane ustnymi rozkazami przygotowania do operacji wschodnich mają być kontynuowane". Efekt przylotu Mołotowa był nijaki i w zasadzie niczego nie zmienił w sojuszniczych zawirowaniach. Cele Sowietów były rozbieżne z tym, co chcieli uzyskać Niemcy, a Hitler był coraz bardziej przekonany co do słuszności swoich planów. Poparcie wyrażała większość wyższych dowódców, choć pewne obiekcje zgłosili adm. Erich Raeder oraz marsz. Hermann Göring, głównodowodzący marynarki i lotnictwa. 5 grudnia w Kancelarii Rzeszy odbyła się narada, podczas której dyskutowano szczegółowe wytyczne planu. Pojawiły się rozbieżności względem głównego celu uderzenia - postulaty obejmowały natarcie bezpośrednio na Moskwę oraz zajęcie północnych rubieży ZSRR z wybrzeżem Bałtyku na czele. Ostatecznie decyzją Hitlera postanowiono przede wszystkim zająć się problemem stolicy ZSRR oraz w dalszej kolejności zwrócić baczną uwagę na opanowanie republik nadbałtyckich. Wreszcie 18 grudnia 1940 roku zatwierdzona została Dyrektywa Nr 21, która mówiła o wytycznych operacji "Barbarossa" (nazwa na cześć Fryderyka Barbarossy). Zasadniczo w dokumencie przeczytać możemy, iż niemieckie wojska muszą być przygotowane do zmiażdżenia Sowietów w szybkiej kampanii, do której zaangażowane zostaną niemal wszystkie dostępne siły lądowe i powietrzne. Koncentracja powinna rozpocząć się około 8 tygodni przed terminem uderzenia, który wyznaczono na okres po 15 maja 1941 roku. Zapowiedziano natychmiastowe rozbicie radzieckiego lotnictwa i floty, aby te nie mogły kontratakować Rzeszy. Hitler spodziewał się, iż do operacji zostaną zaangażowane siły sojusznicze, w tym fińskie i rumuńskie, a czas pokazał, iż do boju włączono jeszcze Węgrów i Włochów (oraz jednostki słowackie). Kwestia włoska była jedną z najbardziej naglących, bowiem wydarzenia na froncie bałkańskim rozwijały się tragicznie dla Mussoliniego. Hitler zadecydował, iż zorganizowana zostanie operacja "Marita", która na przełomie marca i kwietnia 1941 roku powinna zakończyć egzystencję państwa greckiego i rozwiązać problemu na południu Europy. Plany były zatem śmiałe, ale zawierały w sobie sporą dozę ryzyka. Wszelkie przesunięcia w terminach operacji mogły przesądzić o ostatecznym sukcesie III Rzeszy i zniweczyć nawet najlepszy plan podboju terytorium radzieckiego. Początek nowego roku zapowiadał się zatem bardzo nerwowo, a Berlin musiał z napięciem odliczać dni do majowej ofensywy.

Niemal z miejsca rozpoczęto transfer sił niemieckich ku granicom ze Związkiem Radzieckim. Przez okupowane terytoria polskie przemieszczały się jednostki Wehrmachtu, które na razie nie zdradzały celu swojego nagłego exodusu, choć w Moskwie zaniepokojono się nagłym przegrupowaniem. Dyplomacja niemiecka wykazała się sporą rozwagę, tłumacząc sojusznikowi, iż przemieszczenie się jest niezbędne, bowiem alianckie siły powietrzne co i rusz atakują terytorium Rzeszy i zagrażają jednostkom Wehrmachtu. Stalin wydawał się wierzyć w takie zapewnienia, choć obserwatorzy wydarzeń na scenie militarnej zdawali się domyślać, iż jest to kant grubymi nićmi szyty. Nawet w emigracyjnej działalności Polskiego Rządu na Uchodźstwie zaznaczyło się nerwowe oczekiwanie na atak niemiecki, a informacji o przemieszczeniu jednostek hitlerowskich dostarczało Polskie Podziemie. Gen. Kazimierz Sosnkowski oraz premier Władysław Sikorski szacowali, iż wybuch wojny na wschodzie może zostać zainicjowany latem 1941 roku, co byłoby niezwykle korzystne dla sprawy polskiej - dotychczasowi okupanci znaleźliby się we wrogich obozach, a Związek Radziecki stałby się sojusznikiem sił alianckich. Wszystkie te czynniki wskazują na to, iż świat aliancki zdawał sobie sprawę z tego, iż na wschodzie istnieje spore prawdopodobieństwo wybuchu konfliktu. Paradoksalnie najmniejszym wyczuciem wykazał się Stalin. Smaczku dodaje fakt, iż w Japonii działał dr Richard Sorgo, radziecki szpieg, który przekazywał do Moskwy informacje wywiadowcze z terytorium sojusznika niemieckiego. Jego dane były z reguły niezwykle wiarygodne, a on sam informował Stalina także o tym, iż Niemcy szykują się do operacji "Barbarossa". Radziecki dyktator niewiele sobie robił z niepokojących wiadomości, a dowództwo Armii Czerwonej nie podjęło się działań nawet w momencie docierania tak wyraźnych sygnałów z zaufanego źródła. Dalsze losy Sorgego splotły się z wydarzeniami na wschodzie. Informował między innymi o tym, że Japończycy nie zaangażują się w konflikt niemiecko-radziecki, co pozwoliło Sowietom przeznaczyć większe siły do obrony Moskwy. W 1944 roku japoński kontrwywiad aresztował dr Sorge. 7 listopada wykonano wyrok śmierci przez powieszenie. Był to jeden z najbardziej znaczących agentów II wojny światowej, który jednak nie zdołał zapobiec klęsce Sowietów w pierwszej fazie kampanii obronnej. Tymczasem Hitler dość nerwowo spoglądał na Bałkany, które mogły kosztować go wiele sił, środków i czasu. Jakby tego było mało, Wehrmacht został zaangażowany w kampanię afrykańską i teraz musiał słać siły także na drugą stronę Morza Śródziemnego. 1 lutego 1941 roku Hitler spotkał się z feldmarszałkiem Fedorem von Bockiem, któremu oznajmił: "Zamierzam walczyć i jestem przekonany, że impet naszego natarcia porazi ich niczym huragan". W ciągu kolejnych dni ustalono harmonogram przemieszczania wojsk. Szacowano także siły sowieckie. Porównanie wypadało na korzyść Związku Radzieckiego, jednak główni sztabowcy Wehrmachtu oceniali, iż ich żołnierze są w stanie bez większych kłopotów pobić przeciwnika. W marcu Hitler wydał rozkaz przekazany na ręce gen. Alfreda Jodla. W dokumencie czytamy: "Zbliżająca się kampania będzie czymś więcej aniżeli zwykłym starciem orężnym. Wyzwoli ona konflikt dwóch ideologii [...] Należy zlikwidować żydowską-bolszewicką inteligencję jako obecnych ciemiężycieli ludu [...] Ponadto musimy dołożyć wszelkich starań, żeby Rosji bolszewickiej nie zastąpiła Rosja nacjonalistyczna, ponieważ, jak uczy historia, ta ostatnia zawsze jest antyniemiecka". W tym samym miesiącu coraz większa liczba współpracowników dyktatora dowiadywała się o planie. Kampanię informacyjną prowadzono również wśród sojuszników, do których zaliczano regenta Węgier Miklosa Horthy'ego, przywódcę Rumunii gen. Iona Antonescu, włoskiego duce Benito Mussoliniego i Japończyków. Prowadzono aktywne działania na rzecz pozyskania do własnych planów Finów, Szwedów oraz Hiszpanów, jednakże za wyjątkiem Finlandii europejskie państwa nie paliły się do pomysłu. Wiosna miała być niezwykle gorąca, tym bardziej że w kwietniu ruszyła z dawna wyczekiwana ofensywa na Bałkanach, która objęła zasięgiem Jugosławię i Grecję. Walki przeciągnęły się do końca maja i dopiero na początku czerwca można było mówić o pełnym podporządkowaniu greckiej Krety. Spore straty oraz stracony czas być może kosztowały Niemców przesunięcie działań na froncie wschodnim. Jakby tego było mało, 10 maja 1941 roku do Wielkiej Brytanii odleciał zastępca Hitlera, Rudolf Hess, z rzekomą misją pokojową. Nie wiemy, jaki naprawdę charakter miała wyprawa Hessa, jednakże istnieją przypuszczenia, iż przed operacją "Barbarossa" w ten wyrafinowany sposób niemiecki dyktator próbował sobie zapewnić zabezpieczenie na zachodzie. Misja Hessa zakończyła się fiaskiem, a on sam wylądował w brytyjskiej niewoli i po wojnie został osądzony przez Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze. 2 czerwca na przełęczy Brenner spotkali się Hitler i Mussolini. Nazajutrz Ribbentrop podejmował ambasadora Japonii, gen. Oshimę, któremu także przekazał poufne informacje dotyczące planów ataku. Wreszcie 15 czerwca w Kancelarii Rzeszy w Berlinie przy Vosstrasse führer podjął dowódców armii. W Moskwie panował uzasadniony niepokój, bowiem wszystko wskazywało na to, iż hitlerowskie wojska mogą rzeczywiście szykować się do nowej ofensywy. W czasie, gdy ambasador radziecki w Berlinie spotykał się z politykami niemieckimi, Ministerstwo Propagandy kierowane przez Josepha Goebbelsa przygotowywało wzniosłe teksty dot. nowej krucjaty. Hitler miał już gotową odezwę do żołnierzy, którą kończyły patetyczne słowa: "Niemieccy żołnierze! Czeka was teraz ciężka walka, walka, w której musicie dać z siebie wszystko - albowiem losy Europy, przyszłość Rzeszy Niemieckiej oraz istnienie naszego narodu spoczną tylko w waszych rękach. Niechaj Bóg wspomaga nas wszystkich w tej walce". 21 czerwca wszystko było już dopięte na ostatni guzik. Wiaczesław Mołotow, jakby nie orientując się w sytuacji, próbował rozmawiać z niemieckimi dyplomatami na temat ochłodzenia wzajemnych stosunków. Na dyskusje było już jednak za późno...

Zanim przejdziemy do opisywania zagadnień natury czysto militarnej, a więc samej ofensywy niemieckiej, zająć się musimy proporcją sił i środków obu rywali. Wydaje się, iż Armia Czerwona była w o tyle uprzywilejowanej sytuacji, iż czerpać mogła ze znacznie większych zasobów ludzkich, co w późniejszym czasie mocno zaskakiwało dowódców niemieckich, którzy co i rusz odkrywali nowe dywizje przeciwnika. Rezerwuar sił był wydajny, jednakże nie przekładał się na jakość żołnierza i jego wyposażenie. Armia Czerwona tylko liczebnie biła Wehrmacht na głowę. Proporcje to chwiały się, gdy pod uwagę bierzemy czynniki sprzyjające III Rzeszy, a więc świetną jakość sprzętu, bitność żołnierza i jego doświadczenie w walce, doskonałą strategię i uzyskanie niemal absolutnego zaskoczenia, które w pierwszych miesiącach kampanii odegrało kluczową rolę. Wydaje się, iż dopiero konsolidacja frontu radzieckiego i przestawienie na tory wojenne przemysłu pozwoliło Armii Czerwonej przezwyciężyć narastający kryzys, co w konsekwencji umożliwiło sprawniejszą defensywę. W historiografii przyjęło się twierdzić, iż atak Hitlera wyprzedził plany Stalina, który także szykował się do uderzenia na przeciwnika. Teoria ta ma wielu zwolenników, choć na pewno nie była kwestią 1941 roku i dopiero w kolejnych latach ewentualna ofensywa mogła spełnić swoja podstawowe założenia. Wiktor Suworow, komentując natarcie radzieckie z sierpnia 1945 roku, którego głównym celem stało się wyniszczenie japońskiej Armii Kwantuńskiej, ocenia, iż tak przygotowane wojska radzieckie mogłyby bez problemów zmiażdżyć siły niemieckie. Być może jest to koncepcja nieco wyolbrzymiona, jednak nie da się ukryć, iż okres II wojny światowej służył Armii Czerwonej, pozwalając na jej odbudowanie, wzmocnienie i wykształcenie w żołnierzach podstawowych wartości bojowych. Bliźniaczo podobne są obrazy ideologicznej krucjaty Hitlera na wschód i bolszewickiej wyprawy na zachód. Armia Czerwona przejęła te wartości, którymi niegdyś szermowali żołnierze niemieccy, a więc bitność, odwagę, zapatrzenie w wodza i chęć zniszczenia wroga. Nie są to elementy bez znaczenia. Wprawdzie nie możemy mieć absolutnej pewności, czy Stalin rzeczywiście targnąłby się na sprzymierzeńca, jednak dostrzec musimy, iż wiele czynników przemawiało za tym, iż konflikt radziecko-niemiecki musiał wcześniej czy później mieć miejsce. Oba kraje dzieliła przepaść ideologiczna i polityczna, a to było dostateczną przesłanką do tego, by rozgorzała jedna z największych kampanii w dziejach ludzkości.

Wydaje się, iż w planowaniu inwazji na Związek Radziecki ogromną rolę odgrywała historia. Hitler wiedział, iż nie może powtórzyć błędów swoich poprzedników, którzy także wyprawiali się na Moskwę i powracali stamtąd z kwitkiem. Dotychczasowe próby zaboru Rosji kończyły się upadkiem tych, którzy je inicjowali. W związku z tym plan musiał być dostosowany nie tylko do współczesnych kryteriów, ale i doświadczeń z przeszłości. Oberkommando der Wehrmacht (Naczelne Dowództwo Wehrmachtu) postanowiło skupić się przede wszystkim na trzech głównych kierunkach działań, a osie wyznaczały w tym wypadku linii łączące granicę z największymi miastami Związku Radzieckiego. Na północy za cel obrano zatem Leningrad, który stanowił naturalną barierę na drodze wzdłuż wybrzeża Morza Bałtyckiego. Jak pamiętamy, to właśnie ta trasa była jednym z najważniejszych kierunków działań armii niemieckiej. Nieco bardziej na południe głównym zadaniem wojsk hitlerowskich miało być zdobycie Moskwy, stolicy ZSRR i symbolu stalinowskiej państwowości. Kluczem do Moskwy była droga przez Białoruś i Smoleńsk. Wreszcie trzecim kierunkiem była trasa wiodąca przez Ukrainę i Kijów na ogólnym kierunku Kaukazu. Front południowy odgrywał ogromne znaczenie z gospodarczego punktu widzenia. Zabór Ukrainy to nie tylko bogate i urodzajne ziemie, ale i otwarcie sobie furtki do roponośnych pól kaukaskich. Surowiec ten był kluczowy dla prowadzenia działań zakrojonych na szeroką skalę. Produkcja gospodarcza w Rzeszy mogła zaspokoić choć część zapotrzebowania Wehrmachtu, ale do sprawnego funkcjonowania wojennej machiny puszczonej w ruch przez Hitlera Niemcy musieli uzyskać odpowiednie zabezpieczenie surowcowe, w tym wypadku w materiały pędne. Plan przemieszczania się niemieckiej armii był dobry i powstał na drodze kompromisu pomiędzy kilkoma stanowiskami dowódców. Przesądziła oczywiście opinia Hitlera, choć zwrócić może uwagę fakt, iż przesadną rolę przywiązywano do marszu na Moskwę. Miasto nie przedstawiało większej wartości strategicznej, a jedynym realnym efektem zdobycia stolicy ZSRR mogło być załamanie pozycji Stalina w państwie. Dyktator cieszył się jednak ogromnym poparciem, mimo swojej zbrodniczej polityki, a ludność i wojsko stały za nim murem. Jak się później okazało, Niemcy trwonili spore siły pod Moskwą, zamiast użyć ich do walk o bogate tereny północne i południowe i dopiero wtedy zwrócić się przeciwko stolicy radzieckiej. Abstrahując od tego, czy taktyka była odpowiednia, skupić musimy się na rozmieszczeniu jednostek niemieckich i ich sile w przeddzień ataku. W zasadzie, wobec wyznaczenia trzech głównych celów operacji "Barbarossa", Wehrmacht operować miał na trzech głównych kierunkach z wykorzystaniem trzech zgrupowań. W odniesieniu do pasa północnego stworzona została Grupa Armii "Północ" dowodzona przez gen. Wilhelma Rittera von Leeba. Jej uderzenie wyjść miało z Prus Wschodnich i, jak już mówiliśmy, przesuwać się wzdłuż Bałtyku na kierunku leningradzkim. Do natarcia wyznaczono 18. Armię gen. Georga von Küchlera, która posuwała się brzegiem Morza Bałtyckiego. Jej prawe skrzydło stanowiła 4. Grupa Pancerna gen. Ericha Hoepnera. Najbardziej na południe wysuniętą jednostką Grupy Armii "Północ" była 16. Armia gen. Ernsta Buscha. Sąsiadem Grupy Armii "Północ" była posuwająca się w kierunku Moskwy Grupa Armii "Środek" gen. Fedora von Bocka. Linia przedziału pomiędzy obydwoma ugrupowaniami przebiegała mniej więcej o kilkadziesiąt kilometrów na południe od Wilna. Lewe skrzydło Grupy Armii "Środek" stanowiła 9. Armia gen. Otto von Colinburga, dalej posuwała się 3. Grupa Pancerna gen. Hermanna Hotha. Nieco na południe funkcjonować miał gen. Heinz Guderian i jego 2. Grupa Pancerna. Wreszcie zgrupowanie "Środek" zamykała od południa 4. Armia gen. Günthera von Kluge i była jednocześnie spoiwem łączącym ją z Grupą Armii "Południe" dowodzoną przez gen. Gerda von Rudstedta. Granica przebiegała nieco na północ od Lwowa. Zgrupowanie to tylko nieznacznie ustępowało pod względem siły największej Grupie Armii "Środek", a Rundstedt miał do dyspozycji jednostki węgierskie, rumuńskie i włoskie. Północne skrzydło jego Grupy Armii stanowiła 17. Armia Carla Heinricha von Stülpnagela, któremu podporządkowano węgierski Korpus Armijny i wątłe siły słowackie. Nieco bardziej na południe operowały jednostki 6. Armii gen. Walthera von Reichenau, który miał do dyspozycji jednostki rumuńskie, w tym 3. i 4. Armię dowodzone przez gen. Petre Dumitrescu i gen. Constantinescu. Siły rumuńskie zostały podzielone przez ugrupowanie 11. Armii gen. Rittera von Schoberta, któremu podlegały siły włoskie skupione we Włoskim Korpusie Ekspedycyjnym feldmarsz. Giovanniego Messe. Do działań wydelegowane zostały 1. Flota Lotnicza (Luftflotte) gen. Alfreda Kellera, 2. Flota Lotnicza gen. Alberta Kesselringa i 4. Flota Lotnicza gen. Alexandra Löhra. W rezerwie OKW pozostawała mocna 2. Armia gen. Maximiliana Weichsa, która miesiąc wcześniej walczyła jeszcze na froncie bałkańskim. Z czasem i ją włączono do wykonywania zadań w celu realizacji planu "Barbarossa". Ogółem do uderzenia na Związek Radziecki Niemcy wydzielili największe siły, jakie udało im się do tej pory zaangażować do jednej akcji. Armia liczyła 3,7 mln żołnierzy, z czego 3,2 mln przypadało na wojska niemieckie, a 0,5 mln na wojska sojusznicze. Ogółem ponad 160 dywizji różnego rodzaju. Siły pancerne reprezentowane były przez nowoczesne czołgi w liczbie blisko 4200, a Luftwaffe mogła wystawić do boju ponad 4 tys. maszyn (część autorów ogranicza tę ilość do 3 tys. samolotów). Dane te są jedynie szacunkowe, choćby Rodric Braithwaite ("Moskwa 1941") dopatruje się nieco mniejszych liczb. Kończąc nasze rozważania na temat armii niemieckiej, powiedzieć musimy jeszcze o specjalnych wytycznych dot. działań na terenach podbitych. Niemcy nie mieli zamiaru podejmować się współpracy z miejscową ludnością, co byłoby rozsądnym posunięciem w celu wykluczenia funkcjonowania radzieckiej partyzantki. W zamian za to proponowali oni terror na skalę podobną do tej, którą znamy z okupowanej Polski. Za wkraczającą do Związku Radzieckiego armią miały posuwać się specjalne jednostki, Einsatzkommanda, likwidujące zalążki oporu oraz rozprawiające się z komunistycznym władztwem na tych ziemiach. W czerwcu Alfred Rosenberg, zajmujący się koordynowaniem działań na obszarach wschodnioeuropejskich, przedstawił projekt podziału ziem sowieckich na Reichskommissariat Moskwa, Reichkommissariat Ostland, Reichkommisariat Ukraina i Reichkommissariat Kaukaz, gdzie urządzić mieli się komisarze Rzeszy i wprowadzić nowy podział administracyjny ugruntowujący niemieckie panowanie na tych terenach. Takie były optymistyczne przewidywania, które jednak zweryfikowała nieco przyszłość.

Przygotowania sowieckie były mocno opóźnione w stosunku do tego, co proponowali Niemcy. Stalin nie do końca zdawał sobie sprawę z zagrożenia i sam nie miał też odpowiedniego pola manewru. Generalny plan rozbudowy armii przewidziany był na kilka kolejnych lat, a 1941 rok był dopiero początkiem ogromnego procesu modernizacyjnego. Jeśli chodzi o defensywę, to przed Armią Czerwoną stało niezwykle ciężkie zadanie. Zachodnia granica Związku Radzieckiego była wyjątkowo długa i obejmowała obszary od Morza Bałtyckiego po Morze Czarne. Wprawdzie pola Ukrainy i Białorusi zostały wyposażone w naturalną sieć rzek, jednakże warunki terenowe nie były sprzyjające ze względu na małą liczbę wzniesień. Przy sprzyjającej pogodzie Niemcy mogli bez trudu pokonać ten obszar przy zmasowanym użyciu sił pancernych, które ćwiczyły się w boju w kampanii francuskiej i bałkańskiej. Oczywiście, działa to w obie strony, jednakże siły radzieckie miały zostać przygotowane przede wszystkim pod kątem defensywy, a zastosowanie sił pancernych w praktyce wypadło dość blado, przynajmniej w pierwszym okresie zmagań. Dowództwo zdecydowało się na podzielenie całości obszaru obronnego na tzw. Fronty, którym przydzielono nazwy odpowiadające kierunkom działania. W praktyce formowanie zgrupowań przebiegało w dużej mierze po zainicjowaniu ataku niemieckiego i było odpowiedzią na agresję. Ogromną rolę w tym względzie odgrywał gen. Gieorgij Żukow kierujący Sztabem Generalnym. Dopiero w lipcu 1941 roku pojawił się podział na kierunki północno-zachodni kierowany przez marsz. Klimenta Woroszyłowa, zachodni marsz. Siemiona Timoszenko i południowo-zachodni marsz. Siemiona Budionnego. Podlegały im poszczególne Fronty, którym teraz przyjrzymy się nieco bardziej szczegółowo. Front Północny gen. Markiana Popova osłaniał kierunek leningradzki i miał w swym składzie 14. Armię gen. Frołowa, 7. Armię gen. Gorelenko i 23. Armię gen. Pszennikowa. Nieco bardziej na południe znajdował się Front Północno-Zachodni kierowany przez gen. Fiodora Kuzniecowa, który osłaniać miał wybrzeża Morza Bałtyckiego (8. Armia gen. Iwanowa, 11. Armia gen. Morosowa). Środkową część defensywy obsadził Front Zachodni, którym początkowo kierował gen. Dmitrij Pawłow, jednakże już w lipcu został zmieniony przez marsz. Siemiona Timoszenko. Siłę Frontu Zachodniego wyznaczały 3. Armia gen. Kuzniecowa, 4. Armia gen. Korobkowa i 10. Armia gen. Gołubiewa, natomiast w rezerwie przebywała 13. Armia. Pasa południowego bronić miał Front Południowo-Zachodni dowodzony przez gen. Michaiła Kirponosa, który miał do dyspozycji 5. Armię gen. Potapowa, 6. Armię gen. Muzyczenko, 12. Armię gen. Ponedlina i 26. Armię gen. Kostenko. Wreszcie rejon Półwyspu Krymskiego i Odessy osłaniał Front Południowy gen. Ivana Tiulenewa, który został utworzony tuż po wybuchu kampanii radzieckiej. Składał się z 9. Armii gen. Czerewiczenko i 18. Armii gen. Smirnowa. Dowództwa jednostek radzieckich wielokrotnie zmieniały się w trakcie trwania kampanii radzieckiej. Najważniejsze zmiany uwzględnimy, jednakże wyliczenie wszystkich roszad personalnych jest bezcelowe. Zmiany te spowodowane były kiepską postawą poszczególnych jednostek, co często wynikało albo ze złego dowodzenia, albo z braku realnej możliwości obrony. Jeszcze 18 czerwca Stalin konferował z Żukowem i Timoszenką, którzy próbowali uświadomić mu powagę sytuację. Wobec nieprzejednanego stanowiska dyktatora Żukow zrezygnował z nagabywań do postawienia armii w stan gotowości bojowej. Timoszenko był bardziej uparty, ale i on nie odniósł sukcesu, a Stalin wyraził myśl, iż marszałek podżega do wojny i tylko wcześniejsze zasługi uratowały go od rozstrzelania. Mimo wszystko w połowie czerwca Sowieci rozpoczęli pierwsze przygotowania defensywne, a tuż po rozpoczęciu konfliktu byli gotowi do mobilizacji ogromnej armii, która przewyższała liczebnością potężny Wehrmacht. Dane dotyczące Armii Czerwonej i jej wyposażenia w przeddzień wojny na wschodzie są mocno szacunkowe, jednakże możemy wyznaczyć pewną granicę, wokół której winny oscylować prawidłowe liczby. W dniu ataku Naczelne Dowództwo rozporządzało równowartością 170 dywizji, w których znajdowało się 2,9 mln żołnierzy. W trakcie kilku kolejnych dni stan liczbowy Armii Czerwonej został podniesiony do ponad 5 mln ludzi, ale ci stopniowo wchodzili do walk. Często jednak nie stanowili pokaźnej siły bojowej, choć widoczne było spore zaangażowanie, a w opiniach niemieckich dowódców, które jeszcze wspomnimy, wojska te miały charakter samobójczy. Siły pancerne dysponowały zawrotną ilością 23 tys. czołgów, ale tutaj także liczba ta musi zostać ograniczona, bowiem do użytku oddano ok. 12 tys. maszyn. Niejednokrotnie były one przestarzałe, a produkcja części zamiennych została wstrzymana, co powodowało, iż wszelkie usterki eliminowały część maszyn z walki. Sowieci rozpoczęli jednak produkcję nowoczesnego uzbrojenia, wymienić należy chociażby czołgi T-34, KW-2, które szereg fachowców uznaje za zdolne do walki z Niemcami, a nawet przewyższające konstrukcje przeciwnika. Wreszcie ocena lotnictwa radzieckiego także wypada negatywnie. Wprawdzie siły lotnicze, jakimi rozporządzał Stalin, były dość liczebne, jednakże jakość pozostawiała wiele do życzenia. Ogółem liczba maszyn mogła sięgać nawet 11 tys. samolotów, ale nie możemy przeceniać ich wartości, co pokazały pierwsze dni walk.

Natarcie niemieckie rozpoczęło się o godz. 3.15 22 czerwca 1941 roku. W niektórych miejscach walki rozgorzały nieco wcześniej, ale trudno wymagać stuprocentowej synchronizacji od takiej masy żołnierzy, którzy nerwowo oczekiwali na uderzenie. Niemal z miejsca do boju przystąpiły wszystkie rodzaje sił Wehrmachtu, ze szczególnym uwzględnieniem lotnictwa kierowanego przez marsz. Hermanna Göringa. Luftwaffe miała szczególnie odpowiedzialne zadanie, bowiem zniszczenie sowieckiego lotnictwa było jedną z podstawowych przesłanek realizacji planu "Barbarossa". Pierwsze dni ofensywy były kluczowe, gdyż Armia Czerwona została zaskoczona, a szybkie naloty na sowieckie lotniska wykluczały wzbicie się w powietrze wrogich maszyn, co powodowało, iż w wielu wypadkach samoloty radzieckie niszczone były na ziemi. Niemal z miejsca rozpoczęto atakowanie lotnisk. W samym tylko pierwszym dniu zmagań ofiarą Luftwaffe padło 66 placówek tego typu. Samoloty niemieckie dokonały też bombardowań miast radzieckich, w tym Kowna, Mińska, Równego, Odessy i Sewastopola. O 7.00 radio niemieckie podało informacje o nowej kampanii, odczytano przemówienie führera, w którym słyszymy: "Przytłoczony ogromem zmartwień, skazany na miesiące milczenia, wreszcie mogę mówić swobodnie. Rodacy! W tej chwili trwa ofensywa, która swymi rozmiarami dorównuje największym, jakie widział świat". To było dostateczne potwierdzenie tego, że kampania radziecka ruszyła pełną parą. Marsz. Żukow z miejsca wzmógł działania na rzecz całkowitej mobilizacji i krótko po 7.00 wydał rozkaz, w którym nakazał Armii Czerwonej przejście do ataku. Zaskakuje jednak fakt, iż wyraźnie zastrzeżono, iż w przypadku powodzenia akcji siły radzieckie nie mogą wkraczać na więcej niż 150 kilometrów w głąb terytorium byłego sojusznika. To jednak nie miało miejsca, bowiem siły niemieckie bardzo dobrze poczynały sobie w zmaganiach na terytorium sowieckim. Już o 21.15 tego samego dnia marsz. Timoszenko wydał inną dyrektywę, która mówiła o ataku w kierunku Prus Wschodnich, ale były to raczej mrzonki dowództwa, gdyż sytuacja na froncie wskazywała na coś zgoła odmiennego. To Niemcy górowali pod każdym względem i spokojnie posuwali się do przodu. W dowództwie radzieckim panowało zamieszanie i w zasadzie nikt nie orientował się, jak daleko zaszły sprawy. Dopiero z czasem zaczęły spływać raporty o sukcesach niemieckich, wśród których na plan pierwszy wysuwało się zniszczenie ponad tysiąca sowieckich samolotów w pierwszym dniu ofensywy. Kolejne dni zmagań przyniosły dalsze straty, które szacowano na blisko 4 tys. maszyn w ciągu pierwszych trzech dni walk. Dane te były druzgocące. Nie inaczej przedstawiała się sytuacja na froncie. Przegląd wydarzeń pierwszych dni walk zaczniemy od Grupy Armii "Północ". Na jej kierunku natarcia wyznaczanym przez oś Prus Wschodnich i Leningradu, Stalin rozmieścił najpoważniejsze siły. Spora liczba czołgów miała zatrzymać Niemców zanim ci dotrą do miasta. Głównymi przeszkodami na drodze sił von Leeba były naturalne zapory wodne - Niemen i Dźwina. Rzeki te przecinają północną część Związku Radzieckiego, są w zasadzie kluczem do opanowania rejonów Litwy, Łotwy i Estonii. Było coś zaskakującego w tym, że Niemen został sforsowany jeszcze w pierwszym dniu ofensywy. Niemcy w zasadzie nie napotkali tam większego oporu i spokojnie mogli przesuwać się w kierunku północno-wschodnim i wschodnim. Do wieczora udało się im wedrzeć klinem w ugrupowania Frontu Północno-Zachodniego i Frontu Zachodniego nieco na północ od Grodna. Samo miasto wkrótce znalazło się pod okupacją niemiecką. Gdy siły 4. Grupy Pancernej przełamały zaporę rzeczną, sowieckie dowództwo zdecydowało się na rzucenie do walki sporej liczby czołgów, które miały powstrzymać przeciwnika w dalszym marszu. Gdy siły niemieckie przekroczyły Raiseinai, gen. Kuzniecow zarządził uderzenie pancerne, które zainicjowano rankiem 23 czerwca przez 3. i 12. Korpus Zmotoryzowany. Natarcie wyprowadziło około 300 czołgów, przeciw którym walczyć miał 41. Korpus Pancerny gen, Reinhardta. Początkowo siły sowieckie odniosły spore sukcesy, głównie za sprawą ciężkich czołgów KW-2, które siały spustoszenie wśród niemieckich żołnierzy. Zmagania w tym rejonie zakończyły się dopiero 26 czerwca, a sytuacja została opanowana przez siły 4. Grupy Pancernej. Tego samego dnia Niemcom udało się przekroczyć rzekę Dźwina, co ostatecznie oddaliło zagrożenie ze strony kontrataków armii radzieckiej. Teraz natarcie niemieckie zostało chwilowo zatrzymane, aby do jednostek pancernych dołączyła piechota. Następnie obrano kurs na Leningrad, który Sowieci gorączkowo przygotowywali do obrony. Lotnictwo radzieckie dokonywało nalotów na niemieckie lotniska rozmieszczone w Skandynawii. Spore straty notowała 1. Flota Lotnicza. 27 czerwca łupem Niemców padła Lipawa. W ciągu kolejnych dwóch dni siły Wehrmachtu forsowały Dźwinę, co spowodowało, iż upadł plan defensywy na prawym brzegu rzeki. 30 czerwca rozgorzał bój o Rygę zakończony wycofaniem się Armii Czerwonej z tego rejonu. 3 lipca 14. Armia została wyparta z Ostrowa. Następnie wojska 4. Grupy Pancernej skierowały się w rejon Pskowa i po ciężkim boju zajęły miasto. W kolejnych dniach Sowieci próbowali bronić się na linii rzeki Wielikaja, ale i ta została złamana przez niemieckie jednostki pancerne. Jakby tego było mało, 25 czerwca wojnę Związkowi Radzieckiemu wypowiedziała Finlandia. Początkowo nic nie wskazywało na aktywne zaangażowanie Finów w walki niemiecko-radzieckie. Dopiero w połowie lipca na siły 7. Armii spadło uderzenie liczebniejszego przeciwnika, który zmusił Armię Czerwoną do cofnięcia się. 10 lipca powołane zostało dowództwo Kierunku Strategicznego Północno-Zachodniego z marsz. Woroszyłowem na czele, który postanowił zorganizować obronę w rejonie Leningradu, nakazując defensywę na linii rzeki Ługa siłami Frontu Północnego. Tego samego dnia w tym rejonie rozgorzały walki z siłami 41. Korpusu Pancernego. Zmagania trwały też na linii natarcia 56. Korpusu Pancernego gen. Ericha Mansteina, który starał się wyjść na Nowgorod. Zacięte walki kosztowały sporo strat obie strony konfliktu. 19 lipca walki na linii Ługi zostały wstrzymane, a 30 lipca Hitler nakazał masowe natarcie w kierunku Leningradu, gdzie miało dojść do połączenia z jednostkami fińskimi. Trzy zgrupowania winny opanować rubież Krasnogwardiejsk-Lubań. 18. Armii przydzielono zadania w Estonii w kierunku Jeziora Czudzkiego. Na Przesmyku Karelskim Sowieci kontrolowali sytuację, wycofując się metodycznie i zatrzymując pod koniec sierpnia na linii granicznej sprzed Wojny Zimowej. W pierwszym tygodniu sierpnia niemieckie natarcie umożliwiło zajęcie Starej Russy i wyjście do Krasnogwardiejska. 12 sierpnia radzieckie 11. i 34. Armia wyprowadziły niespodziewane uderzenie, które zaskoczyło Niemców w rejonie Nowgorodu. Szybko jednak opanowano sytuację i 15 sierpnia miasto znalazło się w rękach niemieckich. 21 sierpnia 8. Armia kontratakowała na północnym kierunku uderzenia niemieckiego. Walki były uciążliwe i krwawe, ale niewiele zmieniły w ogólnej sytuacji na froncie. 34. i 11. Armia, nieco bardziej na południe, 25 sierpnia osiągnęły linię rzeki Łować i tam dowództwo nakazało im montowanie obrony. Szybka akcja 16. Armii i 4. Grupy Pancernej pozwoliła im na przecięcie szosy z Leningradu na Moskwę i poruszanie się na południe od Leningradu. 27 sierpnia Kwatera Główna zarządziła ewakuację portu w Tallinie i utworzyła Front Karelski gen. Frołowa (7. i 14. Armia) i Front Leningradzki gen. Popowa (23. i 48. Armia), które przyjęły na siebie ciężar działań na odcinku północnym. 5 września Woroszyłow przejął dowodzenie nad Frontem Leningradzkim. Zachodziły bowiem coraz dramatyczniejsze wydarzenia, jak chociażby upadek Wyborga w dniu 1 września. 8 września 39. Korpus Pancerny gen. Rudolfa Schmidta zajął Szlissenburg. Rozpoczęła się bitwa o Leningrad.

Północny odcinek frontu interesuje nas głównie ze względu na Leningrad, ale najważniejsze wydarzenia rozgrywały się w tym czasie na odcinku środkowym, a także na froncie politycznym. Obok Niemców wojnę Związkowi Radzieckiemu wypowiedziały Włochy. Benito Mussolini szykował się do odesłania sporej ilości żołnierzy na front wschodni, aby wesprzeć sojusznika w ciężkim boju. 23 czerwca do wojny przystąpili Rumuni, a wkrótce po nich, 27 czerwca, także Węgrzy i wreszcie Albania. O Finlandii wspominaliśmy już przy okazji działań w rejonie Wyborga. Powstała zatem prężna koalicja, choć miała ona przeciwwagę w postaci aliantów. W kilka godzin po ataku niemieckim Wielka Brytania zdecydowała się przeciągnąć Związek Radziecki na stronę koalicji antyhitlerowskiej. Winston Churchill doskonale zdawał sobie sprawę z rozległości potencjału militarnego ZSRR, ale wiedział też, iż Sowieci mogą nie przetrwać pierwszego impetu uderzenia Wehrmachtu. Mimo iż Churchill był przeciwnikiem komunizmu, teraz dostrzegał szansę w porozumieniu ze Stalinem. Niemal natychmiast zadeklarował możliwość niesienia pomocy ze strony państw alianckich, przede wszystkim jeśli chodzi o sprzęt. Gwarantował to w publicznym oświadczeniu, co zaowocowało obustronnym porozumieniem. 12 lipca podpisany został układ brytyjsko-radziecki, który normował napięte stosunki i tworzył porozumienie między obydwoma krajami, na płaszczyźnie militarnej i politycznej. Był to początek tworzenia wielkiej koalicji alianckiej, do której w grudniu 1941 roku dołączyły Stany Zjednoczone zaatakowane przez Japonię. Sowieci zostali objęci ustawą Lend Lease i wkrótce do ich kraju szerokim strumieniem popłynęło zachodnie wyposażenie. Stalin stał się jedną z czołowych postaci sojuszu, co w przyszłości wykazał wielokrotnie, obradując z Churchillem i prezydentem amerykańskim, Franklinem Delano Rooseveltem. Jednocześnie ustanowiono kontakt na linii Moskwa-Tokio. Sowieci nie uzyskali znaczących gwarancji, ale wiedzieli, iż akcja Hitlera nie było skoordynowana z poczynaniami japońskimi. Coraz więcej faktów wskazywało na to, iż armia japońska nie zaatakuje Związku Radzieckiego. W kluczowym momencie bitwy o Moskwę to właśnie ten fakt przeważył o udanej defensywie radzieckiej. Najpierw jednak Sowieci musieli skupić się na zbudowaniu w miarę stabilnej defensywy, co w pierwszych tygodniach zmagań szło im kiepsko. Stalin z miejsca zapowiedział, iż Armia Czerwona idzie się bić za ojczyznę, zaczęto odwoływać się do chlubnej historii i patriotyzmu, a w oficjalnej nomenklaturze funkcjonowała nazwa Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, co miało zmobilizować ludność do walk przeciwko najeźdźcy. Plan ten powiódł się połowicznie, choć Armia Czerwona została masowo zasilona nowym rekrutem. W republikach nadbałtyckich zagarniętych rok wcześniej przez ZSRR wybuchły jednak jawne rewolty przeciwko władztwu sowieckiemu, a na Litwie doszło nawet do antyrosyjskich powstań. Hitler uważał, iż wystarczy uderzyć, aby spróchniała konstrukcja Związku Radzieckiego rozsypała się niczym domek z kart. Póki co domek ten chwiał się w posadach, ale do ruiny było mu daleko.

Nieco bardziej na południe od ugrupowania forsującego Niemen lewe skrzydło Grupy Armii "Środek" objęło swym zasięgiem rejon Białegostoku i Mińska. Linia ta była niejako granicą strefy działania sił feldmarszałka Fedora von Bocka. Taktyka działań była prosta - należało okrążyć miasto siłami jednostek pancernych, poczekać na nadchodzącą piechotę, a następnie znów wznowić natarcie pancerniaków. To pozwalało na szybkie przesuwanie się na wschód, niejako skokami. W kierunku Mińska uderzać miały siły 3. Grupy Pancernej gen. Hotha i 2. Grupy Pancernej gen. Guderiana. Obydwaj uznawani byli za wspaniałych dowódców, niejako wizjonerów działań pancernych. Od północy natarcie zamykały siły 9. Armii, a od południa przesuwała się 4. Armia. Na kierunku działań sił von Bocka operować miał głównie Front Zachodni gen. Dmitrija Pawłowa, który mógł użyć przede wszystkim 3., 4. i 10. Armii. 3. Grupa Pancerna bez większych problemów natarła na północ od Białegostoku i niemal natychmiast przekroczyła linię rzeki Niemen. Nieco bardziej na południe siłom Guderiana udało się sforsować Bug. Obie jednostki w ciągu pierwszego dnia działań wdarły się na kilkadziesiąt kilometrów w głąb terytorium radzieckiego. W ciągu dwóch dni 23-24 czerwca gen. Pawłow próbował organizować kontrnatarcia w rejonie Białegostoku i Grodna, ale nie przyniosły one większego skutku i zakończyły się sporymi stratami Armii Czerwonej. Pawłow wpadł w panikę, nie wiedząc dokładnie, co dzieje się na froncie. Jego siłom zagrażało odcięcie w rejonie Białegostoku, który spokojnie otoczyły niemieckie jednostki pancerne. W ciągu pięciu dni miasto zostało zablokowane, a siły Hotha i Guderiana ruszyły dalej, do Mińska. Do 28 czerwca udało się odciąć część jednostek radzieckich w dwóch kotłach - 10. Armia znalazła się w rejonie Białegostoku, a części 3. i 13. Armii w okolicach Nowogródka. Następnie 9. i 4. Armia kontynuowały wyniszczanie przeciwnika, w momencie gdy 29 czerwca do Mińska podeszły siły pancerne. Nazajutrz miasto zostało zajęte. Pawłow pogubił się całkowicie i nie wiedział już, jak ma reagować na coraz bardziej dramatyczną sytuację na froncie. Kwatera Główna traciła kontakt z dowódcą, a gdy wreszcie powrócił on z frontu został zawezwany do Moskwy. Tam szybko wytoczono mu proces i pozbawiono życia. Jego miejsce zajął marsz. Timoszenko. Stalin nie miał zamiaru patyczkować się z przejawami tchórzostwa czy niesubordynacji, co wielokrotnie pokazał w trakcie kampanii. 10 lipca objął stanowisko Naczelnego Wodza, aby skupić w swoich rękach pełnię władzy militarnej. Wcześniej Pawłow próbował ratować sytuację w kotłach białostockim i mińskim i 30 czerwca zainicjował kontrnatarcie dwóch korpusów. Zanotowano jednak ogromne straty, a całe przedsięwzięcie zakończyło się fiaskiem. Podobnie zresztą jak rozpaczliwe próby wydostania się z okrążenie. Blisko 300 tys. radzieckich żołnierzy dostało się do niemieckiej niewoli. Do 10 lipca Grupa Armii "Środek" szacowała odebranie 7615 wozów pancernych i 6633 samolotów sowieckich. Do tego czasu jednostki Frontu Zachodniego broniły się jeszcze na linii rzeki Berezyna. Opór radziecki miejscami przechodził w niespodziewane kontrataki, a Niemcy zmuszeni byli do prowadzenia morderczych walk. Armia Czerwona próbowała bronić pasa umocnień zbudowanego przed wojną i nazwanego linią Stalina. Sowieci mieli bronić linii rzek Dniepr i Dźwina, które pozwalały na ochronę drogi na Smoleńsk. Do walk włączono przebywające dotąd w rezerwie 20., 21. i 22. Armię, którym towarzyszyła 13. Armia. 16. i 20. Armia zostały rozmieszczone w rejonie Smoleńska. Siły niemieckiej piechoty zbliżały się do Mohylewa i Witebska. Przez Witebsk wiódł też szlak 3. Grupy Pancernej, która od północy miała obejść Smoleńsk, aby po wschodniej stronie miasta połączyć się z idącą od południa 2. Grupą Pancerną. 12 lipca została przełamana linia Stalina, a niemieccy pancerniacy rozpoczęli przeprawę przez Dniepr. Zdziesiątkowana została 13. Armia broniąca tego kierunku. 16 lipca Guderian wyszedł na południowe podejścia do Smoleńska. Gdyby Hothowi udało się to samo od północy, pancerne kleszcze byłyby zamknięte. Tymczasem jeszcze przez 10 dni Sowieci wymykali się z okrążenia i dopiero 26 lipca kleszcze zostały domknięte. W ciągu dwóch tygodni poprzedzających to wydarzenie z kotła uciekło 200 tys. sowieckich żołnierzy, którzy formowali się w nowe jednostki na wschód od Smoleńska. W kotle i na jego obrzeżach rozgorzała teraz bitwa, która potrwać miała do 9 sierpnia. Armia Czerwona stawiała fanatyczny opór, a na niektórych odcinkach jednostki sowieckie zadawały Niemcom spore straty. Mimo iż 16., 19. i 20. Armia walczyły do końca, nie udało się wyrwać z okrążenia 300 tys. żołnierzy, którzy 9 sierpnia powędrowali do niemieckiej niewoli. 45 tys. ludzi zostało zabitych w boju. Niemcy notowali zdobycie 3205 czołgów i 1098 samolotów. Sami jednak ponieśli ogromne straty i zaprzepaścili szansę wyniszczenia większości sił Frontu Zachodniego. 10 sierpnia trwało przegrupowanie jednostek niemieckich, które teraz zwróciły się głównie w kierunku południowo-wschodnim. Guderian miał nadzieję, iż kierując się nieco na wschód od Homla będzie w stanie odciąć walczące tam jednostki Armii Czerwonej. Plan był dobry, ponieważ od południa przez ziemie ukraińskie także wędrowały jednostki niemieckie i możliwe było połączenie się obu zgrupowań. Po lewej stronie 2. Grupa Pancerna miała teraz Briańsk. Głównym zadaniem było jednak pobicie sił homelskich, które dostrzegły w porę zagrożenie od strony Guderiana. Ten dość szybko przebył drogę dzielącą Smoleńsk od Homla, jednak nie zdołał całkowicie odciąć jednostek nieprzyjaciela. Te spokojnie wycofywały się na wschodni brzeg Dniepru i tam miały formować nową defensywę. W zasadzie do 22 sierpnia operacja ta została zakończona sukcesem.

Powiedzieliśmy o postępach w południowej części frontu, dlatego teraz musimy przyjrzeć się im nieco bliżej, aby zrozumieć, dlaczego Guderian nie zwrócił się na wschód w swoim zwycięskim marszu. Grupa Armii "Południe" miała wyznaczony najszerszy pas działania. Na jej drodze stanąć miały głównie 5., 26. i 6. Armia. W zasadzie od 24 czerwca siły Rundstedta prowadziły aktywne działania na przedpolu Lwowa, gdzie Sowieci przeprowadzali gorączkową ewakuację. Niestety, w trakcie trzech kolejnych dni NKWD pomordowało 7000 polskich więźniów przetrzymywanych od rozpoczęcia okupacji sowieckiej na ziemiach polskich. Był to niesłychany akt terroru i eksterminacji, który nie może być niczym wytłumaczony, tym bardziej że Sowieci opuszczali miasto. Halder zauważał, iż nieprzyjaciel walczy w tym rejonie fanatycznie i zanotował: "Po raz pierwszy można zaobserwować systematyczne wysadzanie mostów przez wroga". Jednocześnie niemal na całym froncie stosowano taktykę "spalonej ziemi" - wycofujące się jednostki niszczyły wszystko, co mogło się przydać Niemcom, w tym zapasy żywności. W nocy z 29 na 30 czerwca do miasta weszli Niemcy, którzy od tej pory na własną rękę prowadzili eksterminację miejscowej ludności. Szczególne miejsce w planach niemieckich zajmowała ludność żydowska, którą mordowano w masowych egzekucjach. Sukcesy we Lwowie były jednymi z wielu w tym rejonie. 17. Armii udało się bowiem przeciąć linię kolejową łączącą Lwów z Kijowem. 1. Grupa Pancerna kierowała się na Brody i 26 czerwca została zmuszona do stawienia czoła radzieckiemu kontrnatarciu pancernemu. Na siły Kleista, który wiódł do boju blisko 600 czołgów, spadło uderzenie 1000 czołgów gen. Kirponosa dowodzącego Frontem Południowo-Zachodnim. Do walk zaangażowanych zostało aż pięć radzieckich korpusów zmotoryzowanych, którym udało się zaskoczyć przeciwnika i przez cztery dni angażować go walką. Straty obu stron nie są znane, jednakże wiemy, iż Kleist miał sporą liczbę zniszczonych maszyn, a jego natarcie musiało zostać wyhamowane. Sowieci od 1 lipca formowali się na nowej rubieży obronnej, którą wyznaczała oś Nowogród-Szepetówka-Proskurow. Przegrupowanie sił Kirponosa trwało ponad tydzień, a Niemcy spokojnie zdążali w kierunku Żytomierza, który padł 9 lipca. Po drodze ominięty został Tarnopol, do którego wkrótce wkroczyły jednostki węgierskie. 2 lipca do walk postanowili włączyć się Rumuni, którzy obrali kierunek Winnicy. To z kolei wywołało natychmiastową reakcję Moskwy, która decydowała się na przerzucenie części zakładów przemysłowych z terenów południowych na wschód, gdzie mogłyby podjąć pracę od nowa. Było to niezwykle ważne wydarzenie w historii konfliktu. Musimy pamiętać, iż obok dostaw z zagranicy Związek Radziecki potrzebował ogromnej ilości sprzętu, jeśli chciał efektywnie stawiać opór doskonale przygotowanym do walki Niemcom. Wróćmy jednak do sytuacji w rejonie Żytomierza. To właśnie tam rozegrał się niezwykły pojedynek wojsk pancernych Rzeszy i ZSRR, który zainicjowany został radzieckim uderzeniem. Siły niemieckie obrały teraz kurs na Kijów, a część jednostek miała połączyć się z uderzeniem rumuńskim. Zadanie to przydzielono 1. Grupie Pancernej gen. Kleista. Manewr ten przyniósł spodziewany efekt. Jednostki rumuński najpierw przekroczyły Bug, a następnie zagroziły odcięciem kilku armii radzieckich w rejonie Humania. Kleist szedł w kierunku Kijowa i stamtąd odbił na Humań, co zagroziło przecięciem dróg odwrotu 6. i 12. Armii z Frontu Południowo-Zachodniego. Obok sił niemieckich do okrążenia przystępowały jednostki węgierskie z korpusu zmotoryzowanego gen. Béli Miklósa. 15 lipca Kleistowi udało się zająć Berdyczew. W tym samym czasie od południa starały się podejść siły 11. Armii gen. Schoberta. Naczelne Dowództwo radzieckie nie zobaczyło w porę zagrożenia i postanowiło za wszelką cenę bronić ewentualnych przepraw na Dnieprze, co z kolei skazało na zagładę 6. i 12. Armię. 2 sierpnia 1. Grupie Pancernej udało się domknąć skrzydło okrążenia w rejonie Humania. Armia Czerwona próbowała wydostać się z kotła, jednakże nie przynosiło to większych efektów. W konsekwencji w drugim tygodniu sierpnia aż 103 tys. żołnierzy radzieckich dostało się do niemieckiej niewoli. Część jednostek radzieckich, które nie uległy zniszczeniu, zdołała przedostać się przez Dniepr, gdzie skierowali się teraz Niemcy i ich sojusznicy. Pod koniec sierpnia wojska niemieckie podeszły do Czerkas. 18 sierpnia ewakuowany został port Mikołajów. 26 sierpnia siły Armii Czerwonej zostały usunięte z Dniepropietrowska. Na południu wszystko rozwijało się zgodnie z planem, a siły rumuńskie przystąpiły do okrążania Odessy. Miasto zostało odcięte 31 sierpnia. W kilka dni później siły rumuńskie wkroczyły na Krym, po drodze zajmując Perekop, gdzie rozpoczęto bój o Półwysep Krymski i tamtejsze miasta. Zanim do tego doszło Niemcy musieli rozstrzygnąć niepewną sytuację w rejonie Kijowa. Jedna z największych metropolii na drodze do Moskwy miała być broniona za wszelką cenę, a żołnierze Armii Czerwonej nie mieli zamiaru kapitulować. 21 lipca do miasta zbliżyły się siły gen. Reichenau. 6. Armia miała naprzeciw jednostki dowodzone przez marsz. Siemiona Budionnego. Aby przesądzić wynik starcia, do boju Niemcy włączyli 2. Armię gen. Weichsa i oddelegowali do bitwy o Kijów siły 17. Armii. Do spotkania 2. i 17. Armii doszło 26 sierpnia. W tym samym czasie trwało już okrążanie miasta przez jednostki Guderiana i Kleista. Pancerne kleszcze miały zamknąć się na wschód od Kijowa, aby ostatecznie przesądzić o losach kotła, z którego nie byłoby już teraz ratunku. Do walki włączyły się również floty lotnicze, które nieustannie bombardowały miasto. Marsz. Budionny zdawał sobie sprawę, iż Kijów wcześniej czy później musi upaść, jednak nie decydował się na wycofanie swoich wojsk. Miał również kategoryczny zakaz Stalin, który nakazał bić się do końca. 9 września Budionny poprosił dyktatora o umożliwienie przeprowadzenia odwrotu strategicznego. Spotkał się z odmową. W zasadzie do 15 września Kijów był już okrążony w całości. Marsz. Budionny został zwolniony z zajmowanego stanowiska w związku z coraz gorętszymi próbami doprowadzenia do odwrotu wojsk z tamtego rejonu. Jeszcze dziesięć dni trwały krwawe walki wyniszczające w kotle, które zakończyły się kapitulacją jednostek Armii Czerwonej w dniu 26 września. Do niewoli powędrowało ponad 600 tys. jeńców (dane te jednak nie są właściwe, bowiem wliczono w nie sporą liczbę ludności cywilnej pojmanej z żołnierzami radzieckimi - w sumie ok. 450 tys. sowieckich wojaków poszło do niewoli). Bitwa o Kijów była zakończona.

Gdy 3 lipca Stalin ogłosił Wielką Wojnę Ojczyźnianą, jego przemówienie poruszyło masy radzieckiego ludu. "Towarzysze! Obywatele! Bracia i siostry! Żołnierze naszej armii i floty! Zwracam się do was, moi przyjaciele!". Ten nie pozbawiony dramaturgii przekaz trafił do serc Sowietów, a Stalin zaprezentował się jako niezłomny wódz, przekonując, iż jeszcze nie wszystko jest stracone. W praktyce i jemu zdarzały się chwile zwątpienia, gdy sądził już, że wojna została przegrana, a Armia Czerwona jest rozbita. Radziecka propaganda niemal z miejsca włączyła się do walki, zagrzewając ludność do boju i namawiając do niezłomnej postawy i pracy na rzecz potencjału militarnego państwa. Sowieci tłumnie zgłaszali się na ochotników do armii i zasilali szeregi kiepsko wyekwipowanych żołnierzy poganianych na front przez komisarzy politycznych. Obraz Armii Czerwonej szczególnie utrwalił się we wspomnieniach niemieckich dowódców, którzy nie kryli zaskoczenia postawą przeciwnika. W dzienniku gen. Haldera pod datą 16 lipca czytamy: "Rosjanie rzucają żołnierzy do kontrataków bez żadnego artyleryjskiego wsparcia, naciera na nas aż dwanaście takich fal ludzkich; często są to wszystko zieloni rekruci, świeżo wcieleni do wojska - z bronią na plecach idą wprost pod ogień naszych karabinów maszynowych, gnani strachem przed komisarzami i przełożonymi". Hitler na bieżąco otrzymywał informacje z frontu. Przeniósł się zresztą do nowej kwatery głównej rozmieszczonej w Kętrzynie, której nadał wiele mówiący kryptonim - Wilczy Szaniec. Absolutna mobilizacja niemiecka godna była podziwu. Sowieci nie byli w stanie wytrzymać naporu żołnierzy Wehrmachtu, jednak wkrótce w sukurs przyszło im coś, co mogło pokrzyżować plany niemieckich dowódców. Zbliżał się październik, pogoda była coraz gorsza. 31 października gen. Guderian musiał przyznać: "Nie walczymy z Rosjanami, tylko z pogodą i niezmierzonym ogromem jałowej ziemi, a walka to bardzo ciężka, kosztuje nas wiele zabitych i czasu".

Rzut oka na mapę pozwala stwierdzić, iż w początkach września 1941 roku linia frontu przebiegała z grubsza od Leningradu, przez Novgorod, Smoleńsk, na zachód od Briańska, Dniepropietrowsk aż po wybrzeża Morza Azowskiego. Niejako enklawami były w tym czasie Leningrad, Kijów oraz Odessa. Wiemy już, że zmagania pod Kijowem zostały przez Niemców rozstrzygnięte na korzyść Wehrmachtu. Sukces ten okupiono jednak sporymi stratami, a Naczelne Dowództwo nie kryło rozczarowania przeciągnięciem się działań w tym rejonie. Znamienne są słowa gen. Haldera, który twierdził, iż pomimo zwycięstwa strategicznego Niemcy stracili zbyt wiele czasu. Jeszcze dalej szedł gen. Kurt von Tippleskirch, który twierdził, iż przegrana de facto bitwa wygrała Sowietom kampanię. Miał wiele racji w tym stwierdzeniu, chociaż musimy zauważyć, iż tryumf niemiecki zdecydowanie przybliżył wojska Hitlera do Moskwa i po raz kolejny zdziesiątkował Armię Czerwoną, której dowództwo musiało teraz bacznie obserwować stan liczebny podkomendnych.

W pierwszej kolejności musimy zająć się sytuacją na froncie północnym, gdzie niemieckie jednostki dokonały połączenia ze skrzydłem fińskim i odcięły Leningrad od kontaktów z resztą kraju. Niemal z miejsca przystąpiono do agresywnego bombardowania miasta, w którym natychmiast zawiązały się grupy oporu powstające także samorzutnie i złożone z ludności cywilnej. Ta nie tylko ochoczo wstępowała do nowych jednostek, ale i niosła ogromną pomoc regularnym wojskom, przygotowując północną metropolię do długotrwałej obrony. Wrześniowe dyrektywy Hitler jasno pokazywały, iż Leningrad nie będzie szturmowany przez siły pancerne. Miasto miało zostać zamorzone głodem i niemal od pierwszych dni okrążenia w Leningradzie zaczęły objawiać się braki wystarczającej ilości żywności. Był to początek okresu oblężenia, który potrwać miał ponad dwa lata. W tym czasie wielu mieszkańców miasta zginęło od niemieckich bombardowań, wielu zostało bez dachu nad głową, ludność cierpiała głód, ale Leningrad trwał nieprzerwanie, będąc ostoją radzieckiej defensywy w tym rejonie. Jest to z pewnością jedno z najchwalebniejszych wydarzeń w historii Armii Czerwonej. 10 września Stalin nakazał przejęcie dowodzenia obroną miasta marsz. Gieorgijowi Żukowowi. Ten zastąpił marsz. Woroszyłowa na stanowisku dowódcy Frontu Leningradzkiego. Dysponował on głównie siłami 23. Armii na kierunku Przesmyku Karelskiego, 8. Armii w rejonie brzegu Zatoki Fińskiej, 55. Armii na południowo-wschodnim kierunku działań i 42. Armii, na którą co i rusz spadały uderzenia 18. Armii rozbijane na razie skuteczną defensywą. Kolejne dni ofensywy niemieckiej w zasadzie przesądziły o losie Leningradu i były jedną z głównych przesłanek niezdobycia miasta w trakcie trwania kampanii radzieckiej. 12 września pod naporem wojsk niemieckich padło Krasnoje Sioło. Niemieccy dowódcy spodziewali się, iż miasto może upaść pod naporem nieustannego natarcia, dlatego zdziwiła ich nagła decyzja Hitlera, który postanowił zrezygnować ze szturmowania Leningradu i odesłać część jednostek pancernych na rzecz operacji przeciwko Moskwie. Decyzja ta zapadła około 15 września, a feldmarszałkowi von Leebowi nakazano wydelegowanie 4. Grupy Pancernej. W kolejnych dniach walki toczyły się z równą zaciętością, ale do końca miesiąca nie doszło do rozstrzygnięcia (25 września zakończono natarcie). Co więcej, 22 września Hitler zadecydował, iż Leningrad zostanie zrównany z ziemią, a po zaborze Związku Radzieckiego Niemcy nie będą mieli pożytku z miasta. Efekt był taki, że na froncie zapanował zastój, a do boju przystąpiło głównie lotnictwo i artyleria. 6 października Żukow został wezwany do Moskwy i tam rozpoczął przygotowania do obrony stolicy. W dziesięć dni później dwa korpusy 16. Armii wyprowadziły nagłe uderzenie, które umożliwiło przełamanie radzieckiej obrony na kierunkach wołchowskim i tichwińskim. Walki trwały na przełomie października i listopada i toczono je ze zmiennym szczęściem. 8 listopada 39. Korpus Zmotoryzowany wszedł do Tichwina. Zwycięstwo to odcięło ostatecznie Leningrad od reszty kraju, bowiem do tej pory pozostawał jedynie wąski pas, którym dostarczano zaopatrzenie do miasta. Widmo głodu coraz mocniej zaglądało w oczy mieszkańcom bohaterskiej metropolii. 10 listopada Sowieci wyprowadzili jednak kontrnatarcie siłami 4., 7., 52. Armii. Bój rozgorzał szczególnie na kierunku tichwińskim. W nocy na 9 grudnia dywizje 4. Armii weszły do miasta, a rankiem von Leeb postanowił wycofać swoje siły na linię rzeki Wołchow. 17 grudnia powstał zatem Front Wołchowski gen. Mierieckowa z siłami 2., 4., 52. i 59. Armii, które prowadziły od tej pory natarcie w kierunku sił niemieckich. Straty jednostek von Leeba były spore, w dużej mierze rozbiciu uległy pod Tichwinem 12. DPanc. i 18. DZmot. Walki trwały w zasadzie do końca grudnia i zakończyły się obsadzeniem przez Niemców linii Wołchowa, co było spektakularnym sukcesem obrońców Leningradu. Dopiero 13 stycznia 1942 roku Front Wołchowski wznowił swoją ofensywę, ale Niemcy byli tym razem dobrze przygotowani do starcia i momentami sami przechodzili do niebezpiecznych uderzeń, które w połowie stycznia zagroziły chociażby 4. Armii. Niepowodzenia na froncie północnym wywołały dymisję von Leeba, którego 17 stycznia zastąpił gen. Georg von Küchler. Musiał on z miejsca zająć się problemem natarcia 2. Armii na kierunku Spasskiej Polistii i Lubania, gdzie wkrótce do boju włączyły się jeszcze 59. i 52. Armia. Walki przeciągnęły się do marca, a 2. Armii udało się dojść na odległość 15 kilometrów od Lubania. Tylko dzięki podciągnięciu jednostek z innych rejonów Niemcy utrzymali te tereny, a 18. Armia nie została rozbita. Na przełomie 1941 i 1942 roku bardzo ciekawe wydarzenia notowano w rejonie natarcia prawego skrzydła Grupy Armii "Północ". Pamiętamy o przecięciu linii kolejowej Leningrad-Moskwa. W tym miejscu, w rejonie Demiańska i Wzgórz Wałdajskich, największe postępy poczynił 2. Korpus Armijny. W linii frontu wytworzyła się sporych rozmiarów wyrwa stworzona przez grupę hr. Brockdorff-Ahlefeldta. Sowieci doskonale zdawali sobie sprawę z zagrożenia i postanowili odciąć jednostki nieprzyjaciela pomiędzy Jeziorem Ilmeń i Jeziorem Seliger, co mogłoby doprowadzić do rozłączenia Grupy Armii "Północ" i Grupy Armii "Środek". 8 lutego 1942 roku Armii Czerwonej na krótko udało się utworzyć sporych rozmiarów kocioł z 100 tys. żołnierzy niemieckich w środku. Tych aktywnie wspierała Luftwaffe, dowożąc zaopatrzenie i atakując wojska radzieckie. Wreszcie w drugiej połowie kwietnia zainicjowano bitwę o przełamanie. 21 kwietnia udało się otworzyć drogę łączącą 2. KA z 16. Armią. Taka sytuacja utrzymywała się wczesną wiosną 1942 roku i w tym miejscu opuścimy zmagania pod Leningradem, kierując się nieco bardziej na południe, gdzie rozgrywał się kluczowy dla ofensywy niemieckiej bój.

Stolica Związku Radzieckiego zdecydowanie stanowiła główny punkt, do którego dążyli niemieccy żołnierze gnani rozkazami Berlina. Wydawało się, iż pod koniec września nic nie stoi na przeszkodzie, aby ofensywa Wehrmachtu objęła Moskwę. Niemcy byli pewni, iż bez trudu zagarną miasto, czemu wyraz dawali w hurraoptymistycznych przewidywaniach dotyczących rozwoju wydarzeń na froncie wschodnim. Po zmaganiach w rejonie Smoleńska, które przeciągnęły się z powodu radzieckiej kontrofensywy zorganizowanej w drugiej połowie września przez marsz. Timoszenko, linia frontu w środkowej części ustabilizowała się, jednak kwestią czasu była zmiana istniejącego status quo za sprawą akcji niemieckiej opatrzonej kryptonimem "Tajfun". 16 września feldmarszałek Fedor von Bock wydał dyrektywę formułującą założenia natarcia. Do jego dyspozycji zostały oddane potężne zawiązki taktyczne, które w pierwszej kolejności miały wykonać manewr okrążający w rejonie Wiaźmy i Briańska. Od południa nacierać miała 2. Grupa Pancerna Guderiana, który powinien objąć ofensywą Orzeł i Tułę. Nieco dalej na północ ofensywę prowadziły 4. Grupa Pancerna gen. Hoepnera przeniesiona z frontu leningradzkiego i 3. Grupa Pancerna gen. Hotha jako lewe skrzydło niemieckie. Siły pancerne wspierały 2., 4. i 9. Armia. Naprzeciw nich broniły się mocne jednostki radzieckie, które jednak zaznały już smaku porażki. Trzon stanowiły tutaj siły Frontu Briańskiego gen. Jeremienki (50., 3. i 13. Armia), Frontu Zachodniego marsz. Iwana Koniewa (22., 29., 30., 19., 16. i 20. Armia) i Frontu Odwodowego marsz. Budionnego (24. i 43. Armia oraz pozostające nieco dalej na wschód 31., 49., 32., 33. Armia). Ogółem Niemcy mogli rzucić do boju blisko 2 mln ludzi i 1700 czołgów wspieranych przez 1390 samolotów Luftflotte 1 i 2. 1 250 tys. ludzi, 1000 czołgów - tyle zgromadzili Sowieci, którymi od połowy października dowodził marsz. Gieorgij Żukow, zawezwany przez Stalina. 2 października rozpoczęło się niemieckie natarcie. Szybko przyniosło efekty. W rejonie Wiaźmy jednostki niemieckie wbiły się klinem w ugrupowanie 30. i 19. Armii. Kontruderzenia radzieckie nie przyniosły efektu i już 7 października siły 3. i 4. Grupy Pancernej połączyły się na wschód od Wiaźmy, zamykając w kotle większość dywizji 19., 20., 24. i 32. Armii. W trakcie kolejnych dni żołnierze Armii Czerwonej starali się wyrwać z pierścienia, co udawało się pomniejszym grupkom umykającym na wschód. Większość sił skapitulowała i dostała się do niemieckiej niewoli. Był to niezwykły sukces von Bocka, bowiem na kierunku moskiewskim Żukow miał już tylko 90 tys. ludzi, którzy mogli zostać rozbici przez rozpędzonych Niemców. Na południowym odcinku Guderian 3 października opanował Orzeł, ale w kolejnych dniach nie był w stanie dotrzeć do Tuły i wyhamował natarcie. 6 października powiodła się niemiecka operacja w rejonie Briańska, w okrążeniu znalazły się 3. i 13. Armia. Ogółem z obu kotłów aż 500 tys. ludzi mogło dostać się do niemieckiej niewoli lub zginąć. Teraz Armia Czerwona mogła bronić się już tylko na linii Kalinina, Możajska i Kaługi, co było przedpolem stolicy. 14 października Niemcom udało się opanować Kalinin, a w dwa dni później weszli do Możajska. Siły radzieckie stawiały jednak niespodziewany opór, zadając wrogowi spore straty. Bohaterska postawa 16. Armii pozwoliła na utrzymanie Wołokołamska do 28 października. Do końca października linia obronna rozciągała się od Ruzy po Tułę, a stąd do Moskwy brakowało w najlepszym wypadku 60 kilometrów. Na południu 12 października padła Kaługa, ale zdobycie Tuły nie przyszło Guderianowi z taką łatwością. Ogromne straty w czołgach były efektem walk toczonych na przełomie października i listopada. Do 16 listopada, a więc dnia zainicjowania kolejnej ofensywy generalnej, Niemcy nie byli w stanie wkroczyć do miasta, choć cały czas toczył się bój na jego przedpolach. Coraz gorsza pogoda utrudniała wykonanie zadania nie tylko pod Tułą. Śnieg i mrozy dokuczały niemieckim żołnierzom nieprzyzwyczajonym do tak ciężkich warunków i nieprzygotowanym do walk zimą. Armia Czerwona stawiała fanatyczny wręcz opór, co było zgodne z wytycznymi Stalina, który 19 października ogłosił, iż "Moskwa będzie broniona do ostatka". Zza Uralu zaczęto przerzucać żołnierzy, którzy stacjonowali na Dalekim Wschodzie, oczekując konfliktu z Japonią. Dzięki wiadomościom przekazanym po raz kolejny przez Richarda Sorge dowództwo Armii Czerwonej mogło uzyskać nagłe wsparcie, i to w tak trudnej chwili - Japonia nie zamierzała bowiem angażować się w walki z nieprzyjacielem na tym froncie. Na południu natarcie rozpoczęło się 18 listopada, a 24. Korpus Pancernemu nakazano obejście Tuły od południa. Zadanie zostało wykonane połowicznie. Zagrożono Sowietom w rejonie Tuły, a uderzenie 47. Korpusu Pancernemu pozwoliło na wkroczenie do Bołchowa. 22 listopada upadł Stalinogorsk. 27 listopada Armia Czerwona uderzyła na południe od Tuły i odrzuciła 17. DPanc. W kolejnych dniach 50. Armia próbowała kontrować, ale jej wysiłek nie zatrzymał Niemców wychodzących teraz na szosę Tuła-Sierpuchow. Na tym ich sukces się zakończył, bowiem wreszcie zostali zastopowani. 6 grudnia Guderian stwierdził, iż jest to koniec, a ofensywa na Moskwę "nie udała się". Na odcinku obrony 5., 33. i 43. Armii nacierały wojska 4. Armii gen. Klugego. Najpierw Niemcom udało się przebić przez ugrupowanie 5. Armii, ale jeszcze w listopadzie zostali zatrzymani i zweryfikowali swoje plany, zwracając się na rzekę Nara. Obejście Naro-Fomińska nie powiodło się i od 3 grudnia Niemcy zmuszeni byli cofać się pod naporem 33. Armii, przekraczając ponownie Narę, tyle że w drugą stronę. Od 16 listopada trwały też zmagania na kierunku klińskim i wołokołamskim, gdzie uderzała głównie 4. Grupa Pancerna. 16. Armia była mocno zagrożona na obu skrzydłach, gdyż do uderzenia na kierunku klińskim włączyła się 3. Grupa Pancerna. Podzielone zostały jednostki 30. Armii, ale jednostkom niemieckim nie udało się rozbić przeciwnika, który rzucił do boju odwody głównie na styku 16. i 30. Armii. Wprawdzie Niemcy wyszli nad Krasną Polanę, Sołnecznogorsk i Krukowo, ale na tym skończyły się ich sukcesy, bowiem w pierwszym tygodniu grudnia czekała ich radziecka ofensywa. Do uderzenia Żukow zaangażował Front Kaliniński, Front Zachodni i Front Briański, które miały operować głównie na skrzydłach linii defensywnej w rejonie Moskwy. 6 grudnia ruszyły siły 30., 1. i 20. Armii i następnego dnia 16. Armii. Na północ od nich 31. Armia przebijała się do Kalinina. 9 grudnia 30. Armii udało się wyjść na północ od Klina, który został zagrożony. Oddziały 3. Grupy Pancernej mogły zostać nawet okrążone, gdyby powiodło się połączenie 1. Armii i 30. Armii na wschód od miasta. 14 grudnia kleszcze zostały domknięte. W kotle zostało kilkanaście tysięcy Niemców, których następnie albo zlikwidowano, albo wzięto do niewoli. Nieco bardziej na południe 20. Armia 8 grudnia zajęła Krasną Polanę. Rozgorzały boje o Kriukowo i Kamienkę, które zakończono w dniach 9-10 grudnia. Do 15 grudnia Niemcy wycofywali się na linię rzek Łama i Ruza. Centralne 5., 33. i 43. Armia wspierały ofensywę skrzydłowych sąsiadów, także uderzenie 49, 50. i 10. Armii na kierunku południowym. Tam sukcesy były zdecydowanie największe. 6 grudnia rozpoczęto natarcie, które już 11 grudnia przyniosło zdobycie Stalinogorska. Tego samego dnia niemieckie jednostki zajmowały rubież Szać-Don, a w kolejnych dniach 50. Armia zagroziła Guderianowi na tyle, że musiał ruszyć w stronę Kaługi i Orła. Od 20 do 30 grudnia toczono boje o Kaługę, która padła w ostatnim dniu 1941 roku, wieńcząc tym samym ofensywę radziecką, która od początku stycznia 1942 roku miała już nieco inny charakter. Niemcy zajęli nowe pozycje obronne i byli zdecydowanie lepiej przygotowani do budowania defensywy niż w grudniu. Bitwa o Moskwę w zasadzie znalazła swój finał, a straty niemieckie sięgały od 300 tys. do 400 tys. żołnierzy. Przeciwnik utracił ponad 650 tys. ludzi, choć niektórzy autorzy podnoszą te dane do 1 mln żołnierzy. Tak czy inaczej, był to ogromny sukces radzieckiego oręża, a Niemcy musieli uznać wyższość Armii Czerwonej broniącej stolicy. Część win złożono na niesprzyjającą aurę, częścią Hitler obarczył dowódców, dymisjonując najpierw Fedora von Bocka, którego zastąpił 12 grudnia Gunther von Kluge, i gen. Heinza Guderiana, który 25 grudnia stracił dowodzenie nad 2. Grupą Pancerną. Co więcej, 21 grudnia Hitler zadecydował, iż od tej pory sam będzie prowadzić niemieckie jednostki, przejmując dowodzenie w zastępstwie Brauchitscha. Z miejsca nakazał obronę każdego fragmentu gruntu, aby niemieckie jednostki nie zostały jeszcze bardziej odrzucone od Moskwy i miały korzystne pozycje do ataku wiosną. Sukces taktyczny takiego postępowania utwierdził dyktatora w przekonaniu, iż jest on wybitnym dowódcą i genialnym strategiem. Niestety, mylił się w rachubach i zaczął odrzucać fachowe opinie doświadczonych dowódców, często nie zezwalając choćby na strategiczne odwroty, co kosztowało życie tysięcy niemieckich żołnierzy. Na razie jednak Niemcy musieli zmierzyć się z ostatnią fazą sowieckiego natarcia, które wprawdzie osłabło, ale nie zostało zatrzymane. 8 stycznia zainicjowana została radziecka operacja w rejonie Rżewa i Wiaźmy, która miała na celu zlikwidowanie tamtejszego zgrupowania nieprzyjaciela, aby utracił on dogodne pozycje do ataku na Moskwę. Grupa Armii "Środek" dysponowała w tym czasie głównie siłami 9. Armii, 3. i 4. Grupy Pancernej, 4. Armii. Naprzeciwko stanęły stale wzmacniane fronty radzieckie, w tym Front Kaliniński (22., 29., 30., 31. i 39. Armia), Front Zachodni (1, 20., 16., 5., 33., 43., 49., 50., i 10. Armia) i Front Briański odtwarzany od końca grudnia (3., 13. i 61. Armia). Ostatni z frontów otrzymał w ofensywie styczniowej zadania pomocnicze, znacznie więcej do zrobienia miały pozostałe, silniejsze zawiązki taktyczne. Na północnym odcinku wsparcie zapewniały 3. i 4. Armia z Frontu Północno-Zachodniego. Rozpoczniemy zatem od zagadnień północnych. Juz 24 grudnia rozgorzały walki na odcinku Frontu Kalinińskiego wspieranego przez 3. i 4. Armię. 1 stycznia 39. Armii udało się dobić do Rżewa. 39. Armia próbowała przebić się do Syczewki, ale sztuka ta nie powiodła się. 15 stycznia do boju ruszyła 22. Armia, która zajęła Sielieżarowo. 30. i 31. Armia poległy pod Rżewem, który osłaniała 9. Armia. W samym Rżewie operował 6. Korpus Armijny. 9 stycznia natarcie wyprowadziły armie Frontu Północno-Zachodniego. Codziennie radzieckie armie przesuwały się o kilka kilometrów, spychając nieustannie Niemców. 21 stycznia 4. Armia wkroczyła do miasta Toropiec. Był to spory sukces na linii obrony 9. Armii, której groziło nawet odcięcie od reszty wojsk niemieckich. 3. Armia podchodziła w tym czasie do Chołma. Od 22 stycznia obie armie funkcjonowały jako integralna część Frontu Kalinińskiego, do którego musimy teraz wrócić. Każdej z armii dowództwo radzieckie wyznaczyło szczegółowe cele ofensywy. Niemcy spokojnie odpierali ataki 29. i 30. Armii i w dniach 22-24 stycznia udanie kontrowali na prawym brzegu Wołgi, likwidując zagrożenie ze strony przeprawiających się oddziałów w rejonie Żukowa i Riaziecewa. Front 29. Armii został podzielony, a całość sił radzieckich działała w dwóch odrębnych korytarzach. W zasadzie tylko 3. i 4. Armia były w stanie kontynuować ofensywę na kierunku Wielkich Łuków, gdzie niemieckie dowództwo pospiesznie ściągało 3. Grupę Pancerną, aby chroniła linii od Witebska po Smoleńsk. Zadania wyznaczone przez dowództwo Frontowi Zachodniemu były jeszcze szersze niż Frontu Kalinińskiego. Zasadniczo zakładano opanowanie szeregu miejscowości z Rżewem, Możajskiem, Gżatskiem, a natarcie miało rozbić zgrupowanie rżewsko-syczewskie i zwrócić się na Wiaźmę. 10 stycznia uderzyła 20. Armia. Dopiero w kolejnych dniach odniesiono drobne sukcesy, z zajęciem Afanasowa na czele. W sześć dni po 20. Armii nacierała 16. Armia, a następnie 5. Armia. W ciągu tygodnia ofensywy siłom radzieckim na prawym skrzydle Frontu Zachodniego udało się odrzucić Niemców na ponad 30 kilometrów. Opór niemiecki tężał, a 4. Grupa Pancerna stawiała bohaterski opór, wykonując zalecenia Hitlera odnośnie obrony każdego metra ziemi. Na wąskim pasie utrzymano zatem niezwykle ważny występ pod Rżewem. Nieco bardziej na południe operowały 5., 33. i 43. Armia na kierunku Możajska. Natarcie zainicjowano 9 stycznia. W kolejnych dniach padały Maurino, Dorochowo i wreszcie 20 stycznia 5. Armia weszła do Możajska. Dzień wcześniej pod naporem 33. Armii padła Wiereja. 2 lutego 33. Armia próbowała nacierać na Wiaźmę, kontynuując niejako dobrą passę. Niemcy silnie skontrowali, co pozwoliło im na zamknięcie części 33. Armii w okrążeniu. W zasadzie taka sytuacja utrzymywała się przez dwa miesiące, a odcięte oddziały dołączyły do partyzantów i funkcjonowały na tyłach linii niemieckich. Dopiero w kwietniu dowództwo wycofało je na Kirow. 14 stycznia 43. Armia zdobyła Miedyń. Siły Armii Czerwonej z uporem przebijały się na zachód, forsując najpierw rzekę Szania, a następnie Izwier. Rozgorzał bój w rejonie Juchnowa, gdzie Niemcy natychmiast podciągnęli spore posiłki pancerne. Walki w tym rejonie trwały do marca i dopiero wtedy zgrupowanie niemieckie przeszło na dalsze rubieże obronne. 49. Armia 9 stycznia weszła do Dietczina, co było efektem wycofania się Niemców. W trakcie kolejnego tygodnia niemieckie siły udanie kontratakowały, ale 49. Armia nie została rozbita i 19 stycznia zdobyła Kondrowo. Od 9 stycznia walki toczono również w pasie natarcia 50. Armii, która kierowała się na Juchnow. Największe sukcesy osiągnęła grupa gen. Biełowa, która jednak nie opanowała miejscowości. Do 2 lutego jego oddziałowi udało się dojść do Stogowa. Następnie rozpoczęto walki o Wiaźmę, ale Niemcy mocno trzymali się w tym rejonie i nie pozwolili Sowietom na odebranie miejscowości. Od 12 stycznia Niemcy prowadzili mocne kontrnatarcie w pasie działania 10. Armii. Lewe skrzydło jednostki zostało zagrożone. Dowództwo próbowało wciągnąć do walk 61. Armię i załatać dziurę tworzącą się między Frontem Zachodnim a Frontem Briańskim, ale efekty były mizerne. W związku z tym 10. Armia ustąpiła pola nieprzyjacielowi w Ludinowie. Następnie radzieckie dowództwo zdecydowało się na sprytny manewr utworzenia nowej 16. Armii, a Niemcy, dowiedziawszy się o działaniu jednostki (podejrzewali, iż przeniesiono ją z północy) 29 stycznia ustąpili z Suchiniczi. Początek lutego w tym rejonie był względnie spokojny, a obie strony ze zniecierpliwieniem wyczekiwały wiosny, która mogła okazać się decydująca. Ofensywa radziecka zakończyła się w zasadzie 20 kwietnia, choć wczesnowiosenne zmiany miały charakter bardziej kosmetyczny. Główne linie niemieckie przetrwały rosyjską nawałnicę, choć w niektórych miejscach siły Wehrmachtu zostały odrzucone o ponad sto kilometrów. Front Grupy Armii "Środek" przebiegał na początku maja nieco na północny-wschód od Połocka i Witebska i na północ od Smoleńska. Ten otwierał klin, który obejmował w północnej części Rżew. Nieco poniżej, na linii Możajska, od strony zachodniej, dostrzegalny był wyłom uczyniony przez 4. Armię Uderzeniową. Po drugiej stronie klina Armii Czerwonej udało się opanować tereny na południe od Możajska, ale na wschód od Wiaźmy, niejako na linii łączącej Możajsk i Briańsk. Idąc śladami Frontu Briańskiego, linia defensywy niemieckiej przebiegała na północny-wschód od Orła i Kurska.

W czasie, gdy Grupa Armii "Środek" wspomagana jednostkami z innych odcinków frontu toczyła zacięty bój o Moskwę, ciekawe wydarzenia miały miejsce na południowym kierunku działań, gdzie latem 1941 roku nieźle poczynały sobie jednostki niemieckie, węgierski i rumuńskie. Zwycięstwo pod Kijowem znacznie wzmocniło siły Rundstedta, który teraz otrzymał zadanie opanowania Krymu i zajęcia szeregu radzieckich miejscowości, wśród których na plan pierwszy wysuwał się Rostów, niejako przedmurze Kaukazu. Oczywiście, także stąd daleka była droga do pól naftowych, jednakże zdobycie celów przez Wehrmacht znacznie mogło przybliżyć Rundstedta do końcowego sukcesu. Dość szybko udało się Niemcom zająć Charków (6. Armia gen. Reichenau), Kursk, Stalinów i opanować Cieśninę Kercz. Na Krym wdarły się siły 11. Armii, która natychmiast przystąpiła do opanowywania półwyspu. Zadanie to wykonano bez większych problemów. Ten napotkano dopiero podczas prób opanowania twierdzy sewastopolskiej, której broniły głównie siły Armii Wybrzeża gen. Petrowa oraz Floty Czarnomorskiej. Poważne siły artyleryjskie umożliwiały Sowietom nieustanne ostrzeliwanie jednostek Mansteina, które bezskutecznie próbowały przełamać pierścień obrony. Okrążenie miasta zostało zamknięte 30 października. Od tej pory stanowiło enklawę radzieckiej obrony na Półwyspie Krymskim. Podobną funkcję miała do połowy października Odessa, którą przez 70 dni szturmowały wojska rumuńskie i niemieckie. 9. Armia prowadząca defensywę postanowiła wycofać się dopiero 14 października, co pozwoliło 3. i 4. Armii na wkroczenie do miasta w kolejnych dniach. Sukces ten kosztował Państwa Osi ponad 90 tys. zabitych, rannych i zaginionych, przy czym radzieckie straty szacowano na o połowę mniejsze. Co więcej, część sił radzieckich została po prostu przetransportowana z Odessy do Sewastopola. Niewątpliwie dowództwo Wehrmachtu liczyło na większe sukcesy w rejonie południowym, jednakże te nie nadchodziły. Zanim wrócimy do problemu Sewastopola, musimy jeszcze zająć się bitwą, jaka rozgorzała w rejonie Rostowa. W kierunku miasta przesuwały się jednostki 1. Grupy Pancernej gen. Kleista. Obok sił pancernych do zadania wyznaczono 11. Armię, teraz kierowaną przez gen. Mansteina, który zastąpił tragicznie zmarłego 12 września gen. Schoberta. Dostrzegalny jest ciekawy manewr wojsk niemieckich - część jednostek poruszała się na prawym skrzydle, obejmując ofensywą Krym, podczas gdy lewe skrzydło zatoczyło łuk i kierowało się na Rostów i Woroszyłowgrad położony nieco bardziej na północ. 20 października padło Stalino, co mocno zagroziło siłom radzieckim zgromadzonym w rejonie Rostowa. Dowodzący Frontem Południowym gen. Czerewiczenko postanowił, iż 9. i 18. Armia przejdą do obrony w okręgu Donbasu, a sam Rostów zostanie opuszczony. W tym samym czasie 14. Dywizja Pancerna zbliżała się do Taganrogu, zajętego 17 października. Siły radzieckie cofały się stopniowo i w ustalonym szyku, nie notowano objawów paniki, która przytrafiała się podczas zmagań w innych rejonach. 1. Grupa Pancerna przesuwała się mozolnie w kierunku Rostowa i wkroczyła do miasta 21 listopada. Żołnierze Kleista nie byli jednak w stanie utrzymać metropolii na dłużej, gdyż pod koniec listopada na ich skrzydło spadło niespodziewane kontruderzenie sił Armii Czerwonej, szczególnie 37. Armii. Przez Don nacierały oddziały zgromadzone na Kaukazie, w tym jednostki walczące niegdyś o Odessę. Siły niemieckie nie miały wyboru i, aby uniknąć okrążenia, zmuszone były do cofnięcia się pod naporem przeciwnika. 3 grudnia przekroczona została linia Taganrogu i rzeki Mius, a Hitler, nieprzyzwyczajony do porażek, wpadł w furię. Na początku grudnia von Rundstedt, widząc, iż zawiódł, poprosił dyktatora o dymisję: "Jeśli moi zwierzchnicy nie mają zaufania do moich umiejętności dowódczych, zmuszony jestem prosić o zwolnienie mnie z funkcji". Jego miejsce na stanowisku dowódcy Grupy Armii "Południe" zajął gen. Walther von Reichenau. 6. Armię przejął gen. Friedrich von Paulus. Linia frontu z grudnia 1941 roku przebiegała zatem przez rzekę Mius, a ofensywa niemiecka pozwoliła na zajęcie niemal całego Krymu z wyłączeniem twierdzy sewastopolskiej. Fiasko niemieckich planów w stosunku do pól kaukaskich było ogromnym ciosem dla strategii prowadzenia działań w kampanii radzieckiej. Mimo wszystko zaznaczyć trzeba, iż udało się im zająć rozległe rubieże Ukrainy, co pozwoliło na dostarczanie sporej ilości pożywienia z eksploatowanych teraz terytoriów. W zasadzie do połowy wiosny 1942 roku na froncie Grupy Armii "Południe" działo się niewiele rzeczy. W styczniu zmarł von Reichenau, którego zastąpił teraz feldmarsz. Fedor von Bock. Zauważmy zatem, iż w miesiąc po zwolnieniu powrócił on na front wschodni, tyle że w innej roli. Jego ocena wojsk niemieckich na początku marca 1942 roku nie wypadła pozytywnie. Spora część czołgów została zniszczona, spora nie działała w trudnych warunkach. Żołnierze byli zmęczeni długotrwałym bojem, a duże straty zanotowane jesienią i zimą nie zwiastowały niczego dobrego. Letnia kampania miała być jednak rozstrzygająca, jeśli chodzi o front południowy. Warto wspomnieć, iż na Półwyspie Kercz znajdowały się w marcu 1942 roku spore siły radzieckie, które stale wzmacniano przy pomocy desantów w tym rejonie. Szacuje się, iż do 28 marca mogło się tam znajdować nawet 200 tys. Sowietów. Późną wiosną i tam zawitało uderzenie niemieckie.

Pierwsze miesiące 1942 roku były zwiastunem kolejnych ważnych rozgrywek na froncie wschodnim. Zauważmy, iż w końcówce 1941 roku ofensywa niemiecka została wyhamowana, a wojska radzieckie przeszły do kontruderzenia. To jednak nie przyniosło im końcowych sukcesów, zatrzymując się na sprawnie zorganizowanej niemieckiej linii defensywnej. Taktyka dowództwa Wehrmachtu polegała przede wszystkim na wyczekaniu dogodnego momentu do kolejnego natarcia, które powinno rozpocząć się wiosną, wraz z poprawą warunków atmosferycznych i ustabilizowaniem linii - obronnych i zaopatrzeniowych. Wydawało się, iż w rejonie Leningradu Niemcy są na jak najlepszej drodze do opanowania miasta. Coraz częściej notowano tam ofiary śmierci głodowej, ale bohaterska załoga nie miała zamiaru kapitulować przed wrogiem. W związku z tym bój musiał rozpocząć się na nowo, a jednostki niemieckie zostały mocno osłabione odejściem 4. Grupy Pancernej oddelegowanej do bitwy o Moskwę. Być może to właśnie ten fakt przesądził o tym, iż kampania na północy przeciągała się i nie przynosiła spodziewanych rezultatów. Zawodzili także Finowie, którzy nie mieli zamiaru angażować się aktywnie w konflikt radziecko-niemiecki, a jedynie przywrócić status quo sprzed Wojny Zimowej z lekkimi ustępstwami Sowietów na rzecz Helsinek. Na froncie Grupy Armii "Środek" sytuacja wydawała się być opanowana. Z jednej strony Sowietom wciąż zagrażały niemieckie jednostki rozmieszczone na przedpolach stolicy, z drugiej strony Armia Czerwona poczyniła na przełomie 1941 i 1942 roku ogromny postęp i o mały włos nie odcięła części niemieckich armii, co nadal wydawało się być realną wizją. Szczególne straty notowano na kierunku Kurska, a linia rozgraniczenia obu armii została wyznaczona na północny-wschód od miasta, przy czym siły radzieckie wdarły się klinem w przestrzeń pomiędzy Kurskiem a Woroneżem. Wreszcie na południu rozegrać miały się najważniejsze wydarzenia kampanii 1942 roku, co związane było z ofensywnymi planami Hitlera względem pasu Kaukazu. Nieudane próby opanowania i utrzymania Rostowa nie zraziły Niemców, którzy wiosną i latem mieli z zapałem przystąpić do wykonywania nowego planu agresji, choć tym razem pod zmienionym dowództwem. Przyjrzymy się zatem ogółowi zagadnień dotyczących zmagań na kierunkach leningradzkim i moskiewskim do późnej jesieni 1942 roku oraz walkom na froncie południowym, zwracając szczególną uwagę na przyczyny, które zaprowadziły Niemców pod Stalingrad, gdzie rozgorzała jedna z największych bitew w dziejach wojskowości.

Tradycyjnie już przegląd wydarzeń rozpoczynamy od kierunku północnego. Opuściliśmy tamtejsze wojska w kwietniu 1942 roku, kiedy to na froncie panował względny spokój wieńczący kilka miesięcy zaciętych walk. 23 kwietnia radzieckie dowództwo dokonało przegrupowania wojsk, tworząc jednolity Front Leningradzki, w ramach którego funkcjonować miały 23., 42. i 55. Armia tworzące Kierunek Leningradzki, 8., 54., 4., 2. Armia jako Kierunek Wołchowski. Całością dowodził gen. Michaił Chozin. Wiosną w zasadzie nie działo się pod Leningradem nic ciekawego. Oczywiście, cały czas trwały krwawe walki, ale żadna ze stron nie była w stanie przełamać impasu. Do działań lądowych powrócimy. Jeśli zaś chodzi o Luftwaffe, to oprócz regularnych nalotów na miasto, siły lotnicze wypowiedziały wojnę marynarce wroga. Ludność Leningradu cierpiała coraz większy głód. Wprawdzie uruchomione zostały połączenia przez Jezioro Ładoga, jednakże łodzie i statki nie były w stanie zaopatrywać tak wielkiej liczby mieszkańców. Miały też ograniczone pole manewru, przy czym wspomnieć trzeba, iż Luftwaffe co i rusz organizowała akcje bombardowania żeglugi na jeziorze. Wróćmy zatem do frontu lądowego. Siły radzieckie mocno naciskały 18. Armię w rejonie Lubania. Prym wiodła w tym 2. Armia, na którą jednak spadło przeciwuderzenie wojsk gen. Lindemanna. Efektem walk toczonych na przełomie maja i czerwca było odcięcie 2. Armii od reszty sił. Następnie Sowieci bezskutecznie próbowali wybić sobie dziurę w ugrupowaniach okrążających kocioł, ale do końca czerwca zaniechali prób. Mimo wszystko 16 tys. żołnierzy zdołało umknąć Niemcom. W tym czasie Naczelne Dowództwo planowało już zwrot zaczepny w rejonie Szlisselburga siłami Frontu Leningradzkiego i Frontu Wołchowskiego. 20 lipca do natarcia przeszła 42. Armia, która pod koniec miesiąca wkroczyła do Uricka. To nieco krzyżowało plany Niemcom, którzy zamierzali zdobyć miasto przed wrześniem. Co więcej, z frontu południowego przeniesiono część sprzętu artyleryjskiego i kilka dywizji. Zasadniczy plan zakładał wdarcie się dywizji niemieckich w rejon pomiędzy miastem a Jeziorem Ładoga i sforsowanie Newy. Druga strona także planowała akcje zaczepne, które zainicjowano 19 sierpnia uderzeniem desantowym przez Tosnę. Dzięki udanej akcji udało się Sowietom uzyskać przyczółek po drugiej stronie rzeki w rejonie Iwanowskoje, który następnie obsadziły 43., 70. i 136. Dywizja Piechoty. Była to tylko przygrywka do ofensywy Frontu Wołchowskiego, którego celem było wyjście do Siniawina i linii kolejowej Mga-Leningrad. Zadanie powierzono 8. Armii gen. Starikowa i 2. Armii gen. Kłykowa. Natarcie ruszyło 27 sierpnia, krzyżując plany przybyłego pod Leningrad nowego dowódcy 11. Armii feldmarsz. Mansteina. Jeszcze w sierpniu siłom 8. Armii udało się dojść do Siniawina, a 18. Armia dość nieskładnie próbowała aktywnych działań defensywnych. W związku z jej kiepską postawą do walki ściągano jednostki 11. Armii. Między 10-13 września trwały zacięte walki na linii rzeki Newa, którą udało się Sowietom sforsować, jednakże sukces ten był chwilowy. W drugiej połowie miesiąca wojska radzieckie z jeszcze większą determinacją przystąpiły do nowego ataku na zgrupowanie północnej armii niemieckiej. Dopiero 26 września oddziały Armii Czerwonej przeszły przez Newę w pobliżu Newskiej Dubrowki. Sowieci nie wytrzymali długo przeciwnatarć niemieckich. 11. Armia coraz mocniej wspierała 18. Armię i do 6 października Grupa Armii "Północ" zlikwidowała newski przyczółek. 27 września 4. korpus gwardii działający jako drugi rzut wojsk radzieckich został odwołany spod Siniawina, gdzie groziło mu wyniszczenie lub okrążenie. Dane radzieckie szacowały, iż operacja zakończyła się połowicznym sukcesem i sporymi stratami przeciwnika (60 tys. zabitych, 200 czołgów zniszczonych, 260 samolotów zestrzelonych). Co więcej, Armia Czerwona udaremniła operację Mansteina, który szykował się do zajęcia miasta we wrześniu. 22 października Niemcy próbowali zdobyć wysepkę Sucho kontrolującą szlak wodny przez Jezioro Ładoga. Bezskutecznie, po całodniowych walkach garnizon radziecki był górą.

Zima na odcinku Grupy Armii "Środek" przebiegała dość spokojnie. Wiosenne roztopy uniemożliwiały wykonywanie aktywnych działań obu stronom, co sprawiło, iż na froncie zapanował zastój. Dyrektywa nr 41 z 5 kwietnia podpisana przez Hitlera w porozumieniu z dowództwem Wehrmachtu nie przewidywała agresywnych posunięć w rejonie moskiewskim. Przewidywano raczej, iż wojska niemieckie przejdą na tym odcinku do obrony, a główne zadania przydzielono Grupie Armii "Południe". Dowództwo radzieckie spodziewało się, iż może napotkać na spore trudności ze względu na wciąż silne zgrupowanie nieprzyjaciela w rejonie Rżewa. Ten jednak nie miał zamiaru angażować się w walki na pobocznym odcinku frontu i latem nie inicjował żadnych większych akcji w tym rejonie. Jak zatem widzimy, niemal całkowicie zarzucono kierunek moskiewski, choć północne skrzydło Grupy Armii "Południe", dokonując przełamania w radzieckich liniach, mogło zagrozić Moskwie od południa lub ewentualnie próbować obejścia od wschodu. O ile plany takie pojawiały się w myślach dowódców niemieckich, o tyle niewielkie były szanse na ich realizację. W związku z tym niemal całość działań w 1942 roku skupiła się na liniach rzek Don, Doniec, Wołga oraz w rejonie roponośnych pól kaukaskich, które były głównym celem ofensywy niemieckiej zakodowanej jako operacja "Blau". Nie uprzedzając wydarzeń na froncie Grupy Armii "Południe", przenieść się musimy w rejon Rżewa obsadzonego silnie przez wojska Grupy Armii "Środek". Naturalnym jest, że w planach radzieckich zaczęły pojawiać się pomysły zlikwidowania niebezpiecznego wykuszu, aby na dobre oddalić zagrożenie od Moskwy. Z materiałów Wywiadu Wojskowego Departamentu Wojny w Waszyngtonie ("The World At War") dowiadujemy się: "Okręg Rżewa był jednym z najmocniej bronionych odcinków na głównej niemieckiej linii obronnej. Znajdowały się tam pozycje obronne usiane pułapkami na czołgi, polami minowymi i pozycjami dział, przygotowanymi do zsynchronizowanej akcji i zaopatrzonymi tak dobrze, że nawet na wypadek załamania się frontu mogły przetrzymać ataki indywidualne, czekając na przyjście odsieczy. Przejścia pomiędzy tymi jeżami trzymane były przez oddziały piechoty w sile jednej dywizji na każde 14 km; dywizje pancerne stanowiły ruchome rezerwy". Dopiero 30 lipca rozgorzały walki w rejonie Rżewa, które zainicjowała, jak można się było spodziewać, Armia Czerwona. W pierwszej fazie działań Sowietom udało się odciąć część sił niemieckich. W kotle znalazły się elementy sześciu dywizji piechoty, które spokojnie prowadziły działania defensywne wewnątrz radzieckiego pierścienia i wkrótce zostały uwolnione. Ofensywa Armii Czerwonej przyniosła spore straty obu stronom i do 12 sierpnia została przez Niemców całkowicie wyhamowana. Sukcesy terenowe Sowietów były niewielkie. W kolejnych dniach siły Frontu Zachodniego wznowiły uderzenie, uzyskując zdobycze terytorialne sięgające kilku kilometrów. Do końca miesiąca walki w zasadzie ustały. Wojska radzieckie tylko w nieznacznym stopniu zmieniły linię frontu, a rozstrzygnięcie w tym rejonie miało zapaść dopiero jesienią, co związane było z nowymi operacjami Armii Czerwonej. Jak mówiliśmy, było to wynikiem działań na odcinku południowym, który absolutnie zdominował wydarzenia 1942 roku.

Z początkiem 1942 roku wydawało się, iż sytuacja na froncie południowym została przez Sowietów opanowana. Wojska niemieckie wstrzymano, utworzono w miarę stabilną linię frontu. Nie był to jednak koniec krwawych zmagań w tamtym rejonie, co związane było z przełomowymi planami dowództwa niemieckiego. O ile Grupa Armii "Środek" nie wykonywała latem i jesienią jakichś gwałtownych manewrów, o tyle Grupa Armii "Południe" miała wziąć na swoje barki ciężar działań i rozstrzygnąć losy kampanii radzieckiej celnym uderzeniem okrążającym na kierunku kaukaskim i moskiewskim, co mógł zapewnić zwrot na północ po pokonaniu linii radzieckiej defensywy. 28 marca 1942 roku odbyła się narada, podczas której Hitler przedstawił dowódcom priorytetowe cele nowej kampanii ofensywnej. Gen. Halder, który do tej pory dość chłodno wypowiadał się na temat pomysłów dyktatora, zaakceptował plany i z miejsca rozpoczął przygotowania do wielkiego boju. Tym razem Grupa Armii "Południe" miała zrealizować założenia operacji "Blau", która zakładała opanowanie Woroneża, uzyskanie stabilnej linii rzeki Don i następnie kontynuowanie natarcia w kierunku Stalingradu. Jesienią siły niemieckie winny dotrzeć do Kaukazu, co pozwoliłoby na prowadzenie dalszych działań na innych kierunkach. To właśnie od sukcesów uderzeń na południu uzależniono akcje w rejonie Leningradu i Moskwy. Halder krótko podsumował wytyczne nowej operacji: "Operacja kaukaska jest dla nas najważniejsza, ponieważ od niej zależy nasze zaopatrzenie w ropę naftową". Zauważmy, że gra toczyła się nie tylko o zdobycze surowcowe, ale i o pozbawienie zaplecza naftowego Armii Czerwonej. Szczegółów odnośnie uderzenia dostarcza dyrektywa nr 41 wydana 5 kwietnia 1942 roku. Wiele mówiący podtytuł: "Kampania letnia 1942" wskazywał na treści zawarte w dokumencie. Czytamy, iż jednostki niemieckie winny opanować rejon Izium, zając wreszcie Sewastopol i cały Półwysep Krymski oraz zrealizować założenia donieckie i kaukaskie. W wytycznych do operacji "Blau" nie było jeszcze mowy o Stalingradzie. Miasto noszące imię dyktatora Związku Radzieckiego zostało dołączone do planu dopiero w czerwcu, kiedy ofensywa była już w toku. Nie możemy jednak pominąć tego kierunku strategicznego w naszym opisie wytycznych hitlerowskich, bowiem, nawet jeśli nawet nie od 5 kwietnia 1942 roku, zajmował on szczególne znaczenie wśród zadań wyznaczonych Grupie Armii "Południe". Prześledźmy zatem, jak wyglądało niemieckie zgrupowanie w przeddzień ofensywy. Lewe skrzydło wiódł do boju gen. Hermann Hoth dowodzący 4. Armią Pancerną. Jego siły miały natrzeć przez Woroneż i następnie ruszyć wzdłuż Donu, aby połączyć się z 6. Armią gen. Friedricha von Paulusa. Następnie wojska Wehrmachtu powinny ruszyć w kierunku Wołgi i Stalingradu, aby tam zamknąć północne ramię kleszczy okrążających siły radzieckie w zakolach Donu i Dońca. Tymczasem po południowej stronie główne uderzenie wykonywać powinna 1. Armia Pancerna gen. Ewalda von Kleista wspierana przez 17. Armię gen. Ruoffa. Ich zadaniem było wkroczenie na Kaukaz i zamknięcie południowego ramienia kleszczy. Jeszcze w kwietniu siły radzieckie próbowały uderzeń w rejonie Półwyspu Kercz, ale za każdym razem zmuszone były do odstąpienia z powodu silnego oporu niemieckiego. Front Krymski nie miał wystarczających sił, aby pobić doskonale zorganizowane jednostki 11. Armii. Te z kolei otrzymały dyspozycję do rozpoczęcia operacji "Trappenjagd", która miała doprowadzić do zdobycia Kerczu. 8 maja 1942 roku zainicjowano mocne uderzenie. Natarcie ruszyło o 3.15 i całkowicie zaskoczyło jednostki radzieckie broniące się w tym rejonie. Siły Mansteina spokojnie wykonały manewr okrążenia po flankach 44., 47. i 51. Armii. W ciągu dziesięciu dni ofensywy jednostki radzieckie zostały okrążone, a Niemcy przystąpili do wyniszczania kotła. Ogółem 170 tys. sowieckich żołnierzy zostało zabitych lub wziętych do niewoli (blisko 100 tys. ludzi zostało ewakuowanych w trakcie trwania walk), choć nie wszyscy zdecydowali się na kapitulację. Straty niemieckie szacowano na 8000 zabitych, rannych i zaginionych. Sukces kerczeński pozwolił na przerzucenie ogromnej ilości sił w rejon Sewastopola, gdzie uparcie broniła się załoga radziecka. Twierdzę zaopatrywała flota czarnomorska, a w zamknięciu znajdowało się blisko 100 tys. żołnierzy Armii Czerwonej. Przerzut wojsk i artylerii umożliwił Niemcom stałe ostrzeliwanie miasta. 3 czerwca rozpoczęto masowe bombardowanie twierdzy, a obrazu grozy dopełniały naloty sił Luftflotte 4. W kilka dni później Niemcy ruszyli do natarcia lądowego, które pozwoliło na przełamanie pierwszej linii umocnień. Natrafiono jednak na silny opór radzieckich obrońców. Wdzierający się w obronę Niemcy nie przebierali w środkach, a dramatyczne chwile przeżywała głównie ludność cywilna pozostała w Sewastopolu. Ppor. Trofimienko zanotował: "Nie jestem w stanie opisać tego obrazu. Niech opowiedzą wszystko masywne kamienne ściany bunkrów". Pod koniec czerwca twierdza została w zasadzie opanowana. 3 lipca miasto opuścił dowódca garnizonu gen. Pietrow. Ze stratami 90 tys. wziętych do niewoli i 11 tys. zabitych Armia Czerwona skończyła bohaterską obronę Sewastopola. Niemcy szacowali straty na 24 tys. zabitych, jednakże sukces był ogromny. Rozwiązywał problem Półwyspu Krymskiego i pozwalał Wehrmachtowi na spokojne prowadzenie działań w myśl operacji "Blau". 11 lipca Hitler podpisał dyrektywę nr 43, w której czytamy, iż 11. Armia miała przygotować się do przekroczenia Cieśniny Kerczeńskiej w połowie sierpnia. Zajęty miał zostać Noworosyjsk, a 11. Armia mogła zamknąć południową flankę 1. Armii Pancernej przystępującej już do głównego uderzenia. Zanim przejdziemy do opisu niemieckiej ofensywy opatrzonej kryptonimem "Blau", musimy zwrócić się na północny odcinek frontu Grupy Armii "Południe". Tam bowiem żołnierze Wehrmachtu spotkali się z zaskakującym uderzeniem wyprzedzającym zorganizowanym przez Armię Czerwoną. Całe zajście otrzymało nazwę drugiej bitwy o Charków, choć taka nomenklatura występowała głównie w źródłach niemieckich. Jak pamiętamy, sowieckie armie podczas zimowej ofensywy wdarły się daleko w ugrupowanie niemieckie w rejonie Izium, a zachodni kraniec klina sięgał linii łączącej Morze Azowskie z Charkowem. Dowództwo Armii Czerwonej zdawało sobie sprawę, iż utrzymanie przyczółka w rejonie Izium mocno komplikuje wiosenne plany nieprzyjaciela, który musiał zlikwidować potężne wybrzuszenie, aby ruszyć dalej na wschód. W związku z tym postanowiono zorganizować zaskakującą ofensywę siłami Frontu Południowo-Zachodniego, której głównym kierunkiem miał być Charków. Uderzenie spadłoby zatem na flankę 6. Armii gen. Paulusa, a ewentualne zwycięstwo przeszkodziłoby Niemcom we wdrażaniu ich planów w życie. Zauważmy zatem, iż pojawiło się ogromne niebezpieczeństwo zniweczenia zadań planu "Blau". Marsz. Timoszenko otrzymał szczegółowe wytyczne dotyczące zwrotu zaczepnego w drugiej połowie kwietnia. Miał on do dyspozycji 21., 28., 38. i 6. Armię, a od południa wsparcie zapewniały im 57. i 9. Armia podporządkowane Frontowi Południowemu. Naprzeciw nich stanęła 6. Armia, która od kwietnia prowadziła gorączkowe przygotowania do zlikwidowania wybrzuszenia pod Izium. Operacja likwidacji klina miała rozpocząć się 18 maja. Sześć dni wcześniej, 12 maja o 6.30, sowieckie wojska rozpoczęły nagłą ofensywę. Na południe uderzenie wyprowadzono wzdłuż osi Izium, na północy spod Wołczańska. Paulus został zaskoczony i szybko pogubił się. Jeden z oficerów Sztabu Generalnego wspominał: "Rosyjskie dowództwo proponowało frontalny atak na Charków, odnosząc początkowo sukcesy". Siła uderzenia pod Charkowem była ogromna, armie radzieckie uczyniły spory wyłom i zagroziły 6. Armii okrążeniem. Jeszcze pierwszego dnia sukcesy Armii Czerwonej szacowano na ponad 10 kilometrów wyłamania. Tylko lokalnie Niemcy decydowali się na kontrnatarcie, obsadzając w tym czasie rejon Charkowa. W ciągu kolejnych dwóch dni, zgodnie z zaleceniami feldmarszałka von Bocka, Paulus rozpoczął organizowanie przeciwuderzenia, oczekując silnego wsparcia Luftwaffe. Jednocześnie planowano wejście do boju 1. Armii Pancernej, która zaatakowałaby przeciwnika od południa. Do walki wchodziła również 17. Armia. 14 maja rozpoczęto wielką operację okrążającą. 17 maja 1. Armii Pancernej udało się pobić wroga na drodze do Barwienkowa. Stalin nie wiedział, jak dokładnie przedstawiają się wydarzenia na południu i dopiero 19 maja zdecydował się na wstrzymanie własnej ofensywy i przejście do obrony, ale było na to zbyt późno. W tym czasie 6. Armia przeszła do generalnej ofensywy na północy. Efektem były spore postępy wojsk niemieckich na obu skrzydłach i już 24 maja doszło do pełnego okrążenia sił 57., 9. i 6. Armii. W ciągu dwóch kolejnych tygodni Niemcy zlikwidowali kocioł, a pozostali przy życiu żołnierze radzieccy zmuszeni byli do kapitulacji. Timoszenko poniósł spektakularną klęskę, choć jeszcze kilkanaście dni wcześniej chełpił się, że "wojna przybiera nowy obrót". Rzeczywiście, przybrała, a Niemcy zlikwidowali przyczółek pod Izium minimalnym nakładem sił i kosztów, tracąc ledwie 20 tys. ludzi, przy czym przeciwnik poniósł straty sięgające grubo ponad 200 tys. żołnierzy. Jak widzimy, operacja "Blau" zanim w ogóle się rozpoczęła, przyniosła ogromne sukcesy Grupie Armii "Południe". Do końca czerwca Niemcy umacniali się na zdobytych terenach i opanowali przejście na Dońcu. Sowieci nie wykorzystali tej szansy i nie skorzystali także z drugiej, którą dał im los. 19 czerwca zestrzelili Fieselera Storcha z mjr Joachimem Reichlem na pokładzie. Miał on przy sobie szczegółowe dane dotyczące operacji "Blau". Hitler, co było do przewidzenia, wpadł w furię. Tymczasem jego odpowiednik w Moskwie, Józef Stalin, zbagatelizował znaczenie znaleziska i orzekł, że dokumenty są fałszywe. Dyktator nie dał wiary ani danym znalezionym w samolocie, ani zapewnieniom swoich dowódców, co ostatecznie przesądziło o losach niemieckiej ofensywy. Grupa Armii "Południe" nie napotkała na swojej drodze przeciwnika przygotowanego do wyniszczającego boju i znającego rozkład jazdy sił Wehrmachtu.

28 czerwca Grupa Armii "Południe" wyprowadziła z dawna wyczekiwane natarcie na szerokim froncie. Operacja "Blau" nareszcie została wcielona w życie, choć wciąż istniały obawy, czy Stalin i jego dowódcy nie wykorzystają zdobytych przypadkiem planów operacyjnych. Siły Osi przygotowane do boju składały się z 2. Armii gen. Weichsa, 2. Armii węgierskiej gen. Jany'ego, 4. Armii Pancernej gen. Hotha. Północne skrzydło miało natrzeć na Woroneż. 30 czerwca do boju włączył się gen. Paulus i ubóstwiana w Rzeszy 6. Armia, która miała wbić się klinem w przestrzeń między Donem i Dońcem. Niemcy dość łatwo pokonywali kolejne kilometry dystansu dzielącego ich od punktów docelowych. W Naczelnym Dowództwie zapanował niczym nieuzasadniony optymizm, choć na pewno cieszyły nagłe sukcesy. Także zwykli żołnierze wspominali drogę do Donu jako łatwą i przyjemną, a siły Armii Czerwonej praktycznie nie stawiały oporu. Wydawało się, że największym wrogiem Wehrmachtu są w tym czasie upały i odległość do przemierzenia. W pierwszych dniach lipca 4. Armii Pancernej udało się osiągnąć linię rzeki Don. Wszystko działo się na rubieży woroneskiej, a samo miasto było od tej pory jednym z głównych celów sił Hotha. 5 lipca rozpoczęto zacięte walki, które zakończyły się szybko. Już następnego dnia 4. Armia Pancerna wkroczyła do Woroneża i zajęła miasto. Walki toczyła głównie 24. Dywizja Pancerna, którą wspomagały Dywizja Waffen SS "Grossdeutschland" i 16. Dywizja Zmotoryzowana. Po zajęciu miasta 4. Armia Pancerna skierowała się na południe, aby przeciąć drogę nadciągającej od zachodu 6. Armii gen. Paulusa. Obie jednostki miały się wyminąć i prowadzić krzyżowe natarcie. Tymczasem radzieckie dowództwo dorastało do ważnych decyzji. 12 lipca utworzony został Front Stalingradzki marsz. Timoszenko (21., 62., 63. i 64. Armia), co jasno wskazywało, gdzie Sowieci zamierzają rozegrać główną bitwę. Stalingrad był w tym czasie ważnym zagłębiem przemysłowym. Wprawdzie początkowo nie znajdował się w planach niemieckich, jednakże w lipcu było już pewne, iż miasto ma zostać opanowane siłami 6. Armii. Co gorsza, Hitler po raz kolejny zaczął wtrącać się do spraw wojskowych, ignorując doradztwo dowódców Wehrmachtu. Postanowił zrealizować dwa cele jednocześnie - 6. Armia miała skierować się na Stalingrad i opanować miasto, 4. Armia Pancerna uderzać na południe , w stronę Kaukazu. W myśl nowych założeń Grupa Armii "Południe" została podzielona na Grupę Armii "A" z gen. Wilhelmem von Listem na czele (1. Armia Pancerna, 11. Armia, 17. Armia i 4. Armia rumuńska) oraz Grupę Armii "B" z gen. Maximilianem von Weichsem na czele (2. Armia, 2. Armia węgierska, 4. Armia Pancerna, 6. Armia oraz 8. Armia włoska i 3. Armia rumuńska). 40. Korpus Pancerny został wyłączony spod jurysdykcji Paulusa i działał samodzielnie. Oficjalnym potwierdzeniem zmian była dyrektywa nr 45 z 23 lipca. Decyzje führera po raz kolejny pokazały, iż obok ambicji i ogromnej charyzmy nie posiada on większych zdolności militarnych. Kampania na południu kosztowała go wiele sił, a podzielenie wojsk i wysłanie ich w kilku kierunkach pozwoliło Sowietom na zbudowanie skutecznej defensywy. Wprawdzie postępy niemieckiej armii były szybkie, lecz w ogólnym rozrachunku uderzenie Wehrmachtu straciło impet i rozmach. 19 lipca Stalin nakazał budowanie defensywy Stalingradu, co jasno pokazywało, iż 6. Armia szybko zbliżała się do miasta i przejść na Wołdze. Niemcom doskwierały braki paliwowe, co zakrawało na ironię losu, zważywszy na to, iż pewnie zmierzali do roponośnych pól kaukaskich. Pamiętajmy również o misji, jaką 11 lipca przydzielił 11. Armii Hitler w dyrektywie nr 43. Na południowym odcinku najważniejszym rejonem był Rostów nad Donem, do którego zbliżały się siły 1. Armii Pancernej i podążającej z północy 4. Armii Pancernej. Po przekroczeniu Donu Wehrmacht powinien opanować Majkop i wkroczyć na Kaukaz. Plan ambitny, choć trudny do zrealizowania. 15 lipca 4. Armii Pancernej udało się opanować Kamieńsk. W tym samym czasie 50. Korpus wykonywał operację okrążania części 9. i 38. Armii pod Millerowem, co powiodło się 17 lipca. Nazajutrz 17. Armia poczyniła postęp na drodze do Kaukazu, zajmując Woroszyłowgrad. 21 lipca rozpoczęło się natarcie 1. Armii Pancernej na Rostów. W dwa dni później do centrum miasta wkroczyły 13. i 22. DPanc., które rozpoczęły ciężkie walki na wyniszczenie. W ciągu kolejnych dwóch dni Niemcy umacniali się w mieście, a ciężki bój toczyły oddziały 4. i 1. APanc. Do 25 lipca Rostów został całkowicie opanowany. 28 lipca Stalin, wstrząśnięty przełamaniem frontu, wydał rozkaz nr 227, w którym zarządzono, iż każdy, kto kapituluje uznawany jest za dezertera i zdrajcę ojczyzny. Wielu z rzekomych zdrajców trafiło później do kompanii karnych, którym przydzielano najniebezpieczniejsze zadania bojowe. Na froncie wschodnim taki przydział często równoznaczny był ze śmiercią. Wielu stracono na miejscu. Wróćmy jednak na front. Siły Grupy Armii "A" zaczęły przekraczanie Donu i kierowały się na południe. W tym czasie do Stalingradu zbliżała się 6. Armia, która toczyła ciężkie walki na przedpolach miasta. Pod koniec lipca sytuacja wojsk Paulusa była trudna, brakowało paliwa, a wróg stawiał coraz bardziej zaciekły opór. Wprawdzie 62. i 64. Armia notowały spory chaos organizacyjnym, jednakże były groźnym przeciwnikiem. Szczególnie silny opór stawiała 64. Armia gen. Wasilija Czujkowa, późniejszego bohatera Stalingradu. Kolejne oddziały radzieckie cofały się do Stalingradu, przekraczając Don. Postępy 6. Armii były w tym czasie niewielkie, choć zauważalnym stał się proces czyszczenia zachodniego brzegu rzeki. W zasadzie do 10 sierpnia problem ten rozstrzygnięto całkowicie, a rozbiciu uległa 62. Armia zamknięta pod Kałaczem (50 tys. wziętych do niewoli) przez 16. i 24. DPanc. Te jednak również zanotowały spore straty. W pierwszych dniach sierpnia 4. Armia Pancerna obrała nowy kurs, kierując się do Stalingradu, co było kolejną z wytycznych führera. W połowie sierpnia siły Grupy Armii "B" zbliżyły się na odległość 65 kilometrów od Stalingradu. Rozpoczynał się bój o miasto nad Wołgą. Tymczasem na południowym odcinku trwała ewakuacja sił radzieckich, które opuściły rejon Kubania i Krasnodaru. 8 sierpnia żołnierze Wehrmachtu wyruszyli do Majkopu i następnie skierowali się w góry Kaukazu. Sowieci wycofywali swe oddziały przez Noworosyjsk. Nie przekreśliło to jednak szans radzieckiej obrony, którą od tej pory budowano w niedostępnych górach, gdzie Niemcy zmuszeni byli do walk o każde wzniesienie, przełęcz i szczyt. Co gorsza, nie mieli oni wystarczającego wsparcia, bowiem front stalingradzki angażował niemal wszystkie posiłki i zmuszał ich do przerzucania coraz większej ilości sił oddelegowanych do oblężenia miasta.

Tym razem, wbrew dotychczasowemu układowi, opis wydarzeń rozpoczniemy od frontu południowego, gdzie toczyły się najważniejsze bitwy. Wydawało się, iż to właśnie tam rozstrzygną się losy kampanii radzieckiej. Wyprzedzając nieco fakty, musimy stwierdzić, iż rzeczywiście tak było. Stalingrad i zmagania Grupy Armii "Południe" rozczłonkowanej na dwa pomniejsze zawiązki taktyczne kosztowały Wehrmacht ogromną liczbę ludzi i w konsekwencji przesądziły o radzieckim tryumfie na wschodzie, choć do tego było jeszcze daleko. Nie zmienia to faktu, iż to właśnie w pasie natarcia sił południowych rozegrały się najbardziej dramatyczne wydarzenia, przesądzając o losie ataku Niemiec na ZSRR. Błędy Hitlera doprowadziły do podziału jednolitego dotąd zgrupowania. Rozdzielono również cele, które realizowano od tej pory oddzielnie, co powodowało coraz większą wyrwę pomiędzy obydwiema grupami armii i sporą rozbieżność zadaniową. Mówiliśmy już, iż z taktycznego punktu widzenia zdobycie Kaukazu było ważniejsze niż opanowanie Stalingradu. W praktyce okazało się, iż jest dokładnie odwrotnie. Spora część oddziałów została wyłączona z Grupy Armii "A" i przeniesiona na front stalingradzki. Miasto pochłaniało również ogromne ilości zaopatrzenia, którego z kolei brakowało wojskom zmagającym się o roponośne pola na Kaukazie. 12 sierpnia Niemcom udało się zająć Krasnodar. Zwrócić musimy jeszcze uwagę na szerszą perspektywę tamtejszych działań. Przejście przez Gruzję i Kaukaz umożliwiłoby Niemcom wkroczenie na terytoria perskie. Jednocześnie w Afryce Północnej wyniszczające walki toczyły Deutsches Afrika Korps dowodzone przez gen. Erwina Rommla. Gdyby i jemu powiodła się sztuka przełamania oporu aliantów, oba zgrupowania uzyskałyby szansę połączenia się i zajęcia roponośnych pól naftowych. Plan ten nie mógł się powieść z wielu względów - Rommel utknął pod El-Alamein i został pobity przez wojska 8. Armii gen. Bernarda Law Montgomery'ego, a siły oddelegowane na Kaukaz nie były w stanie przełamać oporu radzieckiego. W miarę posuwania się w głąb dzikiego kraju walki stawały się coraz bardziej zacięte. Często niemieccy żołnierze musieli kilkukrotnie zdobywać wzniesienia, zanim te na dobre przeszły w ich ręce. W połowie sierpnia linia frontu 1. Armii Pancernej i 17. Armii przebiegała wzdłuż osi wyznaczanej przez Krasnodar i Stawropol. Broniące się oddziały radzieckie wchodziły głównie w skład Frontu Północno Kaukaskiego, który wkrótce został wcielony do Frontu Transkaukaskiego. 21 sierpnia niemieccy żołnierze, po niezwykle ciężkiej drodze, wdarli się wreszcie na szczyt najwyższego wzniesienia gór Kaukazu, Elbrus. Niemiecka dywizja górska obsadziła podejścia do szczytu, na którym zatknięto faszystowską flagę. Ten symboliczny gest niewiele znaczył w czasie zmagań na froncie kaukaskim, bowiem do pól naftowych Niemcy wciąż nie doszli. Mijane szyby były zniszczone. Sowieci albo podpalali źródła ropy, albo betonowali szyby, uniemożliwiając Niemcom eksploatację surowca. Na Kaukaz zaczęli przybywać niemieccy eksperci, którzy oceniali, iż renowacja urządzeń może zająć kilkanaście miesięcy. Tak wiele czasu nie miał Wehrmacht, który potrzebował sporej ilości paliwa do realizacji kolejnych operacji. 25 sierpnia w środkowej części frontu udało się żołnierzom Wehrmachtu zająć Mozdok. W tym miejscu ofensywa została właściwie wyhamowana, co wiązało się z niebezpiecznym rozwojem działań na odcinku stalingradzkim. Tam wojna wkraczała w decydującą fazę, a jednostki 6. Armii i 4. Armii Pancernej rozpoczynały bój o miasto. Na froncie kaukaskim Niemcy poczynili jeszcze nieznaczne postępy i do 19 listopada dobili do Ordżonikidze, co było szczytem ich osiągnięć. We wrześniu udało się im opanować Noworosyjsk. W mieście utrzymał się niewielki oddział obrońców, którzy nie zostali wyniszczeni do momentu wyzwolenia miasta przez jednostki Armii Czerwonej w dniu 16 września 1943 roku. Przez rok tworzyli oni przyczółek, za co później wyróżniło ich dowództwo radzieckie. Także we wrześniu niemieckie jednostki spadochroniarskie dokonały desantu w Groznym. Celem była jedna z miejscowych rafinerii, których nie zdążyli zniszczyć Sowieci. Pomocy Niemcom udzielili Gruzini, którzy niejednokrotnie występowali przeciwko Armii Czerwonej. Efekty były jednak mizerne, a żołnierze nie mieli szans doczekać uderzenia głównych sił, co skłoniło ich do wycofania się z zajmowanych pozycji. Mroźna zima zakończyła zmagania w tym rejonie, a jednostki niemieckie wkrótce odczuły uderzenie sił radzieckich. Przenieśmy się teraz na front w rejonie Stalingradu. To tam skierowała się Grupa Armii "B" z jasnymi rozkazami - zająć miasto. Hitler dość optymistycznie patrzył w przyszłość i zdawał się nie dostrzegać, iż południowa metropolia jest silnie broniona przez gros radzieckich armii, które nie będą kapitulować, co miało miejsce chociażby w Kijowie czy Smoleńsku. Tym razem wróg był nieustępliwy, wręcz fanatyczny, a odwagi poszczególnym żołnierzom dodawały brutalne rozkazy dowództwa Armii Czerwonej i samego Stalina, który jasno obwieszczał: "ani kroku wstecz". Z drugiej strony, Adolf Hitler nakazał zdobycie miasta i zrównanie go z ziemią. Wielokrotnie uzasadniał swoją decyzję szturmowania Stalingradu, twierdząc, iż jest to niezwykle ważny węzeł komunikacyjny i produkcyjny. Nikt nie negował sporego znaczenia Stalingradu jako robotniczej metropolii bogato wyposażonej w fabryki, jednakże wielu było takich, którzy stwierdzali wprost, iż miasto można było ominąć. 25 sierpnia do zmasowanych nalotów przystąpiła 4. Flota Powietrzna gen. Richthofena, która w ciągu kilku dni doprowadziła miasto do ruiny. Bombardowania zniszczyły większą część zabudowań, ale nie załamały obrońców miasta, którzy natychmiast wykorzystali ruiny do budowania defensywy. Ostrzeliwania prowadzono z każdego możliwego rejonu, każdy budynek został zamieniony w odrębną fortecę. Gdy 19 sierpnia pierwsze generalne natarcie rozpoczęła 6. Armia gen. Paulusa napotkała na swojej drodze zdecydowany opór. Niemcom udało się wejść w środkowy sektor obronny, a na odcinku Wiertiaczy-Pieskowatka spore sukcesy osiągał 14. KPanc. gen. Wietersheima. Jego uderzenie pozwoliło nawet na wyjście nad Wołgę na północ od osiedla Rynok. Tam wojska radzieckie na krótko odcięły niemieckie czołówki. Zagrożeni obrońcy sięgali po rezerwy. Na wewnętrznym pasie obrony rozmieszczono 10. Dywizję NKWD. Tymczasem w południowym sektorze 4. Armia Pancerna także odnosiła sukcesy, odpychając 64. Armię. 29 sierpnia wojska Frontu Południowo-Wschodniego obsadziły wewnętrzną rubież obronną. Siły Hotha wyszły nad Jezioro Sarpa. W pierwszym tygodniu września rozpoczęto wyniszczające walki o górujące nad Stalingradem wzgórze - Kurhan Mamaja. 14. DPanc. udało się dobić do Wołgi w południowym sektorze, ale jednostka ta szybko została odepchnięta. Stalin planował w tym czasie przeciwnatarcie siłami 24., 1. i 66. Armii. Uderzenie zainicjowano we wrześniu, ale zakończyło się ono totalną klapą. Jedynym pożytkiem dla Armii Czerwonej było chwilowe odwrócenie uwagi 6. Armii, która zmuszona była prowadzić defensywę, dając kilka dni na reorganizację dziesiątkowanej 62. Armii. 13 września gen. Paulus zarządził generalną ofensywę swoich sił wspieranych jeszcze przez 48. KPanc. wydzielony z 4. Armii Pancernej. W pierwszych dniach walk Niemcy zajęli Dworzec Stalingrad I oraz wdarli się na Kurhan Mamaja, skąd wyparły ich siły 13. Dywizji Piechoty Gwardii gen. Rodimcewa. 21 września Niemcy ponownie wyprowadzili uderzenie w sektorze 6. Armii, ale i tym razem nie osiągnęli większych sukcesów, przesuwając się w najlepszym wypadku o niecałe 0,5 kilometra. Do końca miesiąca sytuacja się ustabilizowała. W północnym sektorze Niemcy toczyli ciężkie walki o fabryki "Barrikady" i "Krasnyj Oktiabr", a na południu uderzenie 51. i 57. Armii odrzuciło 4. APanc. od rejonu jezior. W ciągu pierwszych dwóch tygodni października niewiele się działo w Stalingradzie. Dopiero 14 października 6. Armia znowu zainicjowała natarcie. Popędzana była zresztą przez Hitlera, dla którego Stalingrad stał się już niemal obsesją. Walki toczono o każdy dom i każdą ulicę. Niemcy zdobywali poszczególne budynki i natychmiast byli z nich wypychani. 15 października opanowali jednak Stalingradzką Fabrykę Traktorów i dotarli do Wołgi. Aby ratować zagrożoną 62. Armię, Front Doński przypuścił szturm na pozycje niemieckie w kierunku północno-zachodnim. Efekt uderzenia z 19 października był widoczny, bowiem nacisk na 62. Armię gen. Czujkowa ewidentnie zelżał, a 6. Armia nie mogła sobie poradzić ze sforsowaniem obrony fabryk "Krasnyj Oktiabr" i "Barrikady". Do końca miesiąca to właśnie w tym rejonie rozgrywano najcięższe walki, a ostatni bój o "Krasnyj Oktiabr" zainicjowany został 1 listopada przez 79. DP, której nie udało się sforsować zaciętej obrony żołnierzy Armii Czerwonej. 8 listopada w Monachium przemawiał Adolf Hitler, który wiele miejsca poświęcił Stalingradowi. Jego przemówienie pełne było pasji, ale w umysł dyktatora zaczęło wkradać się zwątpienie. Miasto wciąż nie było zdobyte, na froncie zaczął sypać śnieg, temperatury sięgały kilkunastu stopni poniżej zera. Nieprzygotowane do walki zimą jednostki niemieckie miały mniejsze szanse w starciu z zaaklimatyzowanymi żołnierzami wroga w momencie pogorszenia aury. 11 listopada, na polecenie führera, 6. Armia rozpoczęła swoją ostatnią ofensywę. Żołnierze gen. Paulusa szli do boju bez większego przekonania o słuszności walki i bez wiary w zwycięstwo. "Ruski" stawiał nadspodziewany opór, a jeżeli odnoszono sukcesy, to miały one charakter przejściowy. 18 listopada ofensywa została ostatecznie wstrzymana. Niemcy sądzili, iż uda się im podciągnąć większe siły, zreorganizować wojska i na nowo rozpocząć walki o miasto. Mylili się, bowiem Kwatera Główna Armii Czerwonej miała już gotowy plan rewolucyjnego przeciwnatarcia o kryptonimie "Uran". Operację planowano od września. 13 dnia tego miesiąca zapadła ostateczna decyzja o podjęciu natarcia szerokim frontem obejmującym liczne armie. Siły radzieckie zaczęły przegrupowanie, na spokojnych dotąd frontach uwidocznił się spory ruch. Jednostki rumuńskie raportowały dowództwu niemieckiemu o niebezpiecznym przemieszczaniu się sił przeciwnika. Translokacja nieprzyjaciela nie zaniepokoiła sztabu Wehrmachtu, zagrożenie bagatelizowano, biorąc je za wymysły przestraszonych sojuszników. Był to koszmarny błąd, bowiem wojska nie zostały odpowiednio przygotowane do odparcia ewentualnego ataku. Co gorsza, dowódcy nie otrzymali żadnych dyspozycji ani ostrzeżeń i zdani byli na swoich podwładnych. Dowództwo Armii Czerwonej planowało wielką operację okrążającą siły nieprzyjaciela pomiędzy Donem a Wołgą. Wyznaczono do niej ogromne siły z 51., 57., 64., 62. Armią Frontu Stalingradzkiego gen. Jeremienki (odcinek południowy), 66., 24., 65. Armią z Frontu Dońskiego gen. Rokossowskiego oraz 21. Armią, 5. Armią Pancerną i 65. Armią z Frontu Południowo-Zachodniego gen. Watutina. Zasadniczy plan wymagał zsynchronizowanego uderzenia skrzydłami Frontu Stalingradzkiego i Frontu Południowo-Zachodniego, co umożliwiłoby rozbicie najsłabszych jednostek Państw Osi i okrążenie niemieckiej 6. Armii i 4. Armii Pancernej. Od południa flanki Grupy Armii "B" strzegła 4. Armia rumuńska. Dalej stały 4. Armia Pancerna zaangażowana w bój na południe od Stalingradu i 6. Armia zgromadzona wokół północnej części miasta. Sąsiadem wojsk Paulusa była 3. Armia rumuńska, za którą lewego skrzydła pilnowała 8. Armia włoska i 2. Armia węgierska. Ogółem do ofensywy Armia Czerwona zgromadziła 1 mln 100 tys. ludzi wspieranych przez 15 500 dział i moździerzy i 1463 czołgów. Nieprzyjaciel miał 1 mln 11 tys. ludzi, 10 290 dział i moździerzy i 675 czołgów. Rankiem 19 listopada odezwała się radziecka artyleria.

Gdy rankiem 19 listopada odezwały się radzieckie działa, do dowództwa niemieckiego zewsząd zaczęły spływać niepokojące meldunki o rozpoczęciu radzieckiej ofensywy. Rzeczywiście, na północnym odcinku frontu Sowieci nagli rozpoczęli uderzenie, które skierowano głównie w sektor broniony przez 3. Armię gen. Dumitrescu. Rumuni, wbrew negatywnej opinii Niemców, stawili zacięty opór i nie od razu ulegli rozkładowi. Dopiero po kilku godzinach boju 5. Armia Pancerna i 21. Armia zaczęły odnosić sukcesy. Uwidocznił się wyłom w rejonie Klecka. 4. KPanc. do wieczora opanował rejon Manojilina. Rozbiciu uległy 2. i 4. korpus rumuński, a sytuacja na flankach 3. Armii wyglądała źle, bowiem tam przeciwnik poczynił największe postępy sięgające ponad 25 kilometrów. Natarcie z przyczółka wokół Serafimowicz także przyniosło zamierzone efekty. Niemieckie dowództwo próbowało interweniować, rzucając na zagrożone odcinki 14. DPanc. i 48. KPanc., ale inicjatywa gen. Weichsa była spóźniona. 14. KPanc. wysłany przez Paulusa w rejon Kałacza nie zdołał zatamować coraz większej wyrwy, w którą próbowały wbić się siły nieprzyjaciela. Do wieczora 20 listopada jednostki radzieckie osiągnęły rubież Kałacza. W tym samym dniu na 4. Armię rumuńską spadło uderzenie Frontu Stalingradzkiego. 21 listopada padło Abganierowo. Część sił 4. Armii Pancernej, której zagrażało okrążenie od południa, wycofywała się w bezpieczniejsze rejony. W nocy z 21 na 22 listopada na odcinku dońskim 14. BZmot. ppłk Filippowa utrzymała ważny most, po którym zaczęły przechodzić kolejne jednostki. Tymczasem 57. Armia zajęła rejon Nariman i Blinnikow. Jednocześnie Sowieci przystępowali do likwidowania kotła pod Raspopinem złożonego z sił 3. Armii. Najpierw skapitulował oddział gen. Lascara, a krótko po tym siły gen. Stenescu. Wydawało się, iż cała 3. Armia ulegnie rozkładowi, a Sowieci bez trudu zlikwidują niedobitków. Tymczasem gen. Dumitrescu zdążył przegrupować swoje siły i rozpoczął ustawianie ich w nowej linii defensywnej. Nie wiodło się jego sojusznikom. Niemcy starali się zaradzić wyrwie wytworzonej w ich ugrupowaniu, zdając sobie sprawę, iż może dojść do połączenia się sił Frontu Dońskiego i Południowo-Zachodniego z Frontem Stalingradzkim. Dwa skrzydła "małego okrążenia" spotkały się po południu 23 listopada w Sowieckim. W kotle wokół północnej części Stalingradu znalazły się siły 6. Armii oraz część jednostek z innych armii. Ogółem grubo ponad 250 tys. ludzi. 24 listopada siły radzieckie przeszły do uderzenia w celu zlikwidowania kotła, ale napotkały na mocny opór wojsk gen. Paulusa, które niejednokrotnie wykorzystywały pozostałe po obrońcach z Armii Czerwonej umocnienia. 26 listopada ostatnie niemieckie odziały przeprawiano na tereny położone między Wołgą a Donem, a most na drugiej z rzek został wysadzony. Szturm Armii Czerwonej na pozycje niemieckie miał jeszcze miejsce w początkach grudnia, ale i tym razem nie przyniósł rozstrzygnięcia ani zmiany stanu posiadania okrążonych wojsk. W końcówce listopada ustabilizowała się również zewnętrzna linia frontu, która w pasie obrony odtwarzanej 3. Armii znajdowała się na linii rzeki Czyr. Dalej broniła się 4. Armia Pancerna i niedobitki z 4. Armii rumuńskiej, które trzymały linię od Umancewa po Kotielnikowski i z Kotielnikowski do Niżnie-Czyrska. Reakcja Hitlera na wieść o nagłym przełamaniu frontu pod Stalingradem pełna była tragizmu - dyktator nie mógł pogodzić się ze stratami, tym bardziej że zaangażowanie wojsk w walki o miasto było jego osobistą inicjatywą. Niemal z miejsca nakazał on kontrnatarcie, ale to nie było możliwe do wykonania wobec przewagi strategicznej przeciwnika i sporych strat w Grupie Armii "B". Południowego pasa nowej linii rozgraniczającej obie strony broniła 51. Armia, którą od północy osłaniała 57. Armia. Południowe podejścia do Stalingradu wciąż trzymała 64. Armia, a na północy miasta boje toczyła 62. Armia. Pierścień okrążenia wokół 6. Armii zamykały 21. Armia w rejonie Sowieckiego, dalej 65. Armia i wreszcie 24. Armia. Obszar od Niżnie-Czyrska po Jagodny obstawiła 5. Armia Pancerna broniąca zewnętrznej linii okrążenia. Dalej, za Donem, stały siły 1. Armii Gwardii i 63. Armii, która miały za przeciwnika włoską 8. Armię. Mimo niesprzyjającej sytuacji, wojska niemieckie postanowiły spróbować zwrotu operacyjnego. 12 grudnia do ofensywy winna przejść 4. Armia Pancerna, której celem byłoby przebicie się do sił 6. Armii. Ranek przywitał Sowietów ogniem niemieckich dział. Krótko po tym do natarcia ruszyła grupa "Hoth". Dowództwo nad całością sił sprawował feldmarszałek Erich Manstein, tryumfator spod Sewastopola i Leningradu. Zacięte walki prowadzono niemal od pierwszej chwili ofensywy. Niemcom udało się wypchnąć Sowietów poza Wierchnie-Kumojarsk, a następnie rozgorzał bój na linii rzeki Aksaj. Wprawdzie siły Wehrmachtu dokonały wyłomu w ugrupowaniu radzieckim, jednak na prawym brzegu rzeki 23. i 6. DPanc. nie mogły przesunąć się i sforsować obrony nieprzyjaciela. W kolejnych dwóch dniach toczono krwawe walki, a Niemcy osiągnęli umiarkowane sukcesy. Do 16 grudnia udało się im wyjść na rubież rzeki Myszkowa. Niemal w tym samym czasie na lewym skrzydle Grupy Armii "B" rozpoczynało się natarcie sił radzieckich opatrzone kryptonimem "Mały Saturn". Była to modyfikacja pierwotnego planu uderzenia, dostosowana do bieżącej sytuacji na froncie. Natarcie w pasie operowania 8. Armii włoskiej winno odwrócić uwagę Mansteina i odciągnąć część sił dążących do odblokowania 6. Armii gen. Paulusa. Ten z kolei nerwowo oczekiwał sygnału od wojsk gen. Hotha, po którym mógłby zainicjować operację wyjścia z kotła. Od 16 grudnia mocno nacierała 6. DPanc., która biła się o wzgórza nad Wierchnie-Kumskim. 18 grudnia Niemcy wkroczyli do miejscowości, a następnego dnia zajęli część Żutowa. Bohaterski opór jednostek Armii Czerwonej został przełamany, podobnie jak linia rzeki Myszkowa. To zmuszało Kwaterę Główną do sięgnięcia po siły 2. Armii Gwardii gen. Malinowskiego, którą pospiesznie ściągano na tereny zagrożone niemiecką ofensywą. Do 20 grudnia wojska Hotha były już o 40 kilometrów od wewnętrznego pierścienia okrążenia 6. Armii, a niektórzy żołnierze wspominali, iż widzieli już łuny ognia nad Stalingradem. Na tym jednak skończyły się niemieckie sukcesy, bowiem siły powoli się wyczerpywały, a 2. Armia Gwardii ustabilizowała front w rejonie rzeki Myszkowa. Tymczasem tragedia rozgrywała się na lewej flance Grupy Armii "B". Główne natarcie prowadzić miały 1. i 3. Armia Gwardii, które ubezpieczała sąsiednia 6. Armia Frontu Woroneskiego. Ogółem do operacji "Mały Saturn" wydelegowano 425 tys. ludzi wspieranych przez 1000 czołgów. Na zagrożonym odcinku Państwa Osi mogły rzucić do boju 459 tys. ludzi i 600 czołgów. "Mały Saturn" rozpoczął się o świcie 16 grudnia ostrzeliwaniem artyleryjskim. Jak zdążyliśmy pewnie zauważyć, ofensywa radziecka była o wiele szerszą inicjatywą niż w listopadzie. W pierwszym dniu walk nie odniesiono większego sukcesu, a Włosi skutecznie bronili się na wyznaczonej linii defensywnej. Dopiero 17 grudnia radzieckie korpusy pancerne doprowadziły do przełamania, a w ugrupowanie 8. Armii zaczęły wbijać się nieprzyjacielskie kliny. 19 grudnia 6. Armii i 1. Armii Gwardii udało się połączyć na tyłach wojsk włoskich w rejonie Koszar. Rzucone na pomoc sojusznikowi wyprawy niemieckie nie zdołały przywrócić stabilności frontu i same poniosły ciężkie straty. 24 grudnia 3. Armia Gwardii walczyła w rejonie Morozowska. Sąsiednia 1. Armia Gwardii znajdowała się w pobliżu Millerowa. W tym samym dniu do natarcia przeszła 2. Armia Gwardii, odpychając wojska z grupy "Hoth". Szybko zajęto rejon Myszkowa, następnie opanowano przejścia na rzece Aksaj. Dzięki skutecznym uderzeniom rozbiciu uległ 57. KPanc. gen. Kirchnera. Hoth nie miał już pola manewru, wszystkie odwody zostały wykorzystane, a on sam zmuszony był obrać kurs na Kotielnikowski, aby ratować resztki swoich sił. Teraz nie chodziło już o walkę z Sowietami, ale o osłanianie pola odwrotu Grupy Armii "A", którą pospiesznie zawracano z Kaukazu. 29 grudnia Kotielnikowski został opanowany przez radziecki 3. Korpus Zmechanizowany. Co gorsza, nieco dalej na północ, 5. Armia Uderzeniowa przeszła do ataku na kierunku Tormosina i 31 grudnia opanowała miasto. Nowy Rok przyniósł nowy sukces, a linia frontu ustalona w trakcie "Małego Saturna" przebiegała z grubsza przez Czernyszkowski, Łoznoj, Dubowskoje po linię rzeki Manycz. Teraz wojska radzieckie miały zlikwidować zgrupowanie gen. Paulusa i ostatecznie wyzwolić Stalingrad. 8 stycznia 1943 roku sowieccy parlamentariusze przyszli do niemieckiego generała z propozycją poddania sił 6. Armii. Paulus, zachęcany do stawiania oporu rozkazami Hitlera, ani myślał o kapitulowaniu i propozycję odrzucił. W zamian musiał przyjąć do wiadomości sowieckie natarcie, które ruszyło 10 stycznia. Główne uderzenie wykonywał Front Doński z 65. Armią w centrum i 21. oraz 24. na flankach. Od południa okrążenie zamykały 64. i 57. Armia. Gdy zainicjowano operację "Pierścień", żołnierzy Armii Czerwonej czekała niemiła niespodzianka w postaci mocnego oporu żołnierzy niemieckich. Przetrzebieni przez głód, choroby i zimno Niemcy walczyli fanatycznie, nierzadko rozbici na małe grupki. Dopiero 13 stycznia Sowietom udało się wyjść na rubież rzek Rossoszka i Czerwlenna. Następnie pas obrony przełamała 57. Armia. 13 stycznia rozgorzały też walki o lotnisko Pitomnik, które w trzy dni później opanowały wojska radzieckie, zagarniając sporą ilość sprzętu wroga, w tym 370 samolotów. Od 15 stycznia trwały walki w wewnętrznym pasie obrony niemieckiej, a 6. Armia w zasadzie nie funkcjonowała już jako zorganizowana jednostka. Paulus nerwowo raportował przełożonym o rozkładzie swoich wojsk, prosząc o możliwość kapitulacji. 24 stycznia otrzymał odpowiedź Hitlera, który nie pozostawiał złudzeń - należy bić się do ostatniego naboju. Dzień później Sowietom udało się przeciąć resztki broniących się sił niemieckich i rozbić je na zgrupowanie południowe i północne, które toczyły od tej pory niezależne walki. Zajęte było ostatnie z lotnisk 6. Armii - Gumrak - a most powietrzny ostatecznie zakończył funkcjonowanie, choć w ostatnich tygodniach przyniósł Paulusowi i jego podwładnym niewiele dobrego. Działania Luftwaffe były nieefektywne i mało wydatne w stosunku do rosnących potrzeb. 31 stycznia do gen. Paulusa nadeszła nominacja do stopnia feldmarszałka. Decyzja Hitlera miała nagrodzić dzielnego dowódcę za nieustanny opór, ale przyszła nie w porę, bowiem dowództwo 6. Armii podjęło się już negocjacji z Sowietami, które zwieńczyła kapitulacja w dniu 1 lutego. Następnego dnia bitwa o Stalingrad była zakończona. Kocioł został zlikwidowany, a ponad 100 tys. ludzi powędrowało do niewoli. Z sowieckich obozów do Niemiec wróciło niewielu. Całość działań na kierunku stalingradzkim kosztowała Wehrmacht blisko 850 tys. rannych, zabitych, wziętych do niewoli i zaginionych. Ogrom strat przeraża, a gdy dodamy do tego liczbę 1 mln 100 tys. ofiar po stronie radzieckiej uzyskamy obraz jednej z największych bitew w dziejach ludzkości. Fiasko hitlerowskich planów w rejonie Stalingradu pociągnęło za sobą niezwykle ważne skutki na innych kierunkach operacyjnych. Zagrożona odcięciem Grupa Armii "A" zmuszona była rozpocząć wycofywanie wojsk z rejonu Kaukazu. Nie osiągnięto tam sukcesu, nie powiodły się nawet próby dotarcia do Groznego. W efekcie ostatnie dni grudnia zeszły żołnierzom niemieckim na przygotowaniach do opuszczenia linii frontu. W styczniu 1943 roku, gdy sytuacja pozostałości po Grupie Armii "B" była tragiczna, odwrót wojsk z Kaukazu ruszył z pełną mocą. Opuszczano zatem klin w kształcie trójkąta, którego podstawę stanowiły Noworosyjsk i Stalingrad, a czubek wyznaczała linia Mozdoku i Ordżonikidze. Już 4 stycznia Niemcy opuścili Mozdok, a kolejnego dnia łupem Armii Czerwonej padł Nalczik. Dalsze sukcesy były tylko kwestią czasu. 21 stycznia wyzwolony został Stawropol, tego samego dnia Sowieci zakończyli operację salską zakończoną zdobyciem miasta, a w dwa dni później odzyskali Armawir. Dopiero 12 lutego udało się oswobodzić Krasnodar. Tydzień wcześniej, 4 lutego, rozpoczęła się radziecka operacja desantowana w Noworosyjsku. Wątłe siły zostały wysadzone na plaży i utrzymały swój przyczółek do czasu przybycia większej ilości wojsk. Dowódca oddziału, mjr Kunikow, poniósł śmierć w walkach. Sam Noworosyjsk został przez Niemców silnie umocniony, a tamtejsze jednostki Wehrmachtu stawiały opór do września 1943 roku. Hitler zdecydował się na pozostawienie 17. Armii gen. Ruoffa na Półwyspie Tamańskim, co miało wskazywać, iż planuje rozpocząć stamtąd ofensywę. W ciągu miesiąca odwrotu armie niemieckie pokonały zatrważający odcinek długości czterystu mil. Grupa Armii "A" miała w swym składzie blisko 700 tys. ludzi i niemal w całości zdołała się uratować. Naliczono ledwie 226 poległych. Pod Rostów skierowano część 1. Armii Pancernej gen. Eberharda von Mackensena, który 21 listopada 1942 roku zmienił feldmarszałka Kleista. W lutym zlikwidowano dotychczasowe nazewnictwo i przywrócono jednolitą Grupę Armii "Południe", która miała stawiać opór jednostkom radzieckim szykującym się do kolejnych wielkich ofensyw. Akt mianowania Mansteina dowódcą grupy armii nadszedł 12 lutego. Dzień później rozwiązano Grupę Armii "B", a 2. Armia została oddelegowana do Grupy Armii "Środek". Oczywiście, także druga strona miała ambitne plany, co związane było z kolejnymi rewolucyjnymi pomysłami Hitlera, który za wszelką cenę chciał odzyskać utraconą pod Stalingradem inicjatywę na froncie wschodnim. Jego chore ambicje blokowały efektywne pomysły dowódców. Manstein doskonale zdawał sobie sprawę, iż należy bronić się w innym rejonie, obsadzić krótsze linie. Do końca stycznia Front Południowo-Zachodni gen. Watutina poczynił ogromne postępy na kierunku rzeki Doniec. W pierwszych dniach lutego siły radzieckie przygotowywały się do przekroczenia zapory wodnej i 8 lutego zainicjowały kolejną operację, w wyniku której sforsowano Doniec i osiągnięto rubież na południowy-wschód od Charkowa. Wzmacniał się również napór Frontu Woroneskiego, który mógł zagrozić Charkowowi. 4 lutego w rejonie miasta boje toczyła 3. APanc gen. Rybałki z elementami 1. KPanc. gen. Haussera, a w szczególności z Dywizją Pancerną SS "Leibstandarte Adolf Hitler". 6 lutego w Kętrzynie niemiecki dyktator podejmował Mansteina, który szybko wyrobił sobie zdanie o stanie psychicznym dyktatora: "Wódz przeżywał głęboko tragedię, nie tylko dlatego, że potwierdziła ona jego rażącą niekompetencję jako zwierzchnika, lecz także dlatego, że był niezmiernie poruszony jako człowiek losem żołnierzy, którzy, wierząc mu bezgranicznie, walczyli do ostatka z taką odwagą i poświęceniem". Mimo wysuwania kontrargumentów, Hitler musiał przystać na propozycję skrócenia frontu. W efekcie od 7 lutego trwało wycofywanie na nowe pozycje obronne - 1. APanc. rzucono nad środkowy Doniec, aby ratowała zagrożone rejony, Grupa Operacyjna Hollidta została ustawiona na linii rzeki Mius, z kolei 4. APanc. miała obsadzić obszary pomiędzy Dońcem a Dnieprem. Na efekty niemieckiego odwrotu nie trzeba było długo czekać - Armia Czerwona szybko zajmowała nowe tereny i już 8 lutego 60. Armia gen. Czerniachowskiego wkroczyła do Kurska, a na przeciwległym krańcu frontu 14 lutego w ręce Sowietów wpadł Rostów. Komplikowała się również sytuacja w rejonie Charkowa, co związane było z mocnym naporem wojsk radzieckich. Rozpoczynała się tam trzecia bitwa o miasto, która mogła mieć decydujące znaczenie dla dalszego rozwoju działań. O ile na południu front został ustabilizowany na linii rzeki Mius i przebiegał od Morza Azowskiego i Taganrogu po zachodnie przedpole Woroszyłowgradu, o tyle tutaj rysował się poważny kryzys. W Charkowie bronił się 1. KPanc. SS z dywizjami "Leibstandarte", "Das Reich" i "Grossdeutschland". Manstein mógł jeszcze rzucić do boju 48. KPanc., także operujący w ramach 4. APanc. gen. Hermanna Hotha. Jej flankę ubezpieczała 1. APanc. gen. Eberharda von Mackensena, której podstawę stanowiły 40. i 57. KPanc. Siły radzieckie nacierały na Charków od wschodu. Ich celem był również pobliski Biełgorod. Główne uderzenie na szerokim froncie wykonywały wojska Frontu Woroneskiego i Frontu Centralnego wspomagane przez Front Briański. 14 lutego siły radzieckie zagroziły 1. KPanc. Gen. Hausser z niepokojem słał kolejne meldunki, prosząc o możliwość wycofania się z okrążanego Charkowa. Mimo zakazu dowództwa, 15 lutego samorzutnie zdecydował się na odwrót, wyprowadzając z kotła większą część swoich sił. Nazajutrz w mieście rozgościły się siły sowieckie. Jakby tego było mało, nieco bardziej na południe 6. Armia przygotowywała się do nacierania na pozycje 4. APanc. w rejonie Dniepropietrowska. 4. 18., 3. i 10. KPanc. z grupy gen. Popowa szykowały się do bicia z 1. APanc. W ciągu kolejnych paru dni poniosły jednak takie straty, że dalsze uderzenie było po prostu fizycznie niemożliwe. Hitler był zaniepokojony postępami wroga, nie dostrzegając, że impet uderzenia został wyhamowany, a Sowieci gonią resztkami sił, wykonując operacje przerastające ich stany etatowe, szczególnie w wojskach pancernych. Dyktator poleciał do kwatery Mansteina w Zaporożu. Podczas nerwowych dyskusji ustalono plan odbicia Charkowa i rozbicia czołówki sił Frontu Południowo-Zachodniego. 19 lutego Manstein wreszcie zdecydował się na zorganizowanie kontruderzenia. Grupa Operacyjna Hollidta dostała zadanie powstrzymania Sowietów na linii Mius, udało się jej też rozbić 3. Gwardyjski Korpus Zmechanizowany, który nieopatrznie przeszedł na drugą stronę zapory i został odcięty od głównych sił. Także na głównym kierunku Niemcy zaczęli odnosić sukcesy. 1. i 4. APanc. spokojnie przesuwały się do Sławiańska i Pawłogradu, przecinając w pewnym momencie linie zaopatrzeniowe 6. Armii i sił pancernych Popowa. Dowódca radziecki w porę dostrzegł manewr Niemców, ale nie uzyskał zgody Watutina na wycofanie wojsk. Od drugiej strony ostrzeliwanie prowadziły korpusy pancerne SS. Całe lewe skrzydło 6. Armii zostało zagrożone wyniszczeniem, na prawym królował 1. KPanc. Fatalną sytuację notowano w siłach Popowa. Niemcy konsekwentnie wyniszczali broniące się rozpaczliwie jednostki nieprzyjaciela. Siły niemieckie w tym czasie przedostawały się w kierunku północno-wschodnim i do 25 lutego udało się zamknąć okrążenie wojsk radzieckich przed linią Dniestru. Tego samego dnia Watutin nakazał wstrzymanie operacji ofensywnych, ale było już za późno, aby ratować znajdujące się w kotle dywizje. Resztki 6. Armii wycofywały się za Doniec, rzucona na pomoc 3. APanc. gen. Rybałki do końca lutego została okrążona. W ciężkich walkach jej zgrupowanie Niemcy zniszczyli. W pierwszym tygodniu marca siły Wehrmachtu niszczyły pozostałości rozbijanych po kolei armii wroga i wychodziły na rubież charkowską. 1. KPanc. SS zaczął okrążanie Charkowa od zachodu i północy, w tym czasie 4. APanc. wykonywała obejście od wschodu. Dywizja "Totenkopf" odcięła Charków od północy, "Das Reich" wkraczała na przedmieścia z kierunku zachodniego. 11 marca siły pancerne SS rozpoczęły bój o miasto. Toczono ciężkie walki, podobnie jak w Stalingradzie - o każdy dom, ulicę. Obie strony ponosiły ogromne straty sięgające nawet 40% stanów etatowych w jednostkach niemieckich. Do 15 marca Niemcom udało się opanować miasto. Ceną były duże straty, ale sukces strategiczny równoważył złożoną daninę krwi. W trzy dni później z Biełgorodu wyszła 63. Armia, która przeszła przez Doniec. Do miasta wkroczyły jednostki niemieckie. Pod koniec miesiąca dowództwo Wehrmachtu planowało prowadzenie dalszej ofensywy, ale nagłe roztopy pokrzyżowały plany Mansteina. Na tym zakończono kontrofensywę niemiecką. Bilans był korzystny. Front rozciągał się od Morza Azowskiego do Woroszyłowgradu, następnie zakręcał w rejon Charkowa i Biełgorodu. Później uwidaczniał się radziecki występ w rejonie Kurska (Front Centralny) kończący się na linii Małoarchangielska. Dalej linia szła na wschód od Orła, gdzie stała niemiecka 9. Armia mająca naprzeciw siebie Front Briański, i pomiędzy Smoleńskiem a Rżewem.

Grupa Armii "Północ" udanie przetrzymała radzieckie natarcie w końcówce 1942 roku. Uderzenie Armii Czerwonej było skuteczne, jeśli idzie o powstrzymanie przygotowywanego ataku 18. i 11. Armii na Leningrad. Manstein spodziewał się, iż uda się opanować miasto jeszcze we wrześniu, co zgodne było z wytycznymi Hitlera. Rozczarował się, gdy jego wojska zmuszone były stawiać opór przeciwnikowi, a Wehrmacht po raz kolejny musiał zmagać się z mroźną rosyjską zimą, która na dobre zagościła na froncie w październiku. Grudzień przebiegał w rejonie Leningradu dość spokojnie. Niemcy, jak to mieli w zwyczaju, oczekiwali nastania wiosny, Sowieci planowali nową ofensywę i póki co oszczędzali siły. 8 grudnia dyrektywa Kwatery Głównej zarządzała natarcie Frontu Leningradzkiego na kierunku Szlisselburga i Siniawina. Obok tego należało opanować linię Newy, co przydzielono głównie Newskiej Grupie Operacyjnej i jej 67. Armii. Od wschodu uderzenie szykował Front Wołchowski z 2. Armią. Całość natarcia Armii Czerwonej miały wspierać mocne siły lotnicze, wśród których naliczono ponad 900 samolotów. Te odznaczyły się w czasie działań niezwykłą skutecznością i efektywnie atakowały zgrupowanie wroga. Ofensywę rozpoczęto 12 stycznia 1943 roku. Niemal z miejsca udało się przekroczyć Newę w wielu punktach. W kolejnych dniach rozgorzały zacięte walki w rejonie Szlisselburga, gdzie aktywną defensywę zbudowali Niemcy. 18 stycznia większość sił Wehrmachtu wycofała się z miasta, a po południu weszły tam jednostki Armii Czerwonej. W tym samym czasie siły radzieckie osiągnęły sukces na wybrzeżach Jeziora Ładoga, odrzucając przeciwnika i przerywając blokadę Leningradu. W ciągu tygodnia ofensywy siły 2. Armii weszły na stację kolejową Siniawino, co w połączeniu z sukcesami na linii rzeki Newy dawało niezwykle korzystny obraz. Dowództwo radzieckie nie zdecydowało się na szturmowanie Siniawina, wykonując znacznie śmielszy plan okrążenia zgrupowania 18. Armii w rejonie Mga. Dowództwo niemieckie w porę zorientowało się w manewrze nieprzyjaciela, przechodząc do całkowitej defensywy, która miała uratować znaczną część Grupy Armii "Północ". Do końca lutego niewiele zmieniło się na froncie niemiecko-radzieckim. 27 lutego Kwatera Główna zdecydowała się na przerwanie uderzenia. Wprawdzie ponawiano natarcie jeszcze w marcu, jednakże walki miały charakter lokalny i nie przyniosły ani rozstrzygnięcia, ani zmian, co spowodowało, iż styczniowa ofensywa Armii Czerwonej mogła zostać zamknięta pozytywnym bilansem - Leningrad został po części odblokowany, linia Newy przełamana, padł Szlisselburg. Nie udało się jednak rozbicie skrzydła Grupy Armii "Północ", która nadal stanowiła sporą przeszkodę dla Sowietów. 2 kwietnia oba fronty radzieckie otrzymały ostateczny rozkaz zaprzestania walk. W tym samym czasie przeciwnik rozmyślał już o nowej operacji, w której ponownie za cel numer jeden wyznaczono sobie zdobycie Leningradu. Sowieckie natarcie wymierzone zostało również w jednostki niemieckie zgromadzone w rejonie Demiańska. Jak pamiętamy, utworzono tam potężne wybrzuszenie, które utrzymywane było siłami 2. Korpusu Armijnego. Pomiędzy Starą Russą a Chołmem wytworzyła się niezwykła sytuacja, bowiem klin niemiecki wdzierał się na tyle głęboko, że jego czubek nieomal sięgał Jeziora Seliger. Stalin nie miał zamiaru biernie oczekiwać ewentualnej ofensywy niemieckiej z tego rejonu i postanowił zlikwidować wybrzuszenie. Do boju oddelegowano 1. Armię Uderzeniową (południe), 27. i 11. Armię (kierunek północny), które podporządkowano marsz. Timoszence. W sumie rozporządzał on dwudziestoma dywizjami, trzynastoma brygadami i 550 czołgami. Naprzeciw Niemcy mieli siły głównie 8. Dywizji Strzelców, 81. i 290. DP na północnym skrzydle i 126. DP na południowym. 28 listopada ostrzeliwaniem artyleryjskim Sowieci rozpoczęli ofensywę. Dowództwo Wehrmachtu z niepokojem patrzyło w przyszłość, a dowódca 16. Armii gen. Busch oznajmił, iż nie może przysłać wsparcia walczącym w przesmyku żołnierzom. Odwody znalazły się w Grupie Armii "Północ", która odesłała na początku grudnia 58., 225. i 254. DP. Sytuacja nie wyglądała ciekawie - Sowieci co i rusz wdzierali się w ugrupowanie niemieckie i kilkukrotnie nieomal zamykali okrążenie. Za każdym razem odrzucano ich z ciężkimi stratami, a wyrwa pod Demiańskiem cały czas się utrzymywała. Ogromne straty notowali radzieccy czołgiści. Do końca grudnia Niemcom udało się załatać dziurę powstającą w rejonie Rosino, skąd próbowali uderzać na południe żołnierze Timoszenki. Ten w ostatnich dniach 1942 roku na moment zaprzestał natarcia, aby 2 stycznia 1943 roku ponownie rzucić do boju 1. Armię Uderzeniową. Zauważalne jest, iż starał się on przesunąć ciężar działań na wschód, jednakże bez powodzenia. Walki toczyły się nadal, a Timoszenko wciąż nie mógł znaleźć luki w zgrupowaniu 2. KA. Decyzja o likwidacji kotła przyszła z Kętrzyna. Przez cały styczeń Hitler z niepokojem obserwował sytuację na południowym odcinku frontu, gdzie żołnierze 6. Armii wykrwawiali się w boju o Stalingrad. Dopiero 31 stycznia zdecydował się, iż nastała pora, aby wycofać 2. KA z pozycji na Wzgórzach Wałdajskich. Do połowy stycznia Sowieci utracili 10 tys. zabitych i 423 czołgi, ale straty niemieckie także były spore, opiewając na liczbę 17 tys. ludzi. Od 1 lutego trwała już ewakuacja wojsk niemieckich. Ciężkie warunki atmosferyczne mocno utrudniały operację. Co gorsza, rankiem 15 lutego ponownie odezwały się działa radzieckie, a Armia Czerwona znowu przystąpiła do ofensywy. Główne uderzenie wykonywały 1. Armia Uderzeniowa i 11. Armia. 126. DP gen. Hoppe stawiła bohaterski opór 1. Armii, której nie udało się doprowadzić do przełamania. W tym samym czasie jednostki niemieckie umykały na zachód, wydostając się z zagrożonego odcięciem rejonu. Niemcy metodycznie opuszczali kolejne linie defensywne. W zasadzie do 27 lutego 2. KA opuścił kocioł pod Demiańskiem, zabierając blisko 100 tys. ludzi, którzy nie pozostawili za sobą sprzętu. Przesuwając się dalej na południe, wzdłuż frontu 16. Armii, natrafiamy na rejon Wielkich Łuków, którym także zainteresowało się dowództwo radzieckie. Miasto znajduje się mniej więcej w połowie drogi od Nowgorodu do Witebska i stanowiło w tym czasie jedno z rozgraniczeń pomiędzy Grupą Armii "Północ" i Grupą Armii "Środek". Kwatera Główna zaplanowała, iż w rejonie Wielkich Łuków natarcie wyprowadzi 3. Armia Uderzeniowa, południowy sąsiad 1. Armii. Ofensywa powinna zostać zainicjowana w listopadzie, co było zbieżne z działaniami na innych kierunkach. Wielkie Łuki zostały w tym czasie obsadzone przez 83. Dywizję Piechoty, której partnerowały 5. Dywizja Górska od północy i 3. Dywizja Górska od południa. Jednostki te wchodziły w skład Grupy Armii "Środek". 24 listopada uderzenie radzieckie zaskoczyło Niemców, którzy nie byli dobrze przygotowani do obrony na tym odcinku. Defensywa szybko zachwiała się pod naporem Armii Czerwonej, której w ciągu kolejnych dni udało się okrążyć miasto, co było wynikiem nie tylko skutecznej ofensywy, ale i niefrasobliwości dowództwa niemieckiego, które nie zdecydowało się na ewakuowanie zagrożonego rejonu. Spory udział miał w tym Adolf Hitler, po raz kolejny zarządzając rozkaz "ani kroku w tył". W kotle znalazły się fragmenty 83. i 3. dywizji, które uporczywie próbowały przełamać radziecki pierścień i wydostać się z kotła. Ciężkie walki kosztowały obie strony spore straty, jednakże front pozostawał nienaruszony. W pierwszych dniach stycznia 1943 roku niemieckie jednostki starały się oswobodzić zamkniętych żołnierzy, jednakże uderzenia nie przyniosły efektu i spotkały się z mocnym kontrnatarciem 3. Armii Uderzeniowej, które przerodziło się w finałową ofensywę w rejonie Wielkich Łuków. W jej wyniku 15 stycznia 3. Armia wkroczyła do miasta. Tylko niewielka część garnizonu por. von Saßa wydostała się z okrążenia i dotarła do niemieckich linii. 16 stycznia jego siły ostatecznie poddały się Sowietom.

Bitwa o Wielkie Łuki była jednym z epizodów likwidowania wybrzuszenia pod Rżewem. Rejon operacyjny Grupy Armii "Środek" bezustannie zaprzątał myśli Józefa Stalina, który obawiał się, iż to właśnie stamtąd może zostać wyprowadzone uderzenie na Moskwę. Wprawdzie 1942 rok dokładnie wykazał, gdzie rozgrywają się najważniejsze wydarzenia, jednak nie rozwiał wszystkich wątpliwości radzieckiego dyktatora. W związku z tym Armia Czerwona miała przeprowadzić kolejną operację przeciwko wykuszowi pod Rżewem i zlikwidować wybrzuszenie w jednolitym froncie. Trzymano je siłami 9. Armii, a sam Hitler oceniał, iż utrata Rżewa byłaby równa zniszczeniu połowy Berlina. Kwatera Główna doskonale zdawała sobie sprawę ze znaczenia wybrzuszenia dla przeciwnika, dlatego postanowiła zorganizować operację finalizującą wielomiesięczny wysiłek w tym rejonie. Miała zostać zsynchronizowana z kontrofensywą stalingradzką i otrzymała kryptonim "Mars". Do natarcia oddelegowano głównie siły Frontu Zachodniego marsz. Żukowa. Z kierunku północnego atak wspierały wojska Frontu Kalinińskiego, napierając na lewe skrzydło sił niemieckich zgromadzonych w wykuszu. Główne zadanie przełamania frontu pod Rżewem przydzielono 20., 31. i 29. Armii z Frontu Zachodniego. Natarcie wspierała 30. Armia operująca powyżej Rżewa. Po drugiej stronie wybrzuszenia ofensywę prowadzić miały 41. i 22. Armia. Rzut oka na mapę pozwala stwierdzić, iż w wypadku powodzenia natarcia siły niemieckie zostałyby odcięte w kotle poniżej Rżewa, a armie sowieckie mogłyby zamknąć pierścień na zachód od Syczewki. Plan był śmiały, a dowództwo radzieckie spodziewało się, iż po rozbiciu sił niemieckich w rejonie Rżewa uda się wyprowadzić kolejne natarcie z rejonu Wiaźmy. To pozwoliłoby na rozbicie Grupy Armii "Środek", co w połączeniu z przełamaniem pod Stalingradem w zasadzie przesądziłoby o losach kampanii radzieckiej. Do operacji "Mars" zgromadzono blisko 670 tys. ludzi wspieranych przez 2000 czołgów. Dalszej części natarcia przydzielono kryptonim "Jupiter". 25 listopada ogień artyleryjski przywitał niemieckich żołnierzy zgromadzonych w rejonie Rżewa. Krótko po tym do natarcia ruszyły wojska wiedzione do boju przez marsz. Żukowa. Warunki atmosferyczne nie sprzyjały prowadzonej ofensywie. Opady śniegu i gęsta mgła spowodowały, iż Armia Czerwona nie była w stanie z impetem wbić się w ugrupowanie nieprzyjaciela, który, jak pamiętamy, był doskonale przygotowany do defensywy. Kierunku uderzenia 20. i 31. Armii bronił silny 39. Korpus Pancerny, który obsadził rejon rzeki Osuga. Linii Vazusy chroniła 5. DPanc., której udało się odeprzeć uderzenie, w czym niemały udział miała pogoda. Sowieci osiągnęli niewielkie zdobycze terytorialne, a na kierunku syczewskim doskonale broniła się 102. Dywizja Piechoty. Tylko w jednym punkcie udało się Sowietom osiągnąć zachodni brzeg rzeki Vazusa, a budowany przyczółek był niewielki i spadały nań ciężkie uderzenia niemieckie. W kolejnych dwóch dniach siły radzieckie mozolnie posuwały się do przodu, zyskując od kilku do kilkunastu kilometrów terenu. Niemcy spokojnie kontratakowali i osłaniali szosę z Rżewa na Syczewkę, gdzie szybko podciągnięto 9. DPanc. Na zachodnim skrzydle ofensywy nieco lepiej wiodło się 41. Armii. 1. Korpus Zmechanizowany dokonał sporego wyłomu w niemieckim ugrupowaniu i zaczął przesuwać się na wschód od miejscowości Biełyj. Rozgorzały krwawe walki o miasto, którego broniły oddziały 246. DP. Za obronę tego obszaru odpowiadał 41. Korpus Pancerny, którego sąsiadem był 23. Korpus Armijny. Pomiędzy oba zgrupowania starała wbić się 22. Armia, której udało się poczynić spory wyłom i utworzyć przyczółek sięgający nawet do 15 kilometrów w głąb niemieckich linii. 1 grudnia to właśnie ten rejon wydawał się być największym zagrożeniem dla 9. Armii. Niemieckie dowództwo zdecydowało się na zorganizowanie przeciwnatarcia, które już 1 grudnia wyprowadziły 1. i 12. DPanc. Udało się im dość szybko zlikwidować siły radzieckie operujące na południe od Biełyj, a w ciągu kolejnego tygodnia zagrożono całemu skrzydłu 41. Armii. Aby ratować broniące się teraz oddziały, Kwatera Główna zainicjowała natarcie 20. i 29. Armii, które ruszyło z dniem 11 grudnia. Efekty był mizerne, a artyleria niemiecka szybko zahamowała radziecką ofensywę. W tym czasie udało się zamknąć okrążenie ponad 40 tys. radzieckich żołnierzy w kotle na wschód od Biełyj. W drugiej połowie grudnia toczyły się walki o wyniszczenie sił sowieckich, a na północnych kierunkach Armia Czerwona musiała cofnąć się w wielu wypadkach na pozycje wyjściowe. Była to już nie nieudana operacja, ale katastrofa, bowiem wojska Żukowa poniosły ogromne straty, dysponując przecież sporą przewagą. 15 grudnia operacja została ostatecznie odwołana. Pamiętajmy jednak, że cały czas toczono walki w rejonie Wielkich Łuków, a tam Sowieci zanotowali spore powodzenie swoich akcji zaczepnych. Ciężkie to były dni dla Adolfa Hitlera. Spadające zewsząd niepowodzenie zmieniły go nie do poznania. 21 lutego 1943 roku spotkał się z nim gen. Guderian, który przybył do kwatery w Winnicy. Pozostawił znamienny opis wyglądu führera: "Przygarbił się, drżała mu lewa dłoń, patrzył przed siebie szklanym, nieruchomym wzrokiem, wprawdzie miał oczy jak dawniej wyraziste, ale ich gałki utraciły blask, nienaturalnie poczerwieniały mu też policzki. Łatwo tracił panowanie nad sobą, co konsekwencji powodowało gwałtowne wybuchy gniewu oraz było przyczyną błędnych decyzji". Był to efekt przegranej bitwy o Stalingrad, choć wydarzenia z rejonu Rżewa także musiały mocno odcisnąć swoje piętno na psychice Hitlera. W tym czasie wcielano już w życie nową operację wojsk niemieckich opatrzoną kryptonimem "Büffel". Może dziwić, że ambitny i nieustępliwy zazwyczaj führer przystał na propozycję strategicznego odwrotu z rejonu Rżewa. Jedyną przesłanką, która skłaniała go do podjęcia takiej decyzji, były ambitne plany względem frontu Grupy Armii "Południe". Zwolnienie wykuszu pod Rżewem umożliwiało uwolnienie zamrożonych dywizji, które teraz mogły zostać użyte w innym miejscu, znacznie ważniejszym ze strategicznego punktu widzenia. Należało zatem ewakuować 250 tys. ludzi, którzy powinni zająć nową linię obronną przebiegającą niewiele na wschód od Duchowszcziny i Dorohobuża. 1 marca ruszył wielki korowód niemieckich oddziałów, które potajemnie opuszczały rżewskie i syczewskie umocnienia, na których stawiały do tej pory tak zaciekły opór. Sowieci nie zorientowali się w zamierzeniach nieprzyjaciela, a cała operacja przebiegała nadzwyczaj sprawnie. Opuszczono zatem Rżew, 4. Armia wyniosła się 12 marca z Wiaźmy. 9. Armia zostawiała za sobą przeszkody budowane przez saperów. Te swoiste "diabelskie ogrody" zostały przeszczepione z frontu afrykańskiego, gdzie z powodzeniem stosował je feldmarszałek Erwin Rommel. W drugiej połowie marca wycofywanie wojsk niemieckich zostało zakończone. Bilans był jak najbardziej pozytywny, choć Sowieci niemal natychmiast okrzyknęli likwidację wykuszu pod Rżewem jako sukces działań Frontu Kalinińskiego i Frontu Zachodniego. Tymczasem front niemiecki został ustabilizowany i przeniesiony na nowe, lepsze pozycje. Wehrmacht mógł zwolnić część dywizji, które teraz zamiast 530 kilometrów obsadzały ledwie 200 kilometrów frontu. Obie strony mogły teraz wyczekiwać wiosny. Paul Carell dość poetycko stwierdza, iż koniec operacji wyznaczył Generał Błoto. Miał on za niedługo odejść, zabierając ze sobą Carycę Zimę. Na ich miejsce tron z powrotem obejmowała Królowa Wiosna, prawdziwy władca operacji na froncie radzieckim.

Przegrana bitwa o Stalingrad była niejako zwiastunem nowej fazy działań, w której dominować mieli żołnierze Armii Czerwonej. Sukcesy radzieckie na południu przełożyły się bowiem także na inne odcinki, a ich uderzenia osiągały zamierzone cele. W kwietniu 1943 roku zostawiliśmy front leningradzki, gdzie Grupa Armii "Północ" trzymała się na tyle mocno, iż nie uległa naporowi przeciwnika. Wraz z końcem mroźnej rosyjskiej zimy Niemcy mogli przystąpić do planowania nowych działań zaczepnych, choć główny akcent kładziono w tym czasie na odcinek środkowy, gdzie decydujące boje staczała Grupa Armii "Środek". Miało to jednak niebagatelny wpływ na sytuację pod Leningradem, bowiem dowództwo Wehrmachtu wprost wyraziło spostrzeżenie, iż sukces na północy uzależniony jest od tryumfu na południu. Co więcej, w planowaniu przyszłej ofensywy brano pod uwagę przede wszystkim dobro innych odcinków, co pokazuje, iż po raz kolejny mamy do czynienia z lekceważeniem sytuacji w rejonie Leningradu. Zwróćmy zatem uwagę, iż gdyby Hitler od razu rozprawił się z miastem, latem 1943 roku nie musiałby sobie nim zawracać głowy. Tak się jednak nie stało, a planowane natarcie miało doprowadzić do ponownego odcięcia Leningradu, co odciążyłoby część jednostek Grupy Armii "Północ". Poszczególne dywizje mogłyby zostać oddelegowane w inne miejsca i wspomóc co bardziej zagrożone odcinki frontu, w tym operację w rejonie Kurska. Ta była bowiem najważniejszym wydarzeniem połowy 1943 roku. Niewiele działo się na froncie do połowy lipca 1943 roku. Lokalne utarczki nie miały większego wpływu na ogół walk, a Niemcy spokojnie szykowali się do głównego natarcia. Przeliczyli się w swoich rachubach, bowiem dowództwo radzieckie zaplanowało śmiałą kontrakcję i 22 lipca wyprowadziło ofensywę siłami 55. i 67. oraz 8. Armii. Rozgorzały ciężkie walki w rejonie Siniawina i Porieczje, a 18. Armia musiała stawić czoła przeciwnikowi i zaniechać przygotowań do własnej akcji zaczepnej. 24 sierpnia walki wygasły. Status quo na froncie pozostał nienaruszony, ale siły radzieckie odniosły spory sukces, przeszkadzając 18. Armii w planowaniu ofensywy, która teraz została po prostu odłożona. Lato 1943 roku nie przyniosło zatem rozstrzygnięcia na froncie północnym. Wydawało się, iż jest to rejon walk zepchniętych na dalszy plan, a główne wydarzenia rozgrywają się w pasie działania Grupy Armii "Środek". Pogląd ten nie był odosobniony w dowództwie niemieckim, które jeszcze w maju planowało zajęcie Leningradu, a teraz musiało myśleć o utrzymaniu w miarę stabilnego frontu Grupy Armii "Północ". Ogółem liczyła ona 741 tys. ludzi wspieranych przez 370 samolotów i 385 wozów pancernych i czołgów. Naprzeciw Armia Czerwona mogła rzucić do boju tyle samo żołnierzy pod samym Leningradem, a drugie tyle na południowym skrzydle Grupy Armii "Północ". 20 października utworzono 2. Front Nadbałtycki, który w miesiąc później otrzymał jeszcze wsparcie 1. Armii Uderzeniowej funkcjonującej do tej pory w ramach rozwiązanego Frontu Północno-Zachodniego. Zmiany te były niezwykle ważnym czynnikiem prowadzenia dalszej ofensywy. W zasadzie na styku Grupy Armii "Środek" i Grupy Armii "Północ" przez cały rok utrzymywał się dość stabilny front. Działania w północnym sektorze cały czas znajdowały się na dalszym planie i ani jedna, ani druga strona nie miała sił i środków do angażowania się w drugorzędną kampanię. Efektem był zastój i jedynie lokalne utarczki, które pozostawały w cieniu wydarzeń na froncie południowym i środkowym. Dopiero pod koniec 1943 roku w sektorze działań Grupy Armii "Północ" notowano ożywienie, które związane było z nadciąganiem mroźnej rosyjskiej zimy. Zdążyliśmy się już zapewne przyzwyczaić do faktu, iż okres styczniowy był przez Sowietów aktywnie wykorzystywany w działaniach zaczepnych przeciwko niemieckiemu zgrupowaniu w rejonie Leningradu i nie tylko. Żołnierze Wehrmachtu wciąż nie mogli się przyzwyczaić do trudnych warunków atmosferycznych, niskiej temperatury. Ich wyposażenie nie pozwalało im na skuteczne przeciwstawienie się naporowi wojsk radzieckich, co skłaniało Kwaterę Główną do słusznych wniosków - uderzenia trzeba przeprowadzać zimą, bo wtedy przynoszą najlepszy efekt. W związku z tym ostatnie tygodnie 1943 roku spożytkowano w celu przygotowania operacji przełamania w rejonie Leningradu. Samo miasto było w tym czasie w miarę bezpieczne, a Niemcy nie mieli większych okazji do rozbicia skutecznej defensywy nieprzyjaciela. Sami nie byli gotowi na zbudowanie linii obrony, choć dowództwo starało się w maksymalnym stopniu zabezpieczyć sektor najbardziej narażony na uderzenie przeciwnika.

Spokój na froncie Grupy Armii "Północ" pozwalał Niemcom na lepsze organizowanie się w rejonach położonych bardziej na południe. Szczególną rolę w planach dowództwa Wehrmachtu zajmowała Grupa Armii "Środek". Wprawdzie po wiosennej kontrofensywie w rejonie Charkowa Hitler i jego sztab zaplanowali kolejną ofensywę na występ pod Kurskiem, ale dostrzegali ogromny potencjał wojsk położonych na północ od tej linii. Zlikwidowanie występu pod Rżewem było niezwykle udaną operacją przeprowadzoną niewielkim nakładem sił. Skrócenie linii zaopatrzeniowych oraz linii frontu uwolniło część jednostek, które mogły się przydać w rozstrzygających bojach. Ocena radzieckiego "zwycięstwa" pod Rżewem i Wielkimi Łukami jest skomplikowana. Z jednej strony, jak już mówiliśmy, uzyskujemy obraz znacznego ułatwienia dla prowadzenia niemieckich operacji defensywnych, z drugiej musimy dostrzec, iż przesunięcie linii frontu zbliżało Armię Czerwoną na niebezpieczną odległość od Smoleńska. W dokumentach USIS czytamy nawet: "Było to zwycięstwo strategicznie równie wielkie jak w Stalingradzie, gdyż otwierało drogę do Smoleńska". Nie możemy oczywiście przeceniać sukcesu sił radzieckich i porównywać go z przełomowym tryumfem pod Stalingradem, ale warto zwrócić uwagę na rejon smoleński w kontekście dalszych ofensyw radzieckich. Latem 1943 roku siły Stalina doszły do liczby 8 mln żołnierzy. Wprawdzie do tej pory stracono niemal równowartość ówczesnego stanu Armii Czerwonej, jednakże Sowieci byli w stanie szybko odbudowywać wyniszczane armie i wystawiać na ich miejsce nowe. Wydawało się, że niewyczerpane zapasy ludzi pozwalają Stalinowi kontrolować sytuację na froncie radzieckim. Niemcy nie mogli sobie pozwolić na komfort odtwarzania wielkich jednostek, a wojna na innych frontach przybierała coraz gorszy obrót. W maju 1943 roku jednostki niemieckie i włoskie skapitulowały przed Amerykanami i Brytyjczykami w Afryce Północnej. Sukces aliantów w południowej części basenu Morza Śródziemnego pozwolił im na przemyśliwanie o dalszej ofensywie, z otwarciem drugiego frontu w Zachodniej Europie na czele. Na razie jednak dowódcy sił sprzymierzonych zdecydowali się na wysadzenie desantu na Sycylii i rozpoczęcie kampanii włoskiej. Zainicjowanie operacji "Husky" pozwalało na rozpoczęcie okrążania sił niemieckich od południa, co w połączeniu z możliwym przełamaniem na froncie radzieckim zwiastowało smutny koniec III Rzeszy. Po tej krótkiej analizie sytuacji strategicznej na froncie europejskim, wrócić musimy do Grupy Armii "Środek". Do lipca 1943 roku w zasadzie nic się tutaj nie działo. Zastój spowodowany był długą wiosną, która wykluczała operacje wojsk pancernych ze względu na roztopy pozimowe, które zamieniły drogi w nieprzejezdne grzęzawiska. Obie strony szykowały się do rozstrzygającego uderzenia w rejonie Kurska. Zanim przejdziemy do opisu wydarzeń na froncie Grupy Armii "Środek", musimy zająć się największą bitwą pancerną w dziejach wojskowości.

Po tym, jak niemieckie natarcie na południu zostało wyhamowane, na froncie Grupy Armii "Południe" zapanował spokój. Zresztą, wiosna i tak uniemożliwiała wykonywanie operacji, więc nie było o mowy o jakichś większych akcjach z jednej czy drugiej strony. Jeszcze w marcu strona radziecka rozpoczęła przygotowania do operacji uderzenia z występu pod Kurskiem. Łuk kurski stanowił dogodne miejsce do prowadzenia ofensywy, a koncentryczne natarcie w dół i w górę mogło doprowadzić do wyniszczenia sił niemieckich zbierających się w rejonie Biełgorodu od południa i Orła od północy. Dalekosiężne plany wykraczały nawet poza rubież charkowską, a stamtąd dalej, jeśli oczywiście pozwoli na to przeciwnik. Do planów radzieckich wrócimy przy okazji omawiania operacji "Kutuzow" i "Rumiancew", na razie skupić się musimy na przeciwniku Armii Czerwonej, który także nie próżnował i z zapartym tchem śledził niepokojące wydarzenia na arenie międzynarodowej. Co gorsza, sprawy przybierały kiepski obrót na froncie radzieckim, co skłaniało Hitler i jego dowódców od szukania rewolucyjnych rozwiązań. Także w marcu zaczęły krystalizować się plany zlikwidowania niebezpiecznego występu radzieckiego w rejonie Kurska. Zagrożenie było oczywiste, co zmuszało Naczelne Dowództwo Wehrmachtu do interwencji. Kolejni dowódcy przedstawiali własne wizje działań militarnych, a na uwagę zasługują przede wszystkim dwie koncepcje - feldmarszałka Ericha von Mansteina i szefa Sztabu Generalnego gen. Kurta Zeitzlera. Dowódca Grupy Armii "Południe" proponował strategiczny odwrót wciągający Sowietów na zachód, a następnie rozbicie nieostrożnych wojsk przeciwnika. To oczywiście nie było zbieżne z pomysłami, które do tej pory preferował Adolf Hitler. Z radością powitał on zatem inicjatywę Zeitzlera, który 11 kwietnia przedstawił projekt operacji "Cytadela" zakładającej atak 9. Armii od strony Orła i 4. Armii Pancernej od strony Biełgorodu w celu zajęcia Kurska i przecięcia zgrupowania radzieckiego na dwie części. Koncepcja Zeiztlera zaowocowała wydaniem Rozkazu Operacyjnego nr 6 z 15 kwietnia, w którym czytamy: "Postanowiłem, że bezwzględnie najważniejszą ofensywą tego roku będzie operacja 'Cytadela', przeprowadzona kiedy tylko pozwolą na to warunki pogodowe. Jest to ofensywa o decydującym znaczeniu. Musi zostać zrealizowana szybko i zdecydowanie [...]". Zauważmy, że całość działań nazywano "najważniejszą ofensywą", co oznaczało, że łuk kurski otrzymuje priorytet w planach niemieckich. Natychmiast pojawiły się jednak rozbieżności spowodowane odmiennymi zapatrywaniami pozostałych dowódców, którzy sceptycznie spoglądali na plany "Cytadeli". Generalny inspektor wojsk pancernych, gen. Heinz Guderian, próbował za wszelką cenę odwieść Hitlera od pochopnej decyzji o rozpoczęciu ataku. Udało się mu wynegocjować przesunięcie działań, które początkowo miały rozpocząć się 3 maja. W konsekwencji, wobec coraz większych rozbieżności, termin stale przesuwano. Führer zwlekał i dopiero 21 czerwca zdecydował się na wydanie odpowiednich rozkazów, nakazując uderzenie w piątym dniu lipca. W miarę upływu czasu uwidocznił się jednak coraz silniejszy sceptycyzm Hitlera, który w czerwcu mówił już, iż "Cytadela" będzie ofensywą o ograniczonym charakterze, a jej efekty powinny przynieść raczej zmiany w postaci niewielkiej korekty na froncie. Zeitzler cały czas dopatrywał się w niej rozstrzygającego uderzenia, ale trudno się mu dziwić, skoro to on opracował plan. Dowódca 9. Armii gen. Walther Model zdawał sobie sprawę, iż napotka na swej drodze mocny opór Sowietów, jednak z optymizmem patrzył w przyszłość, spodziewając się przełamania po trzech dniach walk. Wszystkie plany zweryfikowała wojenna rzeczywistość, która doprowadziła do bitwy na łuku kurskim. Sowieci zdawali sobie sprawę z koncentracji niemieckich wojsk, mieli zresztą dość dokładne dane przekazywane przez wywiad. Stąd też nie może dziwić, iż Kwatera Główna wiedziała o planach niemieckich już w kwietniu, a w lipcu poszczególni dowódcy mieli na tyle dokładne rozeznanie w rozkładzie jazdy Wehrmachtu, że inicjowali ostrzeliwanie artyleryjskie na krótko przed tym, jak do boju weszły jednostki nieprzyjaciela. Przecieki po stronie niemieckiej stanowiły jeden z powodów niepowodzenia ofensywy "Cytadela".

"Cytadela" miała być prawdziwie mistrzowskim logistycznym posunięciem. Naczelne Dowództwo Wehrmachtu chciało oddelegować do operacji rekordowe siły, szczególnie pancerne, gromadząc środki w ciągu tygodni poprzedzających ofensywę. Wprawdzie Guderian ostrzegał, że część czołgów może mieć pewne usterki techniczne, jednakże już sama ich ilość i teoretyczna jakość oddziaływały na korzyść strony atakującej. Ogółem Niemcy wyznaczyli do boju grupę północną i południową, którym warto się bliżej przyjrzeć. W składzie sił zgromadzonych w rejonie Orła uwagę należy zwrócić przede wszystkim na 9. Armię gen. Walthera Modela, w skład której weszło 15 dywizji piechoty (m.in. 20. Korpus z 45., 72., 137. i 251. DP, 23. Korpus z 216. i 383. DP oraz 78. dywizją szturmową), 6 dywizji pancernych (12. funkcjonująca jako samodzielna jednostka, 18. DPanc. z 41. KPanc., 2., 4., 9. i 20. DPanc. z 47. KPanc.), i 1 dywizja zmotoryzowana (10. Dywizja Grenadierów Pancernych). Dodatkowe wsparcie zapewniała 6. Flota Lotnicza. Zadaniem sił Modela było natarcie na odcinku Trosna i Małoarchangielska, wyjście na północne rubieże Kurska i zajęcie miasta. W tym czasie od południa winno zbliżyć się drugie ze zgrupowań operujące z rejonu Biełgorodu. Jego zadaniem było opanowanie linii łączącej Biełgorod i Dmitrijewsk, a następnie zbliżenie się do południowej części Kurska. Nawiązanie styczności pomiędzy obydwiema grupami zakończyłoby proces tworzenia kotła złożonego z sił radzieckich. W składzie zgrupowania południowego operowała głównie 4. Armia Pancerna gen. Hermanna Hotha (2. Korpus Pancerny SS, 48. Korpus Pancerny i 52. Korpus Piechoty) z 4 dywizjami piechoty, 5 dywizjami pancernymi i 1 dywizją zmotoryzowaną oraz grupa operacyjna gen. Wernera Kempfa (3. Korpus Pancerny, 42. Korpus Piechoty, 106. i 320 DP operujące w składzie Grupy "Raus") licząca sobie 6 dywizji piechoty i 3 dywizje pancerne. Wsparcie zapewniała 4. Flota Powietrzna. Do uderzenia mogła zostać zaangażowana 2. Armia gen. Waltera Weichsa, ale włączenie jej do działań uzależnione było sukcesem w okrążaniu sił nieprzyjaciela. W sumie Niemcy zdołali zgromadzić na kierunku kurskim 900 tys. ludzi, którzy mogli wykorzystać blisko 10 tys. dział i moździerzy, 2700 czołgów i 2050 samolotów. Po drugiej stronie także znajdowały się potężne wojska, których liczba opiewała na 1 mln 336 tys. żołnierzy, którzy mieli do dyspozycji 19 098 dział i moździerzy, 3444 czołgi i 2172 samoloty. Zostali oni ułożeni w następującym szyku - rejonu na wysokości Orła bronił głównie Front Briański gen. Markiana Popowa, który miał do dyspozycji 11., 3. Armię, 4. Armię Pancerną (11., 25., 30. KPanc. i 6. KZmech.), 61. i 63. Armię. Poniżej znajdowały się broniące wykuszu wojska Frontu Centralnego z marsz. Rokossowskim na czele. Miał on pod swoją komendą 13. Armię gen. Puchowa, 2. Armię Pancerną gen. Rodina (16., 3. KPanc. oraz 7. KZmech.), 70. Armię gen. Gałanina, 65. Armię gen. Batowa i 60. Armię gen. Czerniachowskiego. Wreszcie południowego odcinka łuku kurskiego bronił Front Woroneski gen. Watutina, który mógł użyć w boju 1. Armię Pancerną gen. Katukowa (10., 6. i 31 KPanc. oraz 3. KZmech.), 38. Armię gen. Czybisowa, 40. Armię gen. Moskalenko, 69. Armię gen. Kruczenkina, odtworzoną 6. Armię Gwardii gen. Czystiakowa i 7. Armię Gwardii gen. Szumiłowa. Dalej na południe bronił się Front Południowo-Zachodni gen. Malinowskiego. Dodatkowo 10 lipca powstał Front Stepowy gen. Iwana Koniewa stanowiący odwód wojsk walczących pod Kurskiem. Już po południu 4 lipca niemieckie lotnictwo zaczęło naloty na pozycje wroga. Siła bombardowania zrównała z ziemią umocnienia wokół Butowa, gdzie nazajutrz miały nacierać oddziały z 4. APanc. Nad ranem sowiecka artyleria zaczęła strzelać w kierunku nieprzyjaciela. Do łoskotu dział radzieckich szybko dołączył się huk artylerii niemieckiej. Toczono również walki powietrzne. W obydwu sektorach defensywnych lotnictwo niemieckie starało się atakować maszyny wroga, ale także lotniska Luftwaffe były zagrożone celnymi bombardowaniami. W pierwszej kolejności omówimy działania na froncie północnym. Rankiem rozgorzały walki w pasie obrony 13. Armii, która odpierała szaleńcze ataki 9. Armii gen. Modela. Początkowo Niemcy nie mogli przełamać zaciekłej obrony nieprzyjaciela i dopiero około południa dokonano wyłamania w sektorze obronnym 81. i 15. DP. Szybko jednak żołnierze Armii Czerwonej przeszli do kontrofensywy, a 6 lipca inicjatywa przeszła w ręce Sowietów. Niemcy zbliżali się do Ponyri i Bobrik. Ich 41. i 47. KPanc. szły też w kierunku Olchowatki. 7 lipca rozgorzała bitwa pancerna na przedpolach miasta. Niemcy nie mogli jednak przełamać fanatycznej obrony Sowietów, których czołgi T-34 siały postrach wśród pancerniaków Wehrmachtu. 8 lipca Model zarządził kolejną ofensywę, w wyniku której udało się zająć Samodurowkę (20. DPanc.). Nie powiodły się próby szturmowania wzg. 272, które kilkukrotnie przechodziło z rąk do rąk i ostatecznie pozostało przy żołnierzach Armii Czerwonej. Mimo wszystko 292. DP zdołała wkroczyć do Ponyri, gdzie 10 lipca dostała wsparcie 10. Dywizji Grenadierów Pancernych. Opanowanie przynajmniej fragmentów miejscowości nie było sukcesem na miarę zamierzeń, tym bardziej że na kierunku Olchowatki Niemcy nie mogli dokonać wyłomu. Flanki 13. Armii skutecznie osłaniały 70. i 48. Armia, co pozwalało Sowietom na budowanie silnej obrony na północ od Kurska. W zasadzie do 12 lipca niemieckie natarcie zostało w całości wyhamowane, a niemrawe próby wznowienia uderzenia podejmowane w kolejnych dniach zakończyły się fiaskiem. Tymczasem na południu rozgrywały się o wiele bardziej dramatyczne wydarzenia. O godz. 3.30 5 lipca Niemcy wyprowadzili natarcie siłami 4. APanc. i Grupy "Kempff". Ich drogi prowadziły po dwóch stronach Biełgorodu, przy czym Grupa "Kempff" uderzała przez Doniec na północny-wschód, a 4. APanc. na północ i północny-zachód, co było oryginalnym uaktualnieniem planu "Cytadeli" wprowadzonym przez Hotha. Niemiecki generał miał dotrzeć do Obojania, a stamtąd nacierać na Kursk. Od pierwszych chwil rozgorzały zatem ciężkie walki w pasie obrony 6. Armii Gwardii na linii Czerkasskoje. Nieco dalej na prawo 2. KPanc. SS szturmował pozycje radzieckie na wschodnim brzegu Worskli i do końca dnia udało się mu oczyścić przedpola zapory wodnej, wypierając 52. Dywizję Piechoty Gwardii. 5 lipca umiarkowane sukcesy notowano w pasie natarcia 48. KPanc., który z trudem posuwał się na północ, skutecznie hamowany przez lewe skrzydło 6. Armii Gwardii. Grupa "Kempff" także nie osiągnęła porażających wyników; w ciągu pierwszego dnia ofensywy przekroczyła Doniec, ponosząc przy tym spore straty, i wdarła się na 4 kilometry w ugrupowanie 7. Armii Gwardii. Dopiero nazajutrz sukcesy niemieckie były bardziej widoczne. Zarówno 48. KPanc., jak i 2. KPanc. SS przesunęły się do przodu o kilka kilometrów i odepchnęły jednostki 6. AG, zbliżając się chociażby do Jakowlewa. W tym samym czasie 48. KPanc. zaczął spychać siły 6. AG wspieranej przez 1. APanc. 7 lipca walki toczyły się w drugim pasie obrony Armii Czerwonej, co mocno niepokoiło dowództwo. Kwatera Główna postanowiła przesunąć 5. Armię Pancerną Gwardii w kierunku Prochorówki, aby mieć ją w gotowości bojowej i pod ręką na wypadek dalszych uderzeń niemieckich. A te mogły przyjść głównie z rejonu operowania 2. KPanc. SS, którego trzy dywizje oskrzydlały 1. APanc., ale i same wystawiały się na uderzenie Sowietów. 8 lipca armie radzieckie usiłowały przejść do kontrataku, jednakże inicjatywa ta została szybko zastopowana przez silne zgrupowanie niemieckie. Grupa "Kempff" z mozołem posuwała się do przodu i 8 lipca udało się opanować Mielichowo. Dalej 6. i 7. DPanc. wyruszyły na północ, kierując się do Rżawca. Szczególny postęp notowano w pasie natarcia 6. DPanc. 11 lipca miejscowość została opanowana. Rzut oka na mapę pozwala stwierdzić, iż sukcesy Grupy "Kempff" zagroziły od wschodu zgrupowaniu stawiającemu opór w pasie natarcia 4. APanc. O ile lewa flanka gen. Hotha nie osiągała porażających sukcesów, o tyle 2. KPanc. i wspomagająca go 167. DP podchodziły od zachodu do Prochorówki. Tam znajdowała się 5. APancGw., która dysponowała liczbą blisko 800 czołgów. Przeciwnik mógł wystawić 700 maszyn. 12 lipca radzieckie siły pancerne zaatakowały niemiecką szpicę uderzenia, rozpoczynając jeden z największych bojów pancernych w dziejach wojen. Przez cały dzień walczono ze sobą z najbliższej odległości, czołgi wpadały na siebie i strzelały z krótkiego dystansu, a nierzadko taranowały się wzajemnie. Chaos został zatrzymany dopiero wieczorem, kiedy walki wygasły. Straty obu stron były ogromne, sięgające kilkudziesięciu procent początkowych stanów etatowych. Zarówno Niemcy, jak i Sowieci, mieli po 300 zniszczonych czołgów i dział pancernych. Armia Czerwona ostatecznie zahamowała natarcie niemieckie, które zresztą zostało nazajutrz wstrzymane rozkazem Hitlera. Po raz kolejny spadła na niego fala krytyki ze strony doświadczonych dowódców, którzy twierdzili, iż nie należy kapitulować, gdy cel jest niedaleki. Dyktator nie chciał ryzykować dalszych zmagań, widząc komplikującą się sytuację we Włoszech, gdzie lądowały siły alianckie. Nie wiedział jednak, iż na froncie radzieckim przeciwnik przechodzi do generalnej ofensywy, która miała przyćmić nawet osiągnięcia Armii Czerwonej z rejonu Prochorówki.

Radziecka operacja "Kutuzow" miała być głównym środkiem zaradczym na zagrożenie ze strony niemieckiej Grupy Armii "Środek" w myśl założenia, iż najlepszą obroną jest atak. Jeszcze w kwietniu ruszyły przygotowania do zniszczenia wroga zgromadzonego w rejonie Orła. To właśnie 9. Armia stać się miała głównym celem ofensywy Armii Czerwonej, a rozbicie zgrupowania niemieckiego pozwoliłoby na dokonanie przełamania dokładnie w centrum frontu niemiecko-radzieckiego. Zwróćmy przy tym uwagę, iż uderzenie mogło zostać wyprowadzone znacznie większymi siłami niż te, które zadysponowano do operacji obronnej w momencie rozpoczęcia operacji "Cytadela". O ile w walkach wzięły udział głównie Front Centralny, Front Woroneski, część Frontu Stepowego i część Frontu Południowo-Zachodniego, o tyle dla operacji zaczepnych przewidziano jeszcze wsparcie spokojnie stojących wojsk Frontu Briańskiego gen. Popowa i Frontu Zachodniego gen. Sokołowskiego. 12 lipca sytuacja dojrzała do tego, by nie niepokojone armie mogły przystąpić do ofensywy. W związku z tym natarcie rozpoczęły Front Briańśki i Front Zachodni, uderzając na występ niemiecki w rejonie Orła oraz siły zgromadzone na tyłach 9. Armii, głównie przynależne do 2. Armii Pancernej. Co więcej, Kwatera Główna nie miała zamiaru poprzestać na wykonaniu pierwszej fazy planu - w grę wchodziło jeszcze rozbicie sił niemieckich w rejonie Biełgorodu i Charkowa opatrzone kryptonimem "Rumiancew". To z kolei umożliwiłoby wyeliminowanie z walki lewego skrzydła Grupy Armii "Południe". Zauważmy zatem, że plany radzieckie były niezwykle śmiałe i mogły doprowadzić do ostatecznego przełomu na froncie. W pierwszej kolejności zająć się musimy losami zgrupowania orłowskiego, a więc 9. Armii i 2. APanc., choć ta do tej pory nie uczestniczyła w walkach. Niemcy przewidywali możliwość radzieckiej ofensywy, dlatego silnie umocnili pas przyległy do linii frontu, szczególnie skupiając się na budowaniu defensywy newralgicznych pozycji, z których na plan pierwszy wysuwają się Orzeł, Mceńsk i Bołchow. Na północy uderzenie wykonywał Front Zachodni, obierając kurs na Bołchow. Gen. Sokołowski miał do dyspozycji głównie 11. i 50. Armię, 1., 5. i 25. KPanc. Wsparcie z powietrza zapewniała 1. ALot. (1322 maszyny). Ciężar działań w pasie działania Frontu Zachodniego spoczywał na barkach żołnierzy 11. Armii Gwardii gen. Bagramiana. Lewym sąsiadem Frontu Zachodniego była 4. APanc. gen. Badanowa, za którą stały 61. Armia gen. Biełowa, 3. Armia gen. Gorbatowa, 3. APancGw. gen. Rybałko, 63. Armia gen. Kołpakcziego (Front Briański, któremu oddano jeszcze 15. ALot.). Jeszcze bardziej na południe rozmieszczona została 48. Armia przynależna do Frontu Centralnego. Operacja "Kutuzow" rozpoczęła się przygotowaniem artyleryjskim w dniu 11 lipca. Po południu rozgorzały walki zainicjowane przez inżynieryjne oddziały Armii Czerwonej, które oczyszczały przedpole sił głównych. Gen. Henrici, który niegdyś dowodził 4. APanc., pisze, iż sztab niemiecki bagatelizował znaczenie ataków wroga: "Dowództwa grupy armii i 2 armii pancernej nie przywiązywały do tych ataków specjalnej wagi". A tymczasem o 6.50 12 lipca uderzenie wyprowadziła 11. Armia Gwardii. Niemal natychmiast do boju poszły silne radzieckie czołgi, które wspierała piechota i strzelająca artyleria. Aktywne było lotnictwo, dokonując zmasowanych nalotów na pozycje niemieckie. Te jednak silnie umocniono i dopiero o 10.00 dowództwo 11. AGw. notowało pierwszy poważniejszy sukces w postaci zdobyczy Dudino. Pierwszy pas obrony nieprzyjaciela został przełamany. Podobnie rzecz się miała w pasach natarcia innych armii, które także osiągały umiarkowane sukcesy. Do wieczora udało się wedrzeć na odległość nie przekraczającą 7 kilometrów, co było wynikiem satysfakcjonującym dla radzieckiego dowództwa. 13 lipca po raz kolejny rolę pierwszoplanową odgrywała 11. Armia Gwardii z 1. i 5. KPanc. na czele. Jednostki te wbił się klinem w ugrupowanie niemieckie, oskrzydlając Bołchowo. 61. Armii udało się dobić do Kubny, co pozwoliło na wyjście na południowe i wschodnie rubieże Bołchowa. Następnego dnia Niemcy, widząc komplikującą się sytuację w rejonie ważnego punktu defensywnego, próbowali przeciwuderzeń. Kontrakcja 18. i 20. DPanc. oraz 25. DZmot. godziła głównie w 8. Korpus Gwardii z 11., 26. i 83. dywizją. Natarcie prowadzono już pod dowództwem gen. Modela, który 14 lipca zmienił gen. Rudolfa Schmidta na stanowisku dowódcy 2. APanc. Walki toczyły się głównie w rejonie Sorokino, a Niemcom nie udało się pobić nieprzyjaciela, który korzystał z wydatnej pomocy korpusów pancernych. Następnego dnia inicjatywa przeszła w ręce Sowietów, którzy z powodzeniem zakończyli akcję szturmowania Sorokino. Siły radzieckie posuwały się do przodu, choć uwidoczniło się niepokojące przodownictwo 11. AGw., względem której pozostałe jednostki po prostu odstawały. Mimo wszystko, dzięki zainicjowaniu natarcia Frontu Centralnego 15 lipca, ewentualny kryzys nie nastąpił na południu, ale już w rejonie Bołchowa sytuacja nie wyglądała tak dobrze. 2. APanc. z furią próbowała przetrącić kręgosłup 11. AGw. i nieustannie nękała tę jednostkę swoimi kontrnatarciami. Na lewym skrzydle udało się Niemcom powstrzymać 61. Armię, która zmuszona była bić się z 12. DPanc. ze składu 9. Armii i fragmentami 35., 53. i 55. KPanc. z 2. APanc. Na prawym skrzydle 11. AGw. bardzo słabo radziła sobie 50. Armia, która walczyła w pierwszym pasie obrony niemieckiej i z trudem posuwała się do przodu, jeśli w ogóle do tego dochodziło. W związku z przejściowymi kłopotami sąsiadów 11. AGw. musiała samodzielnie toczyć boje w rejonie Bołchowa, co kosztowało ją wielu zabitych i rannych oraz ogromną ilość zniszczonych maszyn. Już 18 lipca gen. Sokołowski wprowadził do bitwy drugi rzut swojego frontu, który stale wzmacniano kolejnymi posiłkami. W konsekwencji przeciwko Niemcom działały jeszcze 25. KPanc. i 11. Armia gen. Fiediunińskiego. Wściekłe ataki niemieckie niemal przez tydzień angażowały żołnierzy 11. AGw. Z trudem, ale jednak, odpierali oni uderzenia wroga i oczekiwali wejścia do boju kolegów z 4. APanc. Szczególnie zacięte walki toczono pod Chotyńcem. Dopiero 26 lipca siły Frontu Zachodniego wznowiły natarcie, którego efektem było wyzwolenie Bołchowa po trzydniowej bitwie. Front Zachodni osiągnął wreszcie główny cel swojej ofensywy, zabezpieczając od północy działania zgrupowania orłowskiego, które nieźle poczynało sobie począwszy od 15 lipca. W ciągu trzech poprzedzających to wydarzenie dni walki toczyły 3. i 63. Armia, które wdarły się w pas obrony nieprzyjaciela na odległość ok. 18 kilometrów. Do 18 lipca linia frontu została przesunięta o ponad 20 kilometrów względem stanu wyjściowego. Tymczasem od południa natarcie prowadziły już wojska Frontu Centralnego. Dodatkowo do boju oddelegowano 3. APanc. gen. Rybałki. 70., 13. i 48. Armia, przy wsparciu 2. APanc. gen. Rodina, likwidowały występ niemiecki na południe od Orła. W ciągu dwóch dni walk przywrócono status sprzed 5 lipca, a 2. APanc. zaczęła manewr okrążania wojsk 9. Armii gen. Modela od zachodu. 18 lipca wojska Frontu Briańskiego przeszły do zdecydowanego uderzenia na pozycje wroga. 3. APanc. walczyła z siłami 47. KPanc. gen. Lemelsena, opór stawiał też 41. KPanc. 19 lipca siły niemieckie rozpoczęły odwrót za Okę, aby budować korzystniejszą linię obronną. W pościg ruszyły 3. Armia i 3. APanc. Konsekwencją ciężkich walk było opanowanie Sobakino w dniu 22 lipca. 48. Armia z Frontu Centralnego spychała Niemców od południa w kierunku na Kromy. Gdy niemiecki opór stężał, radzieckie natarcie zaczęło wyhamowywać. 25 lipca działania wznowiono z podwójną mocą, a na efekty nie trzeba było długo czekać. 3. Armia przeszła przez Okę, zagrażając Orłowi. Miasto zostało w najbliższych dniach odcięte od południa, północy i wschodu, a do szturmu przystąpiły wojska Frontu Centralnego i Frontu Briańskiego. 4 sierpnia rozgorzał bój o miasto. Następnego dnia Orzeł został wyzwolony. Na tym nie skończyły się postępy wojsk radzieckich. Zacytujmy historyka (Antoni Karpiński, "Kursk 1943"): "Po opanowaniu Orła wojska radzieckie kontynuowały działania zaczepne. 18 sierpnia związki taktyczne Frontu Zachodniego, Briańskiego i Centralnego wyszły na rubież Żyzdra, Litiż, gdzie chwilowo zatrzymały się w celu przygotowania nowej operacji na kierunku briańsko-homelskim". W tym miejscu zostawiamy Grupę Armii "Środek" i wędrujemy na południe, gdzie stoczono boje o Biełgorod i Charków.

Niemców mocno zaskoczyło natarcie w rejonie Orła. Podejrzewali, iż przeciwnik chce rozprawić się z Grupą Armii "Środek" i rzucił tam wszystkie siły, jakimi rozporządzał. Jakież było zdziwienie dowództwa Wehrmachtu, gdy w przeddzień zdobycia Orła na kierunku biełgorodzko-charkowskim także wybuchły walki, i to z większą siłą niż w przypadku zgrupowania północnego. Co gorsza, Niemcy mocno osłabili swoje siły znajdujące się w rejonie Biełgorodu, oddelegowując część z nich w inne rejony Europy, gdzie sprawy przybierały fatalny obrót dla polityki militarnej Rzeszy. W połowie lipca niemal na całym froncie południowym coś się działo. Armia Czerwona powoli przechodziła do ofensywy, ale żołnierze byli już zmęczeni ciągłymi walkami, co skłoniło dowództwo do zastosowania przymusowej przerwy operacyjnej. Pauza trwać miała do 3 sierpnia, kiedy to planowano uruchomić tryby machiny Armii Czerwonej i rozpocząć operację "Rumiancew". Jej założenia omówiliśmy przy okazji operacji "Kutuzow", teraz musimy zająć się siłami zgrupowania radzieckiego i niemieckiego. W przypadku Niemców sprawa jest o tyle prosta, że defensywę stanowiły przede wszystkim 4. APanc. i Grupa "Kempff", w których zaszły zmiany organizacyjne - część sił odesłano, część przysłano - ogółem jednak z bilansem niekorzystnym dla mocy uderzeniowej lewej flanki Grupy Armii "Południe". Jeśli zaś chodzi o przeciwnika niemieckich żołnierzy, to Kwatera Główna zadecydowała, iż uderzenie wykonywać będzie Front Woroneski gen. Watutina (6. Armia Gwardii gen. Czystiakowa i 5. Armia Gwardii gen. Żadowa, 1. APanc. gen. Katiukowa, 5. APancGw., 5. KPanc. oraz wspomagające je 27. Armia gen. Trofimienko i 40. Armia gen. Moskalenko oraz trzy korpusy pancerne przy wsparciu 2. ALot.). Dalej na południe stał Front Stepowy gen. Koniewa z 53. Armią gen. Managarowa i 69. Armią gen. Kriuczenkina, 7. Armią Gwardii gen. Szumiłowa i 5. ALot. Wreszcie lewą flankę sił przygotowanych do wykonania założeń operacji zamykał Front Południowo-Zachodni gen. Malinowskiego, którego 57. Armia gen. Gagena miała współpracować z 7. Armią Gwardii. Przewaga radziecka była niepodważalna - kilkukrotnie silniejsze wojska miały zapewnione wsparcie artylerii i lotnictwa, co pozwalało Kwaterze Głównej z optymizmem patrzeć w przyszłość. O świcie 3 sierpnia ostrzeliwanie rozpoczęły radzieckie działa. Po raz kolejny lawina ognia zalała niemieckie pozycje, a gdy artyleria umilkła do boju ruszyły wojska Frontu Woroneskiego i Stepowego. Niemal natychmiast siły Armii Czerwonej uzyskały powodzenie - szczególne sukcesy notowano w pasie działania wojsk pancernych, które bez trudu radziły sobie z osłabioną niemiecką obroną, dokonując kilkukilometrowych wyłomów w pasie natarcia Frontu Woroneskiego. Pod koniec dnia wojska ta miały za sobą niejednokrotnie ponad 20 kilometrów przebytego terenu, który odbierano przeciwnikowi. W pierwszym dniu ofensywy "Rumiancew" przełamano zatem pierwszy pas obrony na odcinku północnym. Gorzej wiodło się Frontowi Stepowemu, który wdał się w ciężkie walki z oddziałami Grupy "Kempff". Mimo wszystko do wieczora i tutaj udało się odepchnąć Niemców, którzy musieli teraz obrać kierunek południowy. Kolejnego dnia sytuacja była niemal bliźniaczo podobna - wojska radzieckie spokojnie nacierają, a przeciwnik stopniowo ustępuje z zajmowanego terenu, przechodząc o kolejne 20 kilometrów na południe. Zagrożony był w tym czasie Biełgorod, który przydzielono strefie operacyjnej Frontu Stepowego. Na efekty nie trzeba było długo czekać i do wieczora miasto padło łupem 7. Armii Gwardii. Sukces ten był pierwszym z celów, jakie miała zrealizować Armia Czerwona w trakcie trwania nowej ofensywy. 6 lipca pod Tomarowką spotkały się czołówki 1. APanc. i niemieckiej 19. DPanc. Bój został rozstrzygnięty na korzyść Sowietów. Teraz siły Frontu Woroneskiego zaczęły przesuwać się na południe celem odcięcia od zachodu Charkowa. Obronę niemiecką wzmocniły 3. DPanc. i DPanc. "Das Reich", które miały budować defensywę wokół Charkowa i bronić miasta. Efektem postępowania ofensywy było opanowanie miejscowości Bogoduchow przez 1. APanc. i Sławgorodok przez 40. i 27. Armię. Postępy radzieckich wojsk pancernych są przez Amerykanów (Dokumenty USIS) określane jako "rosyjski Blitzkrieg", co jasno pokazuje, jak szybko przesuwały się do przodu wojska Frontu Woroneskiego i częściowo Frontu Stepowego, choć ten był ewidentnie wolniejszy od sąsiada. Od 11 sierpnia na skrzydło 1. APanc. spadały kontruderzenia niemieckich dywizji pancernych. W ciągu kilku dni zaciętych walk wojska radzieckie zażegnały chwilowy kryzys, mając coraz wydatniejszą pomoc innych jednostek. 13 sierpnia natarcie wyprowadziła chociażby 6. Armia Gwardii, posuwając się o kilkanaście kilometrów do przodu. Nie udała się ta sztuka 27. Armii, gdy 18 sierpnia spadło na nią uderzenie niemieckich wojsk pancernych w rejonie Achtyrki. Sowieci zwietrzyli szansę zniszczenia tego zgrupowania przeciwnika, co pozwoliłoby im na rozprawienie się z najsilniejszymi jednostkami niemieckimi na drodze do Charkowa. Jakby tego było mało, na dalekim południu, Armia Czerwona przechodziła do ofensywy, co stawiało 4. APanc. i wspierające ją jednostki w położeniu krytycznym. W dniach 19-25 sierpnia rozgorzały pancerne bitwy w rejonie Achtyrki, które Sowieci rozstrzygnęli na swoją korzyść. Ogromne straty zadane przeciwnikowi przesądziły o losach operacji "Rumiancew". Sama Achtyrka padła łupem sił Frontu Woroneskiego. Konsekwencją przełamania w tym rejonie było dobicie wojsk radzieckich do Charkowa, który 22 sierpnia stał się terenem zaciętej bitwy. Niemieckie jednostki zamknięte w mieście zdołały się wycofać i umknąć pułapce zastawianej przez wojska Frontu Stepowego. 23 sierpnia Charków padł łupem wojsk radzieckich, po raz ostatni w tej wojnie. Cały czas był to jednak fragment ofensywy Armii Czerwonej prowadzonej od lipca. Jej przebieg całkowicie zmienił oblicze frontu od Noworosyjska po Wielkie Łuki. Żeby nie pominąć żądnej ważnej kwestii, przesuwać się będziemy wzdłuż frontu, podążając od południa. Pamiętamy, iż pod Noworosyjskiem Hitler pozostawił 17. Armię, która zbudowała tam sporych rozmiarów przyczółek wokół Półwyspu Tamańskiego. We wrześniu sytuacja w tym rejonie była niebezpieczna. Hitler, jak to zwykle w przypadku odwrotów strategicznych bywało, wahał się i początkowo nie chciał dać przyzwolenia na opuszczenie rejonu Noworosyjska. Dodatkowo obawiał się o stosunki niemiecko-tureckie, które mogły się pogorszyć w wypadku opuszczenia terenów zajmowanych przez 17. Armię. We wrześniu rozpoczęto jednak operację przewożenia 17. Armii przez Cieśninę Kerczeńską. Całość działań trwała ponad 30 dni, w trakcie których na Krym trafiło ponad 227 tys. Niemców i Rumunów. Wywieziono jeszcze blisko 28,5 tys. Hiwisów. Hitler postanowił okupować Krym i bronić go do końca. W związku z tym przystąpiono do budowy Twierdzy Krymskiej złożonej z pozycji obronnych 17. Armii gen. Erwina Jaenecke. Półwysep szybko stał się więzieniem żołnierzy 17. Armii, gdy pod koniec października siły radzieckie praktycznie odcięły Krym od reszty kontynentu. Jaenecke spanikował i natychmiast podjął się przygotowań do ewakuacji półwyspu. Gdy był już o krok od zainicjowania akcji, 28 października Hitler kategorycznie zakazał wycofywania się z Krymu. Być może skazało to na zagładę 17. Armię, bowiem w ciągu kolejnych dni siły radzieckie całkowicie odcięły nasadę półwyspu. 17. Armia została zdana na lotnictwo, przede wszystkim 1. KLot. płk Bauera, który dostarczał zaopatrzenie na Krym i szachował Flotę Czarnomorską. Do końca roku Sowietom udało się uchwycić niewielki przyczółek pod Kerczem i na tym w zasadzie zakończyły się działania na Krymie w 1943 roku. Rozstrzygnięcie miało tutaj nadejść z wiosną kolejnego roku. Tymczasem, idąc dalej wzdłuż linii frontu, arcyciekawe wydarzenia notowano na linii rzeki Mius i Doniec. Zająć się musimy działaniami na szerokiej przestrzeni od Taganrogu po Biełgorod na szerokości sięgającej Dniepru. Już 17 lipca rozpoczęła się radziecka ofensywa pod Izium. Tutaj natarcie wyhamowała z największym trudem 1. APanc. Kawałek dalej, na linii Mius, stały wojska 6. Armii gen. Hollidta, która nie miała juz tyle sił, aby odeprzeć natarcie Frontu Południowego gen. Tołbuchina. Niemal z miejsca został utworzony przyczółek na zachodnim brzegu rzeki, a uderzenia nie zdołała zahamować 294. DP. Manstein wahał się - z jednej strony na północy Sowieci prowadzili groźną ofensywę, z drugiej strony także Zagłębie Donieckie miało kolosalne znaczenie dla wojsk niemieckich, co skłaniało go do decyzji o wzmocnieniu odcinka południowego siłami 6. KPanc. SS, 16. DPZmot. i 23. DPanc. Na początku sierpnia udało się Niemcom zastopować przeciwnika, ale działania defensywne nie mogły być wydatne na dłuższą metę. W połowie sierpnia, gdy dogorywała obrona Charkowa, Sowieci ponownie przypuścili szturm przez Mius. Tym razem siły Hollidta, nawet po wzmocnieniach, nie były w stanie stawić czoła Frontowi Południowemu. Przyczółek utworzony kilka tygodni wcześniej był pomostem dla dalszego przesuwania się na zachód. Przez Kujbyszewo przechodziły coraz to nowe jednostki radzieckie, a 6. Armia nie była w stanie zahamować transferu. Wsparcie 1. APanc. nie było możliwe, bowiem sama borykała się z kłopotami w rejonie Izium, a jej lewy sąsiad 8. Armia nie przedstawiał szczególnej wartości bojowej. W konsekwencji front nad rzeką Mius został zagrożony, gdzie 29., 4. i 17. KA stawiały zaciekły opór. Do 30 sierpnia siedem dywizji niemieckich z 29. Korpusu Armijnego zostało okrążonych, a Sowieci wyszli nad Morze Azowskie. Dzięki nieustannym próbom wyrwania się z pierścienia, 29. KA został uratowany, ale nie powiodły się próby obrony Taganrogu i Mariampola, który 30 sierpnia wpadł w ręce Sowietów. Manstein wiedział, że musi rozpocząć wycofywanie, aby ratować resztki swoich wojsk. 3 września w Kętrzynie odbyła się narada dowódców, podczas której Hitler ostatecznie przystał na przejście na nowe pozycje znad rzeki Mius. W tym samym czasie trwa szturm Frontu Południowo-Zachodniego na pozycje 1. APanc., a od północy nadciągają już wojska Frontu Stepowego, który dopiero co stoczył zwycięską batalię o Charków. Sytuacja Niemców była zatem krytyczna, tym bardziej, że pierwszy tydzień września przyniósł rozerwanie frontu pomiędzy 6. Armią i 1. APanc. W lukę zaczęły wdzierać się radzieckie czołgi, a klin obejmował Konstantinowkę. W kolejnych dniach Niemcy próbowali rozpaczliwych kontrataków - 23. i 9. DPanc. na chwilę załatały powstałą dziurę. 8 września Hitler ponownie spotkał się z Mansteinem. I tym razem nie osiągnięto porozumienia, a prośby feldmarszałka odnośnie wycofania za linię Dniepru i na pozycję "Wotan" zostały odrzucone. 14 września północne skrzydło Grupy Armii "Południe" zostało rozbite, a Armia Czerwona zaczęła dobijać się do Czerkas. Niewiele dalej miał Front Centralny do Kijowa. Dopiero to skłoniło führera do wyrażenia zgody na odwrót. Zgody spóźnionej o kilka tygodni i wymuszonej tragiczną już sytuacją na froncie. 15 września Wehrmacht rozpoczął wielką operację odwrotu za Dniepr, aby bronić tego, co jeszcze było do obrony na wschodzie. W tym samym czasie wojska Tołbuchina posunęły się o ponad 100 kilometrów na północ od wybrzeży Morza Azowskiego i zajęły Stalino. Dalej Front Południowy posunął się na zachód i był o 100 kilometrów od Zaporoża. Na całej długości frontu trwało teraz wycofywanie Niemców, którym po piętach deptali żołnierze radzieccy. 6. Armia na wybrzeże Morza Czarnego-Zaporoże, 1. APanc. na Zaporoże-Dnieporopietrowsk i 4. APanc. na Dniepropietrowsk-Kijów. Do tego 8. Armia, która przemyka gdzieś między 1. i 4. APanc. Pod Kaniowem niektórym oddziałom radzieckim udało się wyprzedzić 24. KPanc. gen. Nehringa w wyścigu do wielkiej rzeki. 22 września żołnierze radzieccy przeprawili się przez Dniepr. Podobny sukces udało się osiągnąć pod Czernichowem. Dość dramatycznie wyglądała przez pewien moment sytuacja 24. KPanc., który na szczęście zdążył się przeprawić rankiem 24 września. Sowieci, widząc, że coraz większa ilość potencjalnych ofiar zaczyna się im wymykać, postanowili zorganizować desant sił powietrznych na zachodnim brzegu Dniepru. Operacja nie została jednak przeprowadzona poprawnie - Niemcy mocno obsadzili teren desantu pod Kaniowem i zdziesiątkowali radzieckich spadochroniarzy, co skłoniło Kwaterę Główną do odwołania dalszej części operacji. Sowieci próbowali jeszcze przedostać się przez Dniepr w rejonie Bukrynia, ale śmiałe kontrnatarcia 24. i 48. KPanc. sprawiły, iż Stalin musiał zaniechać pomysłów dotyczących szybkiego przełamania frontu i rozszerzenia tamtejszego przyczółka mostowego. Tutaj kryzys został zażegnany, w innych miejscach mógł urosnąć do rozmiarów tragedii. Zresztą, już w pierwszych dniach października 38. Armia przeprawiła się przez Dniepr i utworzyła przyczółek pod Ljutiżem, gdzie następnie toczono zacięte walki pancerne. Wojacy Wehrmachtu uciekali, niszcząc i zabierając wszystko to, co mogło się przydać przeciwnikowi, gdyby wkroczył na ziemie położone na wschodnim brzegu Dniepru zanim wojska niemieckie je splądrują. W rejonie Kijowa sprawy zaczęły przybierać niekorzystny obrót. 38. Armia zagrażała miastu od północy. Jakby tego było mało, w drugiej połowie miesiąca przerzucona została tutaj 3. Armia Pancerna Gwardii gen. Rybałko. Na odcinku obrony 4. APanc. rozgrywał się prawdziwy dramat, bowiem Sowieci rzucali do boju coraz większe siły, przełamując Dniepr, a gen. Hoth nie miał odpowiedniego rozeznania w sytuacji. Zawodziło lotnictwo, zawodziły rachuby niemieckiego dowództwa. W październiku naliczono 23 radzieckie przyczółki na zachodnim brzegu Dniepru, a niemieckie kontrataki na niewiele się zdawały. 20 października nastąpiły ważne zmiany w nomenklaturze Armii Czerwonej - poszczególne fronty przemianowano i nadano im łatwiejsze nazwy. I tak Front Południowy stał się 4. Frontem Ukraińskim, Front Południowo-Zachodni 3. Frontem Ukraińskim, Front Stepowy, 2. Frontem Ukraińskim, Front Woroneski 1. Frontem Ukraińskim, z Frontu Briańskiego i Centralnego utworzono 1. Front Białoruski, Front Kaliniński stał się 2. Frontem Bałtyckim i wreszcie Front Północno-Zachodni przemianowano na 1. Front Bałtycki. Kijowem zająć się miał 1. Front Ukraiński gen. Watutina. 3 listopada na pozycje niemieckie w rejonie Ljutiża spadł grad pocisków radzieckiej artylerii. Był to pierwszy krok do wyzwolenia stolicy Ukrainy. 38. Armia gen. Moskalenki ruszyła do boju przeciwko niemieckim dywizjom piechoty, które szybko udało się pobić. Nie pomogły interwencje 8. DPanc. i wreszcie 7. DPanc. Natarcie czołgów 3. APancGw. przeszło obok Kijowa i ruszyło na południe, co było niesamowitym zaskoczeniem dla Mansteina. Na Kijów Sowieci posłali 38. Armię, która szybko przełamała opór niemiecki i do 6 listopada wyzwoliła miasto, na dzień przed wyznaczonym przez Stalina terminem. Nie to zaprzątało w tym czasie myśli dowódcy Grupy Armii "Południe". Najgorsze były bowiem czołgi Rybałki, który ruszył na Żytomierz, a stamtąd zapewne chciał pójść do Berdyczowa. 5 listopada padł Fastów. Do walki rzucono tam przerzuconą z Francji 25. DPanc. Do Berdyczowa kierowała się 10. Dywizja Grenadierów Pancernych. To powstrzymało Rybałkę, choć 3. APancGw. zadała Niemcom ogromne straty. Dalej Manstein zgromadził kilka dywizji pancernych, które rzucił na skrzydło wroga i odzyskał Żytomierz i Fastów. Wyczyn ten nie kończył zmagań na tym odcinku frontu. Nadal trwały zacięte walki w rejonie Żytomierza. Jeszcze w pierwszym tygodniu grudnia wojska Mansteina zagrażały radzieckiemu zgrupowaniu wokół Kijowa, jednak dzięki posiłkom sprowadzonym do pomocy 3. APancGW. udało się Sowietom odzyskać inicjatywę i odbić Żytomierz. Następnie padł Korosteń, co pociągnęło za sobą dalsze sukcesy radzieckie w postaci ofensywy, która o mały włos nie odepchnęła Niemów do przedwojennej granicy II Rzeczypospolitej. Natarcie wznowiono 25 grudnia. Zwieńczył je sukces w postaci przekroczenia wspomnianej granicy 4 stycznia 1944 roku. Rozpoczęto okres wyzwalania ziem polskich. Idziemy zatem dalej na południe. Docieramy do terenów położonych na wschód od Humania, a stamtąd do Zaporoża i Perekopu strzegącego wejścia na Krym. Wyprzedziliśmy nieco wypadki dotyczące zamknięcia półwyspu, co powoduje, iż wiemy już, że Sowietom udało się zablokować 17. Armię. Jak do tego doszło? Wiemy, że Niemcy dążyli do obsadzenia linii Dniepru, o co zabiegali wyżsi dowódcy, widząc w tym procesie skuteczną możliwość skrócenia linii zaopatrzeniowych. Zeitzler rozkazał zbudować tam tzw. Wał Wschodni, do czego przystąpiła Organizacja Todta kierowana przez Alberta Speera. W praktyce umocnienia były fikcją i powstawały albo z opóźnieniem, albo w ogóle. Hitler zgryźliwe komentował to w rozmowie z Zeitzlerem: "No i proszę! Pozwoliłem na utworzenie linii obronnej wzdłuż tej rzeki, o co od dawna pan zabiegał, i gdzież jest ta linia? Nasi żołnierze zastali zupełnie dziewiczy teren". Sporo było w tym racji, choć führer nie chciał widzieć, iż w dużej mierze to on przyczynił się do klęski Wehrmachtu. Aby ratować honor i ostatnie szanse na skuteczne działania w kampanii radzieckiej, postanowił za wszelką cenę utrzymać rejon Zaporoża. Miasto posiadało cenną elektrownię, niejako podporę dla przemysłu prawobrzeżnej Ukrainy. Leżało też w newralgicznym punkcie, między Dniepropietrowskiem a Melitopolem, będąc wrotami do zachodniej części urodzajnej Ukrainy. W tamtym kierunku zdążały pewnie wojska 2. i 3. Frontu Ukraińskiego gen. Koniewa i gen. Malinowskiego. W związku z niepokojącymi postępami sił radzieckich Grupa Armii "Południe" wydelegowała 40. KPanc. gen. Henriciego, aby ten obsadził rejon Zaporoża i próbował utrzymać się na wschodnim brzegu Dniepru, co z kolei przełożyłoby się na sytuację wycofywanej właśnie 17. Armii, która rozgościła się na Krymie. Do pomocy Henriciemu przydzielono dywizję z 17. KA - niewielkie było to pocieszenie, skoro do Zaporoża zbliżały się potężne armie Sowietów. Od pierwszych dni października rozpoczął się zażarty bój o zlikwidowanie niemieckiego przyczółka. Uderzenie za uderzeniem wyprowadzały wojska gen. Malinowskiego. 10 października wyprowadził on kolejne natarcie, które 13 października zaczęło przynosić sukcesy. Masowe ostrzeliwanie artyleryjskie sprawiło, iż Zaporoże zaczęło przypominać piekło. Nazajutrz tylko wysiłkowi 16. Dywizji Grenadierów Pancernych Niemcy mogli zawdzięczać ustabilizowanie sytuacji. Niestety, był to koniec ich bohaterskiego boju. W nocy zmuszeni byli przeprawić się wreszcie przez rzekę i odpuścić. Po drugiej stronie Dniepru siły 6. Armii gen. Hollidta zaczęły obsadzać nowe pozycje. Tzw. "Wotanstellung" w rejonie Nikopola i Melitopola miała być utrzymana za wszelką cenę. 6. Armia była jednak mocno wykrwawiona, a idące z rozmachem siły Armii Czerwonej mogły zmieść z powierzchni ziemi ostatnie barykady Niemców. Ceną porażki nad Dolnym Dnieprem mogło być ostateczne odcięcie 17. Armii, na ewakuację której na razie nie zezwalał Hitler. 9 października do boju o Melitopol przystąpiły jednostki 4. Frontu Ukraińskiego gen. Tołbuchina. Z furią nacierano na pozycje 44. KA gen, Angelisa, który 23 października odparto poza linię miasta. Zarysowała się niezwykle niekorzystna sytuacja dla wojsk broniących do tej pory dostępu do Krymu. Postępy 51. Armii i 2. Armii Gwardii jako jej sąsiada od strony północnej były na tyle duże, że siły niemieckie zaczęły wycofywać się do linii Dniepru, aby przekroczyć rzekę i umknąć radzieckiej pogoni. O mały włos 44. KA nie został otoczony. W pierwszym tygodniu listopada udało się mu jednak przejść przez rzekę pod Chersoniem. Pamiętamy, że w tym czasie 17. Armia szykowała się do ucieczki z Krymu. Bezskutecznie, rozkaz Hitlera był bowiem świętością. Siły niemiecko-rumuńskie zostały odcięte na półwyspie, a fakt ten przypieczętowało zajęcie Perekopu przez wojska sowieckie. Przed końcem roku na froncie Grupy Armii "Południe" większe walki toczono jeszcze na kierunku nikopolskim. Tam rozmieszczony został głównie 40. KPanc. gen. Schörnera. Jego flanki osłaniały od południa 29. KA i od północy 4. KA. Był to jeden z ostatnich przyczółków niemieckich na lewym brzegu Dniepru. Pozwalał też sądzić, iż to stamtąd zostanie wyprowadzone uderzenie uwalniające 17. Armię. Pierścień okrążenia wokół półkola przy rzece Dniepr utworzyły radzieckie 44. Armia i 5. Armia, 3. Armia Gwardii, 6. Armia, 8. Armia Gwardii i wreszcie od północy 46. Armia. Schörner i jego żołnierze do końca roku stawiali zacięty opór i nie dali się usunąć z zajmowanych pozycji. Zmiany miały nadejść w pierwszych tygodniach 1944 roku.

Zanim zakończymy podsumowaniem rok 1943 musimy wrócić do sytuacji na froncie Grupy Armii "Środek". Armie te zostawiliśmy w momencie udanej radzieckiej kontrofensywy w rejonie Orła. Zdobycze terytorialne pociągnęły za sobą strategiczną dominację Armii Czerwonej na tym odcinku frontu. Właściwie ostatnim problemem, z jakim powinniśmy się zmierzyć, są walki w rejonie Smoleńska i marsz radziecki na Witebsk. Po sukcesie w rejonie Orła radzieckie wojska na moment wyhamowały ofensywę, co było konieczne do przeprowadzenia koncentrycznego uderzenia na południe od Kurska. W momencie, gdy tam uzyskany został poważny sukces, także północne skrzydło mogło włączyć się do dalszych walk i prowadzić uderzenie na pozycje zajmowane przez 9. Armię i 2. Grupę Pancerną. Obie jednostki poniosły spore straty podczas lipcowych walk i były mocno osłabione przed sierpniowym starciem z silnym przeciwnikiem. Warto przy okazji wspomnieć, iż każdy sukces Armii Czerwonej przekładał się na zdobycie nowych terenów, skąd natychmiast rekrutowano żołnierzy. To pozwalało na uzupełnianie stanów etatowych wyszczerbionych dywizji. Niemcy nie mogli sobie pozwolić na taki komfort, tym bardziej że angażowali się także na innych frontach - rozdzielenie zadań sprawiało, iż poszczególne rejony osłabiano kosztem innych. 7 sierpnia rozpoczęła się ofensywa Frontu Kalinińskiego i Frontu Zachodniego (dla ułatwienia nawigacji w artykule używać będziemy od tej pory nazw późniejszych, a więc - 1. Front Bałtycki i Front Zachodni pozostały bez zmian) w kierunku Smoleńska. Pas natarcia wojsk radzieckich ogarniał szeroką rubież, która na południu zaczynała się powyżej Kurska, a na północy kończyła w rejonie Wielkich Łuków. Z grubsza rozciągała się zatem w sektorze obronnym Grupy Armii "Środek". Do boju Kwatera Główna przeznaczyła 11 armii lądowych, 2 armie lotnicze oraz korpusy zmechanizowane i kawalerii. O świcie 7 sierpnia 1. i 3. ALot. rozpoczęły zmasowane bombardowanie niemieckich pozycji, które doskonale przygotowano do obrony, przede wszystkim po względem inżynieryjnym. O 6.30 wyszło główne uderzenie. Efekt nie był porażający, bowiem żołnierze Wehrmachtu twardo trzymali swoje pozycje. W konsekwencji armie radzieckie przesunęły się zaledwie o kilka kilometrów, a w niektórych sektorach walk nie notowano żadnych postępów. Dopiero kilka kolejnych dni pozwoliło Sowietom na zanotowanie umiarkowanych sukcesów w postaci przesunięcia linii frontu o 15 kilometrów na zachód. 13 sierpnia udało się wkroczyć do Spas-Demiańska, który leżał dokładnie na środku linii łączącej Wiaźmę z Briańskiem. Zdobycz ta przybliżyła Sowietów na odległość 200 kilometrów od Smoleńska, głównego celu ofensywy. Nieco bardziej na południe sukcesy odnosiły wojska prące z rejonu Orła. Tutaj ofensywę wspierały jednostki z Frontu Briańskiego i Centralnego, które od 20 października tworzyły jednolity Front Białoruski. Opór niemiecki nie malał, co zmuszało Kwaterę Główną do wyhamowania ofensywy i przegrupowania sił. W ten sposób w pas natarcia Frontu Zachodniego została przerzucona 4. APanc., która do tej pory operowała w ramach Frontu Briańskiego. 28 sierpnia wznowiono uderzenie, korzystając z kłopotów Wehrmachtu na froncie południowym. 10. Armia Gwardii wspierana przez 21. i 33. Armię dokonała mocnego wyłamania w liniach niemieckich i w ciągu dwóch dni Sowieci wkroczyli do Jelnii. Sukces ten pozwolił na poczynienie dalszych postępów na kierunku dnieprzańskim. Warto zwrócić uwagę, iż Armia Czerwona wracała do Jelnii po ponad trzech latach nieobecności w tym rejonie. 2 sierpnia 1941 roku stoczono tu bowiem ciężki bój z wkraczającymi Niemcami. Wróćmy jednak do bardziej nas interesującego września 1943 roku. 7 dnia tego miesiąca Kwatera Główna ponownie wstrzymała ofensywę, aby odpowiednio przygotować się do finałowego skoku w rejon Smoleńska. W tydzień później siły Frontu Zachodniego rozpoczęły uderzenie na Smoleńsk. Nieco bardziej na północ Front Kaliniński zbliżał się do Witebska. Efektem nowej ofensywy było zajęcie Briańska 17 września i następnie opanowanie rubieży Smoleńska. 25 września wycofały się z miasta jednostki niemieckie, którym groziło odcięcie. Następnego dnia Smoleńsk był wolny. W tym samym czasie wyzwolono Rosław. Linia frontu niemal się zatrzymała. Niemcy pozbierali swoje siły i byli w stanie skompletować obronę zdolną powstrzymać Armię Czerwoną na okres kilkunastu tygodni. W konsekwencji ciężkich walk toczonych w sierpniu i wrześniu front przesunął się o 250 kilometrów na zachód. Jedynie na prawym skrzydle wojsk radzieckich postępy były mniejsze, ale tam wojska niemieckie były silniejsze, a teren trudniejszy. Sowietom udało się wyjść na rubież połocką, ale samo miasto nie wpadło w ich ręce. Podobnie rzecz się miała z Witebskiem, przed którym przebiegały niemieckie umocnienia "Wotenstellung". Dalej uczyniony był wyłom na zachód od Smoleńska, ale bez Orszy i Mohylewa. W końcu na południowym odcinku obrony Grupy Armii "Środek" front przebiegał w kierunku Mozyrza i ogarniał północny fragment bagien Prypeci. W kolejnych dniach, a więc pierwszych tygodniach października, Sowieci bezskutecznie starali się przekroczyć wyznaczoną linię. Ich sukcesy możemy opatrzyć mianem lokalnych. Kwatera Główna nie miała konkretnego pomysłu na sforsowanie obrony wroga, a głupie akcje, jak chociażby rzucenie sił 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki do bitwy pod Lenino w dniach 12-13 października marnotrawiły siły i sprawiały, iż Armia Czerwona oddalała się od zamierzonego celu, umacniając opór niemiecki.

25 grudnia 1943 roku niemieccy żołnierze po raz trzeci świętowali Boże Narodzenie na obcej ziemi. Związek Radziecki nie nastrajał ich świątecznie. Utrata obszaru położonego na wschód od linii Dniepru była wystarczającym powodem, aby nie celebrować świąt w sposób naturalny - wszak są to dni szczęścia i rodzinnej atmosfery. Front wschodni wymagał zdecydowanie innego podejścia - tutaj nic nie było takie, jak normalnie i nawet melodyjne "Stille Nacht, heilige Nacht" brzmiało fałszywie, gdy dokoła codziennie grzmiały radzieckie działa. Sytuacja była tragiczna. Tym razem wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że Wehrmacht poniósł spektakularną klęskę i nic nie jest w stanie przywrócić status quo sprzed radzieckiej ofensywy, która została zainicjowana - nomen omen - przez niemieckie uderzenie pod Kurskiem. Lawina zdarzeń, które nastąpiły później, przesunęła front na szerokości ponad 1000 kilometrów. Przeszeregowania sięgały kilkuset kilometrów i tylko na skrzydłach były nieco mniejsze. Ogółem jednak pod koniec roku linia frontu przebiegała od Odessy wzdłuż Dniepru. Pod Nikopolem wytworzyła się wyrwa, która nie została zlikwidowana przez Armię Czerwoną - sukces ten miał być jednak kwestią czasu - dalej radzieckie wojska stały na zachodnim brzegu rzeki i obejmowały obszar niemalże po Krzywy Róg. Następnie linia frontu szła do Kijowa, na południe od miasta zakręcając i obejmując Fastów, Korosten, część bagien Prypeci i Mozyrz. Dalej rozgraniczenie między wojskami niemieckimi i radzieckimi wracało na linię Dniepru, a na wysokości Mińska siłom Wehrmachtu udało się nawet utrzymać przyczółek na wschodnim brzegu rzeki. W końcu Niemcy mieli w swych rękach Witebsk, ale pod Połockiem musieli uznać wyższość przeciwnika. Linia frontu zakręcała stamtąd na Wielkie Łuki i przez Jezioro Ilmen dochodziła do Nowgorodu i Leningradu. Na północy sytuacja wojsk niemieckich prezentowała się najlepiej, choć i tam wojska radzieckie szykowały się już do ofensywy. Prześledźmy jeszcze ustawienie armii niemieckich, które od północy zajmowały pozycje w następującym szyku - 18. Armia gen. Lindemanna, dalej 16. Armia gen. Buscha, 3. Grupa Pancerna gen. Reinhardta, 4. Armia gen. Henriciego, 9. Armia gen. Modela, 2. Armia gen. Weichsa (tutaj następują bagna Prypeci), 4. Grupa Pancerna gen. Rausa, 8. Armia gen. Woehlera, 1. Grupa Pancerna gen. Hubego, 6. Armia gen. Hollidta i wreszcie na Półwyspie Krymskim znajdowała się 17. Armia gen. Jaenecke. 2 stycznia 1944 roku prasa radziecka otrąbiła sukces w postaci zbliżenia się do przedwojennej granicy z Polską na odległość kilkudziesięciu kilometrów. Postępy Armii Czerwonej z pewnością cieszyły i już niedługo miała ona zainicjować kolejną ofensywę, która pozwoliła żołnierzom radzieckim na wyzwolenie znacznej części Europy Wschodniej i Środkowej.

Nasz tradycyjny przegląd wydarzeń z frontu radzieckiego rozpoczniemy tym razem nietypowo, bo od linii trzymanej przez Grupę Armii "Środek". Gdy w listopadzie linia ta ustabilizowała się, a Sowieci wyhamowali swoje natarcie, Niemcy uzyskali możliwość wzmacniania pasa obronnego, który zbudowali. Spokojnie trzymali umocnienia, nie pozwalając na ich przełamanie. Ich południową flankę osłaniały bagna Prypeci, których żadna armia nie mogła przebyć. Dalej sukces gwarantowała linia Dniepru i świetnie umocnione tereny Orszy, Witebska i Połocka. W rejonie ostatniego z miast Armia Czerwona poczyniła postęp jesienią 1943 roku, co na mapie wyglądało jak swoisty występ w jednolitej linii niemieckiej defensywy. W tym miejscu ofensywa zatrzymała się, a Sowieci nie byli w stanie jej naruszyć. Do czasu... 22 czerwca 1944 roku ruszyła bowiem ofensywa opatrzona kryptonimem "Bagration", która pozwoliła na przełamanie linii obronnej Grupy Armii "Środek" na całej długości frontu. Wydarzenie to nie jest jednak obiektem naszych zainteresowań, co powoduje, iż przejść musimy na front północny, gdzie święto Nowego Roku nie zwiastowało niczego dobrego dla coraz bardziej zmęczonych walką żołnierzy Wehrmachtu.

W zasadzie do końca 1943 roku obie strony konfliktu spędzały czas na przygotowaniach do noworocznego boju. Sowieci planowali wielką ofensywę, która miała rozstrzygnąć losy niemieckiego zgrupowania w rejonie Leningradu, Niemcy gorączkowo rozmyślali, w jaki sposób zastopować ewentualne natarcie nieprzyjaciela i utrzymać pozycje wokół miasta. Tradycji miało stać się zadość, bowiem co roku w styczniu Armia Czerwona zrywała się do boju przeciwko Grupie Armii "Północ". Do tej pory udawało się Niemcom przeciwstawianie swoich sił naprzeciw potęgi wroga. Jesień 1943 roku była dla nich koszmarem - niemal na całym froncie doszło do przełamań, co zwiastowało rychły koniec okupacji terenów położonych na południe od Leningradu. Pamiętamy, iż faktycznie okrążenie miasta zostało przerwane już w 1943 roku, jednakże Sowieci nie ogłosili wtedy zwycięstwa w bitwie o Leningrad, oczekując całkowitego rozwiązania problemu, który przysparzała Grupa Armii "Północ". Generał Küchler miał do dyspozycji siły 18. Armii gen. Lindemanna i 16. Armii gen. Buscha. Obie jednostki broniły się na linii sięgającej od Leningradu, przez Nowgorod, po Wielkie Łuki. Mniej więcej w tym rejonie wyznaczona została granica pomiędzy Grupą Armii "Północ" i Grupą Armii "Środek". W związku z niepokojącymi wydarzeniami na froncie środkowym i południowym także na północy Niemcy zabezpieczali się na wypadek przełamania. Nieco na zachód od Wielkich Łuków rozpoczęto wznoszenie "Wotanstellung", która rozciągała się przez Psków aż po zachodnie i północne brzegi Jeziora Peipus. Dalej umocnienia zbudowano wokół Narwy, kończąc je na styku wybrzeża bałtyckiego poniżej Zatoki Fińskiej. Zanim 16. i 18. Armia miały się wycofać na nową rubież obronną winny stoczyć bitwę na obszarze położonym na południe i południowy-zachód od Leningradu, który bezskutecznie oblegano od września 1941 roku. Kwatera Główna zdawała sobie sprawę, iż sytuacja dojrzała do ostatecznego rozstrzygnięcia. Rozmach uderzenia miał nie tylko pozbawić racji bytu zgrupowanie leningradzkie Wehrmachtu, ale i przełamać budowane na zachodzie nowe pozycje. Impet ofensywy zagroziłby zatem oskrzydleniem od północy Grupy Armii "Środek", która uparcie trwała na pozycjach. Można zatem powiedzieć, iż dowództwo radzieckie chciało usmażyć dwie pieczenie na jednym ogniu. Słusznie przewidywano, iż defensywa niemiecka w rejonie Leningradu jest dość słaba, jednakże nie spodziewano się, iż wróg może stawić zacięty opór na południowy-zachód od miasta. Do natarcia na pozycje 18. Armii wyznaczono silne zgrupowanie wydzielone z Frontu Leningradzkiego. 2. Armii przydzielono zadanie nacierania z rejonu Oranienbaumu, 42. Armia miała uderzyć na Pułkowo, a jej lewy sąsiad, 67. Armia, powinna skierować się na Mga. Jednocześnie Front Wołchowski (59., 8. i 54. Armia) wykonywałby manewr ofensywny w kierunku Lubania i Ługi, co z akcją ofensywną 2. Frontu Nadbałtyckiego zagroziłoby odcięciem siłom Grupy Armii "Północ". 2. Front Nadbałtycki (1. Armia Uderzeniowa, 22. Armia, 6. Armia Gwardii, 3. Armia Uderzeniowa i 10. Armia Gwardii) to oczywiście dobrze nam znany niegdysiejszy Front Północno-Zachodni gen. Markiana Popowa. Jego zadaniem było prowadzenie ofensywy od Nowosokolnik, celem odcięcia od południa wojsk Grupy Armii "Północ", a w szczególności 16. Armii. Do wsparcia uderzenia radzieckie dowództwo wydelegowało 13., 14. i 15. ALot. Ogółem do boju rzucono 1 mln 250 tys. ludzi wspieranych przez 1580 czołgów i 1386 samolotów, naprzeciw których stało 741 tys. żołnierzy niemieckich mających do dyspozycji 385 czołgów i 370 samolotów. Dysproporcja sił była ewidentna i szybko uwidoczniła się w starciu obu zgrupowań. Rankiem 12 stycznia 3. AUderz. i 10. AGw. zainicjowały natarcie na kierunku Nowoskolnik, zaskakując obrońców 16. Armii. W dwa dni później do walk włączyła się 22. Armia, której uderzenie pozwalało na wykonanie manewru okrążającego Nowoskolniki. Tego samego dnia szturm na pozycje niemieckie przypuściły wojska Frontu Wołchowskiego. Szybko uchwycono przyczółek na zachodnim brzegu Jeziora Ilmen, co pozwalało na prowadzenie dalszej ofensywy z ominięciem potężnej zapory wodnej. Jakby tego było mało, od północy atak przypuściły wojska Frontu Leningradzkiego, w czym celowała szczególnie 2. Armia Uderzeniowa gen. Fiediunińskiego. Jego wojska spadły na 3. KPanc. SS, osiągając jednak niewielkie postępy terytorialne. Następnego dnia jej wysiłek wsparła 42. Armia, co przełożyło się na wzmocnienie siły uderzeniowej Frontu Leningradzkiego. Kolejnego dnia 54. Armia wyruszyła w stronę Lubania, a Front Wołchowski przeciął szosę z Nowgorodu do Czudowa. Nowgorod stał się też celem 59. Armii, która przystąpiła do okrążania miasta. Niemcy stawiali fanatyczny wręcz opór, ale na północy ich sytuacja zaczęła się komplikować w związku z postępami Frontu Leningradzkiego, którego 30. KP opanował rubież bezpośrednio poprzedzającą Ropszę. Nieco bardziej na prawo do miasta zbliżały się czołówki 2. AUderz. 19 stycznia w rękach żołnierzy radzieckich znajdowało się Krasnoje Sieło oraz Lipice. Efektem udanej operacji na kierunku krasnosielskim były też postępy w celu opanowania Ropszy, w rejonie której połączyły się 42. i 2. Armia. To pozwoliło na odcięcie części oddziałów 18. Armii, które następnie skutecznie zlikwidowano. Następnego dnia w kotle znalazł się Nowgorod i broniące go jednostki niemieckie. Niemal z miejsca udało się opanować miasto siłom 59. Armii. W kolejnych dniach Niemcy wycofywali się na zachód, a Armia Czerwona prowadziła głównie działania pościgowe, wyzwalając kolejne miejscowości okupywane dotąd przez hitlerowców. 24 stycznia 42. Armii nie oparły się Puszkin i Słuck, a w dwa dni później opanowała ona Krasnogwardiejsk. Tego samego dnia pod naporem 54. Armii padło Tosno i Lubań. Następnie wyzwolono Czudowo, a 59. Armia zaczęła przekraczanie rzeki Ługa, gdzie Niemcy próbowali budować improwizowaną linię obronną. 27 stycznia ogłoszono, iż blokada Leningradu została przerwana, co związane było z sukcesami Frontu Leningradzkiego i Wołchowskiego. Nawet, jeśli miało to jedynie charakter symboliczny, to wydarzenie to pokazało, iż defensywa niemieckiej Grupy Armii "Północ" nie istnieje. Potwierdziło to zdobycie Nowoskolnik przez wojska 2. Frontu Nadbałtyckiego w dniu 28 stycznia. 1 lutego stał się dniem sukcesu 2. Armii Uderzeniowej, która wyzwoliła Kingisepp. Miasto znajdowało się niewiele ponad kilometr od przedwojennej granicy z Estonią, co pozwalało myśleć, iż w niedługim czasie pod naporem radzieckim padnie linia Narwy. Niestety, tutaj Niemcy doskonale przygotowali się do obrony, zdając sobie sprawę, iż Narwa jest pomostem do Tallina i całej Estonii, a stamtąd do wybrzeży Morza Bałtyckiego i Prus Wschodnich. Od połowy lutego trwały ciężkie zmagania o utworzenie i utrzymanie przyczółka radzieckiego na lewym brzegu Narwy. Do boju Kwatera Główna podciągnęła 8. i 59. Armię, ale i one nie były w stanie przełamać uporczywej defensywy niemieckiej. Dopiero po zainicjowaniu operacji "Bagration" i jej sukcesach na froncie Grupy Armii "Środek" przełamanie pod Narwą mogło stać się faktem. Na razie jednak obie strony wykrwawiały się w boju, który nie przynosił niczego dobrego. Wróćmy zatem do wydarzeń z lutego 1944 roku. 67. i 59. Armia nacierały na linię rzeki Ługa i miasto Ługa. W efekcie 12 lutego miasto było wolne. 15 lutego Front Wołchowski włączono w skład Frontu Leningradzkiego. Od tej pory Front Leningradzki i 2. Front Nadbałtycki parły w kierunku pskowskim i ostrowskim, niejako na plecach wycofującej się 18. i 16. Armii. W konsekwencji Niemcy spokojnie dotarli do rejonu umocnionego i obsadzili pozycje na wschód od Pskowa aż po Witebsk. W połowie marca linia frontu ustabilizowała się, a Sowieci zaprzestali gwałtownych ataków, oczekując bardziej sprzyjających okoliczności, które miały nadejść dopiero latem 1944 roku.

Zanim zajmiemy się frontem Grupy Armii "Południe" skupimy się na działaniach prowadzonych przez 17. Armię zajmującą Półwysep Krymski. Wprawdzie są to wydarzenia chronologicznie późniejsze niż ofensywa wojsk radzieckich w zakolu Dniepru, jednakże warto rozwiązać ten problem, aby później nie zajmować nim głowy. Gdy w listopadzie 1943 roku siły niemieckie zostały odcięte na Krymie, ich sytuacja wydawała się być fatalna. Lotnictwo szachowało Flotę Czarnomorską, co pozwalało z optymizmem patrzeć w przyszłość jeśli chodzi o radzieckie desanty na półwyspie, jednakże taki stan niespokojnej stabilizacji nie mógł utrzymywać się przez dłuższy okres czasu. Pamiętajmy, że Cieśnina Kercz nie była jedyną drogą, która prowadziła na Krym. Od północy do półwyspu mogły bowiem przenikać wojska 4. Frontu Ukraińskiego, które skutecznie biły się o Perekop i odepchnęły 6. Armię gen. Hollidta poza linię Dniepru. Jeszcze w grudniu 1943 roku Sowieci próbowali pierwszych desantów przez Kercz, aby uchwycić przyczółki na Krymie. Zadanie to wykonano połowicznie - z jednej strony udało się utrzymać niewielkie oddziały po drugiej stronie cieśniny, z drugiej Niemcy i Rumunii nie zostali ani odepchnięci na jakąś szczególną odległość, ani pobici. Mimo wszystko na pewno cieszył fakt, że uzyskano dogodne pozycje wyjściowe do ofensywy planowanej na wiosnę kolejnego roku. W marcu rozpoczęto operację przeprawiania nowych sił. Tym udało się powiększyć przyczółek. Tymczasem od strony lądowego połączenia Krymu ze Związkiem Radzieckim napór wojsk Tołbuchina zaczął tężeć. Miał on zresztą dogodną sytuację do osiągnięcia sukcesu, bowiem wojska radzieckie odnosiły zwycięstwa na Ukrainie i w tym czasie niemal w całości wyzwoliły jej terytorium. Dla dowódcy 17. Armii i całego niemieckiego dowództwa stało się jasne, iż Krym nie zostanie utrzymany. To doprowadziło Niemców do decyzji o podjęciu się ewakuacji żołnierzy z zagrożonego rejonu. Decyzji spóźnionej o kilka miesięcy... 11 kwietnia do brzegów półwyspu podeszły pierwsze statki, które podjęły na swoje pokłady żołnierzy niemieckich i rumuńskich. Pierwszy tydzień ewakuacji nie przyniósł większych strat. Dopiero 18 kwietnia zanotowano pierwszy dramat, gdy statki biorące udział w operacji został storpedowane. Niemal do końca kwietnia prowadzono ewakuację wyspy, która przypominała niektórym żołnierzom brytyjską operację w rejonie Dunkierki w 1940 roku. Jakże było to dawno, jakże potężny był wtedy Wehrmacht. Teraz żołnierze 17. Armii musieli umykać, jeśli nie chcieli rozstać się z życiem. Ponad 73 tys. ludzi opuściło półwysep do końca miesiąca. W maju prowadzono drugą część operacji, w toku której blisko 50 tys. ludzi zostało podjętych na pokłady okrętów Państw Osi. W sumie prawie 121 tys. ludzi umknęło Sowietom. Wielu jednak pozostało na Krymie, broniąc się do końca. W kwietniu niemieckie dowództwo zdecydowało, iż należy wycofać się do twierdzy sewastopolskiej i tam zbudować ostatni fragment defensywy na półwyspie. Śladami radzieckich żołnierzy Niemcy i Rumunii obsadzili nowe pozycje obronne i rozpoczęli śmiertelny bój na wyniszczenie. Do oblężenia Sewastopola przystąpiły wojska 4. Frontu Ukraińskiego, w tym 2. Armia Gwardii i 51. Armia, które spokojnie zacieśniały krąg, a następnie rozpoczęły stopniowe likwidowanie obrony. Masowe naloty i ostrzeliwanie artylerii nie złamały ducha bojowego obrońców, którzy stawiali opór do 10 maja, kiedy to twierdza sewastopolska została przez Armię Czerwoną zdobyta. Sowieci ogłosili, iż straty przeciwnika sięgały 55 tys. zabitych i 65 tys. wziętych do niewoli. Straty radzieckie były przy tym drobnostką, bowiem Armia Czerwona naliczyła ledwie 18 tys. zabitych i 67 tys. rannych. Bilans batalii o Krym był przerażający, pochłonęła ona wiele ofiar, których być nie powinno - gdyby tylko Hitler zdecydował się w odpowiednim momencie na wycofanie 17. Armii. Tego jednak nie zrobił i nie mogła ona zostać wykorzystana w budowaniu defensywy na zachodnim brzegu Dniepru, gdzie sprawy przybrały wiosną niezwykle niekorzystny obrót. Od pierwszych dni 1944 roku na pozycje niemieckie pod Nikopolem nieustannie spadały radzieckie pociski. Armia Czerwona nijak nie mogła ugryźć przyczółka, który tworzyli głównie żołnierze 40. KPanc. Do dyspozycji gen. Ferdinanda Schörnera oddano jeszcze 29. i 4. KA, które łącznie z 40. KPanc. tworzyły tzw. Grupę Schörnera. 1 lutego na pozycje niemieckie spadł nagły atak 8. Armii gen. Czujkowa. Bohater spod Stalingradu wiódł teraz do boju radzieckich żołnierzy, starając się zgotować przeciwnikowi kolejny kocioł. Schörner nie głupi i doskonale zdawał sobie sprawę z rosnącego z każdym dniem zagrożenia. Pierścień radziecki zaciskał się, a pozycje niemieckie coraz bardziej przytulały się do Dniepru. W związku z tym 2 lutego wyprowadził on kontruderzenie na pozycje 8. Armii, przygotowując się jednocześnie do opuszczenia pozycji pod Nikopolem. Wprawdzie po tygodniu walk udało się mu uzyskać stabilizację w rejonie Apostołowa, jednakże sukces ten był przejściowy i w ciągu kolejnych czterech dni niemieccy żołnierze opuszczali przyczółek. 15 lutego było już po niemieckiej obronie w rejonie Nikopola, a samo miasto wpadło w ręce Sowietów. Zanim przejdziemy do dalszego opisu radzieckiej ofensywy na południowym odcinku zajmiemy się wydarzeniami w rejonie Korsunia Szewczenkowskiego. W pierwszych dniach stycznia gen. Koniew wyprowadził natarcie 2. Frontu Ukraińskiego przez rubież Kirowohradu na zachód, gdzie broniła się 8. Armia. 5. APancGw. przeszła na północ od miasta i rozpoczęła przesuwanie się w miejsce, gdzie łączyły się 1. APanc. i 8. Armia. Z północy uderzał 1. Front Ukraiński gen. Watutina i coraz bardziej realne było zagrożenie połączeniem obu frontów w rejonie Humania. Na drodze Koniewa stał przede wszystkim 47. KPanc., także w Kirowohradzie broniły się niemieckie jednostki - zamknięte tam trzy dywizje - 14. DPanc., 10. DGrenPanc. i 376. DP. W wykuszu pomiędzy 1. i 2. Frontem Ukraińskim znajdowały się oddziały 42. KA gen. Lieba i 11. KA gen. Stemmermanna z 8. Armii. 25 stycznia Koniew rzuca do boju swoje główne siły, w tym 5. APancGw. gen. Rotmistrowa. Ta naciera głównie na pozycje bronione przez 11. KA. Początkowo Niemcy twardo stoją i nie pozwalają czołgom wroga przejść. Po południu 26 stycznia sytuacja zaczyna się komplikować, a siły radzieckie zaczynają przenikać przez Kapitaniwkę. Jakby tego było mało, na północnym skrzydle także Watutin osiąga sukces, a jego 5. KPancGw. z 6. APanc. zaczyna przechodzić przez Medwyn i niepokojąco zbliża się do czołówek Romistrowa. Do spotkania dochodzi 28 stycznia. W kotle pod Korsuniem znajduje się 42. i 11. KA, ogółem 56 tys. żołnierzy. Od początku lutego Sowieci zaczęli szturmować dywizje wroga zamknięte w pierścieniu okrążenia. Dziwić może jedynie fakt, iż 2. Front Ukraiński zaniechał dalszej ofensywy na wschód i południe, gdzie przecież nie było większych sił niemieckich, a ewentualny sukces mógł przesądzić o losach całej południowej części Ukrainy. Nagłe roztopy pokrzyżowały nieco plany dowódców radzieckich. Nie tylko ich, bowiem od początku walk w kotle Niemcy szykowali się do kontrofensywy celem oswobodzenia zamkniętych dywizji. 4 lutego 16. i 17. DPanc. z 3. KPanc. gen. Hermanna Breitha wyprowadziły niespodziewany atak, ale zostały dość szybko powstrzymane zanim zdołały wyrąbać przejście do okrążonych pod Korsuniem wojsk. W czasie, gdy Breith i jego ludzie starali się przebić do Korsunia, w kotle o mały włos nie doszło do tragedii. 4. Armia Gwardii ruszyła do uderzenia, starając się przeciąć zgrupowanie 42. i 11. KA na dwie części. Tylko wysiłkom Dywizji Pancernej "Wiking" Stemmermann mógł zawdzięczać uratowanie sytuacji. Rozpoczął on również przygotowania do akcji połączenia z nacierającym wciąż 3. KPanc. Ten jednak zaległ w walkach o wzg. 239 za rzeką Hnyłyj Tikicz. Wprawdzie zaporę wodną udało się sforsować, ale bój o wzniesienie nie był tak prosty. Siły 42. i 11. KA przegrupowały się do 15 lutego w rejon Szenderiwki, ale przebicie się przez wzg. 239 i Poczapywci nie było możliwe. 16 lutego Stemmermann próbował wyłamania. Bezskutecznie. Ze wszystkich stron zmagał się z oporem Sowietów i gwałtownymi kontratakami Armii Czerwonej, a teren zajmowany przez jego żołnierzy wciąż się kurczył. Rosnące straty zmuszają do nagłych działań. Część oddziałów dokonuje wąskiego przełamania, część dociera nawet do Hnyłyj Tikicz, ale mają spore problemy z przeprawą, którą przerzucić miały oddziały 1. DPanc. z grupy idącej na spotkanie Stemmermanna i jego ludzi. Dowódca nie przetrwał kolejnego ostrzeliwania - zabiły go radzieckie działa. Jego śmierć nie poszła na marne, bowiem zaplanowana operacja ratowania żołnierzy powiodła się w dużym stopniu. Od 17 do 19 lutego wyrywający się z okrążenia wojacy Wehrmachtu docierali do niemieckich linii. W sumie nawet 35 tys. ludzi mogło wyjść z kotła. Reszta albo zginęła, albo dostała się do radzieckiej niewoli. Bitwa o Korsuń kończyła się dla Niemców pozytywnie, zdołali uratować większą część żołnierzy, choć ponieśli przy tym spore straty. Jak długo jeszcze miało sprzyjać im szczęście? W czasie, gdy dokoła Korsunia umierali niemieccy i radzieccy żołnierze, prawe skrzydło 1. Frontu Ukraińskiego poczyniło spore postępy na kierunku kowelskim, obejmując ofensywą Równe. Szczególnie wyróżniała się w tym rejonie 13. Armia, skutecznie spychając 4. APanc. gen. Rausa. Jakby tego było mało na południe od Szepietówki rozpaczliwie broniła się 1. APanc., którą od północy coraz mocniej naciskał 1. Front Ukraiński. Ze wschodu szło już wsparcie wojsk Koniewa. 4 marca 1. Front Ukraiński marsz. Gieorgija Żukowa przypuścił szturm na pozycje 1. APanc. Jej tyły przyklejone były do Dniestru. 13. Armia uderzała na pozycje 4. APanc. i szybko uzyskała wyłamanie w pasie obrony 13. KA i 59. KA. To groziło odcięciem sił 1. APanc., którą Sowieci zaczęli okrążać od strony zachodniej. 48. KPanc. pozostał po stronie zachodniej i objął teren Tarnopola. Marzec zwiastował zatem nowe przełamanie na froncie Grupy Armii "Południe". Hitler obawiał się najgorszego i pracował nad planami zajęcia terytoriów sojuszników - Węgier i Rumunii. Wkroczenie na ziemie Horthy'ego i Antonescu miało być ostatnim aktem ratowania defensywy całego zgrupowania południowego. 5 marca uderzenie spada na pozycje 8. i 6. Armii. 10 marca upada Humań, skąd wycofują się żołnierze niemieccy. 2. Front Ukraiński notuje także postępy na drodze do rzeki Boh. Tę szybko udaje się sforsować, a żołnierze radzieccy prą do Dniestru, który przekraczają 17 marca. Dwa dni później Hitler zdecydował się posłać swoje jednostki do Węgier. Tego samego dnia wojska radzieckie osiągają przedwojenną granicę rumuńską, co Stalin określa jako ostateczny etap odzyskiwania granicy państwa radzieckiego. W kolejnych dniach padają Winnica i Żmerynka. Jakby tego było mało, na pozycje 6. Armii naciera 3. Front Ukraiński, który wiodą do boju 5. i 7. Armia. Tragizm sytuacji Grupy Armii "Południe" dopełnia się w trzeciej dekadzie marca, gdy siły 1. APanc. zostają okrążone wokół wschodniego przyczółka nad Dniestrem. Manstein coraz wyraźniej widzi, iż zostaje mu niewiele opcji - może trwać z uporem na stanowiskach nad rzekami Dniestr i Boh, gdzie niechybnie 1. APanc. czeka wyniszczenie, może też zarządzić odwrót przez Dniestr lub na zachód, co z kolei stoi w sprzeczności z rozkazami Hitlera. Dyktator nie chce się zgodzić na opuszczenie stanowisk przez 1. APanc. i z uporem maniaka żąda stawiania oporu do końca, choć taka wizja działań przekreśla wszystko, co zdołał wypracować Manstein. 24 marca trwają przygotowania do wyjścia z kotła. 25 marca doszło do spotkania Hitlera z Mansteinem. Dyskusja przerodziła się w tyradę Mansteina, który jasno i zwięźle wyłożył führerowi to, co działo się z frontem Grupy Armii "Południe". Ale dyktator nie chciał słuchać głosu rozsądku i nie przystał na rozwiązanie proponowane przez Mansteina, a więc próbę przebijania się 1. APanc. gen. Hubego n zachód w kierunku wojsk 4. APanc. Dopiero 26 marca führer wyraża zgodę, widząc, iż nie ma sensu dalej upierać się przy bezsensownym oporze. Oddelegowuje 2. KPanc. SS do składu 4. APanc., która ma wspierać próby wyjścia z okrążenia sił Hubego. Tymczasem radzieckie wojska czynią coraz większe postępy, a 25 marca 1. APanc. przekracza Dniestr na północny-zachód od Chocimia. Sąsiednia 4. APanc. podchodzi pod Kamienic Podolski, gdzie bronią się oddziały 46. KPanc. W chwili, gdy 1. APanc. z frontu Żukowa weszła do Czerniowiec, 1. APanc. Hubego rozpoczęła próbę przebijania się do 4. APanc., a całość sił znalazła się w składzie Grupy "Breith" i Grupy "Chavallerie". Jednostki niemieckie z furią przebijały się na zachód przez osłabione pozycje 1. APanc., która niepotrzebnie ruszyła na południe. W ciągu pierwszego tygodnia kwietnia wojska niemieckiej 1. APanc. wyszły na rubież Buczacza, przeszły przez Zbrucz i zaczęły tworzyć linię defensywną, kontrując od czasu do czasu zdumionych Sowietów. 15 kwietnia Armia Czerwona zajęła Tarnopol. Pięć dni wcześniej 6. Armia rozpoczęła odwrót z Odessy, cofając się w kierunku Besarabii, którą obsadzono w ciągu dwóch kolejnych tygodni. Natychmiast wykorzystała to 46. Armia radziecka, która wkroczyła do miasta, ostatecznie przesądzając o losach Półwyspu Krymskiego i 17. Armii. O tym jednak już mówiliśmy. Radziecka ofensywa zimowo-wiosenna była ostatecznym ciosem zadanym Grupie Armii "Południe" dowodzonej od 30 marca przez feldmarszałka Modela. Był to swoisty rewanż Hitlera za niesubordynację zdymisjonowanego Mansteina. Ten jednak, śmiałą operacją, uwolnił z kotła 1. APanc. i przedłużył nadzieję Wehrmachtu na obronę obszaru od bagien Prypeci, których południowy skraj obsadziły wojska 1. Frontu Ukraińskiego, po wybrzeża Morza Czarnego (linia przebiegała na zachód od Równego, Kowna i Tarnopola oraz kilkadziesiąt kilometrów od Odessy). Także tutaj na zmiany w stanie posiadania należało poczekać do 22 czerwca, do wielkiej operacji "Bagration", która była ostatecznym aktem na drodze do wyzwalania Europy przez Armię Czerwoną.

22 czerwca, dokładnie w trzecią rocznicę niemieckiego najazdu na Związek Radziecki, rozpoczęła się operacja "Bagration" - największe tego typu przedsięwzięcie Armii Czerwonej. Uderzenie wykonać miały 1., 2. i 3. Front Białoruski dowodzone w tym czasie przez marszałków Gieorgija Żukowa i Konstantego Rokossowskiego i gen. Iwana Czernichowskiego. Ofensywa spadła na linię frontu trzymaną przez Grupę Armii "Środek". Ta broniła się zaciekle przez ponad pół roku i nie ustępowała pola żołnierzom Armii Czerwonej. Konsekwencją odwrotu byłaby bowiem utrata okupowanych terytoriów Polski, co z kolei mogło się przełożyć na zagrożenie dla terenów rdzennie niemieckich. Stawka była zatem wysoka, ale siły niemieckie liczące w przeddzień ataku ponad 800 tys. żołnierzy wspieranych przez ponad 500 czołgów i 800 samolotów nie miały szans na przeciwstawienie się potędze radzieckiej armii - do "Bagration" wyznaczono bowiem niemal 1 mln 700 tys. żołnierzy, którym wsparcie zapewniały potężne siły artyleryjskie, pancerne i lotnicze, kilkukrotnie przewyższające stany etatowe wroga. Niemal natychmiast po ataku wojska radzieckie uzyskały szereg przełamań, które pozwoliły na opanowanie Mińska w dniu 3 lipca i wkroczenie na ziemie polskie, które stopniowo wyzwalano aż po linię Wisły. Białoruś i wschodnia Polska były wyzwolone, w sierpniu sowieckie armie dotarły do przedmieść Warszawy, gdzie uderzenie wstrzymano. Nie wiadomo, jaki miało to związek z prowadzonym w stolicy Powstaniem Warszawskim, ale możemy podejrzewać, iż walki Polaków miały spory wpływ na zatrzymanie marszu Armii Czerwonej przez Stalina. Dwóch przeciwników, a za takiego uważano wciąż groźną Armię Krajową, wykrwawiało się we wzajemnym boju, a interwencja mogła zmienić układ sił i uratować obie strony zanim wyniszczą się doszczętnie. W tym czasie na południu postępował marsz Armii Czerwonej przez terytoria Europy Środkowej, co pozwalało Sowietom na podporządkowywanie sobie kolejnych państw i instalowanie przybudówek partii komunistycznych na nowych terenach. Jedynie na północy wojska niemieckie stawiały jeszcze zacięty opór, chroniąc Prus Wschodnich, ale i tam kampania ofensywna Armii Czerwonej miała zostać wkrótce rozstrzygnięta.

Podsumowanie zmagań wypada nam rozpocząć od stwierdzenia, iż kampania radziecka była najważniejszym frontem II wojny światowej. To właśnie tutaj rozstrzygnęły się kluczowe batalie, które w konsekwencji przesądziły o klęsce militarnej III Rzeszy. Zaangażowanie niemieckiego przemysłu w kampanię przeciwko Sowietom było niebagatelne, wyczerpywało wszelkie rezerwy, jakie mogły zostać wykorzystane podczas ewentualnej wojny na zachodzie, gdzie alianci otworzyli drugi front i rozpoczęli mozolny marsz w kierunku granicy zachodniej Rzeszy. Wojna na wschodzie była dla Hitlera tym, czym niegdyś dla Napoleona wyprawa na Moskwę. Zakończyła jego zwycięski marsz i położyła kres pasmu klęsk koalicji antyhitlerowskiej. Trwoniony na wschodzie rezerwuar sił ludzkich i zasobów sprzętowych nie mógł być wykorzystany na innych front, co pokazuje najdobitniej, jak wielki wpływ na historię konfliktu miały wydarzenia na radzieckich rubieżach. Trudno jest ocenić, czy to właśnie one były kluczem do zwycięstwa aliantów, jednak osobiście skłaniałbym się ku tej tezie. Wielkie batalie rozgrywane w niewielkich odstępach czasowych kosztowały Rzeszę zbyt wiele, aby mogła ona swobodnie łatać dziury po jednostkach, który wykrwawiały się w boju. Na początku tego artykuły wspominaliśmy o tym, iż dysproporcja sił niemieckich i radzieckich miała się ukazać dopiero w trakcie trwania konfliktu, a sucha statystyka sprzed wybuchu kampanii radzieckiej nie zdradzała trudnego położenia Niemiec. Armia Czerwona mogła liczyć na nieustanne wsparcie, uzupełnienia, które wystarczały do pokrycia poniesionych strat i budowania siły na nowo. Niemcy na taki luksus nie mogli sobie pozwolić i, mimo iż na początku mieli na froncie przewagę, w ogólnym rozrachunku wyszli ze starcia jako przegrani. Zwraca uwagę fakt kiepskiej komunikacji w koalicji Państw Osi, która w dużej mierze przyczyniła się do wzmocnienia sowieckiej defensywy. Japończycy nie czynili nawet starań, aby pozorować możliwość agresji na Związek Radziecki od strony wschodniej, co pozwoliło Stalinowi na przerzucenie ogromnej ilości wojsk i wykorzystanie ich w kluczowym dla kampanii momencie. Nieustanne tarcia na linii Berlin - stolice sprzymierzeńców Hitlera powodowały załamanie koalicji od środka, szczególnie w czasie kryzysu na froncie, co sprzyjało tendencjom odśrodkowym. Niemcy nie potrafili wykorzystać takich tendencji w samym Związku Radzieckim, gdzie pozycja Stalina, przynajmniej w początkowym okresie konfliktu, mogła zostać zagrożona. Nie udało się pozyskanie miejscowej ludności, co związane było z eksterminacyjną polityką lansowaną przez niemieckich planistów inwazji. Łagodniejsze podejście i polityka ugody mogły doprowadzić do znacznego wzmocnienia sił niemieckich, zwłaszcza, że na tyłach Wehrmachtu nieustannie działała prężna partyzantka, która mogła liczyć na wsparcie lub neutralną akceptację ludności cywilnej. Wreszcie jedną z głównych przyczyn klęski Niemców była niekompetencja samego Hitlera, który uparcie wierzył w swoją szczęśliwą gwiazdę i niejednokrotnie podejmował decyzje niezgodne z opiniami wyższego dowództwa. Jego rozkazy często pozbawione były uzasadnienia w wojennej rzeczywistości, a maniakalna chęć podbicia Moskwy czy Stalingradu kosztowała życie setek tysięcy żołnierzy, którym nakazano bój do ostatniego naboju. To wszystko składa się na obraz dramatu żołnierzy Wehrmachtu, którzy zmuszeni byli bić się z dala od ojczyzny i w imię mrzonek swojego wodza. Końcowe zwycięstwo Sowietów, zwieńczone sukcesem w operacji berlińskiej, było początkiem nowej ery Europy Wschodniej i Środkowej. Tryumf Stalina został przypieczętowany politycznym poparciem, jakiego udzielali my dyplomaci Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Konsekwencją podbojów radzieckich było ogarnięcie sporej części Europy strefą wpływów sowieckich i zjednoczenie jej pod sztandarem partii komunistycznej, choć często komunizm nie był wyrażony w sposób bezpośredni. Ocena działań obu stron w czasie kampanii radzieckiej jest niezwykle złożona i ciężko jednoznacznie stwierdzić, czy Niemcy mieli szansę na zwycięstwo w boju z Armią Czerwoną. Z pewności przełomowym momentem były porażki na froncie Grupy Armii "Południe", która wdała się w mordercze walki na linii Donu i Wołgi, z walką o Stalingrad na czele. Indywidualne błędy Hitlera i jego dowódców rozstrzygnęły losy starcia, a w drugiej połowie 1943 siły niemieckie przeszły w zasadzie do generalnej defensywy. Bardzo umiejętnie broniły każdej możliwej linii, wykorzystując naturalne walory rozległych przestrzeni rosyjskich, później, ukraińskich i białoruskich i wreszcie polskich, gdzie wojna toczyła się już nie o utrzymanie frontu, ale o niedopuszczenie Sowietów do granic Rzeszy. W konsekwencji przegranych bitew żołnierze Wehrmachtu musieli uznać wyższość przeciwnika, choć nie wszędzie Niemcy ulegali naporowi nieprzyjacielskich wojsk - silniejszych liczebnie i coraz lepiej zaopatrywanych. Efektem zwycięskiej kampanii radzieckiej było zdobycie Berlina, który zwieńczył wysiłek Armii Czerwonej i wojsk sojuszniczych. Sen Hitlera nie ziścił się. Marzył on o wielkiej Tysiącletniej Rzeszy, która ogarnie całą Europę. Na jego drodze stanęły bezkresne przestrzenie Związku Radzieckiego, których nie udało się pokonać pomimo ogromnego wysiłku i mobilizacji wszystkich możliwych sił. Efektowne podboje z początków kampanii radzieckiej szybko przemieniły się w uporczywe zmagania, nierzadko o każdy dom, ulicę, o każdy metr ziemi. W tej walce Niemcy nie sprostali przeciwnikowi, a Stalin mógł zatryumfować nad swoim niemieckim odpowiednikiem, rozpoczynając nową epokę w dziejach nowożytnej Europy.